/ Language: Polski / Genre:love_contemporary,

Chłopak z sąsiedztwa

Meg Cabot

Znowu spóźniła się do pracy. Ale tym razem był powód. Nie codziennie znajduje się sąsiadkę leżącą na podłodze z rozbitą głową! Mel Fuller, reporterka kolumny towarzyskiej nowojorskiej gazety, staje oko w oko z tajemnicą. Zaczyna więc uważnie obserwować sąsiadów. Zwłaszcza jednego…

Meg Cabot

Chłopak z sąsiedztwa

Tytuł oryginalny: The boy next door

Chłopak z sąsiedztwa tom: 1

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dział Kadr ‹dzial.kadr@thenyjournal.com›

Temat: Spóźnienie

Drogi/a Melisso Fuller.

To jest automatyczna wiadomość z Działu Kadr „New York Journal”, wiodącej nowojorskiej gazety codziennej. Pragniemy pana/ią zawiadomić, że zgodnie z informacjami otrzymanymi od pana/i zwierzchnika. Zastępcy Redaktora Naczelnego George’a Sancheza. pana/i dzień pracy rozpoczyna się w „Journal” punktualnie o 9 rano. co oznacza, że dzisiaj spóźnił/a się pan/i 68 minut. Melisso Fuller. w bieżącym roku jest to pana/i 57. spóźnienie przekraczające dwadzieścia minut.

Nam, pracownikom Działu Kadr wcale nie zależy na „wyłapywaniu spóźnialskich”, jak to zostało niesprawiedliwie sformułowane w ostatnim numerze gazetki zakładowej. Spóźnienia to poważny i kosztowny problem, z którym borykają się pracodawcy w całej Ameryce. Pracownicy zazwyczaj lekceważą tę kwestię, tymczasem notoryczne spóźnianie się często bywa objawem jakiegoś poważniejszego problemu, na przykład:

alkoholizmu

uzależnienia od narkotyków

uzależnienia od hazardu

przemocy domowej ze strony partnera

zaburzeń snu

depresji

oraz wielu innych dolegliwości. Jeżeli cierpi pan/i na którekolwiek z wyżej wymienionych, proszę bezzwłocznie skontaktować się ze swoim przedstawicielem Działu Kadr, Amy Jenkins. Przedstawiciel Działu Kadr z przyjemnością zapisze pana/ią do działającego w „New York Journal” Programu Pomocy Pracowniczej. W ramach programu zostanie pan/i skierowany/a do odpowiedniego specjalisty, który postara się pomóc panu/i odzyskać pełen zawodowy potencjał.

Melisso Fuller. my wszyscy tworzymy w „New York Journal” jeden zespół. Jako zespół odnosimy sukcesy i jako zespół doznajemy porażek. Melisso Fuller. czy nie pragnie pan/i być członkiem zwycięskiego zespołu? Prosimy zatem dołożyć wszelkich starań, by od tej pory pojawiać się w pracy na czas!

Z poważaniem

Dział Kadr

„New York Journal”

Proszę pamiętać, że jakiekolwiek kolejne spóźnienia mogą prowadzić do zawieszenia w obowiązkach służbowych lub wypowiedzenia stosunku pracy.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Masz kłopoty

Mel, gdzie ty się podziewasz? Widziałam, jak ta cała Amy Jenkins z kadr kręciła się koło twojego boksu. Chyba czeka cię kolejne upomnienie za spóźnienie. Które to będzie, pięćdziesiąte?

Lepiej tym razem postaraj się o sensowną wymówkę, bo George dopiero co odgrażał się, że redaktorek kolumn plotkarskich jest na pęczki i że mógłby w każdej chwili mieć na twoje miejsce Liz Smith, gdyby tylko zechciał. Chyba żartował. Trudno było wyczuć, bo zepsuł się automat z napojami i George nie dostał jeszcze swojej porannej dawki mountain dew. Przy okazji, czy wczoraj wieczorem coś zaszło między tobą i Aaronem? Znów słucha w swoim boksie Wagnera. Wiesz, jak to wkurza George’a. Zaliczyliście kolejną kłótnię? Idziemy później na lunch?

Nadine:-)

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Temat: Wczorajszy wieczór

Gdzie jesteś, Mel? Masz zamiar zachowywać się jak dziecko i nie pojawić się w redakcji, dopóki się nie upewnisz, że ja już wyszedłem z pracy? O to ci chodzi? Nie moglibyśmy usiąść i porozmawiać jak dorośli?

Aaron Spender

Redaktor Działu Zagranicznego

„New York Journal”

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Aaron Spender

Melisso -

Tylko nie zrozum mnie źle, kotku. Ja WCALE was nie szpiegowałam, ale musiałabym być chyba ŚLEPA, żeby nie zauważyć, jak wczoraj wieczorem w Pastis rąbnęłaś Aarona po głowie torebką. Chyba nawet mnie nie widziałaś; siedziałam przy barze i obejrzałam się, bo wydało mi się, że słyszę twoje imię, co akurat w tamtym miejscu mnie zdziwiło – czy nie miałaś czasem robić relacji z pokazu Prądy? – i wtedy nagle ŁUPS? – pastylki odświeżające oddech i kosmetyki Maybelline sypią się po całej podłodze. I Kochanie, to było fantastyczne.

Wiesz, naprawdę masz rewelacyjny cel. Ale bardzo wątpię, żeby Kate Spade zaprojektowała tę śliczną małą kopertówkę do użytku w charakterze pocisku balistycznego i jestem pewna, że dobrałaby mocniejszy zamek, gdyby tylko wiedziała, że kobiety będą walić nią z bekhendu jak rakietą tenisową.

A poważnie, kotku, chciałabym wiedzieć jedno: czy między tobą i Aaronem wszystko skończone? Bo osobiście zawsze sądziłam, że do siebie nie pasujecie. To znaczy, przecież on miał szansę na Pulitzera, na litość boską! Chociaż, jeśli mam być szczera, każdy mógł napisać tamtą historię o małym chłopcu z Etiopii. Wydala mi się nieznośnie ckliwa. Ten fragment, kiedy jego siostra sprzedaje się, żeby zdobyć dla niego trochę ryżu… Błagam, nie! Czysty Dickens.

No więc, chyba nie zamierzasz robić mi tu jakichś trudności/ prawda? Bo dostałam zaproszenie do Stevena, do Hamptons i miałam zamiar wziąć ze sobą Aarona. Ktoś musi mi mieszać koktajle. Ale zapomnę o tym pomyśle, jeżeli miałabyś potem rzucić się na mnie w stylu Joan Collins. PS Naprawdę trzeba było zadzwonić, jeżeli nie miałaś zamiaru dziś przychodzić, kochanie. Chyba wpadłaś w tarapaty. Widziałam tego małego trolla (Amy Cośtam?) z kadr; kręciła się jakiś czas temu koło twojego biurka.

Buziaki

Dolly

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Gdzie ty jesteś, do cholery?

Gdzie ty jesteś, do cholery? Zdaje się, że masz błędne wrażenie, jakoby dni komputerowych nie trzeba było wcześniej uzgadniać ze swoim przełożonym. To mnie bynajmniej nie przekonuje do ciebie jako materiału na redaktora działu wydarzeń. Nadajesz się tylko na korektorkę, Fuller.

George

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Temat: Wczorajszy wieczór

Melisso, to naprawdę do ciebie nie pasuje. Przecież, na miłość boską, Barbara i ja znaleźliśmy się razem w STREFIE DZIAŁAŃ WOJENNYCH. Wszędzie wkoło nas eksplodowały pociski obrony przeciwlotniczej. W każdej chwili mogli nas pojmać rebelianci. Nie potrafisz tego zrozumieć?

Melisso, dla mnie tamta sprawa nie miała żadnego znaczenia, przysięgam.

Mój Boże, nie powinienem był nic ci wspominać. Myślałem, że potrafisz podejść do tego w sposób dojrzały. Ale żeby tak się zachować i znikać…

No cóż, z twojej strony nigdy się czegoś takiego nie spodziewałem. To wszystko, co mam do powiedzenia.

Aaron Spender

Redaktor Działu Zagranicznego

„New York Journal”

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: To nie jest zabawne

Dziewczyno, gdzie ty jesteś? Zaczynam się niepokoić. Czemu do mnie nawet nie zadzwonisz? Mam nadzieję, że nie wpadłaś pod autobus, ani nic takiego. Podejrzewam jednak, że gdybyś wpadła, zadzwoniliby do nas. To znaczy, pod warunkiem że nosisz przy sobie legitymację prasową.

No dobra, wcale tak bardzo się nie boję, że umarłaś. Boję się za to okropnie, że wylecisz z pracy i znów będę musiała chodzić na lunch z Doiły. Skoro bawisz się w Zaginioną w akcji, musiałam razem z nią zamówić sobie jakieś jedzenie na wynos i omal mnie to nie dobiło. Ta kobieta jadła sałatkę bez dressingu. Rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć? BEZ DRESSINGU.

A poza tym czuła się w obowiązku komentować każdy kęs, który brałam do ust. „Masz pojęcie, ile gramów tłuszczu jest w tej frytce?”, „Wiesz, Nadine, dobrym substytutem majonezu jest niskotłuszczowy jogurt”.

Miałam ochotę powiedzieć jej, gdzie może sobie wsadzić ten niskotłuszczowy jogurt.

Ale przy okazji, powinnaś chyba wiedzieć, że Spender kręci się po redakcji i opowiada, że spóźniasz się ze względu na to, co zaszło między wami wczoraj wieczorem. Jeżeli to cię nie ściągnie do biura, i to pronto, to ja już nie wiem, co robić.

Nadine:-)

Do: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Gdzie, do cholery, byłam

Skoro najwyraźniej dla ciebie i Amy Jenkins jest tak ważne, żeby pracownicy dokładnie spowiadali się z każdej minuty spędzanej poza redakcją, podaję ci szczegółowy opis zajęć i okoliczności, które sprawiły, że absolutnie nie mogłam stawić się w pracy. Gotów? Słyszę, że automat na dole w dziale kultury jest w pełni sprawny. Poranek Mel:

7.15 Dzwoni budzik. Naciskam guzik drzemki.

7.20 Dzwoni budzik. Naciskam guzik drzemki.

7.25 Dzwoni budzik. Naciskam guzik drzemki.

7.26 Budzi mnie szczekanie psa sąsiadki. Wyłączam budzik.

7.27 Wlokę się do łazienki. Odprawiam poranne ablucje.

7.55 Wlokę się do kuchni. Zjadam śniadanie w postaci batonika Nutrigrain i resztek kung pao na wynos z wtorkowego wieczoru.

7.56 Pies sąsiadki wciąż szczeka.

7.57 Suszę włosy suszarką.

8.10 Sprawdzam pogodę na Channel One.

8.11 Pies sąsiadki wciąż szczeka.

8.12 Próbuję znaleźć coś do ubrania wśród rozmaitych ciuchów wtłoczonych do pojedynczej szafy rozmiarów lodówki, jedynej, jaką dysponuję w tej kawalerce.

8.30 Poddaję się. Wkładam czarną spódnicę ze sztucznego jedwabiu, czarną bluzkę ze sztucznego jedwabiu i czarne wsuwane pantofle na płaskim obcasie.

8.35 Chwytam czarną torbę. Rozglądam się za kluczami.

8.40 Znajduję klucze w torebce. Wychodzę z mieszkania.

8.41 Zauważam, że egzemplarz „New York Chronicie” pani Friedlander wciąż leży na podłodze przed drzwiami do jej mieszkania (tak, George, moja najbliższa sąsiadka prenumeruje naszego największego rywala. Może wreszcie zgodzisz się ze mną, że naprawdę powinniśmy spróbować przyciągnąć uwagę nieco starszych czytelników). Ona zazwyczaj wstaje o szóstej, żeby wyprowadzić psa, i wtedy zabiera prasę.

8.42 Zauważam, że pies pani Friedlander ciągle szczeka. Pukam do drzwi, chcąc się upewnić, czy wszystko jest w porządku. (Tak się składa, że niektórzy spośród nas, nowojorczyków, interesują się tym, co się dzieje z naszymi sąsiadami, George. Oczywiście, skąd ty miałbyś o tym wiedzieć, skoro historie o ludziach, którzy faktycznie dbają o innych członków społeczności, nie zwiększają sprzedaży gazety. Jak zauważyłam, tematy w „Journal” ciążą raczej w stronę historii o sąsiadach, którzy strzelają do siebie, nie takich, którzy pożyczają sobie nawzajem szklankę cukru).

8.45 Po kilkakrotnym pukaniu pani Friedlander nadal nie podchodzi do drzwi. Paco, jej dog niemiecki, szczeka jednak ze zdwojonym zapałem.

8.46 Próbuję ruszyć klamką drzwi mieszkania pani Friedlander. Dziwne, ale są otwarte. Wchodzę do środka.

8.47 Wita mnie dog niemiecki i dwa syjamskie koty. Ani śladu pani Friedlander.

8.48 Znajduję panią Friedlander. Leży twarzą do ziemi na dywanie w salonie.

No i jak, George? Chwytasz już, George? Kobieta leżała twarzą do ziemi na dywanie w swoim salonie! Co miałam robić, George? No, co? Zadzwonić do Amy Jenkins z kadr? Nie, George. Widzisz, ten kurs pierwszej pomocy, do którego zmusiłeś nas wszystkich, przydał się na coś. Sama umiałam stwierdzić i że pani Friedlander ma puls, i że oddycha. Więc zadzwoniłam pod 911 i poczekałam przy niej, póki nie przyjechała karetka.

A z karetką, George, przyjechały gliny. I zgadnij, co gliny powiedziały, George? Powiedziały, że wygląda im na to, że pani Friedlander została uderzona. Od tyłu, George. Jakiś łajdak walnął tę biedną staruszkę w potylicę!

Dałbyś wiarę? Jak można zrobić coś takiego osiemdziesięcioletniej kobiecie?

Nie wiem, co się dzieje z tym miastem, George, skoro biedne starsze panie nie są bezpieczne nawet we własnych mieszkaniach. Ale powiem ci jedno. W tym tkwi pewien temat – i uważam, że powinnam go opisać. Co ty na to, George?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: W tym tkwi pewien temat

Temat to tkwi tam, gdzie ja go widzę. Ja zaś widzę, że nie wiadomo czemu, tylko dlatego, że ktoś rąbnął twoją sąsiadkę w głowę, ty nie raczyłaś przyjść do redakcji ani choćby nawet zadzwonić i dać komuś znać, co się z tobą dzieje. I na ten temat naprawdę chętnie czegoś posłucham.

George

Do: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Co się ze mną działo

George, masz serce z kamienia. Znalazłam swoją sąsiadkę twarzą w dół na dywanie w salonie, ofiarę brutalnej napaści, a twoim zdaniem powinnam była myśleć tylko o tym, żeby dzwonić do swojego pracodawcy i wyjaśniać, czemu się spóźnię?

No cóż, przykro mi George, ale taka myśl nawet mi nie przeszła? przez głowę. Przecież pani Friedlander to moja przyjaciółka. Chciałam wsiąść do karetki i jechać z nią do szpitala, ale wyłonił się mały problem z Paco.

Może powinnam raczej powiedzieć: duży problem z Paco. Paco to dog niemiecki pani Friedlander, George. Ten pies waży sześćdziesiąt cztery kilo, George, to znaczy więcej niż ja. A on potrzebował wyjść na spacer. I to szybko. Więc po spacerze nakarmiłam go i dałam mu wody, i napoiłam też Tweedleduma i Pana Peppera, jej syjamskie koty (Tweedledee, przykro mi to mówić, zmarł w zeszłym roku). Kiedy się tym zajmowałam, gliny sprawdzały drzwi mieszkania, szukając śladów włamania. Ale, George, żadnych śladów nie było. Wiesz, co to znaczy? To znaczy, że ona najprawdopodobniej znała tego, kto ją napadł, George. Prawdopodobnie sama, z własnej woli, wpuściła go do środka!

Co jeszcze dziwniejsze, w portmonetce w jej torbie leżało nietknięte dwieście siedemdziesiąt sześć dolarów gotówką. Biżuterii też nikt nie ruszył, George. To nie był napad rabunkowy. George, czemu nie chcesz uwierzyć, że w tym tkwi jakiś materiał na artykuł? Coś w tej sprawie śmierdzi. Bardzo śmierdzi. Kiedy wreszcie dotarłam do szpitala, poinformowano mnie, że pani Friedlander jest na bloku operacyjnym. Lekarze rozpaczliwie usiłowali zmniejszyć ucisk na mózg, spowodowany wielkim krwiakiem, który wytworzył się pod czaszką! Co miałam zrobić, George? Odejść? Gliny nie zdołały skontaktować się z nikim z jej rodziny. Ona ma tylko mnie, George. Dwanaście godzin. Zajęło im to dwanaście godzin. Jeszcze dwa razy musiałam wracać do jej mieszkania i wyprowadzać Paco, zanim operacja w ogóle się skończyła. A kiedy już się skończyła, lekarze wyszli do mnie i powiedzieli mi, że tylko częściowo się udała. Pani Friedlander jest w śpiączce, George! Może już nigdy z tego nie wyjść.

A dopóki jest w śpiączce, zgadnij kto będzie się musiał zajmować Paco, Tweedledumem i Panem Pepperem? No, George. Zgadnij.

Nie próbuję dopraszać się tutaj zrozumienia. Ja wiem. Powinnam była zadzwonić. Ale praca niekoniecznie była tym, co mi wtedy zaprzątało głowę, George.

Posłuchaj jednak: teraz, kiedy wreszcie jestem w redakcji, może byś mi pozwolił napisać jakiś mały artykulik o tym, co się wydarzyło? No wiesz, moglibyśmy spojrzeć na to pod takim kątem: uważaj człowieku, kogo wpuszczasz do własnego domu. Gliny jeszcze nie odszukały najbliższych krewnych pani Friedlander – chyba chodzi o jej siostrzeńca – ale kiedy go znajdą, mogłabym z nim zrobić wywiad. Rozumiesz, to była naprawdę cudowna kobieta. Mimo osiemdziesiątki nadal trzy razy w tygodniu chodziła na siłownię, a w zeszłym miesiącu poleciała do Helsinek na spektakl Pierścień Nibelunga. Serio. Jej mężem był Henry Friedlander, ten Friedlander, który zrobił fortunę na drucikach. Tych takich, którymi się okręca plastikowe torby ze śmieciami. Ona jest warta przynajmniej sześć czy siedem milionów dolarów.

Zgódź się, George. Pozwól mi spróbować. Nie możesz do końca życia trzymać mnie w kolumnie plotkarskiej na stronie dziesiątej.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Nie możesz do końca życia trzymać mnie w kolumnie plotkarskiej na stronie dziesiątej

Owszem, mogę.

A wiesz, czemu? Bo w tej gazecie jestem zastępcą naczelnego i mogę robić, co mi się żywnie podoba. Poza tym, Fuller, strona dziesiąta cię potrzebuje. Chciałabyś pewnie wiedzieć, czemu cię potrzebuje strona dziesiąta? Otóż dlatego, że – trzeba przyznać, Fuller – ciebie te rzeczy obchodzą. Obchodzą cię bitwy, które Winona Ryder stacza przed sądem. Obchodzi cię, że Harrison Ford miał zabieg chemicznego złuszczania cery. Obchodzą cię piersi Courtney Love oraz pytanie, czy są faszerowane silikonem, czy nie. Przyznaj się, Fuller. Ciebie to obchodzi. Co do tej drugiej kwestii – to żaden temat. Rozmaite staruszki codziennie obrywają po głowie, bo ktoś chce położyć łapę na ich czeku z rentą.

A, jest takie coś, co się nazywa te-le-fon. Następnym razem dzwoń.

Capisce?

Teraz dawaj mi tu kopię relacji z pokazu Prady.

George

Do: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nic mnie nie obchodzą piersi Courtney Love…

…a ty pożałujesz, że nie pozwoliłeś mi zająć się tematem napaści na panią Friedlander, George. Mówię ci, w tym coś jest. Czuję pismo nosem.

Tak przy okazji, Harrison NIGDY by sobie nie zrobił zabiegu chemicznego złuszczania cery.

Mel

PS Czy w ogóle istnieje ktoś, kto się nie przejmuje Winona Ryder? Popatrz tylko, jaka jest urocza. Nie chcesz, żeby wypuścili ją z więzienia, George?

Do: Dział Kadr ‹dzial.kadr@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Moje spóźnienie

Drogi Dziale Kadr, cóż mogę powiedzieć. Zostałam przejrzana. Nękające mnie:

alkoholizm

uzależnienie od narkotyków

uzależnienie od hazardu

przemoc domowa

bezsenność

depresja

i wszelkie inne zaburzenia wreszcie przywiodły mnie na samo dno. Proszę natychmiast zapisać mnie do Programu Pomocy Pracowniczej! Byłabym wdzięczna, gdybyście mogli umówić mnie z psychiatrą, który będzie podobny do Brendana Frasera, a już najlepiej, żeby prowadził sesje terapeutyczne bez koszuli. Oto podstawowy problem, który przysparza mi trosk: jestem dwudziestosiedmioletnią mieszkanką Nowego Jorku i wciąż nie mogę znaleźć przyzwoitego faceta. Jednego jedynego faceta, który nie będzie mnie oszukiwał, nie będzie mieszkał z mamusią, a w niedzielę rano nie sięga zaraz po przebudzeniu do działu kultury w „Chronicie”, o ile rozumiecie, co chcę przez to powiedzieć. Czy ja proszę o tak wiele???

Przekonajmy się, czy Program Pomocy Pracowniczej sobie z tym poradzi.

Mel Fuller

Redaktorka Strony Dziesiątej

„New York Journal”

Do: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nie moglibyśmy usiąść i porozmawiać jak dorośli?

Nie ma o czym rozmawiać. Naprawdę, Aaron. Przykro mi, że rzuciłam w ciebie torebką. To był dziecinny wybuch i teraz bardzo tego żałuję.

I nie chcę, żebyś sobie wyobrażał, że powód, dla którego zrywamy ze sobą, ma cokolwiek wspólnego z Barbarą. Serio, Aaron, między nami wszystko się skończyło, na długo zanim opowiedziałeś mi o Barbarze. Spójrzmy prawdzie w oczy, Aaron, po prostu za bardzo się różnimy: ty lubisz Stephena Hawkinga. Ja lubię Stephena Kinga. Wiesz, że to by się nigdy nie udało.

Mel

Do: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Aaron Spender

Nie rzuciłam torebką. Wypadła mi z ręki, kiedy sięgałam po drinka, przypadkowo poleciała ponad stołem i uderzyła Aarona w oko. A jeśli go chcesz, Dolly, to go sobie bierz.

Mel

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Gdzie byłam

Dobrze już, dobrze. Powinnam była zadzwonić. To był jeden wielki koszmar. Ale posłuchaj mnie teraz. Nigdy mi nie uwierzysz.

Aaron zdradził mnie w Kabulu.

Tak właśnie. I nigdy nie zgadniesz z kim. Serio. Spróbuj tylko. Nigdy ci się nie uda.

No dobra, powiem ci. Z Barbarą Bellerieve. Tak, tak. Dobrze widzisz: z Barbarą Bellerieve, znaną redaktorką działu zagranicznego ABC News, a ostatnio również prezenterką telewizyjnego programu informacyjnego Dwadzieścia Cztery/Siedem, którą w zeszłym miesiącu magazyn „People” umieścił na swojej liście pięćdziesięciu najpiękniejszych ludzi na świecie. Uwierzyłabyś, że ona przespała się z AARONEM??? Przecież mogłaby mieć George’a Clooneya, na litość boską. Czego mogła szukać u AARONA???

Nie żebym niczego nie podejrzewała. Zawsze uważałam, że opowieści, które przesyłał mi maiłem przez cały tamten miesiąc, kiedy robił korespondencje z Kabulu, były okropnie mętne. Wiesz, jak to odkryłam? Wiesz? On mi POWIEDZIAŁ. Poczuł, że „dojrzał do kolejnego poziomu intymności” w swoim związku ze mną (zgadnij, co to za poziom – do trzech razy sztuka), i poczuł, że w tym celu musi „zrzucić kamień z serca”. Mówi, że odkąd to się stało, „zżerało go poczucie winy” i że „to było coś zupełnie bez znaczenia”.

Boże, co za dupek. Nie wierzę, że straciłam na niego trzy miesiące życia.

Czy na świecie nie ma już przyzwoitych facetów? To znaczy, oprócz Toniego. Przysięgam, Nadine, twój chłopak to ostatni porządny mężczyzna na tej ziemi. Ostatni! Trzymaj się go i nigdy nie wypuszczaj z rąk, bo mówię ci, tam, na zewnątrz, jest istna dżungla.

Mel

PS Nie mogę iść dzisiaj na lunch. Muszę wracać do domu i wyprowadzić psa sąsiadki. Nie pytaj o co chodzi; to długa historia.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Ten palant

Słuchaj, facet zrobił ci przysługę. Bądź szczera, Mel. Naprawdę wyobrażałaś sobie wspólną przyszłość dla was dwojga? Do licha ciężkiego, przecież on PALI FAJKĘ. A ta cała muzyka klasyczna? Co on sobie wyobraża, że kim niby jest? Haroldem Bloomem?

Nie. Jest dziennikarzem, jak my wszyscy. Daleko mu do tworzenia literatury pięknej. Więc, po diabła ustawił popiersie Williama Szekspira na swoim monitorze? Ten facet to nadęty hipokryta i ty o tym wiesz, Mel. To dlatego, mimo że spotykaliście się przez trzy miesiące, nigdy się z nim nie przespałaś. Zgadza się?

Nadine;-)

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Ten palant

Nigdy się z nim nie przespałam, bo ma kozią bródkę. Nie mogłam przespać się z kimś, kto wygląda jak Robin Hood.

Nawet nie pragnął mnie na tyle, żeby ją zgolić.

Co jest ze mną nie tak, Nadine? Czy dla mnie naprawdę nie warto się golić?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Ten palant

Tylko nie zaczynaj użalać się nad sobą, Mel. Wiesz, że jesteś świetna. Facet najwyraźniej cierpi na jakieś zaburzenia psychiczne. Powinnyśmy go rzucić na pożarcie Amy Jenkins. Dlaczego nie możesz dzisiaj iść na lunch? I nie martw się, nie planowałam wycieczki do Burger Heaven. Jeśli w dwa miesiące nie schudnę do rozmiaru dwanaście, odwołam ślub. Wszystkie dziewczyny w naszej rodzinie wkładały z tej okazji suknię ślubną mojej mamy. Nie będę pierwszą z rodziny Wilcocków, która poleci po suknię do Klinefeld’s.

Nadine:-)

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Lunch

Nie mogę iść na lunch. Muszę wracać do domu i wyprowadzić na spacer psa pani Friedlander. Słyszałaś ostatnie wiadomości? Chris Noth i Winona. Nie żartuję. Widziano, jak się całowali przed Crunch Fitness Center na Lafayette Street.

Jak ona może być tak ślepa? Nie widzi, że on się dla niej zupełnie nie nadaje? Popatrz tylko, jak potraktował biedną Sarah Jessicę Parker w Seksie w wielkim mieście.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Test na kontakt z rzeczywistością

Mel, strasznie mi przykro, że właśnie ja muszę ci to uświadomić, ale Seks w wielkim mieście to serial oparty na fikcji literackiej, a nie dokument. Słyszałaś może już przedtem o istnieniu takich filmów telewizyjnych? Tak, one są w całości zmyślone. To, co się w nich dzieje, w żaden sposób nie odzwierciedla prawdziwego życia. Na przykład w rzeczywistości Sarah Jessica Parker jest żoną Matthew Brodericka, więc cokolwiek postać grana w filmie przez Chrisa Notha zrobiła jej postaci, nie zdarzyło się naprawdę.

Innymi słowy, uważam, że powinnaś w mniejszym stopniu zajmować się Winoną, a w większym sobą. To tylko moja opinia, oczywiście.

Nadine

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Temat: POUFNE

Dobra, dziewczyny, lepiej sobie usiądźcie. Mam informacje, o które prosiłyście, to znaczy podwyżki pensji na przyszły rok. To nie było łatwe.

Jeżeli komukolwiek zdradzicie, skąd to wiecie, oskarżę was o uzależnienie od hazardu i zostaniecie zmuszone do udziału w Programie Pomocy Pracowniczej, nim zdążycie mrugnąć okiem. No to jedziemy:

Nazwisko: Stanowisko: Pensja:

Peter Hargrave Redaktor Naczelny $ 120 000

George Sanchez Zastępca Red. Nacz $ 85 000

Dolly Vargas Redaktor Działu Rozrywki $ 75 000

Aaron Spender Redaktor Działu Zagranicznego $ 75 000

Nadine Wilcock Redaktor Działu Kulinarnego $ 45 000

Melissa Fuller Redaktor Strony Dziesiątej $ 45 000

Amy Jenkins Administrator, Dział Kadr $ 45 000

Czytajcie i płaczcie, dziewczyny.

Timothy Grabowski

Informatyk

„New York Journal”

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: POUFNE

W głowie mi się nie mieści, że Amy Jenkins zarabia tyle samo co my. Co ona niby robi takiego? Przez cały dzień siedzi sobie i wysłuchuje, jak ludzie marudzą na temat swojego planu opieki dentystycznej. Litości.

Zdziwiła mnie Dolly. Myślałam, że dostaje więcej. No bo niby skąd ona bierze kasę na apaszki Hermesa, mając głupie siedemdziesiąt pięć tysięcy rocznie?

Nadine;-)

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: POUFNE

Ty chyba żartujesz! Doiły pochodzi z bogatej rodziny. Nigdy nie słyszałaś, jak mówiła, że kiedyś wszystkie letnie wakacje spędzała w Newport?

Miałam zamiar zaprosić Aarona na przeprosinowego drinka po pracy – NIE po to, żeby się z nim znów pogodzić, tylko żeby wreszcie przestał męczyć ludzi Wagnerem – ale teraz, kiedy wiem, o ile więcej ode mnie zarabia, nie chcę nawet na niego patrzeć. WIEM, że piszę lepiej niż on. Więc za co Aaron dostaje

siedemdziesiąt pięć tysięcy dolarów rocznie, podczas gdy ja utkwiłam na czterdziestu pięciu tysiącach, opisując pokazy mody i premiery filmowe?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: POUFNE

Hm, bo jesteś w tym dobra? To znaczy w relacjonowaniu pokazów mody i premier filmowych.

Nadine;-)

PS Muszę opisać tę nową restaurację na Mott, gdzie dają kaczkę po pekińsku. Chodź ze mną.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuiler ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Lunch

Nie mogę. Wiesz, że nie mogę. Muszę wyprowadzić psa na spacer.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Lunch i ten pies

Okay, jak długo to potrwa? To znaczy, ty i ten pies? Przecież nie mogę codziennie chodzić sama na lunch. Kto mnie powstrzyma przed zamawianiem zapiekanki z podwójnym cheddarem? Mówię serio. Ta wymówka z psem na mnie nie podziała.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Lunch i ten pies

Nadine, co ja mam niby zrobić? Pozwolić, żeby to biedne stworzenie siedziało zamknięte przez cały dzień? Aż mu pęcherz pęknie? Wiem, że nie jesteś miłośniczką psów, ale miejże odrobinę współczucia. To potrwa tylko trochę, póki pani Friedlander nie poczuje się lepiej.

Mel

PS Właśnie przyszło: Harrison Ford i jego żona. Znów się pogodzili. Przysięgam.

Cieszę się ze względu na ich dzieci, wiesz? Bo tylko one tu się liczą.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: To potrwa tylko trochę, póki pani Friedlander nie poczuje się lepiej

A kiedy TO nastąpi? Ziemia do Mel. Obudź się, Mel. Ta kobieta leży w ŚPIĄCZCE. Myślę, że trzeba załatwić jakieś alternatywne rozwiązanie dla potrzeb jej zwierząt domowych. Jesteś zwyczajnym PODNÓŻKIEM. Kobieta w ŚPIĄCZCE używa cię w charakterze PODNÓŻKA.

Przecież ona musi mieć jakichś krewnych, Mel. ZNAJDŹ ICH. A poza tym, ludzie nie powinni trzymać dogów niemieckich w mieście. To okrutne.

Nadine:-(

PS Jesteś chyba jedyną osobą, którą jeszcze obchodzi, czy Harrison Ford i jego żona dojdą do porozumienia. Daj sobie spokój, dziewczyno.

Do; Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Temat; Debbie Phillips

Melisso, kochanie, tu mama. Patrz, twój tata i ja mamy maiła! Czy to nie wspaniałe? Teraz mogę do ciebie pisać, a ty może raz na odmianę mi odpowiesz! Oczywiście, tylko żartuję, złotko.

W każdym razie, tatuś i Ja pomyśleliśmy sobie, ze z radością to usłyszysz: mała Debbie Phillips – pamiętasz Debbie, prawda? Córeczka doktora Phillipsa? Byt twoim dentystą – A poza tym, Debbie została też chyba Królową Balu Maturalnego w twoim liceum. No, w każdym razie, Debbie właśnie wyszła za mąż! Tak! W gazecie ukazało się zawiadomienie. I wiesz co, Melisso? „Duane County Register” występuje teraz w Internecie… Och, tatuś mi tłumaczy, że mówi się, że gazeta jest DOSTĘPNA w INTERNECIE, a nie że tam występuje. No cóż, nieważne. Ciągle mi się to wszystko myli. W każdym razie, zawiadomienie Debbie jest dostępne w Internecie, więc przesyłam ci je w tym, co się nazywa załącznikiem. Mam nadzieje, że się ucieszysz, kochanie. Wyszła za mąż za lekarza z Westchesteru! No cóż, zawsze wiedzieliśmy, że będzie umiała dobrze się w życiu urządzić. I ta cała masa pięknych blond włosów. Popatrz, zrobiła dyplom z wyróżnieniem w Princeton! A potem poszła na studia prawnicze. Doprawdy imponujące.

Nie żeby było coś złego w zawodzie dziennikarza. Dziennikarze są dokładnie tak samo potrzebni jak prawnicy! I Bóg jeden wie, że wszyscy od czasu do czasu potrzebujemy poczytać sobie trochę miłych ploteczek. Zaraz, a słyszałaś o Tedzie Turnerze i Marcie Stewart? Po prostu zwaliło mnie z nóg. No cóż, miłej lektury! Tylko pamiętaj, zawsze sprawdzaj, czy zamknęłaś na noc drzwi. Tatuś i ja martwimy się o ciebie; mieszkasz sama w tym wielkim mieście…

No to na razie. Mamusia

Załącznik: ES (elegancka fotografia pary nowożeńców)

Deborah Marie Phitlips, córka doktora i pani Reed Andrew Phillips z Lansing, w zeszłym tygodniu wyszła za mąż za Michaela Bourke, syna doktora i pani Reginald Bourke z Chapaqua w stanie Nowy Jork. Wielebny James Smith odprawił ceremonię zaślubin w rzymskokatolickim kościele św. Antoniego w Lansing.

Panna Phillips (26 lat) pracuje jako radca prawny w Schuler, Higgins i Brandt. międzynarodowej firmie prawniczej z siedzibą w Nowym Jorku. Otrzymała stopień licencjacki na uniwersytecie Princeton, który ukończyła z wyróżnieniem, oraz stopień magistra prawa na Harvardzie. Jej ojciec jest stomatologiem i specjalistą od chirurgii szczękowej w Lansing, gdzie prowadzi gabinet stomatologiczny.

Pan Bourke (31 lat) otrzymał stopień licencjata w Yale i stopień MBA na uniwersytecie Columbia – Jest doradcą w banku inwestycyjnym Lehman Brothers. Jego ojciec, obecnie już na emeryturze, był prezesem Bourke & Partnerzy, prywatnej firmy zajmującej się doradztwem inwestycyjnym.

Po miodowym miesiącu spędzonym w Tajlandii młoda para zamieszka w Chapaqua.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Matki

Kochanie, kiedy przed sekundą usłyszałam ten dziki wrzask z twojego boksu, myślałam przez chwilę, że co najmniej Tom Cruise ujawnił wreszcie sekret swojej orientacji. Ale Nadine mówi mi, że to tylko e-mail. który dostałaś od matki.

O, jakże cię rozumiem. Sama bardzo się cieszę, że moja matka jest najczęściej zdecydowanie zbyt pijana, by nauczyć się pisać na klawiaturze. Usilnie zalecam, żebyś przestała swoim troskliwym rodzicom skrzynkę campari i przestała się nimi przejmować.

Zaufaj mi, to jedyny sposób, żeby raz na zawsze przestali używać tego obrzydliwego słowa na Ś. Na przykład: „Czemu nie jesteś jeszcze po Ś? Wszystkie twoje przyjaciółki już dawno wzięły Ś. Nawet nie próbujesz pomyśleć o Ś. Nie chcesz, żebym się doczekała wnuków, zanim umrę?” Jakbym KIEDYKOLWIEK zamierzała rodzić dziecko. Przypuszczam, że dobrze wychowany sześciolatek byłby do przyjęcia, ale one po prostu NIE ZJAWIAIĄ SIĘ w takiej postaci. Trzeba je najpierw sobie WYTRESOWAĆ. Zbyt męczące. Rozumiem twoją irytację.

Buziaki Dolly

PS Zauważyłaś, że Aaron się ogolił? Wielka szkoda. Nie miałam pojęcia, że on ma tak słabo zarysowany podbródek.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Amy Jenkins ‹amy.jenkins@thenyjournal.com›

Temat: Program Pomocy Pracowniczej

Droga panno Fuller,

może pani wydaje się, że lekceważenie okazywane przez panią Programowi Pomocy Pracowniczej opracowanemu przez Dział Kadr jest zabawne, ale zapewniam, wielu pani kolegów wsparliśmy w trudnych i mrocznych chwilach. Dzięki terapii i doradztwu personalnemu wszystkim z nich udało się odzyskać sens i radość życia. Naprawdę przygnębia mnie fakt, że wyśmiewa pani program, który uczynił tak wiele dla tylu ludzi. Chciałabym dodać, że kopia pani ostatniego maiła została umieszczona w aktach personalnych i pozostanie tam do wglądu zwierzchników podczas następnej oceny pracowniczej.

Amy Jenkins

Administrator, Dział Kadr „New York Journal”

Do: Amy Jenkins ‹amy.jenkins@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Program Pomocy Pracowniczej

Droga panno Jenkins,

mnie zaś naprawdę przygnębia fakt, że kiedy wyciągnęłam rękę do pani i pozostałych administratorów z Działu Kadr, zamiast pomocy, której tak rozpaczliwie potrzebowałam, otrzymałam jedynie ostre wymówki. Próbuje mi pani powiedzieć, że w swoim przewlekłym statusie kobiety samotnej nie zasługuję na wsparcie? Czy ja muszę pani tłumaczyć, jak upokarzające jest kupowanie co wieczór dietetycznych obiadów dla jednej osoby w Food Emporium? A zamawianie pizzy w pojedynczych kawałkach? Myśli pani, że to mnie nie pozbawia wiary w siebie kawałek po (coraz bardziej zgnębionym) kawałku? A poza tym sałata. Czy pani ma pojęcie, ile kilo sałaty zjadłam, usiłując utrzymać figurę rozmiaru sześć, żeby móc zwrócić na siebie uwagę jakiegoś mężczyzny? Chociaż moja feministyczna dusza każdym włókienkiem protestuje przeciwko naginaniu się do mizoginistycznych oczekiwań, jakie narzuca nam zachodnia kultura, upierając się, że atrakcyjność kobiety mierzy się obwodem jej talii. Jeśli pani chce mi wmawiać, że los samotnej kobiety w Nowym Jorku nie jest czymś nienaturalnym, to w takim razie zalecam pani wizytę w jakichkolwiek delikatesach na Manhattanie w sobotni wieczór. Kto się tam tłoczy wkoło baru sałatkowego? Tak właśnie. Samotne dziewczyny.

Spójrz w oczy rzeczywistości, Amy. Tam na zewnątrz jest dżungla. Zabijasz albo giniesz. Ja tylko sugeruję, żebyś, jako ekspert od kwestii zdrowia psychicznego, przyjęła tę prawdę do wiadomości i odniosła się do niej w praktyce.

Melissa Fuller

Redaktorka Strony Dziesiątej

„New York Journal”

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Daruj sobie

Przestań dokuczać Amy Jenkins z kadr. Wiesz, że ona nie ma poczucia humoru. Skoro masz aż tak dużo wolnego czasu, pozwól tu do mnie. Dam ci mnóstwo roboty. Facet od nekrologów właśnie rzucił pracę.

George

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Temat: Wybacz mi

Nie wiem, od czego zacząć. Po pierwsze, nie mogę znieść tego wszystkiego. Zapytasz, czego.

Wytłumaczę ci: „To wszystko” towarzyszy mi przez cały dzień, kiedy patrzę, jak siedzisz tam obok w swoim boksie i kiedy przypominam sobie twoje słowa, że nigdy więcej się do mnie nie odezwiesz.

„To wszystko” jest we mnie, kiedy widzę, jak idziesz w moją stronę i myślę, że może zmieniłaś zdanie, a potem obserwuję, jak mijasz mnie, nawet na mnie nie spojrzawszy.

„To wszystko” dopada mnie, kiedy wiem, że wieczorem, po pracy, wyjdziesz stąd, a ja nawet nie mam pojęcia, gdzie będziesz ani co będziesz robiła i cała wieczność upłynie, zanim wejdziesz do redakcji następnego dnia.

Na „to wszystko” złożyły się – a może powinienem powiedzieć „składają się”? – niezliczone godziny w ciągu dnia, podczas których nie mogę się skupić, bo moje myśli idą twoim śladem, kiedy wychodzisz z redakcji, i udają się w długą podróż, która prowadzi donikąd, czy raczej z powrotem tutaj, skąd zacząłem swoją wędrówkę, siedząc i myśląc o „tym wszystkim”.

Aaron Spender

Redaktor Działu Zagranicznego

„New York Journal”

Do: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: „To wszystko”

Szalenie poruszające, Aaron. Zastanawiałeś się już kiedyś, czy nie zarabiać na życie pisaniem powieści? Serio. Myślę, że masz prawdziwy talent.

Mel

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Mamy Internet!

Nadine!!! Popatrz!!! Mamy Internet!!! Super, nie? Możesz do mnie pisać na adres: szamka@fresche.com. Łapiesz? Szamka to ja, bo to ja jestem tu szefem kuchni!!!

W każdym razie pomyślałem, że powiem ci cześć. Teraz możemy przez cały dzień przesyłać do siebie maile! W co się dzisiaj ubrałaś? I dlaczego nigdy nie wkładasz do pracy tego biustonosza, który ci kupiłem? Chcesz wiedzieć, co mamy dzisiaj wieczorem w karcie?

Czubki szparagów owijane plasterkami łososia

Kraby

Zupę z homara

Makaron puttanesca

Okonia w sosie z kluseczkami orrechiette

Filet mignon

Creme brulee

Zostawię dla ciebie trochę zupki.

Hej, a przy okazji – mój wujek Giovanni urządza dla nas przyjęcie zaręczynowe w przyszły weekend. Nic wymyślnego, impreza przy basenie w jego domu na Long Island. Więc nie umawiaj się na sobotę!

Kocham cię Tony

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Znów to samo

Słuchaj, wujek Tony’ego, Gio, robi dla nas przyjęcie zaręczynowe (tak, jeszcze jedno) i oświadczam ci z miejsca, MUSISZ PRZYJŚĆ. Mel, mówię poważnie. Chyba sobie nie poradzę, jeżeli znów będę musiała stawić czoło bandzie Salernów bez ciebie. Wiesz, jacy oni są.

A ten ma basen. Wiesz, że mnie wrzucą do wody. Po prostu nie widzę inaczej. Powiedz, że pójdziesz ze mną i nie pozwolisz mnie upokorzyć.

BŁAGAM. Nadine:-0

PS Tylko nie próbuj zasłaniać się przede mną tą cholerną wymówką z psem.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nie mogę

Wiesz, że nie mogę iść. Jak mam jechać taki kawał drogi na Long Island, skoro muszę myśleć o Paco? Przecież trzeba go wyprowadzać co cztery, pięć godzin. Już i tak zniszczyłam sobie adidasy od Steve’a Maddensa, kiedy tak biegam tam i z powrotem między redakcją i moją kamienicą, usiłując zdążyć na czas i zabrać go na spacer. W żaden sposób nie zdołam pojechać na Long Island. Biedaczek mógłby eksplodować.

Mel

PS Vivica – wiesz, ta supermodelka i ostatnia ozdoba ramienia Donalda Trumpa – rzuciła go! Poważnie! Rzuciła Donalda! Mówi się, że jest zrozpaczony, a ona gdzieś się zaszyła. Biedactwa. Naprawdę miałam nadzieję, że im się jakoś razem ułoży.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Paco

Dobra, to jest po prostu śmieszne. Mel, nie możesz odkładać na później całego swojego życia tylko dlatego, że twoja sąsiadka akurat zapadła w śpiączkę. Poważnie. Ta kobieta musi mieć w rodzinie kogoś, kto mógłby zadbać o tego głupiego psa. Dlaczego TY masz to robić?

Na litość boską, już dosyć zrobiłaś. Popatrz, prawdopodobnie uratowałaś jej życie. Niech ktoś inny zajmie się Paco i rozkładem jego wizyt w parku.

Mówię serio. Ja nie mam zamiaru wylądować w tym basenie bez ciebie. Jeśli ty nie znajdziesz krewnych tej kobiety, sama się tym zajmę.

Nadine:-(

PS Wybacz, rozumiem twoją troskę wobec Winony, ale Donald? I Vivica, dziewczyna z katalogu Victoria’s Secret? Oni sobie poradzą. Uwierz mi.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Paco

Łatwo ci mówić: niech ktoś inny zajmie się Paco. Pozwolę sobie zapytać: KTO?

Jedynym żyjącym krewnym pani Friedlander jest jej siostrzeniec Max i nawet gliny nie potrafiły faceta odszukać, żeby mu powiedzieć, co się z nią stało. Wiem, że mieszka gdzieś w mieście, ale jego numer telefonu jest zastrzeżony. Zdaje się, że robi karierę jako fotograf – wystawił jakieś tam zdjęcia w galerii Whitney, czy coś takiego. W każdym razie tak kiedyś mówiła pani Friedlander. I cieszy się wielką popularnością u kobiet… Pewnie stąd zastrzeżony numer, żeby mężowie tych pań nie mogli go namierzyć.

No i oczywiście pani Friedlander nigdzie sobie tego numeru nie zapisała, bo najwyraźniej znała go na pamięć. Sama powiedz, czy ja mam inne wyjście? Nie mogę zamknąć tego biedactwa w schronisku. On już i tak wystarczająco przeżywa, że jego właścicielka jest… no wiesz. Jak miałabym go gdzieś zostawić, zamkniętego w klatce? Poważnie, Nadine, gdybyś tylko zobaczyła oczy tego psa, też nie potrafiłabyś tego zrobić. To jest najsłodsze stworzenie, jakie kiedykolwiek spotkałam, i to wliczając czarujących siostrzeńców. Gdyby był facetem, wyszłabym za niego za mąż. Przysięgam.

Mel

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Jak to nie pojedziesz?

Nadine, MUSISZ pojechać. Impreza jest dla CIEBIE. No, powiedzmy, dla nas. Nie możesz nie jechać. I nie sprzedawaj mi kitu, że nie chcesz, żeby cię ktoś z mojej rodziny widział w kostiumie kąpielowym. Ile razy mam ci powtarzać, że jesteś najbardziej podniecającą dziewczyną na świecie? Czy ty myślisz, że mnie obchodzi, jaki rozmiar ubrań nosisz? Kobieto, nie wymigasz się. Tylko powinnaś częściej nosić te stringi, które ci kupiłem. Nie wiem, co to za różnica, czy Mel pojedzie, czy nie? Dlaczego kobiety zawsze muszą robić różne rzeczy razem? To nie ma sensu. Poza tym, jeżeli tak się tym przejmujesz, po prostu powiedz im, że masz zapalenie ucha i nie możesz go zanurzać w wodzie. Jezu. Nie rozumiem was, baby. Naprawdę nie rozumiem.

Tony

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Wasz mały kłopot

Dziewczynki,

nie mogłam przed chwilą nie usłyszeć tej krótkiej wymiany zdań na osobności w damskiej toalecie. Byłam trochę zajęta, inaczej włączyłabym się do rozmowy (naprawdę trzeba by z kimś pogadać o ciasnocie tych kabin). Na szczęście Jimmy – no wiecie, ten nowy chłopak od kserokopiarki – jest naprawdę zaskakująco zwinny, w przeciwnym razie w ogóle nic by nam z tego nie wyszło.;-)

Po pierwsze – Mel, kotku, Max Friedlander nie wystawił w Whitney jakichś tam zdjęć. Gdybyś czasami zainteresowała się czymś poza nagrodami Blockbuster i zdołała liznąć nieco prawdziwej kultury, na pewno byś o tym wiedziała. Na biennale umieścił tam olśniewający autoportret, na którym wystąpił sans appareil. Jeśli chcecie znać moje zdanie, ten człowiek to geniusz fotografii. Chociaż możliwe, że jego prawdziwy talent kryje się, sądząc z tego zdjęcia, jeszcze gdzie indziej… Jeśli wiecie, o co mi chodzi. Na pewno wiecie.

W każdym razie, z powodów dla mnie niezrozumiałych, Max zdecydował się tanio sprzedać ów talent i sprostytuował się jako fotograf, bo na przykład zrobił sesję z kostiumami kąpielowymi dla zeszłorocznej zimowej edycji „Sports Illustrated”. I o ile mi wiadomo, dopiero co skończył pracę nad gwiazdkowym katalogiem Victoria’s Secret.

Dzieci, musicie tylko skontaktować się z tymi tak zwanymi publikacjami, a oni już tam na pewno wiedzą, jak mu przekazać wiadomość. Dobra, pa pa na razie.

Buziaki Dolly

PS Och, Mel, jeszcze co do Aarona. Słuchaj, może rzuć mu jakiś ochłap co? Kiedy jest w takim stanie, nic z niego nie zdołam wykrzesać. A od tego całego Wagnera dostaję migreny.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Słuchaj, zdaje się, że dzięki Doiły wreszcie udało mi się namierzyć Maksa Friedlandera!

Chyba nikt nie ma jego telefonu, ale przynajmniej dostałam adres mailowy. Pomóż mi zredagować jakąś wiadomość dla niego. Wiesz, że nie bardzo mi wychodzi czołganie się u czyichś stóp.

Mel

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Pańska ciotka

Szanowny Panie Friedlander!

Mam nadzieję, że otrzyma pan tę wiadomość. Prawdopodobnie nie zdaje pan sobie sprawy, że policja próbuje się z panem skontaktować już od kilku dni. Przykro mi, że muszę pana o tym poinformować, ale pańska ciotka, Helen Friedlander, została poważnie ranna. Padła ofiarą jakiegoś brutalnego bandyty we własnym mieszkaniu.

Obecnie znajduje się w Szpitalu Beth Israel, tu, w Nowym Jorku. Niestety, jest w stanie krytycznym, w śpiączce, i lekarze nie potrafią przewidzieć, czy kiedykolwiek z niej wyjdzie. Panie Friedlander, jeżeli ta wiadomość do pana dotrze, bardzo proszę skontaktować się ze mną jak najszybciej pod numerem komórkowym 917-555-212 lub, jeśli pan woli, proszę do mnie napisać pocztą elektroniczną. Musimy przedyskutować, jak pańskim zdaniem pana ciotka chciałaby rozwiązać kwestię opieki nad swoimi zwierzętami, dopóki ona sama jest w szpitalu. Wiem, że to ostatnia rzecz, jaką chciałby pan w tej chwili zaprzątać sobie głowę, biorąc pod uwagę stan, w jakim znalazła się pańska ciotka, niemniej nie potrafię sobie wyobrazić, żeby pani Friedlander, będąc wielką miłośniczką zwierząt, nie zaplanowała niczego na wypadek właśnie takich okoliczności jak obecne. Jestem najbliższą sąsiadką pańskiej ciotki (lokal 15B) i na razie wyprowadzam psa oraz zajmuję się jej kotami, ale obawiam się, że moje własne obowiązki nie pozwalają mi opiekować się zwierzętami w pełnym zakresie. Obecna sytuacja zaczyna negatywnie wpływać na moje sprawy zawodowe. Proszę skontaktować się ze mną jak najszybciej.

Melissa Fuller

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: List

Podoba mi się. Zwięzły, ale sympatyczny. I przekazuje najważniejszą informację.

Nadine:-)

PS Wydaje mi się, że dobrze zrobiłaś, wyrzucając ten fragment o swoich spóźnieniach. W prawdziwym świecie nikt się nie przejmuje spóźnieniami. Tylko w NASZYM zasranym miejscu pracy sprawdzają, czy przychodzimy na czas.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: List

Tak, ale jak sądzisz, czy on go w ogóle odbierze? Z tego, czego się do tej pory dowiedziałam z rozmów z ludźmi, ten cały Max Friedlander wydaje się nadawać roli playboya-artysty całkiem nowy wymiar. W gruncie rzeczy aż trudno mi uwierzyć, że jeszcze nie trafił na stronę dziesiątą!

Poza tym, wygląda na to, że on nie usiedzi w jednym miejscu. Facet w zeszłym miesiącu robił sesję zdjęciową w Tajlandii, tydzień temu na Hawajach… Kto wie, dokąd go zaniosło w tym tygodniu. Nikt nie ma pojęcia, gdzie on może być.

Och, i nie ma sensu dzwonić do niego na komórkę – według ludzi ze „Sports Illustrated” zgubił ją, kiedy nurkował z tlenem na Belize.

A nawet jeśli kiedykolwiek dostanie moją wiadomość, czy sądząc z opisu, ten facet brzmi dla ciebie jak ktoś, kto w ogóle cokolwiek w tej sprawie zrobi? Trochę się niepokoję.

Poza tym teraz jest całkiem fajnie. To znaczy, nawiązałam całkiem dobry kontakt z kotami (prawdę mówiąc. Pan Pepper ciągle jeszcze nie chce wychodzić spod sofy), a Paco to już naprawdę mój najlepszy przyjaciel.

