/ Language: Polski / Genre:prose_contemporary

Małe zbrodnie małżeńskie

Eric-Emmanuel Schmitt

"Kiedy widzicie kobietę i mężczyznę w urzędzie stanu cywilnego, zastanówcie się, które z nich stanie się mordercą". Ta książka to przewrotna, zabawna i pełna zaskakujących zwrotów akcji opowieść o związku dwojga kochających się niegdyś ludzi. Co zostało między nimi po 15 latach małżeństwa? Schmittowi udała się nie lada sztuka: napisał dramat, który czyta się jak najbardziej wciągającą powieść.

Eric-Emmanuel Schmitt

Małe zbrodnie małżeńskie

Tytuł oryginału: Petits Crimes Conjugaux

Tłumaczenie: Barbara Grzegorzewska

Mieszkanie, w nocy.

Zgrzyt klucza w zamku.

Otwierają się drzwi, ukazując dwie sylwetki w brunatnożółtej poświacie korytarza.

Kobieta wchodzi do środka, mężczyzna stoi w progu, w pewnej odległości, z walizką w ręku, jakby wahał się wejść.

Lisa pospiesznie zapala lampy, jedną po drugiej, żeby pomieszczenie jak najszybciej stało się widoczne.

Kiedy już wszystko jest oświetlone, rozkłada ramiona i wskazuje na mieszkanie, jakby prezentowała dekorację do spektaklu.

Lisa I jak?

Mężczyzna kręci przecząco głową. Lisa, zaniepokojona, nalega.

Lisa Ależ tak! Przyjrzyj się spokojnie. Skoncentruj się.

Mężczyzna, przygląda się sumiennie każdemu meblowi, po czym spuszcza głowę, pokonany, żałosny.

Lisa Nic?

Gilles Nic.

Nie mogąc się zadowolić tą odpowiedzią, kobieta każe mu odstawić walizkę, zamyka drzwi i wziąwszy go za rękę, prowadzi do fotela.

Lisa To fotel, w którym lubisz czytać.

Gilles Mocno sfatygowany.

Lisa Proponowałam ci sto razy, żeby zmienić obicie, ale odpowiadałeś, że mam do wyboru: tapicer albo ty.

Gilles siada w fotelu. Krzywi się z bólu.

Gilles Trzeba zmienić nie tylko obicie, mam wrażenie, że jedna ze sprężyn jest dosyć agresywna.

Lisa Sprężyna intelektualna.

Gilles Słucham?

Lisa Twierdzisz, że fotel jest zdrowy tylko wtedy, kiedy jest niewygodny. Sprężynę, która wpija ci się w lewy pośladek, nazywasz sprężyną intelektualną, podnietą dla myśli, stymulatorem czujności!

Gilles To kim ja jestem: intelektualistą czy fakirem?

Lisa Usiądź przy swoim biurku.

Posłusznie za nią idzie, ale podejrzliwie spogląda na krzesło i na wszelki wypadek przesuwa po nim ręką. W chwili, gdy siada, słychać pisk metalu. Wzdycha.

Gilles Mam także teorię na temat skrzypiących Krzeseł?

Lisa Oczywiście. Nie pozwalasz mi go naoliwić. Każde zgrzytnięcie traktujesz jak sygnał alarmowy. Zardzewiały taboret aktywnie uczestniczy w twojej walce z ogólnym rozprzężeniem.

Gilles Mam teorie na każdy temat?

Lisa Prawie. Nie znosisz, żebym porządkowała twój gabinet, chaos, w jakim przechowujesz stosy papierów, określasz mianem „systemu historycznej archiwizacji”. Zapewniasz, że biblioteka bez kurzu jest możliwa tylko w poczekalni. Uważasz, że okruchy to nie brud, bo przecież chleb się je. Niedawno przekonywałeś mnie nawet, że okruchy to łzy wylewane przez chleb, który cierpi, kiedy go kroimy. Rezultat: łóżka i kanapy są zapłakane. Nie wymieniasz przepalonych żarówek pod pretekstem, że trzeba nosić żałobę po świetle, które odeszło. Po piętnastu latach małżeńskiego pożycia udało mi się zresztą sprowadzić twoje rozliczne teorie do jednej, za to fundamentalnej tezy: niczego w domu nie robić!

Mężczyzna uśmiecha się przepraszająco, bardzo łagodnie.

Gilles Życie ze mną jest piekłem?

Kobieta, zaskoczona, zwraca się w jego stronę.

Lisa Rozczulasz mnie, zadając to pytanie.

Gilles A co z odpowiedzią?

Lisa milczy. Ponieważ on wciąż czeka, przyznaje w końcu z powściąganą czułością:

Lisa Niewątpliwie jest piekłem, ale… w pewnym sensie… zależy mi na tym piekle.

Gilles Dlaczego?

Lisa Jest w nim ciepło…

Gilles Jak to w piekle.

Lisa I mam w nim swoje miejsce…

Gilles Niczym Lucyfer…

Uspokojony deklaracją Lisy, rozgląda się wokół siebie, dotykając przedmiotów, które są w jego zasięgu.

Gilles Dziwne… mam wrażenie, jakbym był dorosłym noworodkiem. Od… Od jak dawna to trwa?

Lisa Dwa tygodnie…

Gilles Już?

Lisa Długo.

Gilles Dla mnie krótko. (do siebie) Budzę się rano w szpitalu, z uczuciem, jakbym wychodził od dentysty: ze zdrętwiałymi policzkami i dziwnym ciężarem w obandażowanej głowie. „Co ja tu robię? Czyżbym miał wypadek? W każdym razie żyję”. Co za ulga. Dotykam swojego ciała… Opowiadałem pani…

Lisa (poprawia go) Opowiadałem ci!

Gilles (poprawia się) Opowiadałem ci numer z pielęgniarką?

Lisa Numer z pielęgniarką?

Gilles Pielęgniarka uchyla drzwi. „Miło mi widzieć pana z otwartymi oczami, panie Sobiri”. Odwracam się, żeby zobaczyć, do kogo mówi, i widzę, że jestem w pokoju sam. Ona nalega. Jak się pan czuje, panie Sobiri?” Sprawia wrażenie pewnej siebie. Zmęczony, mobilizuję siły, żeby jej w kilku słowach odpowiedzieć. Kiedy wychodzi, wychylam się z łóżka i chwytam kartę z wykresem temperatury: widnieje na niej to nazwisko, Gilles Sobiri. „Dlaczego mnie tak nazywają? Kto się pomylił?” Sobiri nic mi nie mówi.

Ale w chwili, kiedy usiłuję odnaleźć swoją tożsamość, wracają tylko nazwy z dzieciństwa: Myszka Miki, Kubuś Puchatek, Tomcio Paluch, Królewna Śnieżka. Wtedy uświadamiam sobie, że nie wiem, kim jestem. Straciłem pamięć. Właśnie tę pamięć. Pamięć siebie. Za to mam w głowie deklinacje łacińskie, tabliczkę mnożenia, koniugację rosyjską, grecki alfabet. Przepowiadam je sobie. To mnie uspokaja. Reszta na pewno wróci. Niemożliwe przecież, żeby bezbłędnie mnożyć przez osiem – to najtrudniejsze, wszyscy są co do tego zgodni – i nie pamiętać, kim się jest? Próbuję nie wpadać w panikę. Wmawiam sobie nawet, że to bandaż, ściskając zanadto głowę, upośledza mi pamięć; kiedy tylko go zdejmą, wszystko wróci do normy. Kolejni lekarze, kolejne pielęgniarki. Zawiadamiam ich o swojej amnezji. Patrzą na mnie z powagą. Przedstawiam im teorię bandaża. Nie odbierają mi nadziei. Kilka dni później wkracza do pokoju jakaś nowa pielęgniarka, piękna kobieta, która nie ma na sobie fartucha. „Zabójcza! – mówię sobie. – Tylko dlaczego po cywilnemu?” Ona nie odzywa się, patrzy na mnie z uśmiechem, bierze mnie za rękę, gładzi po policzkach. Zastanawiam się, czy nie przysłano mi jakiejś szczególnej opiekunki, agentki do specjalnych pouczeń, „obsługa cierpiących samców”, wyszkolonej w tym celu prostytutki, gdy nagle pielęgniarka w cywilu oświadcza, że jest moją żoną. (zwraca się w stronę Lisy) Jest pani tego pewna?

Lisa Jestem pewna.

Gilles Nie jest pani na służbie?

Lisa Powinieneś mówić mi ty.

Gilles Nie jest pani… nie jesteś…

Lisa (przerywa mu) Jestem twoją żoną.

Gilles To świetnie. (pauza) I jest pani… jesteś pewna, że przyszliśmy do domu?

Lisa Jestem pewna.

Gilles ponownie rozgląda się po pokoju, którym się znajdują.

Gilles Nie chciałbym wyciągać pochopnych wniosków, ale chyba wolę moją żonę od mojego mieszkania.

Śmieją się. Spod wesołości Gilles'a powinien wyzierać popłoch. Mężczyzna cierpi.

Gilles To co robimy?

Lisa Dziś wieczór? Urządzamy cię. I zaczynamy żyć jak dawniej.

Gilles Co zrobimy, jeżeli nie odzyskam pamięci?

Lisa (zmieszana) Odzyskasz.

Gilles Czarno widzę, skończyłem łykać tabletki.

Lisa Odzyskasz.

Gilles Od dwóch tygodni słyszę, że wystarczy jakiś wstrząs… Zobaczyłem panią, a jednak nie poznałem. Przyniosła mi pani albumy ze zdjęciami, miałem wrażenie, że oglądam książkę telefoniczną. Wchodzimy tutaj, czuję się jak w hotelu, (zbolały) Niczego nie poznaję. Są jakieś dźwięki, kolory, kształty, zapachy, ale nic nie ma sensu. Nic nie układa się w spójny ciąg. Jest jakiś świat, kompletny, bogaty, wyglądający sensownie, ale błąkam się po nim, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Wszystko ma konsystencję oprócz mnie. Ja gdzieś zniknąłem.

Kobieta siada przy nim i bierze jego dłonie w swoje, żeby go uspokoić.

Lisa Ten wstrząs nastąpi. Przypadki trwałej amnezji są niezwykle rzadkie.

Gilles Z tego, co już o sobie wiem, jestem raczej z gatunku tych, którym zdarzają się rzadkie przypadki. (błagalnie) Co pani zrobi…

Lisa Co zrobisz!

Gilles Co zrobisz, jeśli się nie odnajdę? Nie będziesz chyba żyć z moim odmóżdżonym sobowtórem, z małpą, która jest do mnie podobna?

Lisa (rozbawiona jego lękiem) Dlaczego nie?

Gilles Nie, jeśli mnie kochasz, Liso, nie, jeśli mnie kochasz!

Lisa przestaje się śmiać.

Gilles Jeżeli kochasz mnie, nie możesz kochać mojego bliźniaka. Mojej podobizny! Pustego opakowania! Wspomnienia, które niczego nie pamięta!

Lisa Uspokój się.

Gilles Jeżeli mnie kochasz, przyjmiesz mnie oszpeconego, kalekiego, starego, chorego, pod warunkiem jednak, że będę sobą. Jeżeli mnie kochasz, pragniesz mnie, a nie tylko mojego odbicia. Jeżeli mnie kochasz…

Lisa, rozdrażniona, wstaje i zaczyna chodzić po pokoju.

Gilles Czy pani mnie kocha?

Lisa Czy ty mnie kochasz!

Lisa patrzy na niego z bólem; milczy. Gilles zastanawia się, robiąc pauzy pomiędzy każdym zdaniem.

Gilles Czy jestem kochany? Czy jestem miły? Po prostu miły? Jestem kimś nieznajomym. Nawet dla siebie samego. Nawet nie jestem pewny, czy siebie lubię, brakuje mi podstaw…

Wzrusza ramionami. Lisa patrzy na niego dziwnie. Chciałaby coś powiedzieć, ale się powstrzymuje. Pauza.

Gilles Czy pani go kochała?

Lisa Kogo?

Gilles Jego! Mnie, kiedy jeszcze byłem sobą! Pani męża!

Lisa Niech pan się uspokoi.

Gilles Proszę, mówi mi pani pan! Nie jest pani moją żoną! Muszę opuścić ten dom.

Lisa Gilles, uspokój się. Gubię się w twoich pytaniach. Nazwałam cię panem odruchowo.

Gilles Odruchowo?

Lisa Tak, zwykły refleks gramatyczny! Zwracasz się do mnie per pani i mówisz mi o sobie jako o nim. Nie wiem już, czego się trzymać.

Gilles Ja też nie.

Lisa O co mnie pytałeś?

Gilles Czy kochałaś swojego męża.

Lisa uśmiecha się. Gilles jest zaszokowany tym, że nie odpowiada.

Gilles Jeśli go pani nie kochała, to teraz jest dobry moment, żeby się go pozbyć. Niech pani skorzysta z tego, że on już nie jest nim, to znaczy, że jest mną, żeby wyrzucić go za drzwi. Żeby wyrzucić mnie za drzwi. To znaczy, żeby wyrzucić nas za drzwi. Niech pani zrobi porządek! Nie ma pani odwagi wyznać mi, że nasze małżeństwo nie było szczęśliwe? O to chodzi? Więc skorzystajmy z tego, wyjaśnijmy sytuację. Odchodzę. Niech mi pani powie, żebym sobie poszedł, a pójdę. Nie sprawi mi to trudności, nie wiem już, kim jestem, nie wiem, kim pani jest. Idealna okazja! Niech mi pani powie, żebym sobie poszedł, proszę.

Lisa podchodzi do niego, zdziwiona, że widzi go w takim stanie.

Lisa Wziąłeś lekarstwa?

Gilles (poirytowany) Na moje cierpienie nie ma lekarstwa! Co to za pomysł kazać mi brać tabletki, jak tylko okażę jakieś uczucie?

Lisa (wybucha śmiechem) Gilles!

