/ Language: Polski / Genre:antique

Elżbieta II

Sally Smith


Plik jest zabezpieczony znakiem wodnym

Dla Stephena

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

Spis treści

Motto

Przedmowa

Rozdział I. Królewska edukacja

Rozdział II. Małżeństwo z miłości

Rozdział III. Przeznaczenie wzywa

Rozdział IV. „Gotowe, dziewczęta?”

Rozdział V. Sprawy państwowe

Rozdział VI. Stworzona do telewizji

Rozdział VII. Nowe początki

Rozdział VIII. Ucieczka w rutynę

Rozdział IX. Magia w świetle dnia

Rozdział X. Zmowa milczenia

Rozdział XI. „Nie ma, cholewka, mowy!”

Rozdział XII. Odczuwanie miłości

Rozdział XIII. Żelazna Dama i Angielska Róża

Rozdział XIV. Bardzo wyjątkowa relacja

Rozdział XV. Pęknięcia w rodzinie

Rozdział XVI. Annus horribilis

Rozdział XVII. Tragedia i tradycja

Rozdział XVIII. Miłość i żałoba

Rozdział XIX. Kino

Rozdział XX. Żołnierz w głębi serca

Rozdział XXI. Niech żyje królowa!

Podziękowania

Źródła

Bibliografia

Przypisy

Metryczka książki

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

Wielbią ją z powodu wielkiej mądrości i dumy,

Za przyjazne i spokojne majestatu oblicze;

Wkrótce ulice Wielkiej Brytanii wypełnią tłumy, Ludzi świętujących jej jubileusz nie zliczę.

Choć wciąż przemawia pewnie, zdecydowanie,

Ja zupełnie inny obraz mam w wyobraźni swojej: Drobną dziarską postać wędrującą samotnie

Doliną, pośrodku której dumny jeleń stoi…

Zauważa mur zrujnowany, bramę otwartą na oścież, Spogląda z ciekawością dla zwykłych kobiet typową, A jednak, krocząc wolno drogą, oglądając swe włości, Pozostaje samotną Jej Wysokością, naszą Królową.

Fragment wiersza Otwarcie parlamentu

autorstwa Mary Wilson, żony Harolda Wilsona,

premiera Wielkiej Brytanii w latach 1964–1970 i 1974–1976, przeł. Robert J. Szmidt

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

„W pewnym sensie otwiera się, śmiejąc.

A śmieje się całą twarzą”.

Królowa Elżbieta II i książę Filip diuk Edynburga w Nowym Brunszwiku w Kanadzie podczas obchodów złotego jubileuszu panowania królowej, październik 2002 r. Norm Betts/Rex USA.

PRZEDMOWA

W dniu 29 kwietnia 2011 roku pod koniec ceremonii ślubnej księcia Wilhelma i Katarzyny Middleton promieniejący państwo młodzi, zanim ruszyli nawą opactwa westminsterskiego, odwrócili się, aby stanąć naprzeciwko dziadków pana młodego, to jest przed królową Elżbietą II i księciem Filipem. Związkowi młodej pary gorąco kibicowały miliony na całym świecie, a to za sprawą szczerego uczucia, które połączyło oboje, jak również niezłomnego postanowienia księcia, aby ożenić się ze swą wybranką mimo jej

„plebejskiego” pochodzenia i braku kropli błękitnej krwi w żyłach.

Panna młoda dygnęła nisko, pan młody zaś ukłonił się przed babką, która pomimo swych osiemdziesięciu pięciu lat trzymała się świetnie, wyglądając na zdrową i opanowaną. Królowa dała wyraz swej aprobacie ledwie widocznym skinieniem głowy.

Państwo młodzi skłaniający się przed królową Elżbietą II po ceremonii zaślubin, 29 kwietnia 2011 r.

Kirsty Wigglesworth/Press Asssociation Images.