Ale dostałam pięć kolejnych zawiadomień o spóźnieniach z Działu Kadr. Oni poważnie mają zamiar dać mi naganę! Ale co mogę zrobić? Paco MUSI co rano odbyć porządny, godzinny spacer.

Niemniej, jeśli będę musiała opuścić jeszcze jedną imprezę towarzyską dlatego, że trzeba wracać do domu i wyprowadzać tego psa na dwór, to jestem raczej pewna, że mnie wywalą z pracy. Nawet się nie pokazałam na imprezie z Sarah Jessicą Parker wczoraj wieczorem, bo Paco po prostu nie chciał wracać do domu. Musiałam z nim spacerować przez bitą godzinę. George był wściekły, bo w „Chronicie” zamieścili wzmiankę o tym przyjęciu.

Chociaż nie mam pojęcia, co im się stało, tym z „Chronicie”. Przecież to się nadaje do kolumny z plotkami. Zawsze myślałam, że na takie rzeczy za bardzo zadzierają nosa!

Mel

Do: Tom Barrett ‹recepcja@paradiseinn.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Wiadomość

Szanowni Państwo,

proszę przekazać poniższą wiadomość pani Vivice Chandler, Sopradiua Cottage.

Viv, nie odbieraj – powtarzam: NIE ODBIERAJ – żadnych wiadomości, telefonów, faksów, maili, itd. do mnie od kobiety nazwiskiem Fuller. Melissa Fuller.

Nie, nie martw się, to nie jest żadna moja była. To sąsiadka mojej ciotki. Najwyraźniej Helen przewróciła się, a baba usiłuje się ze mną skontaktować, żebym się zajął jakimś głupim psem. Ale nie pozwolimy, żeby nam zepsuta tę małą wycieczkę, prawda?

Więc nawet nie otwieraj nikomu drzwi, dopóki nie wrócę. Kończę już sesję z Neve Campbell, a potem złapię nocny lot, więc powinienem zdążyć w samą porę, żeby obejrzeć z tobą zachód słońca, mała.

Buźka Max

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: Tom Barrett ‹recepcja@paradiseinn.com›

Temat: Wiadomość

Szanowny Panie Friedlander,

mam przyjemność zakomunikować panu, że pańska wiadomość dla panny Chandler została przekazana. Jeśli pracownicy Paradise Inn mogą jeszcze czymkolwiek służyć, aby uprzyjemnić panu pobyt, prosimy niezwłocznie się do nas zwracać. Mamy nadzieję, że jutro znów pan do nas zawita.

Z poważaniem

Tom Barrett

Recepcjonista Paradise Inn Key West, Floryda

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Moja ciotka

Droga panno Fuller,

jestem wstrząśnięty – głęboko wstrząśnięty i zaszokowany tym, co spotkało moją ciotkę Helen. Jest ona, jak zapewne pani wiadomo, moją jedyną żyjącą krewną. Nie potrafię pani wyrazić swojej wdzięczności za wysiłki poniesione, aby się ze mną skontaktować i dać mi znać o tej tragedii. Chociaż w chwili obecnej jestem na zleceniu w Afryce (być może słyszała pani o suszy w Etiopii? Przeprowadzam tutaj właśnie sesję zdjęciową dla fundacji Chrońmy Dzieci), zacznę natychmiast szykować się do powrotu do Nowego Jorku. Gdyby moja ciotka odzyskała przytomność, zanim tam dotrę, proszę ją zapewnić, że jestem w drodze.

Dziękuję pani jeszcze raz, panno Fuller. Wszystko, co mówi się o chłodzie i obojętności nowojorczyków, jest najwyraźniej w pani przypadku nieprawdziwe. Niech Bóg panią prowadzi.

Z poważaniem Maxwell Friedlander

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: SOS

Słuchaj, facet! Mam kłopoty.

Mówię poważnie. Nawet nie wyobrażasz sobie, o jaką stawkę gram – mam możliwość pojechać na dłuższe wakacje z Vivicą. Tak, dobrze przeczytałeś, z Vivicą. Z tą supermodelką. Tą, która właśnie rzuciła Donalda Trumpa. Tą z reklam nowego stanika z pompką wodną. Tą z okładki „Sports Illustrated”. Tak. Z NIĄ.

Ale nie uda mi się, stary, jeżeli nie wyświadczysz mi pewnej drobnej przysługi. Małej, malutkiej przysługi. O nic więcej nie proszę. I wiem, że nie muszę ci przypominać o tamtym numerze, kiedy w Las Vegas uratowałem ci sam wiesz co. Pamiętasz? Wiosenne ferie na ostatnim roku? Nigdy nie widziałem jeszcze, żeby ktoś wypił tyle szklanek margharity, ile ty wypiłeś tamtej nocy. Mówię ci, człowieku, gdyby nie ja, dzisiaj płaciłbyś alimenty. URATOWAŁEM cię. A ty następnego dnia przysiągłeś (przy basenie, pamiętasz?), że jeśli będziesz mógł zrobić dla mnie cokolwiek, zrobisz to.

No cóż, dzisiaj nadszedł ten dzień. Odgrzewam sprawę. Przysługa za przysługę.

Cholera, każą mi wyłączyć urządzenia elektroniczne przed startem samolotu. Napiszę później, facet.

Max

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Max Friedlander

Wiedziałem, że ta chwila nadejdzie. Wiedziałem, że to się prędzej czy później stanie, no i właśnie stało się: dostałem wiadomość od Maksa Friedlandera, który domaga się, żebym mu się odwdzięczył za przysługę, jaką mi wyświadczył na ostatnim roku studiów.

Mój Boże, to było dziesięć lat temu. Ten człowiek ma pamięć jak sito. Nie pamięta własnego numeru ubezpieczeniowego, ale o tej „przysłudze”, którą mu zawdzięczam, nie zapomniał. Za co mnie to spotyka?

Pamiętasz Maksa, prawda, Jase? Na ostatnim roku mieszkałem z nim w akademiku, a potem wspólnie wynajęliśmy pierwsze mieszkanie, kiedy przeniosłem się do miasta po dyplomie. Ta dziura w Hell’s Kitchen, gdzie facet oberwał nożem w plecy zaraz pierwszego wieczoru po naszej przeprowadzce – pamiętasz? Było o tym w gazetach następnego dnia… W gruncie rzeczy myślę, że właśnie to zdecydowało, że zostałem reporterem od spraw kryminalnych.

Pamiętasz, jak Mim proponowała, że zapłaci moją część kaucji, żebym mógł przeprowadzić się do niej i mieszkać, cytuję jej wyrażenie, „jak człowiek”? Boże, po dwóch miesiącach życia z Maksem omal się nie zgodziłem. Facetowi się wydawało, że wciąż jesteśmy na studiach – pół Manhattanu co tydzień, w poniedziałek, zwalało się do naszego salonu, żeby oglądać mecz. Chociaż odkąd się wyprowadziłem, nie mam pretensji. Nadal dzwoni do mnie co parę miesięcy dowiedzieć się, co słychać. A teraz to.

Bóg raczy wiedzieć, czego Max ode mnie chce. Pewnie mam uratować tratwę pełną baletnic, które uciekły z Kuby. Albo przenocować u siebie w domu australijską reprezentację rugby. Albo pożyczyć mu pięćdziesiąt tysięcy dolarów, które jest winien rosyjskiej mafii.

Poważnie rozważam wyjazd za granicę, Jase. Jak myślisz, czy Mim pozwoliłaby mi wziąć lear jeta na weekend?

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Max Friedlander

Oczywiście, trochę się waham, zadając to pytanie, ale jako twój starszy brat uważam, że mam prawo wiedzieć:

Co konkretnie zrobił Max Friedlander, że masz u niego taki dług wdzięczności?

Jason

PS Stacy mówi, żebyś do nas wpadł z wizytą. Dzieci dopytywały się o ciebie. Brittany nauczyła się jeździć galopem, a Haley dostała nagrodę w skokach przez przeszkody na zeszłotygodniowych zawodach. Leara wybij sobie z głowy. Julia z niego korzysta.

Do: Jason Trent ‹Jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Max Friedlander

Na imię miała Heidi. Była tancerką rewiową. Miała pióra we włosach i mocno wycięty dekolt. No dobra, niezupełnie. Ale faktycznie na imię miała Heidi i była tancerką. A ja, najwyraźniej, byłem mocno zdecydowany uczynić ją panią Trent. Oczywiście, ty tego nie zrozumiesz, skoro w całym swoim trzydziestopięcioletnim życiu nigdy nie zrobiłeś niczego choć trochę niewłaściwego, ale spróbuj się postawić na moim miejscu:

To były wiosenne ferie. Miałem dwadzieścia dwa lata. Byłem zakochany. Wypiłem o wiele za dużo margharity. Max wywlókł mnie z kaplicy ślubnej, wysłał Heidi do domu, odebrał mi kluczyki, żebym nie mógł za nią pojechać, otrzeźwił mnie i położył do łóżka.

Czasami jeszcze o niej myślę. Miała rude włosy i nieco wystające zęby. Była urocza. Ale niewarta TEGO.

John

PS Pogratuluj Haley i Brittany ode mnie. Jedziecie do Vineyard w ten weekend? Mógłbym tam do was zajrzeć. W zależności od tego, w jaki sposób będę się musiał odwdzięczyć Maksowi.

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Max Friedlander

Aha. No to teraz wszystko jasne. Wiem, jak na ciebie działają rude.

No więc co ma być tym rewanżem, którego on oczekuje?

Jason PS Nie, jedziemy do domu w Hampton. Zapraszamy cię do nas.

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: SOS

Aż się boję zapytać. No więc, czego chcesz ode mnie, Max? I proszę, błagam cię, niech to nie będzie nielegalne w Nowym Jorku ani żadnym innym stanie.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: SOS

Słuchaj, to pestka. Chcę tylko, żebyś trochę pobył mną. Tylko przez tydzień czy dwa. No cóż, dobra, może przez jakiś miesiąc.

Proste, prawda? No to masz gryplan:

Moja ciotka – wiesz, ta wstrętna bogata starucha, która zawsze trochę przypominała mi twoją babkę, Mimi, czy jak tam jej, cholera, na imię. Ta, która okazała się taka skąpa w sprawie naszego mieszkania. Okolica NIE BYŁA wcale aż taka zła.

W każdym razie moja ciotka, najwyraźniej w chwili starczego zaćmienia, wpuściła do swojego mieszkania jakiegoś psychopatę, który trzepnął ją w głowę i zwiał, a teraz ona leży w charakterze warzywa w szpitalu na OIOM-ie.

Według lekarzy istnieje pewna szansa – chociaż niewielka – że uda jej się z tego wyjść.

Rozumiesz więc, że po prostu nie można pozwolić, żeby obudziła się i stwierdziła, iż jej ukochany Maksio nie przybiegł w te pędy czuwać przy jej łóżku, gdy tylko usłyszał o wypadku. Testament ciotki Helen jest podzielony w stosunku osiemdziesiąt do dwudziestu – osiemdziesiąt procent z dwunastu milionów dolarów, które warta jest moja ciotka, ma po jej śmierci przejść na mnie, a dwadzieścia procent zapisała różnym organizacjom charytatywnym, które wspiera. Nie chcielibyśmy, żeby doszło do jakiejś nieprzemyślanej zamiany w tych proporcjach, kiedy okaże się, że Max podczas tej okropnej tragedii bawił się w dom z pewną supermodelką, nieprawdaż? Oczywiście, że nie chcielibyśmy. I w tym miejscu wkraczasz ty, mój przyjacielu:

Powiesz sąsiadce ciotki, że jesteś mną. To wszystko. Po prostu będziesz mną, żeby panna Melissa Fuller mogła powtórzyć ciotce – o ile ta kiedykolwiek się ocknie, co jest bardzo wątpliwe – że tak, oczywiście jej ukochany siostrzeniec pojawił się, kiedy tylko usłyszał o tym przykrym wypadku.

Och, i jeśli stara kwoka wykaże najmniejszy zamiar powrotu do przytomności, dzwonisz do mnie. Jasne? A ja natychmiast przyjeżdżam.

Ale ponieważ moim zdaniem prawdopodobieństwo, że osiemdziesięcioletnia kobieta wyjdzie z takiego stanu, jest praktycznie zerowe, nie spodziewam się, że zadzwonisz. Wiesz, że nie prosiłbym cię o coś podobnego, gdybyśmy nie mówili tutaj o Vivice. Rozumiesz? VIVICE. Ta dziewczyna podobno świetnie zna się na jodze. NA JODZE, Trent.

Zrobisz to dla mnie, a wtedy między nami kwita, facet. Co ty na to?

Max

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: SOS

Zobaczmy, czy cię dobrze zrozumiałem:

Twoja ciotka padła ofiarą brutalnej napaści, a ciebie to nie obchodzi do tego stopnia, że nawet nie przerywasz sobie wakacji? Friedlander, jesteś bez serca. Po prostu bez serca. I w dodatku oczekujesz ode mnie, że się wcielę w ciebie. O to chodzi? Myślę, że raczej wolałbym być żonaty z tancerką rewiową.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: SOS

Wy wszyscy reporterzy od spraw kryminalnych jesteście tacy sami.

Czemu musisz ujmować to tak, że brzmi jak jakaś zbrodnia? Mówiłem ci, Helen jest w śpiączce. Nigdy się o niczym nie dowie. Jeśli się przekręci, dasz mi znać, a ja z miejsca wracam i zajmuję się pogrzebem. Jeśli się obudzi, dasz mi znać, a ja wracam i wspieram ją w rekonwalescencji. Ale dopóki jest nieprzytomna, to dla niej żadna różnica. Więc po co mam z czegokolwiek rezygnować? Poza tym, w grę wchodzi przecież Vivica. Widzisz, jak proste mogą być pewne rzeczy, jeśli się ich zanadto nie analizuje? Ale ty zawsze byłeś taki. Pamiętam testy na biologii. Zawsze mówiłeś: „To nie może być A, bo to za oczywiste. Na pewno próbują nas nabrać”. I wybierałeś D, podczas gdy odpowiedzią było EWIDENTNIE A. Jak długo ciotka Helen – oraz jej prawnicy – nic nie wiedzą, czemu nie miałbym się nacieszyć moimi krótkimi, zasłużonymi wakacjami? Uspokój tę jej sąsiadkę. To wszystko, o co proszę. Tylko przejmij od niej obowiązki związane z wyprowadzaniem pieska.

Moim zdaniem to bardzo niska cena, jeśli wziąć pod uwagę, że cię uratowałem przed popełnieniem najgorszego życiowego błędu. Pomyśl, czy stara Mimsy nadal zapraszałaby cię na popołudniowe przyjęcia do Vineyard, gdybyś za żonę miał tancerkę rewiową z Vegas? Nie wydaje mi się. Myślę, że sporo zawdzięczasz swojemu kumplowi Maksowi.

Max

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Max Friedlander

On chce, żebym udawał, że jestem nim i wyprowadzał na spacer psa jego ciotki, która leży w śpiączce, podczas gdy on będzie sobie imprezował z jakąś supermodelką. Chyba mogło być gorzej. O wiele gorzej. Tylko czemu mam w związku z tą sprawą tak fatalne przeczucia?

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Max Friedlander

Masz rację. Mogło być gorzej. Wchodzisz w to?

Jason

PS Stacy kazała ci przekazać, że ma dla ciebie idealną dziewczynę: to instruktorka Haley. Instruktorka od konnej jazdy. Dwadzieścia dziewięć lat, rozmiar cztery, blondynka, niebieskie oczy, dobra figura. Co ty na to?

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Max Friedlander

Czemu nie?

Mam na myśli wyprowadzanie psa starszej pani… W końcu co to za kłopot?

John

PS Wiesz, że nie cierpię konkursów ujeżdżania. Jest coś strasznie nienaturalnego w zmuszaniu konia, żeby tańczył.

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Max Friedlander

Ujeżdżenia, nie ujeżdżania, to po pierwsze. A po drugie, na konkursach ujeżdżenia konie nie tańczą, baranie. To taki specjalny chód.

I czy kiedykolwiek zastanowiłeś się nad tym, że ty i Heidi mogliście znakomicie do siebie pasować? To znaczy, biorąc pod uwagę szczęście do kobiet, jakie miałeś ostatnimi czasy, Heidi mogła stanowić twoją ostatnią szansę na prawdziwe spełnienie. Zastanów się tylko – gdybyś kierował się głosem serca, a nie rozumkiem Maksa Friedlandera, to sam mógłbyś mnie wyręczyć i w grudniu sprezentować Mim kolejnego wnuka.

Jason

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Max Friedlander

Mówiłem ci ostatnio, że cię nie cierpię?

John

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: SOS

Dobra, wchodzę w to. John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Operacja Paco

Dobra. Dam znać sąsiadce, że dziś wieczorem ma ciebie (to znaczy mnie) oczekiwać. Pozna cię w trakcie wielkiej sceny odbierania kluczy. Ona ma zapasowy komplet. Najwyraźniej nie przyszło jej do głowy sprawdzić, czemu ciotka Helen nigdy nie dała mi klucza do swojego mieszkania. (Ten pożar w jej poprzednim domu to nie moja wina. Instalacja elektryczna była trochę wadliwa). Pamiętaj, masz być mną, więc spróbuj się zachowywać, jakby cię obchodził krwiak ciotki, czy co to tam było. I posłuchaj, jak długo udajesz mnie, czy mógłbyś się ubierać nieco bardziej… Jakiego słowa ja tu szukam? Och, już wiem. STYLOWO. Wiem, że facetom takim jak ty, którzy urodzili się z pieniędzmi, instynkt każe raczej się ukrywać z trylionami, które jesteście warci.

Jeżeli chodzi o mnie – nie ma sprawy. To znaczy, potrafię to wszystko zrozumieć. Na przykład że wybierasz prawdziwą pracę, zamiast spocząć na laurach na ciepłej posadce, którą proponował ci brat.

I naprawdę mi to nie przeszkadza. Jeśli chcesz udawać, że zarabiasz tylko czterdzieści pięć kawałków na rok, nie ma sprawy. Ale póki jesteś mną, BARDZO PROSZĘ, nie ubieraj się jak student ostatniego roku. Błagam cię: żadnych koszulek Grateful Dead. Ani tych okropnych tenisówek bez sznurowadeł. Czy naprawdę sznurowadła w czymś by ci zagrażały? I na litość boską, zainwestuj w zamszową kurtkę. Proszę cię. Wiem, że to oznacza naruszenie paru z tych cennych milionów, które leżą w funduszu powierniczym ustanowionym dla ciebie przez dziadka, ale naprawdę jakiś ciuch NIE z Gap bardzo by ci się przydał. To wszystko. To wszystko, o co proszę. Po prostu postaraj się dobrze wyglądać, kiedy będziesz mnie odgrywał. Wiesz, mam reputację, której nie chciałbym stracić.

Max

PS Sąsiadka zostawiła swój numer telefonu, ale go zgubiłem. Jej adres mailowy to melissa.fuller@thenyjournal.com.

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: SOS

Chryste, Friedlander, ona pracuje dla „New York Journal”??? Nie mówiłeś mi o tym. Nic nie wspominałeś, że sąsiadka twojej ciotki pracuje dla „New York Journal”. Nie rozumiesz, Max? Ona może mnie ZNAĆ. Jestem dziennikarzem. Owszem, pracujemy dla konkurencyjnych gazet, ale na litość boską, to dość małe podwórko. A jeśli otworzy mi drzwi i okaże się, że bywaliśmy na tych samych konferencjach prasowych? Albo spotykaliśmy się na miejscach zbrodni? Wszystko się wyda. Nic cię to nie obchodzi?

John

PS I jak mam jej przesłać maila? Będzie wiedziała, że ja to nie ty, kiedy tylko przeczyta mój adres.

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Operacja Paco

Oczywiście, że mnie to obchodzi. Nie martw się, już ją sprawdziłem. Ona redaguje kolumnę z plotkami. Wątpię, żebyś kiedykolwiek spotykał redaktorki plotkarskich kolumn w miejscach zbrodni, którymi ostatnio się zajmowałeś.

Max

PS Załóż sobie drugie konto poczty elektronicznej. Przestań się mnie czepiać. Vivica i ja próbujemy obejrzeć zachód słońca.

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Nie jestem uszczęśliwiony

Kolumna plotkarska? Ona redaguje kolumnę plotkarską, Max? No to będzie wiedziała, że ja to nie ty. NA PEWNO.

John

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Nie jestem uszczęśliwiony

MAX? MAX??? GDZIE JESTEŚ?

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

O mój Boże, Nadine, odezwał się do mnie! Jest na jakimś zleceniu w Etiopii, fotografuje małe, głodujące Murzyniątka dla fundacji Chrońmy Dzieci! A ja go właśnie poprosiłam, żeby wracał do domu i zajął się psem swojej ciotki! Musiałam mu się wydać naprawdę okropną babą. Och Boże, wiedziałam, że niepotrzebnie próbuję się z nim skontaktować.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Co jest dla niego ważniejsze: banda głodujących dzieciaków, których osobiście nie zna, czy pies własnej ciotki?

Nie chciałabym wydać się osobą obojętną, ale niezależnie od głodujących dzieci, ten człowiek ma pewne zobowiązania. Poza tym, jego ciotka jest w śpiączce, Mel. To znaczy, na litość boską, kiedy twój jedyny żyjący krewny zapada w śpiączkę, wtedy po prostu wracasz do domu, nawet jeśli Etiopia umiera z głodu. A tak w ogóle, to kiedy on tu przyjeżdża? Czy uda ci się pojechać na tę imprezę nad basenem? Bo Tony grozi, że zerwie zaręczyny, jeżeli ja się nie zjawię.

Nadine:-)

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Kotku, u siebie w dziale rozrywki, na końcu korytarza, słyszałam, jak wrzeszczysz. Myślałam, że co najmniej rozpadła się obsada Przyjaciół.

Ale teraz dowiaduję się, że to tylko Max Friedlander wysłał ci maila.

Czyja dobrze słyszę, że on do ciebie pisał z Etiopii? Max Friedlander NIGDY nie pojechałby do Etiopii. Mój Boże, ten kraj jest taki jakiś… zakurzony. Musiałaś pomylić go z kimś innym. A teraz posłuchaj, w kwestii Aarona: jestem gotowa (i zdeterminowana!) zmienić go w coś, czego nie będę się wstydziła przedstawić Stevenowi. Więc jak sądzisz, czy będzie się bardzo opierał, kiedy zacznę go dyskretnie popychać w stronę Barneya? On po prostu musi kupić sobie kilka par lnianych spodni, nie uważasz? W lnie wyglądałby zabójczo, zupełnie jak F. Scott Fitzgerald. Czy następnym razem, kiedy będziesz go mijać w drodze do kserokopiarki, nie mogłabyś mu, kotku, czegoś powiedzieć? Czegoś kompletnie kończącego, na przykład: „Jakie fajne bojówki, szkoda, że odrobinę przechodzone!” To go powinno wprowadzić w taki nastrój, w jakim go chcę widzieć.

Buziaki Dolly

Do: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Debbie Phillips

Cześć, mamo. Przepraszam, że tyle czasu zwlekałam z odpowiedzią. Byłam tu ostatnio bardzo zajęta, tak jak ci wspomina-łam przez telefon. Wciąż wyprowadzam psa pani Friedlander, ale dzisiaj wieczorem ma przyjść jej siostrzeniec i mam nadzieję, że razem znajdziemy jakieś wyjście z tej sytuacji. Byłoby dobrze, bo ze względu na codzienne spóźnienia zaczęłam mieć kłopoty w pracy. Nie wiem, dlaczego typki z działu kadr muszą się tak strasznie wyżywać na biednych pracujących ludziach. Zupełnie jakby im się wydawało, że są kimś specjalnym czy coś, bo mają wgląd do naszych akt osobowych.

W każdym razie, poza sprawą z panią Friedlander, wszystko jest w porządku. (Mamo, nie martw się, ta kamienica jest bardzo bezpieczna. Poza tym wiesz, że zapłaciłam kaucję za mieszkanie – nie mogę, ot tak, wziąć i wyprowadzić się. Poza tym zawsze zamykam drzwi i nigdy nie otwieram nieznajomym w dodatku Ralph, odźwierny, za nic nie wpuściłby na górę kogoś obcego, nie zadzwoniwszy najpierw do mnie). W dalszymi ciągu tkwię w robocie dla strony dziesiątej. Nie mogę przekonać pana Sancheza, mojego szefa, że naprawdę poradziłabym sobie z twardą reporterką.

Zastanówmy się, co jeszcze? Aha, zerwałam z tym facetem, o którym ci mówiłam. To do niczego nie prowadziło. No cóż, przynajmniej nie chciałam, żeby prowadziło w stronę, w którą on ten związek pchał. Poza tym okazało się, że zdradzał mnie z Barbarą Bellerieve. Właściwie zresztą nawet nie zdradzał, bo przecież my i tak nigdy ze sobą nie robiliśmy nic z tych rzeczy – nie pozwól tacie tego czytać, dobrze? Och, dzwoni domofon. To siostrzeniec pani Friedlander. Muszę iść.

Buźka

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Temat: Nieznajomi mężczyźni

Melisso!

Zadzwoń do mnie natychmiast, kiedy ten człowiek od ciebie wyjdzie! Jak mogłaś wpuścić do mieszkania kogoś, kogo nigdy wcześniej nie widziałaś na oczy? To mógł być ten seryjny morderca, o którym trąbią ostatnio w telewizji! Ten, który zakłada na siebie ubrania swoich ofiar, a potem paraduje w nich, kiedy już skończy rąbać ich ciała na kawałki! Jeżeli nie odezwiesz się do tatusia i do mnie w ciągu godziny, zadzwonię na policję. Melisso, ja nie żartuję.

Mamusia

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

No i??? Jaki on jest??? Nadine

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: l co???

NIE MÓW NADINE, ŻE DO CIEBIE PISAŁEM.

Ale posłuchaj, Mel, MUSISZ skłonić faceta, żeby przejął od ciebie to całe wyprowadzanie psa. Bo jeśli tego nie zrobisz i nie będziesz mogła pojechać na przyjęcie zaręczynowe do mojego wujka Giovanniego, to Nadine chyba się załamie psychicznie. Przysięgam na Boga.

Nie pytaj mnie czemu, ale wbiła sobie do głowy, że ma problem z wagą i potrzebuje wszelkiego twojego wsparcia moralnego, czy czegoś tam, za każdym razem, kiedy musi włożyć na siebie kostium kąpielowy.

Jako jej główna druhna masz obowiązek pojawić się na tym przyjęciu w sobotę. Więc zmuś faceta, żeby tego dnia wyprowadził psa, okay?

Jeśli będzie ci robił trudności, daj mi znać. Zajmę się nim. Ludziom się wydaje, że każdy kucharz to mięczak, ale to nieprawda. Zrobię z twarzy gościa to, co zrobiłem dziś ze specjalnością dnia, a tak się składa, że jest to picatta z cielęciny – cieniutko rozbitej i pływającej w sosie z białego wina, najdelikatniejszym, jaki możesz sobie wyobrazić. Jeśli będziesz chciała, dam ci później przepis. TYLKO NIE ZAPOMNIJ!!!

Tony

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Operacja Paco

Miałeś sznurowadła, prawda? W tenisówkach? Dziś wieczorem, kiedy poszedłeś ją odwiedzić? Proszę, powiedz mi, że miałeś sznurowadła.

Max

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Jak poszło?

Ciekaw jestem tylko, jak wyszło ci dziś wieczorem to małe przedstawienie.

A Stacy pyta, czy przyjdziesz w niedzielę na obiad, tak jak planowaliśmy.

Jason

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: CZEŚĆ!!!

CZEŚĆ!!! TO JA, VIVICA, PRZYJACIÓŁKA MAKSA. WŁAŚNIE PISZĘ DO CIEBIE MAIŁA. MAX JEST W WANNIE, ALE PROSIŁ MNIE, ŻEBYM ZAPYTAŁA, JAK CI POSZŁO Z TĄ DZIWACZNĄ BABĄ, KTÓRA MA PROBLEM Z PSEM. UWIERZYŁA, ŻE TY TO MAX???

DZIWNIE ML SIĘ PISZE DO CIEBIE, SKORO NAWET CIĘ NIE ZNAM. JAKA JEST TERAZ POGODA W NOWYM)ORKU? TU JEST DWADZIEŚCIA SZEŚĆ STOPNI I BARDZO PIĘKNIE.

DZISIAJ OBE|RZELIŚMY PRZEDSTAWIENIE TAŃCZĄCE KOTY. TO BYŁO PRZEDZIWNE!! KTO BY POMYŚLAŁ, ŻE KOTY TYLE POTRAFIĄ??? OCH, MAX MÓWI, ŻEBY CIĘ POPROSIĆ, ŻEBYŚ ZADZWONIŁ TUTAJ, JAK TYLKO DOSTANIESZ TĘ WIADOMOŚĆ. NASZ NUMER TO: 305-555-6576. PROŚ O POŁĄCZENIE Z SUPRADILLA COTTAGE. SUPRADILLA TO TAKI KWIAT. ROŚNIE WSZĘDZIE W POBLIŻU KEYWEST. KEYWEST LEŻY ZALEDWIE STO PIĘĆDZIESIĄT KILOMETRÓW OD KUBY, GDZIE KIEDYŚ MIAŁAM SESJĘ ZDJĘCIOWĄ KOSTIUMÓW KĄPIELOWYCH. MUSZĘ LECIEĆ, MAX WYSZEDŁ Z WANNY.

VLVICA

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Jaki on jest

Dobra, tak w skrócie:

Powiedziałabym, że ma z metr osiemdziesiąt pięć. Szerokie ramiona. No, naprawdę szerokie. Ciemne włosy, ale nie za ciemne. Piwne oczy. Sama wiesz jakie. Chwilami zielone. Chwilami brązowe. Chwilami zaglądające w głąb mojej duszy… Żartuję tylko.

Co do reszty, sama nie wiem. Trochę mi to trudno wyjaśnić. Nie spodziewałam się, że będzie właśnie taki, to na pewno. To znaczy, z tego co słyszałam o różnych sesjach z modelkami i tak dalej, oczekiwałam naprawdę pewnego siebie kolesia, wiesz?

Ale widziałaś, żeby pewny siebie koleś chodził w koszulce Grateful Dead? Poza tym miał na sobie dżinsy. I tenisówki bez sznurowadeł.

A ja się spodziewałam co najmniej mokasynów od Gucciego. I był taki skromny – to znaczy, jak na faceta, który wysłał swoje nagie zdjęcie na biennale. Myślę, że Dolly przesadziła w swoich opowieściach. Może on wcale nie był nagi. Może miał na sobie takie trykoty w cielistym kolorze, jakie zakładają, no wiesz, w filmach.

I wcale nie chciał opowiadać o swojej podróży do Etiopii! Kiedy wspomniałam o pracy, jaką wykonuje dla fundacji Chrońmy Dzieci, wydał się wręcz zażenowany i próbował zmienić temat. Mówię ci, Nadine, on wcale nie jest taki, jak mówiła Doiły. Nawet pani Friedlander niesprawiedliwie go osądzała. Zawsze wyrażała się o nim tak, jakby uważała go za człowieka raczej nieodpowiedzialnego, ale powtarzam ci, Nadine, on mi się wcale taki nie wydawał. Wypytał mnie dokładnie o to, co się stało – to znaczy o włamanie i tak dalej. Chociaż to chyba wcale nie było włamanie, skoro drzwi nie były nawet zamknięte… W każdym razie trochę mnie wzruszył, bo wydawał się bardzo przejęty losem ciotki. Poprosił, żebym mu pokazała, gdzie ją znalazłam i w jakiej pozycji leżała, i pytał, czy z mieszkania cokolwiek zginęło…

Tak to brzmiało, jakby miał jakieś doświadczenie, jeżeli chodzi o napady, przemoc i takie tam… Sama nie wiem. Może podczas zdjęć do katalogu Victoria’s Secret dziewczyny się pobiły???!

I jeszcze jedna dziwna rzecz: wydało mi się, że trochę go zaskoczyło, że Paco jest taki duży. To znaczy, biorąc pod uwagę, że Max był na obiedzie u pani Friedlander parę miesięcy temu, a Paco ma pięć lat… rozumiesz, mało prawdopodobne, żeby pies od tamtego czasu urósł. Kiedy wspomniałam, że w zeszłym tygodniu Paco o mało nie wyrwał mi ramienia ze stawu, Max powiedział, że nie wie, jak taka krucha starsza pani w ogóle mogła regularnie wyprowadzać takiego wielkiego psa. Czy to nie zabawne? Chyba tylko siostrzeniec pani Friedlander mógł nazwać ją kruchą. Mnie zawsze wydawała się twardą staruszką. W końcu w zeszłym roku przejechała na rowerze całe Yosemite…

W każdym razie, Nadine, cieszę się, że mnie z nim skontaktowałaś! Bo powiedział, że to nie w porządku, żebym musiała wyprowadzać psa z tym swoim zwichniętym ramieniem i że ma zamiar wprowadzić się do ciotki, zająć się zwierzętami i mieć wszystko trochę na oku.

Uwierzyłabyś w to? Mężczyzna, który zachowuje się naprawdę odpowiedzialnie? Wciąż jestem w szoku. Muszę już iść – ktoś puka do drzwi. O Chryste, to gliny! Muszę lecieć.

Mel.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Jaki on jest

Dobra, gliny już poszły. Wyjaśniłam im, że moja matka ma obsesję na temat seryjnego mordercy, wiesz, tego transwestyty. Nawet się tak bardzo nie wściekali. W każdym razie, Nadine, chcesz się jeszcze czegoś dowiedzieć? To znaczy, o Maksie Friedlanderze. Jeżeli wytrzymasz jeszcze trochę… Z miejsca, w którym siedzę tu, w domu, mogę zajrzeć do jego mieszkania – to znaczy, do mieszkania pani Fricdiander. Dokładnie mówiąc, do gościnnej sypialni, w której pani Friedlander zawsze opuszczała rolety, ale Max je podniósł do samej góry (pewnie żeby popatrzeć na światła miasta – tu, na piętnastym piętrze, mamy naprawdę piękny widok) i obserwuję teraz, jak leży na łóżku, pisząc coś na laptopie. Tweedledum leży na łóżku obok niego, no i oczywiście Paco też (ani śladu Pana Peppera, ale on jest nieśmiały).

Wiem, że nieładnie jest kogoś podglądać, ale Nadine, oni razem wyglądają tak ładnie i są tacy szczęśliwi! I to chyba nic nie szkodzi, że Max ma bardzo ładne przedramiona… O Boże, lepiej pójdę spać. Zdaje się, że mi odbija.

Całuję Mel

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Jak poszło?

Ona jest ruda. Ratunku.

John

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Kotku, czy ja dobrze podsłuchałam, kiedy dziś rano wpadłam na ciebie i Nadine w Starbucks? Naprawdę powiedziałaś, że Max Friedlander WPROWADZIŁ SIĘ DO MIESZKANIA OBOKCIEBIE? l że ty go, w gruncie rzeczy, PODGLĄDASZ? I że widziałaś go NAGIEGO???

W ostatni weekend u Stevena musiało mi się dostać do uszu trochę wody, więc po prostu chcę się upewnić, czy dobrze cię zrozumiałam, zanim obdzwonię wszystkich swoich znajomych i im opowiem.

Buziaki Dolly

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Dolly

Mel!

Przestań, popadasz w obsesję. Komu ona niby powie? Dolly nie zna aż tak wielu ludzi tu w redakcji.

A ci, których zna, wszyscy zgodnie jej nienawidzą. I tak by jej nie uwierzyli.

Zaufaj mi.

Nadine

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Temat: Ty

Mel, czy ja dobrze usłyszałem, co mówiła Dolly? Do mieszkania obok ciebie wprowadził się nagi mężczyzna? A co się stało z tą starszą panią? Koniec końców umarła? Nic nie wiedziałem. Przykro mi, że poniosłaś taką stratę. O ile tak to odbierasz. Wiem, że jak na manhattańskie stosunki sąsiedzkie, byłyście dość blisko ze sobą związane.

Ale nie uważam, by to było w porządku, że jakiś facet paraduje nago przed swoimi sąsiadami. Naprawdę powinnaś poskarżyć się w tej sprawie do zarządu osiedla, Melisso. Wiem, że tylko wynajmujesz tam mieszkanie i że pewnie nie chcesz wywoływać zamieszania, skoro na takich korzystnych warunkach udało ci się tę kawalerkę załatwić, ale tego typu zachowania można podciągnąć pod molestowanie seksualne. Naprawdę, można. Melisso, zastanawiałem się, czy myślałaś choć trochę na temat tego, co ci powiedziałem parę dni temu w windzie. Naprawdę mówiłem serio. Myślę, że już czas.

Pamiętam ten dzień, kiedy poszliśmy na spacer przez Central Park w czasie lunchu. Wydaje mi się, że to było tak dawno temu, ale przecież to się działo zaledwie wiosną. Kupiłaś sobie hot doga na ulicznym stoisku, chociaż ci odradzałem. Akurat pisałem wtedy ten artykuł o rakotwórczych czynnikach w jedzeniu z fast foodów.

Nigdy nie zapomnę, jak twoje błękitne oczy zabłysły, kiedy na mnie spojrzałaś i powiedziałaś: – Aaron, żeby umrzeć, najpierw trzeba trochę pożyć. Melisso, zdecydowałem się: chcę żyć. A osobą, z którą chciałbym żyć, bardziej niż z kimkolwiek innym na tym świecie, jesteś ty. Wierzę, że jestem w stanie podjąć takie zobowiązanie. Och, Melisso, proszę, pozwolisz mi podjąć takie zobowiązanie wobec ciebie?

Aaron Spender

Redaktor Działu Zagranicznego

„New York Journal”

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Spóźnienia

No więc. Doiły mi mówi, że wreszcie skontaktowałaś się z facetem od psa. To by wyjaśniało, czemu dzisiaj rano pojawiłaś się w pracy punktualnie po raz pierwszy od dwudziestu siedmiu dni. Gratulacje, dzieciaku. Jestem z ciebie dumny. Jeśli jeszcze zaczniesz na czas dostarczać mi materiały, nie będę musiał cię wywalać z pracy. Ale pewnie nie mam na co liczyć, skoro słyszę, że twój nowy sąsiad całkiem nieźle wygląda bez ciuchów.

George

Do: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Doiły, przysięgam na Boga, jeżeli jeszcze jednej osobie powiesz, że widziałam Maksa Friedlandera bez ubrania, przyjdę i osobiście wbiję ci w serce kołek, co, słyszałam, jest jedynym sposobem na uśmiercenie kogoś takiego jak ty. On nie był NAGI, dobra? Jak najbardziej miał na sobie ubranie.

PRZEZ CAŁY CZAS BYŁ KOMPLETNIE UBRANY.

No cóż, pomijając przedramiona. Ale to wszystko, co widziałam, przysięgam. Więc przestań wmawiać ludziom coś innego!!!

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Kotku, czyżbym trafiła w jakiś czuły nerw, czy co? Nigdy jeszcze nie widziałam, żebyś nadużywała wielkich liter. Max naprawdę musiał wywrzeć na tobie wrażenie, skoro jesteś taka podekscytowana.

No, ale on już tak działa na kobiety. Nic na to nie może poradzić. Wiesz, feromony. Ten facet od nich pęka. Nieważne, muszę lecieć. Peter Hargrave zabiera mnie na lunch. Tak, zgadza się: Peter Hargrave, redaktor naczelny. Kto wie, kiedy wrócę z lunchu, może będę miała w garści miłą, tłustą podwyżkę i awans. Ale nie martw się, nie zapomnę o maluczkich.

Buziaki Dolly

PS Co myślisz o nowych spodniach Aarona? Dokładnie to, o co mi chodziło. Hugo Boss.

Wiem, wiem. Ale zawsze to jakiś początek.

Do: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Sobota

Cześć! Piszę tylko parę słów, żebyś się nie martwił – będę tam w sobotę.

Tak, facet od psa wreszcie się pojawił!

Do zobaczenia.

Dumna, że jestem główną druhną twojej przyszłej żony,

Mel

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od; Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Jak poszło?

Ona jest ruda? To WSZYSTKO? Masz zamiar tak mnie z tym zostawić? JAK POSZŁO???

Jason

PS Stacy też jest ciekawa.

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Jak poszło

Przepraszam. Musiałem się zająć jedną sprawą, a potem wrócić do mieszkania Maksa Friedlandera i wyprowadzić psa na spacer. Max zapomniał zaznaczyć, że Paco jest DOGIEM NIEMIECKIM. Ten pies waży więcej niż Mim. No więc, co chcesz wiedzieć?

Czy uwierzyła, że jestem Maksem Friedlanderem? Przykro mi to stwierdzić, ale owszem.

Czy perfekcyjnie odegrałem rolę Maksa Friedlandera? Chyba tak, inaczej nie uwierzyłaby, że ja to on.

Czy czuję się jak gówniarz z pierwszej klasy, bo to zrobiłem? W rzeczy samej. Należy mi się samobiczowanie.

Co najgorsze… No cóż, najgorsze już ci powiedziałem. ONA UWAŻA MNIE ZA MAKSA FRIEDLANDERA. Maksa Friedlandera, zimnego drania, którego nie obchodzi nawet to, że ktoś usiłował wykończyć jego osiemdziesięcioletnią ciotkę. Melissę to jednak obchodzi.

Tak ma na imię ta ruda. Melissa. Ludzie mówią na nią Mel. Tak. mi właśnie powiedziała: „Ludzie mówią na mnie Mel”. Przeprowadziła się do miasta tuż po studiach, co znaczy, że ma gdzieś tak około dwudziestu siedmiu lat, bo mieszka tu już od pięciu. Urodziła się w Lansing w stanie Illinois. Słyszałeś kiedyś o Lansing w stanie Illinois? Ja słyszałem o Lansing w stanie Michigan, ale nie o Lansing w stanie Illinois. Ona mówi, że to małe miasteczko, gdzie można spacerować ulicą Główną, a wszyscy cię witają: „Cześć, Mel”. Właśnie tak: „Cześć, Mel”.

Na półkach, poza całą masą innych książek, ma chyba wszystko, co kiedykolwiek napisał Stephen King. Melissa wyznaje taką teorię, że w każdym stuleciu pojawia się jakiś pisarz, który jest uosobieniem kultury masowej swojego czasu, i że jeśli dla dziewiętnastego wieku był nim Dickens, to dla dwudziestego jest to Stephen King.

Mówi, że jeszcze trzeba się zastanowić nad tym, kto będzie uosabiał wiek dwudziesty pierwszy.

Jason, wiesz, co miała na półkach z książkami moja była dziewczyna, Heather? (Pamiętasz Heather, prawda, Jason? Tę, którą ty i Stacy nazywaliście żabą?).

Dzieła zebrane Kierkegaarda. Oczywiście, nigdy tego Kierkegaarda nie czytała, ale okładki książek pasowały jej do koloru poduszek na kanapie.

I tak mnie właśnie widziała. To znaczy, Heather. Byłem dla niej książeczką czekową o wzroście metr osiemdziesiąt pięć, która zapłaci rachunki od dekoratora wnętrz. Możesz mi jeszcze raz przypomnieć, czemu Mim przeżyła takie rozczarowanie, kiedy Heather i ja zerwaliśmy? Och, a skoro już przy tym jesteśmy, poczęstowała mnie piwem. Melissa, nie Heather.

Nie wodą mineralną. Nie winem. Nie glenfiddich z lodem ani nie cosmo. Piwem. Powiedziała, że ma dwa rodzaje: jasne i ciemne. Wziąłem sobie ciemne. Ona też. Pokazała mi, gdzie ciotka Maksa trzyma kocie i psie jedzenie. Powiedziała mi, gdzie mam kupić więcej, jeżeli mi się skończy. Powiedziała mi, jakie są ulubione trasy spacerowe psa. Pokazała mi, jak wywabiać spod łóżka kota, który ma na imię (i wcale nie żartuję) Pan Pepper.

Zapytała mnie o moją pracę dla fundacji Chrońmy Dzieci. Zapytała mnie o pobyt w Etiopii. Zapytała mnie, czy już odwiedziłem ciotkę w szpitalu i czy bardzo się zmartwiłem, widząc ją z tymi wszystkimi rurkami, które z niej wystają. Poklepała mnie po ramieniu i powiedziała, żebym się nie przejmował, bo jeżeli ktoś zdoła wyjść ze śpiączki, to właśnie moja ciotka Helen. A ja tam stałem uśmiechnięty jak idiota i udawałem, że jestem Maksem Friedlanderem.

W każdym razie, wprowadzam się. Do mieszkania Helen Friedlander. Więc jeśli chcesz się ze mną kontaktować, to pod numerem 212-555-8972. Ale nie dzwoń, proszę. Jak zauważyłem, dzwonek telefonu denerwuje Pana Peppera.

Muszę iść. John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Kim jesteś?

I co zrobiłeś z moim bratem?

Kiedyś, zanim zaczął udawać Maksa Friedlandera i poznał tę Melissę, był myślącą istotą ludzką. CZYŚ TY ZWARIOWAŁ??? Nie możesz wprowadzać się do mieszkania tej kobiety. Co ci odbiło? WYNOŚ SIĘ STAMTĄD, PÓKI JESZCZE MOŻESZ.

Jason

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: To po prostu urocze

Cześć, John. Tu Stacy. Jason pozwolił mi przeczytać twojego ostatniego maiła. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Mam też nadzieję, że go nie posłuchasz. Myślę, że to, co robisz, jest naprawdę urocze – to, że pomagasz tej biednej dziewczynie z sąsiedztwa opiekować się zwierzakami starszej pani. Jason usiłuje mi wmawiać, że nie kieruje tobą uprzejmość i coś mi tu gada o rudych włosach, ale ja nie zwracam na niego uwagi. On ma naprawdę chory umysł. Zaledwie wczoraj powiedział mi, że ścieżka dźwiękowa na mojej kasecie wideo z ćwiczeniami dla ciężarnych brzmi jak podkład z pornosa! Kiedy on niby ogląda pornosy, chciałabym wiedzieć. W każdym razie, mówię tylko, że nie powinieneś robić sobie wyrzutów, że udajesz tego twojego znajomego, Maksa. To w dobrej sprawie. I dlaczego nie przyprowadzisz do nas tej rudej na obiad w niedzielę? Namówię dziewczynki, żeby zwracały się do ciebie: Max. Pomyślą, że to świetna zabawa, jestem pewna. Jak w kinie! No cóż, na razie to wszystko. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy.

Twoja kochająca szwagierka Stacy

Do: Michael Everett ‹michael.everett@thenychronicle.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Kontakt

Chciałbym zawiadomić, że przez kilka kolejnych tygodni będę dostępny wyłącznie pod telefonem komórkowym. Proszę nie zostawiać wiadomości na sekretarce pod moim domowym numerem. Zawsze można mnie złapać maiłem albo pod obecnym adresem, albo pod nowym: jerryzyje@freemail.com. Dziękuję,

John Trent

Redaktor Działu Spraw Kryminalnych

„New York Chronicie”

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Dla Stacy

Droga Stacy,

chcę ci tylko podziękować za to, że okazujesz życzliwe zrozumienie dla mojej obecnej sytuacji. Widzisz, mój brat, a twój mąż, ma pewną skłonność do cynicznego ujmowania rzeczywistości.

Nie pytaj mnie, jak to się stało, że taki jest. Jasonowi przecież zawsze we wszystkim się wiodło: to jemu trafiła się głowa do interesów, podczas gdy mnie trafiła się wyłącznie, wybacz banalne określenie, skłonność do grzechu. Miał też dość szczęścia, żeby trafić na ciebie, Stacy. Pewnie łatwo jest facetowi, który ma za żonę taki klejnot, siedzieć sobie wygodnie i krytykować całą resztę biednych palantów, którzy – jak ja – nie potrafią znaleźć na świecie choćby kawałka kamyczka, co dopiero mówić o klejnotach. Jason chyba już nie pamięta, jak trudno mu było trafić na dziewczynę, która zainteresuje się nim samym, a nie majątkiem rodziny Trentów. Najwyraźniej Jason zapomniał już o Michelle. Stacy, pamiętaj, żeby go o nią zapytać. Albo o Fionę, skoro już jesteśmy przy temacie. Albo Monikę, Karen, Louise, Cathy czy ewentualnie Alyson.

No już, zapytaj go. Ciekaw jestem, co będzie miał do powiedzenia na temat którejkolwiek z nich.

Jason chyba nie zdaje sobie sprawy, że już znalazł najlepszą dziewczynę pod słońcem. Zapomina, że niektórzy z nas, nieudaczników, nadal szukają.

Więc powiedz swojemu mężowi, żeby mi trochę odpuścił, dobra, Stacy?

I dzięki za zaproszenie, ale jeśli nie masz nic przeciwko temu, daruję sobie obiad w tę niedzielę.

Całuję John

PS Pisz do mnie na mój nowy adres, ten co w nagłówku. Nie jestem pewien, czy już działa.

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹Jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Twój nowy adres mailowy

John!

Jerry żyje? Czyś ty zwariował? Czyś ty rozum postradał? To jest adres, który wybierasz dla swojego konta przeznaczonego do kontaktów z rudą?

Może się zdziwisz, ale większość dziewczyn nie lubi Jerry’ego Garcii, John. Wolą Mariah Carey. Wiem to, bo oglądam VH1.

I przestań już pisać do mojej żony. Przez cały dzień słyszę od niej wyłącznie: „Kto to jest Alyson?”, „Kto to jest Michelle”?

Następnym razem, kiedy cię zobaczę, Jerry, łeb ci ukręcę.

Jason

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Jerry

I tu się mylisz. Większość dziewczyn woli Jerry’ego Garcię od Mariah Carey. Właśnie przeprowadziłem w redakcji krótką ankietę i Jerry pokonał Mariah w stosunku niemal pięć do jednego – chociaż dziewczyna z ekspedycji pocztowej nie lubi ani’ jego, ani jej, więc ten glos się nie liczy. Poza tym zerknąłem na kompakty Melissy, kiedy poszła do kuchni po ciemne piwo i nie widziałem tam ani jednej płyty Mariah Carey. Nie wiesz nic o kobietach.

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Nie wiesz nic o kobietach

A ty niby wiesz???

Jason

Do; Sierżant Paul Reese ‹preese@89komisariat.nyc.org›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Helen Friedlander

Reese, zastanawiałem się, czy mógłbyś mi wyświadczyć przysługę. Chciałbym rzucić okiem na cokolwiek, co masz na temat Helen Friedlander, 12-17 Osiemdziesiąta Druga Zachodnia, lokal 15A. O ile wiem, jest ofiarą napadu z włamaniem – dość poważnego, bo od tamtej pory leży na OIOM-ie w śpiączce.

Byłbym ci bardzo wdzięczny. Jeszcze jedno, to nie są informacje dla gazety, więc nie przejmuj się swoim zwierzchnikiem.

John Trent

Redaktor Działu Spraw Kryminalnych

„New York Chronicie”

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Helen Friedlander

Nie przejmuj się. Wszystko poszło śpiewająco. Sprytnie wywinąłem się od pytań panny Fuller na temat mojej pracy dla fundacji Chrońmy Dzieci. Niezły numer, swoją drogą. Pewnie mówiąc „dzieci” masz na myśli te patykowate, żujące gumę osiemnastolatki, które całymi dniami fotografujesz w ciuchach, na jakie stać wyłącznie pięćdziesięcioletnie rozwódki? Naprawdę kawał łobuza z ciebie, wiesz?

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Wyluzuj

Boże, zapomniałem już, jaki potrafisz być upierdliwy. Nic dziwnego, że od tak dawna nie masz dziewczyny. Co było nie tak z ostatnią? Och tak, już sobie przypominam, dzieła Kierkegaarda, które pasowały do kanapy. Facet, potrzebujesz trochę sobie odpuścić. Czy to ważne, jakie książki kobieta trzyma na pólkach? Liczy się to, jaka sama jest między okładkami, che, che, che.

Max

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Sierżant Paul Reese ‹preese@89komisariat.nyc.org›

Temat: Helen Friedlander

Trent, papiery są w drodze. A może powinienem powiedzieć: kopia papierów, które przypadkiem trafiły na ksero, kiedy inspektor poszedł na lunch. Jeśli jakakolwiek wzmianka na ten temat ukaże się w twojej gazecie, ucałuj swojego forda mustanga na do widzenia. Potraktuj to jako solenną obietnicę. Oto krótkie podsumowanie sprawy Helen Friedlander:

Zawiadomienie o przestępstwie dostaliśmy około 8.50 rano, z adnotacją, że kobieta leży nieprzytomna w swoim mieszkaniu. Mieliśmy patrol niedaleko stamtąd, w parku. Zjawili się na scenie około 8.55 rano. Znaleźli ofiarę, której udzielała pierwszej pomocy kobieta przedstawiająca się jako sąsiadka. Później zidentyfikowana jako Melissa Fuller, mieszkająca obok w lokalu 15B.

Ofiara była kobietą w wieku lat około osiemdziesięciu. Kędy ją znaleziono, leżała twarzą w dół na dywanie w salonie. Świadek w swoim zeznaniu twierdzi, że odwróciła ranną na plecy, chcąc sprawdzić puls, udrożnić drogi oddechowe itd. Ofiara oddychała i miała słaby puls, kiedy o 9.02 nadjechała karetka. W mieszkaniu żadnych śladów włamania ani wejścia przy użyciu siły. Zewnętrzny zamek nienaruszony. Według sąsiadki drzwi były otwarte.

W opinii lekarzy ofiara została uderzona w tył głowy tępym narzędziem, możliwe, że pistoletem niewielkiego kalibru. Napad miał miejsce około dwunastu godzin przed odnalezieniem ofiary. Pytania postawione odźwiernemu i sąsiadom ujawniły, co następuje:

a) w wieczór poprzedzający znalezienie ofiary nikt nie dzwonił domofonem do mieszkania numer 15A,

b) około godziny 21.00 tego dnia nikt nie słyszał żadnego zamieszania.

Uwaga własna: na łóżku leżało kilka rozrzuconych ubrań ofiary, jakby przed napadem zastanawiała się, co ma na siebie włożyć. Jednak kiedy ją znaleziono, miała na sobie nocną bieliznę, włosy zakręcone na wałki itp.