Gilles W dodatku się ze mnie nabijasz!

Lisa (zachwycona) Gilles, to cudowne, czujesz się lepiej, wracasz do siebie: to jedno z twoich ulubionych zdań: „Co to za pomysł kazać mi brać tabletki, jak tylko okażę jakieś uczucie?”! To ty. To cały ty. Nigdy nie znosiłeś ludzi, którzy uciekają od złości, smutku, lęku czy oburzenia – zażywając środki uspokajające. Masz swoją teorię. nasza epoka jest tak komfortowa, że stara się leczyć sumienie, ale nie uda jej się wyleczyć nas z tego, że jesteśmy ludźmi.

Gilles (mile zaskoczony) Tak?

Lisa Dodawałeś, że mądrość nie na tym polega, żeby powstrzymywać się od odczuwania, lecz żeby odczuwać wszystko. Jak leci.

Gilles Naprawdę? A więc zarówno w sprawach małżeństwa jak metafizyki moją dewizą jest… nic nie robić?

Uradowana tym, że go przez chwilę rozpoznaje, Lisa całuje go w czoło.

Gilles przytrzymuje ją za rękę, jego wargi muskają jej usta.

Gilles (powoli, półgłosem) Nasz związek był… bardzo fizyczny?

Lisa (tak samo) Bardzo.

Gilles Nie dziwię się.

Trwają tak z twarzą przy twarzy, czując do siebie nieodparty pociąg.

Gilles Bardzo… w znaczeniu bardzo mocno… czy bardzo często…?

Lisa Bardzo mocno. Bardzo często.

Gilles Nie dziwię się.

Chce ją pocałować, lecz ona robi unik.

Gilles Dlaczego?

Lisa Za wcześnie.

Gilles To mógłby być ten wstrząs.

Lisa Dla mnie też to mógłby być wstrząs.

Gilles Nie rozumiem.

Znowu próbuje szczęścia, usiłując ją pocałować. Ona go powstrzymuje.

Lisa Nie. (on nalega) Powiedziałam „nie”.

Oswobadza się z jego objęć spokojnie, lecz stanowczo.

Zbity z tropu Gilles przebiega wzrokiem pokój, po czym, jakby upokorzony, chwyta swoją walizkę.

Gilles Bardzo mi przykro, odchodzę, nic z tego nie wyjdzie.

Lisa Gilles!

Gilles Odchodzę!

Lisa Gilles!

Gilles Tak, tak. Lepiej sobie pójdę.

Lisa Dokąd?

To pytanie zatrzymuje Gilles'a.

Lisa (łagodnie) Nie masz dokąd iść. (pauza) Twój dom jest tutaj, (pauza) Tutaj.

Gilles krzywi się zaniepokojony.

Gilles My się znamy?

Lisa potakuje z uśmiechem.

Gilles Nie poznaję pani.

Lisa Siebie też nie poznajesz.

Gilles A kto mi zaręczy, że nie przyszła pani do szpitala jak do schroniska dla bezdomnych zwierząt? Weszła pani na piętro z chorymi na amnezję, zastanawiając się, którego by tu adoptować. Powiedziała sobie pani, widząc mnie: „Ten jest dosyć przystojny, może nie jest zbyt młody, ale dobrze mu patrzy z oczu, sprawia wrażenie schludnego, wezmę go do siebie i wmówię, że jestem jego żoną”. Nie jest pani przypadkiem wdową?

Lisa Wdową?

Gilles Mówiono mi o organizacji wdów zajmującej się handlem mężczyznami, którzy stracili pamięć.

Lisa Gilles, jestem twoją żoną.

Gilles odstawia walizkę.

Gilles Opowiedz mi. Pomóż mi się odnaleźć.

Lisa pokazuje wiszące na ścianie obrazy.

Lisa Co myślisz o tych obrazach?

Gilles Podobają mi się. Są jedyną rzeczą, jaka mi się w tym mieszkaniu podoba.

Lisa Naprawdę?

Gilles Wyglądają, jakby malował je ten sam malarz.

Lisa Są twojego autorstwa.

Gilles (odruchowo) Gratuluję sobie, (zdziwiony) Naprawdę ja je namalowałem?

Lisa Tak.

Gilles A więc nie tylko piszę, ale także… maluję?

Lisa Najwyraźniej.

Gilles przygląda się obrazom najpierw nieufnie, potem z zachwytem.

Gilles No, no, widzę, że nie licząc skłonności do bałaganiarstwa, jestem fantastycznym facetem: dobrym kochankiem, malarzem, pisarzem, wynalazcą teorii, (z niepokojem) Chciałbym siebie poznać.

Lisa (figlarnie) Bardzo byś się sobie spodobał.

Gilles nie reaguje na ironię.

Gilles Czy na życie zarabiam także malarstwem?

Lisa Nie. Tylko kryminałami. Malarstwo to dla ciebie rozrywka.

Gilles Aha… (patrzy na nią, skrępowany) Jakim byłem mężem?

Lisa To znaczy?

Gilles Czy byłem zazdrosnym mężem?

Lisa Ani trochę.

Gilles (zdziwiony) Tak?

Lisa Mówiłeś, że mi ufasz. To było bardzo miłe.

Gilles A czy… korzystałaś z mojego braku zazdrości?

Lisa W jakim sensie?

Gilles Żeby dać mi powody do zazdrości.

Lisa (z uśmiechem) Nie.

Gilles oddycha z ulgą.

Gilles A ja, czy byłem… wierny?

Rozbawiona, patrzy na niego przez chwilę, napawając się widocznym na jego twarzy niepokojem; wreszcie mówi:

Lisa Tak.

Gilles Uff!

Lisa W każdym razie, o ile mi wiadomo.

Gilles Nie, nie ma powodu.

Lisa (drwiąco) Jeżeli mnie zdradzałeś, to by znaczyło przede wszystkim, że potrafisz się doskonale maskować.

Gilles Na pewno nie.

Lisa Albo, że masz dar przebywania w kilku miejscach naraz. Bo właściwie jak mógłbyś mnie zdradzać? Prawie nigdy stąd nie wychodziłeś. Cały czas pisałeś, czytałeś albo malowałeś. Więc jak byś to zrobił?

Gilles No właśnie, jak?

Lisa podchodzi i obejmuje go.

Lisa Twoja wierność była dla mnie ważna. Nie jestem dość pewna siebie, żeby dzień w dzień zmagać się z rywalkami… albo z podejrzeniami.

Gilles Chociaż sprawiasz wrażenie dobrze przygotowanej do walki. Niewiele kobiet w twoim wieku…

Lisa Sęk w tym, że świat nie składa się wyłącznie z kobiet w moim wieku. Kiedy się jest dwudziestolatką, nie zwraca się uwagi na wiek; począwszy od czterdziestki złudzenia pryskają; kobieta uzmysławia sobie, ile ma lat, w chwili kiedy odkrywa, że są młodsze od niej.

Gilles Ja… ja oglądam się za młodszymi?

Lisa Tak.

Gilles oddycha z ulgą, choć w głębi duszy nie czuje się jeszcze spokojny.

Gilles To straszne. Kroczę nad przepaścią. W każdej chwili mogę dowiedzieć się o czymś ohydnym, o czymś, co zrobi ze mnie bydlaka. Balansuję na linie, utrzymuję się w czasie teraźniejszym, nie obawiam się przyszłości, za to przeszłość budzi we mnie lęk. Boję się, żeby nie była za ciężka, żeby nie zachwiała moją równowagą, nie pociągnęła mnie w dół… Idę na spotkanie siebie, ale czy w dobrym kierunku?… Jakie są moje wady?

Lisa (zastanawia się) Masz… masz ich bardzo niewiele.

Gilles Ale jednak?

Lisa Bo ja wiem… Niecierpliwość! Tak, niecierpliwość.

Gilles To niedobre!

Lisa To urocze. Masz skłonność do rozbierania się w windzie, kiedy wracasz. Kiedyś mnie też rozebrałeś… Rumieni się, wspominając z przyjemnością ten moment ich miłosnego życia.

Gilles Naprawdę?…

Lisa Naprawdę. Ledwo zdążyliśmy zamknąć drzwi.

Gilles Zdążyliśmy?

Lisa Chyba już było za późno.

Śmieją się.

Gilles Mogę więc czekać bez obawy, aż wróci mi pamięć?

Lisa milczy, zmieszana. Gilles zauważa to i nalega.

Gilles Bo zastanawiam się czasem, czy mój mózg nie zablokował się specjalnie. Czy nie czerpie korzyści z tego, że nie pamięta.

Lisa Jakiej korzyści?

Gilles Korzyści z niewiedzy. Mój umysł ucieka w niewiedzę. Jakby uciekał przed jakąś prawdą.

Lisa (skrępowana) Tak?

Gilles Może szok, jakiego doznałem, był nie tylko fizyczny… są różne rodzaje urazów…

Długo mierzą się wzrokiem. Na chwilę lęk udziela się im obojgu.

Lisa (bez przekonania) Myślę, że niepotrzebnie się niepokoisz.

Gilles Naprawdę?

Lisa Naprawdę. Nie dowiesz się… na swój temat niczego, co by ci przeszkadzało.

Gilles Przysięgasz?

Lisa Przysięgam.

Gilles odpręża się.

Gilles Opowiedz mi coś o mnie. To jest teraz mój ulubiony temat.

Lisa (przekornie) Zawsze był.

Gilles Och?

Lisa Trzeba ci oddać sprawiedliwość: nigdy nie grzeszyłeś brakiem miłości do samego siebie. I byłeś sobie wierny. Zajrzyj do biblioteki: dedykowałeś sobie wszystkie swoje powieści. (na chybił – trafił wyciąga jakiś tom) „Sobie samemu swoją książkę, z całego serca, Gilles”.

Gilles (zażenowany) On był okropny.

Lisa To żart.

Gilles To miłość.

Lisa Humor umożliwia powiedzenie prawdy.

Gilles Mam nadzieję, że tobie też je dedykowałem.

Lisa (śmieje się) Tak. (podchodzi do innej półki, bierze z niej książkę) „Dla Lisy, mojej żony, mojego sumienia, mojego nieczystego sumienia, mojej miłości, ten, który ją uwielbia, choć na nią nie zasługuje, Gilles”.

Czytając te słowa, Lisa wzrusza się, w jej oczach pojawiają się łzy.

Gilles obserwuje ją bez słowa, próbując zrozumieć.

Lisa opada na krzesło, jakby przytłoczona wspomnieniami.

Gilles Lisa…

Lisa Wybacz mi. Nawrót przeszłości.

Gilles Jestem tu. Nie umarłem.

Lisa Nie. Ale przeszłość umarła. (zmusza się do uśmiechu przez łzy) Bardzo cię kochałam, Gilles, bardzo.

Gilles Mówisz mi to, jakbyś mówiła: „Bardzo cierpiałam, Gilles, bardzo cierpiałam”.

Lisa Może. Nie potrafię kochać, nie cierpiąc.

Gilles (łagodnie) Cierpiałaś przeze mnie?

Lisa (nieudolnie kłamie) Nie.

Gilles nie nalega.

Lisa siłą woli stara się odzyskać dobry humor.

Lisa Co ci jeszcze o tobie powiedzieć? Uwielbiasz chodzić po sklepach, co rzadko zdarza się mężczyznom; wytrzymujesz godzinę w sklepie z damskimi butami – co zasługuje na dyplom. Masz zawsze wyrobione zdanie na temat mierzonych przeze mnie ubrań, zdanie estety, nie macho, który ubiera żonę swoimi pieniędzmi. Umawiamy się czasem w herbaciarniach.

Gilles Piję herbatę?

Lisa Pasjami. Wyglądasz na rozczarowanego…

Gilles Myślałem, że jestem bardziej męski… a tutaj ciuchy, sklepy, herbata… jakbym był twoją koleżanką.

Lisa wybucha śmiechem.

Lisa To jest właśnie twój wdzięk. Stanowisz cudowną mieszankę męskich i kobiecych cech.

Gilles (niezadowolony) Aha…

Lisa Najlepszy dowód: piszesz kryminały.

Gilles Przynajmniej to jest męskie.

Lisa Nic podobnego. Masz na ten temat teorię. Ponieważ na ogół to kobiety czytują i pisują kryminały, twierdzisz, że to damski gatunek, w którym kobiety, znużone dawaniem życia, bawią się w wirtualne zadawanie śmierci. Kryminał, czyli zemsta matek…

Gilles (niezadowolony) Ja i te moje teorie…

Wstaje i sięga po dedykowaną Lisie książkę.

Gilles Coś mi się nie zgadza w tym, co opowiadasz. Z jednej strony mam być kogutem, gorącym, lubiącym seks, niecierpliwym i impulsywnym, ściągającym spodnie już na trzecim piętrze; z drugiej zaś jestem wierny, ufny, nigdy zazdrosny, gotowy włóczyć się godzinami po sklepach i herbaciarniach, słowem, ucieleśnienie geja – przyjaciela każdej szanującej się kobiety. To się nie trzyma kupy.

Lisa A jednak tak jest.

Gilles podnosi do góry książkę.

Gilles „Dla Lisy, mojej żony, mojego sumienia, mojego nieczystego sumienia, mojej miłości, ten, który ją uwielbia, choć na nią nie zasługuje”. Mężczyzna piszący takie zdanie ma na sumieniu coś złego, nie?

Lisa Nie.

Gilles Nie? A co z „moim sumieniem, moim nieczystym sumieniem”?

Lisa Zmuszałam cię, żebyś pracował, żebyś więcej od siebie wymagał.

Gilles A skąd pomysł, że na ciebie nie zasługuję?

Lisa Zawsze czułeś się gorszy ode mnie.

Gilles Ja?

Lisa Może z powodu pochodzenia. Twój ojciec był producentem serów, mój ambasadorem.

Gilles chwilowo spuszcza z tonu. Nie wie, co odpowiedzieć, ale nadal wątpi.