Siedemdziesiąt dwa lata wcześniej Elżbieta II podjęła równie niezależną decyzję w kwestiach uczuciowych. Zakochała się1[1] jako trzynastolatka już w pierwsze popołudnie spędzone

z osiemnastoletnim księciem Filipem Greckim, uderzająco przystojnym, lecz biednym jak mysz kościelna oficerem brytyjskiej marynarki w trakcie szkolenia. Osiem lat później pobrali się pod tym samym gotyckim sklepieniem opactwa westminsterskiego. O ile wszystko inne w życiu Lilibet, jak ją nazywano, zostało zaplanowane, o tyle tę najważniejszą decyzję podjęła samodzielnie, i to wbrew życzeniom matki, która optowała za jakimś utytułowanym angielskim arystokratą. „Nigdy nawet na nikogo innego nie spojrzała”2, stwierdziła kuzynka Elżbiety, Margaret Rhodes[2].

Było to oznaką niezwykłej pewności ówczesnej księżniczki Elżbiety, nie wspominając o sile woli i przeświadczenia u tak młodej osoby.

Wszakże ta niezachwiana decyzja to tylko jeden z wielu odkrytych przeze mnie przykładów wyjątkowości kobiety, która od sześćdziesięciu lat panuje jako królowa Zjednoczonego Królestwa Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Północnej oraz piętnastu domen i czternastu terytoriów na całym świecie. W moich oczach sprawowana funkcja oraz sposób, w jaki ją pełni, wymykają się logice: piastuje dziedziczny urząd uświęcony przez Boga, uosabia wielokulturowy i wielowyznaniowy naród zgoła odmienny od jednorodnego kraju, którym władali jej poprzednicy podczas ponadtysiącletniej historii monarchii brytyjskiej. Znaczna część jej życia opiera się na protokole, niezmiennej rutynie rozpisanej na poszczególne miesiące w roku, a ustanowionej jeszcze za panowania królowej Wiktorii. Pod każdym względem wybitna i słynąca na cały świat Elżbieta II jest najdłużej pozostającą u władzy postacią, a przy tym, zdaje się, tyleż znaną, przewidywalną i niezmienną co obowiązkową.

Przez całe swoje imponujące życia Elżbieta II odgrywa przeznaczoną jej rolę niczym najlepsza aktorka – i jest jedyną osobą, dla której zaiste cały świat to scena[3]. Miliardy ludzi było świadkami, jak przeistacza się z pięknej debiutantki w dojrzałą kobietę łączącą macierzyństwo z pracą zawodową, a wreszcie w pełną mądrości babcię. Gdy miała dwadzieścia osiem lat i zasiadała na tronie od trzech lat, jej pierwszy prywatny sekretarz, sir Alan Lascelles[4],

powiedział: „Ludzie jeszcze długo nie będą zdawali sobie sprawy, jak bardzo jest inteligentna. […] Ostatecznie jednak stanie się to powszechnie wiadome”3. W życiu publicznym ukazuje swe poważne oblicze, maskując tę inteligencję, a także w dużej mierze osobowość i poczucie humoru. Za tajemniczą i dystyngowaną fasadą kryje się szerzej nieznana kobieta.

„Jej prawdziwa twarz stanowiła dla mnie całkowite zaskoczenie”, powiedział Howard Morgan, artysta malarz, w latach osiemdziesiątych autor portretu królowej Elżbiety. „Trajkocze jak Włoszka. Mocno gestykuluje. Jest niesłychanie wyrazista”4.

Przyjaciele i krewni nieraz bywają świadkami joie de vivre rzadko okazywanej publicznie – puszczania baniek mydlanych w trakcie przyjęcia urodzinowego w London Sea Life Aquarium, śpiewania piosenek ile sił w płucach ze szczytu drewnianej skrzynki na Hebrydach Zewnętrznych, usługiwania amerykańskiemu artyście George’owi „Frolicowi” Weymouthowi w bufecie jadalni zamku w Windsorze. „Ułożyła talerze w stos!”, opowiadał Weymouth.

„A w dzieciństwie uczono nas, żeby nigdy tego nie robić”5.

Podczas prywatnych rozmów oczy jej błyszczą, głos ma wesoły i ciepły. „Czasami jej śmiech słychać w całym domu”, powiedział Tony Parnell, były przełożony personelu w Sandringham[5], królewskiej posiadłości w hrabstwie Norfolk. „I jest to bardzo radosny śmiech”6.