Reporter mógłby próbować podciągnąć tę sprawę pod kolejny atak ze strony seryjnego mordercy-transwestyty. Jednak pozostaje jedna zasadnicza różnica: morderca-transwestyta dobija swoje ofiary i na ogół kręci się przy nich dość długo, by zyskać pewność, że istotnie nie żyją.

Ponadto, wszystkie ofiary mordercy-transwestyty miały od dwudziestu do czterdziestu lat. Panią Friedlander, choć jest jak na swój wiek w dobrej formie, raczej trudno byłoby wziąć za młodą kobietę.

No cóż, to wszystko. Właściwie nic nie mamy. Oczywiście, jeżeli starsza pani się przekręci, zmieniamy kwalifikację czynu. Ale póki to się nie stanie, sprawa będzie traktowana jako napad rabunkowy, w którym przestępca został spłoszony. To wszystko, co mi na razie przychodzi do głowy.

Powodzenia Paul

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: On nie miał tego na myśli

Nadine, wiesz, że on nie miał tego na myśli. Przynajmniej nie tak, jak ty to ujęłaś.

Tony powiedział tylko, że jeżeli chcesz siedzieć i wciąż się żalić na swoją tuszę, to lepiej zrób z tym coś i zapisz się do siłowni. Nigdy nie powiedział, że jesteś gruba. Dobra? Byłam przy tym.

NIE POWIEDZIAŁ, ŻE JESTEŚ GRUBA.

I naprawdę serio chcesz mi wmawiać, że się źle bawiłaś na sobotnim przyjęciu? A przecież wujek Tony’ego, Giovanni, jest uroczy. Ten toast, który dla was wygłosił… To było takie słodkie! Przysięgam, Nadine, czasem tak ci zazdroszczę, że o mało nie pęknę.

Dałabym wszystko, żeby znaleźć takiego faceta – i żeby ten facet miał wujka Giovanniego, który mnie wrzuci do basenu i porówna do Wenus Botticellego.

A ty WCALE nie wyglądałaś grubo w kostiumie. Mój Boże, w nim jest tyle goreteksu, że sam Marlon Brando wyglądałby jak chudzina. Twój malutki brzuszek nie miał cienia szansy. Więc z łaski swojej przestań się wściekać i zacznij zachowywać jak dorosły człowiek.

Jeżeli będziesz grzeczna, to może pozwolę ci przyjść do mnie i podglądać ze mną Maksa Friedlandera… Oooch słuchaj, dzisiaj ma na sobie podkoszulek bez rękawów…

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Mój tyłek

Kłamiesz. Kłamiesz o podkoszulku bez rękawów i kłamiesz co do znaczenia słów Tony’ego. Sama doskonale wiesz, o co mu chodziło. Ma dosyć mojego tyłka w rozmiarze szesnaście. JA też mam dosyć mojego tyłka w rozmiarze szesnaście. I nieodwołalnie zamierzam zapisać się na siłownię. Ja tylko nie potrzebuję, żeby Tony mi to podpowiadał. To jego wina, że noszę rozmiar szesnaście. Wiesz, że nosiłam dwunastkę, dopóki się nie zjawił i nie zaczął robić mi co wieczór swojej słynnej papardelle alla Toscana z czterema serami i sosem winnym. „Och, kotku, no chodź. Tylko spróbuj, nigdy czegoś takiego nie jadłaś”. Ha!

A jego rigatoni alla vodka? Wódka, kurczę blade. To sos ze śmietaną i niech mi nikt nie mówi, że jest inaczej. Jeśli chodzi o porównywanie kogoś do Wenus Botticellego, zapewniam cię, istnieją przyjemniejsze komplementy.

No dobra, co tak naprawdę ma na sobie ten facet od psa?

Nadine:-)

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Co on ma na sobie

A co cię to obchodzi, co on ma na sobie? Jesteś zaręczona. Ale skoro nalegasz…

Popatrzmy. Leży sobie (a może „wyleguje się”? Nic dziwnego, że utknęłam na stronie dziesiątej…) na łóżku w dżinsach i koszulce (wybacz, ale z rękawami – miałaś rację, skłamałam, żeby przekonać się, czy czytasz uważnie). Znów wyjął swój laptop. Paco jest tam obok niego. Paco ma nieprzyzwoicie szczęśliwą minę, muszę przyznać. Ten pies nigdy nie miewał takiej miny, kiedy ja tam bywałam. Może… O Boże! Nic dziwnego, że ten pies jest taki szczęśliwy! On go karmi alpo – i to na łóżku! Paco właśnie rozrzuca psie chrupki po całej koronkowej narzucie w gościnnym pokoju pani Friedlander! Czy ten człowiek oszalał? CZY ON NIE ZDAJE SOBIE SPRAWY, ŻE TAKĄ KORONKĘ CZYŚCI SIĘ CHEMICZNIE?

To jest takie żałosne. To jest takie żałosne, Nadine. Właśnie w tej chwili ogarnęło mnie poczucie, jakie to wszystko jest żałosne. Siedzę tutaj, w swoim mieszkaniu, opisując mojej najlepszej, zaręczonej przyjaciółce czynności faceta, który mieszka po sąsiedzku. Nadine, przecież ty wychodzisz za mąż! A ja co robię? Przesiaduję w domu w dresie i wysyłam maile do mojej najlepszej przyjaciółki.

JESTEM ŻAŁOSNA!!! Jestem gorzej niż żałosna, jestem…

O MÓJ BOŻE. o MÓJ BOŻE, Nadine! On mnie przed chwilą zobaczył. Nie żartuję. Właśnie mi pomachał!!! Tak mi głupio. Zaraz umrę. Mam zamiar… O mój Boże, on otwiera okno. Otwiera okno. Mówi coś do mnie. Odezwę się.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: ODPISZ!!!!

jeżeli jeszcze dzisiaj wieczorem nie odezwiesz się do mnie, przysięgam, wezwę gliny. Nie obchodzi mnie, czy jestem taka sama jak twoja matka. Nic nie wiesz o tym facecie, tyle tylko, że jego szalona ciotka mieszka drzwi w drzwi z tobą i że on wystawił swoje nagie zdjęcie w Whitney. Przy okazji, moim zdaniem powinnyśmy wybrać się we wtorek na maty rekonesans do galerii i je sobie obejrzeć. ODPISZMI…

Albo chłopaki z osiemdziesiątego siódmego komisariatu złożą ci kolejną wizytę.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadme.wilcock@thenyjoumal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Przestań wreszcie

Od przeszło dwóch godzin usiłuję dodzwonić się do ciebie, ale telefon jest stałe zajęty. Widzę tylko dwie możliwości; albo źle odłożyłaś słuchawkę, bo nie chcesz ze mną gadać, albo mielesz jęzorem z Mel w sieci. Jeśli to drugie, wyleguj się i oddzwoń do mnie do restauracji, jeżeli to pierwsze, przestań się wygłupiać.

Ja tylko powiedziałem, że jeśli jesteś do tego stopnia przerażona całą sprawą z suknią ślubną, to załatw sobie prywatnego trenera fitnessu, czy coś. fezu, Nadine, ty mnie doprowadzisz do szaleństwa tym rozmiarem dwanaście. Kogo to obchodzi, jaki rozmiar nosisz? Mnie nie obchodzi. Kocham cię dokładnie taką, jaka jesteś.

Przestań mnie częstować tymi bzdurami i wyliczać, ile twoich sióstr nosiło głupią suknię twojej matki. I tak nie cierpię tej sukni. Jest brzydka. Po prostu idź i kup sobie nową, taką, która będzie pasować do twojej OBECNEJ figury. Będziesz się w niej lepiej czuła i będziesz lepiej wyglądała. Twoja matka zrozumie, a kogo obchodzi, co pomyślą twoje siostry? A niech się walą i tyle.

Muszę iść. Stolik siódmy właśnie odesłał łososia, bo był niedogotowany. Widzisz, co przez ciebie zrobiłem?

Tony

Do: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Od: Nadme Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Wybacz, ale…

…nic podoba mi się twoja postawa wobec moich sióstr. Tak się składa, że Ja lubię swoje siostry. A gdybym Ja powiedziała: twoi bracia niech się walą? A gdybym powiedziała: ten twój wujek Giovanni niech się wali? Podobało by ci się. co? Łatwo ci mówić – Ty musisz tylko wrzucić na siebie jakiś smoking z wypożyczalni. JA z drugiej strony mam być olśniewająca.

NIE ROZUMIESZ??? Boże, faceci mają naprawdę lekkie życie.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nic się nie działo

On po prostu nie potrafił poradzić sobie z elektrycznym otwieraczem do konserw. Kupił Panu Pepperowi trochę prawdziwego tuńczyka, chcąc go wywabić spod łóżka. Oczywiście nie udało się. Zasugerowałam mu, żeby następnym razem kupił tuńczyka w sosie własnym, nic w oleju. Koty wcale nie przepadają tak bardzo za olejem.

W każdym razie, kiedy był u mnie, pytał, gdzie w sąsiedztwie najlepiej zamawiać chińszczyznę na wynos. No więc mu powiedziałam, a polem zapytał mnie, czy jadłam obiad i odparłam, że nie, więc spytał, czy nie miałabym ochoty zamówić czegoś z nim na spółkę. Zgodziłam się i zjedliśmy sobie żeberka z grilla, kluski z sezamem na zimno, wieprzowinę moo shu i kurczaka z brokułami.

Wiem, co mi teraz zamierzasz powiedzieć, ale nie, to nie była randka, Nadine. Na miłość boską, to była wyłącznie chińszczyzna. W kuchni jego ciotki. Z Paco siedzącym obok i czekającym, aż któreś z nas upuści coś, co będzie mógł zmieść z podłogi.

I nie, nie próbował się do mnie przystawiać. To znaczy Max, nie Paco. Chociaż naprawdę nie rozumiem, jak mógł mi się oprzeć. Przecież na pewno wyglądałam zabójczo w tym moim dresie: „Jest sobota, a ja siedzę w domu, bo z nikim się nie umówiłam”. W gruncie rzeczy Dolly musiała się mylić co do Maksa. Żaden z niego bawidamek. To wszystko było bardzo przyjacielskie i zwyczajne. Okazuje się, że mamy ze sobą mnóstwo wspólnego. On lubi kryminały, tak jak i ja, więc pogadaliśmy sobie o naszych ulubionych. Wiesz, że on jest całkiem oczytany, jak na faceta, który pracuje w branży artystycznej? Wyobrażasz sobie, żeby Larry konwersował ze znajomością rzeczy na temat Edgara Allana Poego? Bo ja nie.

O Boże, przyszła mi właśnie do głowy straszna myśl: może to wszystko, co mówiła mi Dolly, jest prawdą i on faktycznie JEST bawidamkiem? Rozumiesz? Jest bawidamkiem i w ogóle nie próbuje mnie poderwać. To może znaczyć tylko jedno! O Boże, jestem odrażająca!

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Idź, weź panadol…

…bardzo cię proszę, dobrze? Nie jesteś odrażająca. Jestem pewna, że wszystkie te rzeczy, które Dolly opowiadała o Maksie Friedlanderze, to bzdury. Przecież to DOLLY, na litość boską. Ona kiedyś zajmowała TWOJE stanowisko. Tylko że w przeciwieństwie do ciebie, nie bardzo przejmowała się tym, o czym pisała. Na przykład poważnie wątpię, czy ona czułaby moralne oburzenie na wieść o tym, jak Matt Damon potraktował Winonę.

Jestem pewna, że Max to bardzo miły facet, tak jak sama powiedziałaś.

Nadine:-)

Do: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Dobra. Zeznawaj. Kim naprawdę jest ten facet? Bo on się praktycznie wprowadził do mieszkania obok Mel i ona jest najwyraźniej nim zauroczona, mimo że się tego wypiera. Naprawdę jest taki podły czy jak zwykle przesadzasz? I pamiętaj: ja jestem redaktorką rubryki kulinarnej w tej gazecie. Jeden telefon i sprawię, że nigdy więcej nie dostaniesz stolika w Nobu. Więc lepiej ze mną nie zadzieraj, Dolly.

Nadine

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: l co?

Nie odzywasz się do mnie, co? Przecież ja nic takiego nie powiedziałem. Ale faktycznie, tym, czego nie wiesz o kobietach, dałoby się zapełnić Wielki Kanion. Coś ty się nagle zrobił taki drażliwy?

Jason

PS Stacy chce wiedzieć, czy zaprosiłeś już tę rudą na randkę.

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: l co?

Nie jestem drażliwy. Czego ty ode mnie chcesz? Nie każdy z nas ma osobistą asystentkę, szofera, dziewczynę do dzieci, gosposię, ogrodnika, cały zespół pracowników do czyszczenia basenu, instruktora tenisa, dietetyczkę i stanowisko podane na srebrnej tacy przez naszego dziadka. Jestem po prostu zajęty, wiesz? Mój Boże, pracuję na pełny etat i mam pod opieką doga niemieckiego, którego muszę cztery razy dziennie wyprowadzać na spacer.

John

PS Powiedz Stacy, że nad tym pracuję.

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Powinieneś poszukać specjalistycznej pomocy

Słuchaj, psychotyczny baranie: skąd się bierze ta twoja wrogość? Wiesz, że mógłbyś mieć pracę w firmie naszego dziadka, wystarczy kiwnąć palcem. To samo, jeżeli chodzi o osobistą asystentkę. Nie wiem, co z zespołem ludzi do konserwacji basenu, skoro mieszkasz w śródmieściu i basenu nie masz. Ale mógłbyś mieć dokładnie to samo co ja, gdybyś tylko rzucił tę absurdalną krucjatę, na którą wyruszyłeś, by dowieść, że możesz sobie poradzić bez pieniędzy Mim.

Mówię ci, jedyna rzecz, której potrzebujesz, a nie masz, to psychiatra, koleś. Bo zdaje się, że znalazłeś się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. I zdaje się, że zapomniałeś o jednym małym drobiazgu: TY nie musisz wyprowadzać cztery razy dziennie tego cholernego psa. Dlaczego? Bo nie jesteś Maksem Friedlanderem. Dotarło?

NIE IESTEŚ MAKSEM FRIEDLANDEREM, nieważne, co wmawiasz tamtej biednej dziewczynie.

A teraz weź się w garść.

Jason

PS Mim pyta, czy przyjedziesz na otwarcie nowego skrzydła, które ufundowaliśmy dla kliniki Sloan-Kettering. Jeżeli tak, to prosi, żebyś raz na odmianę założył krawat.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Cześć

To ja. To znaczy, Max Friedlander. Mój adres: jerryzyje@freemail.com. To taka aluzja do Jerry’ego Garcii. Był wokalistą Grateful Dead. W razie gdybyś nie wiedziała.

Jak się masz? Mam nadzieję, że nie próbowałaś jeść resztek wczorajszych klusek z sezamem. Moja porcja przez noc zastygła w coś, co przypomina gips.

Słuchaj, chyba jakieś twoje pranie trafiło wczoraj wieczorem do mieszkania mojej ciotki, zamiast do ciebie. Jakoś mi się nie wydaje, żeby ciotka nosiła bluzki z nadrukiem w lamparcie cętki – a przynajmniej, jeżeli takie ma, to chyba nie miała ostatnio okazji często ich zakładać – więc to twoje rzeczy, racja? Może moglibyśmy się potem spotkać na wymianę paczek z pralni chemicznej. Och, a przy okazji, jutro w Film Forum grają cyfrowo przetworzoną wersję Cienia wątpliwości. Pamiętam, jak mówiłaś, że to twój ulubiony film Hitchcocka. Pomyślałem, że może byśmy się wybrali na seans o siódmej, jeżeli nie masz innych planów, a potem poszlibyśmy coś zjeść – byle nie chińszczyznę. Daj mi znać.

Max Friedlander

PS Miałem zamiar ci powiedzieć już wcześniej, przyjaciele mówią do mnie John. To stare przezwisko ze studiów, jakoś tak przylgnęło.

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Cześć, cześć

Jasne. Seans o siódmej mi odpowiada. Moglibyśmy później pójść do Brother’s Barbecue. To naprzeciwko Film Forum. Dzięki za uratowanie mojej paczki z pralni. Raiphowi zawsze myli się 15A i 15B. Bez przerwy dostaję pod drzwi dostawy wielkich toreb jedzenia dla psów iams. Zajrzę koło dziewiątej po bluzkę, o ile to nie za późna pora. Po pracy idę na imprezę – wernisaż, który muszę potem opisać w swojej kolumnie. Facet, wyobraź sobie, robi rzeźby z wazeliny. Ja wcale nie żartuję. A ludzie naprawdę je kupują.

No cóż, pogadamy później.

Mel

PS John to trochę dziwne przezwisko, nie uważasz?

Może się zdziwisz, ale tak się składa, że wiem, kto to jest Jerry Garcia. Nawet widziałam go raz kiedyś na koncercie.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: O MÓJ BOŻE

ZAPROSIŁ MNIE NA RANDKĘ!!!

No, tak jakby. To tylko wyjście do kina, ale też się chyba jakoś liczy, nieprawdaż?

Masz, przeczytaj sobie kopię mojej odpowiedzi i powiedz mi, czy nie zabrzmiałam zbyt ochoczo.

Mel

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Dobry Boże, rozumiem, o co ci chodzi. Jeszcze nie widziałam Mel w stanie takiego podniecenia. No, może kiedy dawali tamten jubileuszowy odcinek Domku na prerii (pamiętasz biedną niewidomą Mary? Nienawidzę takich wyciskaczy łez). Dzięki Bogu, że Aaron pisze korespondencje z Botswany i nie musi wysłuchiwać tych zachwyconych pisków, które dochodzą z boksu Mel. On wciąż jest nią zauroczony. To aż śmieszne. A dlaczego Mel odrzuca takiego obiecującego faceta jak Aaron dla takiego bydlaka jak Max, tego sobie nie potrafię wytłumaczyć. No bo Aaron przynajmniej ma jakiś potencjał. Jeśli chodzi o Maksa, to znam wiele kobiet, które próbowały go zmienić. Bezskutecznie. Innymi słowy, Nadine, bój się, i to bój się bardzo. Max ma w sobie wszystko to, przed czym tak ostrzegały nas matki (no cóż, moja też by mnie pewnie ostrzegła przed takimi typkami jak Max, gdyby tylko kiedyś przypadkiem pobyła dłużej w domu). Oto modus operandi Maksa: bardzo nadskakujący, dopóki nie zwabi dziewczyny do łóżka, a potem zaczyna się wycofywać. Do tego czasu młoda dama zazwyczaj jest już pogrążona i nie potrafi pojąć, czemu Max, do tej pory tak zaangażowany, nagle przestaje dzwonić. Następują żałosne sceny, w których na pytania: „Czemu nie zadzwoniłeś?” i „Kim była ta kobieta, z którą widziałam cię wczoraj?” otrzymuje się odpowiedzi: „Przestań mnie ograniczać” oraz „Nie jestem jeszcze gotowy na bliższy związek”. Wariacje na ten temat obejmują zakres od: „Nie możemy po prostu traktować tego lekko?” do: „Zadzwonię do ciebie w piątek, przysięgam”. Ładny obrazek?

Och, a czy ja ci mówiłam o tym, że podczas sesji z kostiumami kąpielowymi do „Sports Illustrated” Max zmusił wszystkie modelki, żeby schłodziły sobie sutki lodem, bo nie dość im sterczały? Kochana, on naszą małą Mel chapnie i przełknie na śniadanie. Ale o Nobu nie mówiłaś poważnie, prawda?

Buziaki Dolly

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: OK, to co ja mam na siebie włożyć?

Poważnie. Ostatnio, kiedy go widziałam, miałam na sobie dres, więc tym razem naprawdę chciałabym wyglądać dobrze. Chodź ze mną na lunch i pomóż mi coś wybrać. Zastanawiam się nad sukienką halką, którą widziałam w Bebe. Ale może to trochę zanadto dziwkowaty strój jak na pierwszą randkę?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Musimy pogadać

Spotkajmy się za pięć minut w damskiej łazience.

Nadine

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Czy tutaj już nikt nie pracuje?

Gdzie wy wszystkie łazicie, do cholery? Czy wam nie przyszło do głowy, że mamy tu gazetę do sklecenia? Doiły, gdzie jest ten artykuł, który miałaś napisać o wysokich obcasach, cichych mordercach?

Nadine, ja nadal czekam na recenzję nowej restauracji Bobby’ego Flaya.

Mel, byłaś czy nie byłaś wczoraj wieczorem na premierze ostatniego filmu Billy’ego Boba Thorntona? Oczekiwałem co najmniej diatryby na temat jego podłości, bo zostawił blond laskę z Parku Jurajskiego dla tamtej dziwacznej dziewuchy, której odbiło na punkcie własnego brata.

Jeżeli nie zobaczę paru tyłków na paru krzesłach, i to zaraz, żadna z was nie dostanie ciasta na chrzcinach małej Stelli. I tym razem mówię poważnie.

George

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Ja i wrogość?

Powinieneś przejrzeć się w lustrze, Jase. To nie ze względu na geny przedwcześnie łysiejesz, stary. Jestem praktycznie twoim genetycznym duplikatem, a – nie chwaląc się – wciąż mam wszystkie włosy na głowie. Sam masz w sobie za dużo stłumionej wrogości, która zabija ci cebulki włosowe. A jeśli chcesz znać moje zdanie, ta wrogość jest skierowana przeciwko Mim. To wyłącznie twoja wina, że pozwoliłeś jej kierować własnym życiem. Popatrz, ja się wyrwałem z oków, i zgadnij co? Kiedy budzę się rano, ani jednego wypadniętego włoska nie ma na mojej poduszce.

Jestem skłonny chwilowo zignorować twój ewidentny brak poczucia własnej wartości, żeby cię poinformować, iż nie mogę zjawić się jutro na otwarciu skrzydła w klinice, ponieważ mam już inne plany.

Nie będę nic więcej wyjaśniał, z obawy przed dalszym braterskim gniewem.

Podoba mi się ten „dalszy braterski gniew”. Może to umieszczę w swojej powieści. Bratersko oddany, twój wierny brat

John

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Uspokójcie się

Powinnyście się obie nieco wyluzować. IDĘ z FACETEM NA RANDKĘ, zrozumiały? Nie wskakuję mu do łóżka. Jak może zaświadczyć Aaron, nikomu nie wskakuję tak szybko do łóżka, jasne? Naprawdę przesadzacie, dziewczyny. Po pierwsze, Doiły, ja w ogóle nie wierzę w tę historię z sutkami. A ty, Nadine, posłuchaj, nie jestem emocjonalnie niestabilną kruszyną, za jaką mnie bierzesz. No dobra, FAKTYCZNIE przejmuję się Winoną Ryder, ale to mi nie przeszkadza dobrze spać w nocy. I to samo się tyczy Laury Dern.

Potrafię o siebie zadbać.

Poza tym, to tylko wyjście do kina, na miłość boską. Niemniej, dzięki za troskę.

Mel

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Co się tutaj dzieje?

Co TO niby miało być? Zbrojna interwencja? O mało nie padłam, kiedy weszłam do damskiej łazienki i zobaczyłam, że Doiły jest tam z TOBĄ. Cały czas rozglądałam się za tym chłopakiem od faksu, bo myślałam, że się ukrywa w jednej z kabin z paczką kondomów i jakimś jadalnym olejkiem do masażu, a to, że Doiły jest na zewnątrz, to tylko jakiś okropny zbieg okoliczności. Nadine, nie obchodzi mnie, co Doiły mówi o Maksie Friedlanderze. On wcale nie jest taki. Może był taki kiedyś, ale się zmienił. Ja to WIEM. Spędziłam trochę czasu z tym facetem. I obserwowałam go z Paco, a zwłaszcza z Panem Pepperem. (Dobra, przyznaję, podglądałam go przez okno. Nie jestem z tego specjalnie dumna). Pan Pepper nie cierpi ludzi, ale naprawdę zaczyna coraz cieplej odnosić się do Maksa. Wiem, że nie można oceniać człowieka po tym, jaki ma kontakt ze zwierzętami, ale Maks tyle czasu poświęcił, żeby się zaprzyjaźnić ze zwierzętami swojej ciotki, że nawet nieufny i zwykle aspołeczny kot (a taki jest Pan Pepper) zaczyna się z nim zaprzyjaźniać. To chyba o czymś świadczy, nie? Dobra?

Cóż, może celność moich sądów nie jest już taka jak dawniej, biorąc pod uwagę, że Aaron sypiał z Barbarą Bellerieve za moimi plecami, a ja niczego się nie domyślałam, ale naprawdę nie sądzę, że Maksowi zależy na tym, żeby mnie zaciągnąć do łóżka. Bo jeśli to, co mówi Doiły, jest prawdą, Max Friedlander może mieć każdą. Więc czemu miałby chcieć mnie? I wcale nie próbuję tutaj samej sobie dokopywać. Tylko dlaczego facet taki jak on miałby podrywać niską rudą redaktorkę kolumny plotkarskiej, kiedy mógłby mieć… No cóż, mógłby mieć Cindy Crawford, gdyby nie była szczęśliwie zamężna z tym facetem, który jest właścicielem Skybar, albo księżniczkę Stefanię z Monako czy kogoś takiego. Naprawdę, zastanów się nad tym poważnie, Nadine. To wszystko. I nie jestem wściekła, wcale nie. No, może tylko trochę urażona. Ale w końcu nie jestem dzieckiem.

Mel

PS Możesz się zrehabilitować, pomagając mi wybrać w Ninę West nowe buty, które będą pasowały do mojej nowej sukienki.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Dobra. Spotkaj się z nim. Przekonaj się, czy mnie to obchodzi.

Ale życzę sobie dostać pełen raport natychmiast po twoim powrocie. Zrozumiano?

I ostrzegam cię, Mel, jeżeli ten facet złamie ci serce i na moim ślubie będziesz przygnębiona, to osobiście zamorduję i jego, i ciebie.

Nadine:-[

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Jaka powieść?

Teraz znów piszesz powieść? Zrzuciłeś kajdany rodzinnej fortuny, prowadzisz podwójne życie, usiłujesz rozwiązać tajemnicę kryjącą się za napadem na starszą panią ORAZ piszesz powieść? Ty sobie wyobrażasz, że kim niby jesteś? Bruce’em Wayne’em?

Jason

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Batman

W gruncie rzeczy nie wydaje mi się, żeby Bruce Wayne kiedykolwiek napisał powieść ani żeby zrzucał okowy rodzinnego majątku. Wydaje mi się, że z rodzinnego majątku korzystał nader chętnie w trakcie swoich wysiłków na rzecz zwalczania przestępczości. Chociaż owszem, faktycznie prowadził podwójne życie.

A jeśli chodzi o rozwiązanie zagadki kryjącej się za napaścią na starszą panią, Bruce pewnie już dawno by sobie z tym poradził. Ja po prostu nie mogę zrozumieć jednego – dlaczego ktoś taki brutalnie ogłuszył nieszkodliwą staruszkę? Policja twierdzi, że to napad rabunkowy, który nie doszedł do skutku. Ale jak został przerwany? I przez kogo?

Mel wspomniała mi, że odźwierny często myli jej numer mieszkania, 15B, i numer mieszkania pani Friedlander, 15A. Wtedy pomyślałem o tym, co powiedział mój kumpel policjant – że to wyglądało prawie jak robota seryjnego mordercy-transwestyty, tyle że starsza pani nie pasuje do profilu ofiary. Zastanawiam się trochę, czy czasem facet nie pomylił mieszkań… Może pani Friedlander wcale nie była jego upatrzoną ofiarą. A potem, kiedy już się zorientował w pomyłce, próbował mimo wszystko zrobić swoje, ale nie miał do tego serca i zostawił sprawę niedokończoną.

Nie wiem. Tylko się nad tym zastanawiam. Wypytałem odźwiernych z kamienicy i żaden z nich nie pamięta, żeby tamtego wieczoru wpuszczał kogoś na piętnaste piętro – ale jeden z nich spytał mnie, czy się ostrzygłem. Najwyraźniej widział kiedyś przedtem Maksa i chociaż zorientował się, że nie jestem do końca prawdziwym egzemplarzem, to nie był w stanie dokładnie określić, co się w moim wyglądzie zmieniło. To przerażające, że uznajemy spostrzegawczość ochroniarzy za pewnik, nieprawdaż?

W każdym razie, jeżeli będziesz grzeczny, prześlę ci pierwsze rozdziały mojej książki. To historia o grupie ludzi, którym brak jakichś przyzwoitszych cech charakteru – są trochę podobni do przyjaciół Mim. Spodoba ci się.

O mój Boże, muszę już iść. Mam być w Film Forum za piętnaście minut…

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Jesteś niepoprawny

Film Forum? Dlatego nie możesz się zjawić na otwarciu? Bo idziesz do kina?

Ta ruda ma z tym coś wspólnego, prawda?

Jason

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Zapis mojej randki

18.00

Rozpoczynam przygotowania do randki. Wkładam śliczną, krótką, niebieską sukienkę, którą pomogłaś mi wybrać. Stwierdzam, że trochę ZA BARDZO rzuca się w oczy jak na wyjście do kina i na kolację. Dodaję bawełniany sweterek. Mamusia byłaby dumna.

Pamiętam jej kazania: wiesz, jak zimno potrafi się zrobić w kinie latem.

Przez pół godziny ćwiczę chodzenie w moich nowych sandałach na koturnie. Skręcam sobie nogę w kostce tylko dwa razy. Bardziej gotowa już nie będę.

18.30

Wychodzę. Wiem, że muszę ładnie wyglądać, bo jakiś facet obmacuje mnie w metrze między Times Square i Penn Station. Walę obmacywacza łokciem w dołek. Dostaję brawa od współpasażerów. Obmacywacz wysiada z zawstydzoną miną.

19.00

Zjawiam się przed kinem. Straszna kolejka! Rozglądam się nerwowo, szukając Johna (czy ja ci już mówiłam, że Max prosił, żebym nazywała go Johnem? To stare przezwisko ze studiów). Wreszcie zauważam go na końcu kolejki, już trzyma bilety. Mój plan, żeby podzielić wydatki pół na pół (i w ten sposób zrobić z tego kumplowską wyprawę do kina, a nie randkę, zgodnie z twoją sugestią) upada z miejsca! Ratuję się, informując go, że sama kupię popcorn i coś do picia. Zapewne z przyjemnością dowiesz się, że John nie sprzeciwia się tym planom.

19.00- 19.20

Stoimy w kolejce i rozmawiamy o wielkiej dziurze w jezdni, która otworzyła się na Siedemdziesiątej Dziewiątej ulicy. Wiesz, że ja uwielbiam wszelkie naturalne kataklizmy. No cóż, okazuje się, że John też! Wywiązuje się długa rozmowa na temat naszych ulubionych klęsk żywiołowych.

19.21

Kolejka zaczyna się posuwać. John idzie znaleźć nasze miejsca. Ja idę kupić popcorn i picie. Z rozpaczą zdaję sobie sprawę, że zapomniałam go poprosić, żeby zajął dla mnie miejsce przy przejściu, bo mam absurdalnie mały pęcherz. Ale kiedy wchodzę na salę, okazuje się, że dokładnie tak zrobił – zostawił dla mnie miejsce przy przejściu! No to powiedz teraz sama, Nadine, czy Tony kiedykolwiek zostawił dla ciebie miejsce przy przejściu? Nie, nigdy, i ty o tym świetnie wiesz. 19.30-21.30

Oglądamy film. Jemy popcorn. John potrafi jeść i jednocześnie oddychać nosem. To znacząca poprawa w porównaniu z Aaronem, który – na pewno sobie przypominasz – ma z tym pewien problem. Zastanawiam się, czy Doiły już to zauważyła. Poza tym John nie patrzy na zegarek, kiedy leci film. To był jeden z najbardziej denerwujących zwyczajów Aarona. Potem zauważam, że John w ogóle nie nosi zegarka. Wypada zdecydowanie lepiej niż Aaron, który nie tylko zegarek nosił, ale i obsesyjnie sprawdzał czas co dwadzieścia minut.

21.30-22.00

Idziemy na drugą stronę ulicy do Brothers Barbecue i odkrywamy, że jak większość popularnych restauracji na Manhattanie, jest pełna turystów. Na stolik trzeba czekać dwie godziny. Proponuję, żebyśmy poszli na kawałek pizzy do Joe’s, gdzie jak wiesz dają najlepszą pizzę w mieście. Po drodze John opowiada mi zabawną historię o swoim bracie i pijackiej wyprawie do Joe’s. Mówię, że nie wiedziałam, że on ma brata, a on mi wyjaśnia, że chodziło mu o kumpla z korporacji studenckiej. To mnie trochę smuci, bo nie wiem, czy ci kiedykolwiek mówiłam, ale po pewnym szczególnie upokarzającym wydarzeniu, kiedy jeszcze byłam na studiach (w grę wchodził członek korporacji Delta Upsilon i skarpetka), przysięgłam sobie, że nigdy więcej nie będę chodziła na randki z ludźmi ze studenckich stowarzyszeń. A potem przypominam sobie, że to przecież nie jest randka, ale wyjście do kina z przyjacielem, tak jak sugerowałaś, więc znów mogę się rozluźnić.

22.30-24.00

Pizzę jemy na stojąco, bo siedzących miejsc nie ma. Kiedy jemy, przytaczam zabawną anegdotę o tym, jak to kiedyś wpadłam w Joe’s na Gwyneth Paltrow, a ona zamówiła kawałek pizzy z warzywami i sosem, ale bez sera! To prowadzi do dyskusji na temat mojej pracy i tego, jak bardzo chciałabym pisać poważne artykuły. Okazuje się, że John czyta stronę dziesiątą i bardzo mu się podoba mój lekki i pełen wigoru styl! To były jego własne słowa! Lekki! I pełen wigoru! JESTEM lekka i pełna wigoru, prawda? No więc, potem próbuję go wypytać o JEGO pracę. Myślałam, że zdołam się subtelnie dowiedzieć prawdy o tej całej historii z sutkami.

Ale on wcale nie chciał mówić o sobie! Chciał tylko wiedzieć, gdzie studiowałam i takie tam. Wypytywał mnie o mnóstwo rzeczy na temat Lansing. Jakby TO mogło być interesujące! Opowiedziałam mu, jak raz kiedyś do miasteczka przyjechały Anioły Piekieł, no i oczywiście o tornadzie, które zdarło dach z budynku stołówki gimnazjum (niestety, stało się to latem, więc nawet nie mieliśmy wolnego).

Wreszcie zabrakło mi pary i zaproponowałam, żebyśmy wrócili do domu. Ale po drodze do metra mijaliśmy bar, gdzie grali bluesa na żywo! Wiesz, że nie umiem się oprzeć bluesowi. Albo zauważył, że mam żałosną minę, albo co, w każdym razie powiedział: „Wejdźmy do środka”.

Kiedy zobaczyłam, że wstęp kosztuje piętnaście dolarów i jeszcze trzeba zamówić minimum dwa drinki, powiedziałam coś w rodzaju: „Nie, naprawdę nie musimy…”, ale on stwierdził, że kupi drinki, jeżeli ja zapłacę za wjazd, co moim zdaniem było bardzo przyzwoite z jego strony, bo sama wiesz, że w takich miejscach liczą sobie po dziesięć dolarów za jedno piwo. Więc weszliśmy do środka i wtedy jakoś odzyskałam wigor, i bardzo dobrze się bawiłam, i piłam piwo, i jadłam orzeszki ziemne, i rzucałam skorupki na podłogę, a potem zespół zrobił sobie przerwę i okazało się, że jest północ, i oboje jak na komendę wrzasnęliśmy: „O mój Boże, Paco!”

No więc pognaliśmy z powrotem – podzieliliśmy się opłatą za taksówkę, dość sporą, ale o tej porze dużo szybciej taksówką niż metrem – i udało nam się wrócić, zanim nastąpił jakiś poważniejszy wypadek (pies nawet nie zdążył zacząć wyć), no więc powiedziałam mu „dobranoc” przy windzie, a on powiedział, że powinniśmy to kiedyś powtórzyć, a ja stwierdziłam, że bardzo chętnie i że wie, gdzie mnie znaleźć, i wtedy poszłam do siebie do mieszkania i wzięłam prysznic, żeby zmyć z włosów ten dym z baru, bo cała byłam przesiąknięta tym dymem.

Zauważ proszę, że nie doszło do żadnych awansów (to dotyczy obu stron) i że wszystko odbyło się w bardzo przyjaznej atmosferze, bez niedomówień i po dorosłemu. I teraz mam nadzieję, że będziesz się wstydziła za siebie i za te wszystkie podłe rzeczy, które o nim myślałaś, bo on jest naprawdę bardzo miły i zabawny, i miał na sobie bardzo fajne dżinsy, dawno takich nie widziałam – nie za obcisłe, ale też i nie za luźne, z paroma szalenie interesującymi wytartymi miejscami, plus rękawy koszuli podwinięte niemal do łokcia…

Oho, idzie George. Zaraz mnie zabije, bo wciąż jeszcze nie dostał jutrzejszej kolumny. Muszę spadać.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Zaraz, zaraz…

…dlaczego on NIE PRÓBOWAŁ mnie podrywać? O mój Boże! Ja jednak naprawdę muszę być odrażająca!

Mel

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Ta ruda ma z tym coś wspólnego, prawda?

No cóż, OCZYWIŚCIE. John

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Możesz mnie zaskarżyć

Dobra. Po pierwsze, nie jesteś odrażająca. Skąd ci się biorą takie pomysły?

Po drugie, zawsze jestem skłonna przyznać się do pomyłki, więc teraz przyznaję: myliłam się co do tego faceta. Przynajmniej jak do tej pory.

Moim zdaniem to trochę dziwne, że on chce, żebyś nazywała go John. No bo co to za przezwisko: JOHN? Powiem ci od razu: to jest imię, a nie przezwisko.

Ale nieważne. Miałaś rację. Nie jesteś dzieckiem. Możesz podejmować własne decyzje. Chcesz siedzieć i słuchać bluesa, jeść orzeszki ziemne i rozmawiać z nim ó kataklizmach natury? A proszę cię bardzo. Nie będę próbowała cię powstrzymywać. To naprawdę nie jest moja sprawa.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Co się z tobą…

…dzieje? Od pięciu lat, odkąd się znamy, wtykałaś nos we wszystkie szczegóły mojego życia – tak samo jak ja w szczegóły twojego. Więc skąd teraz nagle te bzdury w rodzaju: „To naprawdę nie jest moja sprawa”?

Czy stało się coś złego, a ty mi o tym nie powiedziałaś? Ty i Tony pogodziliście się, prawda? To znaczy, po kłótni na temat tego, co Tony powiedział u wujka Giovanniego. Mam rację? Prawda?

Nadine, ty i Tony nie możecie ze sobą zerwać. Jesteście jedyną znaną mi parą, która faktycznie wydaje się szczęśliwa. Oczywiście poza Jamesem i Barbrą.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Tak, Tony i ja…

…pogodziliśmy się. To nie ma z nim nic wspólnego. A przynajmniej nie bezpośrednio. Tylko że – i naprawdę nie chcę, żeby to brzmiało jak użalanie się nad sobą albo bezsensowne marudzenie, albo coś takiego, ale… – rzecz w tym, Mel, że jestem po prostu… GRUBA!

Jestem tak strasznie gruba i w żaden sposób nie mogę schudnąć, i mam dosyć jedzenia chrupek ryżowych, a Tony ciągle przynosi do domu z restauracji resztki świeżego chleba, i robi z nich rano francuskie grzanki…

Ja kocham Tony’ego, naprawdę go kocham, ale sama myśl, że stanę przed ołtarzem i do całej jego rodziny odwrócę się tyłkiem w takim rozmiarze, sprawia, że mam ochotę się powiesić. Mówię poważnie. Gdybyśmy tylko mogli razem uciec…

Nadine:-(

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nie!

Nie możecie uciec. Jeżeli uciekniecie, to co ja zrobię z tą głupią sukienką druhny w kolorze bakłażana, którą kazałaś mi kupić. Dobra. Dosyć tego, Nadine. Sama mnie do tego zmusiłaś. Ale chcę, żebyś pamiętała o jednym – robię to dla twojego dobra.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Robisz co?

Mel, o co chodzi? Strasznie mnie zdenerwowałaś. Nie cierpię, kiedy jesteś taka.

A ja myślałam, że podobały ci się sukienki dla druhen, które wybrałam.

Mel???

MEL???

Nadine.

Do: Amy Jenkins ‹amy.jenkions@thenyjournal.com›

Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Program utraty wagi

Droga panno Jenkins,

skoro wy, pracownicy Działu Kadr, jesteście tak chętni do udzielania pomocy nam, zabieganym redaktorom z newsroomu, zastanawiam się właśnie, czy mogłaby pani dać nam znać, gdyby New York Journal” oferował swoim pracownikom zniżkowe karnety do którejkolwiek z pobliskich siłowni? Proszę mnie zawiadomić jak najszybciej. Dziękuję.

Melissa Fuller

Redaktorka Strony Dziesiątej

„New York Journal”

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Czyś ty kompletnie oszalała?

CO TY WŁAŚCIWIE WYRABIASZ NAJLEPSZEGO???

Ja nie mogę się zapisać do siłowni! Mam depresję, a nie skłonności samobójcze! Ja cię po prostu zamorduję…

Nadine

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.conn›

Temat: Skoro już mowa o katastrofach

Cześć, słyszałeś najnowsze wiadomości? Na Bahamach tworzy się potężny tropikalny niż. Moim zdaniem wkrótce zrobi nam się z tego tropikalny huragan, i to już na dniach. Trzymaj kciuki.

Mel

PS Następnym razem, kiedy będziesz chciał iść odwiedzić ciotkę, daj mi znać, a chętnie pójdę z tobą. Słyszałam, że ludzie w śpiączce rozpoznają głosy znajomych, więc może mogłabym coś do niej pogadać. Wiesz, kiedyś widywałam się z nią prawie codziennie…

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Ja

Cześć! Jak leci? Dawno się nie słyszeliśmy, co? Pomyślałem sobie właśnie, że sprawdzę, jak się rzeczy mają. Co u ciotki? Przekręciła się już?

Tylko żartuję. Wiem, że jesteś na ten temat przewrażliwiony, więc nie będę sobie dowcipkował na temat starszych pań, które się wybierają na spotkanie ze Stwórcą.

Poza tym, ja kocham tę starą harpię. Naprawdę.

No cóż, tu w Key West wszystko idzie pływające. Mówię to dosłownie. Viv i ja odkryliśmy któregoś dnia plażę nudystów i mogę ci, John, powiedzieć tylko jedno – jeżeli nie pływałeś na golasa z supermodelką o wygimnastykowanych nogach, to nie znasz życia, synu.

Teraz Viv jest w mieście i depiluje sobie okolice bikini (to na te okazje, kiedy musimy zakładać ciuchy, na przykład przy basenie hotelowym), postanowiłem więc dowiedzieć się, co słychać u ciebie, stary. Wiesz, naprawdę wyratowałeś mnie z niezłych tarapatów i nie myśl sobie, że tego nie doceniam.

W rzeczy samej, doceniam do tego stopnia, że postanowiłem udzielić ci paru rad. Rad na temat kobiet, oczywiście, skoro wiem, jak ty sobie z nimi poczynasz. Przede wszystkim, nie powinieneś być taki nadęty. Naprawdę nie jesteś odpychającym facetem. A teraz, kiedy – mam nadzieję – ubierasz się dzięki moim wskazówkom z nieco większą klasą, na pewno trochę więcej się wokół ciebie dzieje. Myślę, że już czas zająć się Przewodnikiem po Kobietach – Panoptikonem Maksa Friedlandera. Istnieje siedem rodzajów kobiet. Zapisałeś? Siedem. Nie więcej. Nie mniej. To wszystko. Oto poszczególne typy:

1. ptasi

2. krowi

3. psi

4. kozi

5. koński

6. koci

7. świniowaty

Teraz tak: mogą się trafiać kombinacje niektórych charakterystyk. Na przykład można spotkać bardzo świniowatą młodą damę – hedonistyczną, łakomą itd. – która ma w sobie także coś ptasiego – pustą głowę, trochę może roztrzepaną. Twierdzę, że najlepszym połączeniem jest dziewczyna taka jak Vivica: kocia – seksowna i niezależna, a jednocześnie podobna do konia – dumna, ale romantyczna. Naprawdę lepiej unikać typu psiego – zbyt uległy – oraz krowiego – nazwa mówi sama za siebie. No i trzymałbym się z daleka od kóz – są krnąbrne i za bardzo lubią różne gierki, i tak dalej.

No cóż, to wszystko na dzisiaj. Mam nadzieję, że podobała ci się lekcja – i że była zrozumiała. Wiesz, jestem w tej chwili pijany w trupa.

Max

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Ty

Proszę cię, nie pisz do mnie więcej. Będę wyprowadzał psa twojej ciotki i karmił koty twojej ciotki. Będę udawał, że jestem tobą.

Ale nie pisz do mnie więcej. Czytanie twoich żałosnych wynurzeń na temat, którego najwyraźniej nigdy, ale to przenigdy nie pojmiesz, to po prostu więcej, niż mogę na tym etapie mojego życia znieść.

John

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Ruda

Cześć, John, to ja, S tacy. Jason nie chciał cię zapytać, więc sama to zrobię: Jak leci? To znaczy, z tą dziewczyną j udawaniem Maksa Friedlandera, i tak dalej? Daj mi znać!

Całuję Stacy

PS Brakowało nam ciebie na otwarciu tamtego skrzydła. Szkoda, że cię nie było. Twojej babce było bardzo przykro, dziewczynkom też. Naprawdę nie dają mi spokoju i wypytują, czy jeszcze kiedyś do nas przyjdziesz. Przyjdziesz?

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Jak leci?

Jak leci? Pytasz mnie, jak leci, Stacy? No to ci powiem: jak krew z nosa, dziękuję. Tak właśnie. Jak krew z nosa. Wszystko jest do chrzanu. Oczywiście, nic nie powinno być do chrzanu. Wszystko powinno być wspaniale. Poznałem tę ABSOLUTNIE świetną dziewczynę. Naprawdę ABSOLUTNIE świetną, Stace: ona lubi tornada i bluesa, i wszystko, co dotyczy seryjnych morderców. Z takim samym entuzjazmem łyka ploteczki na temat sławnych ludzi i zabiera się za talerz wieprzowiny moo shu, nosi buty na o wiele za wysokich obcasach i wygląda w nich rewelacyjnie – ale wygląda tak samo świetnie w tenisówkach i w dresie. I jest MIŁA. No naprawdę, z gruntu miła. W mieście, w którym nikt nie zna swoich sąsiadów, ona nie tylko swoich zna, ale jeszcze się nimi INTERESUJE. A przecież mieszka na MANHATTANIE. Na Manhattanie, gdzie ludzie jakby nigdy nic przechodzą nad ciałami bezdomnych, żeby się dostać do ulubionej restauracji. Jeżeli chodzi o Mel, ona nigdy tak naprawdę nie wyjechała z Lansing w stanie Illinois, miasteczka o trzynastu tysiącach mieszkańców. Broadway równie dobrze mógłby się nazywać: ulica Główna.

I zrozum jeszcze jedno: wczoraj wyszliśmy razem na miasto i ona nie chciała mi pozwolić, żebym za nią płacił. Tak, dobrze to przeczytałaś: NIE CHCIAŁA POZWOLIĆ, ŻEBYM ZA NIĄ PŁACIŁ. Powinnaś była widzieć jej minę, kiedy się zorientowała, że już zdążyłem kupić bilety do kina. Żadna kobieta, z którą się umawiałem (a w przeciwieństwie do tego, co mógł ci wmawiać mój brat, wcale aż tak wiele ich nie było), nigdy nie zapłaciła za swój bilet do kina, kiedy się ze mną umawiała – ani za nic innego, skoro już o tym mówimy.

Nie chodzi o to, że kiedykolwiek przeszkadzało mi, że płacę. Tylko żadna z nich nigdy nawet nie ZAPROPONOWAŁA. I tak, owszem, wszystkie wiedziały, że się umawiają z Johnem Trentem z tych Trentów z Park Avenue. Ale one nigdy nawet nie PROPONOWAŁY.

Nadążasz za mną, jak do tej pory, Stace? Po Heather i Courtney, i Meghan (mój Boże, pamiętasz Meghan? I katastrofę z teksańskim dipem?), i Ashley, i wszystkich innych, wreszcie poznałem jakąś Mel, która prawdopodobnie bardziej interesuje się mną niż moim portfelem inwestycyjnym… A ja nawet nie mogę jej powiedzieć, jak się naprawdę nazywam. Nie, ona myśli, że jestem Maksem Friedlanderem. Maksem Friedlanderem, którego mózg, zaczynam żywić pewne obawy, uległ atrofii, kiedy facet miał mniej więcej szesnaście lat. Maksem Friedlanderem, który spisał dla mnie panoptikum typów kobiecego charakteru. Moim zdaniem na pewno podparł tę wiedzę oglądaniem porannych kreskówek Hanna-Barbera. Wiem, co na to powiesz. Dokładnie wiem, co zasugerujesz, Stace. A odpowiedź brzmi: nie. Nie mogę. Może gdybym nie okłamywał jej od samego początku. Może gdybym w pierwszej chwili, kiedy ją poznałem, powiedział: „Słuchaj, ja nie jestem Max. Max nie mógł przyjść. Martwi się tym, co się stało jego ciotce, więc wystał mnie w zastępstwie.”

Ale ja tego nie powiedziałem. Skrewiłem. Spieprzyłem sprawę od samego początku.

Teraz jest już za późno, żeby powiedzieć jej prawdę, bo cokolwiek będę jej próbował wyjaśnić, pomyśli, że znów ją okłamuję. Może się do tego nie przyzna. Ale w głębi ducha zawsze będzie myślała: „Może teraz też kłamie”. Nie próbuj mi wmawiać, że tak nie będzie, Stace. A teraz ona chce, żebym poszedł z nią odwiedzić ciotkę Maksa. Uwierzyłabyś? Tę pogrążoną w śpiączce ciotkę! Mówi, że czytała, że ludzie w śpiączce czasami słyszą, co się wokół nich dzieje, a nawet rozpoznają głosy znajomych osób. Cóż, ciotka Helen w żaden ludzki sposób nie rozpozna mojego głosu, prawda?

No więc sama widzisz. Oto moje cholerne życie w pigułce. Masz na to jakąś radę? Jakieś sensowne słowa kobiecej mądrości? Nie, nie sądzę. Jestem doskonale świadom, że sam sobie wykopałem tę mogiłę. Chyba nie mam teraz innego wyjścia, tylko się w niej położyć. Pogrzebowo twój,

John

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Kotku, nie mogłam nie podsłuchać twojej małej pogawędki z Nadine przy faksie – czy to prawda, że obydwie zapisałyście się na siłownię i zaczynacie zajęcia na rowerach stacjonarnych? No cóż, brawo dla tych pań! Życzę wam jak najwięcej pary. Dajcie mi znać, czy są tam jakieś ławki albo trybuny, na których można sobie usiąść, przyglądać się i dopingować was (i czy oferują tam napoje chłodzące, najchętniej alkoholowe, bo to jedyny sposób, żeby MNIE zaciągnąć do siłowni, na Boga!).

W każdym razie, chciałabym coś dodać do tej drugiej sprawy, o której wspominałaś, jak słyszałam. Zastanawiasz się, czemu Max Friedlander się do ciebie nie przystawiał? Pomyśl trochę, a wszystko stanie się jasne… Weź tylko pod uwagę wszystkie historie, które słyszałaś o jego przygodach z KOBIETAMI, mimo tego jego lęku przed podjęciem zobowiązań, jego obsesję zrobienia jak najlepszego ujęcia, cokolwiek akurat fotografuje, jego stalą potrzebę akceptacji, jego odmowę ustatkowania się i teraz tę dziwaczną zmianę imienia…

Naprawdę, wszystko to da się sprowadzić do jednego prostego faktu:

On jest gejem.

Kotku, to zupełnie oczywiste. To dlatego nie próbował cię podrywać.

Buziaki Dolly

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Uspokój się

On nie jest gejem. Jasne? To cała nasza Dolly. Ona ci robi wodę z mózgu. Nudzi się. Peter Hargrave nie chce opuścić dla niej swojej żony, Aaron wciąż marzy o tobie, a Doiły nie ma nic lepszego do roboty, niż się nad tobą znęcać. A ty zgadzasz się grać jej kartami, kiedy tak się pozwalasz dołować. No dobra, jutro idziemy na rowerek o dwunastej czy o siedemnastej trzydzieści?

Nadine

PS Nie muszę ci chyba mówić, z jakim obrzydzeniem zgadzam się na to, prawda? Na te całe ćwiczenia? W razie gdybyś nie wiedziała, nie cierpię tego. Z całego serca nienawidzę się pocić. To wbrew naturze. Naprawdę.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Ale to by wyjaśniało…

…dlaczego on nie próbował mnie pocałować ani objąć, ani nic!

On jest gejem!

A ja zaproponowałam, że następnym razem, kiedy będzie szedł do szpitala odwiedzić ciotkę, pójdę z nim. Na pewno wyszłam na największą narzucającą się idiotkę na świecie!

Mel

PS Chodźmy na dwunastą i będziemy miały z głowy. Wiem, że tego nie cierpisz, Nadine, ale to dla twojego dobra. A pocenie się jest zgodne z naturą. Ludzie to robią od tysięcy lat.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Czy ty…

…cierpisz na uszkodzenie połączeń synaptycznych?

Po pierwsze, on nie jest gejem.

Po drugie, gdyby nawet był gejem, propozycję, że pójdziesz z nim odwiedzić jego pozostającą w stanie śpiączki ciotkę, trudno nazwać narzucaniem się. To w gruncie rzeczy bardzo miłe z twojej strony.

Tłumaczyłam ci, żebyś nie słuchała Doiły. Przypominasz sobie koronkową narzutę? Pamiętasz, że widziałaś, jak karmił psa alpo na środku łóżka? Czy jakikolwiek gej zrobiłby coś TAKIEGO z koronkową narzutą na łóżko?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Och

Tak. Masz rację. Żaden gej nigdy nie potraktowałby koronek w taki sposób.