Lisa (z uśmiechem) Zresztą starałeś się obracać to w żart: mówiłeś, że jak człowiek rodzi się pośród camembertów, to potem zawsze da się to wyczuć.

Gilles krzywi się.

Gilles Przestań mnie bez przerwy cytować. Można by pomyśleć, że jesteś wdową.

Lisa Trochę nią jestem.

Gilles wzdraga się, uderzony taką dozą chłodnej precyzji. Lisa chce złagodzić efekt swojej wypowiedzi i dodaje cieplejszym tonem:

Lisa Chwilowo, (żartobliwie, obracając się w kółko) Jestem wdową z ambicjami, wdową, która ufnie patrzy w przyszłość, licząc, że wkrótce przestanie nią być. (całuje go) Przypomnisz sobie!

Gilles (wzruszony) Wybacz mi.

Lisa napełnia szklaneczki.

Gilles To bardzo przykre być zmuszonym wierzyć innym, żeby dowiedzieć się, kim się jest.

Lisa Każdy przez to przechodzi.

Wraca, niosąc dwie szklaneczki whisky.

Gilles Odstawiam herbatę?

Lisa Tak.

Gilles To świetnie!

Lisa Wypijmy za twój powrót.

Trącają się kieliszkami.

Gilles Domyślam się, że to dziwne uczucie mieć przed sobą nieznajomego, który jest twoim mężem?

Lisa Dziwne, tak. Ale także orzeźwiające. A dla ciebie?

Gilles Ja przede wszystkim mam tremę.

Lisa śmieje się.

Gilles Słucham pięknej kobiety, której nie znam, która się do mnie uśmiecha, która zabiera mnie do siebie do domu i przekonuje, że wszystko jest między nami możliwe, bo tak naprawdę jestem jej mężem… To trochę tak jakby czekać na utratę dziewictwa.

Lisa śmieje się i dolewa sobie alkoholu. Gilles zauważa, że pije szybko.

Gilles Właściwie fajnie by było, gdybym nie odzyskał pamięci, zanim… w ten sposób po raz drugi przeżylibyśmy noc poślubną.

Lisa znowu się śmieje.

Gilles Gdzie się odbyła pierwsza?

Lisa We Włoszech.

Gilles Co za banał!

Lisa Tak, ale co za wspomnienia!

Gilles Jak dla kogo.

Komizm sytuacji sprawia, że oboje parskają śmiechem.

Gilles Gdzie będę spał dziś w nocy?

Lisa (z wdziękiem) W pokoju gościnnym.

Gilles (zawiedziony) W takim małym mieszkaniu jest pokój gościnny?

Lisa (spuszcza oczy) Nie.

Gilles (ożywiony) Aha…

Lisa (grzecznie go odpycha) Jest za to kanapa. Na wszelki wypadek.

Gilles Wypadek? To brzmi swojsko, niestety.

Lisa Nie rób tych oczu nieszczęśliwego psa, którego trzeba pocieszyć, dobrze wiesz, że to na mnie działa.

Gilles (zachwycony tą informacją) Naprawdę działa?

Sprawdza swoje zmysłowe oddziaływanie. Lisa mu pozwala. Przytulają się do siebie, wzruszeni. Nagle Lisa wyrywa się z jego objęć.

Lisa Nie, to byłoby zbyt proste!

To zdanie, podobnie jak nagła ucieczka, jest niekontrolowaną reakcją. Zdenerwowana, zaczyna chodzić w kółko.

Gilles, który został sam na kanapie, nie rozumie tego nagłego zwrotu.

Lisa Przepraszam. Wy… Wytłumaczę ci… Naleję nam jeszcze whisky.

Lisa chwyta szklaneczkę Gilles'a, która jest jeszcze prawie pełna.

Lisa Och, prawie nic nie wypiłeś.

Nalewa sobie trochę whisky.

Gilles Wie pani, że to już trzecia.

Chłośnięta tą uwagą jak biczem, Lisa odparowuje.

Lisa I co z tego?

Zakłopotana twarz Gilles'a.

Gilles Lisa, czy… pani pije?

Lisa Nie. Nie. To ty.

Gilles Ja? Ja piję?

Lisa Tak. Czasem wieczorami. Masz skłonności.

Gilles Za dużo?

Lisa Tak. Za dużo.

Gilles zastanawia się.

Gilles A więc to jest ta straszna rzecz, którą miałem odkryć. Alkohol.

Lisa (znużona) Co, alkohol?

Gilles Tankuję na okrągło whisky, zalewam się burbonem, bredzę, majaczę, może cię uderzyłem?

Lisa Daj spokój, za bardzo się przejmujesz tym, co powiedziałam. Po prostu wieczorem lubisz sobie wypić jeden czy dwa kieliszki.

Gilles Nieprawda!

Lisa Prawda!

Lisa, spięta, nie chce dopuścić, żeby rozmowa zeszła na alkohol.

Gilles Liso, zdaje mi się, że mieliśmy problemy i że starasz się je zbagatelizować.

Lisa Nie mieliśmy żadnych problemów!

Gilles Nie bądź dziecinna.

Lisa Nie mieliśmy problemów. Nie więcej niż inni! (opanowuje się) Oczywiście, że mieliśmy problemy, jak każde małżeństwo po latach.

Gilles Na przykład?

Lisa Znudzenie. Ale znudzenie jest raczej faktem niż problemem. Jest czymś normalnym. Jak zmarszczki.

Gilles Znudzenie czym?

Lisa Znudzenie seksem.

Gilles Dlatego mnie odpychasz?

Lisa zdaje sobie sprawę, że jej odpowiedzi są sprzeczne. Oddycha głęboko, żeby zyskać na czasie, szuka słów, w końcu, zdenerwowana, rezygnuje.

Gilles Nie jesteś zbyt konsekwentna.

Lisa (ostro) Zawsze zarzucałeś mi brak konsekwencji.

Gilles Ach tak?

Lisa Tak.

Gilles Ach tak?

Lisa Tak. Zawsze.

Gilles Chyba powinienem ci wierzyć.

Lisa Tak.

Mierzą się wzrokiem. Ponieważ po Lisie widać, ze zaraz może wpaść w złość, Gilles ustępuje.

Gilles Chyba ci wierzę.

Lisa To dobrze.

Widać, że sobie nie dowierzają.

Milczenie.

Gilles (nieśmiało) Cicho jak w grobie.

Lisa (od razu) Tylko w dole ktoś skrobie…

Gilles Słucham?

Lisa (rozchmurza się) Cytuję cię. Nienawidzisz utartych powiedzeń, więc przerabiasz je tak, żeby stały się śmieszne lub absurdalne. Jeśli ktoś powie „Cicho jak w grobie”, dodajesz zawsze: „powiadam ja tobie” albo: „tylko w dole ktoś skrobie”.

Lisa śmieje się. Gilles nie. Dawne żarty go rozczarowują.

Gilles To straszne.

Lisa Tak.

Widząc skonsternowanego Gilles'a, Lisa parska śmiechem.

Gilles Dobrze się bawiliście we dwoje. Dla kogoś trzeciego to musiało być mniej zabawne. (pauza) Dzisiaj ja nim jestem.

Zrozumiawszy, że sprawia mu przykrość, Lisa poważnieje.

Gilles Gdzie miałem ten wypadek?

Lisa pospiesznie odpowiada.

Lisa Tutaj.

Bierze go za rękę i prowadzi do schodów wiodących na półpiętro.

Lisa Schodząc ze schodów, odwróciłeś się nagle do tyłu, straciłeś równowagę i uderzyłeś skronią o tę belkę.

Gilles bada miejsce wypadku. Nic mu się nie przypomina. Wzdycha.

Gilles Przestraszyłaś się, co?

Lisa Leżałeś zupełnie bez życia. (drżą jej ręce) Mówiłam coś do ciebie, kiedy się odwróciłeś. Powiedziałam coś, co cię zaskoczyło, rozśmieszyło czy… sama już nie wiem. Gdybym się nie odezwała, nie spadłbyś. Czuję się winna. To przeze mnie.

Gilles patrzy na nią.

Gilles To straszne…

Lisa Co?

Gilles Kiedy się nie pamięta.

Wstrząśnięta tym wspomnieniem Lisa zaczyna szlochać. Gilles przytulają, żeby ją uspokoić. Ale zamiast wczuć się w jej stan, nadal snuje rozważania.

Gilles Jestem niezręczny?

Lisa Nie.

Gilles Wcześniej już kiedyś spadłem?

Lisa Nigdy.

Gilles A ty?

Lisa Ja tak. Kilkakrotnie. Widzisz! To powinnam być ja. Och, gdybym mogła znaleźć się na twoim miejscu…

Gilles Poczułabyś się lepiej?

Lisa Tak.

Pociesza ją machinalnie, kołysząc na piersi i głaszcząc jej włosy.

Gilles No… to był tylko wypadek… nie możesz obwiniać się za wypadek…

Ponieważ Lisa zaczyna się uspokajać, zostawia ją i siada na stojącym przy biurku taborecie, okręcając się na nim.

Gilles I tak stałem się bohaterem moich własnych książek, inspektorem Jamesem Dirdy…

Lisa (odruchowo go poprawia) Jamesem Dirty.

Gilles Dirty: aby odkryć prawdę, prowadzę śledztwo na miejscu zbrodni.

Lisa Zbrodni? Jakiej zbrodni?

Gilles Tak się mówi. Zresztą, kto wie, czy nie popełniono tutaj zbrodni?

Lisa Przestań się wygłupiać, proszę.

Gilles Wchodząc tu, nic sobie nie przypomniałem, ale odniosłem wrażenie, że stało się coś poważnego. Szaleństwo? Intuicja? Powracające wspomnienie?

Lisa Skrzywienie zawodowe. Piszesz kryminały. Lubisz się bać, podejrzewać, posądzać i zakładać, że najgorsze jeszcze nastąpi.

Gilles Nastąpi? Wydawało mi się, że już minęło.

Lisa To znaczy, że się zmieniłeś. Mówiłeś zawsze: najgorsze jeszcze przed nami.

Gilles Jestem pesymistą?

Lisa Pesymistą w myślach. Optymistą w działaniu. Żyjesz jak ktoś, kto wierzy w życie. Piszesz jak ktoś, kto w nie nie wierzy.

Gilles Pesymizm to przywilej człowieka, który myśli.

Lisa Nikt nam nie każe myśleć.

Gilles Działać też nikt nam nie każe.

Znowu mierzą się wzrokiem jak wrogowie. Każde chciałoby powiedzieć drugiemu dużo więcej, ale żadne nie śmie.

Gilles Dziwna rzecz taka amnezja. Jakby odpowiedź na pytanie, którego się nie zna.

Lisa Jakie pytanie?

Gilles Właśnie go szukam.

Nie ruszają się. Czas się zatrzymał.

Lisa Jak się masz?

Gilles Słucham?

Lisa Jak się czujesz?

Gilles Kiepsko. Dlaczego pytasz?

Lisa (spięta) Bo widzę, że umysłowo jesteś w świetnej formie. I trudno mi sobie wyobrazić, że rozmawiając w ten sposób, nie masz dostępu do pamięci.

Gilles Inteligencja i pamięć nie są umiejscowione w tych samych strefach mózgu.

Lisa Skoro tak mówisz.

Gilles (oschle) Nie ja tak mówię, ale nauka.

Lisa Skoro nauka tak mówi.

Gilles Nie wierzysz jej?

Lisa (też oschle) Nie chodzi o to, czy się wierzy, czy się nie wierzy nauce. Ona dostarcza informacji, które obywają się bez naszej aprobaty, prawda?

Gilles Właśnie.

Bacznie się na siebie patrzą.

Gilles W każdym razie jestem na własnym tropie. Dziwne, że zostawiłem po sobie tak mało śladów.

Lisa (drwiąco) Tak, to nie w twoim stylu.

Gilles Nie uważam, żeby to było śmieszne.

Lisa Odpręż się. Za dużo agresji wkładasz w przetrząsanie własnego umysłu, to ci na pewno nie pomaga.

Gilles (rozgorączkowany) Boję się tego, czego się dowiem. Boję się tego, jaki mogłem być.

Lisa To absurd. Byłeś… jesteś… fajnym facetem.

Gilles Nie, czuję, że nie.

Lisa Przecież ci mówię.

Gilles Nie. Kto mi to udowodni?

Lisa Ja.

Gilles Nie. Może jestem gangsterem, pozbawionym skrupułów draniem, którego ktoś próbował zabić za nielojalność, a żona usiłuje mu wmówić, że miał wypadek, żeby sprowadzić go na dobrą drogę. Korzystasz z amnezji, aby dokonać mojego odkupienia.

Lisa Gilles!

Gilles Może jestem mordercą, którego jeszcze się nie podejrzewa i którego chcesz chronić, o niczym mu nie mówiąc. Może jestem gwałcicielem młodych dziewcząt, który dokonuje seryjnych napadów i którego…

Lisa Przestań! Dlaczego wciąż wyobrażasz sobie siebie jako kogoś tak okropnego?

Gilles Bo czuję za sobą zło, jakieś potworne zło.

Lisa Mylisz się. Błagam, uwierz mi.

Gilles No właśnie! Gdyby tak było, nie zachowałabyś się inaczej: prosiłabyś, żebym ci uwierzył. I miałabyś słuszność. Nie mam ci nic do zarzucenia. Jeżeli jestem łajdakiem, musisz korzystać z mojego pomieszania umysłu, żeby przekonać mnie, że byłem inny, żeby obdarzyć mnie lepszą przeszłością, żeby przypisać mi mniej skrzywioną osobowość.