Przy swoich pięciu stopach i czterech calach[6] Elżbieta II zdumiewa także wzrostem, zwłaszcza przy pierwszym kontakcie.

Z tym że podobnie jak jej praprababka królowa Wiktoria, mierząca niecałe pięć stóp[7], ma postawę sprawiającą, iż wzrost traci znaczenie. Autorytetu dodaje jej chód, który wieloletni projektant królewskich strojów, Norman Hartnell, nazwał „celowo wyważonym i nieśpiesznym krokiem”7.

Nie mniej paradoksalna jest stosowna pokora królowej, cecha wpojona jej we wczesnych latach życia. „Potrafi być królewska i zarazem bezpretensjonalna”, stwierdziła Margaret Rhodes.

„Wewnętrzna skromność zapobiega jej zepsuciu”8. Kiedy królowa wybiera się do teatru, stara się przybyć niezauważona już po zgaszeniu świateł. Jeden z jej byłych prywatnych sekretarzy relacjonował, jak dziwnie jest „obserwować ją, gdy chyłkiem wchodzi do środka. […] Nie próbuje wcale wywrzeć wrażenia”9. Jeśli bohaterem uroczystości jest ktoś inny, bez wysiłku wtapia się w tło.

Gdy jej kuzynka lady[8] Mary Clayton[9]10 obchodziła swoje dziewięćdziesiąte urodziny w grudniu 2007 roku, karykaturzysta upamiętnił to wydarzenie rysunkiem. Postać Mary jest największa i zajmuje centralną jego część, podczas gdy królowa w okularach stoi w ostatnim rzędzie, wciśnięta między innych gości.

Aczkolwiek znana z ostrożności, Elżbieta II odmawia wkładania kasku do jazdy konnej – z praktycznych powodów, jak się okazuje –

co skłania personel zamku w Windsorze do żartów, że „jedynym, co stoi na drodze następcy tronu, jest jej apaszka”11[10]. A także nie zapina pasów bezpieczeństwa w samochodzie, mimo iż po swych prywatnych posiadłościach jeździ jak „szalona”12 zdaniem Margaret Rhodes.

Nawet jej brwi pozostają wyzywająco nieokiełznane. Ćwierć wieku temu biografka Elizabeth Longford pierwsza dopatrzyła się rozsądnej spójności w tych naturalnych brwiach, które przydają

„interesującego rysu i charakteru jej twarzy”, czyniąc ją „raczej żywym dowodem niż pozbawionym znaczenia oświadczeniem”13.

Elżbieta II postanowiła starzeć się z wdziękiem bez pomocy chirurgii kosmetycznej, zachowując praktycznie to samo uczesanie.

„Taka konsekwencja przez tak długi czas niezwykle podnosi na duchu”, powiedziała dame[11] Helen Mirren, która zdobyła Oscara za odegranie roli królowej Elżbiety w filmie z 2006 roku pod tytułem Królowa. „I świadczy o wielkiej spolegliwości. Ona nigdy się nie miotała. Myślę, że ta samodyscyplina wynika raczej z jej wnętrza aniżeli z czynników zewnętrznych”14.

Elżbieta II prowadzi dziennik, którego treść wszakże stanie się dostępna historykom dopiero po jej śmierci. „Można to przyrównać do szorowania zębów”15, powiedziała sama przy jakiejś okazji. „Nie jest to pamiętnik taki jak królowej Wiktorii… ani tak szczegółowy.

Właściwie jest raczej nieduży”16. Przyjaciele, którzy nasłuchali się jej celnych uwag i ciętych podsumowań na temat swoich charakterów, przypuszczają, że mogła przelać część swoich obserwacji na papier, nie zdradzając żadnych tajemnic.

Aby utrzymać swoją pozycję, Elżbieta II musi być nadzwyczajna.

Ale jej poddani oczekują, że będzie przy tym ludzka – choć niezupełnie przeciętna. Przez wszystkie lata swego panowania poszukiwała równowagi między tymi dwiema cechami. Gdy jest nazbyt tajemnicza i zdystansowana, traci więź z poddanymi; gdy

zaczyna być do nich podobna, traci swój mistycyzm.