Dzięki Bogu, że mam ciebie, Nadine.

Mel

PS Ale jeżeli nie jest gejem, to dlaczego do tej pory mi nie odpisał? Całe wieki temu wystałam mu maiła na temat jakichś tropikalnych niżów, które tymczasem już zdążyły się zamienić w huragan!

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Och, na litość boską…

Po prostu zadzwoń do tej dziewczyny, dobra? Ty tam siedzisz i posypujesz sobie głowę popiołem, a tymczasem jakiś inny facet sprzątnie ci ją sprzed nosa!

Nie przejmuj się, problem z Maksem Friedlanderem sam się jakoś rozwiąże. Nie uwierzyłbyś, jakie kłamstwa opowiadał mi Jason, kiedy zaczynaliśmy ze sobą chodzić… A najlepsze było chyba to, jakoby kiedyś spotykał się z Jodie Foster. Zapomniał tylko dodać, że działo się to na promie, którym płynął do Kalifornii.

Tak, „spotykał się” z nią, jasne.

Och, a twoja babka pokazała mi zdjęcie Michelle, o której twój brat twierdzi, że to najpiękniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek widział. Ha? Ktoś tu ma źle w głowie. A świstak siedzi i zawija je w te sreberka…

Jason właśnie przyszedł. Wrzeszczy coś o spalonym serze i dlaczego sobie nie założę własnego konta pocztowego, i czemu muszę ciągle grzebać w jego własnym, a na dodatek usiłuje zepchnąć mnie z krzesła, mimo że jestem w siódmym miesiącu ciąży z jego nienarodzonym synem; już nie wspomnę, że jestem matką dwóch jego córek.

Stacy

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Odczep się

Chciałbym tylko zaznaczyć, że podczas gdy ty zawracasz głowę mojej żonie swoimi durnymi problemami – z których większość, notabene, sam ściągnąłeś sobie na głowę – tutaj wszystko się wali. Przed chwilą sam musiałem zrobić dziewczynkom lunch. Ser stopił mi się w testerze i wywołał pożar. Więc mam ci do powiedzenia tylko jedno: znajdź sobie wreszcie własną żonę, a od mojej się odczep.

Jason

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: CZEŚĆ, WUJKU JOHNIE

TO MY, HALEY I BRITTANY. MAMUSIA I TATUŚ STRASZNIE SIĘ KŁÓCĄ O TO, CO POWINIENEŚ ZROBIĆ Z TĄ RUDĄ PANIĄ. MAMUSIA MÓWI, ŻE POWINIENEŚ DO NIEJ ZADZWONIĆ I ZAPROSIĆ JĄ NA OBIAD, A TATUŚ MÓWI, ŻE POWINIENEŚ SZYBKO PÓJŚĆ NA PSYCHOTERAPIĘ.

JEŻELI OŻENISZ SIĘ Z TĄ RUDĄ PANIĄ, TO CZY ONA BĘDZIE NASZĄ CIOCIĄ?

KIEDY DO NAS PRZYJDZIESZ? TĘSKNIMY ZA TOBĄ. BYŁYŚMY BARDZO GRZECZNE. ZA KAŻDYM RAZEM, KIEDY TA ŻYŁKA NA CZOLE TATUSIA ROBI SIĘ PURPUROWA, ŚPIEWAMY PIOSENKĘ, KTÓREJ NAS NAUCZYŁEŚ, TAK JAK NAM KAZAŁEŚ. TĘ O ROZSTROJU ŻOŁĄDKA. NO CÓŻ, MUSIMY JUŻ IŚĆ, TATUŚ MÓWI NAM ŻEBYŚMY POSZŁY PRECZ OD JEGO BIURKA. NAPISZEMY WKRÓTCE!!!

CAŁUSY

BRITTANY I HALEY

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Grad wielkości pitek baseballowych i inne anomalie pogodowe

Droga Melisso!

Przepraszam, że tak długo się nie odzywałem. Było parę spraw, którymi musiałem się zająć. Wygląda jednak na to, że wszystko znalazło się mniej więcej pod kontrolą – o tyle, o ile się chwilowo da.

Bardzo miło z twojej strony, że chcesz iść ze mną w odwiedziny do ciotki, ale to naprawdę nie jest konieczne. Zaraz. Moment. Wiem, co na to powiesz. Więc żeby cię uprzedzić, czy mogę zaproponować, żebyśmy poszli do szpitala jutro wieczorem, jeżeli nie masz innych planów? I myślę, że moglibyśmy wykorzystać tę okazję, żeby przedyskutować coś, co już od jakiegoś czasu leży mi na sercu – od chwili, kiedy cię poznałem – to znaczy wielki dług, jaki mam u ciebie za to, że uratowałaś życie mojej ciotce. Stop. Nic nie mów. Wiem, co masz zamiar odpowiedzieć. Ale w gruncie rzeczy dokładnie coś takiego zrobiłaś. Policja mi mówiła.

Więc chociaż jest to zupełnie niewystarczająca forma wyrażenia mojej niezmiernej wdzięczności za to, co zrobiłaś, mam nadzieję, że pozwolisz mi się zabrać na obiad któregoś wieczoru. A ponieważ wiem, jak głęboko może to urazić twoje uczucia rodem ze Środkowego Zachodu, jestem gotów pozwolić ci wybrać restaurację, w razie gdybyś miała się martwić, że wybiorę takie miejsce, które doprowadzi mnie do bankructwa. Przemyśl to i odezwij się. Jak sama wiesz, dzięki Paco moje wieczory są całkiem wolne gdzieś tak do jedenastej.

Pozdrawiam John

PS Oglądałaś wczoraj wieczorem Weather Channel? Dlaczego zawsze tak jest, że ludzie, którzy usiłują pokonać wozem terenowym rzekę wezbraną powodzią, z reguły nie potrafią pływać?

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Odpisał!

I zaprosił mnie na randkę.

No cóż, coś w tym rodzaju. Chociaż to chyba raczej akt litości („żal mi cię i jestem ci wdzięczny”) niż prawdziwa randka. Ale może, jeżeli uda mi się kupić odpowiednią sukienkę… Jesteś ekspertem od restauracji. Którą powinnam wybrać?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Nie będziesz miała forsy…

…na czynsz w przyszłym miesiącu, jeżeli zamierzasz ciągle kupować ciuchy, żeby zrobić wrażenie na tym gościu. Mam pomysł. Włóż coś, co już masz w szafie. Nie zdążył jeszcze zobaczyć wszystkich twoich rzeczy. Wprowadził się zaledwie ze dwa tygodnie temu, a ja wiem, że masz jakieś dziesięć milionów spódnic.

Mam jeszcze inny pomysł. A gdybyście tak oboje przyszli do Fresche? W ten sposób Tony i ja będziemy mogli przyjrzeć mu się i powiemy ci potem, co myślimy. To tylko taki pomysł.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Ha!

Czy ty masz mnie za idiotkę? Nie pokażemy się we Fresche nawet za milion lat.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Więc jesteśmy za mało wyszukani dla panienki, tak?

Jeśli dobrze zrozumiałem, wybiła godzina prawdy. No bo najwyraźniej masz wobec mojej restauracji jakieś uprzedzenia. Szkoda, że nic o tym nie wiedziałem. Cóż, zdawało mi się, że jesteśmy przyjaciółmi.

Przecież ilekroć proponowałem, że zrobię ci kawałek mojego klasycznego kurczaka paillard z grilla, nigdy nie oponowałaś. Czy to możliwe, że przez cały czas po prostu starałaś się nie robić mi przykrości?

I co z Nadine? Tak naprawdę ona nie jest twoją najbliższą przyjaciółką, dobrze mówię? Pewnie masz jakąś inną najlepszą przyjaciółkę upchniętą gdzieś na boku na wypadek sytuacji awaryjnych, tak? Proszę, jak teraz wszystko wychodzi na jaw.

Tony

Do: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Sam doskonale wiesz…

…czemu nie chcę iść do twojej restauracji. Nie mam ochoty, żeby cały czas gapiła się na mnie moja najlepsza przyjaciółka i jej narzeczony! I ty o tym wiesz.

Naprawdę bywasz nieznośny, mówiłam ci już? Dobrze chociaż, że jesteś takim świetnym kucharzem – no i takim przystojniakiem, naturalnie.

Mel;-)

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Obiad

Kotku, czyś ty oszalała? Po prostu musisz go skłonić, żeby cię zabrał do La Grenouille.

I nie myśl sobie, że go na to nie stać. Mój Boże, Max Friedlander zarobił fortunę, fotografując tę małą Vivicę dla nowej kampanii reklamowej Maybelline.

A poza tym, w końcu udzieliłaś kobiecie pierwszej pomocy. Już za to samo jest ci winien jakiś drobiazg, co najmniej od Tiffany’ego albo Cartiera.

Buziaki

Dolly

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Corner Bistro

Tam niech cię zabierze ten facet. Najlepsze burgery w całym mieście. Poza tym można przy jedzeniu obejrzeć mecz.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Jimmy Chu ‹james.chu@thenyjournal.com›

Temat: Jak w ogóle możesz…

… choćby myśleć o tym, żeby pójść gdzie indziej niż do Peking Duck House? Wiesz, że tam dają najlepszą kaczkę po pekińsku w całym Nowym Jorku.

Jim

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Temat: Gejowski radar

Nadine dała mi do przeczytania ostatniego maiła od twojego przyjaciela, Johna, i mogę powiedzieć bez wahania, jako zdeklarowany homoseksualista, że ten człowiek jest hetero. Żaden gej, którego znam, nie pozwoliłby kobiecie wybrać restauracji, nawet gdyby ocaliła życie jego ciotce. Niech on cię zabierze do Fresche. Nadine i ja, i cała reszta paczki mogłaby usiąść sobie przy barze i udawać, że cię nie znamy. Proszę cię, niech on cię zabierze do Fresche… Baw się dobrze i pamiętaj, żeby uprawiać bezpieczny seks, słyszysz?

Tim

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Na miłość boską…

…czy możesz przestać opowiadać o moim życiu prywatnym wszystkim ludziom, którzy tu pracują? To takie upokarzające! Tim Grabowski od informatyków właśnie przysłał mi maiła. A jeżeli informatycy już wiedzą, to doskonale wiesz, że za chwileczkę będzie o tym mówić cały dział kultury. A jeśli ktoś z działu

kultury zna Maksa Friedlandera i powie mu, że wszyscy z działu wydarzeń o nim gadają? Nadine, na litość boską, co ty wyprawiasz?!

Mel

Do: Dolly Vargas ‹dollyvargas@thenyjournal.com›

Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Tim Grabowski ‹timothygrabowski@thenyjournal.com›

George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Jimmy Chu ‹james.chu@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Mel

Słuchajcie ludzie, odczepcie się od niej. Tylko ją denerwujemy. Doiły, ja mówię serio, więc nawet nie myśl o następnej zasadzce w damskiej łazience.

Nadine

PS Poza tym sami wiecie, że ona nie umiałaby utrzymać tajemnicy, nawet gdyby od tego zależało jej życie. Wygada się w końcu, dokąd idą, a wtedy ją mamy.;-)

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Obiad

Drogi Johnie!

Cześć! To naprawdę miło, że chcesz mnie zabrać na obiad, ale naprawdę nie trzeba. Z przyjemnością zrobiłam dla twojej cioci, co się dało. Żałuję tylko, że nie mogłam zrobić nic więcej.

Ale jeśli naprawdę nalegasz, to mnie jest wszystko jedno, dokąd pójdziemy.

No cóż, właściwie to nie do końca prawda – jest jedno miejsce, do którego NIE CHCĘ iść, to znaczy Fresche, Ale poza tym może być każde inne. Może ty mnie czymś zaskoczysz?

Do zobaczenia na piętnastym piętrze dzisiaj o szóstej (wizyty na OIOM-ie tylko między szóstą trzydzieści a siódmą).

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Obiad

Umowa stoi.

Zrobię rezerwację na ósmą. Jednak mam nadzieję, że wiesz, co robisz, pozwalając mi wybrać restaurację. Widzisz, ja mam wielkie upodobanie do flaczków.

John

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nie wierzę ci

Chcesz mnie przestraszyć?

Wychowałam się na farmie. Jedliśmy flaczki na grzankach co dzień na śniadanie.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Teraz ty…

…usiłujesz mnie wystraszyć. Do zobaczenia o szóstej.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Sierżant Paul Reese ‹preese@89komisariat.nyc.org›

Temat: Wczorajszy wieczór

Słuchaj, Trent, nie wiem, jak cię przepraszać. Nie wiem, o co chodzi między tobą a tą rudą laską, ale nie chciałem ci niczego spieprzyć. Tylko okropnie się zdziwiłem na twój widok! To znaczy – John Trent w Centrum Medycznym dla Zwierząt? Co on tu robi, pomyślałem. Tropi seryjnego mordercę chomików, czy jak? Przepraszam. Nie mogłem się powstrzymać. A poważnie, poszliśmy tam zbadać Hugona, to nasz policyjny pies, wykrywa materiały wybuchowe. Jakiś dureń dał mu po lunchu resztki jedzenia z KFC, a przecież wszyscy mówią, że psu nie wolno dawać kości z kurczaka… No cóż, okazało się, że to prawda. Ale mamy nadzieję, że Hugo się z tego wyliże. Na pewno się wyliże. Ale co TY tam robiłeś, człowieku? Wyglądałeś, jakbyś był zdenerwowany. No cóż, przynajmniej jak na faceta ze świetną laską u boku.

Daj mi znać, czy mogę coś zrobić, żeby ci to wynagrodzić… Może trzeba anulować jakieś mandaty za złe parkowanie? Zatrzymać na weekend bez możliwości wyjścia za kaucją męża tej rudej? Cokolwiek. Zrobię, co tylko chcesz, żeby tylko to naprawić.

Paul

Do: Sierżant Paul Reese ‹preese@89komisariat.nyc.org›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Wszystko zostało wybaczone

Przynajmniej na razie, chociaż wczoraj z radością bym cię udusił.

Nie, oczywiście, to nie była twoja wina. W końcu powiedziałeś tylko: „Jak leci, Trent?”, jak każdy normalny człowiek. Skąd miałeś wiedzieć, że obecnie używam przybranego nazwiska?

Ale to, co zaczęło się jako najbardziej nieudany wieczór wszech czasów (kto by pomyślał, że koty zjadają gumowe opaski? z pewnością nie ja), skończyło się jako sama radość. Wiec możesz uznać, że ci wybaczono, przyjacielu. A jeśli chodzi o tę rudą, no wiesz… To długa historia. Może nawet pewnego dnia ci ją opowiem. Zależy, oczywiście,’ jak wszystko się dalej potoczy.

Na razie jednak muszę wracać do Centrum Medycznego. Mam odebrać kota, który podobno szybko wraca do zdrowia po operacji jelita. A po drodze do domu mam zamiar kupić temu kotu największą, najbardziej śmierdzącą rybę, jaką kiedykolwiek widziałeś, w ramach podziękowania za wielką przysługę, którą mi wyświadczył, zżerając tę gumową opaskę.

John

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: No i???

Co miałaś na sobie? Gdzie w końcu jedliście? Dobrze się bawiłaś?

CO SIĘ STAŁO???

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Stało się

› Co miałaś na sobie?

Czarną portfelową spódnicę od Calvina Kleina z jedwabnym jasnoniebieskim sweterkiem w serek, z rękawami do łokcia, i niebieskie sandały wiązane wokół kostek, na siedmioipółcentymetrowym obcasie.

› Gdzie w końcu jedliście?

W końcu nigdzie nie poszliśmy. Przynajmniej nie na obiad.

› Dobrze się bawiłaś?

TAK.

› CO SIĘ STAŁO???

To się stało.

No dobra, niezupełnie, ale prawie. Stało się to, że kiedy nakładałam ostatnią warstwę szminki, rozległo się pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. To był John. Nawet założył krawat! Nie wierzyłam własnym oczom. Wyglądał świetnie – ale miał naprawdę zmartwioną minę. Więc zapytałam z miejsca:

– Co się stało? A on mi na to:

– Tweedledum. Coś się z nim dzieje. Mogłabyś zajrzeć do mnie i zerknąć na niego?

No więc poszłam i zerknęłam, i nie było wątpliwości, Tweedledum, który jest zdecydowanie aktywniejszym i bardziej przyjaznym z dwóch kotów pani Friedlander, leżał pod stołem w salonie i miał taką minę, jakby zjadł o wiele za dużo wafelków. Nie dat się nikomu dotknąć, prychał, kiedy próbowałam. Nagle coś sobie przypomniałam i powiedziałam:

– O mój Boże, a zdjąłeś te gumowe opaski z „Chronicie”, kiedy przyniosłeś prasę do domu?

Bo wiesz, „Chronicie” jest tak zarozumiałą gazetą, że zawsze ją dostarczają spiętą gumową opaską, żeby ze środka nie wylatywały poszczególne dodatki. Czytelnicy dostaliby szału, gdyby chociaż jednego zabrakło i nie mogliby przeczytać swoich ukochanych stron finansowych, czy czegoś tam. A John powiedział:

– Nie, a po co?

I wtedy zdałam sobie sprawę, że zapomniałam mu wytłumaczyć najważniejszą rzecz związaną z opieką nad psem i kotami jego ciotki: Tweedledum zjada te gumowe opaski. Jego brat robił to samo. I dlatego jego brata już nie ma wśród nas.

– Musimy natychmiast zabrać kota do kliniki! – krzyknęłam.

John osłupiał.

– Żartujesz, prawda?

– Nie, mówię poważnie. Owiń go ręcznikiem. John cały czas stał bez ruchu.

– Ty naprawdę mówisz poważnie.

– Absolutnie poważnie – odparłam. – Trzeba usunąć tę gumową opaskę, zanim coś mu zablokuje w środku. W gruncie rzeczy nie mam pojęcia, czy gumowa opaska może cokolwiek zablokować, ale wystarczyło spojrzeć w zamglone oczy kota. To zwierzę cierpiało.

No więc John wziął ręcznik i zawinęliśmy Tweedleduma (John dorobił się paru paskudnych zadrapań, zanim mu się udało), i pojechaliśmy do Centrum Medycznego dla Zwierząt, bo wiem, że tam właśnie pani Friedlander zabrała Tweedledee, kiedy miał to fatalne zajście z gumową opaską z „Chronicie”. Wiem, bo poprosiła żałobników o przesłanie dotacji dla kliniki zamiast kwiatów po zejściu Tweedledee.

Kiedy tylko weszliśmy do środka, zabrali Tweedleduma na prześwietlenie. Nic nie mogliśmy zrobić, tylko czekać i modlić się. Ale wiesz, trochę trudno było mi czekać i się modlić, kiedy cały czas myślałam o tym, jak nie cierpię „Chronicie”, i że moja wielka randka wali się w gruzy. Przynajmniej, myślałam, to mogłaby być randka. Po prostu ciągle myślałam o tym, że „Chronicie” wiecznie nam podstawia nogę, i o tym, że urządzają sobie przyjęcia bożonarodzeniowe w Water Cłub, a nasze zawsze się odbywają w Bowimore Lanes. I że ich nakład przewyższa nasz o jakieś sto tysięcy i że zawsze wygrywają różne nagrody dziennikarskie, i że ich dział mody ma kolorowe zdjęcia, i że nawet nie mają kolumny plotkarskiej. No cóż, to wszystko wreszcie zaczęło mnie po prostu śmieszyć. Nie wiem dlaczego. Ale zaczęłam się śmiać, że „Chronicie” znów coś mi zdołała zepsuć.

A potem John zapytał mnie, dlaczego się śmieję, więc mu wyjaśniłam (to znaczy nie to, że „Chronicie” zrujnowała naszą randkę, ale całą resztę).

No więc wtedy John też zaczął się śmiać. Nie wiem, dlaczego ON tak się śmiał. No cóż, nie wydaje mi się takim specjalnie rozmodlonym typem. Śmiał się – co chwila wybuchał takim cichym śmiechem. Nawet próbował się opanować, ale od czasu do czasu coś mu się wyrywało.

Tymczasem do kliniki przychodzili jacyś przedziwni ludzie, z najdziwaczniejszymi przypadkami! Była tam na przykład jedna pani ze złotym retrieverem, który zjadł jej cały prozac. Inna przyniosła iguanę, która wyskoczyła z balkonu siódmego piętra (i wylądowała, na pierwszy rzut oka bez szwanku, na markizie delikatesów na samym dole). A jeszcze jedna przyszła ze swoim jeżem, który „był jakiś nieswój i dziwnie się zachowywał”.

– Jak – szepnął do mnie John – powinien zachowywać się porządny jeż?

To wcale nie było śmieszne. Tylko, że my NAPRAWDĘ nie mogliśmy przestać się śmiać. A wszyscy rzucali nam niechętne spojrzenia, co nas tylko jeszcze bardziej rozśmieszało. No więc siedzieliśmy tam, najszykowniej ubrani z tego całego towarzystwa, udawaliśmy, że jest nam wygodnie na twardych plastikowych krzesełkach i próbowaliśmy się nie śmiać, ale nie bardzo nam to wychodziło…

Tak było, póki nie weszli jacyś gliniarze. Przyszli zbadać swojego psa do wykrywania bomb, który zakrztusił się kością kurczaka. Jeden z policjantów zauważył Johna i powiedział:

– Cześć, Trent, jak leci?

I wtedy John przestał się śmiać. Zrobił się nagle strasznie czerwony i powiedział:

– Och, witam, sierżancie Reese.

Położył wyraźny nacisk na słowie „sierżant”. Sierżant Reese zrobił bardzo głupią minę. Zaczął coś mówić, ale właśnie wtedy wyszedł weterynarz i zawołał:

– Pan Friedlander? John podskoczył i powiedział:

– To ja.

I podbiegł do lekarza.

Powiedzieli nam, że Tweedledum rzeczywiście połknął gumową opaskę i że ona mu się zaplątała w jelicie cienkim, i że potrzebny będzie zabieg chirurgiczny, inaczej kot na pewno zdechnie. Zgodzili się przeprowadzić operację od razu, ale okazała się bardzo droga, bo kosztowała tysiąc pięćset dolarów i jeszcze dwieście dolarów za całonocny pobyt kota w klinice. Tysiąc siedemset dolarów! Byłam zaszokowana. John tylko skinął głową, sięgnął po portfel i zaczął wyciągać swoją kartę kredytową…

Ale zaraz szybko ją schował i powiedział, że zapomniał, ale na wszystkich kartach kredytowych przekroczył limit, i że po prostu pójdzie do bankomatu i weźmie gotówkę. Gotówkę! Miał zamiar zapłacić tysiąc siedemset dolarów gotówką! Za kota!

Ja mu jednak przypomniałam, że nie można wyciągnąć takiej gotówki z bankomatu w ciągu jednego dnia. Powiedziałam:

– Pozwól mi zapłacić za to moją kartą kredytową, a ty możesz mi zwrócić pieniądze później.

(Wiem, co powiesz, Nadine, ale to nieprawda; zwróciłby mi te pieniądze, jestem tego pewna).

Ale on kategorycznie odmówił. I zanim się zorientowałam, co się dzieje, podszedł do kasjera przedyskutować rozłożenie płatności w czasie, i zostawił mnie samą z weterynarzem i wszystkimi tymi gliniarzami, którzy wciąż stali dokoła i gapili się na mnie. Nie pytaj mnie, dlaczego się gapili. Najwyraźniej zawiniła moja zbyt krótka spódnica.

A potem John wrócił i powiedział, że wszystkim się już zajął, a gliniarze sobie poszli, a potem weterynarz zaproponował, żebyśmy poczekali, dopóki operacja się nie skończy, w razie gdyby doszło do jakichś komplikacji, wiec wróciliśmy na swoje krzesła i zapytałam:

– Czemu ten policjant mówił do ciebie Trent? A John odparł:

– Och, tacy są policjanci, oni zawsze wymyślają ludziom jakieś przezwiska.

Ale ja miałam nieodparte wrażenie, że jest coś, czego on mi nie mówi.

On się musiał zorientować, że tak myślę, bo powiedział mi, że nie muszę tam siedzieć i czekać razem z nim, że zapłaci za moją taksówkę i że ma nadzieję, że zjem kolację bez niego. Na co ja zapytałam go, czy zwariował, a on powiedział, że mu się nie wydaje, a ja stwierdziłam, że każdy, kto ma tak wiele przezwisk jak on, musi mieć jakiś poważny problem ze sobą, a on się ze mną zgodził, po czym przez dwie godziny sprzeczaliśmy się przyjemnie na temat tego, którzy seryjni mordercy w dziejach świata mieli najbardziej nierówno pod sufitem, a wreszcie weterynarz wyszedł i powiedział, że Tweedledum odpoczywa, a my możemy iść sobie do domu. No więc poszliśmy.

Jak na manhattańskie standardy było już za późno, żeby dostać gdzieś obiad – to znaczy zaledwie dziesiąta – a John miał wielką ochotę na jedzenie, mimo że przepadła nam już rezerwacja tam, dokąd zamierzał nas zabrać. Ale mnie już nie chciało się walczyć z tłumami o późną kolację, więc John się zgodził i powiedział:

– Chcesz znów zamówić chińszczyznę? A ja powiedziałam, że to chyba dobry pomysł, i posiedzimy z Paco i Panem Pepperem, którzy na pewno zdenerwowali się zniknięciem kociego brata. Poza tym wyczytałam w „TV Guide”, że na PBS miał lecieć Chudy.

No więc wróciliśmy do jego mieszkania – czy raczej powinnam powiedzieć, do mieszkania jego ciotki – i znów zamówiliśmy wieprzowinę moo shu, i jedzenie pojawiło się dokładnie wtedy, kiedy zaczynał się film, więc jedliśmy je na stoliku do kawy pani Friedlander, siedząc na jej wygodnej skórzanej sofie, na którą upuściłam nie jeden, ale dwa naleśniki wiosenne wymazane tą pomarańczową paciają.

I tak się złożyło, że właśnie wtedy zaczął mnie całować. Poważnie. Ja totalnie przepraszałam go za to, że rozmazałam to pomarańczowe paskudztwo na sofie jego ciotki, kiedy on się pochylił, WSADZIŁ KOLANO w TĘ MAŹ i zaczął mnie całować. Nie byłam tak zaszokowana od czasu, kiedy mój korepetytor z algebry zrobił dokładnie to samo na początku drugiej klasy liceum. Tylko że wtedy nie było żadnej pomarańczowej mazi, a my rozmawialiśmy o potęgach, nie o papierowych ręcznikach. I powiem ci jedno, Max Friedlander całuje się o niebo lepiej, niż kiedykolwiek całował się mój korepetytor z algebry. To znaczy całuje się, jakby nic innego przez całe życie nie robił. Myślałam, że mi głowa eksploduje. Poważnie. Aż TAK dobrze całuje. Zresztą może wcale nie jest aż tak dobry w te klocki. Może tylko tak dawno nikt mnie nie całował, jakby naprawdę tego chciał – no wiesz, tak NAPRAWDĘ – że już zapomniałam, jak to Jest, kiedy człowiek się całuje. John całuje znakomicie. NAPRAWDĘ znakomicie. Kiedy już przestał mnie całować, byłam w stanie takiego szoku i miałam takie zawroty głowy, że udało mi się wykrztusić wyłącznie:

– Po co TO zrobiłeś?

Co chyba było trochę niegrzeczne, ale on się nie przejął. Odparł:

– Bo miałem ochotę.

No wiec zastanowiłam się nad tym przez, powiedzmy, setną cześć sekundy i potem wyciągnęłam ręce, objęłam go i powiedziałam:

– To dobrze.

A potem ja trochę go wycałowałam. I to było naprawdę przyjemne, bo sofa pani Friedlander ma mnóstwo miękkich poduszek i John tak jakby osunął się na mnie, a ja tak jakby osunęłam się między te poduszki, a potem całowaliśmy się przez bardzo długi czas. Prawdę mówiąc, całowaliśmy się, dopóki Paco nie zdecydował, że chce wyjść na spacer i nie wcisnął swojego wielkiego mokrego nosa między nasze twarze. I wtedy zdałam sobie sprawę, że lepiej będzie, jeśli się stamtąd wyniosę. Po pierwsze, wiesz, co nasze matki zawsze mawiały o całowaniu się przed trzecią randką. A po drugie, nie chciałabym cię zgorszyć, ale tam na dole działy się całkiem ciekawe rzeczy. Jeśli mnie rozumiesz.

A Max Friedlander absolutnie NIE JEST gejem. Geje nie dostają pełnej erekcji od całowania się z dziewczynami. Tyle to wie nawet taka dziewczyna z małego miasteczka na Środkowym Zachodzie jak ja.

No więc, podczas gdy John przekleństwami wypędzał psa z pokoju, ja doprowadziłam się do porządku i powiedziałam skromnie:

– Dziękuję ci za uroczy wieczór, ale chyba muszę już iść.

A potem uciekłam stamtąd, chociaż on jeszcze mówił:

– Mel, poczekaj, musimy porozmawiać.

Nie zaczekałam. Musiałam się stamtąd wydostać, póki jeszcze kontrolowałam własne funkcje motoryczne. Mówię ci, Nadine, pocałunki tego faceta wystarczą, żeby znieczulić człowiekowi pień mózgowy, tak dobrze się całuje.

No więc, o czym tu jeszcze gadać?

Cóż, pozostaje tylko jedno: Nadine, zapowiadam ci to od razu, na twój ślub przyjdę z chłopakiem.

Muszę lecieć. Palce mi zdrętwiały od długiego pisania, a wciąż jeszcze muszę stworzyć kolumnę na jutro. Między Winoną a Chrisem Nothem rzeczy się klarują. Mówi się o wakacjach na Bali. Nie chce mi się wierzyć, że Winoną i ja znalazłyśmy chłopaków w tym samym czasie! To tak jak wtedy, kiedy ona i Gwyneth spotykały się z Mattem i Benem – tylko jeszcze fajniej! Bo tym razem chodzi o mnie!

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Mam nadzieję, że przynajmniej…

…pozwoliłaś mu zapłacić za chińszczyznę.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: No cóż, jasne, że…

…zapłacił za chińszczyznę. Poza napiwkiem, fakt. Nie miał jednodolarówek.

Dlaczego taka jesteś? Bawiłam się świetnie. Myślałam, że było uroczo.

I przecież wcale nie pozwoliłam mu się obmacywać ani nic takiego, na litość boską.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Ja po prostu myślę…

…że to wszystko dzieje się za szybko. Nawet nie widziałam tego faceta na oczy. Nie obraź się, Mel, ale nie masz zbyt porządnej kartoteki, jeżeli chodzi o mężczyzn – Aaron jest tego tylko koronnym przykładem. A ten członek Delta Upsilon i numer ze skarpetką, sama wczoraj wspomniałaś?

Ja tylko mówię, że poczułabym się znacznie lepiej z tym wszystkim, gdybym po prostu poznała tego człowieka. Mimo wszystko, usłyszałyśmy o nim od Doiły parę ciekawych rzeczy. Jak mam się czuć, twoim zdaniem? Jesteś dla mnie jak młodsza siostra, której nigdy nie miałam. Chcę się tylko upewnić, że nikt cię nie zrani.

Więc zmuś go, żeby któregoś dnia przyszedł po ciebie i zabrał cię na lunch, czy coś, dobrze? Z najwyższą przyjemnością daruję sobie zajęcia na rowerkach… Nie wściekaj się na mnie.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Jesteś taką…

…matką kurką.

Ale dobrze, skoro nalegasz, chyba mogłabym to jakoś zaaranżować, żebyście na siebie wpadli. Boże, czego się nie robi dla przyjaciół.

Mel

Do: John Trent ‹john.trent@ thenychronicle.com›

Od: Genevieve Randolph Trent ‹grtrent@trentcapital.com›

Temat: Twoje zachowanie ostatnimi czasy

Drogi Johnie!

Tu mówi twoja babka. Czy raczej powinnam powiedzieć: pisze. Jak sądzę, zdziwisz się, otrzymując wiadomość ode mnie tą drogą. Wybrałam e-maila, ten środek korespondencji, ponieważ nie odpowiedziałeś na ani jeden z moich telefonów, a twój brat Jason zapewnia mnie, że o ile być może nie sprawdzasz wiadomości na swojej automatycznej sekretarce, to istotnie czasami odpowiadasz na wiadomości przesyłane drogą elektroniczną.

Zatem, do rzeczy.

potrafię wybaczyć fakt, że zdecydowałeś się kompletnie zrezygnować z przezorności i poświęciłeś się własnej karierze zawodowej na polu, którego – mówiąc otwarcie – żaden godzien szacunku Trent – ani Randolph, skoro już o tym mowa – nigdy by nie wziął pod uwagę. Dowiodłeś mi, że nie wszyscy reporterzy prasowi to pijawki.

Mogę też wybaczyć fakt, że zdecydowałeś się wyprowadzić z domu i zamieszkałeś sam, najpierw w piekielnej dziurze na Trzydziestej Siódmej z tym włochatym szaleńcem, a potem w twoim obecnym mieszkaniu, w Brooklynie, który – jak mi mówią – jest najbardziej uroczą z pięciu dzielnic, pomijając okazjonalne rozruchy czy zapadające się pod ziemię supermarkety.

Potrafię ci wybaczyć, że zdecydowałeś się nawet nie dotknąć tych pieniędzy, które trzymano dla ciebie na funduszu powierniczym od czasu śmierci dziadka. Mężczyzna powinien sam torować sobie drogę w życiu, jeśli to w ogóle możliwe, a nie polegać na rodzinie, kiedy chodzi o środki utrzymania. Przyklaskuję twoim wysiłkom w tym względzie. To o wiele więcej, niż usiłowały zrobić wszystkie inne moje wnuki. Spójrz na swojego brata ciotecznego, Dickiego. Jestem pewna, że gdyby ten chłopiec miał podobne powołanie jak ty, John, nie spędzałby polowy swojego czasu, pchając sobie do nosa substancje, które w żaden sposób nie powinny tam trafiać.

Ale doprawdy nie potrafię wybaczyć ci, że opuściłeś parę dni temu uroczystość otwarcia tamtego skrzydła. Wiesz przecież, ile dla mnie znaczy moja działalność charytatywna. To skrzydło onkologiczne, które sfinansowałam, jest dla mnie szczególnie istotne, bo przecież wiesz, iż to nowotwór zabrał mi twojego dziadka. Rozumiem, że mogłeś mieć wcześniejsze zobowiązania, ale mogłeś przynajmniej okazać tyle grzeczności, żeby mnie jakoś zawiadomić. Nie będę ci kłamać, John. Tego wieczoru szczególnie zależało mi na twojej obecności, ponieważ jest pewna młoda dama, z którą bardzo chciałam cię zaznajomić. Wiem, wiem, co sądzisz na temat przedstawiania cię niezamężnym córkom moich przyjaciół. Ale Victoria Arbuthnot, którą na pewno pamiętasz z czasów dzieciństwa i swoich wakacji spędzanych w Vineyard – Arbuthnotowie mieli posiadłość w Chilmark – wyrosła na całkiem atrakcyjną młodą kobietę – poradziła sobie nawet z tym okropnym problemem podbródka, który doskwierał tak wielu Arbuthnotom. I z tego co mi wiadomo, jest ona kimś ważnym na rynku inwestycji kapitałowych. Skoro kobiety nastawione na karierę zawsze ci się podobały, postarałam się, żeby Victoria pojawiła się na otwarciu skrzydła. John wyszłam na kompletną idiotkę! Musiałam zepchnąć Victorię na barki twojego kuzyna Billy’ego. A wiesz, co o nim myślę.

I Jak mniemam, czerpiesz dumę z tego, że jesteś czarną owcą w rodzinie, John – chociaż co ma być takiego niepoprawnego! w mężczyźnie, który zarabia na utrzymanie, robiąc to, co naprawdę lubi, trudno mi sobie wyobrazić. Twoi kuzyni i kuzynki,! z ich najrozmaitszymi uzależnieniami i niechcianymi ciążami, o wiele bardziej mnie denerwują.

Jednakże ten rodzaj zachowania naprawdę mnie zaskakuje, nawet u ciebie. Mogę tylko powiedzieć jedno, mam nadzieję, że masz bardzo dobre usprawiedliwienie. Ponadto, mam nadzieję, że znajdziesz czas, żeby odpowiedzieć mi na ten list. To bardzo niegrzeczne z twojej strony, że nie odpowiedziałeś na moje telefony.

Twoja, mimo wszystko

Mim

Do: Genevieve Randolph Trent ‹grtrent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Wybaczysz mi?

Mim, co mogę powiedzieć? Sprawiłaś, że naprawdę zawstydziłem się za siebie. To, że nie odpowiedziałem na twoje telefony, było bezmyślne. Oto moje jedyne usprawiedliwienie – nie sprawdzam swojej automatycznej sekretarki tak skrupulatnie jak kiedyś, bo ostatnio mieszkam w apartamencie przyjaciela. No cóż, niezupełnie przyjaciela – żeby wyrazić się precyzyjnie, w apartamencie jego ciotki, która znalazła się w szpitalu i potrzebowała kogoś do opieki nad swoimi zwierzętami.

Chociaż po tym, co się ostatnio przytrafiło jednemu z jej kotów, nie jestem przekonany, czy nadaję się na opiekuna zwierząt. W każdym razie chciałbym, żebyś wiedziała, że nie opuściłem otwarcia tego skrzydła wskutek lekceważenia. Ja po prostu miałem coś innego do roboty. Coś bardzo ważnego. A i jeszcze jedno: lepiej niech Vickie Arbuthnot nie wstrzymuje oddechu, czekając na mnie, Mim. Właśnie kogoś poznałem. Nie, nie znasz tej osoby, chyba że państwo Fuller z Lansing w stanie Illinois są twoimi dobrymi znajomymi. Podejrzewam, że nie.

Wiem. Wiem. Po przygodzie z Heather chyba całkiem we mnie zwątpiłaś. Ale spróbuj zrozumieć. Wyobraź sobie na przykład, co mogłem czuć, kiedy dziewczyna, której jeszcze się nie oświadczyłem, już się zarejestrowała w Bloomingdale’s jako przyszła pani John Trent (i to na prześcieradła po tysiąc dolarów sztuka, ni mniej, ni więcej). To nie jest szczególnie budujące doświadczenie dla mężczyzny.

Zanim jednak zaczniesz dopraszać się o spotkanie z nią, pozwól mi uporać się z kilkoma małymi… problemikami. Żaden romantyczny związek w Nowym Jorku nie jest nigdy prosty, a ten okazał się jeszcze bardziej skomplikowany niż większość. Jestem jednak pewien, że potrafię się z tym uporać. MUSZĘ się z tym uporać.

Tyle że nie mam zielonego pojęcia, jak to zrobić. W każdym razie, śląc ci liczne najuniżeńsze przeprosiny, mam nadzieję, że nadal uważasz mnie za swojego oddanego,

Johna

PS Żeby ci to wynagrodzić, pojawię się na charytatywnym przyjęciu na rzecz propagowania wiedzy o nowotworach w Lincoln Center w przyszłym tygodniu, ponieważ wiem, że jesteś ich największą podporą. Sięgnę nawet do starego dobrego funduszu powierniczego i wypiszę czek z gwarantowanymi czterema zerami. Czy to pomoże nieco ugłaskać twoje wzburzone piórka?

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Temat: Popatrz!

Cześć, kochanie, to znowu mamusia pisze do ciebie maiła. Mam nadzieję, że jesteś ostrożna, bo wczoraj wieczorem w programie Toma Brokawa widziałam, że KOLEJNA z tych okropnych dziur w jezdniach otworzyła się na Manhattanie. Ta jest tuż przed redakcją jakiejś gazety, ni mniej, ni więcej! Ale nie martw się, bo chodzi o gazetę, której nienawidzisz – tę zarozumiała. Jednak zastanów się nad tym kochanie, równie dobrze to ty mogłaś siedzieć w taksówce, która zapadła się w dziurę głęboką na sześć metrów! Chociaż wiem, że ty nigdy nie jeździsz taksówkami, bo wszystkie pieniądze wydajesz na ubrania.

Ale ta biedna kobieta! Mój Boże, trzeba było trzech strażaków, żeby ją wydostać (ty jesteś taka drobniutka, że z każdej dziury musiałby cię wyciągać tylko jeden strażak, jak sądzę). W każdym razie, chciałam ci tylko powiedzieć: BĄDŹ OSTROŻNA. Gdziekolwiek pójdziesz, patrz pod nogi – ale w górę też, bo słyszałam, że ludziom czasem odrywają się od okien klimatyzatory, jeżeli nie są dobrze przymocowane, i mogą spaść prosto na przechodniów na ulicy.

To miasto jest pełne zagrożeń. Dlaczego nie chcesz wrócić do domu i pracować dla „Duane County Register”? Widziałam się któregoś dnia z Mabel Fleming i ona powiedziała, że w każdej chwili zatrudniłaby cię w dziale kulturalno-rozrywkowym. Zastanów się nad tym, dobrze? W Lansing nie ma żadnych niebezpieczeństw – ani dziur w jezdniach, ani spadających klimatyzatorów, ani seryjnych morderców-transwestytów. Tylko’ ten facet, który zastrzelił wszystkich klientów w sklepie z paszą, ale to było całe lata temu.

Całuję Mamusia

PS Nigdy byś nie zgadła! Jeden z twoich byłych chłopaków się ożenił! Przesyłam ci załącznik, żebyś sobie sama przeczytała zawiadomienie.

Załącznik: E3 (fotografia totalnego dupka i dziewczyny z bardzo nastroszoną fryzurą)

Crystal Hope LeBeau i Jeremy „Jer” Vaughn, oboje z Lansing, pobrali się w Kościele Chrystusowym w Lansing w zeszłą sobotę.

Rodzice panny młodej to Brandi Jo i Dwight LeBeau z Lansing, właściciele sklepu monopolowego Buckeye Liquors przy ulicy Głównej w śródmieściu Lansing. Rodzicami pana młodego są Joan i Robert Vaughn. Joan Vaughn jest gospodynią domową, a Roger Vaughn pracuje dla Smith Auto. Przyjęcie weselne odbyło się w Klubie Loży Masońskiej Lansing, której członkiem jest pan LeBeau. Panna młoda (22) ukończyła średnią szkołę w Lansing, a obecnie pracuje dla Beauty Barn. Pan młody (lat 29) ukończył szkołę średnią w Lansing, a obecnie zatrudniony jest w Buckeye Liquors.

Po podróży poślubnej na Maui, młoda para osiądzie w Lansing.

Do: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Morale biurowe

Drogi George’u,

Próbując podnieść nasze redakcyjne morale, które – na pewno się ze mną zgodzisz – jest rozpaczliwie niskie (pozwól, że użyję twojego ulubionego wyrażenia – nie sięga wyżej pawia na podłodze), chciałabym zaproponować, abyśmy zamiast na zebranie pracowników w tym tygodniu wybrali się na róg Pięćdziesiątej Trzeciej i Madison w celu podziwiania gigantycznej dziury, która otworzyła się w jezdni przed wejściem do siedziby naszego wroga i głównego konkurenta, „New York Chronicie”. Jestem pewna, że zgodzisz się ze mną, iż stworzy to odświeżającą odmianę od zwykłej rutyny, która polega na słuchaniu, jak ludzie biadolą, że miejscowy Krispy Kreme został zamknięty, że od tego czasu nie możemy nawet zdobyć porządnych pączków na zebrania pracowników.

Poza tym, ponieważ odcięto dopływ wody do budynku, w którym mieści się „Chronicle”, będziemy mogli się zabawić obserwowaniem, jak nasi szanowni koledzy z tej instytucji biegają do Starbucks po drugiej stronie ulicy, żeby skorzystać z ich urządzeń sanitarnych.

Proszę, rozważ tę sprawę z całą należną jej uwagą. Z poważaniem

Mel Fuller

Redaktorka Strony Dziesiątej

„New York Journal”

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Morale biurowe

Naćpałaś się?

Wszyscy wiedzą, że chcesz popatrzeć na tę wielką dziurę, bo uwielbiasz katastrofy i kataklizmy.

Wracaj do pracy, Fuller. Nie płacę ci za wygląd.

George

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Wielka dziura w ziemi

No chodź. Nie bądź taka. Jeśli pójdziesz ze mną popatrzeć na tę dziurę, to ja nie będę cię zmuszać, żebyś dzisiaj poszła na rowerki…

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Wielka dziura tam, gdzie powinien być twój mózg

Jesteś szalona. Na zewnątrz jest chyba ze dwadzieścia sześć stopni. Nie mam zamiaru marnować mojej cennej godzinnej przerwy na lunch na oglądanie wielkiej dziury w ziemi, nawet jeśli zrobiła się przed wejściem do „Chronicie”. Poproś Tima Grabowski. On z tobą pójdzie. Pójdzie wszędzie, gdzie licznie gromadzą się mężczyźni w mundurach.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Temat: Spotkałem go!

Ty leniu, ty. Gdybyś ruszyła tyłek i poszła z nami, tak jak ja, poznałabyś tego faceta, o którym nasza mała Mel trzepie ozorem non stop od miesiąca.

Cóż, niektórym się wydaje, że są o wiele za ważni na oglądanie dziur w ziemi.

Tim

Do: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: SPOTKAŁEŚ GO???

Zeznawaj, ty wredna łasico.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Temat: A co mi dasz?

Ty potworna czarownico, ty.

Tim

Do: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Muszę napisać…

…o nowej restauracji Bobby’ego De Niro, i zabiorę cię ze sobą, jeżeli powiesz mi wszystko o spotkaniu z Maksem Friedlanderem.

PROSZĘ, opowiedz mi. Błagam cię.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Temat: Najpierw musisz wykręcić mi rękę

No dobra, powiem ci. Tylko że chcę iść do nowej restauracji! Bobby’ego na obiad, nie na lunch. Wtedy będą tam ci wszyscy słodcy bankierzy inwestycyjni.:]

Okay, już mówię.

Wyobraź sobie taką sytuację:

Sceną jest róg Pięćdziesiątej Trzeciej i Madison. Na środku ulicy w jezdni otworzyła się dziura o wymiarach dwanaście na sześć metrów. Dziurę otaczają policyjne barierki, pomarańczowe słupki ostrzegawcze, buldożery, mieszarki do cementu, ciężarówki Con Edison, żuraw, reporterzy wiadomości telewizyjnych, setka gliniarzy i dwudziestu najfajniejszych robotników budowlanych, jakich twój wierny programista komputerowy kiedykolwiek widział.

Hałas młotów pneumatycznych i klaksonów naciskanych przez zaskoczonych kierowców, którzy nie wysłuchali w radiu informacji o utrudnieniach w ruchu drogowym, zanim wyjechali z Jersey, jest ogłuszający. Upal przytłacza. A ten zapach, moja droga – nie wiem, co ci chłopcy robią na dnie tej dziury, ale powiem ci tylko jedno, poważnie podejrzewam, że trafili na niewłaściwą rurę.

Było to tak, jakby przysłowiowa otchłań piekielna otworzyła się tuż przed tym bastionem wszelkiego zła, znanym jako „New York Chronicie”, i usiłowała wessać ten diabelski pomiot z powrotem w objęcia stworzyciela, samego szatana. I wtedy, pośród tego wszystkiego, dostrzegłem na twarzy naszej małej Mel – która, jak na pewno się domyślasz, już wtedy podskakiwała z uciechy – wyraz takiego zachwytu, że w pierwszej chwili wydało mi się, że nadjechała ciężarówka Pana Softee i rozdają darmowe rożki z czekoladą. A potem, idąc za jej oszołomionym spojrzeniem, zobaczyłem, co wywołało na jej twarzy wyraz takiego rozmodlenia. Apollo. Wcale nie przesadzam. Absolutnie idealny przykład męskiej urody. Stał przy jednej z barykad i patrzył w dół na dziurę. Wyglądał, jakby dopiero co zstąpił ze stron katalogu J. Crew. Luźne sztruksy, miękka dżinsowa koszula… Wiatr lekko mierzwił jego ciemne włosy, a ja przysięgam ci, Nadine, gdyby jeden z tych robotników budowlanych podał mu łopatę, z tymi swoimi dużymi dłońmi wcale nie wyglądałby tam nie na miejscu. Czego zupełnie nie mogę powiedzieć o SWOIM chłopaku. Ale wracając do naszej sceny:

Nasza mała Mel (wrzeszcząc, żeby przekrzyczeć młoty pneumatyczne):

– John! John! Tutaj!

Apollo się odwraca. Dostrzega nas. Oblewa się głębokim, niemniej atrakcyjnym rumieńcem w kolorze umbry. Idę za naszą małą Mel, podążam jej śladem pomiędzy funkcjonariuszami policji i wściekłymi pracownikami „Chronicie”. Dziennikarze dorwali już tych nieszczęśników z biura burmistrza, podtykają im pod nos legitymacje prasowe i żądają informacji, kiedy ich osobiste bidety – nie próbuj mi wmawiać, że nie mają w tych złoconych komnatach, w których pracują – znów wypełnią się wodą. Przedzieram się przez tłum i co widzę?

Po dogonieniu boskiej istoty, którą z jakiegoś tajemniczego powodu nazywa Johnem, nasza mała Mel mówi swoim zwykłym zdyszanym głosem:

Nasza mała Mel: – Co ty tu robisz? Przyszedłeś zrobić zdjęcia tej wielkiej dziurze?

Max Friedlander: – Hm. Tak.

Nasza mała Mel: – A gdzie aparat?

Max Friedlander: – Och. Hm. Nie wziąłem go.

Hm. Światła się niby palą, ale chyba nie wszyscy w domu. Wreszcie, po dłuższej chwili…

Max Friedlander: – Właściwie to już mam zdjęcia, których potrzebuję. Jestem tu tylko, bo… No cóż, wiesz, jak lubię katastrofy. Nasza mała Mel: – Ja też! Pozwól, to mój kolega, Tim.

Kolega Tim ściska dłoń wcielonego ideału męskości. (Nigdy już tej dłoni nie umyję).

Max Friedlander: – Cześć, miło mi cię poznać. Kolega Tim: – Mnie też, i to jak.

Nasza mała Mel: – Słuchaj, bardzo się cieszę, że na ciebie wpadłam. – A potem przewraca do góry nogami cały znany nam protokół randkowy, mówiąc: – Wszyscy moi przyjaciele chcą cię obejrzeć, więc jak myślisz, może mógłbyś pokazać się jutro we Fresche na Dziesiątej ulicy około dziewiątej wieczorem? To tylko banda ludzi z gazety, nie przejmuj się.

WIEM! Ja też byłem przerażony! Co ona sobie w ogóle myśli? Nie można tak po prostu mówić takich rzeczy potencjalnym ukochanym. Gdzie się podziała subtelność? Co się stało z kobiecą intuicją? Zęby tak wywalać kawę na ławę… No cóż, powiem ci jedno: byłem wstrząśnięty. To tylko pokazuje, że można wyrwać dziewczynę ze Środkowego Zachodu, ale nie można wyrwać Środkowego Zachodu z niej samej. Max Friedlander, sam to widziałem, był zaszokowany w takim. samym stopniu jak ja. Choć minutę wcześniej był cały czerwony, teraz zupełnie pobielał.

Max Friedlander: – Hmm. Okay.

Masza mała Mel: – Świetnie. No to do zobaczenia.

Max Friedlander: – No jasne.

Nasza mała Mel schodzi ze sceny. Schodzi też kolega Tim. Kiedy obejrzałem się przez ramię, Max Friedlander zniknął – zadziwiające, bo po tamtej stronie dziury nie mógł zniknąć nigdzie indziej, tylko w budynku „Chronicle”.

Ale TAM nie mógł przecież wejść. Dusza natychmiast opuściłaby jego ciało, a te demony piekieł wyssałyby z niego siły życiowe. W każdym razie to już wszystko. Oczekuję jak najbardziej, że zobaczę cię dziś we Fresche około dziewiątej. I NIE spóźnij się. Jaki koktajl należy zamówić przy takiej okazji? Wiem! Poradzę się Dolly. Ona zawsze wie, jaki drink najlepiej pasuje do sytuacji.

Buźka na razie

Tim

Do: Dolly Vargas ‹dolty.vargas@thenyjournal.com›

George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Stella Markowitz ‹stella.markowitz@thenyjournal.com›

Jimmy Chu ‹james.chu@thenyjournal.com›

Alvin Webb ‹alvin.webb@thenyjournal.com›

Elizabeth Strang ‹elizabeth.strang@thenyjournal.com›

Angie So ‹angela.so@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Mel

Dobra, ludzie, słyszeliście już różne opowieści: teraz zobaczymy, czy facet do nich dorasta. Miejsce: Fresche. Czas: dziewiąta wieczorem. Przyjdźcie tam albo jutro przy dystrybutorze wody nie będziecie wiedzieli, o czym mówi cała reszta.

Nadine

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: „New York Journal”

Dobra, mów, i to mów zaraz:

Kogo znasz w „New York Journal”?

Chcę znać nazwiska, Friedlander. Chcę mieć listę nazwisk i chcę ją mieć NATYCHMIAST.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: „New York Journal”

Ach, więc zniżyłeś się do tego, żeby znów ze mną rozmawiać, jak widzę? Już nie jesteśmy tacy zarozumiali i wyniośli, tak? Zdawało mi się, że cię ŚMIERTELNIE obraziłem swoimi starannie opracowanymi refleksjami na temat kobiecości. Wiedziałem, że jeszcze się przyczołgasz na kolanach. No więc, co chcesz wiedzieć? Czy znam kogoś w „New York Journal”? Czyś ty oszalał? Jesteś jedynym dziennikarzem, z którym się spotykam. Nie cierpię tych nadętych pseudointelektualistów. Myślą, że są tacy świetni, tylko dlatego, że potrafią złożyć razem parę słów i sklecić z nich pełne zdanie. A po co w ogóle chcesz to wiedzieć? Hej, Trent, ty chyba nie usiłujesz publicznie uchodzić za mnie, co? To znaczy, chyba udajesz mnie tylko w kamienicy mojej ciotki, prawda? Przed tą babeczką, która była taka wściekła, bo musiała wyprowadzać psa? Prawda? PRAWDA???