Lisa (ironicznie) Masz rację: wymyślam cię na nowo, reutylizuję! Ze starych danych tworzę nową jakość. Rzeźbią kogoś lepszego niż ten, którego znałam, wymazuję twoje wady, ukrywam je przed tobą, przypisuję zalety, których ci brakowało, przerabiam cię tak, żebyś pasował do idealnego związku, żebyś mi odpowiadał. W tej chwili urządzam swoje życie małżeńskie, zachowuję fasadę, ale odnawiam wnętrze. Bawię się jak szalona! Realizuję marzenie każdej kobiety: wytresować męża po piętnastu latach wspólnego życia. Przyjrzyj się: masz przed sobą nie pielęgniarkę, ale treserkę.

Gilles zostaje osadzony tym przemówieniem. Uspokaja się.

Gilles Wybacz mi.

Lisa Nie! Już nie wybaczam: chłoszczę!

Gilles Lisa…

Lisa Siadł! Wstań! Po jedzeniu położysz się na kanapie.

Gilles (patrzy na nią sławetnym spojrzeniem zbitego psa) Nie na kanapie. Pańciu, tylko nie na kanapie.

Lisa przygląda mu się i nagle wybucha śmiechem. On też. Znów stają się wspólnikami.

Lisa podchodzi i niemal czule wkłada mu rękę we włosy.

Lisa Nie kłamię, Gilles. Jesteś taki, jak opisuję. Mężczyzną. Mężczyzną, który mi odpowiada. Mężczyzną, którego kobiecie czasem udaje się spotkać.

Ich wargi muskają się.

Gilles Za dużo mówimy.

Lisa Zawsze to mówisz, kiedy…

Gilles Tak?

Lisa Kiedy…

Gilles Tak?

Lisa Za dużo mówimy.

Całują się, tym razem namiętnie, potem, jak pijani, padają na kanapę.

Gilles Mam ochotę na nową noc poślubną.

Lisa Wysoko stawiasz poprzeczkę.

Gilles Zrobimy to równie dobrze.

Lisa Gdzie pojedziemy?

Gilles Po co wyjeżdżać?

Lisa (leżąc pod nim, wzruszona) Gdzie?

Gilles Tutaj.

Lisa (zachwycona) Tak ci się spieszy?

Gilles Zgadzasz się?

Lisa (entuzjastycznie) Tak.

Gilles Nie trzeba jechać do Portofino.

Całuje ją. Po kilku sekundach Lisa przerywa pocałunek i lekko go odpycha.

Lisa Co ty powiedziałeś?

Gilles Nie trzeba jechać do Portofino.

Lisa Dlaczego do Portofino?.

Gilles Tam spędziliśmy noc poślubną, prawda?

Lisa Pamiętasz to?

Gilles Nie. Ty mi to przed chwilą powiedziałaś.

Lisa Na pewno nie. Powiedziałam: we Włoszech.

Gilles (spokojnie) Powiedziałaś: w Portofino.

Lisa Powiedziałam: we Włoszech.

Gilles To niemożliwe. Skąd mógłbym wiedzieć?

Lisa Gilles, odzyskujesz pamięć!

Gilles A skąd! Niczego nie odzyskuję.

Lisa Ale przecież przypomniało ci się…

Gilles Jestem pewien. To ty przed chwilą wspomniałaś o Portofino.

Lisa Powiedziałam: we Włoszech.

Gilles Może nie zdawałaś sobie z tego sprawy, ale wymieniłaś nazwę Portofino.

Lisa Nie powiedziałam Portofino, bo przed chwilą właśnie byłam na siebie wściekła, że nie mogę sobie przypomnieć nazwy tej miejscowości.

Lisa wstaje, staje naprzeciw niego i przygląda mu się.

Gilles przestaje się upierać.

Lisa powoli zaczyna rozumieć, co się stało.

Lisa Gilles, ty nie straciłeś pamięci.

Gilles Owszem.

Lisa Gilles, kłamiesz!

Gilles Ty też, Liso!

Mierzą się wzrokiem. Krążą wokół siebie jak dwa drapieżniki gotowe do ataku.

Lisa Ja kłamię?

Gilles Tak! Te obrazy są twojego pędzla, to ty malujesz! Gilles'a, który chodzi z tobą po sklepach, ty wymyśliłaś! A Gilles, który przesiaduje w domu i nigdy cię nie zdradza, to ten, z którym wolałabyś dzielić życie!

Lisa (boleśnie) Pamiętasz…

Gilles Nie. Pamiętam tylko, że taki nie jestem!

Lisa (płaczliwie) Mój Boże, nie, nie zacznie się wszystko od nowa.

Gilles Co się nie zacznie od nowa?

Lisa nie odpowiada. Bierze się w garść. Podchodzi do niego, chwyta poduszkę i uderza go w twarz.

Lisa (twardo) Nigdy nie straciłeś pamięci. Pamiętasz.

Gilles Nie. Wcale.

Lisa Nie wierzę ci. Pamiętasz.

Gilles Częściowo.

Lisa Przestałam ci wierzyć.

Gilles To wraca, ale brakuje mi jeszcze niektórych kawałków.

Lisa (nadal go bije) Pamiętasz!

Gilles Nie pamiętam ostatniego dnia…

Lisa (zastyga z ręką w powietrzu) Ostatniego dnia?

Gilles Dnia wypadku. Nic mi się nie przypomina.

Lisa (obsypuje go gradem ciosów) Bajki opowiadasz! Wiesz wszystko i tylko bawisz się moim kosztem!

Gilles Nie pamiętam ostatniego dnia!

Lisa Twoja fałszywa amnezja to tortura, którą wymyśliłeś, żeby mnie ukarać. Smażysz mnie na małym ogniu. Chcesz napędzić mi wstydu. Bawią cię moje głupie odpowiedzi. Jesteś…

Gilles (szczerze) Za co miałbym cię karać, Lisa?

Lisa przestaje go okładać, śmieje się z przymusem.

Gilles chwyta ją za rękę.

Gilles Za co miałbym cię karać?

Lisa chce się oswobodzić, lecz kiedy zdaje sobie sprawę, że w pytaniu nie ma ironii ani podtekstów, uspokojona, wzrusza ramionami.

Lisa Przepraszam. Ty miałeś dwa tygodnie szpitala, lekarzy, pielęgniarki i lekarstwa, żeby się zregenerować, a ja siedziałam tutaj sama i się denerwowałam. Nikt się o mnie nie troszczył. Potrzebuję, żeby się mną zajmowano.

Gilles delikatnie całuje ją w rękę.

Gilles Moja głowa jest jak książka, w której brakuje stronic. Zwłaszcza tych ostatnich. Nie przypominam sobie dnia wypadku.

Lisa W ogóle?

Gilles W ogóle. (patrzy jej w oczy) Przysięgam.

Lisa stwierdza, że mówi szczerze.

Gilles Domyślam się, że winien ci jestem przeprosiny.

Lisa Tak.

Gilles Duże?

Lisa Wątpię, żeby udało ci się spłacić dług.

Gilles Pamięć wróciła mi w poniedziałek. To był stopniowy proces. Jakby gąbka nabierała objętości, w miarę jak padają na nią krople. W poniedziałek z jakiegoś powodu nie mogłaś przyjść. Więc pęczniałem sam, nie mówiąc nic lekarzom. Odnajdywałem całe partie naszej historii, naszego małżeństwa, naszej namiętności. Byłem dumny. We wtorek, kiedy się pojawiłaś, miałem ci to oznajmić, lecz powstrzymałaś mnie kłamstwem. Pierwszym.

Lisa Ja?

Gilles Przyniosłaś mi książki, całą kolekcję moich kryminałów, żeby pobudzić mi pamięć. Ale zapomniałaś jednego. Którego? Małych zbrodni małżeńskich. Patrząc na listę, zwróciłem ci na to uwagę. Odpowiedziałaś, że to nie ma znaczenia., bo przecież nie cierpię tej książki i żałuję, że ją napisałem. Małe kłamstewko wypowiedziane tonem nie znoszącym sprzeciwu. To właśnie ono zamknęło mi usta.

Lisa mruczy coś pod nosem, nie próbując zaprzeczyć.

Gilles Zacząłem się zastanawiać. zawsze byłem bardzo dumny z Małych zbrodni małżeńskich, powtarzałem na prawo i lewo, że jeśli miałaby pozostać po mnie jakaś książka, to powinna być właśnie ta, natomiast ty najspokojniej w świecie twierdziłaś coś zupełnie przeciwnego.

Lisa Zgoda, przypisałam ci moją opinię. To takie ważne?

Gilles Nie. Ale co jest ważne?

Lisa (broni się) Małe zbrodnie małżeńskie nie odniosły żadnego sukcesu.

Gilles Inne moje książki też nie miały powodzenia.

Lisa Małe zbrodnie małżeńskie jeszcze mniej. Trzeba umieć rozróżniać między niczym a mniej niż niczym.

Gilles Nieważne, Lisa, kiedy podoba ci się któraś z moich książek, nie potrzebujesz niczyjego poparcia i bronisz jej jak lwica przed każdym, kto ma jakiekolwiek zastrzeżenia.

Lisa To prawda, nienawidzę Małych zbrodni małżeńskich, które ty tak uwielbiasz. I jeszcze raz pytam: to takie ważne?

Gilles bierze z biblioteczki książkę, o której mowa.

Gilles Małe zbrodnie małżeńskie, zbiór opowiadań, powinienem raczej powiedzieć zbiór bardzo złych opowiadań, gdyż wyłożona w nich teoria mocno trąci pesymizmem. Opisuję tam parę jako związek morderców. Od samego początku łączy ich przemoc: pożądanie, które sprawia, że rzucają się na siebie, zmagają wśród potu, krzyków i jęków, walczą aż do wyczerpania sił, aż nadejdzie zawieszenie broni, które nazywamy rozkoszą. Następnie oboje morderców, pragnąc utrzymać swój związek, zawiera rozejm w postaci małżeństwa i łączy siły, by walczyć przeciw społeczeństwu. Będą teraz domagać się praw, korzyści i przywilejów, powoływać na swoje dzieci, aby uzyskać posłuch i szacunek innych. Tutaj oszustwo staje się majstersztykiem! Obaj wrogowie usprawiedliwiają wszystko w imię rodziny. Rodzina to szczyt ich zakłamania! Swoje brutalne i lubieżne uściski obwołują przysługą oddaną rodzajowi ludzkiemu i, w imię edukacji, rozdają kary, kopią i policzkują, narzucają swoją szkodliwą i hałaśliwą głupotę. Rodzina albo egoizm przebrany za altruizm… Potem mordercy się starzeją, a ich dzieci zaczynają łączyć się w kolejne pary zabójców. Wtedy starzy drapieżcy, w braku ujścia dla swojej gwałtowności, biorą się za łby, jak na początku znajomości, tyle że teraz bronią nie są pchnięcia lędźwi. Odtąd ciosy stają się subtelniejsze, podstępne. W tej walce wszystko jest dozwolone: manie, choroby, głuchota, obojętność, skretynienie. Wygrywa ten, kto będzie opłakiwał partnera. Oto czym jest małżeństwo: stowarzyszeniem zabójców, którzy napadają na innych, zanim rzucą się wzajem na siebie, długą wędrówką do śmierci, gdzie po drodze ściele się trup. Para młodych to para, która próbuje pozbyć się innych. Para starych to para, gdzie partnerzy usiłują się wzajemnie wyeliminować. Kiedy widzicie kobietę i mężczyznę w urzędzie stanu cywilnego, zastanówcie się, które z nich stanie się mordercą.

Lisa ironicznie klaszcze w dłonie.

Lisa Brawo! Klaszczę, żeby nie zwymiotować.

Gilles Dlaczego to napisałem?

Lisa Kiedy cię o to zapytałam, odpowiedziałeś: bo taka jest rzeczywistość.

Gilles Może i jest taka, ale dlaczego traktować ją tak dosłownie? Dlaczego nie widzieć jej taką, jaką chciałoby się, żeby była? Dwoje ludzi to nie. jest rzeczywistość, to przede wszystkim marzenie, jakie się snuje. Nie uważasz?

Ponieważ Lisa nie odpowiada, Gilles mówi dalej, pełen żaru.

Gilles Tego samego popołudnia, kiedy mi skłamałaś, uświadomiłem sobie, że w gruncie rzeczy się z tobą zgadzam. (odwraca się do niej) Nienawidziłem tej książki, nawet o tym nie wiedząc. Twoje kłamstwo było moją prawdą. Moją nową prawdą.

Lisa patrzy na niego zaintrygowana, nie mając pewności, czy dobrze zrozumiała.

Gilles W ten wtorek postanowiłem nic nie mówić, żeby pozwolić ci opisać się takim, jakim chciałabyś mnie widzieć. Możliwe było, że Gilles Sobiri, o jakim mi opowiesz, ten, który żałuje, że napisał Małe zbrodnie małżeńskie, będzie lepszy od poprzedniego. Że będzie jego poprawioną wersją. Powinniśmy z tego skorzystać. Niech mój wypadek chociaż do tego się przyda. Zamknąłem się w moim kłamstwie, żeby wysłuchać cię, Liso, tylko po to, żeby cię wysłuchać i zrozumieć, z jakim mężczyzną czułabyś się dobrze.

Lisa To niezbyt uczciwe.

Gilles Co?

Lisa Twoje zachowanie.

Gilles Nie bardziej nieuczciwe od twojego. Ale równie kształcące. Naprawdę oddałem się rozkoszy bycia od nowa stwarzanym przez kobietę, którą kocham. Próbowałem upodobnić się do tego, którego sobie życzyłaś. Kawałek mnie prawdziwego, kawałek mnie ulepszonego, mąż z możliwością różnych opcji, mąż na zamówienie. Ale…

Lisa Ale…

Gilles Po pierwsze powracała mi pamięć i czułem, że wkrótce ta nowa osobowość, w którą mnie ubierałaś, zacznie pękać w szwach. Poza tym… nie bardzo widziałem, co chcesz osiągnąć. To wszystko nie było spójne.

Lisa Spójne?

Gilles Mamy problemy, niewątpliwie. A jednak zdałem sobie sprawę, że w gruncie rzeczy kochasz mnie takim, jaki jestem.