W 2007 roku na garden party w pałacu Buckingham królowa zadawała gościom zwykłe w takich sytuacjach pytania, jak na przykład: „Czy przyjechali państwo z daleka?”. Podczas jednej z prezentacji jakaś kobieta zapytała królową Elżbietę: „Czym się pani zajmuje?”. Przytaczając tę rozmowę parę dni później w gronie przyjaciół, Elżbieta II powiedziała: „Nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć”17. W ciągu tylu lat wypełnionych spotkaniami nikt nigdy nie zapytał jej o to.

W Wielkiej Brytanii władza i chwała są bytami rozdzielnymi.

Elżbieta II panuje raczej, niż rządzi, i pełni swą funkcję dożywotnio.

Winston Churchill, który był pierwszym premierem za jej panowania, ujął to w 1953 roku w następujący sposób: „Wielka batalia przegrana: parlament wyłania rząd. Wielka batalia wygrana: tłumy wiwatują na cześć królowej”18. Ci, którzy dzierżą władzę –

premierzy stojący na czele rządu, kiedy ich partia zdobędzie w parlamencie większość – przychodzą i odchodzą wedle kaprysu wyborców, podczas gdy królowa niezmiennie jest głową państwa.

Choć brak jej prerogatyw w zakresie rządzenia, ma swego rodzaju władzę negatywną. Jako że ona stoi u steru, żaden premier nie może się czuć numerem jeden. „Utrudnia dyktaturę, utrudnia przewroty wojskowe, utrudnia rządzenie za pomocą dekretów”, powiedział

Robert Gascoyne-Cecil[12], siódmy markiz Salisbury, konserwatywny polityk i były przewodniczący Izby Lordów. „Utrudnia je samą swoją obecnością, gdyż przez nią konieczne jest trzymanie się pewnych procedur”19.

Ale ma też władzę pozytywną: „prawo do udzielania rad, prawo do wyrażania zachęt, prawo do dawania przestróg”20. W życiu publicznym Elżbieta II wywiera wpływ poprzez dawanie przykładu, ustanawianie wysokich standardów odnośnie do służby cywilnej i obywatelskiej, nagradzanie osiągnięć i sumienne wywiązywanie się ze swoich obowiązków. Tony Blair, dziesiąty z dwunastu premierów urzędujących za jej panowania, nazwał ją „symbolem jedności w świecie pozbawionym bezpieczeństwa […] po prostu kwintesencją brytyjskości”21.

Elżbieta II ani na chwilę nie przestaje być królową, przez co jest na cenzurowanym i wpływa na zachowanie osób ze swego otoczenia, w tym najbliższych. Nie posiada paszportu ani prawa jazdy, nie może

głosować ani świadczyć w sądzie, nie wolno jej też zmienić wyznania z anglikańskiego na katolickie. Jako że broni jedności narodowej i musi unikać zrażania do siebie poddanych, z konieczności zachowuje skrupulatną neutralność – nie tylko w kwestii polityki, ale też spraw równie nieszkodliwych jak ulubiony kolor, piosenka czy program telewizyjny. A jednak wykazuje silne preferencje, które sporadycznie dają o sobie znać.

Bezpośredniość jest jedną z najsympatyczniejszych cech charakteru Elżbiety II. „Gdy się odzywa, mówi to, co myśli.

A słuchacze to czują i podziwiają”22, powiedziała Gay Charteris, wdowa po Martinie Charterisie (baronie Amisfieldu) – przez trzy dekady starszym doradcy królowej Elżbiety – z którą rozmawiałam podobnie jak z innymi osobami zbliżonymi do kręgów rodziny królewskiej.