Max

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: „New York Journal”

Zaraz, zapomniałem. Znam tam jedną laskę. Dolly coś. Chyba pracuje dla „Journal”. Mam nadzieję, że nie umawiasz się z NIĄ, co?

Max

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Genevieve Randolph Trent ‹grtrent@trentcapital.com›

Temat: Panna Fuller

Najdroższy Johnie,

no, no, no. I to redaktorka kolumny PLOTKARSKIE!. Powinieneś się wstydzić. Myślałam, że w najgorszym razie okaże się studentką tuż przed dyplomem. Wiesz, jedną z tych okropnych długowłosych dziewcząt, które widzi się czasem w Central Parku, kiedy czytają na ławce Prousta, i noszą sandały, okulary i te swoje plecaki.

Ale REPORTERKA KOLUMNY PLOTKARSKIEJ? Nie, no, doprawdy, John. Co ty sobie wyobrażasz?

Myślałeś, że się nie dowiem? Toś głuptas! Bardzo prosta sprawa. Wystarczył jeden telefon do Fullerów z Lansing w stanie Illinois. Udawałam, że jestem jedną z tych maniaczek na punkcie drzew genealogicznych. No wiesz, jakąś panią Fuller, która poszukuje swoich korzeni. Och, tak, bardzo chętnie opowiedzieli mi o swojej farmie i o swojej ukochanej małej Melissie, która przeniosła się do dużego miasta, proszę sobie wyobrazić. I to nie do byle jakiego dużego miasta, tylko do największego na świecie, bo do Nowego Jorku. Doprawdy, John.

No cóż, lepiej nam ją pokaż, żebyśmy mogli rzucić na nią okiem. Przyszły tydzień by nam odpowiadał. Może jednak po imprezie charytatywnej, John. Do tej pory jestem bardzo mocno zajęta.

Ściskam serdecznie

Mim

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Mim

Tylko dla ostrzeżenia: Mim jest na wojennej ścieżce z tobą za to, że nie zjawiłeś się na otwarciu, Poza tym, chociaż nie jestem zupełnie pewien, wydaje mi się, że dowiedziała się o rudej.

Nie patrz tak na mnie. Ja jej nie powiedziałem. Wciąż uważam, że postradałeś zmysły, zgadzając się na ten numer. Stacy, z drugiej strony, chce wiedzieć, czy skorzystałeś z jej rady.

PS Widziałem w wiadomościach tę dziurę przed waszym biurowcem. Wyrazy współczucia z powodu sytuacji toaletowej.

PPS Przepraszam, że nazwałem cię psychopatycznym świrem. Chociaż niewątpliwie nim jesteś.

PPPS Zapomniałem ci powiedzieć: ze względu na to wszystko Stacy założyła sobie własne konto pocztowe. Zmęczyła się korzystaniem z mojego. lej nowy adres to: ih8barney@freemail.com.

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Możesz mnie nazywać…

…jak ci się żywnie podoba. Mnie to nie przeszkadza.

I nie przejmuj się Mim. To mnie też nie rusza.

W sumie podoba mi się ta dziura. Żywię dla niej ciepłe uczucia. W gruncie rzeczy, będzie mi smutno, kiedy ją w końcu zakopią.

Ups, w Inwood zadźgano nożem trzy osoby. Muszę lecieć.

John

Do: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: John

Stace, coś złego dzieje się z Johnem. W zeszłym tygodniu nazwałem go psychopatycznym świrem, a on się nawet nie przejął. Poza tym ostrzegłem go przed gniewem Mim, a on odpisał, że to go też nie rusza!

Nawet się nie przejmuje tą dziurą i tym, że w jego biurowcu nie działają toalety.

Podobnie było z naszym kuzynem Billym, kiedy w Meksyku połknął robaka z dna butelki tequili. Musiał spędzić miesiąc w szpitalu! Co robić?

Jason

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Temat: John

Jason!

Zanim zamkniesz swojego biednego brata w psychiatryku w Bellevue, pozwól mi zobaczyć, czy zdołam coś z niego wyciągnąć. Skoro ty bez przerwy obrzucasz go wyzwiskami, może chętniej otworzy się przede mną.

Buziaki Stacy

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Temat: Skorzystałeś z mojej rady, prawda?

Nie zaprzeczaj. Zadzwoniłeś do niej. Więc uchyl rąbka tajemnicy.

I niczego nie opuszczaj. Jako trzydziestoczteroletnia kobieta jestem właściwie u szczytu moich seksualnych potrzeb. Jestem| również w ciąży. Od tygodni nie widuję własnych stóp. Seks mogę sobie uprawiać wyłącznie w wyobraźni. Więc zacznij stukać w te klawisze, chłopaczku.

Stacy

Do: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Chłopaczek odpisuje

Jak na pełnoetatową żonę i matkę dwojga (właściwie trojga) dzieci, jesteś zdumiewająco wyzwolona. Czy inne mamusie w komitecie rodzicielskim też myślami grzebią się w rynsztokach? To musi stwarzać okazje do ciekawych pogawędek przy pieczeniu ciast.

Dla twojej informacji, nie zaszło to, co zdaje się, zakładasz. A jeśli sprawy wciąż będą się posuwać w tym tempie, to nie zdarzy się nigdy.

Nie wiem, co ta dziewczyna w sobie ma. Nie jestem przecież typem podrywacza. Nie wydaje mi się, żeby komukolwiek przyszło kiedyś do głowy opisać mnie jako playboya. Nigdy też nie oskarżano mnie o kompletny idiotyzm.

A jednak kiedy jestem blisko Mel, dokładnie tak w końcu wypadam – być może w ramach kary boskiej za to, że odkąd ją poznałem, właściwie nic innego nie robię, tylko ją oszukuję. Wygląda na to, że nie mogę zorganizować nawet tak prostej rzeczy jak OBIAD we dwoje. Moja pierwsza próba – wspominałem ci – zakończyła się tak, że jedliśmy pizzę na stojąco (a ona zapłaciła za swój kawałek).

Moje drugie podejście skończyło się jeszcze gorzej: większość wieczoru spędziliśmy w klinice dla ZWIERZĄT. A potem bardzo bezczelnie dodałem do traumy obrazę, seksualnie napastując Mel na sofie ciotki Maksa Friedlandera. Uciekła, mówiąc językiem romansów, niczym spłoszona ptaszyna. I miała rację: chyba musiałem przypominać napalonego małolata po obejrzeniu pornosa.

I jak, zadowolona? Czy wyobrażenie moich romantycznych przygód, jak zastępcza forma zaspokojenia, spełnia twoje oczekiwania? Czy paluszki u nóg, których tak dawno już nie widziałaś, kurczą się z podniecenia?

Po incydencie z kanapą omal się nie załamałem i nie przyznałem. Żałuję z całego serca, że wtedy tego nie zrobiłem. Od tej nory z dnia na dzień jest coraz gorzej. Bo każdy dzień, kiedy jej nie mówię prawdy, jest jeszcze jednym dniem, przez który ona mnie będzie nienawidzić, kiedy wreszcie wszystko odkryje.

Bo ona to odkryje. To znaczy, któregoś dnia szczęście mnie opuści i ktoś, kto zna Maksa Friedlandera, powie jej, że ja to nie on, a ona nie zrozumie, kiedy będę to próbował wyjaśnić, bo to wszystko jest tak potwornie infantylne. Ona mnie znienawidzi i moje życie się skończy.

Bo z jakiegoś niezrozumiałego powodu, zamiast mnie nie cierpieć, jak każda normalna kobieta na jej miejscu, wydaje się, że Mel mnie naprawdę LUBI. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego. To znaczy, biorąc pod uwagę, co ona o mnie wie – czy raczej, co wie o Maksie Friedlanderze – powinna mnie nienawidzić z całego serca.

Ale nie. Wręcz przeciwnie: Mel śmieje się z moich idiotycznych dowcipów, Mel słucha moich durnych historyjek. I najwyraźniej rozmawia o mnie ze swoimi przyjaciółmi, bo nagle wszyscy zapragnęli mnie obejrzeć.

Wiem, co sobie myślisz. Myślisz: DLACZEGO, u LICHA, POSZEDŁ? Nie umiem ci wytłumaczyć, dlaczego. Kiedy mnie o to poprosiła, stałem przed naszym biurowcem, a ona pojawiła się jakby znikąd. Byłem tak zdumiony jej widokiem – tak przerażony, że ktoś zaraz zawoła mnie po imieniu – że chyba mnie zmroziło, chociaż na zewnątrz było ze dwadzieścia sześć stopni. Świeciło słońce, wszędzie dokoła hałas i zamieszanie, a tu nagle zjawia się ona, z błyszczącą aureolą włosów wokół głowy, i patrzy na mnie tymi niebieskimi oczami. Chyba zjadłbym jej z ręki tłuczone szkło, gdyby zaproponowała. A potem nic już nie mogłem poradzić. To znaczy, skoro już się zgodziłem. Nie mogłem tego odwołać. No więc biegałem w panice, usiłując się zorientować, czy Max zna kogokolwiek z „Journal”.

A potem poszedłem i spotkałem się z nimi, a oni byli podejrzliwi, ale ze względu na Mel udawali, że wcale nie są, bo najwyraźniej oni ją uwielbiają. Zanim wieczór dobiegł końca, wszyscy byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.

Ale tylko dlatego, że jedyna kobieta, która akurat zna Mak nie przyszła.

Oczywiście, dowiedziałem się o tym dopiero wtedy, kiedy tam przyszedłem, a Mel powiedziała:

– Och, Dolly Vargas – znasz ją – nie mogła przyjść, bo ma dziś wieczór bilety na balet. Ale prosiła, żeby cię pozdrowić.

Widzisz? Widzisz, jak niewiele brakowało? To tylko kwestia czasu.

I co ja mam robić? Jeżeli jej powiem, znienawidzi mnie i nigdy więcej jej nie zobaczę. Jeżeli jej nie powiem, w końcu sama to odkryje, a potem znienawidzi mnie i nigdy więcej jej nie zobaczę. Kiedy jej przyjaciele sobie poszli, Mel zaproponowała, żebyśmy przespacerowali się trochę, zanim złapiemy taksówkę do domu. Poszliśmy wzdłuż Dziesiątej ulicy. Nie wiem, czy ją pamiętasz z dawnych czasów, jeszcze zanim uciekliście z Jasonem na przedmieścia. Więc przypominam: wieczorem we wszystkich oknach zapalają się światła i można zaglądać ludziom do mieszkań, patrzeć, jak czytają albo oglądają telewizję, albo siadają do kolacji całą rodziną.

Kiedy tak spacerowaliśmy, ona mnie wzięła za rękę i po prostu szliśmy przed siebie, a kiedy szliśmy przed siebie, uderzyła mnie ta straszna myśl, że jeszcze NIGDY w ŻYCIU się tak nie czułem, idąc z dziewczyną za rękę… To znaczy szczęśliwy.

A to dlatego, że zawsze, kiedy jakaś dziewczyna chwytała mnie za rękę, robiła to po to, żeby mnie zaciągnąć przed wystawę jakiegoś sklepu i pokazać mi coś, co chciała, żebym jej kupił.

ZAWSZE.

Wiem, to brzmi okropnie, zupełnie jakbym się nad sobą użalał, czy coś takiego, ale nie użalam się. Mówię ci tylko prawdę. I to właśnie jest najokropniejsze, Stacy. Że tak wygląda prawda. Teraz mam jej powiedzieć? Powiedzieć jej, kim jestem? Chyba nie potrafię. A ty byś umiała?

John

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Temat: John

Twojemu bratu nic nie dolega, głuptasie. Jest zakochany, to wszystko.

Stacy

PS. Skończyły nam się cheerios. Mógłbyś kupić, wracając do domu wieczorem?

Do: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Mój brat

John? Zakochany? W kim? W tej rudej?

PRZECIEŻ ONA NAWET NIE WIE, JAK ON SIĘ NAPRAWDĘ NAZYWA!!!

I ty uważasz, że to w porządku? Czy wszyscy w tej rodzinie kompletnie stracili rozum?

Jason

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Powiedz mi jeszcze raz

No proszę, jeszcze tylko ten jeden raz

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Nie

Nie powiem.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Ale proszę

Powiedz mi. Wiesz, że sama tego chcesz. Jesteś mi to WINNA. Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Boże, jesteś nienormalna

I naprawdę zaczynasz mnie wkurzać. Ale niech ci będzie. Powiem ci. Ale to już ostatni raz. Dobra. Jedziemy.

Miałaś rację. Max Friedlander jest bardzo miły. Wszyscy się myliliśmy co do niego. Przepraszam. Jestem ci winna frappuccino. Zadowolona?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Duże frappuccino

Z odtłuszczonym mlekiem. Nie zapomnij. Mel

PS A zauważyłaś, jakie ma urocze zmarszczki w kącikach oczu, kiedy się uśmiecha? Zupełnie jak miody Robert Redford.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Teraz, to już po prostu…

…robi mi się przez ciebie niedobrze. poważnie, czy ja też taka byłam, kiedy zaczęłam spotykać się z Tonym? Bo jeśli tak, to nie rozumiem, czemu nikt z was mnie nic zastrzelił. Bo to jest naprawdę obrzydliwe. Naprawdę. Musisz przestać.

Nadine

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Tak, już wiem. Słyszałem, jak wszyscy o tym rozmawiali przy dystrybutorze z wodą. Najwyraźniej warto było wczoraj wieczorem pojawić się we Fresche.

I nie przejmuj się – nie jest mi przykro, że nie zostałem zaproszony. Rozumiem, czemu mogłaś nie chcieć mnie tam widzieć. Nie musisz się martwić, nie piszę teraz do ciebie z zamiarem odzyskania cię. Zdaję sobie sprawę – wreszcie – że znalazłaś sobie kogoś innego,

Piszę tylko, żeby ci powiedzieć, jak bardzo się cieszę ze względu na ciebie. Twoje szczęście jest wszystkim, o czym kiedykolwiek marzyłem.

A jeżeli go kochasz, no cóż, tylko to potrzebuję wiedzieć. Bo żebyś ty kogoś pokochała, Melisso, wiem, że ten ktoś musi być naprawdę wartościowym, godnym zaufania człowiekiem. Mężczyzną, który okaże ci szacunek, na jaki zasługujesz. Mężczyzną, który nigdy cię nie zawiedzie. Chcę tylko, żebyś wiedziała, Melisso, że dałbym niemal wszystko na świecie za to, żeby być na miejscu tego mężczyzny. Mówię to naprawdę szczerze. Gdyby nie Barbara… Ale to nie czas i nie miejsce na gdybanie.

Wiedz tylko, że myślę o tobie i cieszę się, widząc cię taką rozpromienioną ze szczęścia. Zasługujesz na nie bardziej niż którakolwiek ze znanych mi osób.

Aaron

Do: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Dzięki, Aaron. To bardzo milo z twojej strony, naprawdę.

Mel

PS Przykro mi, że muszę o tym wspomnieć, ale wiem, ze to ty zabrałeś figurkę Xeny – Wojowniczej Księżniczki z mojego monitora. Nowy chłopak od faksu cię widział, Aaron. Chcę ją mieć z powrotem. NIE INTERESUJE MNIE, co z NIĄ ROBIŁEŚ. Chcę ją tylko odzyskać. Okay?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Twój nowy adorator

To takie do ciebie podobne, kotku, żeby popisywać się swoją nową zdobyczą w ten jeden wieczór, kiedy nie mogłam się pojawić na odsłonie. To nie fair. Kiedy on przyjdzie po ciebie zabrać cię na lunch, czy coś takiego, żebym mogła się z nim przywitać? Tak dawno go nie widziałam, że prawie już nie pamiętam,^ jak wygląda. Może powinnam wpaść na chwilę do Whitney i odświeżyć sobie pamięć.

Buziaki Dolly

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Gołe zdjęcie

O MÓJ BOŻE!!!

Zupełnie zapomniałam o tym autoportrecie Maksa, który podobno wisi w Whitney. Tym, na którym jest nagi!

Co mam zrobić??? To znaczy, nie mogę przecież iść POPATRZEĆ na to zdjęcie, prawda? To takie obleśne!

Mel

PS Od samego myślenia na ten temat rozbolała mnie głowa.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Och, przestań

Oczywiście, możesz iść i je obejrzeć. Co jest obleśniejsze: to, że sobie to zdjęcie obejrzysz, czy to, że on je zrobił? I jeszcze w dodatku powiesił na wystawie, żeby cały świat mógł je sobie oglądać?

Ale nieważne. Bierz torebkę i ruszaj ze mną. Zastąpimy trening na rowerkach odrobiną kultury na koszt Muzeum Sztuki Amerykańskiej Whitney.

Nadine

PS Głowa cię boli od frappuccino. Ja też tak mam.

Do: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Potrzebny mi Jest twój…

…przepis na flądrę nadziewaną krabem. Zdecydowałem, że skoro za każdym razem, kiedy zabieram ją na miasto, kończy się to kompletną porażką, zamiast tego po prostu ugotuję dla nas posiłek w czterech ścianach mojego mieszkania. Czy raczej mieszkania ciotki Maksa Friedlandera, mówiąc ściślej. Kto wie, może nawet zdobędę się na odwagę, żeby powiedzieć jej prawdę o sobie. Chociaż pewnie jednak nie.

A przy okazji, jak się robi te małe dynksy z chleba z pomidor mi na wierzchu?

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Temat: Małe dynksy z chleba

Mogę tylko założyć, że chodzi ci o bruschetta. Opiekasz kromki bagietki, potem nacierasz czosnkiem, potem kroisz trochę pomidorów… Och, na litość boską, John, zadzwoń po prostu do Zabara i zamów je, jak normalny człowiek. Potem możesz udawać, że zrobiłeś je sam. Myślisz, że ja umiem gotować? Ha! Mój kurczak pieczony? Kenny Rogers. Moja flądra nadziewana krabem? Jefferson Market. Moje grubo krojone frytki? Mrożone, z torebki!

Teraz już wiesz. Nie mów Jasonowi. Zniszczyłbyś całą magię. Stacy

Do: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjoumal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Max Friedlander

Droga Dolly!

Śmiej się, jeśli chcesz. Mnie to osobiście nie śmieszy. Nie wiem, czy jego rodzice wykazali się szczególną odpowiedzialnością, dając pięciolatkowi aparat fotograficzny, a potem pozwalając mu się bawić nim w wannie. Mógł się przecież porazić prądem. Zresztą na tym zdjęciu w ogóle nie jest do siebie podobny.

Mel

PS Obwiniam CIEBIE za to, że się przeziębiłam. To ty wywołałaś całe to moje zdenerwowanie, w efekcie którego złapałam tego głupiego wirusa grypy, który właśnie szaleje w mieście.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Och, biedactwo

Wiesz przecież, że uwielbiam ci dokuczać. Jesteś zupełnie jak młodsza (niedorozwinięta) siostra, której nigdy nie miałam. Tylko żartuję, kotku, tylko żartuję.

Poza tym, zamiast się na mnie wściekać, powinnaś mnie pożałować. Zakochałam się bez pamięci w tym twoim Aaronie, a on ledwie raczy odpowiedzieć mi na pytanie, która godzina. Siedzi tylko w tym swoim boksie i wpatruje się w wygaszacz ekranu, który sobie zrobił z waszego wspólnego zdjęcia. To takie żałosne, że prawie zbiera mi się na plącz. Niestety, odkąd poprawiłam sobie powieki, jestem fizycznie niezdolna do płaczu.

Przy okazji, co się stało z tą spódnicą, którą masz na sobie? Wyglądasz w niej jakoś tak puchato.

Buziaki Dolly

PS Czy mogłabyś przestać tak głośno kaszleć? Kac mi się od tego pogarsza.

Do: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Moje zdrowie

Drogi George!

Piszę to z domu, żeby dać ci znać, że dzisiaj nie przyjdę do redakcji, a to dlatego, że obudziłam się z bólem gardła, gorączką i katarem. Wczoraj wieczorem zostawiłam tekst u ciebie na biurku, jest tego dosyć, żeby Ronnie część użyła jutro. Powiedz jej, że papiery leżą w zielonym folderze na moim biurku. Jeśli masz jakieś pytania, wiesz, gdzie mnie znaleźć.

Mel

PS PROSZĘ, powiedz Amy Jenkins z kadr, że nie ma mnie dzisiaj, bo jestem chora! Moje ostatnie zwolnienie lekarskie potraktowała jako spóźnienie i włączyła do moich akt!

PPS Czy mógłbyś dopilnować, żeby moja figurka Xeny – Wojowniczej Księżniczki wróciła na swoje miejsce na monitor? Ktoś mi ją zabrał, ale ma ją oddać. Daj mi tylko znać, czy została zwrócona.

Dzięki.

Mel

Do: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Moja ostatnia wola i testament

Cześć. Piszę, żeby dać wam znać, że strasznie się przeziębiłam i chyba umrę. Jeśli tak się stanie, chcę, żebyście wiedzieli, że zostawiam tobie i tatusiowi wszystkie pieniądze, które mam na koncie. Proszę, użyjcie ich, żeby zapewnić wykształcenie uniwersyteckie Kenny’emu i Richiemu. Wiem, że pewnie nie będą mieli ochoty iść na studia, skoro obaj planują grać w NBA, kiedy dorosną, ale na wszelki wypadek, gdyby sport zawodowy nie wypalił, powinni móc przynajmniej opłacić semestr czy dwa z tych moich 24 324 dolarów i 57 centów.

Proszę, oddajcie moje wszystkie ubrania Crystal Hope, nowej żonie Jera. Wygląda, jakby mogły jej się przydać. Sama nie wiem, co macie zrobić z kolekcją lalek Madame Alexander. Może Robbie i Kelly teraz na odmianę będą mieli córeczkę, jeśli tak, to przekażcie jej moje lalki. Jedynym moim pozostałym majątkiem na tym świecie są książki. Czy zechcesz dopilnować, żeby w przypadku mojego śmiertelnego zejścia w komplecie trafiły w ręce siostrzeńca mojej najbliższej sąsiadki, Johna? Właściwie naprawdę ma na imię Max. Podobałby ci się, mamo. Wszyscy ludzie z mojej redakcji spotkali go i polubili. Jest bardzo zabawny i uroczy. Nie, mamo, nie sypiamy ze sobą.

Chociaż nie pytaj mnie, dlaczego. Nie pozwól tacie tego czytać, ale zaczynam się zastanawiać, czy wszystko jest ze mną w porządku. To znaczy, poza tym, że się przeziębiłam. Bo John i ja obściskiwaliśmy się tylko raz, a potem nic, zero, nada.

Może ja naprawdę nie umiem się całować. Pewnie właśnie o to chodzi. To dlatego każdy facet, z którym się umawiałam, począwszy od Jera, w końcu mnie rzucał. Beznadziejnie się całuję. Jestem niska. Mam niemożliwie mały pęcherz. Jestem ruda i nie umiem się całować.

Mamo, bądź ze mną szczera, czy kiedy się urodziłam, lekarz nie powiedział przypadkiem: GENETYCZNA MUTACJA? Czy może użył terminu… och, nie wiem… BIOLOGICZNA ANOMALIA?

Bo wydaje mi się, że tym właśnie jestem. Och, ja wiem: Robbie l wyszedł na ludzi. Pewnie nie brak mu chromosomu całowania, tak jak mnie. Albo to, albo Kelly też nie umie się całować, więc nie potrafiła odczuć różnicy. Chyba nie sądzisz, że… Ktoś stuka do drzwi! To John! A ja wyglądam okropnie! Mamo, muszę lecieć…

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Temat: Twój ostatni niemądry mail

Melisso Ann Marie Fuller!

Co, na litość boską, miał znaczyć ten ostatni maił od ciebie? Jesteś po prostu lekko przeziębiona, kochanie. Nie umierasz. Twoje lalki stoją dokładnie tam, gdzie zawsze, na swojej półeczce w twojej sypialni, razem z medalami za osiągnięcia w nauce i świadectwem maturalnym z liceum. I co ty opowiadasz, że źle się całujesz? Jeżeli ten chłopak tak uważa, to powiedz mu, że może sobie skoczyć z dachu. Jestem pewna, że bardzo dobrze potrafisz się całować. Nie martw się, Melisso, w tym morzu jest wiele ryb. Po prostu tę jedną odrzuć z powrotem do wody. Twój statek jeszcze nadpłynie. Jesteś o wiele ładniejsza niż te dziewczyny, które widzę w telewizji, a już na pewno ładniejsza niż ta, która uprawiała seks z prezydentem. Znajdziesz sobie coś lepszego niż chłopak, który uważa, że źle się całujesz i niż ten, który przespał się z Barbarą Bellerieve. Wiesz, słyszałam, że ona ma sztuczne zęby! Więc po prostu powiedz temu chłopakowi, żeby spadał, a potem zapakuj się do łóżka, popatrz sobie w telewizor i pij dużo płynów, a zwłaszcza bulionu z kury. Dojdziesz do siebie, zanim się obejrzysz.

A chociaż nie powinnam ci tego mówić – chciałam, żeby to była niespodzianka – przesyłam ci pewien drobiazg, który powinien cię od razu rozchmurzyć. No dobra, to paczka snickerdoodles, twoich ulubionych ciasteczek. Więc przestań się mazać i uśmiechnij się, młoda damo!

Całuję Mamusia

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Melissy Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Dzięki

Dzięki, dzięki, dzięki!

John powiedział mi, że dzwonił do redakcji, a ty mu powiedziałaś, że jestem chora. I wiesz, co zrobił potem? Naprawdę, nie chcę przyprawiać cię o mdłości, ale umieram z chęci opowiedzenia komuś, więc wybrałam ciebie na swoją ofiarę. Poszedł do delikatesów na Drugą Aleję i przyniósł mi bulion z kurczaka!

Naprawdę! Cały wielki pojemnik! A potem wstąpił do mnie z zupą, sokiem pomarańczowym, kasetą wideo i lodami (zwykłe waniliowe, ale on się chyba po prostu nie zna. Masz rację, czasem trzeba ich najpierw wyszkolić). I chociaż musiałam wyglądać po prostu okropnie (miałam na sobie swoją piżamę w krowie łaty i puchate kapcie króliczki, a gdybyś zobaczyła moje włosy…), kiedy zapytałam go, czy chciałby zostać i obejrzeć ze mną film (Widok na podwórze – wiem, co sobie myślisz, Nadine, ale jestem pewna, że on nie ma zielonego pojęcia, że ja go szpiegowałam przez okno. Poza tym zawsze dyskretnie odwracałam wzrok, kiedy zaczynał się rozbierać. No cóż, poza jednym razem, ale wtedy chodziło o rozstrzygnięcie tej szalenie ważnej kwestii: bokserki czy slipki), zgodził się.

No więc obróciłam telewizor, żebyśmy mogli oglądać film z kanapy, ale John powiedział, że powinnam leżeć w łóżku (które, oczywiście, musiałam porzucić, żeby otworzyć drzwi – nie zawracałam sobie głowy słaniem ani nic, i wyobraź sobie otaczający je ocean zużytych chustek do nosa), a wtedy on kazał mi położyć się z powrotem i znów przekręcił telewizor. Potem poszedł do kuchni – co mocno mnie zawstydziło… Powinnaś była zobaczyć wszystkie te niezmyte naczynia w zlewie – a kiedy wrócił, przyniósł mi na tacy zupę i dużą szklankę soku pomarańczowego. Pamiętasz, jak kupiłam tę tacę? Tylko używałam jej do trzymania laptopa nad wanną, jak ta kobieta z reklamy, kiedy tak okropnie się spaliłam na plaży, a George okazał się taki paskudny i kazał mi pracować w domu.

Nadine, to było takie mile! Położył się po drugiej stronie łóżka (nie pod kołdrą, tylko na) i oglądaliśmy film, a ja jadłam zupę| a kiedy skończyłam, otworzył lody i zaczęliśmy je wyjadać łyżkami prosto z pojemnika, a potem, kiedy zaczęła się ta przerażająca część filmu, zupełnie o nich zapomnieliśmy i całe się roztopiły na mojej pościeli, która teraz okropnie się lepi, ale kto by się tym przejmował?

A potem, kiedy film się skończył, przełączyłam telewizor na Weather Channel i tam była relacja na żywo z huraganu Jan, który akurat obracał w ruinę wybrzeże Trynidadu! No więc oglądaliśmy sobie to przez chwilę, a potem nie wiem, co się stało, chyba wzięłam za dużo akataru, ale zanim się zorientowałam, mówił mi dobranoc, i że zajrzy do mnie jutro, a kiedy się znów obudziłam, jego już nie było i była już noc, a on pozmywał mi naczynia.

Nie tylko naczynia po zupie i soku i tak dalej. WSZYSTKIE naczynia, które leżały w zlewie, zostały umyte i ułożone na suszarce. Przez chwilę myślałam, że mam halucynacje, ale dziś rano one nadal tam byty. Nadine, on POZMYWAŁ MOJE NACZYNIA, kiedy byłam nieprzytomna i prawdopodobnie chrapałam, ze względu na to, że mam kompletnie zatkany nos.

Czy to nie najsłodsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałaś? Naprawdę KIEDYKOLWIEK? Nigdy przedtem żaden mężczyzna nie posprzątał mojej kuchni.

No cóż, to wszystko. Chciałam się tylko pochwalić. Ciągle jednak czuję się jak totalny wrak, więc nie wiem, kiedy przyjdę do pracy.

Czy Xena jest tam, gdzie być powinna? Jak sądzisz, co on z nią robił? Boże, jestem taka szczęśliwa, że zerwaliśmy ze sobą. Co za DZIWAK!

Mel

PS Moja choroba to jeszcze nie powód, żebyś opuszczała treningi na rowerach.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: l co?

Co to było: bokserki czy slipki? Nie zostawiaj mnie w niepewności, Fuller.

Nadine;-)

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Aha!

Bokserki. Naprawdę śliczne bokserki, takie w małe golfowe piłeczki.

Mel;-)

Do: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Moje zdrowie

Drogi George’u!

Jestem wciąż chora. Dziś nie przyjdę do redakcji i prawdopodobnie jutro też nie.

Nie wściekaj się, George. Wiem, że dużo się dzieje teraz, kiedy odbywają się te wszystkie przyjęcia w Hamptons, ale nic nie poradzę. Wczoraj skorzystałam ze swojego znakomitego programu opieki zdrowotnej i poszłam do lekarza. Wiesz, co mi przepisał? Odpoczynek w łóżku i dużo płynów. Odpoczynek w łóżku i dużo płynów, George! Nie będę mogła zapewnić sobie tego w Hamptons. Może Doiły by mogła, ale ja nie. Poza tym, jestem pewna, że lekarzowi chodziło o nieco inny rodzaj płynów.

Powiedz Ronnie, że nie wierzę w to coś o George’u i Winonici w Cannes i żeby dobrze to sprawdziła, zanim cokolwiek napisze. On jest dla niej o wiele za stary.

Mel

PS Nie zapomnij powiedzieć Amy Jenkins, że jestem dalej chora, a nie spóźniona.

Czy moja Xena – Wojownicza Księżniczka wróciła na swoje miejsce?

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Mel

Czy ty znów siedzisz w sieci? Usiłuję dodzwonić się do ciebie od godziny. I WIEM, że nie rozmawiasz z Mel, bo przed chwilą u niej byłem.

I wcale nie byłem tam jedynym gościem. Możesz tylko raz zgadywać, kto otworzył mi drzwi. Tak, masz rację. Sam książę z bajki. Właściwie nie powinienem tak o nim mówić. Dosyć lubię faceta. Jest taki… normalny, wiesz? Nie jak ten dziwak Spender. Pamiętasz, jak ty, ja, Mel i Spender kiedyś raz wyszliśmy wspólnie na miasto i on się zaczai czepiać policjantów? Kurna, ależ mnie to zajeżyło. Na szczęście szybko się przymknął, kiedy mu powiedziałem, że czterech moich kuzynów pracuje w nowojorskiej policji. Ten nowy facet nie wygaduje przynajmniej takich bzdur jak zazwyczaj Spender.

W każdym razie, przekazałem dla niej rzeczy, które mi kazałaś zanieść, a John otworzył mi drzwi i w pierwszej chwili czułem się trochę głupio, tyle ci powiem. Myślałem, że przeszkodziłem’ im w seksie. Ale facet miał na sobie ubranie i powiedział mi zaraz:

– Cześć, wchodź.

A w środku siedziała Mel w tej dziwacznej białej piżamie w czarne mazidła, zupełnie jak krowie łaty, i była w łóżku, ale nie wyglądała na bardzo chorą, moim zdaniem. Oglądali jakiś film. Najwyraźniej, odkąd zachorowała, robią to dość często. On przynosi jakieś jedzenie – nic, co by odpowiadało moim standardom, muszę powiedzieć, ale ostatecznie zjadliwe – i oglądają sobie filmy.

Sam nie wiem. Czy to znaczy, że to coś poważnego? O ile mogłem stwierdzić, nie odchodziło tam żadne bara-bara. To znaczy wszędzie na podłodze walały się tony chusteczek higienicznych, ale jestem całkiem pewien, że to przez katar Mel, a nie, no wiesz, coś innego.

Hej, nie wściekaj się na MNIE. Ja tu tylko przekazuję wiadomości. No więc powiedziałem coś w rodzaju:

– Masz tu rzeczy z pracy, a ja zrobiłem ci trochę koktajlu brzoskwiniowego.

No i oczywiście Mel totalnie zgłupiała, bo jak każdy porządny człowiek wie, że mój koktajl brzoskwiniowy to dar bogów, więc nalegała, żebyśmy się wszyscy razem napili, a John rozlał go do kubków, więc mam wrażenie, że on sobie całkiem dobrze radzi w kuchni Mel, co ma spore znaczenie, bo sama widziałaś, że ona chowa plastikowe pojemniki do piecyka i ma ten dziwny zwyczaj trzymania piwa w pojemniku na jarzyny.

W każdym razie on nałożył na wierzch takie wielkie buły lodów waniliowych, co jak wiesz, niszczy klarowną konsystencję koktajlu. Ale nieważne. Wszyscy usiedliśmy na łóżku i muszę przyznać, choć czynię to niechętnie, że to był najlepszy koktajl brzoskwiniowy w moim życiu, nawet mimo lodów.

Usiłowałem przez chwilę oglądać film, bo Mel powiedziała, żebym z nimi posiedział, ale zorientowałem się, że chociaż ONA powiedziała „zostań”, ON miał taką minę, jakby myślał: „Kiedy ten facet sobie wreszcie pójdzie?”, i to bardzo czytelną. No więc powiedziałem, że muszę lecieć, a Mel podziękowała mi i powiedziała, że czuje się już lepiej i że w poniedziałek wraca do pracy, a ja powiedziałem, że w porządku, i John odprowadził mnie do drzwi i powiedział coś w rodzaju: „Miło cię było znowu zobaczyć, cześć” i właściwie wypchnął mnie za drzwi.

Chyba trudno mi go obwiniać. Ja byłem taki sam, kiedy zaczynaliśmy ze sobą chodzić. Tyle że nie pozwoliłbym ci kupić podobnej piżamy. Czy Mel nie posiada sensownej bielizny nocnej?

No cóż, mimo piżamy, mówię ci – facet jest mocno pogrążony. O wiele bardziej niż kiedykolwiek Spender. przypuszczam, że jak zwykle Mel nie ma o niczym pojęcia, prawda? Nie sądzisz, że ktoś powinien jej o tym powiedzieć?

Tony

Do: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournat.com›

Temat: Mel

No i kto TERAZ nie odbiera telefonu? Przypuszczam, że jesteś gdzieś na sali i zawracasz klientom w głowie swoim tatarem z łososia na ustkach endywii. W każdym razie, dzięki za odniesienie tych rzeczy do Mel. A więc on znów tam był? Ostatnim razem też tam był. Myślę, że masz rację: wzięło go, i to OSTRO. Ale ją też.

I nie, nie uważam, że którekolwiek z nich wymaga naszej pomocy. Nam nikt nie pomagał, prawda? A poradziliśmy sobie i świetnie. Nie powiedziałeś Mel, że opuściłam zajęcia na siłowni, prawda?!

Nadine

PS Proszę pana, pan powinien interesować się bielizną tylko jednej osoby, a ta osoba to ja. Co Mel Fuller ma na sobie w łóżku, to jej prywatna sprawa. I to ja kupiłam jej tę piżamę w krowie łaty na ostatnie urodziny. Uważam, że jest śliczna.

Do: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Snickerdoodles

Droga mamusiu!

Dzięki serdeczne za ciastka! Są pyszne – to znaczy, gdybym miała węch i smak, na pewno by takie były.

Chcę ci powiedzieć, że czuję się już o wiele lepiej – nie na tyle dobrze, żeby już wracać do pracy, oczywiście, ale i tak lepiej. Ciągle mam jeszcze taki zmieniony głos, że kiedy dzwonię do szefa powiedzieć mu, że jeszcze nie przyjdę do redakcji, o nic mnie nie podejrzewa, na szczęście.

A poza tym, w sprawie całowania: przepraszam, że oskarżyłam ciebie i tatę o nieprzekazanie mi porządnych genów. Okazuje się, że całuję się jak trzeba; John jest po prostu nieśmiały. Oczywiście, trudno jest się całować, kiedy człowiek ma kompletnie zatkany nos, ale jak przypuszczam, praktyka czyni mistrza.

W każdym razie, jeszcze raz dzięki za ciastka i odezwę się do ciebie później.

Całuję Mel

PS John też uwielbia twoje ciasteczka!

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Temat: Snickerdoodles

Melisso, musisz mi wybaczyć. Naprawdę nie chcę się wtrącać. Ale mam nieodparte wrażenie – i nie czuj się zobowiązana do odpowiedzi, jeżeli nie chcesz – ale mam takie wrażenie, że ty i ten John czy Max Friedlander UPRAWIACIE SEKS. Słuchaj, jesteś już dorosłą dziewczyną i oczywiście sama musisz podejmować takie decyzje, ale uważam, że powinnaś być świadoma paru spraw. Na przykład:

Mężczyzna nie kupi krowy, jeżeli mleko dostaje za darmo. To prawda. To najprawdziwsza prawda. Zdobądź pierścionek na serdeczny palec, zanim wpuścisz go do łóżka, moja droga. Dobrze – wiem, wiem. W dzisiejszych czasach wszystkie dziewczyny to robią.

No cóż, jeżeli musisz iść za przykładem modnej większości, zadbaj przynajmniej, żeby to był bezpieczny seks, dobrze kochanie? Obiecaj to mamusi.

Ups. Muszę lecieć. Tatuś i ja mamy dziś wieczorem spotkanie naszej drużyny kręglarskiej w Sizzler na obiedzie.

Całuję Mamusia

Do: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Snickerdoodles

O mój Boże, mamo, ja NIE uprawiam z nim seksu, naprawdę. Ja tylko mówiłam o całowaniu się! Jak to się wiąże jedno z drugim?!

No dobrze, dobrze. To chyba naturalnie wynika jedno z drugiego, niemniej jednak. Ale to o krowie jest takie głupie. Czy ja dla ciebie wyglądam jak krowa?

Poza tym, gdzie się podziało przymierzanie spodni, zanim kupi się parę, hm? Taką właśnie radę dostał od taty Robbie, zanim wyjechał na studia.

A co mnie się dostaje? Ta głupia uwaga o krowie! No cóż, mamo, dla twojej wiadomości – być może będę chciała najpierw przymierzyć KILKA PAR SPODNI. Czy przyszło ci to kiedyś do głowy? Na świecie jest mnóstwo spodni i jak ja mam znaleźć te właściwe, jeżeli nie przymierzę wszystkich potencjalnych egzemplarzy? No wiesz, po uważnym procesie wstępnej selekcji? I OCZYWIŚCIE, jeżeli zdecyduję się przymierzyć tę jedną konkretną parę spodni, zrobię to, zachowując najwyższe środki ostrożności. To znaczy, na litość boską, przecież mamy dwudziesty

pierwszy wiek. PROSZĘ cię, czy możesz tego wszystkiego NIE powtarzać tacie?

Błagam. Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Temat: Snickerdoodles

Kotku, nie musisz krzyczeć. Rozumiem cię równie dobrze, kiedy piszesz małymi literami.

Naprawdę ci ufam i wiem, że podejmiesz właściwą decyzję. I jestem pewna, że masz rację na temat tych spodni. Wiem, że zrobisz to, co najlepsze. Tak jak zawsze. Ja tylko myślę, że dobrą regułą jest nie przymierzać spodni, które najpierw nie wymieniły słowa na „k”. Oczywiście mam na myśli to duże słowo przez duże K. Wiem, że mnóstwo spodni – zwłaszcza tych francuskich i włoskich – szafuje słowem przez duże K przy każdej okazji, ale myślę, że spodnie amerykańskie są trochę bardziej wstrzemięźliwe. Kiedy wymawiają to słowo, na ogół mówią to, co czują.

Więc zrób mi przysługę i po prostu najpierw poczekaj na to słowo przez duże K, dobrze? Bo ja cię znam, Melisso. Wiem, jak łatwo złamać twoje ufne serce. Byłam tam, kiedy rzucił cię Jer, prawda? W wiadomościach widziałam, że ten seryjny morderca-transwestyta zaatakował kolejną kobietę, tym razem na Upper East, Side! Mam nadzieję, że zamykasz drzwi na noc, kochanie. On zdaje się szczególnie lubi rozmiar sześć, więc naprawdę oglądaj się za siebie, kiedy wychodzisz gdzieś wieczorem, kotku. Ale nie zapomnij też uważać na dziury w jezdniach!

Całuję Mamusia

PS I pamiętaj o spadających klimatyzatorach.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Ratunku

Popełniłam ogromny błąd i powiedziałam mojej mamie, że John i ja całowaliśmy się. Teraz bez końca zamęcza mnie różnymi fagami.

Ale dała mi trochę do myślenia: jaka zasada tu obowiązuje No wiesz, w kwestii sypiania ze sobą? Po ilu randkach wolno się z kimś przespać? To znaczy, żeby nie wyjść na łatwą? I czy to się liczy jako randka, jeżeli jesteś chora, a on ci przynosi lody? Lody waniliowe, mówiąc dokładniej.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Ratunku

Co dla ciebie oznacza słowo ŁATWA? To bardzo subiektywne określenie, moim zdaniem. Na przykład ja się przespałam z Tonym na naszej pierwszej randce. Czy to znaczy, że jestem łatwą kobietą? Przyjrzyjmy się faktom.

Lubisz faceta. Masz ochotę go schrupać. Ale martwisz się, że jeżeli zrobisz to za wcześnie, on cię zaszufladkuje w waszym związku jako kobietę łatwą. Czy naprawdę chcesz być z kimś, kto myśli w takich negatywnych kategoriach? Nie, oczywiście, że nie. Więc odpowiedź na twoje pytanie: „Po ilu randkach możesz się z kimś przespać?” brzmi: nie ma na to prostej rady. W każdym przypadku jest inaczej. Szkoda, że nie mogę ci bardziej pomóc.

Nadine

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Seks

Droga Mel!

Cześć. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale Nadine wspomniała o tym, że masz drobną zagwozdkę – no wiesz, na temat jak szybko w związku popełnia się rzeczony czyn. A ja myślę, że mam dla ciebie odpowiedź:

Jeśli czujesz się komfortowo, nie zwlekaj. poważnie. Ja zawsze tak postępowałem w życiu i popatrz, jak mi się wszystko udało. Jestem szefem kuchni we własnej restauracji i żenię się z totalnie podniecającą damą, która pod ciuchami od Ann Taylor nosi stringi. Przy tej zasadzie nie sposób popełnić błędu.

Tony

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Proszę wybacz…

…mojemu chłopakowi. Nie wiem, czy ci już wspominałam, że jest lekko zapóźniony w rozwoju.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nie mam ci za złe…

…że opowiadasz Tony’emu o moim życiu seksualnym – czy raczej o jego braku – ale ludziom w redakcji tego nie mówisz, prawda?

PRAWDA?

Mel

Do: Peter Hargrave ‹peter.hargrave@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

Ależ OCZYWIŚCIE, że ona powinna to zrobić, kotku. Co ma do stracenia? Przecież lat jej nie ubywa. Całkiem niedługo siła grawitacji zacznie ściągać ku ziemi te bardziej atrakcyjne fragmenty jej figury. A wtedy… No cóż, uważam po prostu, że trzeba korzystać z życia póki czas.

Tak a propos, Aaron odwołał spotkanie ze mną w ten weekend. Co powiesz na to? Dom Stephena to marzenie, a wszyscy będą niezwykle dyskretni. To są ludzie FILMU, kotku. Żaden z nich nie będzie miał zielonego pojęcia, kim jesteś.

Daj mi znać.

Buziaki

Dolly

Do: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Od: Jimmy Chu ‹james.chu@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

Tak, ale jeżeli ona się z nim prześpi, a potem nic z tego nie wyjdzie, to będzie musiała spotykać go codziennie, przecież on mieszka po sąsiedzku. To może być strasznie żenujące. Zwłaszcza jeżeli ona – albo on – zacznie się spotykać z kimś innym. W tej sytuacji nie ma dobrego rozwiązania. Chyba że się pobiorą, ale jaka jest szansa, że zdarzy się coś takiego?

Jim

Do: Stella Markowitz ‹stella.markowitz@thenyjournal.com›

Od: Angie So ‹angela.so@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

On jest dla niej za stary. Ile ma lat? Trzydzieści pięć? A ona? Dwadzieścia siedem? Jest za młoda. Po prostu dzieciak. Powinna sobie znaleźć kogoś w swoim wieku.

Angie

Do: Adrian De Monte ‹adrian.demonte@thenyjournal.com›

Od: Les Kellogg ‹les.kellogg@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

Tak, ale wszyscy chłopcy w wieku Mel zajęli się otwieraniem firm internetowych i kiedy tylko chcą, mogą się umawiać z supermodelkami, więc po co im taka Mel, która jest słodka, ale przecież nie jest supermodelką? Albo to, albo są zawodowymi deskorolkarzami. Więc jak sądzę, to może nawet lepiej, że facet jest taki stary.

Les

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

A tak właściwie czemu trzydziestopięcioletni facet wciąż jest samotny? Czy ktokolwiek się tu zastanowił nad tym, że on może być gejem? Czy ktoś nie powinien ostrzec Mel, zanim zrobi z siebie idiotkę i prześpi się z nim?

George

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Czy ludzie w redakcji rozmawiają o tobie

Chyba żartujesz? Nie pochlebiaj sobie. Mamy tu o wiele poważniejsze zmartwienia niż twoje życie miłosne.

Nadine

Do: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: John Trent ‹John.trent@thenychronicle.com›

Temat: Kurczak Kenny Rogersa

Czyżbyś kiedykolwiek usiłowała wmawiać ludziom, że sama ugotowałaś coś tak pysznego? Niesłychane.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Genevieve Randolph Trent ‹grtrent@trentcapital.com›

Temat: Impreza charytatywna

Tylko ci przypominam, drogi chłopcze, o twojej obietnicy pojawienia się ze mną na imprezie. I oczywiście o twoim uroczym małym czeku.

Nie miałam od ciebie wiadomości już od paru dni. Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku.

Mim

PS Słyszałeś już o kuzynce Serenie?

Do: Genevieve Randolph Trent ‹grtrent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Oczywiście, że nie…

…zapomniałem. Jestem twoją eskortą, pamiętasz? Nawet wyciągnąłem z pawlacza stary smoking i otrzepałem go z kurzu. Do zobaczenia na imprezie.

John

PS Tak, słyszałem o Serenie. To przede wszystkim wina jej rodziców, bo dali jej na imię Serena. Czego się spodziewali?

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Jak to…

…nie pojawisz się w redakcji przed poniedziałkiem? Ty tu chyba o czymś zapominasz, kwiatuszku. Mianowicie o imprezie charytatywnej w Centrum Lincolna, no wiesz, na rzecz propagowania wiedzy na temat raka. Przecież to największe wydarzenie towarzyskie sezonu. Według Dolly, będzie tam sama śmietanka, WSZYSCY ważni ludzie. Nie obchodzi mnie, czy krwawisz z oczodołów, Fuller, Idziesz tam.

Wysyłam Larry’ego, żeby zrobił zdjęcia. Upewnij się, że dopadniesz tych wszystkich bogaczy ze starych rodzin, Astorów, Kennedych i Trentów. Wiesz, jak oni uwielbiają oglądać w prasie swoje zdjęcia, nawet w takim głupim, wymęczonym szmatławcu jak nasz.

George

PS Twoja idiotyczna maskotka z powrotem leży na monitorze. O co tu w ogóle chodziło?

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Hej

Przestań się wydzierać. Jeżeli ona czuje się na tyle dobrze, żeby rozważać uprawianie seksu z jakimś gościem, to z powodzeniem może wywlec z łóżka swój smutny odwłok i zabrać się za swoją cholerną pracę.

George

PS A według ciebie w co my się tu bawimy? W gazetkę szkolną?

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Słuchaj…

…pukałem do ciebie przed chwilą, ale nikt nie otwierał, więc zakładam, że śpisz. Nie chciałem dzwonić i budzić cię. Rzecz w tym, że mam dzisiaj trochę zajęć i będę mógł zajrzeć do ciebie dopiero późno wieczorem. Poradzisz sobie? Przyniosę więcej lodów. Tym razem postaram się, żeby miały w środku mnóstwo orzechów w czekoladzie.

John

PS Huragan Jan porusza się z prędkością dwustu kilometrów na godzinę. Oko cyklonu powinno znaleźć się nad Jamajką jakoś tak wieczorem. Wygląda na to, że będzie ostro wiało. To cię powinno rozchmurzyć.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Wczorajszy wieczór

Hej, jak poszło? Próbowałam wybić George’owi z głowy wysyłanie cię tam, ale uparł się. Powiedział, że jesteś jedyną znaną mu reporterką, która skleci z tego artykuł, a nikogo nie obrazi. Pewnie Doiły nie bywała idealnie trzeźwa na imprezach charytatywnych. No cóż, to na pewno dlatego, że spała z mężami wszystkich pań z towarzystwa. Mam nadzieję, że nie masz jakiegoś nawrotu.

Nadine

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: l co ja mam teraz zrobić?

Wczoraj wieczorem, kiedy towarzyszyłem Mim na imprezie charytatywnej w Lincoln Center, kto do nas podszedł ze swoim małym notatnikiem i ołówkiem, jak nie… Mel? Tak, tak właśnie. Melissa Fuller, redaktorka z „New York Journal”, która, kiedy widziałem ją po raz ostatni, leżała w łóżku z egzemplarzem „Cosmo” i temperaturą 37,7. A tu nagle stoi przede mną na wysokich obcasach, w mini, i pyta Mim, czy jej zdaniem szerzenie w społeczeństwie wiedzy na temat raka może w przyszłości doprowadzić do znalezienia lekarstwa na tę chorobę. A potem zauważyła mnie, przerwała i zawołała:

– John!

A Mim – znacie Mim – obraca głowę i jednym spojrzeniem ogarnia rude włosy, zauważa ten akcent ze Środkowego Zachodu i nim się zorientowałem, co jest grane, prosi Mel, żeby z nami usiadła. I może napita się odrobinę szampana? No, mogę z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że to pierwsza taka okazja w dziennikarskiej karierze Mel, żeby ktoś, z kim przeprowadza wywiad, zapraszał ją na drinka do swojego stolika. I wiem na pewno, że to pierwszy raz, kiedy Mim zgodziła się udzielić jakiemuś reporterowi prywatnego wywiadu. Mogłem tylko siedzieć tam i kopać Mim pod stołem za każdym razem, kiedy się bałem, że powie coś w rodzaju: „mój wnuk”, co oczywiście zdarzyło się jakiś milion razy. No więc wychodzi na to, że Mel wie już, że coś jest nie tak. Oczywiście, nie ma pojęcia, co. Uważa, że Mim się we mnie kocha i że powinienem się poddać temu uczuciu, bo taka stara bogata nietoperzyca jak Mim mogłaby spłacić debet na wszystkich moich kartach kredytowych. Chociaż ostrzegła mnie, że wszystkie dzieci Genevieve Trent skończyły w komunach (wuj Charles, ciocia Sara i ciocia Elaine) albo w więzieniu (wuj Piotr, wuj Joe i tata). Zapomniała wspomnieć o samobójstwach ciotki Claire i wuja Franka. Jeszcze jeden dowód, że dziadek dobrze zrobił, przekupując koronera.

Z jakiego pięknego pnia pochodzimy, nieprawdaż, Jason? Stacy, powinnaś zabrać dziewczynki i uciec jak najdalej, póki jeszcze możesz.

I co ja mam teraz robić? Powiedzieć jej? Czy dalej kłamać, póki mi język kołkiem nie stanie?

Czy któreś z was mogłoby mnie po prostu zastrzelić? Proszę.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Powiedz jej

Po prostu jej powiedz. Proszę cię. Błagam. Bo nie jestem pewien, ile jeszcze zniosę.

Jason

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Temat: Nie mów jej…

…dopóki się z nią nie prześpisz.

Mówię poważnie. Bo jeśli jesteś naprawdę dobry w łóżku, będzie jej wszystko jedno.

Wiem, mam teraz w głowie tylko seks, ale ja bym tak właśnie postąpiła.

Stacy

Do: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: No dobra, dzięki

Po prostu powinienem się z nią przespać. Jasne. Dlaczego sam | o tym wcześniej nie pomyślałem?

CZY TOBIE NA PEWNO NIC NIE DOLEGA???

Poza tym, że jesteś żoną mojego brata, oczywiście. Nie pamiętasz, jak to bywa, kiedy człowiek jest samotny? Nie możesz ot tak przespać się z kimś. To znaczy, owszem, teoretycznie można, ale z tego nic nigdy nie wychodzi. A |A CHCĘ, ŻEBY Z TEGO COŚ WYSZŁO.

Dlatego to takie ważne, żebyśmy nawiązali ciepłą i serdeczną przyjaźń, ZANIM prześpimy się ze sobą. Jasne? I czy nie tak zawsze twierdzi Oprah?

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Temat: Ale czy ty nie…

…sądzisz, że już nawiązaliście ciepłą i serdeczną przyjaźń? To znaczy, przynosiłeś jej lody i zmywałeś jej naczynia, na litość boską. Dziewczyna jest ci to winna. Zgodzi się, nie ma obawy.