Lisa uśmiecha się.

Lisa A więc?

Gilles A więc to jest dobra wiadomość.

Z kolei on się uśmiecha.

Lisa I co dalej?

Gilles Wywnioskowałem z tego, że to nie ja stanowię problem, ale ty.

Lisa Och!

Cios – bezpośredni, nieoczekiwany – odbiera jej mowę. Tymczasem Gilles podbiega do biblioteczki, gdzie stoją zadedykowane jej książki. Zrzuca na ziemię cały rząd.

Lisa (rozwścieczona) Co robisz?

Gilles Pokazuję ci, o czym wiem.

Zrzuciwszy książki, odsłonił butelki z alkoholem ukryte w głębi biblioteki. Wyciąga je.

Gilles Jedna! Dwie! Trzy! Czwarta pusta! Pięć!

Lisa podnosi głowę.

Lisa Wiedziałeś?

Gilles Pięć butelek na wypadek chandry! Kiepskiej jakości whisky. Niezbędnik alkoholika!

Lisa Wiedziałeś?

Gilles Od kilku miesięcy.

Lisa Ilu?

Gilles Muszę przyznać, że dobrze się maskujesz. Nie widać, jak pijesz, i nigdy nie przyłapałem cię pijanej.

Lisa (z dumą) Nigdy!

Gilles Jak ty to robisz?

Lisa Bywają istoty wyższe.

Gilles To przekleństwo tak dobrze znosić alkohol. Odkryłem te butelki przypadkowo, robiąc porządki.

Lisa (wyniośle) Czasem robisz porządki?

Gilles (poprawia się) Szukając słownika. Potem cię obserwowałem. Bez słowa.

Lisa zasłania sobie twarz dłońmi.

Lisa Przestań!

Gilles Nie przestanę!

Lisa Zostaw mnie, wstydzę się.

Gilles Mylisz się, Liso. To ja się wstydzę. Ja! Kiedy znalazłem te butelki ukryte za moimi książkami, ten wstyd stał się moim udziałem w równym stopniu co twoim. Na czym polega twój problem z alkoholem?

Lisa Nie mam problemu z alkoholem.

Gilles Pijesz.

Lisa Tak, piję, ale nie mam problemu z alkoholem. Mam problem z tobą.

Gilles Jaki?

Lisa robi nieokreślony gest. Odpowiedź tyle by ją kosztowała, że z góry rezygnuje.

Lisa Są ludzie, którzy piją, żeby zapomnieć. Ja nie. Na mnie to nie działa. Na twoim miejscu nigdy nie zapadłabym na amnezję. Po nie wiem jakim uderzeniu w głowę. Nic nie jest w stanie odebrać mi pamięci. Pamięci o nas. Ani jedna, ani trzy, ani pięć butelek. Więc ten twój guz…

Uświadamia sobie, że staje się złośliwa i milknie zmieszana.

Gilles jest równie poruszony jak ona.

Ponieważ nie udaje im się porozumieć, udziela im się ten sam smutek.

Gilles Co wydarzyło się ostatniego wieczoru? Tego, którego nie pamiętam?

Lisa Nic.

Gilles Ukrywasz coś przede mną.

Lisa I co z tego?

Gilles Jesteś podła, że coś przede mną ukrywasz.

Lisa (zjadliwie) Sam na to wpadniesz. Podobnie jak na butelki.

Gilles Nie jestem twoim Wrogiem, Liso.

Lisa (zamknięta) Co ty powiesz?

Gilles (łagodnie) Kocham cię.

Lisa (wciąż niedostępna) Słowa znaczą co innego dla ciebie niż dla mnie.

Gilles (nalega z czułością) Kocham cię.

Lisa A ja kocham jeść i kocham wakacje na nartach! (u kresu wytrzymałości nerwowej) Poza tym kocham spokój!

Wstaje, chwyta butelkę whisky, nalewa sobie szklaneczkę, prowokując Gilles'a.

Lisa Wypiję ją.

Gilles Wypij.

Lisa Potem wypiję następne.

Gilles Pij, ile chcesz. Zalewaj się, skoro umiesz pływać!

Lisa (wyzywająco) Wypiję całą butelkę.

Gilles patrzy na nią, nie reagując.

Lisa Nie… nie powstrzymasz mnie?

Gilles A po co? Mam cię bronić przed tobą samą? Chętnie będę cię bronił przed kimkolwiek, ale nie przed tobą samą…

Lisa spuszcza głowę jak porzucone dziecko; ma łzy w oczach.

Gilles podchodzi do niej i powoli odbiera jej szklaneczkę. Lisa poddaje się temu, po czym z wdzięcznością przylega do jego piersi, uspokojona.

Gilles Żyjesz obok mnie. Ale nie ze mną.

Lisa miłośnie się do niego przytula.

Gilles Co jest między nami nie tak? Co się popsuło?

Lisa wzrusza ramionami. Wyjaśnienie tego problemu wydaje się jej zadaniem ponad siły.

Siadają obok siebie, on głaszcze ją delikatnie, zachęcając do zwierzeń.

Lisa Może po prostu wszystko ma swój koniec. Pewien czas życia. Związek dwojga ludzi to jest… coś organicznego, może jest zaprogramowany jak żywa istota. Śmierć genetyczna.

Gilles Wierzysz w to, co mówisz?

Zamiast odpowiedzi Lisa głośno wyciera nos. Gilles gładzi ją po włosach, teraz z czułością.

Gilles W ostatnim czasie dużo myślałem o tym, jak się poznaliśmy. To była pierwsza rzecz, którą przypomniałem sobie w szpitalu.

Na to wspomnienie Lisa się rozchmurza.

Lisa Dobrze to pamiętasz?

Gilles Chyba tak.

Lisa Naprawdę dobrze?

Gilles Mam nadzieję.

Lisa Często wracam do tego wspomnienia.

Gilles Ja też. Według ciebie, spotkać się na czyimś ślubie to dobra czy zła wróżba?

Lisa Ten biedny Jacques i ta biedna Helenę… zdążyli się już rozwieść!

Śmieją się, stają się młodsi, beztroscy.

Lisa Długo się namyślałeś, zanim do mnie podszedłeś!

Gilles Byliśmy w różnych grupach, nie siedzieliśmy przy tym samym stole.

Lisa To prawda, byłam otoczona…

Gilles Zwłaszcza ciszą. Nigdy nie widziałem kobiety, wokół której byłoby tyle ciszy. Żywa tajemnica chroniona niewidocznym, ale wyczuwalnym murem. Daleka. Niedostępna. Wywarłaś na mnie duże wrażenie.

Lisa E tam!

Gilles I to twoje spojrzenie… Spojrzenie mędrca, odwieczne, jakby sprzed dwóch tysięcy lat, w twarzy młodej kobiety. (wzdryga się) Przez cały dzień nie spuszczałem z ciebie oczu, a wieczorem wciąż nie udało mi się do ciebie podejść.

Lisa Zauważyłam twoje manewry.

Gilles Jeszcze i to! Czułem się w dwójnasób śmieszny.

Lisa Może to właśnie mnie rozczuliło. Uprzedzano mnie, że straszny z ciebie podrywacz.

Gilles Naprawdę?… Kto by pomyślał. (bardzo ujmująco) Wielcy podróżnicy mówią, że kiedy człowiekowi bardzo chce się pić, a brakuje wody, powinien sobie przypomnieć ten pierwszy raz, kiedy pił. To jest jedyna metoda na pokonanie pustyni. Odegrajmy ten moment, proszę. (z nostalgią) A więc czekałem, aż…

Lisa Do północy!

Gilles Północy?

Lisa (bawi ją to wspomnienie) Nagle, koło północy, widzę, jak biegiem opuszczasz salę. Wypisz, wymaluj Kopciuszek! Zaciekawiona, wychodzę na taras, nie znajduję cię, idę dalej i widzę, jak stoisz na tarasie nad parkingiem i…

Gilles Wymiotuję!

Parskają śmiechem. Ona zaczyna ponownie odgrywać tę scenę. On się włącza.

Lisa Zdaje się, że wymiotuje pan właśnie na mój samochód.

Gilles Bardzo mi przykro.

Lisa Ależ proszę, niech pan sobie nie przeszkadza. I tak nie cierpię jego koloru. Wolałabym, żeby był bardziej oryginalny.

Gilles Teraz będzie wyjątkowy!

Trzymają się za boki, jak wtedy, i w dalszym ciągu odtwarzają swoje spotkanie.

Gilles Od początku uroczystości marzyłem, żeby z panią porozmawiać, ale nie udało mi się doprowadzić do tego w sposób, w jaki bym sobie życzył. Żeby dodać sobie odwagi, wychylałem kolejne kieliszki, chciałem olśnić panią dowcipem… i oto rezultat. Życie jest naprawdę podłe.

Lisa Życie pisze swoje własne scenariusze. Proponuję, żeby poszedł pan odświeżyć się do łazienki. Na pewno potem łatwiej panu będzie olśnić mnie dowcipem.

Gilles Poczeka pani na mnie?

Lisa Na mężczyznę, który tak dobrze zajmuje się samochodami, nie można nie poczekać.

Gilles (komentuje) I po pięciu minutach zupełnie nowy Gilles odświeżony wodą kolońską na nowo próbował szczęścia. (znów podejmuje swoją rolę) Jakim jest pani typem kobiety?

Lisa Pańskim?

Gilles Potwierdzam. Po każdym zdaniu spływa po mnie strumień potu, mózg mi drętwieje – to objawy choroby zwanej niepohamowanym pociągiem.

Lisa Przykro mi, nie mam lekarstwa.

Gilles To pani jest lekarstwem. (pauza) Proszę mi odpowiedzieć: jakim jest pani typem kobiety? Zimna, nieśmiała, umiarkowana, zabawowa, rozpustna? Chcę wiedzieć, czy mam nalegać czy nie, czy rzucić się na panią – na co mam wielką ochotę – czy raczej zachować dystans. Słowem, jakim jest pani typem kobiety, znaczy: Czy jest pani gotowa iść do łóżka już pierwszego wieczoru?

Lisa A jak pan sądzi?

Gilles Ja jestem gotów.

Lisa Który mężczyzna nie jest?

Gilles A pani?

Lisa Ja nie należę do tego typu mężczyzn.

Gilles Nie ma pani ochoty?

Lisa Mam.

Gilles Rozumiem. Odmawia pani tylko dlatego, żebym później, w czasie jakiejś sceny, nie mógł oskarżyć pani o to, że jest łatwa i oddaje się pierwszemu napotkanemu mężczyźnie.

Lisa Przepowiada pan nam uroczą przyszłość.

Gilles Mylę się? Odmawia pani z ostrożności?

Lisa Może.

Gilles Słowem, nie waha się pani popsuć chwili obecnej w imię jakiejś hipotetycznej przyszłości.

Lisa Właśnie. Taka już jestem: wszystko albo nic. (pauza) Poza tym zasługuję na to, żeby na mnie czekać, nie myśli pan? Ja na pana czekałam.

Gilles Och, pięć minut.

Lisa Jest ktoś w pana życiu?

Gilles W tej chwili jest pani.

Ich wargi się muskają.

Lisa (szepcze) Jeszcze nie.

Gilles staje się coraz bardziej natarczywy.

Lisa Jeszcze nie.

Grzecznie go odpycha.

Gilles Grasz scenę z naszego spotkania czy z dzisiejszego wieczoru?

Lisa Moja replika jest taka sama: Jeszcze nie.

Gilles (zdziwiony) Nie jest ci głupio tak bez przerwy odmawiać?

Lisa Ja nie odmawiam, tylko odraczam.

Gilles Kobiety mają naprawdę tendencję, żeby robić z mężczyzn żebraków. Kiedy próbuję dać ci do zrozumienia, że chciałbym się z tobą przespać, mam wrażenie, że proszę cię o jałmużnę. (pauza) I kiedy wreszcie okazujesz mi miłosierdzie, czuję się, jakbym miał przed sobą zakonnicę, co w takiej chwili nie jest wcale pożądanym obrazem.

Lisa (kpiąco) Jak to, synu, nie podobają ci się moje piersi?

Gilles (podekscytowany) Czemu kobieta nigdy nie przejawia inicjatywy?

Lisa Bo jest wystarczająco sprytna, aby wpoić w mężczyznę przeświadczenie, że to on ma ochotę.

Gilles Wówczas kto kim manipuluje?

Lisa Dobre pytanie. Małe zbrodnie małżeńskie.

Śmieją się, prawie w komitywie.

Gilles A kto zwycięży?

Lisa Ta, która może ustąpić. Tylko ona kontroluje grę.

Gilles (z podziwem) Dziwka!

Lisa Dziękuję. Małe zbrodnie małżeńskie.

Jeszcze niegotowa, żeby się z nim pojednać, odsuwa się.

Gilles Winna mi jesteś prawdę, Liso. Co się wydarzyło?

Lisa Kiedy?

Gilles Tego wieczoru, kiedy spadłem. Dlaczego nie mogę przypomnieć sobie tej chwili?

Lisa zastanawia się chwilę, zanim odpowie. Podjąwszy decyzję, przyjmuje chłodny ton.

Lisa Bo zapewne to cię urządza.

Gilles Słucham?

Lisa Czerpiesz jakąś korzyść z tego, że nie pamiętasz.

Gilles Czy stało się coś strasznego?

Lisa Strasznego?… Tak.

Gilles Co?

Lisa Twój mózg postanowił zapomnieć, żeby oszczędzić ci prawdy. Po co ci ją wyjawiać? Na pewno tak jest lepiej.

Gilles podchodzi do stóp schodów.

Gilles Nie spadłem, prawda?

Lisa nie odpowiada.

Gilles Od kilku chwil przyglądam się tym schodom i nie rozumiem, jak mogłem nie trafić na stopień tutaj i wyrżnąć głową tam. To niezwykle trudny wyczyn.