Zafascynowała mnie myśl, że od połowy dziewiętnastego wieku do pierwszych dziesięcioleci dwudziestego pierwszego stulecia –

przez sto dwadzieścia trzy lata z ogółem stu siedemdziesięciu czterech – monarchię zdominowały dwie niebywałe kobiety: królowa Wiktoria i królowa Elżbieta II. Razem wzięte reprezentują Wielką Brytanię znacznie dłużej niż czterej mężczyźni, którzy zasiadali na tronie pomiędzy nimi. Przed kobietą stoją inne wyzwania, co w wypadku Elżbiety II oznacza, iż musiała ona wykonywać obowiązki zarówno męskie, jak i żeńskie.

Jako kobieta pracująca zawodowo Elżbieta II była wyjątkiem i w swoim pokoleniu, i w brytyjskiej klasie wyższej. Nie miała wzoru, z którego mogłaby czerpać przykład, starając się zachować równowagę między rolą monarchini, żony i matki. Nazbyt często wymogi jej pracy, w połączeniu z wrodzonym poczuciem obowiązku, odciągały ją od macierzyństwa. Jej leseferyzm na gruncie wychowawczym przyniósł opłakane skutki, a dzieci sprawiły królowej Elżbiecie więcej bólu, niż jej się należało. Od czasu do czasu dawała upust żalowi, na ogół jednak zachowywała go dla siebie, wyładowując się podczas długich spacerów ze swymi psami. „W Szkocji rośnie chwast, zwany starzec jakubek[13], który ma bardzo głębokie korzenie”, powiedziała lady Elizabeth Anson[14], kuzynka królowej.

„Na własne oczy widziałam, jak chodzi na pole i wyrywa go garściami”23.

Książę Filip powiada, że „wspieranie królowej”24 zdefiniowało jego

życie jako pozostającego najdłużej w służbie królewskiego małżonka w historii Wielkiej Brytanii. Gdy wspólnie biorą udział w imprezach publicznych, sprawiają wrażenie królewskiej wersji Ginger i Freda dzięki doprowadzonej do perfekcji choreografii ruchów i gestów, które emanują wzajemnym zainteresowaniem i wydają się niewymuszone. Książę Filip dodaje szczyptę octu winnego do jej windsorskiej śmietanki, rzucając celne i nieraz lekceważące uwagi.

„Książę Filip to jedyny człowiek na świecie, który traktuje królową zwyczajnie, jak każdą inną osobę”, powiedział Martin Charteris.

„I co oczywiste, nierzadkie są przypadki, że królowa każe mu się zamknąć. Jako że jest królową, raczej nie może powiedzieć czegoś takiego nikomu innemu”25.

Życie królowej Elżbiety – jej plany kreśli się na rok naprzód, a uszczegóławia z półrocznym wyprzedzeniem – toczy się według praktycznej spokojnej rutyny. Jeden z jej przyjaciół, John Julius Cooper[15], drugi wicehrabia Norwich, powiedział raz żartobliwie, że sekret jej opanowania leży prawdopodobnie w tym, że „nigdy nie musi szukać wolnego miejsca parkingowego”26. Zdaniem jednego z jego prywatnych sekretarzy ma „dwie wielkie zalety. Po pierwsze doskonale sypia, a po drugie nie narzeka na nogi i potrafi stać całymi godzinami. […] Królowa jest wytrzymała niczym jak”27. Rokrocznie cztery miesiące – rozbite na krótsze odcinki czasu – spędza w odosobnieniu w swoich wiejskich posiadłościach. Przy każdym jej powrocie do Sandringham dom „wita ją w takim samym stanie, w jakim był, kiedy go opuszczała”, jak powiedział Tony Parnell zatrudniony tam przez pół wieku. „Jeśli coś leżało na krzesłach, pozostało tam przez nikogo nie ruszone”28.

Historia Elżbiety II ukazuje, jak królowa przeżyła życie, które przypadło jej w udziale. Pragnęłam zgłębić, jakie cechy jej charakteru i elementy osobowości oraz wychowania pomagają jej odgrywać tę wyjątkową rolę. Kim jest, jak wygląda jej dzień codzienny. Jakim cudem rzucona na głęboką wodę nauczyła się radzić sobie z politykami i głowami państw, jak również z górnikami i profesorami. W jaki sposób doświadcza świata, praktycznie żyjąc w kokonie. Jakie ma podejście do władzy i czy zmieniło się ono, a jeśli tak – to jak. Jak reaguje na błędy i niepowodzenia. Jak udaje jej się zachować równowagę i trzymać się podstawowych wartości. Jak wiodąc tak publiczne życie, potrafi zachować prywatność. Czy

kiedykolwiek zdecyduje się abdykować na rzecz swego najstarszego syna, księcia Karola, bądź też wnuka, księcia Wilhelma. Co sprawia, że w zimie życia przywraca stabilność i dodaje wigoru monarchii.