Stacy

Do: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Wybacz mi, ale…

…czy w tobie rośnie nasienie szatana, czy mój bratanek? Co się z tobą dzieje? „Zgodzi się, nie ma obawy”.

Nikt nie zgadza się tylko dlatego, że mu przyniesiono lody. Gdyby to była prawda, ci faceci, którzy prowadzą ciężarówki Pana Softee…

No, chyba łapiesz mój tok myślenia.

Nie, ja chcę to zrobić jak należy. Ale smutna prawda jest taka, że każda kobieta, z którą się kiedykolwiek umawiałem, zawsze jednym okiem zerkała do mojego portfela – a mówimy tutaj głównie o kobietach, które mi wpychała Mim, creme de la creme nowojorskiego towarzystwa, które same, można by pomyśleć, miały sporo pieniędzy na kontach – więc zaciągnięcie ich do łóżka nigdy nie stanowiło problemu. Mel jednakże najwyraźniej nie jest z tych panienek, co to od razu wskakują facetowi do łóżka. W gruncie rzeczy, jest całkiem nieśmiała.

Nie wiem, co zrobię. Poważnie mówiłem o tym zastrzeleniu mnie, wiesz. Naprawdę nie miałbym nic przeciwko kulce między oczy, o ile stałoby się to szybko, a Mel nie musiałaby w efekcie znów sama wyprowadzać Paco na spacery.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Temat: Och, na litość boską

Po prostu weź się do rzeczy.

Zwyczajnie zapukaj do drzwi, a kiedy ci otworzy, wyciągnij ją na korytarz i zacznij całować mocno i namiętnie. Potem pchnij ją na ścianę i wyjmij jej bluzkę zza paska spódnicy, i wsuń rękę pod jej stanik, i…

Stacy

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Musisz wybaczyć…

…mojej żonie. Jest teraz buzującym tyglem hormonów. Prawdę mówiąc, właśnie musiałem położyć ją do łóżka z chłodnym kompresem.

Byłbym ci niezmiernie wdzięczny, gdybyś powstrzymał się od dyskutowania z nią na tematy natury seksualnej do czasu, gdy urodzi. A konkretnie – do jakichś sześciu czy ośmiu tygodni po porodzie. Jestem pewien, że wyjaśniła ci, że jest w tej chwili u szczytu swoich potrzeb seksualnych. A tymczasem, jak niewątpliwie wiesz, jej lekarz stwierdził, że w tym stadium ciąży mogłoby być dla dziecka niebezpieczne, gdybyśmy się angażowali w… No, wiesz.

Więc zamknij się i ani słowa na temat seksu między tobą a tamtą dziewczyną, dobra?

A skoro już jesteśmy przy temacie, gdzie się podział pomysł zabrania tej dziewczyny na obiad? Co? W filmach to zawsze działa. Bierzesz dziewczynę na jakiś miły, romantyczny obiad, może na przejażdżkę dorożką po Central Parku (chyba że dziewczyna nie uznaje takich głupot), i jeśli masz farta, ona się zgodzi na łóżko. Jasne?

Więc weź ją w jakieś przyjemne miejsce. Pamiętasz tego Davida Belewa? Czy to nie jest najprzyjemniejsza restauracja w mieście? Zaprowadź ją tam.

I tym razem, jeśli ten głupi kot zachoruje, niech sobie zdycha. Przynajmniej takie jest moje zdanie.

Jason

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Brittany i Haley Trent ‹weluvbarney@freemail.com›

Temat: CZEŚĆ WUJKU JOHNIE

JAK CI SIĘ PODOBA NASZ NOWY ADRES MAILOWY? TATA GO NAM ZAŁATWIŁ, ŻEBYŚMY PRZESTAŁY UŻYWAĆ JEGO KONTA. USŁYSZAŁYŚMY, JAK MAMUSIA I TATUŚ ZNÓW ROZMAWIALI O TOBIE I TEJ RUDEJ PANI. POWIEDZIELI, ŻE NIE JESTEŚ PEWIEN, JAK JEJ OKAZAĆ, ŻE JĄ LUBISZ.

NO CÓŻ, W DRUGIEJ KLASIE, JEŻELI JESTEŚ CHŁOPCEM I LUBISZ JAKĄŚ DZIEWCZYNKĘ, DAJESZ JEJ SWOJĄ NAJLEPSZĄ KARTĘ Z POKEMONEM. ALBO JĄ CIĄGNIESZ ZA WŁOSY. ALE NIE ZA MOCNO, ŻEBY NIE ZACZĘŁA PŁAKAĆ.

ALBO MOŻESZ JĄ POPROSIĆ, ŻEBY POJEŹDZIŁA Z TOBĄ NA ROLKACH TYŁEM, A WTEDY TRZYMASZ JĄ ZA RĘKĘ, ŻEBY SIĘ NIE PRZEWRÓCIŁA. MAMY NADZIEJĘ, ŻE TO COŚ POMOŻE.

CAŁUSY BRITTANY I HALEY

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Genevieve Randolph Trent ‹grtrent@trentcapital.com›

Temat: Nawet nie zamierzam…

…pytać, co miało znaczyć to wszystko na imprezie charytatywnej. Mogę tylko założyć, że podobnie jak twoi kuzyni, komplet nie oszalałeś. Domyślam się, że to była TA panna Fuller z Fullerów z Lansing w stanie Illinois. Naprawdę nie potrafię pojąć, czemu ją tak przed nami ukrywasz. Uważam, że ona jest absolutnie urocza! Rozumiem, że jest przeziębiona i nie zawsze wymawia „d”.

A jednak ty z nią ewidentnie grasz w jakąś grę. Moja kostka, powinnam ci to uświadomić, jest czarnosina po wszystkich twoich kopnięciach.

Zawsze byłeś beznadziejny, kiedy chodziło o kobiety, więc pozwól, że udzielę ci jednej rady: w cokolwiek z nią grasz, to nie zadziała, John. Dziewczyny nie lubią gierek. Nawet, jak mi mówią, te z Lansing w stanie Illinois.

Mim

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Wczorajszy wieczór

Czy to tylko te leki przeciwgorączkowe, które wczoraj brałam, czy to był strasznie dziwny wieczór? Nie miałam pojęcia, że cię spotkam. Napisałeś już po moim wyjściu. Mój okropny, wredny szef zmusił mnie, żebym tam poszła. Nie miałam na to ochoty. Czułam się paskudnie. Ale kazał mi iść, więc utuszowałam sobie rzęsy, włożyłam sukienkę i poszłam, z katarem i gorączką, i wszystkim. Nie było aż tak źle. Krewetki były smaczne. Właściwie nie bardzo czuję jakikolwiek smak, ale nieważne. Nie miałam pojęcia, że chodzisz na takie imprezy. Robiłeś zdjęcia? Jakoś nie zauważyłam aparatu. Ta pani Trent była bardzo miła. Skąd ją znasz? Robiłeś jej kiedyś portret? To zabawne, że słyszysz o ludziach mnóstwo różnych rzeczy, a potem ich spotykasz i okazuje się, że są zupełnie inni, niż ci mówiono. Ja zawsze słyszałam, że Genevieve Randolph Trent to okropna, zimna suka. A przecież ona jest ujmująca. Wiesz, gdyby nie to, że ma chyba ze sto lat, powiedziałabym, że robi do ciebie słodkie oczy, bo przez cały czas ci się przyglądała.

W sumie to dobrze, że przy tych wszystkich swoich pieniądzach ona robi takie charytatywne gesty. Pisałam już o wielu ludziach, którzy postępują inaczej. Właściwie wszystkie dzieci pani Trent (a miała ich OŚMIORO, wyobrażasz sobie?) to straszni nieudacznicy, którzy albo mieszkają w komunach, albo siedzą w więzieniu. Żal mi ich. I jej też mi trochę żal.

W każdym razie, wracam do pracy, bo po prostu nie mogą się tam beze mnie obejść, ale zastanawiałam się, czy dałbyś się zaprosić na obiad któregoś wieczoru, jakoś tak niedługo, bo chciałabym ci podziękować za opiekę, kiedy czułam się tak paskudnie. Daj mi znać, kiedy będziesz miał trochę czasu… Pani Trent, jak rozumiem, powinna mieć tu pierwszeństwo, gdybyś się z nią ożenił, mógłbyś od razu spłacić debety na wszystkich swoich kartach kredytowych i nie musiałbyś się już martwić o przekraczanie limitu. To tylko taki pomysł.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Obiad

Nie, to nie chodziło wyłącznie o ciebie. Wczoraj wieczorem WSZYSTKO było bardzo dziwne. No cóż, to znaczy, poza tobą. Ty nigdy nie jesteś dziwna. Mówiąc WSZYSTKO, miałem na myśli okoliczności.

Znam Genevieve Trent od bardzo dawna. Właściwie odkąd pamiętam. Ale nie wydaje mi się, żeby istniała jakakolwiek możliwość wywiązania się między nami romantycznego związku, chociaż istotnie mogłoby to rozwiązać problem moich kart kredytowych.

A przy okazji, ona naprawdę się ucieszyła, że cię poznała. Ten kawałek, który napisałaś o imprezie, był bardzo poruszający. Wyobrażam sobie, że każda organizacja charytatywna w mieście będzie teraz do ciebie dzwonić i zapraszać cię, żebyś w następnej kolejności napisała o nich, robisz to tak wymownie. Jeśli chodzi o obiad, byłbym zachwycony. Tylko wolałbym, żebyś to ty pozwoliła mi się zaprosić. Ciągle mam u ciebie dług wdzięczności za uratowanie ciotki Helen, pamiętasz? To może jutro wieczorem? Jeżeli czujesz się na siłach, rzecz jasna. Zrobię rezerwację – to będzie niespodzianka. Ale obiecuję, że nie pójdziemy do Fresche.

John

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Obiad

No dobra, skoro nalegasz. Ale naprawdę nie trzeba. Wiesz, gdybyś tylko pozwolił mi coś ugotować, mógłbyś oszczędzić pieniądze i po prostu zacząć spłacać swoje karty kredytowe. To całkiem nowa myśl, ja wiem, ale właśnie TAK robią normalni ludzie.

Ale zdaje się, że żadne z nas nie jest tak całkiem normalne. Normalni ludzie nie miewają hopla na punkcie huraganów i dziur w jezdniach, prawda?

No właśnie, dlatego przypuszczam, że wszystkie normalne reakcje są wykluczone w przypadku takich osób jak my. Cóż zrobić.

Po prostu obiecaj mi, że nie wydasz zbyt wiele. Ja wcale nie jestem szampańską dziewczyną. Piwo zupełnie mi wystarczy.

Mel

Do: David J. Belew ‹djbelew@belew-restaurant.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Obiad

Drogi Davidzie,

pamiętasz, jak namówiłem Patty, żeby zrobiła ten artykuł na temat restauracji, w których trudno zamówić miejsce i twoja okazała się jedyną, którą uznała za wartą trzymiesięcznego oczekiwania na stolik? A ty powiedziałeś, że mam u ciebie stolik w każdej chwili?

No cóż, chcę mieć stolik. Dla dwojga. Masz go zarezerwować na nazwisko Max Friedlander, a kiedy się pokażę, twoi kelnerzy mają się do mnie właśnie tak zwracać. Okay? Poza tym upewnij się, że będziesz miał lody z dodatkami na deser. Najlepsze są kawałki czekolady. Na razie nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Zadzwonię później i potwierdzę.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: David J. Belew ‹djbelew@belew-restaurant.com›

Temat: Obiad

John, przykro mi, że cię muszę rozczarować, ale w mojej restauracji, która otrzymała cztery gwiazdki od tej wspaniałej gazety, dla której trudzisz się codziennie, trzy gwiazdki w przewodniku Michelina, tytuł najlepszej restauracji w Nowym Jorku i nie jedną, ale dwie nagrody Beard (a wszystko dzięki kulinarnym talentom twojego uniżonego sługi), nie podajemy „lodów z dodatkami”.

Nie, nawet z kawałkami czekolady. Oczywiście dopilnuję, żeby czekał na ciebie stolik, a nawet poinstruuję kelnerów, żeby zwracali się do ciebie per Max Friedlander, ale obawiam się, że muszę postawić granicę przy dodatkach do lodów.

Dave

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Najwyraźniej czujesz się lepiej

A może jest jakiś inny powód, dla którego nucisz pod nosem I feel pretty? Tak przy okazji, trochę to denerwuje tych z nas, którzy muszą pracować w pobliżu.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Moje podśpiewywanie

Cóż, jak by to powiedzieć? Czuję się lepiej ORAZ jestem szczęśliwa.

Wiem, trudno uwierzyć. Ale taka jest prawda. Chcesz wiedzieć, dlaczego jestem szczęśliwa? Bo dziś wieczorem wychodzę. Na randkę. Na prawdziwą randkę. Z mężczyzną. Z jakim mężczyzną, zapytasz. No, skoro musisz wiedzieć, z Maksem Friedlanderem. Dokąd idziemy? To niespodzianka.

Ale wiesz co? On płaci.

I chociaż ma to być podziękowanie za to, że ocaliłam życie jego ciotce – muszę przyznać, że nie jestem pewna, czy ona naprawdę doceniłaby moje wysiłki, biorąc pod uwagę jakość tego życia w obecnej chwili – mimo wszystko, jest to randka.

A pani Friedlander może się polepszyć. Więc tak, chyba można powiedzieć, że ogólnie jestem szczęśliwa.

Ale jeśli moje podśpiewywanie cię drażni, to oczywiście, przestanę.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Czy ktoś tu powiedział: „randka”?

Kotku, to prawda? To znaczy, ty i Max? Przyjmujesz to tak spokojnie, kochanie, że musiałam zapytać. To znaczy, biorąc pod uwagę, że mężczyzna zaprosił cię na randkę po raz pierwszy od… No cóż, sama wiesz. A, o wilku mowa… Kręci się tutaj właśnie w tej chwili i marudzi nad kopiarką. Biedny, biedny Aaron.

Uważam, że powinnaś przynajmniej wybrać się do Bamble and Bamble na masaż twarzy i manikiur. Pedikiur również, jeżeli zamierzasz iść w odkrytych pantoflach. Och, i znam doskonałe, urocze miejsce, gdzie można wydepilować sobie okolice bikini – to znaczy, jeżeli uważasz, że dzisiaj będzie TEN dzień. Bo przecież warto wyglądać jak najlepiej, nieprawdaż? Wiesz, słyszałam, że teraz całkiem popularny staje się sfinks. Pewnie nie masz pojęcia, co to jest, więc wyjaśniam: to wtedy, kiedy woskują ci nie tylko okolice bikini, ale całą… Och, kurczę. Peter dzwoni. Później napiszę więcej. Obiecuję.

Buziaki

Dolly

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Twoja randka

Dobra, wiem, że upłynęło sporo czasu (ta wasza mała wyprawa do kina i na kawałek pizzy się nie liczy – ani ten wieczór we Fresche, kiedy mu się wszyscy przyjrzeliśmy, ani tamten wieczór, kiedy w końcu wylądowaliście w klinice dla zwierząt), więc chcę się upewnić, że będziesz pamiętała o randkowym zestawie ratunkowym.

Pamiętaj, powinnaś przygotować te rzeczy wcześniej i przed wyjściem sprawdzić, czy niczego nie zapomniałaś:

l. szminka

2. puderniczka

3. karta do metra (gdybyś musiała się szybko wycofać)

4. pieniądze na taksówkę (gdybyś musiała się szybko wycofać, a w pobliżu nie byłoby stacji metra)

5. tonik do demakijażu, w razie gdyby on cię zrobił w konia, a ty rozpłakałabyś się i spłynąłby ci tusz

6. paszport (gdyby on cię zachloroformował, wsadził do samolotu do Dubaju i sprzedał jako białą niewolnicę, a ty, po licznych perypetiach i udanej w końcu ucieczce, musiałabyś udowodnić władzom, że jesteś obywatelką amerykańską)

7. pastylki odświeżające oddech

8. szczotka do włosów

9. czysta bielizna (tylko na wypadek, gdybyś jednak została na noc)

10. kondomy (to samo)

Mam nadzieję, że to coś pomoże.

Nadine;-)

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Lista

Dzięki za listę rzeczy, których podobno mogę potrzebować na randce, ale zapominasz o czymś: MY MIESZKAMY DRZWI W DRZWI.

Więc jeśli będzie mi potrzebna czysta bielizna, mogę po prostu przejść na drugą stronę korytarza.

A teraz przestań już tyle o tym gadać. Bo ty i Dolly… już sama nie wiem, która z was bardziej mnie wyprowadza z równowagi.

To tylko obiad, na litość boską. O Boże, muszę iść, bo się spóźnię.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Jeszcze tylko jedno

Kotku, upewnij się, że użyjecie kondomów, bo Max naprawdę jest człowiekiem bywałym, jeśli rozumiesz, co mam na myśli. Po prostu weź to pod uwagę. Wszystkie te modelki. Jakkolwiek śliczne z nich i kościste stworzenia, niektóre mają bardzo bogatą przeszłość. To na razie.

Buziaki

Dolly

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: A więc…

Jak poszło?

Jason

PS Stacy kazała mi zapytać.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Zakładam, że…

…twój telefon jest od godziny zajęty, bo mielesz ozorem z Mel na temat jej randki. No cóż, czy mogłabyś poświęcić minutkę swojemu narzeczonemu i odpowiedzieć mu na jedno poważne pytanie:

Kogo masz zamiar posadzić na naszym weselu obok mojej ciotecznej babki Idy? Bo moja mama mówi, że ktokolwiek będzie koło niej siedział, będzie musiał zadbać o to, żeby nie tknęła ani odrobiny szampana. Pamiętasz pożar parkingu przyczep samochodowych, który wywołała Ida podczas ostatniej rodzinnej imprezy, prawda? Daj mi znać.

Kocham cię Tony

PS Moja mama mówi, że jeśli ją posadzisz koło Idy, to na miejscu popełni harakiri.

Do: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Wcale nie…

…mielę ozorem z Mel. Nie słyszałam od niej ani słowa, od kiedy widziałam ją po raz ostatni, to znaczy od kiedy wyszła do domu, żeby się przebrać na swój wielki obiad z Maksem. To znaczy z Johnem. Swoją drogą, o co chodzi z tymi imionami? Skąd ludzie biorą przezwisko w rodzaju JOHN? John to nie przezwisko.

Siedziałam w sieci i szukałam prezentów na nasze przyjęcie weselne. Co byś powiedział na spinki do koszul dla facetów i kolczyki dla dziewczyn?

Właściwie, jak się nad tym zastanowić, to trochę dziwne, że Mel się jeszcze nie odezwała. To już dwadzieścia cztery godziny. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby przez dwadzieścia cztery godziny nie odpowiedziała na mój telefon. No cóż, wyjąwszy tę okazję, kiedy jej sąsiadkę trzepnięto w głowę.

O mój Boże, chyba nie myślisz, że coś jej się stało? To znaczy, że ten Max/John mógł ją uprowadzić? I sprzedać jako białą niewolnicę? Chyba powinnam zadzwonić na policję, jak sądzisz?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Sądzę, że powinnaś zbadać sobie głowę

Każdy facet, który kupiłby Mel Fuller jako białą niewolnicę, zażądałby zwrotu pieniędzy. Byłaby z niej fatalna niewolnica. Jęczałaby w kółko, że facet nie ma kablówki i jak ona ma być na bieżąco w kwestii prywatnego życia Winony Ryder, skoro nie ma dostępu do najświeższych ploteczek.

Tony

PS Nie odpowiedziałaś mi wcale na pytanie, kogo posadzisz obok ciotki Idy.

Moi przyjaciele umarliby ze śmiechu, gdybym im dał spinki do koszul. A może noże do krojenia mięsa od Wusthofa?

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Gdzie jesteś?

Poważnie. Nie próbuję wścibiać nosa i wiem, że potrafisz sama zadbać o siebie, ale zostawiłam ci na sekretarce trzy wiadomości, a ty wciąż nie oddzwaniasz. GDZIE JESTEŚ??? Jeśli wkrótce się do mnie nie odezwiesz, zadzwonię na policję, przysięgam.

Nadine

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dział Kadr ‹dzial.kadr@thenyjournal.com›

Temat: Spóźnienie

Drogi/a Melisso Fuller.

To jest automatyczna wiadomość z Działu Kadr „New York Journal”, wiodącej nowojorskiej gazety codziennej. Pragniemy pana/ią zawiadomić, że zgodnie z informacjami otrzymanymi od pana/i zwierzchnika. Zastępcy Redaktora Naczelnego

George’a Sancheza. pana/i dzień pracy rozpoczyna się w „Journal” punktualnie o 9 rano. co oznacza, że dzisiaj spóźnił/a się pan/i 85 minuty. Melisso Fuller. w bieżącym roku jest to pana/i 49. spóźnienie przekraczające dwadzieścia minut.

Spóźnienia to poważny i kosztowny problem, z którym borykają się pracodawcy w całej Ameryce. Pracownicy zazwyczaj lekceważą tę kwestię, tymczasem notoryczne spóźnianie się często bywa objawem jakiegoś poważniejszego problemu, na przykład:

alkoholizmu

uzależnienia od narkotyków

uzależnienia od hazardu

przemocy domowej ze strony partnera

zaburzeń snu

depresji

oraz wielu innych dolegliwości. Jeżeli cierpi pan/i na którekolwiek z wyżej wymienionych, proszę bezzwłocznie skontaktować się ze swoim przedstawicielem Działu Kadr, Amy Jenkins. Przedstawiciel Działu Kadr z przyjemnością zapisze pana/ią do działającego w „New York Journal” Programu Pomocy Pracowniczej. W ramach programu zostanie pan/i skierowany/a do odpowiedniego specjalisty, który postara się pomóc panu/i odzyskać pełen zawodowy potencjał. Melisso Fuller. my wszyscy tworzymy w „New York Journal” jeden zespół. Jako zespół odnosimy sukcesy i jako zespół doznajemy porażek. Melisso Fuller. czy nie pragnie pan/i być członkiem zwycięskiego zespołu? Prosimy zatem dołożyć wszelkich starań, by od tej pory pojawiać się w pracy na czas!

Z poważaniem

Dział Kadr

„New York Journal”

Proszę pamiętać, że jakiekolwiek kolejne spóźnienia mogą prowadzić do zawieszenia w obowiązkach służbowych lub wypowiedzenia stosunku pracy.

Ta wiadomość jest poufna i nie przeznaczona dla kogokolwiek poza jej właściwym adresatem. Jeśli omyłkowo otrzymał/a pan/ i tę wiadomość, prosimy poinformować nadawcę i usunąć wiadomość ze swojej skrzynki pocztowej lub jakichkolwiek innych narzędzi archiwizacyjnych.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Temat: Nasza mała Mel

No cóż, wygląda na to, że nasza mała Mel miała bardzo, ale to BARDZO udaną randkę, prawda? To znaczy wiem, że kiedy ja nie przychodzę do pracy następnego dnia, zazwyczaj dzieje się tak dlatego, że randka jeszcze trwa. Tu mrugam oczkiem.

No cóż, jestem jak najbardziej za. Dobrze, że trafiło na tak sympatyczną osobę. Boziu, jakżebym chciał być na jej miejscu! Czyś ty spojrzała na ramiona tego faceta? I na te uda? I na tę bujną czuprynę?

Wybacz mi. Muszę udać się teraz do ustronia dla chłopców i ocucić się zimną wodą.

Tim

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Fuller

Psiakrew, gdzie jest Fuller? Myślałem, że mamy to już za sobą, odkąd ten przeklęty Friedlander wprowadził się do mieszkania sąsiadki. Czy to nie on miał wyprowadzać psa? Więc gdzie ona jest?

Przysięgam na Boga, Wilcock, możesz jej ode mnie powiedzieć, że jeśli ten artykuł o nowym zegarku Palomy Picasso z wymienialnymi wskazówkami nie znajdzie się do piątej na moim biurku, ona wylatuje z pracy. Nie wiem, co ja tu waszym zdaniem prowadzę, ale tak się składa, że to coś nazywa się GAZETA. Gdybyś zapomniała.

George

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: To wprawdzie zupełnie nie mój interes, ale…

Nie uważasz, że to troszeńkę… no cóż, tandetne, w taki sposób ucierać nosa biednemu Aaronowi? Chodzi mi o ten cały numer z nieprzyjściem do pracy następnego dnia po wielkiej randce. Dobrze wiem, że minęło sporo czasu, odkąd ostatnio spędziłaś noc z mężczyzną i tak dalej, ale to już jest po prostu niegrzeczne.

No, powiedziałam, co miałam powiedzieć. A teraz, przejdźmy do ważniejszych spraw: Czy on jest duży? To znaczy Max Friedlander. Chodzi mi o to, czy on się tylko tak przechwala, czy…

Bo wiesz, kotku, słyszałam, że…

Och, znów dzwoni Peter. On mi po prostu nie daje żyć. Więcej potem, kochana.

Buziaki

Dolly

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Genevieve Randolph Trent ‹grtrent@trentcapital.com›

Temat: Twoje wykroczenie

Najdroższy Johnie!

Potrafię zrozumieć, że twoje nowe, niezależne życie ogromnie cię pochłania – zwłaszcza kiedy chodzi o Fullerów z Lansing w stanie Illinois – ale mógłbyś pamiętać, że kiedyś miałeś rodzinę i że oni bardzo by się cieszyli, gdybyś się od czasu do czasu do nich odezwał. Jak rozumiem, twój brat próbował wielokrotnie skontaktować się z tobą w ciągu ostatnich kilku dni, natomiast ty, używając wulgarnego współczesnego określenia, „spuściłeś go”.

Może powinieneś przypomnieć sobie, John, taki stary wierszyk z moich czasów harcerskich:

Nowe przyjaźnie zawieraj,

Lecz i o starych pamiętaj.

Nowa jak srebro jest szczere,

Ze starej złoto się zbiera.

To się tak samo odnosi do rodziny, wiesz?

Mim

PS Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że istnieją DWA miasteczka Lansing w stanie Illinois? Jedno to mała farmerska mieścina, a drugie składa się niemal wyłącznie z dzielnicy handlowej. Twoja mała panna Fuller pochodzi, zdaje się, z pierwszego. Tak tylko sobie pomyślałam, że może chciałbyś wiedzieć.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Przepraszam

Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Nie chciałam cię wystraszyć. Jak widzisz, nic mi nie jest. Dostałam kolejne z tych zawiadomień o spóźnieniach od Amy Jenkins. Co jej dolega, tej kobiecie? Nie wiesz, czy George jest wściekły? Jak wygląda sytuacja na froncie mountain dew? Czy automat jest właściwie zaopatrzony? Czy może George znów cierpi na niedobór kofeiny? Naprawdę miałam zamiar zadzwonić, ale mi się nie udało. Za każdym razem, kiedy sięgałam po telefon, no cóż, coś mnie rozpraszało. Wybaczysz mi?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Dzięki Bogu!

Jesteś niewiarygodna. Czy ty wiesz, jak myśmy się tu wszyscy martwili?

No cóż, niech będzie. Czy wiesz, jak JA się martwiłam? Nigdy więcej nie napędzaj mi takiego stracha. Przebaczę ci, jeżeli prześlesz mi dokładny opis randki: oczekuję szczegółów na temat tego, dokąd poszliście i DOKŁADNIE co robiliście.

Jakbym nie wiedziała. „Rozpraszało”. Taaa. Jasne.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: On

Co mogę powiedzieć?

Och, Nadine, to było niewiarygodne! Pamiętam, jak kompletnie byłaś nieprzytomna po pierwszym weekendzie z Tonym. Myślałam wtedy, że zwariowałaś. Może główna druhna nie powinna mówić takich rzeczy, ale taka jest prawda. Ale teraz absolutnie rozumiem, przez co przechodziłaś. To MIŁOŚĆ! Miłość robi z człowiekiem takie rzeczy, prawda? Mogę nawet w tej chwili zrozumieć, czemu – mimo różnicy wieku – Winona nie chce opuścić Chrisa Notha. Jeśli czuje do niego to, co ja do Johna… Od czego mam zacząć? Och, od obiadu: zabrał mnie do Belewa. No, naprawdę! Wiem, wiem. Wiem, że tam trzy miesiące czeka się na rezerwację, tymczasem my po prostu weszliśmy do środka jakby nigdy nic, Nadine. A oni zaprowadzili nas natychmiast do takiego absolutnie uroczego stolika dla dwóch osób, ustawionego w kąciku, a tam szampan już chłodził się w kubełku

z lodem. Poważnie. I to nie był Korbel, Nadine. To był Cristal. CRISTAL. To gdzieś tak ze trzysta dolarów za butelkę. Powiedziałam od razu:

– John, czyś ty oszalał? Przecież cię na to nie stać. Ale on odparł, że mam się o to nie martwić, bo David Belew jest mu winien przysługę.

No cóż, to musiała być niemała przysługa, bo zjedliśmy tam zupełnie niesamowity posiłek – to przekracza nawet twoją wyobraźnię, Nadine, chociaż jadałaś w Nobu na koszt gazety. Zaczęliśmy od ostryg i kawioru z bieługi, a potem jedliśmy tatara z łososia. Potem foie gras zapiekane z figami w porto, prosciutto z kaczki i…

Och, sama już nie pamiętam, co jeszcze. Przepraszam. Zawiodłam cię.

Ale, Nadine, to było takie dobre, a do każdej potrawy podawano nam inne wino, i zanim zabraliśmy się za danie główne, w skład którego wchodziły chyba przepiórki, ja nawet nie zwracałam już uwagi na jedzenie, bo John tak ładnie wyglądał w garniturze, ciągle się do mnie nachylał i uśmiechał, powtarzał moje imię, a ja wtedy pytałam go: „Co?”, a on powtarzał: „Co?”, i wtedy się śmialiśmy, i zanim nadjechał deser, całowaliśmy się ponad stolikiem, a kelner ledwie mógł się między nami przecisnąć, żeby pozbierać zastawę. No więc wtedy John powiedział:

– Wynośmy się stąd.

Tak zrobiliśmy, i ja nawet nie wiem, jak i kiedy wróciliśmy do domu, ale jakoś nam się udało. Całowaliśmy się przez cały czas i zanim wjechaliśmy na piętnaste piętro, sukienkę miałam z tyłu zupełnie rozpiętą, ale wtedy przypomniałam sobie coś okropnego i powiedziałam:

– A Paco?

A wtedy John wypowiedział pięć najpiękniejszych słów, jakie słyszałam w życiu:

– Zapłaciłem odźwiernemu, żeby go wyprowadził. Moja sukienka wylądowała na podłodze, zanim jeszcze udało mi się włożyć klucz do zamka.

I wiesz, co? Kiedy dziś rano wychodziłam, ciągle jeszcze leżała na podłodze w korytarzu! Ktoś ją znalazł i ładnie poskładał. Tak mi wstyd! Wyobrażasz sobie, Nadine? A gdyby tak pani Friedlander nie leżała w szpitalu ze śpiączką i znalazła moją sukienkę na korytarzu?

No cóż, pewnie gdyby pani Friedlander nie leżała w śpiączce w szpitalu, moja sukienka w ogóle nie znalazłaby się na korytarzu. Bo pewnie w ogóle nie poznałabym Johna, gdyby ktoś nie walnął w głowę jego ciotki i gdybym nie została z tym psem i kotami na głowie. Nieważne.

Wiesz, jak w książkach zawsze mówią, że bohaterowie mają ciała jak stworzone dla siebie? Rozumiesz, jak dwa pasujące do siebie elementy układanki? Idealnie dopasowane? To o mnie i o Johnie. Po prostu do siebie pasujemy. Mówię serio, Nadine, zupełnie jakby to było nam przeznaczone, czy coś. I to chyba dlatego tak się dzisiaj spóźniłam. Ale, och, Nadine, nic mnie to nie obchodzi, ile zawiadomień o spóźnieniach wyśle do mnie Amy Jenkins. Totalnie było warto. Kochanie się z Johnem jest jak napicie się naprawdę zimnej wody po wieloletniej włóczędze na pustyni.

Mel

PS Dlaczego Doiły ciągle wrzuca spinacze do mojego boksu?

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: No to mnie podaj do sądu, jak chcesz

Byłem zajęty, jasne? A czy ty musisz lecieć od razu do Mim i wypłakiwać się jej w rękaw, ilekroć nie odezwę się do ciebie przez parę dni? Myślisz, że tylko dlatego, że tata jest w więzieniu, możesz…

Ach, nieważne. Nawet nie mogę się na ciebie wściec. Jestem za bardzo, wręcz cholernie, szczęśliwy.

John

PS Zrobiliśmy to.

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Tak się składa, że tata jest…

…w ośrodku reedukacji społecznej o najniższym rygorze, z całą resztą kryminalistów w białych kołnierzykach. Trudno to nazwać więzieniem. Zwłaszcza że każdy ma tam swój telewizor. Nie wspominając o HBO.

A co konkretnie masz na myśli, pisząc to tajemnicze: „zrobiliśmy to”? Mam nadzieję, że nie chodziło ci o to, co mnie się wydaje. Po pierwsze, czy ty jesteś w pierwszej klasie liceum? A po drugie, co ty wyprawiasz, „robiąc to” z kimś, kto nawet nie wie, jak się naprawdę nazywasz??? Mam nadzieję, że przez „zrobiliśmy to” rozumiesz fakt, że jedliście razem trującą rybę fugu na surowo czy coś takiego.

Jason

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Temat: Co???

Zrobiliście TO? ZROBILIŚCIE TO? Co to ma znaczyć? Chcesz powiedzieć, że kochałeś się z nią? Czy o to ci chodziło? I to wszystko, co masz na ten temat do powiedzenia? Myślałam, że się umówiliśmy, że będę mogła na ciebie liczyć. Myślałam, że rozumiesz, że jestem kobietą, która potrzebuje obecnie pożywki dla wyobraźni.

No więc puść farbę, facet, albo skończy się na tym, że wyślę dziewczynki na dłuższą wizytę z nocowaniem do wujka Johna…

Stacy

Do: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Moje życie uczuciowe

Załącznik: Powrót Parkera

Stacy, nie zamierzam opowiadać się z mojego życia seksualnego własnej szwagierce. A przynajmniej nie w takich szczegółach, jakich oczekujesz. Czy ty naprawdę sądzisz, że to dobry pomysł – wysiać dziewczynki z wizytą do mnie, kiedy mieszkam z dwoma kotami? Przecież Haley jest alergiczką. Tak czy inaczej, co mam ci opowiedzieć? Że to byty najbardziej naładowane emocjami dwadzieścia cztery godziny w moim życiu? Że dokładnie takiej kobiety szukałem od lat, tylko nigdy nie śmiałem wierzyć, że ją kiedykolwiek znajdę? Ze jest moją bratnią duszą, moim kosmicznym przeznaczeniem? Ze liczę minuty, póki znów jej nie zobaczę? Proszę. Dobrze. Powiedziałem to.

John

PS Jeśli chcesz, możesz przeczytać ostatni rozdział mojej książki, który przesyłam ci w załączniku. Dzisiaj był jakiś taki mało ciekawy dzień, jeżeli chodzi o wydarzenia, więc wykorzystałem ten fakt, żeby popracować nad powieścią. Może dzięki temu znajdziesz nieco pożywki dla wyobraźni. Pamiętaj jedynie o tym, że to utwór fikcyjny i jakiekolwiek podobieństwo do osób prawdziwych, żywych czy umarłych, jest czysto przypadkowe.

Czy twoim zdaniem przesłanie jej róż byłoby narzucaniem się?

Załącznik: E!

POWRÓT PARKERA

JOHN TRENT

Rozdział 17

– A Paco? – zapytała bez tchu.

– Nie martw się o to, kotku – warknął Parker, – Zastrzeliłem go.

Jej dziecięco błękitne oczy zwilgotniały, tusz rozmazał się dokoła.

– Och, Parker – westchnęła.

– Już nie będzie ci więcej dokuczał – zapewnił ją Parker. Jej usta, krwistoczerwone i wilgotne, rozchyliły się zapraszająco.

Parker nie był głupcem. Pochylił głowę, aż wreszcie ustami rozgniótł jej wargi.

Od pierwszego dotyku ust stała się miękka i bezwolna w jego ramionach. Przy czwartym piętrze jej ciało zdało się pozbawione kości. Przy szóstym do końca rozsunął zamek małej czarnej sukienki. Zanim wjechali na dziesiąte piętro, sukienka do połowy zsunęła jej się z ramion. W okolicach jedenastego piętra Parker odkrył, że nie nosiła stanika.

Ani, zorientował się na trzynastym, majtek. Kiedy drzwi windy otworzyły się na piętnastym piętrze, Parker wziął ją na ręce i zaniósł przez korytarz, a sukienka osunęła się na ziemię. Żadne z nich tego nie zauważyło.

W jej mieszkaniu panowała ciemność i chłód – dokładnie tak, jak lubił Parker. Łóżko stało w plamie światła księżyca, wlewającego się przez pozbawione zasłon okna. Położył ją na środku tej srebrzystej smugi, a potem cofnął się, żeby na nią popatrzeć.

Była naga w taki sposób, jak nagie bywają tylko najpiękniejsze kobiety – dumnie, odważnie naga. Nie dla niej sięganie obronnym ruchem i okrywanie się prześcieradłem. Światło księżyca igrało na krzywiźnie talii i wzdłuż smukłych ud. Włosy, tysiąc ciemnorudych loków, rozsypały się na poduszce, a oczy, którymi wpatrywała się w niego, głęboko pociemniały.

Nie powiedziała ani słowa. Nie musiała. Ruszył ku niej, jak przypływ podąża za księżycem. A kiedy przyszedł do niej, był tak samo nagi jak ona. Parker w przeszłości znał wiele kobiet. Mnóstwo kobiet. Jednak teraz… To było coś zupełnie innego. ONA była inna. Kiedy sięgnął dłońmi, by rozchylić te szczupłe, gładkie uda, ogarnęło go wrażenie, że oto otwiera wrota do innego świata, świata, z którego być może nigdy nie powróci.

Świata, zrozumiał, zanurzając się w jej gorący, mocny uścisk, świata, którego nigdy nie zechce z własnej woli opuścić.

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Temat: Ty faktycznie JESTEŚ…

…zakochany, prawda? Och, John, to takie urocze.

OCZYWIŚCIE, że powinieneś wysłać jej róże.

Czy mogę przestać Rozdział 17 do Mim? PROSZĘ.

Stacy

Do: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: NIE, nie możesz przesłać…

…rozdziału 17 do Mim! Czyś ty oszalała? Żałuję, że w ogóle ci go wysłałem. Skasuj go, dobra?

John

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Przepraszam…

…że dopiero teraz odpisuję. Musiałam iść i oblać sobie twarz zimną wodą. Myślę, że poważnie powinnaś rzucić dziennikarstwo. Zrobiłabyś karierę jako pisarka romansów. Woda po latach włóczęgi na pustyni?

Muszę przyznać, że odkąd cię znam, nie widziałam jeszcze, żebyś była taka… Szczęśliwa. A więc? Powiedział, że cię kocha?

Nadine

PS Jeśli chodzi o Doiły, wrzuca spinacze do twojego boksu dlatego, że po prostu usiłuje sprawdzić, czy przypadkiem nie chodzisz dzisiaj jakoś dziwnie w efekcie znacznych rozmiarów… ee, adoracji Maksa Friedlandera dla twojej osoby. Więc cokolwiek będziesz robiła, nie wstawaj przy niej z krzesła.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nie powiedział

No, kiedy się zastanowić, nie powiedział, że mnie kocha. Mój Boże, zdjęłam na korytarzu sukienkę dla faceta, który nawet nie powiedział, że mnie kocha! Zastrzel mnie. Czy możesz po prostu mnie zastrzelić?

Mel

PS I właściwie czemu on do tej pory nie zadzwonił? Zauważyłaś, że on jeszcze nie zadzwonił?

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Daj sobie spokój

Zaledwie przed chwilą byłaś szczęśliwsza niż kiedykolwiek. W jednej chwili popadłaś w rozpacz tylko dlatego, że zdarzyło mi się wspomnieć głupie słówko „kocham”? No cóż, chętnie odgryzłabym sobie język. Nie przejmuj się tym, Mel. Facet ma na twoim punkcie kompletnego bzika. No bo przecież radośnie spędził z tobą dwadzieścia cztery godziny w łóżku. To znaczy, na litość boską. Tony’emu się to nigdy nie zdarzyło.

No cóż, fakt, ja go zawsze zmuszam, żeby wstał i coś mi ugotował. Nie martw się, on zadzwoni.

Nadine

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dollyvargas@thenyjoumal.com›

Temat: Mam nadzielę, że nie uważasz, że się wtrącam…

…w twoje sprawy osobiste, ale uważam, że powinnaś spotkać się ze mną w łazience dla pań za jakieś pięć minut. Mam coś, czego właśnie potrzebujesz na ten przykry przypadek podrażnień od męskiej brody, których się nabawiłaś na całej dolnej połowie twarzy.

Poważnie, kochanie, wyglądasz tak, jakby cię wylizało po brodzie wszystkie sto jeden dalmatyńczyków. W głowie mi się nie mieści, że nie nałożyłaś ani odrobiny podkładu. Nic się nie martw. Odrobina clinique i będziesz jak nowa. Ale opowiesz mi wszystko, prawda?

Buziaki Doiły

Do: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@trienyjournal.com›

Temat: Tak, uważam, że się wtrącasz…

…a jeżeli ci się wydaje, że opowiem ci cokolwiek, to chyba cię pogięło.

Dzięki za chęć podzielenia się ze mną clinique, ale zamierzam nosić te otarcia z dumą, jak honorowe blizny. I przestań wrzucać spinacze do mojego boksu. Wiem, że to ty, Dolly, i wiem, czego chcesz. Nie mam zamiaru wstawać.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Temat: Ty niegrzeczna dziewczynko

Mała Mel, coś ty wyrabiała?

Zaczekaj. Nie odpowiadaj. Wiedziałem w tej samej chwili, w której rzuciłem okiem na wyraz tej małej buzi, promieniejącej jak światło latarni morskiej. (Naprawdę musisz go skłonić, żeby częściej się golił, jeśli zamierzacie regularnie obcałowywać się po twarzach, jesteś klasycznym rudzielcem o bardzo delikatnej cerze do kompletu. Musisz mu o tym od czasu do czasu przypominać, albo skończy się tak, że będziesz wiecznie chodziła z podrażnioną buzią. Wyglądasz, jakbyś zasnęła pod kwarcówką),

A kiedy zobaczyłem ten zapierający dech w piersiach bukiet krwistoczerwonych róż, które właśnie ci dostarczono, no cóż, zyskałem pewność, że:

NASZA MAŁA MEL BYŁA BARDZO NIEGRZECZNA.

Coś ty wyprawiała, żeby zasłużyć na tak niesamowity kwiatowy hołd? Wyobrażam sobie, że było to coś zupełnie nie w twoim zwykłym stylu.

Gratulacje.

Tim

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@tlienyjournal.com›

Temat: No widzisz?

Tłumaczyłam ci, że zadzwoni. Nawet zrobił coś jeszcze lepszego. W życiu nie widziałam większego bukietu róż. No więc, co mówi karteczka?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: O MÓJ BOŻE

ON MNIE KOCHA.!!!

Karteczka mówi:

Lecz widzieć ją znaczyło kochać,

Kochać ją jedną i kochać na zawsze.

John

Czy on to sam ułożył? Chodzi o mnie, prawda? Nie sądzisz? Ze ta „ona” to ja?

O mój Boże, nie mogę sobie miejsca znaleźć. Nikt nigdy przedtem nie przysłał mi kwiatów do pracy, a co dopiero z karteczką, która zawiera słowo przez duże K!!!

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Mój Boże…

…niewiele trzeba, żeby cię uszczęśliwić, prawda? Oczywiście, że ta „ona” z wiersza, to ty. A ty myślałaś, że o kim on mówi?

O swojej matce???

Ale Max Friedlander tego nie wymyślił. Zrobił to Robert Burns. Jakim cudem ty w ogóle zrobiłaś dyplom? Naprawdę niewiele wiesz.

Poczekaj, cofam to. Wiesz wszystko o Harrisonie Fordzie, George’u Clooneyu oraz o tym nowym, jak mu tam? Och tak, o Hugh Jackmanie.

Nie siedź tam, uśmiechnięta jak idiotka. Odpisz mu, na litość boską.

Nadine

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nie powinieneś był…

…wysyłać mi tych wszystkich róż. Naprawdę, John, musisz trochę myśleć o swojej sytuacji finansowej. Ale są takie piękne. Nawet nie mogę się na ciebie wściec, że jesteś takim rozrzutnikiem. Po prostu je uwielbiam – i cytat też. Nie jestem bardzo mocna w takich rzeczach. To znaczy, w cytatach. Ale chyba mam jeden dla ciebie:

„Gdybym cię mniej kochała, może umiałabym lepiej o tym mówić”.

Fajny, prawda? To z Emmy.

Co robisz dziś wieczorem? Zastanawiałam się, czy nie kupić trochę świeżego włoskiego makaronu i może zrobić pesto? Chciałbyś zajrzeć koło siódmej?

Całuję

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Co powiesz na to?

Kocham cię.

Han Solo Powrót jedi

John

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Co powiesz na to?

Wiem.

Księżniczka Leia Powrót jedi

Mel

Do: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Mel

No cóż, zjawiła się nareszcie. I miałeś rację. Nie sprzedał jej jako białej niewolnicy.

Ale zrobił drugą z kolei najgorszą rzecz, moim zdaniem. Sprawił, że się w nim zakochała.

O co mi właściwie chodzi. Tony? No bo posłuchaj: nigdy nie widziałam jej tak szczęśliwej i podekscytowanej. Nawet tego dnia, kiedy rozeszła się pogłoska o księciu Williamie i Britney Spears. To było nic w porównaniu z tym. Wtedy była w skowronkach. Teraz jest w ekstazie.

A jednak nie mogę się powstrzymać, żeby nie czuć, że to się wszystko pochrzani w jakiś okropny sposób.

Dlaczego? Dlaczego tak się czuję? To przecież miły facet, prawda? Widziałeś go. Nie wydawał ci się miły? Myślę, że w tym tkwi problem. On się wydaje taki miły, taki NORMALNY, że wciąż nie potrafię pogodzić tego faceta, tego „Johna” z Maksem Friedlanderem, o którym tyle słyszeliśmy. No wiesz, te wszystkie supermodelki i tak dalej.

Ja po prostu nie rozumiem, czego taki facet, który mógłby mieć supermodelkę, szuka u Mel. Wiem, że to brzmi okropnie, ale zastanów się. To znaczy wiemy, że Mel jest urocza i błyskotliwa, i kochana, ale czy facet, który spotyka się z supermodelkami, potrafi to docenić? Czy faceci nie spotykają się z supermodelkami z jednego powodu? No wiesz, żeby mieć u boku niewiarygodną laskę?

Dlaczego facet, który od kilku lat jadał tylko desery, miałby nagle nabrać ochoty na mięso z ziemniakami?

Czy ja jestem najgorszą najlepszą przyjaciółką na świecie, czy co?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Czy jesteś najgorszą najlepszą przyjaciółką na świecie?

Tak. Przykro mi to mówić, ale tak.

Posłuchaj, Nadine, wiesz gdzie tkwi twój problem? Ty nienawidzisz mężczyzn.

Och, mnie lubisz. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, nienawidzisz mężczyzn w ogólności i nie ufasz im. Myślisz, że my tylko uganiamy się za modelkami. Myślisz, że jesteśmy tacy głupi, że nie potrafimy zobaczyć nic poza twarzą dziewczyny albo jej biustem, albo jej biodrami. No cóż, mylisz się.

Posłuchaj, mimo twoich uprzedzeń, supermodelki to nie deser. To ludzie, tacy sami jak ty czy ja. Niektóre są miłe, inne są wredne, niektóre są mądre, a niektóre głupie. Powiedziałbym, że facet, który jest fotografem, prawdopodobnie spotyka mnóstwo supermodelek i może zna parę takich, które lubi, więc czasami wychodzą gdzieś razem.

Czy to znaczy, że jeśli tak się złoży, że spotka niemodelkę, którą polubi, nie może również umawiać się z nią? Myślisz, że on cały czas siedzi i porównuje ją do znajomych supermodelek?

Nie. Jestem pewien, że Max Friedlander tak nie traktuje Mel. Odpuść już facetowi. Jestem pewien, że on ją szczerze lubi. Czy kiedykolwiek wzięłaś to pod uwagę? Więc wyluzuj.

Tony

PS Mel to nie mięso z ziemniakami, ty sama taka jesteś. Mel bardziej przypomina kanapkę z szynką. Z dodatkiem sałatki coleslaw i torebki chipsów,

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: No to teraz narozrabiałeś

Naprawdę narozrabiałeś.

Coś ty sobie myślał? Mówię serio. Coś TY SOBIE MYŚLAŁ? Co się dzieje w tym twoim zidiociałym móżdżku? ONA UWAŻA CIĘ ZA KOGOŚ INNEGO. Myśli, że jesteś kimś innym, a teraz ty z nią zaczynasz SYPIAĆ? Moja żona cię namówiła, tak? Korzystasz z rad mojej żony. Kobiety, która – powinieneś to chyba wiedzieć – wczoraj wieczorem zjadła opakowanie koktajlu wiśniowego. Cale dwanaście porcji. Na kolację. I warczała na mnie, kiedy usiłowałem odebrać jej łyżkę. Wiesz, że to się na tobie kiedyś zemści. POPEŁNIASZ DUŻY BŁĄD. Jeśli zależy ci na tej dziewczynie, powiedz jej, kim naprawdę jesteś. POWIEDZ JEJ OD RAZU.

Masz szczęście, że Mim o niczym nie wie, bo przysięgam, wydziedziczyłaby cię.

Jason

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Moje życie

Posłuchaj. Fakt, że nasz tata jest w więzieniu, nie upoważnia cię do tego, żebyś zachowywał się jak mój ojciec. Już ci to mówiłem, pamiętasz? Mówiłem szczerze. To moje życie, Jason, i byłbym ci wdzięczny, gdybyś się do niego nie mieszał. Poza tym nie pouczaj mnie w ten sposób. Jakbym sam nie wiedział, że narozrabiałem. A ja wiem. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. I ZAMIERZAM JEJ POWIEDZIEĆ. Po prostu nie trafiłem jeszcze na właściwy moment. Kiedy tylko nadarzy się okazja, zamierzam jej powiedzieć. Całą prawdę. Potem wszyscy się z tego porządnie uśmiejemy u ciebie w domu, przy basenie. Nie znasz jej, ale wierz mi – Mel ma wielkie poczucie humoru oraz bardzo ciepłą i wyrozumiałą naturę. Jestem pewien, że uzna całą sytuację za zabawną.

Jak sądzisz, czy ktoś z rodziny korzysta w tej chwili z domku w Vermont? Bo pomyślałem sobie, że to może być idealne miejsce, żeby jej o wszystkim powiedzieć. Pojechać tam na weekend i wyznać jej to przy szklaneczce wina. No wiesz, miły, romantyczny wieczór, ogień trzaskający na kominku… Co o tym sądzisz?

John

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Co JA o tym sądzę?

Och, chcesz mojej rady? Chcesz, żebym przestał zachowywać się jak twój ojciec, ale chcesz mojej rady ORAZ chcesz pojechać do mojego domku narciarskiego? Masz czelność, chłopie. Tyle tylko mam ci do powiedzenia.

Jason

PS Tata nie siedzi w więzieniu. Jest w ośrodku reedukacji o najniższym rygorze. Przestań mnie zmuszać, żebym to powtarzał. Żadna kobieta nie jest aż tak wyrozumiała.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: A ty się niby dokąd wybierasz?

Przestań mi rzucać te niewinne spojrzenia ponad ścianką twojego boksu. Tak, do ciebie mówię. Myślałaś, że nie zauważę tej szminki i przeczesywania włosów palcami? Myślisz, że sobie stąd idziesz, tak?

No cóż, chyba żyjesz w świecie fantazji. Nie wyjdziesz stąd, dopóki nie dostanę kopii artykułu o ostatnim załamaniu nerwowym Drew Barrymore. Rozumiesz???

George

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Obiad

Cześć, John. Obawiam się, że nie uda mi się wyrwać stąd tak szybko, jak sądziłam. Możemy przesunąć obiad na okolice dziewiątej?

Całuję

Mel

Do: Sierżant Paul Reese ‹preese@89komisariat.nyc.org›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Ziemia do bazy

Paul, piszę tylko parę słów, żeby zapytać, czy udało wam się dojść do czegoś w sprawie Friedlander. Ostatnio byłem zajęty, więc nie dzwoniłem, ale teraz mam trochę czasu i zastanawiałem się, czy urodziło się coś nowego. Wiesz, któregoś dnia, kiedy wróciłem do domu, odźwiernego nie było. Rozejrzałem się i znalazłem go z resztą pracowników w budynku w mieszkaniu dozorcy, oglądali mecz. Naturalnie to zrozumiale, półfinały i tak dalej, ale zacząłem się zastanawiać, czy w tamten wieczór, kiedy została zaatakowana pani Friedlander, nie było jakichś rozgrywek. Trochę to posprawdzałem i odkryłem, że faktycznie był wtedy mecz – mniej więcej w tym czasie, kiedy według lekarzy najprawdopodobniej została ogłuszona. Wiem, że to niewiele, ale przynajmniej wyjaśniałoby, w jaki sposób ktoś mógł się dostać do środka niezauważony. Daj mi znać, jeżeli zdobędziecie jakieś nowe informacje.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Sierżant Paul Reese ‹preese@89komisariat.nyc.org›

Temat: Wstydziłbyś się

Ogromnie się interesujesz okolicznościami związanymi z napadem na tę starszą panią. Jakiś konkretny powód? I co masz na myśli, mówiąc: „wróciłem do domu” któregoś dnia? Czy to ma coś wspólnego z ładną sąsiadeczką starszej pani? Mam nadzieję, że nie. Prokurator okręgowy nie jest zachwycony, że tak się koło nas kręcisz. Jeszcze nie zapomniał, jak się ostatnio wciąłeś w nasze sprawy, namieszałeś policji… Swoją drogą, to była straszna amatorszczyzna, John. Chociaż, skoro poskutkowało udanym aresztowaniem, może dadzą ci taryfę ulgową…

W odpowiedzi na twoje pytanie – nie, nie mamy nic nowego w sprawie Friedlander. Mamy jednakże podejrzanego w sprawie tego seryjnego mordercy-transwestyty. A tego nie wiedziałeś, prawda? Bo nie ujawnialiśmy się, i mam nadzieję, że ty też zatrzymasz to dla siebie. Wiem, niektórzy mówią, że nie można ufać reporterowi, ale ja przekonałem się, że jesteś mniej niesłowny niż większość.