Lisa podchodzi do niego i milcząco przytakuje.

Lisa Zbyt pospiesznie znalazłam to wyjaśnienie.

Gilles Liso, okłamałaś mnie!

Lisa Chronię cię, Gilles, jak chroni cię twój mózg, wzbraniając dostępu do wspomnień.

Gilles Chronisz mnie przed czym?

Lisa (naturalnie) Przed tobą, oczywiście. (pauza) Przed tobą.

Gilles ugina się pod wpływem tej wiadomości. Jego najgorsze obawy zdają się uzasadnione.

Gilles Wiedziałem! Wchodząc tutaj, wiedziałem, że czeka mnie coś mrocznego, nieznośnego, bolesnego. Co się wydarzyło?

Lisa Przestań szukać, Gilles. Jeżeli znajdziesz, będzie ci jeszcze trudniej.

Gilles chwyta ją za ramię i przybiera błagalny ton.

Gilles Co się wydarzyło?

Lisa Nie powiem ci. Ja też próbuję o tym zapomnieć.

Gilles Lisa, kochasz mnie jeszcze trochę?

Lisa A jak myślisz, dlaczego próbuję zapomnieć?

Gilles Lisa, jeśli mnie choć trochę kochasz, błagam, powiedz mi, co wydarzyło się tamtego wieczoru?

Lisa Nic takiego, Gilles, nic takiego.

Gilles Lisa, proszę cię.

Lisa To nieważne, w końcu jesteśmy tutaj, mamy to już za sobą.

Gilles Ale co? Co mamy za sobą?

Lisa Próbowałeś mnie zabić.

Gilles patrzy na nią osłupiały. Lisa wytrzymuje jego spojrzenie.

Gilles cofa się powoli, przerażony tym, czego się dowiedział.

Lisa powtarza spokojnie:

Lisa Próbowałeś 'mnie zabić.

To wyznanie przynosi jej ulgę, nalewa sobie whisky z sodą, po czym siada. Gilles stoi za nią oniemiały z przerażenia.

Lisa Kiedy wróciłeś do domu tamtego popołudnia, zastałeś mnie w trakcie pakowania rzeczy. Moja walizka zresztą nadal stoi gotowa. Oznajmiłam ci, że odchodzę, to znaczy, że cię opuszczam.

Gilles Ty?

Lisa Proszę, reagujesz dokładnie tak samo. „Ty?” zapytałeś, jakby od wieków było gdzieś zapisane, że jeśli któreś z nas miałoby kiedyś odejść, to będziesz ty, a nie ja.

Gilles Ale dlaczego?

Lisa Takie było twoje drugie pytanie. (zapala papierosa) Mam nadzieję, że podobieństwa między rozmową z tamtego wieczoru a dzisiejszą na tym się zakończą.

Czeka na odpowiedź. Gilles, bardzo blady, mamrocze:

Gilles Obiecuję, że zachowam spokój.

Lisa Dobrze. Oznajmiłam ci więc, że odchodzę od ciebie, bo jestem… zmęczona… tak, zmęczona naszym związkiem, który tobie dawał więcej zadowolenia niż mnie. Prosiłam, żebyś uszanował moją decyzję i nie żądał dalszych wyjaśnień. Na początku myślałam, że dasz mi wyjść, ty jednak zacząłeś wrzeszczeć: „Kto to jest? Kto to jest? Z kim odchodzisz?” Odpowiedziałam: „Z nikim”, ale nie chciałeś wierzyć. Powtórzyłeś mi swoją starą teorię, w myśl której mężczyzna bierze sobie kochankę, żeby pozostać z żoną, kobieta natomiast bierze kochanka, żeby opuścić męża.

Gilles To prawda!

Lisa To twoja teoria. Mnie ona nie dotyczy.

Gilles Jak ci uwierzyć?

Lisa (znużona) Nie zaczynaj znowu, dobrze?

Gilles (poskromiony) Zgoda.

Lisa Od tego momentu nasza rozmowa przerodziła się w kłótnię. Zrobiłeś się gwałtowny. I…

Mówi z coraz większym trudem. Gilles nie rusza się, zawstydzony.

Powstrzymując napływające do oczu łzy, Lisa chwyta zdobiący jakiś mebel trzydziestocentymetrowy posążek.

Lisa Kiedy zeszłam na dół z walizką, rzuciłeś się na mnie i zacząłeś mnie dusić. Chciałam się bronić, złapałam tę figurkę i…

Milknie i cicho szlocha.

Gilles zdaje się bardziej zaszokowany niż skruszony. Potrząsa głową, jakby ten gest miał pomóc mu uporządkować myśli i ożywić wspomnienia.

Po kilku chwilach wahania podchodzi do Lisy i delikatnie dotyka jej dłoni.

Gilles Sprawiłem ci ból.

Spontanicznie Lisa robi przeczący gest. Potem zmienia zdanie i podnosi rękę do szyi.

Lisa Tylko parę siniaków. To dlatego nie widziałeś mnie przez pierwsze dni w szpitalu.

Gilles kiwa powoli głową.

Gilles Rozumiem teraz, dlaczego nie chcesz, żebym cię dotykał…

Lisa potakuje, wzdychając. Gilles rozgląda się wokół siebie, jakby to było ostatni raz.

Gilles Teraz moja kolej.

Idzie w stronę swojej walizki, która została przy drzwiach.

Lisa unosi głowę, zdziwiona.

Lisa Gdzie idziesz?

Gilles Nie mogę tu zostać, Liso. Po tym, co ci zrobiłem.

Lisa Ale…

Gilles Popełniłem czyn, którego nie można wybaczyć. Czyn, z powodu którego już nigdy nie będziesz mi ufać. Przygnębiony, podnosi swój bagaż i otwiera drzwi. Lisa opuszcza głowę, nie wiedząc, co powiedzieć.

Gilles Liso, mam pytanie, jedyne, zanim odejdę.

Lisa Tak.

Gilles Czy jest jakiś inny mężczyzna?

Lisa nie spieszy się z odpowiedzią.

Lisa Nie.

Gilles Nikogo?

Lisa Nikogo.

Gilles To jeszcze gorzej. Zegnaj.

Przekracza próg.

Zostawszy sama, Lisa czuje się bardzo źle. Odejście Gilles'a nie tylko nie przynosi jej ulgi, ale budzi lęk. Wykonuje kilka bezładnych ruchów, biegnie za Gilles'em i dogania go w korytarzu.

Lisa Nie, Gilles, wracaj.

Ciągnie go za ramię, żeby wszedł do mieszkania.

Gilles To niemożliwe, Lisa. Co jeszcze mogę dodać po tym, co zrobiłem? Prosić cię, żebyś mi przebaczyła? Nigdy nie będziesz mogła.

Lisa Usiądź. Tak. Zostań chwilę. Muszę ci coś powiedzieć.

Gilles ustępuje. Lisa zamyka drzwi, zadowolona, że udało jej się go zatrzymać.

Gilles siada, podczas gdy Lisa szuka słów.

Lisa Poznajesz tę sytuację teraz, ja znam ja od dwóch tygodni. Od dwóch tygodni zastanawiam się nad nią, analizuję różne jej aspekty. Moje postanowienie odwiedzenia cię w szpitalu a potem zabrania tutaj było… w pełni świadome. Wiedziałam, że odzyskasz pamięć, albo przynajmniej ja będę mogła ci ją przywrócić.

Gilles Nie rozumiem.

Lisa klęka przed Gilles'em.

Lisa Przebaczam ci, Gilles.

Gilles Takiej rzeczy nie można przebaczyć.

Lisa Owszem. Od tamtego wieczoru chciałam ci przebaczyć. I udało mi się. (pauza) Przebaczyłam ci.

Gilles nic nie mówi, wstrząśnięty. Dopiero po kilku sekundach udaje mu się wybąkać:

Gilles Dziękuję.

Lisa uśmiecha się. Gilles także – słabiej, z większym trudem.

Gilles wstaje. Lisa, zaskoczona, chwieje się na nogach.

Lisa Co robisz?

Gilles Wynoszę się. Dziękuję, że osłodziłaś mi odejście.

Lisa go przytrzymuje.

Lisa Gilles, nie zrozumiałeś tego, co ci powiedziałam.

Gilles Owszem. Chyba tak.

Lisa Chcę, żebyś został.

Zmusza go, żeby z powrotem usiadł. Oszołomiony, nie protestując, siada.

Lisa Chcę, żebyśmy nadal żyli razem.

Gilles Ale… ale… Przed dwoma tygodniami chciałaś mnie opuścić.

Lisa To było przed dwoma tygodniami.

Gilles Co się wydarzyło od tego czasu? Uderzyłem cię i straciłem pamięć.

Lisa (z przekonaniem) Teraz cię nie opuszczę.

Gilles drapie się po karku, zdezorientowany zmiennymi nastrojami Lisy.

Lisa Zależy mi na naszym związku.

Gilles Dlaczego?

Lisa Nie ma mowy, żeby się rozpadł. Pracuję nad nim od piętnastu lat. Jest moim dziełem. (poprawia się) Naszym dziełem. A ty, nie jesteś z niego dumny?

Gilles Utrzymywać związek to kierować się miłością własną, nie miłością do partnera.

Lisa Zostań.

Gilles Przykro mi, Liso, nie rozumiem cię. Nie całkiem do mnie dotarło, dlaczego rozstawaliśmy się dwa tygodnie temu, a już zupełnie nie rozumiem, dlaczego dzisiaj mielibyśmy zostać razem.

Lisa Nie można uciec od własnego przeznaczenia. (pauza) Ty jesteś moim przeznaczeniem. (łagodnie) Nigdy nie będziemy należeć do siebie fizycznie, ale należymy do siebie duchowo. Zapadłeś we mnie głęboko, ja zapadłam w ciebie, jesteśmy uwięzieni. Nawet kiedy cieleśnie nie jesteś moim mężczyzną, jesteś nim w moich wspomnieniach, w moich marzeniach. W ten sposób trzymasz mnie w szachu. Możemy się rozłączyć, lecz nie możemy już się rozstać. W te wszystkie dni, kiedy nie było cię tutaj, kiedy nie było cię w twoim ciele, nadal zwracałam ku tobie wszystkie myśli, dzieliłam się z tobą swoimi nastrojami. Co to znaczy kochać mężczyznę? To znaczy kochać go na przekór sobie, na przekór niemu, na przekór całemu światu. To znaczy kochać go w sposób, na który nikt nie ma wpływu. Kocham twoje pragnienia, a nawet twoje awersje, kocham ból, jaki mi zadajesz, ból, którego nie odczuwam jako bólu, ból, o którym natychmiast zapominam, który nie pozostawia śladów. Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością. Kochałam cię przedtem, nim chciałeś mnie zabić. I teraz nadal cię kocham. Moja miłość do ciebie to jądro, to mgławica w głębi mojego umysłu, to coś, do czego nie mam dostępu, czego nie mogę zmienić. Jakaś część ciebie wciąż we mnie żyje. Nawet gdybyś ty odszedł, ta część by została. Tkwisz we mnie. Jestem twoim odbiciem, ty jesteś moim, żadne z nas nie może już istnieć oddzielnie.

Patrzy na nią, poruszony tym wyznaniem.

Lisa A zatem?

Gilles Zatem…

Gilles waha się jeszcze, kruchy, bezbronny; Lisa błaga go wzrokiem.

Gilles Zatem… zostaję, skoro już tu jestem.

Tym razem Lisa podejmuje inicjatywę pocałunku, żarliwie, jak nigdy dotąd.

Gilles Warto było: ten nie jest taki jak poprzednie.

Lisa (radośnie) Wyjdziemy razem, pójdziemy gdzieś się napić, dobrze?

Gilles Rozkaz.

Lisa Przebiorę się.

Szybko wychodzi, chcąc jak najszybciej się upiększyć.

Gilles zostaje sam. Głęboko wzdycha. Jest bardzo wzruszony, daleki jednak od radosnego uniesienia Lisy. Trudno mu myśleć i poruszać się. Wszystko dużo go kosztuje.

Zaabsorbowany podchodzi do wieży hi – fi, wybiera płytę i wciska klawisz. Pokój wypełnia tęskny jazzowy motyw.

Gilles słucha uważnie, jakby nuty dyktowały mu jakieś tajemne przesłanie. W jego oku pojawia się błysk. Odzyskuje siłę, energię. Już wie, co zrobi.

Pojawia się Lisa w nowej sukience, która podkreśla jej wdzięki; pokazuje się Gilles'owi.

Lisa Nie przyniosę ci wstydu?

Gilles Wprawiasz mnie w zakłopotanie.

Lisa To świetnie.

Kiedy koło niego przechodzi, Gilles całuje ją w szyję, na co ona z rozkoszą mu pozwala. Potem wyjmuje z torebki kosmetyczkę, żeby poprawić makijaż.

Gilles obserwuje ją.

Gilles Ta melodia nic ci nie przypomina?

Lisa Nie wiem. Chyba nie.

Gilles To muzyka z tamtego wieczoru.

Lisa na chwilę nieruchomieje. W tym, co powiedział Gilles, wyczuwa zagrożenie, postanawia jednak zlekceważyć je, nadal zajmując się makijażem.

Gilles Wróciłem późno, koło ósmej. Światło było zgaszone. Uznałem, że jeszcze cię nie ma. Nastawiłem tę płytę. Zapaliłem lampę przy moim fotelu na sprężynach, otworzyłem gazetę. Siedząc już, usłyszałem za sobą szelest materiału. Pomyślałem, że to wiatr porusza zasłonami. Nie przestawałem czytać. Potem znów rozległ się szmer tkaniny. Odwróciłem się. Zdążyłem tylko zobaczyć w półmroku, jak coś unosisz, a potem dostałem w głowę.

Lisa Widziałeś mnie.

Lisa, w poczuciu winy, pochyla głowę. Chciałaby być gdzie indziej. Nie wie, jak się zachować. Nerwowo przesuwa dłonie po obiciu kanapy, jedną ręką ujmuje książkę. Machinalnie zagląda do niej, krzywi się, po czym podaje Gilles'owi.

Lisa Małe zbrodnie małżeńskie. W końcu twoja najlepsza książka.

Gilles Tak. Kto kogo zabije? (pauza) Jednak zgrzeszyłem naiwnością, nie śmiałem wyobrazić sobie, że jedno z małżonków może oskarżyć drugie o zbrodnię, którą samo popełniło. (skłania się przed nią) Brawo, jesteś ode mnie lepsza.

Lisa Kiedy w małżeństwie pojawia się przemoc, nieważne, z czyjej strony wychodzi.

Gilles Brawo, pani mecenas, piękny pomysł na mowę obrończą.

Lisa wzrusza ramionami, posępna, zamknięta w sobie. Gilles podchodzi i przybiera łagodniejszy ton.

Gilles Jaka przemoc, Liso?

Lisa (wybucha) Taka, że to trwa już piętnaście lat! Że mi się tak podobasz! Że patrzę, jak się starzejesz, ty patrzysz, jak ja się starzeję, nie rezygnując z naszego związku. Przemoc, jakiej trzeba by, żeby mi przeszło, bo wcale się na to nie zanosi! Że jesteś taki przystojny! Że boję się, że odejdziesz! Że ty jesteś mężczyzną, a ja kobietą! Mężczyźni starzeją się lepiej, a przynajmniej są o tym przekonani, kobiety zresztą też: więc brylujesz, podobasz się, wciąż się podobasz, dziewczyny uśmiechają się do ciebie na ulicy częściej niż chłopcy do mnie. Mógłbyś doskonale się beze mnie obejść, gdy tymczasem ja nie umiałabym bez ciebie żyć.

Gilles Nieprawda!

Lisa Prawda!

Gilles Mylisz się. W dobrej wierze, ale się mylisz.

Lisa I co z tego?

Gilles Liso, nie zabija się z takiego powodu.

Ton Lisy jest rozdzierająco szczery.

Lisa Co ty o tym wiesz? Nie chciałam cię zabić, chciałam po prostu przestać cierpieć.

Zaczyna szlochać.

Gilles Dlaczego pijesz? (Lisa nie odpowiada) Chciałabyś przestać cierpieć? (Lisa potakuje) Chciałabyś przedwcześnie stać się brzydka, gruba i napuchnięta? (Lisa potakuje. Gilles się uśmiecha) Żeby mnie sprowokować? Żebym chodził pod rękę z kobietą rozdętą jak prażona kukurydza, która będzie mierzyć wzrokiem innych, jakby chciała powiedzieć: „Patrzcie, jednak ze mną pozostał”? (Lisa znów potakuje, jak dziecko) Mówisz „tak”? Zawsze będziesz mówiła „tak”… Tak, żeby mnie zadowolić. Tak, żeby mieć spokój. Albo raczej żeby nie wyjawiać prawdy. (pauza) Co cię boli? Domyślam się, że nie potrafisz mi tego wyznać, w przeciwnym razie nie piłabyś za moimi plecami, nie zaatakowałabyś mnie od tyłu. Robi się to, czego się nie umie wypowiedzieć. Powinnaś jednak spróbować mi wytłumaczyć…

Lisa wykonuje przeczący gest. Gilles łagodnie nalega, jakby miał do czynienia z dzieckiem.

Gilles Wydaje ci się, że to trudne, a to powinno być bardzo łatwe. Trudne do wyznania. Ale bardzo łatwe do pomyślenia, bo cały czas o tym myślisz.

Lisa (szlochając) Nasz związek…

Gilles (zachęcająco) Tak.

Lisa Liczy się dla mnie, nie dla ciebie.

Gilles (tak samo) Nieprawda, ale mów dalej.

Lisa Przeznaczeniem miłości jest rozkład. Sam napisałeś to w swojej książce, w Małych zbrodniach małżeńskich. Straszne! Kiedy to przeczytałam, odniosłam wrażenie, jakbym przypadkiem usłyszała rozmowę, której nie powinnam była usłyszeć, rozmowę, w której mówiłeś źle o mnie, o nas, rozmowę, która pozbawiła mnie złudzeń. Rozkład miłości! Termity! Te owady, które zżerają belki domów. Nie widać ich, nie słychać, chrupią sobie spokojnie, aż tu któregoś dnia dom się wali. Wszystko spróchniało w środku, zanim się ktokolwiek zorientował. Cały szkielet, struktura, wszystko, co miało podpierać ściany, przestało istnieć! Tak wygląda nasze małżeństwo! Lenistwo zastąpiło miłość, przyzwyczajenia zajęły miejsce uczuć, z zewnątrz wygląda to jak dom, jednak kolumny nie są już z drzewa a z kartonu, to zwykłe papier mache. Czułość? Na początku wolałeś mnie od innych, ale czy nadal tak jest? Twierdzisz, że mnie kochasz, ale czy wciąż ci się podobam? Jestem pod ręką, więc pytanie zniknęło – i pożądanie też. Nie chcesz już ze mną żyć, ponieważ ze mną żyjesz. Nie jestem już twoją ucieczką, jestem twoim więzieniem, obijasz się o mnie, znosisz mnie.

Gilles Ale chcę, żeby tak nadal było. To znaczy, chciałem…

Lisa Żeby jak było? Dalej też przeczytałam. Mężczyźni i kobiety żyją ze sobą wyłącznie z najniższych pobudek: dla interesu, z niechęci do zmian, z obawy przed starością, ze strachu przed samotnością. Gnuśnieją, karłowacieją, tracą wiarę, że mogliby zrobić coś ze swoim życiem, trzymają się za ręce tylko po to, żeby samotnie nie kroczyć w stronę cmentarza. Byłeś ze mną tylko ze złych pobudek.

Gilles Natomiast ty kierowałaś się dobrymi.

Lisa Tak.

Gilles Jakimi?

Lisa Tobą.

Mimo że jest poruszony gwałtownością, z jaką Lisa deklaruje mu swoje przywiązanie, Gilles nie może powstrzymać się od ironizowania.

Gilles Kochasz mnie, więc mnie zabijasz?

Liza, pełna poczucia winy, z oczami wbitymi w ziemię, szepcze bardziej do siebie niż do niego.

Lisa Kocham cię i to mnie zabija.

Gilles uświadamia sobie, że jest szczera.

Lisa Tego dnia bardzo cierpiałam, byłam sama. Piłam. Najpierw tylko trochę. Dla zabicia czasu. Ale ty nie wracałeś. Więc piłam dalej. Im dłużej na ciebie czekałam, rym bardziej mi ciebie brakowało. Im dłużej na ciebie czekałam, tym bardziej opóźniałeś swój powrót. Im dłużej na ciebie czekałam, tym bardziej mnie lekceważyłeś, deptałeś, gardziłeś mną! Wszystko stawało się jasne: nie mówi, że mnie zdradza, bo zdradza mnie bez przerwy; nie mówi o innych kobietach, bo stale się z nimi widuje; nie pozostawia żadnych kompromitujących śladów, bo jest doskonale zorganizowany. Pić to wyobrażać sobie, że zamknęło się drzwi przed nieprzyjacielem, podczas gdy właśnie przyjęło się go do siebie na stałe, pod osłoną milczenia. Człowiek pije, żeby utopić jakąś myśl, a ta przeradza się w obsesję. Podejrzenie, które chciało się od siebie odsunąć, pod wpływem alkoholu staje się żywsze, silniejsze, zajmuje coraz więcej miejsca. Doszłam do wniosku, że właśnie mnie opuszczasz. To mi się wydawało prawdopodobne, kiedy zaczynałam butelkę, a stało się pewne, kiedy ją kończyłam. Kiedy wreszcie przyszedłeś, byłam chora z wściekłości. Schowałam się i uderzyłam cię.

Gilles Myślałaś, że byłem z inną kobietą?

Lisa (ucina) To nie jest moja sprawa.

Gilles Myślałaś, że byłem z inną kobietą?

Lisa Robisz, co chcesz, nie muszę o wszystkim wiedzieć.

Gilles Myślałaś, że byłem z inną kobietą?

Lisa Traktujemy nasz związek liberalnie, ty chodzisz sobie, gdzie chcesz, ja także, nie będziemy do tego wracać.

Gilles A więc tak myślałaś!

Lisa Ach, proszę, nie próbuj mi wmówić, że byłam zazdrosna.

Gilles Owszem, nie owijajmy w bawełnę: byłaś zazdrosna.

Lisa (rozwścieczona) Nie!

Gilles Jak to nie! To prymitywne, ale tak właśnie było.

Lisa Nie jestem prymitywna!

Gilles Owszem, jesteś! W towarzystwie udajesz, że masz otwarty umysł, ale w rzeczywistości nie możesz znieść myśli, że mógłbym dotknąć innej kobiety.

Lisa Oczywiście! Różne głupstwa wygaduje się na przyjęciach, żeby korzystnie wypaść w trakcie podsuwania sobie półmisków!

Gilles A więc nie jesteś liberalna?

Lisa Jasne, że nie!

Gilles A więc jesteś zazdrosna?

Lisa Bardzo!

Gilles A więc nie stanowimy wolnego związku?

Lisa Tylko w teorii. Bardzo abstrakcyjnie. Między deską serów a kawą. Nie przez resztę czasu.

Gilles Nie zgadzam się.

Lisa (gwałtownie) Ja też się sama ze sobą nie zgadzam. Dlatego, że nie mam jednego mózgu, a dwa. Tak, Gilles! Mam dwa mózgi. Nowoczesny i staroświecki. Nowoczesny szanuje twoją wolność, upaja się tolerancją, wykazuje zrozumienie. Staroświecki chce mieć cię na wyłączność, nie ma zamiaru się z nikim dzielić, podskakuje przy każdym niespodziewanym telefonie, wpada w popłoch na widok tajemniczego rachunku z restauracji, posępnieje, kiedy poczuje na tobie jakiś nowy zapach, drży, kiedy zaczynasz dbać o kondycję albo kupujesz nowe ubrania, nabiera podejrzeń, kiedy uśmiechasz się przez sen, czuje żądzę mordu na samą myśl, że obejmuje cię inna kobieta, że czyjeś ramiona splatają się na twojej szyi, że czyjeś uda rozchylają się pod tobą… Jest jak gad o żółtych i przenikliwych oczach, czai się we mnie, czujny, niezmordowany… Taka jestem, Gilles. I choćbyś posłał mnie na intensywne kursy, choćbyś mnie wychowywał latami, nie wyrwiesz ze mnie tego zwierzęcego, instynktownego podejścia do miłości.

Gilles Liso, każdy związek jest domem, do którego klucze znajdują się w rękach mieszkańców. Jeśli zamknie się ich od zewnątrz, dom stanie się więzieniem, a oni więźniami.

Lisa Znasz ludzi, którzy idą gdzieś tylko po to, żeby zaraz stamtąd uciec? Taki właśnie jesteś.

Gilles Nie.

Lisa Spotykasz się z kobietami, umawiasz na randki, rozsadza cię pożądanie.

Gilles Ty jesteś moim zdrowiem. Spotkania są jak gorączka.

Lisa Często się przeziębiasz.

Gilles Tak ci się wydaje. Nic o tym nie wiesz.

Lisa Nie. Ale domyślam się…

Gilles Wiesz czy się domyślasz?

Lisa (wrzeszczy) Domyślam się! Ale na jedno wychodzi. W każdym razie boli tak samo!

Gilles Albo bardziej. (pauza) Termity! Wiem, gdzie są: w twojej głowie.

Lisa Jak może być inaczej: nic mi nie mówisz.

Gilles Mówienie wszystkiego nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Chociaż tamtego wieczora miałaś rację: widziałem się z kobietą.

Lisa (triumfująco) A widzisz!

Gilles Z Roseline, moim wydawcą.

Lisa (zbita z tropu) Z Roseline?

Gilles Tak. Z olbrzymią, monstrualną Roseline.

Tą, o której mówisz, że gdyby miała rogi, to wyglądałaby już całkiem jak krowa.

Lisa Ale nie ma rogów, prawda?

Gilles i Lisa spoglądają na siebie i wybuchają śmiechem. Wybuch jest krótki, lecz przynosi pewne odprężenie.

Gilles Podsumowując: osądziłaś mnie i skazałaś w wyobraźni. Mój proces odbył się tutaj, beze mnie, bez świadków, bez obrońcy, między jedną a drugą butelką whisky wyciągniętą zza moich książek. Zabiłaś mnie, bo w twoim przekonaniu jakiś wirtualny Gilles obywał się bez ciebie, kpił sobie z ciebie i łajdaczył się z innymi! Rzecz jednak w tym, że nie walnęłaś w głowę kogoś wyimaginowanego tylko mnie.

Lisa Przepraszam.

Gilles Nadeszła moja kolej. Zwykle pastwiłaś się nad sobą, sącząc truciznę.

Lisa Przepraszam.

Gilles Może stworzona jesteś do krótkotrwałych związków, takich, które się dopiero zaczynają.

Lisa (protestuje) Nie.

Gilles Jest w tobie ktoś, kto nie chce starzeć się razem ze mną. Jest w tobie ktoś, kto chce, żebyśmy ze sobą skończyli.

Lisa Nie.

Gilles Tak, tak. Wolisz historie, które można kontrolować: nie możesz ścierpieć swobody.

Lisa Swobody?

Gilles Tego, że sprawy wymykają ci się z rąk. Że sytuacje cię przerastają. Że uczucia są dla ciebie zbyt silne. Jeśli chce się być pewnym wszystkiego, trzeba się zadowolić krótkimi historiami.