W każdym razie, oto informacje w skrócie. Znaleziono tego dzieciaka nieprzytomnego w łazience. Nie będę wchodził w szczegóły, dlaczego był nieprzytomny. Pozwolę działać twojej chorej wyobraźni. Pozwól mi tylko powiedzieć, że w grę wchodziła para damskich rajstop i hak na drzwiach łazienki. Wnioskując z tego, że miał na sobie pewną ilość damskiej bielizny, raczej nie planował samobójstwa – chociaż jego mama i tata wolą tak o tym myśleć. W każdym razie faceci z pogotowia ratunkowego zainteresowali się fantazyjnymi fatałaszkami i zauważyli, że część z nich pasuje do opisu ubrań, które zginęły z mieszkań ofiar mordercy-transwestyty.

To niewiele, wiem, ale nic więcej na razie nie mamy. A dlaczego, zapytasz, nie zabraliśmy chłopaka na przesłuchanie? Bo jest nadal w szpitalu po swojej malej przygodzie w łazience, na „obserwacji na wypadek kolejnej próby samobójstwa”.

Ale gdy tylko ta posiniaczona krtań podgoi mu się na tyle, że będzie mógł rozmawiać, dzieciaka zabierze się na komendę i jeśli skłonimy go do mówienia, odkryjemy, czy starsza pani była jedną z jego bardziej fartownych ofiar. Jak ci się podobają nasze detektywistyczne osiągnięcia?

Paul

Do: Sierżant Paul Reese ‹preese@89komisariat.nyc.org›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Morderca-transwestyta

Założę się z tobą o pudełko pączków, że napad na panią Friedlander był robotą naśladowcy… i to na dodatek nie najzdolniejszego. Powiedzmy sobie, że dzieciak, na którego masz oko, jest tym właściwym mordercą – spójrz na inne jego ofiary. Wszystkie mieszkały w budynkach z niestrzeżonym wejściem. Żadnych odźwiernych, którym się trzeba tłumaczyć. Wszystkie były zdecydowanie młodsze niż pani Friedlander. Wszystkim z domów zabrano jakieś przedmioty.

No cóż, nie możemy stwierdzić z całą pewnością, czy jakieś ubrania pani Friedlander nie zostały zabrane, ale na pewno nie zabrano jej torebki ani pieniędzy. A wiemy przecież, że morderca-transwestyta zawsze zabiera z mieszkań ofiar pieniądze, jeżeli tylko je znajdzie – nawet ćwierćdolarówki, które ofiara numer dwa trzymała na pralnię.

A pani Friedlander miała ponad dwieście dolarów w portmonetce na samym wierzchu.

Mówię ci, im więcej się nad tym zastanawiam, tym bardziej jestem pewien, że panią Friedlander załatwił ktoś, kto ją znał. Ktoś, kogo oczekiwała, więc zostawiła drzwi otwarte. I ktoś, kto wiedział, w którym apartamencie ona mieszka, bo nie musiał pytać odźwiernego… A może nawet znał zwyczaje odźwiernego i wiedział, że w czasie meczu nie będzie zbyt gorliwie tkwił na swoim posterunku. I co ty na to?

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Sierżant Paul Reese ‹preese@89komisariat.nyc.org›

Temat: Mają być z lukrem, nie z cukrem pudrem

I zazwyczaj do pączków lubię dużą szklankę mleka.

Paul

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Twoja ciotka

Max, czy twoja ciotka miała jakichś wrogów, o których byś wiedział? Czy ktoś mógł życzyć jej śmierci? Wiem, że dla ciebie to straszny wysiłek myśleć o kimś innym niż o sobie samym, ale proszę cię, zastanów się, zrób to dla mnie. Wiesz, gdzie mnie znaleźć.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Ciotka Helen

Nie odzywasz się przez całe tygodnie, a kiedy wreszcie napisałeś, to tylko po to, żeby zadawać mi jakieś idiotyczne pytania na temat mojej ciotki? Co się z tobą dzieje, facet? Odkąd zacząłeś wyprowadzać tego przeklętego psa, zrobiłeś się w stosunku do mnie bardzo dziwny.

Wrogowie? Oczywiście, że miała wrogów. Starsza pani była prawdziwą suką na kółkach. Wszyscy jej nienawidzili, z wyjątkiem tej pomylonej miłośniczki zwierząt, która mieszka po sąsiedzku. Ciotka Helen wiecznie prowadziła jakieś krucjaty i zawsze na rzecz jakiejś idiotycznej, poronionej sprawy. Jak nie „Ocalić Gołębie”, to „Zamknąć Starbucks”. Mówię ci, gdybym był osobą, która lubi siedzieć w parku i pić kawę, sam miałbym powód, żeby jej przyłożyć.

Poza tym była skąpa. NAPRAWDĘ skąpa. Prosiłeś ją o pożyczkę – jakieś głupie pięćset dolców – i miałeś na głowie powtórkę z drugiej wojny światowej, wyobraź sobie jedynie, że ty to Londyn, a ona to Luftwaffe. I to kobieta, która ma ze dwanaście milionów. Posłuchaj, Trent, nie mam czasu na takie bzdury. Tutaj nie wszystko układa się tak, jak planowałem. Vivica okazuje się o wiele bardziej ptasim typem kobiety, niż się spodziewałem. Pieniądze zużywa w takim tempie, jakby to była odżywka do włosów czy coś. Byłoby miło, gdyby to były)E) pieniądze, ale tak nie jest. Zapomniała karty do bankomatu. Jakim cudem, pytam cię, człowiek może „zapomnieć” karty do bankomatu, jadąc na wakacje?

Nie przejmowałbym się, gdyby chodziło wyłącznie o kupienie jej od czasu do czasu kanapki, ale ona wciąż upiera się, że potrzebne jej nowe buty, nowe szorty, nowe kostiumy kąpielowe. Już ma dziewiętnaście par bikini z dobranymi pareo. Pytam cię, ilu kostiumów kąpielowych potrzebuje kobieta? Zwłaszcza że w tych kostiumach oglądam ją tylko ja i recepcjonista. Muszę lecieć. Naszła ją ochota na zakupy u Gucciego. U GUCCIEGO! Jezu!

Max

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: Sebastian Leandro ‹sleandro@hotphotos.com›

Temat: Twoja wiadomość

Max, dostałem twoją wiadomość. Przykro mi, że mnie nie było. Skąd dzwoniłeś? Z domu Hemingwaya, czy co? Słyszałem, że tam obok mieszka banda dzikich kotów, co by jakoś wyjaśniało wariackie miauczenie, które słyszałem w tle. Posłuchaj, stary, nie mam w tej chwili zbyt wielu zleceń. Mówiłem ci, żebyś nie wybierał się na urlop, czy jak ty tam nazywasz tę swoją przedłużoną przerwę w pracy. Tydzień tu czy tam to inna sprawa, ale z tego już się zrobił pełny miesiąc. Takie znikanie jeszcze nikomu nie pomogło w karierze.

Ale nie łam się, nie jest tragicznie. Jeśli posiedzisz tam jeszcze parę tygodni, to niedługo będziemy robić edycje katalogów J. Crew i Victoria’s Secret na wakacje. Zastanawiają się nad Marokiem albo Korfu. Nie płacą zbyt wiele, sam wiem, ale to już zawsze coś.

Nie panikuj. Już niedługo znów będzie trzeba robić edycje z kostiumami kąpielowymi. Zadzwoń do mnie. Pogadamy.

Sebastian

Do: Sebastian Leandro ‹sleandro@hotphotos.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Musisz mnie stąd wydostać

Ty nie rozumiesz. POTRZEBUJĘ pracy. Jakiejkolwiek pracy. Muszę się wydostać z Key West. Vivica oszalała. Właśnie TO słyszałeś, kiedy dzwoniłeś. Żadne koty. To była ONA. Płakała. I pozwól, że coś ci powiem – kiedy Vivica płacze, wcale nie wygląda jak supermodelka. Ani w ogóle jak modelka, tak po prawdzie. Chyba że jak takie modelki, które pojawiają się w horrorach, tuż zanim komuś skosi głowę przelatujący słup trakcji elektrycznej czy coś takiego.

Vivica obciążyła do granic limitu wszystkie moje karty kredytowe. Bez mojej wiedzy kupowała wszystkie idiotyczne rzeźby delfinów (w drewnie wyrzuconym przez morze), jakie udało jej się znaleźć i wysyłała je do Nowego Jorku. Mówię poważnie. Ona uważa, że ma „prawdziwe oko”, jeśli chodzi o to, co będzie niedługo modne, i to będą właśnie rzeźby w drewnie wyrzuconym przez morze. Do tej pory kupiła dwadzieścia siedem delfinów z drewna. NATURALNEJ WIELKOŚCI. Czy muszę mówić więcej? ZNAJDŹ MI PRACĘ. Wezmę COKOLWIEK.

Max

Do: Lenore Fleming ‹lfleming@sophisticate.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: SOS

KOCHANA LENORE,

CZEŚĆ! WIEM, ŻE JEST NAPISANE, ŻE TO OD MAKSA, ALE TAK NAPRAWDĘ TO ODE MNIE, OD VIVIKI. KORZYSTAM Z KOMPUTERA MAKSA, BO GO TU NIE MA. NIE WIEM, GDZIE JEST. PRAWDOPODOBNIE W JAKIMŚ BARZE. OSTATNIO ZAWSZE TAM SIEDZI. LENORE, ON |EST TAKI SAMOLUBNY! NAWRZESZCZAŁ NA MNIE ZA TE RZEŹBY DELFINÓW W DREWNIE. W OGÓLE NIE MA WRAŻLIWOŚCI NA SZTUKĘ. JEST DOKŁADNIE TAKI, JAK MÓWIŁAŚ – TOTALNY BURŻUJ. NO CÓŻ, OSTRZEGAŁAŚ MNIE.

W KAŻDYM RAZIE, USIŁOWAŁAM DO CIEBIE ZADZWONIĆ, ALE NIGDY CIĘ NIE MA. DIERDRE POWIEDZIAŁA, ŻE POWINNAM SPRÓBOWAĆ WYSŁAĆ CI MAILA. MAM NADZIEJĘ, ŻE GO DOSTANIESZ. NIE WIEM, CO MAM ROBIĆ. CHYBA POWINNAM WRÓCIĆ DO DOMU, TYLKO ŻE ZAPOMNIAŁAM KARTY BANKOMATOWEJ. PRAWDĘ MÓWIĄC, ZAPOMNIAŁAM CAŁEGO PORTFELA. NIE MAM NAWET KARTY KREDYTOWEJ l DLATEGO UŻYWAŁAM KART MAKSA, ALE NIE ZROBIŁABYM TEGO, GDYBYM WIEDZIAŁA, ŻE SIĘ OKAŻE TAKI SAMOLUBNY.

PROSZĘ CIĘ, CZY MOŻESZ POPROSIĆ DIERDRE, ŻEBY POSZŁA DO MOJEGO MIESZKANIA, WZIĘŁA MÓJ PORTFEL l WYSŁAŁA Ml GO NA ADRES PARADISE INN, KEY WEST? POPROŚ |Ą TEŻ, ŻEBY MI WYSŁAŁA TROCHĘ MLECZKA DO CIAŁA Z KHIEL’S, BO OBŁAŻĘ.

NO CÓŻ, TO WSZYSTKO. JEŚLI DOSTANIESZ TĘ WIADOMOŚĆ, ZADZWOŃ DO MNIE. POTRZEBUJĘ KOMUŚ SIĘ WYGADAĆ. MAX PRZEZ CAŁY CZAS JEST PO PROSTU PIJANY, A KIEDY NIE JEST PIJANY, TO ŚPI.

CAŁUJĘ VlVICA

DO: jerryzyje@freemail.com

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Domek narciarski

Dobra, załatwiłem sprawę. Jeśli chcesz w przyszły weekend skorzystać z domku, jest twój – pod jednym warunkiem: MUSISZ JEJ POWIEDZIEĆ.

Poważnie, John, może ci się wydawać, że ta dziewczyna jest niezwykła, i pewnie tak jest, ale ŻADNA kobieta nie lubi, kiedy się ją okłamuje, nawet w dobrej sprawie – a wcale nie jestem pewien, czy o taką tu chodzi. W gruncie rzeczy wiem, że nie. Zresztą sam się zastanów, oszukiwanie starszej pani i jej sąsiadów? Godne podziwu, John, doprawdy godne podziwu. W każdym razie, powiem Higginsowi, żeby dostarczył ci jutro rano do redakcji klucze do domku. Dzisiaj wieczorem wybieramy się na obiad do Mim, więc pogadamy później.

Jason

PS Często przekonywałem się, że bardzo dobrze działa na kobiety (kiedy musisz im powiedzieć coś, co twoim zdaniem może im się nie spodobać), jeżeli twojemu wyznaniu towarzyszy para kolczyków z diamentami 0,75 karata oprawionymi w platynę, najlepiej od Tiffany’ego (widok tego turkusowego pudełeczka na większości kobiet robi wrażenie). Zdaję sobie sprawę, że to może być nieco poza zasięgiem możliwości reportera specjalizującego się w sprawach kryminalnych, ale chyba zamierzasz jej wyznać, że jesteś członkiem rodziny Trentów z Park Avenue. Masz zamiar o tym wspomnieć, prawda? Bo myślę, że to może Pomóc. To i kolczyki.

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Domek narciarski

…cóż, jesteś może nadętym osłem, ale przynajmniej szczodrym. Dzięki za klucze.

Oczywiście, pójdę za twoją radą. Jednak w gruncie rzeczy wydaje mi się, żeby Mel była taką dziewczyną, która da omamić parą kolczyków, choćby od Tiffany’ego,

Ale, dzięki za podpowiedź.

Muszę lecieć. Wczoraj wieczorem zrobiła mi obiad, a dzisiaj moja kolej. Dzięki Bogu za dział garmażeryjny w Zabar’s.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Temat: Pamiętasz nas?

Cześć, kotku! Trochę czasu upłynęło. Nie odpowiedziałaś na moje wiadomości. Zakładam, że u ciebie wszystko w porządku i po prostu byłaś zajęta tą całą sprawą Lisy Marie Presley. Ja po prostu nie rozumiem tej dziewczyny. Dlaczego, na litość boską wyszła za mąż za Michaela Jacksona, nigdy nie pojmę. Przypuszczasz, że on jej płaci alimenty? Mogłabyś się tego dla mnie dowiedzieć?

Skoro mowa o małżeństwie, tatuś i ja właśnie wróciliśmy ze ślubu KOLEJNEGO twojego kolegi z klasy. Pamiętasz Donny’ego Richardsona, prawda? No cóż, on jest teraz kręgarzem i z tego co wiem, CAŁKIEM nieźle mu się powodzi. Ożenił się z uroczą dziewczyną, którą poznał na wyścigach NASCAR. Mogłabyś wziąć pod uwagę wybranie się na kilka wyścigów NASCAR, Mellie, hoBi z tego co słyszę, na takie imprezy chodzi wielu kawalerów. W każdym razie, ślub był po prostu uroczy, a wesele odbyło się w Fireside Inn. Pamiętasz – ty, twój brat i tatuś zawsze zabiera liście mnie tam na późne śniadanie w dzień matki. Panna młoda była po prostu prześliczna, a Danny wyglądał tak przystojnie. Prawie nie było widać licznych blizn, które ma po tamtym paskudnym wypadku z prażoną kukurydzą sprzed wielu lat. Naprawdę jest w formie!

Jak ci się układa z tym młodym człowiekiem, o którym pisał mi ostatnio? Max, tak chyba ma na imię. Czy John? Mam nadzieję, że podchodzicie do wszystkiego spokojnie i bez pośpiechu. Czytałam u Ann Landers, że w małżeństwach, które czekają z seksem do ślubu, ryzyko rozwodu jest o dwadzieścia procent mniejsze, niż w tych, które nie czekają. A co do rozwodów, czy słyszałaś, że podobno książę Andrzej i Fergie znów się schodzą? Mam nadzieję, że uda im się dojść do porozumienia. On ostatnio sprawiał na mnie wrażenie osamotnionego, tak się zawsze smętnie kręcił po tym Wimbledonie, czy gdzieś. Napisz, kiedy będziesz miała chwilę czasu!

Całuję Mamusia

Do: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Cześć!

Cześć, mamo! Przepraszam, że nie dzwoniłam ani nie pisałam od tak dawna. Byłam naprawdę zajęta. Tutaj u mnie wszystko jest naprawdę w porządku. Naprawdę, naprawdę świetnie. W gruncie rzeczy, lepiej niż kiedykolwiek. To przez tego faceta, o którym ci opowiadałam, Johna. Och, mamo, nie mogę się doczekać, kiedy go poznasz! Zamierzam przywieźć go do domu na Boże Narodzenie, jeśli tylko da się namówić. Będziesz nim totalnie zachwycona. On jest taki miły, i zabawny, i kochany, i mądry, i przystojny, i wysoki, wszystko, że po prostu PADNIESZ, kiedy go zobaczysz. Jest o niebo lepszy, niż kiedykolwiek mógłby być Danny Richardson. Nawet tatuś go polubi, jestem pewna. Bo, wiesz, John wie wszystko o sporcie, i silnikach, i bitwach wojny secesyjnej, i o wszystkich tych rzeczach, które lubi tatuś.

Jestem taka zadowolona, że się przeprowadziłam do Nowego Jorku, bo w przeciwnym razie nigdy bym go nie poznała. Och, Mamo, on jest po prostu wspaniały i tak przyjemnie razem spędzamy czas, i przez niego w tym tygodniu codziennie spóźniałam się do pracy, i oberwałam chyba jeszcze z osiem więcej upomnień za spóźnienia (umieszczono je w moich aktach personalnych) ale nie dbam o to, tak przyjemnie jest po prostu być z kimś, z kim nie musisz grać w żadne gierki i kto jest wobec ciebie uczciwy, i kto nie waha się używać tego słowa przez duże K.

Tak właśnie, mamo! On mnie kocha, mamo! Mówi mi to codziennie, chyba po dziesięć razy! On tak się różni od tych wszystkich nieudaczników, z którymi się spotykałam, odkąd się tu sprowadziłam. ON MNIE KOCHA. A ja kocham jego. I jestem po prostsi tak szczęśliwa, że chwilami wydaje mi się, że pęknę.

No cóż, muszę na razie kończyć. On mi robi obiad. Przy okazji on lubi moją kuchnię. Naprawdę! Któregoś wieczoru zrobiłam makaron po włosku i bardzo mu smakował. Skorzystałam z twojego przepisu na sos. No cóż, z niewielką pomocą ze strony działu garmażeryjnego Zabar’s. Ale przecież nie muszę mu o tym mówić, prawda?!

Całuję

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Don i Beverly Fuller ‹DonBev@dnr.com›

Temat: Tatuś i ja jesteśmy…

…tak bardzo uradowani twoim szczęściem, kochanie. To naprawdę takie miłe, że spotkałaś tego sympatycznego chłopca. Mam nadzieję, że oboje bawicie się razem bardzo dobrze, gotując dla siebie nawzajem i może chodząc razem na spacery do Central Parku (chociaż mam też nadzieję, że nie bywasz tam późno w nocy. Mnóstwo słyszałam o rozwydrzonych nastolatkach). Pamiętaj tylko, że na świecie jest wielu mężczyzn (i wcale nie twierdzę, że twój John do nich należy), których interesuje tylko jedno, i którzy POWIEDZĄ dziewczynie, że ją kochają, tylko po to, żeby ją zaciągnąć do łóżka.

Tak tylko mówię. Nie twierdzę, że akurat ten twój miody człowiek należy do tego gatunku. Wiem jednak, że niektórzy mężczyźni tak właśnie postępują. A wiem to dlatego, Melisso, że – no cóż, tylko nie mów nic tatusiowi, ale… Mnie się to kiedyś przytrafiło. Na szczęście w samą porę zdałam sobie sprawę, że młody człowiek, o którym mówię, był jednym z TYCH mężczyzn. Ale, Melisso, byłam blisko. Tak, bardzo blisko oddania mojego najcenniejszego klejnotu mężczyźnie, który absolutnie na to nie zasługiwał. Próbuję tylko powiedzieć, Melisso: zdobądź pierścionek na serdeczny palec, zanim cokolwiek oddasz. Obiecasz mamusi, że tak zrobisz? Baw się dobrze – ale nie za dobrze.

Całuję

Mamusia

PS Jeszcze jedno, jeżeli masz jakieś zdjęcie tego młodego człowieka, to Robbie mówi, że ma jakiegoś znajomego w FBI, który może to wrzucić u nich w komputer i sprawdzić, czy nie jest poszukiwany za jakieś przestępstwo federalne. Nie zaszkodzi, Melisso, lepiej dmuchać na zimne, tak na wszelki wypadek.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Moja matka

Czy mogłabyś mi czasem przypominać, żebym nigdy już nic nie mówiła mojej matce?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Powiedziałaś coś swojej matce?

Czyś ty na głowę upadła? Ja swojej z zasady nic nie mówię. Ale prowadzę dziennik, więc w razie gdybym umarła, będzie mogła się o wszystkim dowiedzieć.

Założę się, że ci powiedziała, żebyś zdobyła pierścionek na serdeczny palec, zanim pójdziesz z Johnem do łóżka. Mam rację? Powiedziałaś jej, że już za późno? Nie, oczywiście, że nie. Bo wtedy dostałaby ataku serca i to wszystko byłoby PRZEZ CIEBIE. Idiotka.

Czy ty kiedykolwiek zamierzasz znów zacząć ze mną chodzić na siłownię? Wiesz, nudno jest pedałować na rowerze samej.

Nadine;-)

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Zajęcia na siłowni

Och, Nadine, bardzo chciałabym znów zacząć z tobą chodzić na rowerek. Tylko że przy Johnie i całej tej robocie, którą zwala na mnie George i tak dalej, wygląda na to, że nie mogę znaleźć

ani chwili wolnego czasu dla siebie.

Tak mi przykro.

Nie jesteś na mnie wściekła, prawda? Proszę, nie wściekaj się na mnie. To znaczy, przecież nadal chodzimy razem na lunch…

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuiler@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Wściekać się na ciebie?

NAPRAWDĘ upadłaś na głowę. Oczywiście, że się na ciebie nie wściekam. Tylko – ale nie chcę tutaj brzmieć jak twoja matka – nie uważasz, że to wszystko dzieje się trochę… za szybko? Nie spędziliście jednej nocy osobno, odkąd…

A co ty wiesz o tym facecie? To znaczy, tak naprawdę? Poza jego ciotką, co o nim samym wiesz? Gdzie on znika każdego ranka, kiedy ty idziesz do pracy? Siedzi w mieszkaniu swojej ciotki? Czy robił ci jakieś zdjęcia? Wydaje mi się, że będąc fotografem, miałby na to ochotę. Czy zaprosił cię, żebyś obejrzała jego pracownię, jeśli jakąś ma? Gdzie on mieszka, kiedy nie jest u ciotki? Widziałaś jego mieszkanie? JEGO mieszkanie, nie jego ciotki? Czy on w ogóle ma jakiś dom?

Wspomniałaś, że przekroczył limit na swoich kartach kredytowych. Czy nie powinien pracować, żeby spłacić długi? Ale czy on wyjechał na jakiekolwiek sesje zdjęciowe, odkąd go poznałaś? To znaczy, czy on w ogóle MA jakąś pracę, o której ci powiedział?

Ja po prostu czuję… Sama nie wiem… To są rzeczy, które powinnaś sprawdzić, zanim skoczysz na głęboką wodę.

Nadine

Do: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat; Ratunku

Chyba właśnie zrobiłam coś złego. Zasugerowałam Mel, że jest cała masa rzeczy związanych z Maksem Friedlanderem, których ona nie wie – na przykład, gdzie ten facet mieszka, kiedy nie mieszka kątem u ciotki – i że zanim skoczy dla niego na głęboką wodę, powinna się tych paru rzeczy jednak dowiedzieć. Chyba zapomniałam, że ona już właściwie skoczyła na głęboką wodę.

Teraz się do mnie nie odzywa. Przynajmniej wydaje mi się, że się do mnie nie odzywa. Zamknęła się właśnie w kserokopiami z DOLLY. Z DOLLY, rozumiesz? Mogła przynajmniej zamknąć się z kimś innym. Jestem bardzo niedobrym człowiekiem, prawda?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Mel

Nie, nie jesteś złym człowiekiem. I jestem pewien, że ona wcale się na ciebie nie pogniewała. Ona jest, po prostu, no wiesz – zakochana. Nie chce myśleć o niczym innym.

Dlaczego jej nie zapytasz, czy ona i John nie mieliby ochoty wpaść do nas dziś wieczorem na obiad? Powiedz im, że przygotuję coś naprawdę specjalnego. Właśnie przyszła dostawa świetnego czarnego makaronu z barwnikiem mątwy. Daj mi znać.

Tony

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Nadine

Kochanie, ona jest po prostu ZAZDROSNA. To wszystko. To znaczy, czyś ty widziała tego kurdupla, za którego wychodzi za mąż? Kucharzyna. To wszystko. Nędzny smażypatelnia, który przypadkiem jest właścicielem całkiem dobrze, z niewiadomych powodów, prosperującej restauracji. Co ja mówię, z niewiadomych powodów? Z całkiem dobrze wiadomych: jego narzeczona prowadzi rubrykę kulinarną w „New York Journal”!

Nie MARTW się tym. Max Friedlander to szalenie popularny, bardzo poszukiwany artysta. I co z tego, że od miesięcy nic nie robi? Stanie na nogi, zanim ktokolwiek się obejrzy. Więc otrzyj oczka i trzymaj wysoko tę poobcieraną bródkę. Jestem pewna, że wszystko skończy się dobrze. A jeśli nie, no to od czego jest relanium, nieprawdaż kotku?

Buziaki

Dolly

Do: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nadine

Dolly, ty lepiej uważaj, co mówisz. Tak się składa, że mówisz o mojej najlepszej przyjaciółce, Nadine. Nadine NIE JEST zazdrosna. Ona tylko się o mnie troszczy.

A Tony jest kimś znacznie więcej niż „nędznym smażypatelnią” Jest najbardziej uzdolnionym szefem kuchni na Manhattanie. Ale dzięki ci za miłe słowa na temat Johna.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Przyszły weekend

Hej, masz jakieś plany na przyszły weekend? Jak sądzisz, czy udałoby się nam obojgu wyrwać w piątek wcześniej? Zastanawiam się nad wynajęciem samochodu i przejażdżką do domku narciarskiego w Vermont, do którego ktoś dał mi klucze. Wiem, że o tej porze roku raczej nie ma śniegu, ale przysięgam, że jest tam pięknie nawet bez tej białej substancji. A domek ma wszelkie udogodnienia, łącznie z przeogromnym kominkiem, wanną z gorącą wodą i tak, nawet z anteną satelitarną do szerokoekranowego telewizora. Wiedziałem, że na to się złapiesz. Co powiesz?

Całuję

John

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Przyszły weekend

Bardzo chętnie pojechałabym z tobą do Vermont. Może mógłbyś zabrać ze sobą sprzęt fotograficzny i zrobić parę zdjęć, kiedy tam będziemy. Bo czy ty wiesz, że ja nigdy nie widziałam cię w akcji? Przy pracy. Ty codziennie czytasz moją kolumnę, a ja nawet nie widziałam ani jednego zdjęcia zrobionego przez ciebie. To znaczy, pomijając zeszłoroczną sesję kostiumów kąpielowych dla „Sports Illustrated”…

A może zanim pojedziemy, zdążylibyśmy wstąpić do twojego mieszkania, żebym też je mogła obejrzeć. Wiesz, nigdy się jakoś nie złożyło. Nie mam pojęcia, gdzie mieszkasz, kiedy nie zatrzymujesz się u ciotki, ani co tam u siebie masz. To znaczy, jaki masz gust w doborze mebli, i tak dalej. A chciałabym wiedzieć. Naprawdę chciałabym wiedzieć.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Przyszły weekend

Hm, oczywiście możemy zajrzeć do mnie do mieszkania, kiedy tylko zechcesz. Obawiam się tylko, że srodze się rozczarujesz, niestety, bo większość sprzętów to meble z Ikei albo plastikowe skrzynki po mleku.

A co do zabierania sprzętu fotograficznego z nami do Vermont, to myślę, że zrobiłby się z naszego weekendu wyjazd w interesach, nie sądzisz? Po prostu nie planujmy niczego konkretnego. Skąd to nagle zainteresowanie moim gustem w urządzaniu wnętrz? Czyżbyś miała zamiar mi zaproponować, że się wprowadzisz? Na to jest już trochę za późno, nie sądzisz, skoro wszystkie moje czyste koszule i tak obecnie wiszą w twojej szafie? A może nie zauważyłaś? No cóż, naprawdę tam wiszą.

I ja ich stamtąd nie zabieram. Chyba że zdecydujesz się przeznaczyć dla nich jakąś szufladę.

Całuję

John

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fulter@thenyjournal.com›

Temat: Mylisz się

Spytałam Johna, czy mogę obejrzeć jego mieszkanie i on powiedział, że tak i że jest umeblowane plastikowymi skrzynkami po mleku i meblami z Ikei, co znaczy, że to mieszkanie musi istnieć, więc sama widzisz, że on MA swoje własne mieszkanie, i chociaż nie udało mi się jeszcze wybadać go w kwestii pracy, to jednak, skoro wyjedziemy razem na następny weekend i będziemy musieli spędzić w samochodzie czternaście godzin, na pewno zdołam się sporo dowiedzieć na temat jego kariery. Więc sama widzisz.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Myliłam się

Mel, przepraszam za wszystko, co powiedziałam. Nie miałam żadnego prawa. Jest mi naprawdę bardzo, bardzo przykro. Czy mogę ci to wynagrodzić w ten sposób, że zaproszę ciebie i Johna na obiad? Tony mówi, że dostał trochę makaronu z barwnikiem mątwy. Przyjdziecie?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: No cóż…

Chociaż jestem na ciebie totalnie pogniewana, przyjmuję twoje zaproszenie, żebyś sama mogła się przekonać, jak BARDZO się myliłaś, wymyślając na temat Johna te wszystkie okropne rzeczy. Zobaczymy się z wami około siódmej.

Mel

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Sierżant Paul Reese ‹preese@89komisariat.nyc.org›

Temat: Morderca-transwestyta

Okay. Nie twierdzę, że masz rację, sądząc, że starsza pani znała napastnika, ale powiem jedno: to na pewno był naśladowca. Ode mnie tego nie słyszałeś, rozumiesz? Ale pamiętasz dzieciaka, o którym ci wspominałem? Tego, którego rodzina znalazła w damskiej bieliźnie podwieszonego na haku w łazience? No cóż, sprawdziliśmy go nieco i zgadnij, co znaleźliśmy? Okazuje się, że dzieciak pracuje dla jednej z internetowych firm dostawczych. No wiesz: o każdej porze dnia i nocy, co tylko chcesz. Wchodzisz do sieci i składasz zamówienie, a oni je realizują. Dokonując niewielkiego, dyskretnego wywiadu w miejscu pracy dzieciaka, przekonaliśmy się, że był we wszystkich siedmiu budynkach, w których doszło do morderstw popełnionych przez transwestytę. Mamy wydruk, który dowodzi, że był w każdym miejscu zbrodni dokładnie o tej porze, kiedy morderstwa popełniono. Zabijał je wtedy, kiedy powinien byt dostarczać lody i kasety wideo.

A teraz najgorsza część: dzieciak nigdy nie zawalił żadnej dostawy. Ani razu. Po prostu zabijał te kobiety, a potem ruszał z zamówieniem do następnego mieszkania. I myślisz, że ktokolwiek z jego firmy skojarzył, że ludzie giną; akurat w tych domach, do których dzieciak trafiał ze zleceniem? Och, skądże. A co mają do powiedzenia o swoim idealnym pracowniku? „On jest taki spokojny, taki nieśmiały. NIGDY nie zrobiłby czegoś tak strasznego. Po prostu nie mógłby zabić siedmiu kobiet dla jakichś fatałaszków i paru ćwierćdolarówek”. Dzisiaj chłopaka zamykamy. Wczoraj zwolniono go z oddziału dla świrusów po tej „próbie samobójczej”. Ale jest tu coś, co będzie interesować ciebie: dzieciak nigdy nie realizował żadnej dostawy dla kamienicy pani Friedlander. Nie ma żadnego śladu, że ktokolwiek z mieszkańców tego domu kiedykolwiek korzystał z usług tej konkretnej firmy. Pomyślałem, że cię to zainteresuje.

Paul

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Genevieve Randolph Trent ‹grtrent@trentcapital.com›

Temat: Jestem bardzo rozczarowana…

…tobą, John. Wczoraj mieliśmy kolejne rodzinne spotkanie, a ty znów byłeś nieobecny. Muszę powiedzieć, że zaczyna mnie niezwykle irytować twoje notoryczne lekceważenie okazywane reszcie rodziny. Nieakceptowanie naszej pomocy finansowej potrafię jeszcze zrozumieć, ale kompletne odcinanie nas od twojego życia to zupełnie inna sprawa.

Stacy dała mi do zrozumienia, że ty i ta mała Fuller tworzycie całkiem zaangażowaną parę. Muszę powiedzieć, że zdumiała mnie ta wiadomość, tym bardziej że spotkałam tę pannę tylko raz, i to w zupełnie niezwykłych, muszę przyznać, okolicznościach. W gruncie rzeczy nie jest dla mnie jasne, czy do niej dotarło, że my jesteśmy spokrewnieni.

Twój brat i jego żona – która jest, nawiasem mówiąc, wielka jak kamienica; głowę bym dała, że jej lekarz myli się co do terminu rozwiązania i nie zdziwiłabym się wcale, gdyby urodziła lada moment – bardzo niechętnie rozmawiają ze mną na ten temat, ale jestem pewna, że ty coś knujesz, John.

Poza tym Haley i Brittany mają bardzo ciekawe rzeczy do powiedzenia na temat twojego ślubu z pewną rudowłosą panią, na którym mają zamiar być dziewczynkami od kwiatków i już planują stroje odpowiednie do okazji.

Czy to prawda, John? Naprawdę zamierzasz ożenić się z tą dziewczyną, której nawet porządnie nie przedstawiłeś własnej rodzinie? Jeżeli tak, to muszę przyznać, że nigdy nie spodziewałam się po tobie podobnego postępowania. Może po niektórych twoich kuzynach, ale po tobie nie, John.

Mam nadzieję, że podejmiesz pewne kroki, żeby szybko naprawić to niedopatrzenie. Podaj mi tylko termin, w którym oboje jesteście wolni, a zadysponuję spokojny, rodzinny obiad. Byłabym wręcz zachwycona, mogąc przedstawić pannę Fuller reszcie Trentów… To znaczy przynajmniej tym, którzy są na przepustce z więzienia.

John, nie bierz mojego lekkiego tonu za brak troski. Troszczę się, i to bardzo. Tak bardzo, że gotowa jestem przymknąć oczy na twoje doprawdy zadziwiające zachowanie w całej sprawie. Ale tylko do czasu, drogi chłopcze.

Pozdrawiam

Mim

Do: Genevieve Randolph Trent ‹grtrent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: O nic się nie martw

Mim, daj mi tylko jeszcze jeden tydzień, dobrze? Jeszcze jeden tydzień i możesz ją poznać – tym razem wszystko odbędzie się jak należy. Jest pewien drobiazg, który muszę jej przedtem wyjaśnić.

Czy nie możesz zdobyć się na jeszcze odrobinę cierpliwości? Obiecuję, że warto.

John.

Do: Sebastian Leandro ‹sleandro@hotphotos.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: No jak, udało się?

Dawno się nie odzywałeś. Znalazłeś coś dla mnie? W ogóle cokolwiek?

Posłuchaj, jeśli jeszcze nie całkiem do ciebie dotarło: POTRZEBUJĘ PRACY. W tej chwili mam wyjątkowo ograniczone dochody. Vivica wyssała mnie do sucha…

I teraz, bardziej niż kiedykolwiek, muszę się stąd wydostać. Ona zaczyna mówić o zobowiązaniach, Sebastianie. O małżeństwie. O przyszłości. Okazała się w stosunku do mnie zupełnie krowim typem.

Ja tego po prostu nie rozumiem. Przyjeżdżam do Key West z jedną z najpopularniejszych supermodelek w tym kraju, i po kilku tygodniach zostaję bez grosza przy duszy. Miałem sobie zrobić małe wakacje, a muszę jej robić wykłady na temat przeludnienia. Bo ona zaczyna bredzić coś o dzieciach. Musisz coś dla mnie znaleźć, stary. Liczę na ciebie.

Max

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: Sebastian Leandro ‹sleandro@hotphotos.com›

Temat: Słuchaj, facet

Ni stąd, ni zowąd wyjeżdżasz w najbardziej ruchliwym sezonie. I nie twierdzę, że cię obwiniam. W końcu to Vivica. Na twoim miejscu zrobiłbym to samo.

Ale w tym interesie nie da się zniknąć na trzy miesiące, a potem sobie wrócić, jakby nigdy nic. Nowe talenty zdążyły już przejąć pałeczkę. Jest tu parę naprawdę spragnionych sukcesu dzieciaków, które są niezłe. Naprawdę niezłe. Ale nie żądają takiej kasy jak ty, koleś. Co nie znaczy, że nie próbuję. ZNAJDĘ coś dla ciebie. Musisz jednać dać mi trochę czasu. Skontaktuję się z tobą, jak tylko będę coś wiedział. Przysięgam.

Sebastian

Do: Sebastian Leandro ‹sleandro@hotphotos.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Więc ty mi mówisz, że…

…z jednego z najlepszych fotografów w tym kraju nagle stałem się NICZYM??? W ciągu zaledwie jakichś dziewięćdziesięciu dni? Chcesz, żebym w to uwierzył? Dzięki. Dzięki za wszystko.

Max

Do: Lenore Fleming ‹lfleming@sophisticate.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: SOS

LENORO!

TO ZNOWU JA. VIVICA.

DZIĘKI ZA PORTFEL. DOSTAŁAM GO. ZDECYDOWAŁAM SIĘ NIE WYJEŻDŻAĆ TAK OD RAZU. CHCIAŁAM DAĆ MAKSOWI JESZCZE JEDNĄ SZANSĘ, ROZUMIESZ. MYŚLAŁAM, ŻE MOŻE MNIE PRZEPROSI. BO WIEM, ŻE ON JEST NAPRAWDĘ WE MNIE GŁĘBOKO ZAKOCHANY. ALE ON ABSOLUTNIE TEGO NIE ZROBIŁ! TO ZNACZY NIE PRZEPROSIŁ MNIE. W GRUNCIE RZECZY, SZCZERZE MÓWIĄC, TERAZ ZROBIŁ SIĘ JESZCZE BARDZIEJ NIEMIŁY. NIE UWIERZYSZ, CO ON Ml POWIEDZIAŁ WCZORAJ WIECZOREM. POWIEDZIAŁ, ŻE NIE CHCE SIĘ ZE MNĄ OŻENIĆ I ŻE NIGDY NIE CHCIAŁ. MÓWI, ŻE NIE CHCE MIEĆ ZE MNĄ DZIECI, ANI NAWET SPĘDZIĆ ZE MNĄ ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!!! LENORE, CO JA POWINNAM TERAZ ZROBIĆ? BEZ PRZERWY TYLKO PŁACZĘ l PŁACZĘ. NIE MIEŚCI Ml SIĘ W GŁOWIE, ŻE ON MI TO ROBI. NIE CHCE Ml SIĘ WIERZYĆ, ŻE SPĘDZIŁ ZE MNĄ TRZY MIESIĄCE W KEY WEST, A POTEM NAGLE ODWRÓCIŁ SIĘ l STWIERDZIŁ, ŻE NIE CHCE SPĘDZIĆ ZE MNĄ RESZTY SWOJEGO ŻYCIA. NIGDY NIE CZUŁAM SIĘ JESZCZE TAK WYKORZYSTANA.

LENORE, MUSISZ MI POMÓC. WIEM, ŻE MASZ MNÓSTWO DOŚWIADCZENIA Z MĘŻCZYZNAMI. JESTEŚ TAKA STARA – MASZ PRAWIE TRZYDZIEŚCI LAT. MUSISZ ZNAĆ JAKIŚ SPOSÓB, ŻEBY ON MNIE POKOCHAŁ. PROSZĘ CIĘ, POMÓŻ Ml.

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nie wiem, jak ty…

…ale ja cudownie się wczoraj bawiłam. A tobie jak się podobało? To znaczy, wszystko było takie idealne: makaron z barwnikiem mątwy doskonały, a chłopcy tak dobrze się dogadywali – nie sądzisz, że się dobrze dogadują? Nie powiem, żebym wiedziała cokolwiek o uniwersyteckiej lidze koszykówki, ale ta dyskusja, którą prowadzili, wydawała się całkiem interesująca. Nie widzisz, jak bardzo się co do niego myliłaś? To znaczy co do Johna? Nie udało mi się poruszyć z nim tematu potraktowanych lodem sutków, ale nie sądzisz, że czytelnicy „Sports Illustrated” właśnie tego oczekują od numeru z kostiumami kąpielowymi? Wiesz, Wydaje mi się, że to po prostu część jego pracy. Mówię tylko, że koniecznie powinniśmy to powtórzyć, i to jak najszybciej. Ale nie w ten weekend, bo teraz wyjeżdżamy do domku w górach, który pożyczył Johnowi ktoś z przyjaciół. I nie, wcale nie chcę mówić hop, ale wczoraj wieczorem zaproponowałam, że nakarmię Tweedleduma i Pana Peppera, podczas gdy John wyprowadzał psa, i tak się akurat złożyło, że zauważyłam torbę od Tiffany’ego, która wystawała spod torby podróżnej Johna. Wiesz, tej, którą zabiera ze sobą na weekend. Tak właśnie. Torbę od Tiffany’ego.

Wiem. Wiem. Nie podniecam się. To może być cokolwiek. Możliwe, że to jego podróżna torba na skarpetki, czemu nie? Ale, jeśli to jest… no wiesz? To możliwe. To naprawdę możliwe. Nie powiem już nic więcej.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Mówisz poważnie?

Naprawdę myślisz, że on chce się oświadczyć? Melisso, chodzicie ze sobą zaledwie ze dwa miesiące. Nawet mniej. Naprawdę nie sądzę, że powinnaś robić sobie jakieś nadzieje. Założę się o wszystko, że gdybyś zerknęła do tej torby, znalazłabyś po prostu skarpetki. Mężczyźni miewają dziwaczne zwyczaje.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Powinnam była zajrzeć prawda?

Ale po prostu nie mogłam. Wydawało mi się, że to byłoby takie… niewłaściwe. No wiesz, zaglądanie. Nie, nie, nie chcę powiedzieć, że właśnie to jest w torbie. To znaczy pierścionek. Naprawdę nie. Jestem pewna, że trzyma tam skarpetki. A jeśli nie? W końcu mam chyba prawo pomarzyć?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Więc zakładam, że jeśli to pierścionek…

…zamierzasz powiedzieć: „tak”? Czy dobrze zrozumiałam? Wiesz, ja wcale nie uważam, że nie powinnaś, tylko… Tylko nie ma nic złego w czekaniu. Naprawdę. W każdym razie powinnaś przynajmniej, ze zwykłej przyzwoitości, odczekać, dopóki jego ciotka nie wyjdzie ze śpiączki. Albo nie umrze. Nie sądzisz?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Chyba…

…masz rację. Z tym czekaniem, dopóki nie okaże się co z panią Friedlander. Trochę nieładnie byłoby chodzić i chwalić się zaręczynami, kiedy ona leży w śpiączce. Boże, co ja najlepszego wygaduję. W tej torbie nie ma pierścionka. To na pewno skarpetki. To muszą być skarpetki.:

Racja?

Mel

Do: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Mel

No cóż, stało się. On się oświadcza. Wygląda na to, że w ten weekend, w romantycznym domku w górach, który pożyczył na tę okazję. Nie twierdzę, że nie popieram. Lubię tego faceta. Naprawdę. Tylko że… Sama nie wiem. Nie mogę się pozbyć tego dziwnego niemiłego przeczucia, które mi w tej sprawie towarzyszy od początku. Co jest ze mną nie tak?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Co jest z tobą nie tak?

Nic nie jest z tobą nie tak. Po prostu chcesz, żeby twoja przyjaciółka była szczęśliwa. I w porządku. Ja też chciałbym, żeby Mel była szczęśliwa. Ona zasługuje na szczęście I powinna być szczęśliwa nie tylko z tej racji, że Freddie Prinze Jr spotyka się z Sarah Michelle Gellar, czy o kimkolwiek tam ona pisze.

Ale żeby ludzie byli szczęśliwi, czasami muszą podejmować ryzyko. A to wystawia ich na niebezpieczeństwo zranienia. Myślę, że to dlatego tak się trzęsiesz o Mel. Właśnie spotkała tego faceta. On dostał na jej punkcie kota. Wiązanie się z nim jest bardzo niebezpieczne.

Ale myślę, że Mel powinna zaryzykować. Spróbuj po prostu się wycofać i pozwól jej podejmować własne decyzje i przestań dostawać od tego takiego kompletnego świra. A według ciebie, kto się dla niej nadaje? Ja? No cóż, tak się składa, że jestem już zajęty. I dobrze wiesz, co się stało, kiedy próbowaliśmy spiknąć Mel z moim bratem…

Hej, jeżeli oni dojdą do porozumienia i postanowią się pobrać, moglibyśmy zrobić podwójne wesele. Co ty na to?

Tylko żartuję.

Tony

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Vermont

No dobrze, przygotowałaś ciepłą bieliznę? Słyszałem, że noce bywają tam zimne.

Mam zamiar odebrać samochód o siódmej, żebyśmy koło ósmej mogli już być w drodze. Myślisz, że mogłabyś być gotowa o tej porze? Wiem, że nie będzie to dla ciebie łatwe. Na szczęście ja, w przeciwieństwie do niektórych innych ludzi, nie będę miał ci za złe twojego wiecznego spóźnialstwa. Wynajmuję spory samochód w nadziei, że Paco zmieści się na tylnym siedzeniu. Jak sądzisz, jakie są szansę, że nie będzie się upierał, by wystawiać łeb przez okno i ślinić się na każdy mijany pojazd? I jak sądzisz, czy za takie zachowanie wlepiają mandaty? Za pozwalanie, żeby pies się ślinił na widok niewinnego przechodnia?

John

Do: Jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Vermont

Mogę być gotowa o ósmej. Co ty sobie wyobrażasz, że ja jestem jakimś rozmamłanym niechlujem?

Myślę, że Paco zmieści się na tylnym siedzeniu i że będzie mu tam dobrze. Martwię się za to o Tweedleduma i Pana Peppera.

Niby wiem, że Raiph będzie je karmił, ale bardzo poważnie wątpię, czy zostanie tam na tyle długo, żeby je pogłaskać czy coś. On się panicznie boi, że uniform odźwiernego mógłby mu obleźć kocią sierścią. Może powinniśmy zaproponować, że go oddamy (uniform, nie Raipha) do pralni chemicznej na nasz koszt po powrocie.

Żartujesz z tą ciepłą bielizną, prawda?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Vermont

Kochanie, słyszałam, że jedziesz z nim na północ na weekend. To zupełnie jak w Ogniach Świętego Elma. Czy masz zamiar używać Love’s Baby Soft i założyć obszerny sweter z golfem? A poważnie, chcę tylko dać ci parę małych wskazówek przed wyjazdem, bo jesteś w tych sprawach okropnym niewiniątkiem.

1. NIE POZWÓL mu umieszczać twojego nazwiska na umowie wynajmu samochodu. Bo będziesz musiała prowadzić, jeżeli on cię o to poprosi. A wierz mi, kobieta za kierownicą, podczas gdy facet siedzi sobie obok, wygląda po prostu żałośnie. Członkostwo w ruchu feministycznym = dożywotnie panieństwo.

2. NIE PROPONUJ, że pójdziesz i przyniesiesz polano do kominka ze stosu drewna. Odkryłam, że w stosach drewna często mieszkają pająki. Pozwól, żeby to on zajął się drewnem, na litość boską.

3. ZAPROPONUJ, że zrobisz śniadanie i niech będzie bardzo pożywne, najlepiej jajka z kiełbaskami. Z niewiadomych powodów mężczyzna na łonie natury uwielbia spożywać pokarmy pływające w tłuszczach nasyconych. Okaże ci swoją wdzięczność na wszystkie właściwe sposoby.

4. WEŹ swoje własne kompakty. Jeśli tego nie zrobisz, będziesz przez cały weekend słuchała Grateful Dead i War – nie wspominając już, aż drżę, kiedy to piszę, o Blood, Sweat and Tears.

5. WEŹ zatyczki do uszu. Mężczyźni, którzy zazwyczaj nie chrapią, mają skłonność do chrapania w lesie, w związku z działaniem rozmaitych alergenów, których w mieście nie ma.

6. NIE POZWÓL, żeby pierwszy brał prysznic. Domki w górach znane są z niewielkiej pojemności bojlerów i on ci zużyje całą wodę, i nic dla ciebie nie zostawi. Musisz kąpać się pierwsza.

7. NIE ZAPOMNI; zabrać ze sobą jadalnych olejków do masażu. Takich rzeczy po prostu nie sprzedają w tych zabitych dechami miasteczkach, więc jeśli ich zapomnisz, to cześć pieśni. Mam nadzieję, że ci to pomoże, kotku. I nie zapomnij: baw się dobrze!

Buziaki

Dolly

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Dobrze…

Kto powiedział Doiły, że wyjeżdżam z Johnem? Ludzie, MUSICIE wreszcie przestać. Dłużej tego nie zniosę. PRZESTAŃCIE OPOWIADAĆ DOLLY RÓŻNE RZECZY O MNIE l O JOHNIE.

To naprawdę nie jest zabawne. Nie chcę, żeby ona cokolwiek wiedziała o moich sprawach. Przynajmniej nic poza tym, co jej powiem sama.

Mel

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Dobra, stało się

Wyjeżdżamy rano. A ja zamierzam to zrobić. Przysięgam, że to zrobię. Zadzwoniłem do Chucka do stróżówki i kazałem mu zajrzeć do domku narciarskiego, upewnić się, że wanna działa, wstawić parę butelek szampana do lodówki i zacząć odmrażać kilka filetów z sarniny. Chyba jestem gotowy.

Życz mi powodzenia.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Naprawdę jesteś…

…pomylony, wiesz o tym, prawda? Jak w ogóle mogłeś dopuścić do tego, żeby znaleźć się w takiej sytuacji – ani jak mogłeś pozwolić, żeby to tak długo trwało – tego nie pojmuję.

Ale życzę ci powodzenia, bo, stary, będziesz go potrzebował.

Jason

Do: Lenore Fleming ‹lfleming@sophisticate.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Sos

LENORE!!!

WSZYSTKO SKOŃCZONE. NIE CHCE Ml SIĘ W TO WIERZYĆ. NAWET NIE UMIEM W TO UWIERZYĆ. LEDWIE MOGĘ PISAĆ, TAK BARDZO JESTEM ZAPŁAKANA.

DZISIAJ WRÓCIŁAM DO DOMU ZNAD BASENU I JAK SĄDZISZ, CO ZOBACZYŁAM?

BYŁ Z INNĄ KOBIETĄ, LENORE! W NASZYM ŁÓŻKU, Z POKOJÓWKĄ!!! Z POKOJÓWKĄ.!!

ONA NAWET NIE BYŁA SPECJALNIE ŁADNA. UŻYWA PŁYNNEGO EYELINERA I NOSI ZESZŁOSEZONOWE KLAPKI MANOLO BLAHNIKA. I TO NAWET NIE ORYGINALNE. TANIĄ PODRÓBKĘ.!!

NO CÓŻ, TO WSZYSTKO. WSZYSTKO SIĘ SKOŃCZYŁO. MUSISZ MNIE STĄD WYDOSTAĆ NASTĘPNYM LOTEM POWROTNYM DO NOWEGO JORKU. WIEM, WIEM, CO MASZ ZAMIAR POWIEDZIEĆ: MUSZĘ COŚ ZROBIĆ, ŻEBY SIĘ NA NIM ODEGRAĆ ALBO NIGDY NIE BĘDĘ MIAŁA POCZUCIA, ŻE ZAMKNĘŁAM TEN ZWIĄZEK.

ALE CO JA MAM ROBIĆ? NIE MOGĘ PRZESŁAĆ MU BUKIETU ZWIĘDŁYCH RÓŻ, (AK ZAWSZE ROBIĄ TO FACECI, KIEDY ICH RZUCAM. NO WIESZ, TO MĘSKA SZTUCZKA. MYŚLAŁAM, CZY MU NIE WYSŁAĆ METALOWEGO OCHRANIACZA NA GENITALIA, JAKI NAOMI WYSŁAŁA BOBBY’EMU. ALE TUTAJ NAWET NIE SPRZEDAJĄ METALOWYCH OCHRANIACZY NA GENITALIA.

JAKOŚ MUSZĘ SIĘ NA NIM ZEMŚCIĆ, WIEM. MUSZĘ UDERZYĆ GO TAM, GDZIE GO NAJBARDZIEJ ZABOLI. OCH, POCZEKAJ SEKUNDKĘ, MAM POMYSŁ. ŻYCZ MI POWODZENIA.

VIVICA

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: CZEŚĆ

NIE ZNASZ MNIE, MAM NA IMIĘ VIVICA I UWAŻAM, ŻE POWINNAŚ WIEDZIEĆ, ŻE FACET, KTÓRY WYPROWADZA PSA CIOTKI MAKSA, TO WCALE NIE JEST MAX, ALE JEGO PRZYJACIEL, JOHN, KTÓRY WINIEN BYŁ MAKSOWI PRZYSŁUGĘ, BO MAKS KIEDYŚ WYRATOWAŁ JOHNA Z TARAPATÓW W VEGAS, KIEDY JOHN OMAL NIE OŻENIŁ SIĘ Z RUDOWŁOSĄ TANCERKĄ REWIOWĄ IMIENIEM HEIDI. JOHN TYLKO UDAJE, ŻE JEST MAKSEM, DLATEGO ŻE MAX NIE MÓGŁ WRÓCIĆ DO NOWEGO JORKU, ŻEBY WYPROWADZAĆ PSA SWOJEJ CIOTKI, BO JEST TUTAJ W KEY WEST ZE MNĄ, ALE NIE CHCIAŁ, ŻEBY JEGO CIOTKA POMYŚLAŁA, ŻE SIĘ NIĄ NIE INTERESUJE, WIĘC NAMÓWIŁ JOHNA, ŻEBY ROBIŁ TO ZA NIEGO. I MYŚLĘ, ŻE JEŻELI CIOTKA MAKSA KIEDYŚ SIĘ OBUDZI, TO POWINNAŚ JEJ POWIEDZIEĆ, CO ZROBIŁ MAX. POWINNA ZDECYDOWANIE WYKREŚLIĆ GO ZE SWOJEGO TESTAMENTU, BO ON NIE ZASŁUGUJE NA ŻADNE JEJ PIENIĄDZE.

POZA TYM, POWINNAŚ WIEDZIEĆ, ŻE MAX FRIEDLANDER JEST OKROPNĄ OSOBĄ l KAŻDY, KTO SIĘ Z NIM PRZYJAŹNI, PEWNIE JEST TAKI SAM. WSZYSCY MĘŻCZYŹNI TO ŚWINIE l MAM NADZIEJĘ, ŻE WYMRĄ, A MAŁPY PRZEJMĄ WŁADZĘ, JAK W PLANECIE MAŁP, BO WTEDY ŚWIAT WYGLĄDAŁBY O WIELE LEPIEJ. TO WSZYSTKO…

VIVICA

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Czy ktoś zechciałby mi wyjaśnić…

…o co chodziło z tym wielkim wrzaskiem przed chwilą? I dlaczego żadna z was nie siedzi przy swoim biurku? Przysięgam na Boga, jeżeli znów wszystkie siedzicie w damskiej łazience, wejdę tam i wywlokę was za kudły. Nic mnie nie obchodzi. NIE MOGŁO BYĆ TAK, ŻE WSZYSTKIE MUSIAŁYŚCIE WYJŚĆ W TYM SAMYM MOMENCIE. To nie jest obóz dla cheerleaderek. Co wy sobie myślicie, że ja jestem idiotą?

Czy żadna z was nie może pojąć faktu, że jest czas na plotki i czas na pracę, i że kiedy trzeba gazetę oddać do składu, to znaczy, że właśnie jest czas na PRACĘ???

WRACAĆ Ml DO SWOICH BIUREK l TAM SIEDZIEĆ!

George

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Mel, po prostu zadzwoń…

…do niego. Zadzwoń i zapytaj. Jestem pewna, że to po prostu chory żart jakiejś jego byłej dziewczyny, czy coś takiego. Możesz to wszystko wyjaśnić jednym telefonem. Zwyczajnie do niego zadzwoń. Pewnie istnieje jakieś sensowne i racjonalne wytłumaczenie tego wszystkiego.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Nie

Ty nie rozumiesz. Ja właśnie przejrzałam maile, które dostawałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy, bo pomyślałam, że adres zwrotny tego ostatniego wyglądał mi jakoś znajomo, ale wiem, że to nie adres Johna, bo on pisze spod: jerryzyje@freemail.com. I patrz. Patrz, co znalazłam. Jego pierwszy list do mnie. Spójrz na adres nadawcy:

› Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

› Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

› Temat: Moja ciotka

› Droga panno Fuller,

› Jestem wstrząśnięty – głęboko wstrząśnięty i zaszokowany tym, co spotkało moją ciotkę Helen. Jest ona, jak zapewne pani wiadomo, moją jedyną żyjącą krewną. Nie potrafię pani wyrazić swojej wdzięczności za wysiłki poniesione, aby się ze mną skontaktować i dać mi znać o tej tragedii.

› Chociaż w chwili obecnej jestem na zleceniu w Afryce (być może słyszała pani o suszy w Etiopii? Przeprowadzam tutaj właśnie sesję zdjęciową dla fundacji Chrońmy Dzieci), zacznę natychmiast szykować się do powrotu do Nowego Jorku. Gdyby moja ciotka odzyskała przytomność, zanim tam dotrę, proszę ją zapewnić, że jestem w drodze.

› Dziękuję pani jeszcze raz, panno Fuller. Wszystko, co mówi się o chłodzie i obojętności nowojorczyków, jest najwyraźniej w pani przypadku nieprawdziwe. Niech Bóg panią prowadzi.

› Z poważaniem

› Maxwell Friedlander

To ten sam adres zwrotny co w mailu, który właśnie dostałam od Viviki. I przeczytaj to. Przecież to w ogóle nie BRZMI jak John. John tego nie napisał. Nadine, uważam, że ta cała Vivica może mówić prawdę!

O mój Boże, co ja mam teraz zrobić? Nie mogę tak po prostu do niego zadzwonić. Co ja mam mu powiedzieć?

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Co masz mu powiedzieć?

Nie mieści mi się w głowie, że ty mnie o to pytasz. Masz powiedzieć: „Hej, koleś, o co tu do cholery chodzi? Jeśli uważasz, że po tym wszystkim pojadę z tobą do Vermont, to musisz się jeszcze ostro zastanowić, tyle ci powiem. A poza tym, kto to, u licha, jest Vivica?”

Boże, Mel, nie jesteś idiotką, więc dlaczego zachowujesz się jak idiotka? ZADZWOŃ DO NIEGO!!!

Nadine

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Kochanie…

Wiem, że musisz być strasznie zmartwiona i chcę cię tylko zapewnić, że trzymam twoją stronę w stu pięćdziesięciu procentach. Mężczyźni potrafią zachowywać się jak straszne dzieci, nieprawdaż?

A ponieważ tak bardzo ci współczuję w twojej godzinie próby, wykonałam parę telefonów i wreszcie udało mi się namierzyć agenta Maksa Friedlandera.

Kochanie, przykro mi, że to ja muszę ci to powiedzieć, ale Sebastian twierdzi, że Max od kilku miesięcy siedzi w Key West w towarzystwie tej supermodelki, Viviki! Oczywiście, powiedziałam mu: „Ależ, Sebastian, skarbie, to musi być jakaś pomyłka, Max wyprowadza psa swojej ciotki i zaleca się do mojej koleżanki, Melissy”, na co Sebastian, który jest po prostu kochaniutki, odparł: „Dolly, słonko, to już nie są lata dziewięćdziesiąte, one poszły z dymem. Trzy razy dziennie dostaję od Maksa telefon z pytaniem, kiedy wreszcie znajdę mu pracę, bo Vivica spłukała go na czysto”. No więc sama widzisz. Kimkolwiek jest ten twój John, nie może być Maksem Friedlanderem.

Och, jak bardzo żałuję, że nie było mnie tego wieczoru, kiedy przyprowadziłaś go do Fresche na nasze oględziny. Mogłabym ci wtedy z miejsca powiedzieć, że to nie jest Max. Czuję się winna. Czy relanium już zadziałało?

Buziaki Dolly

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›.

Temat: Zginąłeś

Co się z tobą dzieje, człowieku? Co się z tobą, do cholery, porobiło? Zabawiasz się z sąsiadką mojej ciotki? Tą reporterką z „Journal”? I robisz to POD MOIM NAZWISKIEM??? Czyś ty na głowę upadł? Mówiłem ci, żebyś wyprowadzał psa ciotki Helen. To wszystko. Żebyś wyprowadzał głupiego psa. Więc dlaczego dostaję telefon od mojego agenta, który mi mówi, że ta lalunia. Dolly Vargas, jedyna osoba, którą znam w „Journal”, wydzwaniała i wypytywała o mnie? A konkretnie o to, jak mogę być w Nowym Jorku i chodzić z jej koleżanką, Melissą, skoro podobno jestem w Key West i zabawiam się z Vivicą? Facet, nie jest dobrze. Jestem tutaj w bardzo trudnej sytuacji, a ty mi ją jeszcze tylko komplikujesz. Vivicą przyłapała mnie na zabawianiu się z pokojówką – co zupełnie nie było moją winą, kobieta po prostu nie mogła utrzymać rąk z dala ode mnie – a teraz wyjechała.

Przyznaję, trochę mi ulżyło, jeśli chodzi o finanse. Ale nie da się przewidzieć, co ona zrobi, kiedy wróci do Nowego Jorku. Najprawdopodobniej zdemaskuje te nasze przebieranki. Jest źle. Jest naprawdę źle. Dlaczego nie mogłeś po prostu zrobić tego, o co cię prosiłem? I tylko tego. Teraz, jeżeli moja ciotka się obudzi, dowie się, że nie przyleciałem tam natychmiast, żeby zajmować się jej durnym zwierzyńcem. Stary, to jest nie w porządku. Cholernie nie w porządku.

Max

Do: Jason Trent ‹Jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Ratunku

Chyba mam poważne kłopoty.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: O co ci chodzi…

…z tym „ratunku”? Jak możesz mieć poważne kłopoty? Myślałem, że wyjechałeś do Vermont. Dlaczego wciąż jesteś tutaj? Stacy mówi, żebyś do niej napisał. Jej mózg powoli ulega atrofii od nadmiaru przedpołudniowych programów telewizyjnych.

Jason

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Wiem…

…że jesteś w domu, widzę, że w twojej sypialni pali się światło. Więc dlaczego nie chcesz otworzyć? Ani odebrać telefonu? Mel, wiem, że stało się coś złego i myślę, że wiem, o co chodzi, ale dopóki ze mną nie porozmawiasz, jak mogę ci się wytłumaczyć?

Bo mogę, mogę to wyjaśnić, tylko daj mi szansę. Proszę cię, proszę cię, proszę cię, otwórz drzwi.

John

Do: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Od; Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: No cóż, stało się…

Dokładnie tak, jak myślałam, że się stanie. WIEDZIAŁAM. Bo facet byt taki świetny, że po prostu nie mógł być prawdziwy. I ten cały numer z Johnem. Mówiłam ci, że to dziwaczne nosić przezwisko John, prawda?

No cóż, miałam rację. Nie bardzo mnie to cieszy, ale miałam rację. On nie nosi przezwiska John. To jego PRAWDZIWE imię. To właściwie wszystko, co o nim wiemy. Wiemy też, kim NIE JEST: otóż NIE JEST Maksem Friedlanderem. Najwyraźniej prawdziwy Max Friedlander przekupił tego faceta, żeby go UDAWAŁ, czy coś takiego, podczas gdy on (prawdziwy Max) siedzi w Key West z Vivicą, supermodelką, zamiast przylecieć z powrotem do Nowego Jorku i wyprowadzać psa swojej ciotki. Biedna Mel. Biedna, biedna Mel.

Dlaczego musiało się okazać, że mam rację? Zapłaciłabym sporo kasy, żeby jej nie mieć. Oddałabym swoją nową figurę w rozmiarze dwanaście, żeby się mylić. Poważnie.

Nadine:-(

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Sprawdźmy…

…czy ja cię dobrze zrozumiałem.

Ten facet, z którym Mel się spotykała, tylko udawał, że jest Maksem Friedlanderem – facetem, którego nigdy nie lubiłaś, bo słyszałaś o nim złe rzeczy – a teraz nagle okazuje się, że on Maksem Friedlanderem NIE JEST. Tylko że zamiast odczuć ulgę, bo facet nie jest bydlakiem, za którego od początku go brałaś, ty jesteś wściekła, bo oszukiwał.

Ja was, kobiety, nie rozumiem. Naprawdę, nie rozumiem. To znaczy, przyznaję, że facet wykazał się pewnym niewłaściwym działaniem, ale przynajmniej nigdy nie smarował nikomu sutków lodem.

Tony

Do: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Nie rozumiesz?

Kłamał. Okłamywał ją. Jak ona ma niby uwierzyć w cokolwiek z tego, co on jej mówił, skoro nawet nigdy jej nie powiedział,. jak się naprawdę nazywa?

Co jest z tobą? Po której jesteś stronie?

Nadine

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Tony Salerno ‹szamka@fresche.com›

Temat: Naprawdę skrewiłeś

Facet, pamiętasz, że mi dałeś swój adres mailowy i prosiłeś, żebym ci przysłał przepis na rigatoni bolognese, żebyś mógł zrobić niespodziankę Mel?

No cóż, obawiam się, że nie będzie ci już potrzebny. Bo z tego co słyszę, wpadłeś w kłopoty po same uszy. Słuchaj, co jest grane? Max Friedlander zapłacił ci, żebyś wmówił Mel, że nim jesteś? Bo tak twierdzą dziewczyny. Nie wiem, o co ci chodziło, ale lepiej zacznij się korzyć, bo czeka cię ostry ogień artyleryjski. Albo to, albo spadaj, człowieku. Poważnie. Ratuj się, póki możesz, bo zaraz się zacznie ostrzał. Pomyślałem tylko, że powiem ci, że trzymam kciuki.

Tony

Do: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Nie, to TY zginąłeś…

Co ty mi próbujesz zrobić? Czyś ty ZWARIOWAŁ? Skąd Mel się o tym wszystkim dowiedziała?

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Temat: Co SIĘ DZIEJE???

Dlaczego nikt mi nic nie mówi? Jason twierdzi, że coś się stało. Co takiego? I czy ty nie miałeś być w Vermont? Niech szlag trafi te skurcze…

Stacy

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Przestań jęczeć

Miałeś u mnie dług wdzięczności, pamiętasz? A poza tym, to nie moja wina. To Vivica. Ona to zrobiła. Najwyraźniej wysłała maiła do twojej dziewczyny. Mam tę wiadomość w swojej skrzynce. Chcesz przeczytać? Proszę bardzo. Muszę przyznać, że to znakomity dowód niedociągnięć naszego systemu edukacyjnego:

‹ NIE ZNASZ MNIE, MAM NA IMIĘ VIVICA I UWAŻAM, ŻE POWINNAŚ WIEDZIEĆ, ŻE FACET, KTÓRY WYPROWADZA PSA CIOTKI MAK-SA, TO WCALE NIE JEST MAX, ALE JEGO PRZYJACIEL, JOHN, KTÓRY WINIEN BYŁ MAKSOWI PRZYSŁUGĘ, BO MAX KIEDYŚ WYRATOWAŁ JOHNA Z TARAPATÓW W VEGAS, KIEDY JOHN OMAL NIE OŻENIŁ SIĘ Z RUDOWŁOSĄ TANCERKĄ REWIOWĄ IMIENIEM HEIDI. JOHN TYLKO UDAJE, ŻE JEST MAKSEM, DLATEGO ŻE MAX NIE MÓGŁ WRÓCIĆ DO NOWEGO JORKU, ŻEBY WYPROWADZAĆ PSA SWOJEJ CIOTKI, BO JEST TUTAJ W KEY WEST ZE MNĄ, ALE NIE CHCIAŁ, ŻEBY JEGO CIOTKA POMYŚLAŁA, ŻE SIĘ NIĄ NIE INTERESUJE, WIĘC NAMÓWIŁ JOHNA, ŻEBY ROBIŁ TO ZA NIEGO.

I tak dalej, do urzygu w tym samym stylu, ale pomyślałem, że reszty ci oszczędzę. Nie możesz mi uczciwie wmawiać, że się tym przejąłeś. JA jestem tym, który ma tutaj pupę w kwiatach. Jeśli ta moja ciotka, bura suka, obudzi się i usłyszy o wszystkim, przepadłem. Kiedy wyciągnie kopyta, każdy cent jej majątku pójdzie gładziutko na konto Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Możesz się założyć, że ja jednego grosza nie zobaczę. Nie, nie będę się tym zamartwiał. Czas, żebym wreszcie wziął sprawy w swoje ręce. Od razu powinienem był to zrobić. Więc kto wie? Może zobaczysz mnie wcześniej, niż myślisz. A jeśli chodzi o te pogróżki, że mnie ukatrupisz, mam ci tylko jedno do powiedzenia: alimenty. Człowieku, oszczędziłem ci lat płacenia alimentów. Nie zapominaj o tym.

Max

Do: Stacy Trent ‹ih8barney@freemail.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Sprawy nie układają się…

…w tej chwili zbyt dobrze, żeby odpowiedzieć na twoje pytanie. Mel odkryła ten cały numer z udawaniem Maksa Friedlandera, zanim miałem okazję sam jej o tym powiedzieć. I wygląda na to, że nie jest zbytnio uszczęśliwiona. To znaczy nie odzywa się do mnie. Teraz naprawdę przydałaby mi się jakaś twoja rada, ale dzwoniłem do was i nikt nie odbiera.

John

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: jerryzyje@freemail.com

Temat: Prawda

Dobrze. Nie chcesz otworzyć drzwi. Nie chcesz odebrać telefonu. WIEM, że tam jesteś. Jeżeli to jedyny sposób, żeby się z tobą skontaktować, niech i tak będzie.

Mel, skrewiłem. Okay? Naprawdę totalnie skrewiłem i sam o tym wiem. Powinienem był powiedzieć ci prawdę już na samym początku, ale nie zrobiłem tego. Nie umiem ci powiedzieć, ile razy prawie to zrobiłem – to znaczy przyznałem się do wszystkiego. Tysiąc razy. Milion.

Ale za każdym razem, kiedy się za to zabierałem, wiedziałem – po prostu wiedziałem – że zareagujesz w taki sposób i nie chciałem psuć tego, co między nami było, Mel, bo to było takie wspaniałe. Czy naprawdę zamierzasz odrzucić to wszystko tylko dlatego, że popełniłem jeden głupi – no przyznaję, potężnie idiotyczny – błąd?

To naprawdę nie było tak, że z premedytacją chciałem cię oszukiwać. No cóż, na początku trochę tak było, ale wtedy jeszcze nie znałem ciebie. Dostałem maiła od Maksa, a on mnie prosił tylko o jedno – żebym nabrał sąsiadów jego ciotki i udał, że Max się zajmuje jej sprawami, podczas gdy ona jest w szpitalu – a ja sobie pomyślałem, czemu nie? Byłem winny facetowi przysługę. Stwierdziłem, że to w sumie bezbolesny sposób odwdzięczenia się za uprzejmość, jaką mi wyświadczył wiele lat temu.

Nie znasz Maksa Friedlandera – prawdziwego Maksa Friedlandera – ale wierz mi, to nie jest ktoś, komu chciałoby się coś zawdzięczać – na przykład jakąś przysługę – bo jest możliwe, że przypomni ci to w najmniej oczekiwanej chwili i ogólnie rzecz biorąc, w niezbyt przyjemny sposób.

Skąd miałem wiedzieć, że udając Maksa Friedlandera, poznam dziewczynę moich marzeń? Wiem, że powinienem był powiedzieć ci to już na samym początku, ale tego nie zrobiłem, a potem, zanim się zorientowałem, byłem już w tobie zakochany i nie mogłem ci powiedzieć, bo się bałem, że cię stracę. Przysięgam, że zamierzałem powiedzieć ci wszystko w ten weekend. Mel, to jest żałosne. Wiem, że źle postąpiłem, ale nigdy nie miałem zamiaru cię zranić. Musisz to zrozumieć. Znasz MNIE, niezależnie od tego, jak się nazywam. Więc musisz wiedzieć, że nigdy bym cię z premedytacją nie zranił.

A teraz otwórz drzwi i wpuść mnie, żebym mógł przeprosić cię osobiście. Mel, obiecuję, że to wszystko naprawię, jeżeli tylko mi pozwolisz.

John

Do: jerryzyje@freemail.com

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Prawda

Prosisz, żebym otworzyła drzwi i wpuściła cię do środka, ale widzisz, jest jeden mały problem. Ja nie wiem, kim „ty” jesteś. Nawet nie znam twojego nazwiska. Zdajesz sobie z tego sprawę?

I naprawdę możesz przestać do mnie pukać, bo ja cię tu nie wpuszczę. Przecież równie dobrze możesz być zbiegłym przestępcą, mężczyzną żonatym, albo kimś jeszcze gorszym.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Prawda

Nie jestem żonaty i nie jestem zbiegłym przestępcą. Nazywam się John Trent i jestem reporterem od spraw kryminalnych w „New York Chronicie”. To dlatego wpadłaś na mnie przy tej dziurze w jezdni jakiś czas temu – byłem w pracy. I wiem, co myślisz o „ChronicLe”, ale Mel, przysięgam ci, że jeśli bardzo ci to przeszkadza, rzucę tę gazetę. Zrobię wszystko, wszystko co chcesz, bylebyś mi tylko przebaczyła.

John

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: No i?

Zadzwoniłaś do niego? Przeprosił cię? I najważniejsze: CZY DAŁ ci WRESZCIE TEN PIERŚCIONEK?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Przeprosiny

O tak, przeprosił, owszem. I nie, nie dal mi jeszcze pierścionka. Jeżeli to w ogóle jest pierścionek. W co wątpię.

Gdyby to był pierścionek, i tak bym go nie przyjęła. Posłuchaj: wiesz, kim on jest? Wiesz, kim on jest naprawdę? Nigdy nie zgadniesz. No spróbuj. Spróbuj. Spróbuj zgadnąć, kim on jest.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Skąd mam wiedzieć…

…kim on naprawdę jest? Nie może być tym mordercą-transwestytą, bo wiem, że właśnie aresztowali jednego podejrzanego faceta. Nie jest też zawodowym mimem czy kimś takim, prawda? Och, poczekaj, już wiem: jest twoim bratem z nieprawego łoża. Tylko żartuję. No powiedz, Mel, co może być aż tak złe?

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Złe

To gorsze niż bycie mimem. Gorsze niż brat z nieprawego łoża. On jest reporterem. Pracuje dla „Chronicie”.

Mel

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Gdzie, do diabła…

…jest Fuller? Lepiej niech nie siedzi w damskiej łazience. Przysięgam na Boga, zaczynam myśleć, że ktoś w tym przybytku serwuje kawę z mlekiem, tyle czasu spędzacie zamknięte w kabinach…

Idź tam i powiedz jej, że chcę mieć artykuł o zerwaniu między Fordem i Flockhart przed piątą.

George

Do: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Okaż trochę współczucia, dobrze?

Ona właśnie odkryła, że jej chłopak jest reporterem i pracuje dla „Chronicie”. Nie możesz się dziwić, że teraz wypłakuje sobie oczy. I nie możesz oczekiwać, że stanie na nogi, jakby nigdy nic.

I proszę cię, nie mów o tym nikomu więcej, dobrze? Ona jest w tej chwili bardzo krucha psychicznie. Potrzebuje spokoju. Nie dojdzie do siebie, jeśli wszyscy zaczną żądać od niej wyjaśnień, czemu ma takie czerwone oczy.

Nadine

Do: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Od: Jimmy Chu ‹james.chu@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

Mówiłem, że im z tego nic nie wyjdzie.

Jim

Do: Jimmy Chu ‹james.chu@thenyjournal.com›

Od: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

Nie, powiedziałeś dokładnie, że jeśli ona się z nim prześpi, a to się potem rozpadnie, będzie musiała codziennie go widywać, ponieważ mieszkają drzwi w drzwi, i że to może być bardzo niezręczna sytuacja. W gruncie rzeczy nie przewidywałeś tego zerwania.

Przykro mi, zero punktów dla ciebie.

Tim

Do: Stella Markowitz ‹stella.markowitz@thenyjournal.com›

Od: Angie So ‹angela.so@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

Mówiłam ci, że on jest dla niej za stary.

Angie

Do: Angie So ‹angela.so@thenyjournal.com›

Od: Stella Markowitz ‹stella.markowitz@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

Nie wiek tu się liczy. Chodzi o to, że on jest – słyszałaś już? – reporterem w „Chronicie”.

Tak, w „Chronicle”.

Uwierzysz? Mówić tu o sypianiu z wrogiem.

Stella

Do: Adrian De Monte ‹adrian.demonte@thenyjournal.com›

Od: Les Kellogg ‹les.kellogg@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

Słyszałeś? Okazuje się, że ten facet, na punkcie którego Mel dostała kota, jest reporterem. I pracuje dla „Chroniclie”, ni mniej, ni więcej.

Chyba mogło być gorzej. Mogło się okazać, że on przez cały czas sypiał z Barbarą Bellerieve, jak ten gość, z którym Mel spotykała się poprzednio.

Les

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Mel Fuller

Nie obchodzi mnie, czy ten facet jest na liście przestępców poszukiwanych przez FBI. Ona ma wyjść z tej łazienki i zająć się nim, bo on czeka na dole przy stanowisku ochrony i usiłuje się tu dostać. Idźże po nią.

George

Do: ‹Ochrona@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: John Trent

Proszę nie wpuszczać do tego budynku Johna Trenta. To reporter z „Chronicie”, i w ogóle bardzo niebezpieczny osobnik. Zdecydowanie zalecam użycie siły podczas usuwania go z budynku.

Melissa Fuller

Redaktorka Strony Dziesiątej

„New York Journal”

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Amy Jenkins ‹amy.jenkins@thenyjournal.com›

Temat: John Trent

Droga panno Fuller,

proszę zapamiętać na przyszłość, że wszelkie prośby o niewpuszczanie jakiejkolwiek osoby do któregokolwiek budynku pozostającego pod zarządem administracji „New York Journal” muszą być kierowane pisemnie do Działu Kadr, gdzie zostaną rozpatrzone i następnie przekazane do Działu Ochrony, o ile zostaną uznane za uzasadnione. Poza tym informuję panią, że koszt sztucznego drzewka przy windzie na piątym piętrze, które zostało zniszczone, będzie potrącony z pani następnej pensji. W uzasadnieniu tej decyzji podaję, że drzewko zostało zniszczone w efekcie aktu wandalizmu dokonanego przez pana Trenta, który przyszedł tu jako pani znajomy. Proszę zauważyć, że w punkcie F na stronie dwunastej regulaminu pracowników „New York Journal” jest stwierdzone, że pracownicy w każdych okolicznościach odpowiadają za zachowanie swoich gości i że odpowiedzialność za jakiekolwiek zniszczenia dokonane przez tychże gości spada na pracownika/czkę, przez którego/ą gość został zaproszony. Informuję również, że kolejną sprawę rozpatrzyliśmy w sposób korzystny dla pani. Nie została pani obciążona kosztami renowacji boksu, do którego pani gość wrzucił Aarona Spendera. Zdecydowaliśmy się rachunek za te naprawy wysłać bezpośrednio do samego pana Trenta.

Pozwolę sobie zauważyć, że lepiej by było, gdyby swoje sprawy osobiste załatwiała pani poza biurem gazety. Kopia niniejszego listu została umieszczona w pani aktach personalnych.

Życzę miłego dnia

Amy Jenkins

Dział Kadr „New York Journal”

Do: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: John Trent

Kochanie, skąd miałam wiedzieć? Zrozum, on tam stał, w holu, z takim zagubionym wyrazem twarzy i wszystkimi tymi różami. Doprawdy serce się krajało… Tak, tak, nawet MNIE.

Wiem, pewnie powiesz: „Doiły, TY masz serce?” Zdziwisz się, ale to prawda. Czasami zaskakuję nawet samą siebie. Któregoś dnia nawet wypuściłam z rak Petera i całkiem stanowczo kazałam mu wracać do żony. Owszem, dowiedziałam się akurat, że jego kontrakt nie zostanie odnowiony, ale nie miało to z moją decyzją nic wspólnego. Więc, kochanie, to nie było tak, że ochrona nie dostała twojej notatki. Powiedzieli, że przyszła chwilę po tym, jak go wprowadziłam.

Naprawdę, kotku, co ja takiego złego zrobiłam? Mnie osobiście bardzo się podobało to przedstawienie. Musisz przyznać, że jak na arystokratę, byt nieźle rozjuszony. Chyba obluzował Aaronowi parę zębów. No cóż, ten głuptas nie powinien był w taki sposób bronić mu dostępu do twojego boksu. Mimo wszystko zawsze przyjemnie popatrzeć, jak dwóch facetów bije się o ciebie, prawda?

Ale czy to było mądre rzucać w niego z powrotem tym pudełeczkiem od Tiffany’ego? Nawet nie wiesz, co było w środku. Przy takim majątku tam mogły być przynajmniej ze trzy karaty. Mam nadzieję, że nie będziesz w stosunku do mnie taka zawzięta, jak wobec tego nieszczęsnego młodego człowieka.

Buziaki

Dolly

Do: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: John Trent

Dolly, o co ci chodziło, kiedy powiedziałaś: „arystokrata”? I jaki majątek? John nie ma pieniędzy. Przekroczył limit na wszystkich swoich kartach kredytowych. Musisz go mylić z kimś innym.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Dolly Vargas ‹dolly.vargas@thenyjournal.com›

Temat: Au contraire

Jesteś doprawdy niemożliwa. Chcesz mi wmawiać, że nie wiesz, że ten twój John jest jednym z Trentów z Park Avenue?

Myślałam, że właśnie dlatego jesteś na niego taka zła – to znaczy, pomijając już to udawanie Maksa Friedlandera. Przecież przedstawił cię swojej babce na imprezie charytatywnej w Centrum Lincolna, z którego pisałaś reportaż w zeszłym miesiącu. Chociaż teraz, jak się nad tym zastanawiam, przypuszczam, że on ci nie powiedział, że to jego babka, prawda? Skoro udawał Maksa.

Och, kurczaki. Nie dziwię się, że jesteś taka zła. Naprawdę zrobił z ciebie idiotkę, nie sądzisz? Powiedział, że przekroczył limit na kartach kredytowych? No cóż, jestem pewna, że zrobił to po to, żeby nie musieć żadnej z nich wyjmować. Wtedy jego przebranie poszłoby w diabły, rozumiesz? Gdybyś zobaczyła podpis Johna Trenta na platynowej karcie AmEx, zamiast nazwiska Maksa Friedlandera?

Muszę przyznać, że to typowa sztuczka Trentów. Wiesz, połowa tego klanu siedzi w więzieniu – między nimi rodzony ojciec Johna. A reszta jest w psychiatrykach. Boże drogi, jaką szansę ma dziewczyna z małego miasteczka między nimi? John jest najgorszy, z tego co słyszę – znalazł sobie pracę jako reporter od spraw kryminalnych, żeby móc włóczyć się po slumsach i nie

wywoływać podejrzenia, że jest jednym z nich. To znaczy, jednym z Trentów z Park Avenue. I jeszcze udaje, że pracuje nad jakąś powieścią, słyszałam od Victorii Arbuthnot, z którą się kiedyś spotykał.

Biedna mała Mel. Szkoda, że nie zatrzymałaś pudełeczka od Tiffany’ego. Cokolwiek w nim było, zasłużyłaś sobie na nagrodę pocieszenia. W końcu facet zrobił cię w trąbę, można powiedzieć.

Och, nieważne. Słyszałam, że w Barney’s jest wyprzedaż. Chcesz iść? Kupię ci apaszkę. Jeżeli to cię rozchmurzy…

Buziaki

Dolly

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Dosyć tego

A więc wojna.

On sobie myśli, że tylko dlatego, że jest Trentem z Trentów z Park Avenue, może sobie oszukiwać ludzi i wykorzystywać ich dla własnej zabawy i że mu się to upiecze?

Nie tym razem. Nikt nie będzie sobie lekceważył Melissy Fuller z Fullerów z Lansing w stanie Illinois.

Nikt.

John Trent dostanie za swoje, i to porządnie.

Mel

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Trochę waham się, czy zapytać…

…ale o czym ty właściwie mówisz?

To nie ma nic wspólnego z Doiły, prawda? To znaczy, Mel, zwróć uwagę na źródło informacji, zanim zrobisz coś pochopnie.

Nadine

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Łatwo ci mówić

To nie ty zamartwiałaś się, ile pieniędzy on wydaje i jak się potem wykaraska z długów.

To nie ty przedstawiłaś się jego babce, nawet nie wiedząc, kim ona jest dla niego.

To nie ty chwaliłaś się nim własnej matce. To nie ty myślałaś, że wreszcie, po tylu latach, poznałaś mężczyznę, który nie obawia się zobowiązań, który wydawał się totalnie i szczerze oddany, mężczyznę, który zdawał się zupełnie inny od wszystkich mężczyzn, z jakimi kiedykolwiek się spotykałaś, mężczyznę, który nie kłamie, nie oszukuje, który uczciwie będzie cię kochać. To nie tobie kompletnie zdeptano serce. Ale nie obawiaj się, Nadine. W końcu jestem reporterką. Zawsze sprawdzam źródła swoich informacji, zanim napiszę jakiś artykuł.

Mel

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Temat: Pozew

Szanowny Panie Trent!

Ten list ma pana poinformować, iż zamierzam złożyć przeciwko panu pozew do sądu ze względu na zadany mi uraz oraz koszty medyczne, na jakie naraził mnie pan, uderzywszy mnie w twarz w moim miejscu pracy. Być może zainteresuje pana, że wskutek pańskiego gwałtownego i niesprowokowanego ataku, przeszedłem właśnie skomplikowany zabieg (chirurgia szczękowa), który będzie jeszcze wymagał poprawek. Zostałem poinformowany, iż leczenie obejmie wszczepienie implantów dwóch zębów oraz liczne wizyty w okresie obejmującym dwanaście miesięcy, a jego koszt przekroczy dziesięć tysięcy dolarów.

ponadto, aby zyskać pewność, że podobny incydent się nie powtórzy, mój prawnik radzi mi załatwić dla pana zakaz zbliżania się do mojej osoby, o co, zapewniam pana, zamierzam się ubiegać.

Zachęcam pannę Fuller, aby postąpiła tak samo, jako że to w jej obronie stanąłem przeciwko panu. Było dla mnie rzeczą zupełnie jasną, że panna Fuller nie życzyła sobie pańskich awansów i osobiście uważam pana za tchórza i bydlaka. Żeby w taki sposób ją nachodzić w miejscu pracy!

Ponadto, tak się składa, że mam brązowy pas w tae kwon do i tylko moja obawa przed zranieniem niewinnych osób postronnych sprawiła, że nie dostał pan ode mnie lania, na jakie pan w pełni zasłużył.

Aaron Spender

Redaktor Działu Zagranicznego

„New York Journal”

Do: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Pozew

Pocałuj mnie gdzieś.

John Trent

Do: Michael Everett ‹michael.everett@thenychronicle.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Trent

Mike, lepiej zacznij trzymać tego młodego Trenta na smyczy. Chłopak był tu u nas wczoraj i narobił niezłego zamieszania. Wybił parę zębów Spenderowi. Nie powiem, żebym miał coś przeciwko – teraz przynajmniej nie muszę wysłuchiwać jęków tego idioty na temat: „dlaczego nie chcę mu dać płatnego urlopu”. Ostatnio sobie wymyślił, że pojedzie do Afryki napisać reportaż o szynszylach zagrożonych wymarciem, czy o jakimś innym cholerstwie. W ramach płatnego urlopu, wyobrażasz sobie? Tak czy inaczej, nie mogę pozwolić, żeby wybijano zęby moim redaktorom. Przekonaj Trenta stanowczo, żeby dał sobie spokój. Sobie i mojej redaktorce kolumny plotkarskiej. Melissa to dobry dzieciak i nie potrzebuję, żeby ktoś mi ją nękał.

Najlepszego George

PS Przekaż ucałowania Joan i chłopcom.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Temat: John Trent

Kotku, wiem, że jesteś w tej chwili wkurzona jak osa złapana w słoik po ogórkach, ale doprawdy, nie sądzisz, że powinnaś wziąć głębszy oddech i przez jedną minutę POMYŚLEĆ? Ten facet, który – przyznaję – zachował się ostatnio w stylu Menażerii, stanowił jednakże światło twojego życia przez całkiem długą chwilę. Naprawdę chcesz odrzucić wszystko, co was łączyło, tylko dlatego, że pozwolił sobie na żart na poziomie członków studenckich bractw? On nie miał zamiaru cię zranić. Próbował wyświadczyć swojemu przyjacielowi przysługę. Daj spokój, Mel. Rozumiałbym, gdybyś chciała troszkę się nad nim poznęcać, ale zaczynasz już przesadzać. Poza tym, czy ty masz chociaż zielone pojęcie o tym, jak BOGATY jest John Trent? Doiły opowiedziała mi o wszystkim wczoraj na lunchu. Ten facet jest NADZIANY. To znaczy: ma miliony. Wszystko jego własna forsa, zostawiona mu przez dziadka. I kochanie, Trentowie mają domy w całym kraju, na Cape i w Palm Springs, w Boca i w Nowej Szkocji – gdzie tylko chcesz. Zastanów się, ile frajdy mogłabyś mieć, instalując w nich wszystkich anteny satelitarne.

Wiesz, wybaczać jest rzeczą boską.

To tylko taka mała wskazówka.

Tim

Do: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: John Trent

I mogłabym zapraszać wszystkich swoich osobistych przyjaciół na weekendy do tych licznych wypoczynkowych rezydencji, tak? Zapomnij o tym, Tim. Tak łatwo cię przejrzeć. Poza tym, gdybyś naprawdę uważnie słuchał Doiły, umiałbyś czytać pomiędzy wierszami: Trentowie nie żenią się z Fullerami. Po prostu bawią się nimi dla własnej rozrywki.

Mel

Do: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Od: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Temat: Mel

Z Mel trzeba coś wreszcie zrobić. Tak rozdmuchuje tę całą sprawę z biednym panem Trentem, że to już przekracza wszelkie granice. Jeszcze jej takiej nie widziałem. Muszę przyznać, cieszę się, że sam nigdy nie nastąpiłem jej na odcisk. Ona naprawdę potrafi się zawziąć.

Chociaż z drugiej strony, można było przewidzieć, skoro ona jest ruda i tak dalej.

Zastanawiam się, czy nie trzeba by jej skierować na terapię. Jak uważasz?

Tim

Do: Tim Grabowski ‹timothy.grabowski@thenyjournal.com›

Od: Nadine Wilcock ‹nadine.wilcock@thenyjournal.com›

Temat: Mel

Tim, ona jest wściekła, nie szalona. Może warsztaty radzenia sobie z gniewem, ale psychoterapia? Ten facet ją OKŁAMYWAŁ. Okłamywał prosto w oczy. Nieważne, DLACZEGO to robił, wystarczy sam fakt, że to robił. Czy nie wiesz, jak chwiejna była wiara Mel w mężczyzn, odkąd Aaron pokazał swoje prawdziwe oblicze? Zresztą, co ja mówię, nawet przedtem była przekonana, że ich wszystkich obchodzi jedno i tylko jedno.

A teraz ten facet, pierwszy facet od bardzo dawna, którego naprawdę polubiła, okazuje się dokładnie taki sam jak wszyscy inni faceci, z którymi się spotykała od przyjazdu do miasta: kłamliwa świnia. Nie WŚCIEKŁBYŚ się, gdyby to spotkało ciebie?

Nadine

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Temat: Ty

Chcę, żebyś wiedziała, że doskonale rozumiem, jak się w tej chwili czujesz. Ten cały Trent to typas najgorszy z najgorszych, idealny przykład uprzywilejowanego bogacza, który wykorzystuje klasy pracujące, żeby zaspokajać własne zachcianki. Inni ludzie w ogóle dla niego nie istnieją. Tacy jak Trent nie mają sumienia – na takich jak on mówi się „samce alfa”, zachłanne indywidua, których nie obchodzi nic poza ich własnym bezpośrednim interesem. No cóż, pragnę cię zapewnić, Melisso, że mimo tego, co możesz w tej chwili odczuwać, nie wszyscy posiadacze chromosomu Y to egoistyczne bydlaki myślące wyłącznie o sobie. Wielu z nas ma głęboko zakorzenione uczucia szacunku i podziwu dla kobiet, które pojawiają się w naszym życiu. Ja sam na przykład zawsze będę żywił takie uczucia wobec ciebie, uczucia, które są równie szczere, jak niezmienne. Chcę, żebyś wiedziała, Melisso, że ja zawsze, zawsze będę przy tobie – choćby nawet prymitywni troglodyci (jak Trent) próbowali złamać mojego ducha, nie wspominając już o szczęce. Jeśli jest coś – cokolwiek – co mogę teraz dla ciebie zrobić, w tej godzinie największej potrzeby, proszę, nie wahaj się powiedzieć mi o tym.

Wierny ci teraz i zawsze

Aaron

Do: Aaron Spender ‹aaron.spender@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Ty

Pocałuj mnie gdzieś.

Mel

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Genevieve Randolph Trent ‹grtrent@trentcapital.com›

Temat: Twój nowy bratanek

Najdroższy Johnie!

Może zainteresuje cię wiadomość, że twoja szwagierka dwa dni temu powiła czteroipółkilogramowego chłopca. Jego rodzice – moim zdaniem pochopnie – zdecydowali się ochrzcić syna imieniem John.

Wiedziałbyś już o tym, naturalnie, gdybyś raczył zadzwonić do kogokolwiek z rodziny. Rozumiem jednak, że nie możemy zbyt wiele oczekiwać od tak bardzo zajętego młodego człowieka. Matka i dziecko czują się dobrze. Nie można tego samego powiedzieć o twoim bracie, który został sam w domu z bliźniaczkami, podczas gdy Stacy przebywa w szpitalu. Może miałbyś ochotę zadzwonić do niego i zaoferować mu nieco braterskiego wsparcia.

Z poważaniem

Mim

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: Mój imiennik

Nie zasłużyłem na to. Naprawdę tak uważam. Jestem okropnym bratem i zawsze będę jeszcze bardziej okropnym wujem dla tego dzieciaka. W głowie mi się nie mieści, że przeoczyłem całą sprawę. W każdym razie, moje gratulacje. Cztery i pół kilo? Nic dziwnego, że Stacy tak dziwaczyła pod sam koniec. Przeznaczona dla niej mała paczuszka od Harry’ego Winstona już jest w drodze. Chociaż w ten sposób mogę się odwdzięczyć za wszystkie rady, których mi udzieliła w ostatnich kilku miesiącach.

Oczywiście, nie zdało się to na wiele. I tak udało mi się schrzanić wszystko i do reszty. Miałeś rację, żadna kobieta nie będzie na tyle wyrozumiała, żeby coś podobnego wybaczyć. Ona nawet nie chce ze mną rozmawiać. Poszedłem do niej do redakcji. To była katastrofa. Jej były chłopak, idiota, usiłował odgrywać bohatera, a ja go znokautowałem. Teraz pozywa mnie do sądu. Usiłowałem wręczyć jej pierścionek, a ona rzuciła mi go w twarz, nawet nie otwierając pudełka.

To jeszcze nawet nie jest najgorsze. Kazała wymienić zamki do mieszkania pani Friedlander. Mogłem dostać się z powrotem do budynku, żeby odebrać swoje rzeczy, wyłącznie pod eskortą dozorcy – który mi współczuje, ale oświadczył, że skoro w istocie nie jestem spokrewniony z właścicielką mieszkania, nie może wydać mi klucza.

No więc znów jestem w swoim własnym mieszkaniu i teraz nawet jej nie widuję. Nie wiem, co ona robi ani z kim. Pewnie mógłbym wystawać pod jej domem i łapać ją, kiedy wychodzi na spacer z psem czy idzie do pracy, czy cokolwiek, ale co ja jej powiem? Co mogę jej powiedzieć?

No cóż, przykro mi przez to wszystko. Nie miałem zamiaru martwić cię w tej szczęśliwej godzinie. Moje gratulacje i przekaż Johnowi juniorowi dużego całusa ode mnie. Przyjdę odwiedzić go w ten weekend. Nie wydaje mi się, żebym miał jakieś inne plany.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Pierścionek?

Jaki pierścionek?

Ja powiedziałem: kolczyki. Kup jej kolczyki. Nie pierścionek. O jakim pierścionku ty mówisz?

Jason

Do: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Od: John Trent ‹John.trent@thenychronicle.com›

Temat: Pierścionek

Wiem, że powiedziałeś: kolczyki. Ale ja kupiłem jej pierścionek. Zaręczynowy pierścionek.

I nie, to nie byłaby powtórka z Vegas. Przez ostatnie trzy miesiące nie byłem non stop pijany. Mocno wierzę, że ta kobieta, spośród wszystkich kobiet, które znam, jest tą jedną jedyną, z którą chcę spędzić resztę życia.

W Vermont miałem zamiar powiedzieć jej prawdę, a potem się oświadczyć.

Tylko że ten bydlak Friedlander musiał wszystko spieprzyć. Teraz ona nie odpowiada na moje telefony, nie otwiera drzwi ani nie odpisuje na maile. Moje życie się skończyło.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Jason Trent ‹jason.trent@trentcapital.com›

Temat: Mój Boże

Zostawiam cię samego na tydzień, a tobie udaje się zrobić ze swojego życia piekło. Jak to możliwe? No dobra, spotkajmy się jutro na lunchu w moim biurze. We dwóch powinniśmy wpaść na jakiś pomysł. Poradzimy sobie. Hej, jesteśmy w końcu Trentami, nie?

Jason

Do: Sebastian Leandro ‹sleandro@hotphotos.com›

Od: Max Friedlander ‹fotograf@stopthepresses.com›

Temat: Słuchaj, facet

Nie odzywasz się do mnie od tygodni. Znalazłeś coś dla mnie?

Nie próbuj mnie łapać w Key West. Wracam do Nowego Jorku. Możesz się ze mną skontaktować w mieszkaniu mojej ciotki. Znasz numer. Zatrzymam się tam, dopóki znów nie stanę na nogi. Czemu nie? Jest jasne jak słońce, że ona nie będzie już z tego mieszkania korzystać.

Max

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Zdaję sobie sprawę, że…

…jesteś pogrążona w żałobie po nikczemnej zdradzie swojego chłopaka i tak dalej, ale czy masz zamiar oddać kolumnę do jutrzejszego wydania, czy nie? Może myślisz sobie, że powinniśmy po prostu wydrukować puste miejsce z napisem: PRECZ z MĘŻCZYZNAMI na środku. Wtedy na pewno wyglądalibyśmy profesjonalnie, hę? Wtedy na pewno pobilibyśmy „Chronicie” na głowę. Cały nakład rozszedłby się raz-dwa, dobrze mówię?

DAWAJ MI TU TĘ KOLUMNĘ!!!

George

Do: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Od: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Temat: Uspokój się, George

Przestałam już tę kolumnę na dół do składu parę godzin temu, nie chciałam zawracać ci głowy. Wrzeszczałeś akurat na Dolly, że nie skończyła artykułu, a potem wymyślaliście ten tytuł: Christina Aguilera – niewinna ofiara czy sprzedajna istota bez duszy? Dla twojej rozrywki załączam kopię jutrzejszej strony dziesiątej.

A gdybyś zamierzał osobiście wstrzymać druk, ten tekst i tak pójdzie, bo otrzymał osobistą aprobatę samego Petera Hargrave’a. Siedział tu i czekał na Dolly, więc dałam mu tekst do przejrzenia. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz.

MIŁEJ ZABAWY

Mel

Załącznik: (strona dziesiąta, wydanie 3784, objętość 234, na pierwszą rano, KTO CHCE POŚLUBIĆ MILIONERA, znak zapytania, Mel Fuller, zdjęcia: 1) zdjęcie Viviki, 2) zdjęcie budynku Trent Capital Management, oba w archiwach)

KTO CHCE POŚLUBIĆ MILIONERA?

Znudziło wam się patrzeć jak pięć do dziesięciu procent waszej ciężko zarobionej gotówki znika co miesiąc w Urzędzie Skarbowym? Dziewczyny! Spróbujcie zgromadzić kapitał w tradycyjny sposób. Po świecie chodzi kawaler do wzięcia, któremu znudziło się już wolne życie. Uwaga, milioner aktywnie poszukuje panny młodej!

Tak właśnie, słyszycie o tym od nas z pierwszej ręki. „New York Journal” dowiedział się właśnie, że John Randolph Trent. wnuk nieżyjącego już Harolda Sinclaira Trenta, założyciela firmy Trent Capital Management, jednej z najstarszych i najbardziej poważanych firm brokerskich w Nowym Jorku, postanowił wreszcie dać się złapać. Jedyny problem? Wygląda na to, że nie może znaleźć właściwej kandydatki na żonę.

– Jestem zmęczony umawianiem się z modelkami i gwiazdkami filmowymi, które interesują się wyłącznie moim majątkiem – słyszano, jak pan Trent zwierzył się przyjacielowi.

– Szukam kobiety z charakterem i niebanalną osobowością, zwyczajnej kobiety, która nie mieszka w Beverly Hills. Bardzo chciałbym ożenić się z dziewczyną, powiedzmy, ze Staten Island.

Z tego powodu trzydziestopięcioletni dziedzic majątku, obliczanego po śmierci jego dziadka na prawie dwadzieścia milionów dolarów będzie przeprowadzał rozmowy z potencjalnymi kandydatkami na towarzyszkę życia w swoim biurze w redakcji „New York Chronicle” dziś od godziny 9.00 rano. Kiedy wywiady się zakończą?

– Wtedy, kiedy znajdę narzeczoną – oświadczył pan Trent.

Dziewczyny, ruszajcie na róg Pięćdziesiątej Trzeciej i Madison. Nie zwlekajcie, bo książę jeszcze gotów zamienić się w żabę i wskoczyć do bajora!

ŚLUBNE DZWONY DLA SUPERWOMAN

Tymczasem inny nowojorski kawaler nie skarży się na podobne kłopoty ze znalezieniem pani swego serca. Max Friedlander (35), który jest autorem zeszłorocznych gorących zdjęć dla edycji „Sports Illustrated” z kostiumami kąpielowymi, ostatnio zwierzył się przyjaciołom z utrzymywanych w tajemnicy zaręczyn z supermodelką Vivicą, 22.

Vivica, której wspaniała sylwetka rozświetlała okładki „Vogue’a” i „Harper’s Bazaar” jest najlepiej znana ze zdjęć do reklam najnowszego modela biustonosza Wonder Bra w ostatnim wiosennym katalogu Victoria’s Secret. Oto, S co mówi pan Friedlander na temat zbliżającego się ślubu:

– Nie mógłbym być szczęśliwszy. Czuję, że wreszcie dojrzałem do ustatkowania się i założenia rodziny. Vivica będzie idealną żoną i matką.

Niestety, nie zdołaliśmy skontaktować się z Vivicą. Poprosiliśmy jednak o komentarz jej agenta prasowego. Nieoficjalnie powiedział nam, że ślub jest planowany w okresie i świąt Bożego Narodzenia.

Do: Mel Fuller ‹melissa.fuller@thenyjournal.com›

Od: George Sanchez ‹george.sanchez@thenyjournal.com›

Temat: Twoje zatrudnienie w tej firmie

Natychmiast po przyjściu do redakcji zameldujesz się u mnie w biurze. Przygotuj się do udzielenia mi odpowiedzi, w około stu słowach, na pytanie, dlaczego nie miałbym cię wywalić z pracy.

George

Do: Peter Hargrave ‹peter.hargrave@thenyjournal.com›

Od: Ruch Uliczny ‹yourcommute@newyorktravel.com›

Temat: Korek na rogu Pięćdziesiątej Trzeciej i Madison

Nowojorczycy podróżujący koleją nie powinni mieć dzisiaj problemów z dotarciem do pracy. Jednak jeśli idzie o was wszystkich, wojownicy szos, to już zupełnie inna historia. Dzięki artykułowi, który ukazał się na stronie dziesiątej dzisiejszego wydania „New York Journal”, Madison Avenue od Pięćdziesiątej Pierwszej do mniej więcej Pięćdziesiątej Dziewiątej ulicy została praktycznie wyłączona z ruchu ze względu na kolejki kobiet chętnych do poddania się wywiadowi przeprowadzanemu przez milionera i kawalera do wzięcia, Johna Trenta. Policja usilnie zachęca kierowców do korzystania z objazdów na wszystkich trasach obejmujących ten obszar i zaleca w miarę możliwości omijanie śródmieścia.

Była to automatycznie odświeżana informacja na temat ruchu drogowego z firmy NEWYORKTRAVEL.COM

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Michael Everett ‹michael.everett@thenychronicle.com›

Temat: Nie miałem pojęcia…

…że mamy w swoich szeregach taką znakomitość. Może zechciałbyś zainwestować część z tych swoich dwudziestu milionów dolarów na rzecz dodatkowej ochrony, którą musieliśmy zatrudnić przy wejściu do naszego budynku, żeby móc wchodzić i wychodzić bez większych przeszkód.

Mike

Do: Michael Everett ‹michael.everett@thenychronicle.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: O czym ty gadasz?

Słuchaj, mam za sobą naprawdę długi tydzień i przeprowadzkę do mojego własnego mieszkania. Czy mógłbyś mi po prostu powiedzieć, o co chodzi, i darować sobie resztę?

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Michael Everett ‹michael.everett@thenychronicle.com›

Temat: Usiłujesz mi zasugerować, że…

…nie powiedziałeś Mel Fuller z „New York Journal”, że poszukujesz kandydatki na żonę? I naprawdę nie masz nic wspólnego z faktem, że według ostatnich szacunków nowojorskiego departamentu policji, na dole na chodniku jest około dwunastu tysięcy kobiet, które domagają się spotkania z tobą? Jeśli zerkniesz do dzisiejszego wydania „Journal”, to się wszystkiego dowiesz.

Mike

Do: Michael Everett ‹michael.everett@thenychronicle.com›

Od: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Temat: KŁAMSTWA!!!

To wszystko kłamstwa!!!

Mike, ja nigdy niczego takiego nie mówiłem – wiesz, że nie. W głowie mi się nie mieści. Zaraz tam będę. Jakoś to wszystko wyprostuję, przysięgam.

John

Do: John Trent ‹john.trent@thenychronicle.com›

Od: Michael Everett ‹michael.everett@thenychronicle.com›

Temat: Zaczekaj momencik…