Związkami, w których wszystko jest dokładnie wytyczone, które są jasne, przejrzyste, mają początek, środek i koniec, których przebieg znaczą konkretne etapy: pierwszy uśmiech, pierwszy napad szalonego śmiechu, pierwsza noc, pierwsza kłótnia, pierwsze pojednanie, pierwsza nuda, pierwsze nieporozumienie, pierwsze nieudane wakacje, pierwsze rozstanie, drugie, trzecie, i w końcu to prawdziwe. Potem wszystko od nowa. Tak samo, tyle że z kim innym. Nazywa się to życiem pełnym przygód, a jest życiem bez przygód, życiem w odcinkach. Nie jest rozsądne długo kochać, kochać bez przerwy to czyste szaleństwo. Rozum nakazuje kochać tak długo, jak jest to przyjemne. Oto miłosny racjonalizm: kochajmy się, dopóki mamy złudzenia, kiedy je stracimy, lepiej się rozstańmy. Gdy tylko ujrzymy przed sobą kogoś rzeczywistego, a nie kogoś, kogo sobie wyobrażamy, rozejdźmy się.

Lisa Nie, nie, tego nie chcę.

Gilles Kochać długo, kochać zawsze to wbrew naturze.

Lisa Nie.

Gilles Więc żeby uczucie trwało, trzeba zgodzić się na niepewność, wypłynąć na niebezpieczne wody, tam gdzie posuwa się do przodu tylko ten, kto ufa, odpoczywać, unosząc się na zmiennych falach zwątpienia, znużenia, spokoju, ale nigdy nie zbaczać z kursu.

Lisa Nigdy się nie zniechęcasz?

Gilles Owszem.

Lisa I co wtedy?

Gilles Patrzę na ciebie i myślę: czy mimo moich wątpliwości, podejrzeń, niepokoju, znużenia, chciałbym ją stracić? I zaraz nadchodzi odpowiedź. Zawsze ta sama. A z nią odwaga. Kochać to coś irracjonalnego, to niedzisiejsza fantazja, coś, czego nie da się wytłumaczyć, coś, co nie jest praktyczne, coś, co samo w sobie jest swoim jedynym usprawiedliwieniem.

Lisa Gdyby udało mi się mieć do ciebie zaufanie, straciłabym je do siebie. Niełatwo jest mieć zaufanie.

Gilles „Mieć” zaufanie. Nigdy się nie „ma” zaufania. Zaufanie to nie jest coś, co się posiada. To coś, czym się obdarza. „Darzy się” zaufaniem.

Lisa Właśnie z tym mam kłopoty.

Gilles Bo stawiasz się w pozycji widza, sędziego. Oczekujesz czegoś od miłości.

Lisa Tak.

Gilles Tymczasem to ona czegoś od ciebie oczekuje. Chciałabyś, żeby miłość dowiodła ci, że istnieje. Nie tędy droga. To ty masz dowieść, że istnieje.

Lisa W jaki sposób?

Gilles Zaufać.

Lisa rozumie, ale nie może pogodzić się z tym, co mówi Gilles. Ogarniają niepewność. Nie wie, co zrobić ze sobą, ze swoim ciałem.

Lisa To… pójdę po walizkę.

Czeka na aprobatę ze strony Gilles'a. Ponieważ ten nie reaguje, nalega.

Lisa Jest gotowa od dwóch tygodni.

Gilles nie reaguje. Lisa wchodzi po schodach, po czym wraca z walizką i zatrzymuje się przed nim.

Gilles Nie przyszło ci do głowy, że ci wybaczam?

Lisa odrzuca jego wspaniałomyślność.

Lisa Jest dużo do wybaczenia. Moje wątpliwości… moje uderzenie… moje kłamstwo…

Gilles Mogę wybaczyć ci hurtem.

Lisa Za dużo przeze mnie cierpiałeś.

Gilles Nie będę żałował tego cierpienia, jeśli okaże się ceną, jaką trzeba zapłacić za nas.

Po dziecinnemu Lisa znowu odmawia, kręcąc głową.

Gilles Ty przed chwilą mi wybaczyłaś.

Lisa Mnie było łatwiej, nie próbowałeś mnie zabić.

Gilles Słyszałem co innego. Słyszałem: „Chcę z tobą żyć”.

Lisa Tak.

Gilles Teraz już. nie chcesz?

Lisa Nie. Przed chwilą nie wiedziałeś. Myślałeś, że to ty…

Gilles Wiedziałem.

Lisa boi się uwierzyć. Gilles mówi powoli i dobitnie.

Gilles Wszystko pamiętam. Gdy tylko odzyskałem przytomność, na noszach, od razu wszystko wróciło. Nigdy nie straciłem pamięci.

Lisa Co?

Gilles Moja amnezja to był rodzaj śledztwa, próba zrozumienia: chciałem dowiedzieć się, dlaczego nienawidzisz mnie tak bardzo, że uderzyłaś mnie w ciemności. Moja amnezja to było kłamstwo, żeby wrócić, żeby cię odzyskać. Kłamałem ci z miłości.

Lisa patrzy na niego twardo. On jednak spokojnie mówi dalej.

Gilles Tobie i mnie po piętnastu latach pozostało już tylko kłamstwo jako sposób dojścia do prawdy.

Lisa (zaciekle) Prawdy? To proszę, tyją znasz, ja ją znam! I co? Co? Co teraz zrobimy z tą prawdą? Co z nią zrobimy? Nic!

Gilles A może to, co powinno się mieć wspólnego w związku, to wcale nie prawda, a sekret. Sekret, że mi się podobasz. Sekret, że ja ci się podobam. Sekret, że to nie mija.

Lisa To minie!

Lisa nalewa sobie whisky i wypija do dna. Potem chwyta walizkę i kieruje się ku drzwiom.

Gilles Wybaczam ci, Liso.

Lisa Tym lepiej dla ciebie!

Gilles Przyjmij to, że ci wybaczam, proszę.

Lisa (złośliwie) Brawo, jesteś wspaniały.

Gilles Ale to, że ci wybaczam, nic nie da, jeśli ty sama sobie nie wybaczysz.

Dotknięta tym pomysłem, zatrzymuje się w progu. Odwraca się gniewnie.

Lisa Nie znudziło ci się odgrywać ciągle taką wspaniałą rolę?

Gilles (pociera swoją ranę) Wspaniałą rolę? Nie pomyślałem o tym.

Lisa Mam tego dość. Tego, że domyślasz się błota, jakie mam w głowie, tego, że mnie rozumiesz, tego, że nie masz mi za złe, tego, że mi wybaczasz. Chciałabym, żebyś mnie nienawidził, żebyś mnie bił, żebyś mi ubliżał. Chciałabym, żebyś cierpiał tak jak ja.

Gilles wskazuje jej litrową butelkę whisky.

Gilles Jeszcze szklaneczkę na drogę?

Wściekła, że ją prowokuje, Lisa chwyta butelkę, przykłada do ust i buńczucznie wypija do ostatniej kropelki.

Lisa Proszę.

Gilles Doskonale.

Lisa Dość mam tego, że jesteś lepszy ode mnie.

Gilles Przed chwilą byłem gorszy.

Lisa Ostatecznie jesteś lepszy. Ale to też jest nie do zniesienia.

Gilles Przykro mi, że jestem sobą.

Lisa podchodzi do drzwi. Gilles próbuje ją zatrzymać…

Gilles Kochamy się, Liso: nie będziemy się rozstawać!

Lisa Tak. Kochamy się, ale kochamy się źle. Żegnaj.

Otwiera drzwi.

Gilles Liso, chciałbym ci podziękować.

Lisa Słucham?

Gilles Nie zwracałem na ciebie uwagi. Okryłem cię czułością jak woalem – pod nim nie widziałem już twoich rysów. Nie śmiałem nawet zapytać, dlaczego pijesz. Zdawałem się na długotrwałość naszego związku – piętnaście lat – zapominając, że czas nie jest sprzymierzeńcem miłości. Dziękuję, że zamordowałaś ten usypiający związek. Dziękuję, że zabiłaś obcych sobie ludzi, jakimi się dla siebie staliśmy. Jedna tylko kobieta mogła się na to zdobyć.

Lisa wzrusza ramionami. Żeby ją zatrzymać, Gilles mówi dalej.

Gilles Mężczyźni to tchórze, nie chcą widzieć problemów, chcą wierzyć, że wszystko jest dobrze. Kobiety nie odwracają głowy.

Lisa Napisz to w swojej następnej książce, zyskasz nowe czytelniczki.

Gilles Kobiety stawiają czoło problemom, ale najczęściej myślą, że to one same stanowią problem, że spadek napięcia w związku wiąże się ze spadkiem ich atrakcyjności, czują się odpowiedzialne, winne, sprowadzają wszystko do siebie.

Lisa Mężczyźni grzeszą egoizmem, kobiety egocentryzmem.

Gilles Jeden jeden. Remis.

Lisa Zero zero. Absolutny remis. Zegnaj.

Gilles Wróciłem, Liso, wróciłem tutaj, do naszego życia, do naszego związku. Po wypadku nie zostałem dotknięty amnezją, nie, natomiast przed wypadkiem niewątpliwie na nią cierpiałem. Cierpiałem na nią, bo spędzałem z tobą noce i dnie, ale opowiadałem sobie inną historię. Cierpiałem na nią, bo ty mnie podniecałaś, a ja ostentacyjnie oglądałem się za innymi kobietami. Cierpiałem na nią, bo darząc cię wielkim uczuciem, wolałem mówić o swoich drobnych popędach. Cierpiałem na nią, bo w gruncie rzeczy byłem ci wierny, ale prędzej bym zdechł, niż ci to wyznał. Szalałem za tobą, ale zapominałem ci o tym powiedzieć. Jestem tylko mężczyzną, Liso, a cechą mężczyzn jest to, że nie godzą się z losem. Wybierają wolność. Czym jednak jest wolność bez zaangażowania?

To wolność pusta, jałowa, nieuchwytna, wolność, która niczego nie wybiera, wolność niezdecydowana, wolność prewencyjna. Mężczyźni bardziej marzą o wolności, niż z niej korzystają, trzymają ją zazdrośnie na półce, zamiast jej używać. A ona usycha, kurczy się i umiera na długo przed nimi. Bo wolność wtedy tylko istnieje, kiedy się z niej korzysta. Mężczyźni są w głębi duszy sentymentalni: co innego przeżywają, a co innego sobie opowiadają. Podszywają swoje życie innym, tajemnym, upragnionym, wymarzonym, które milcząco opiewają. W twoich ramionach, szczęśliwy po raz tysięczny, czułem się jak drapieżnik zdolny uwieść wszystkie kobiety. W tym mieszkaniu już w dniu, w którym je kupiliśmy, przemyśliwałem o ucieczce. Na lądzie uważam się za marynarza, na morzu – za budowniczego. Zakochany, nie dopuszczałem myśli o więzach. Po ślubie chciałem być niewierny. Byłem dwoisty, Liso, i szczyciłem się tym, niezdolny zadowolić się rzeczywistością, niezdolny do zachwytu, niezdolny do zagrzania gdziekolwiek miejsca. Nie mogłem ci powiedzieć, jak bardzo cię kocham: to byłoby tak, jakbym założył kajdanki mojemu sobowtórowi. Gdybym przyznał, że nasz związek jest moją największą przygodą, naraziłbym się na kpiny z jego strony. Ale proszę, wróciłem. Sobowtóra zostawiłem w szpitalu. Umarł od twojego uderzenia. Pokój jego skołatanej duszy. Nikt go nie będzie żałować. (patrzy na nią z bólem) Kocham cię, Liso, zazdrosny jestem o to, co dla nas zrobiłaś. Kocham cię, bo z niczym się nie cackasz, bo stawiasz mi czoło. Kocham cię, bo jesteś zdolna mnie uderzyć. Kocham cię, bo jesteś wciąż piękną nieznajomą. Kocham cię, bo pójdziesz ze mną do łóżka tylko wtedy, kiedy będziesz miała na to ochotę.

Lisa A jeśli cię zabiję?

Gilles Jeśli mam umrzeć, chcę umrzeć z twojej ręki. Twoja nieobecność będzie jak trucizna, ale mnie nie zabije. Zostań, proszę, zostań ze mną. Nie chcę innej kobiety. Nie chcę innego mordercy.

Lisa Żegnaj.

Lisa wychodzi z pokoju. Słychać jej oddalające się kroki.

Zostawszy sam, Gilles waha się. Przez chwilę chodzi w kółko po pokoju. Potem gasi wszystkie światła, jakby miał się położyć. Zapaloną zostawia tylko lampę stojącą obok fotela, w którym zwykł czytać.

Przechodząc koło odtwarzacza, włącza jazzowy utwór, po czym siada, zamyślony, w kręgu światła.

Lisa wchodzi powoli, osłabiona, słaniająca się, bez walizki.

Gilles słyszy ją, ale się nie odwraca. Czeka. Lisa staje za nim.

Lisa Zdaje się, że zwymiotowałam na twój samochód.

Gilles jest szczęśliwy, ale panuje nad uczuciami. Nie patrząc na nią, odpowiada swobodnie, naśladując scenę ich spotkania.

Gilles Nie cierpię jego koloru. Wolałbym, żeby był bardziej oryginalny.

Lisa Teraz będzie wyjątkowy!

Śmieją się. Lisa rozumie, że może dalej rozmawiać w tym tonie. Powtarza zdania, które Gilles mówił pierwszy raz.

Lisa Życie jest naprawdę podłe.

Gilles Życie pisze swoje własne scenariusze.

Lisa staje przed nim i na niego patrzy.

Lisa Jakim jest pan typem mężczyzny?

Gilles Pani typem?

Lisa Potwierdzam. Po każdym zdaniu spływa po mnie strumień potu, mózg mi drętwieje – to objawy choroby zwanej niepohamowanym pociągiem.

Gilles Przykro mi, nie mam lekarstwa.

Lisa To pan jest lekarstwem.

Uśmiechają się do siebie.

Gilles Jest ktoś w pani życiu?

Lisa W tej chwili jesteś ty.

Eric-Emmanuel Schmitt

***