Po raz pierwszy spotkałam Elżbietę II29 w maju 2007 roku w Waszyngtonie, w rezydencji brytyjskiego ambasadora, przy okazji garden party, które odbywało się w ciepły bezchmurny dzień. Z tej okazji pojawiło się około siedmiuset mieszkańców Waszyngtonu –

panowie w najlepszych garniturach, wiele pań w kapeluszach.

Wysoce skuteczni wojskowi ustawili nas w rzędach oddalonych od siebie o jakieś trzydzieści stóp[16]. Gdy nadeszła wyznaczona pora, na maszt wciągnięto flagę brytyjską celem informacji, że na terenie posiadłości znajduje się Jej Królewska Mość.

Elżbieta II, podówczas osiemdziesięcioletnia, i jej mąż, książę Filip, wyszli na taras i minęli dwóch grenadierów gwardii w czerwonych kurtach i czapkach z futra niedźwiedziego. Po tym jak orkiestra pułkowa zagrała Boże, chroń królową, para królewska zeszła z niewysokich schodów.

Mój mąż Stephen i ja znaleźliśmy się w rzędzie, wzdłuż którego przechadzał się książę Filip, podczas gdy Elżbieta II szła z drugiej strony.

Królowa zniknęła w głębi ogrodu, lecz my pozostaliśmy na swoich miejscach i w końcu zawróciła w naszą stronę, zmierzając ku rezydencji. Brytyjski ambasador, sir David Manning, dokonywał

prezentacji mniej więcej co dwunastej osoby. Dał znak, że zatrzyma się przy nas, i szepnął jej coś na ucho. Przedstawił mnie, Elżbieta II wyciągnęła dłoń w białej rękawiczce, podczas gdy ja zgodnie z protokołem odezwałam się: „Jak się pani miewa, Wasza Królewska Mość”. Następny w kolejce był mój mąż, do którego Elżbieta II powiedziała, że jak rozumie, ma przed sobą redaktora waszyngtońskiej gazety. Podobnie jak książę Filip nie jest miłośniczką prasy – w trakcie sześćdziesięcioletniego panowania nie udzieliła ani jednego wywiadu – niemniej nie pokazała tego po sobie.

Jej uprzejmość nie została nagrodzona, gdyż Stephen postanowił

złamać protokół, i to podwójnie: zadając królowej pytanie i sugerując, że obstawia zakłady na końskich wyścigach. „Czy postawiła pani na Street Sense w Churchill Downs?”, zapytał, nawiązując do zwycięzcy Kentucky Derby, które oglądała po raz pierwszy w minioną sobotę. Dyplomatycznie zignorowała pytanie, lecz nie ruszyła dalej. Coś w pytaniu mego męża musiało wzbudzić jej

zainteresowanie. Oglądaliśmy ten wyścig w telewizji; Stephen jako długoletni miłośnik toru wyścigowego wie, jak „czytać wyścig”, i dostrzega szczegóły, których ja nawet nie zauważam. Dodał szybko jakąś uwagę na temat wyścigu, na co Elżbieta II odparła, że zdziwił

ją widok championa utytłanego w błocie, co było wynikiem biegu po ubitej ziemi, a nie po trawie, do czego przywykła w Anglii.

Z wyraźną ulgą podjęła temat koni, jeden z jej ulubionych, i po chwili przerzucała się z moim mężem spostrzeżeniami dotyczącymi wyścigu oraz jego emocjonującej końcówki, w której Street Sense przeskoczył z dziewiętnastego miejsca na pierwsze.

„Widać było żółty toczek!”, rzekła z ekscytacją. Stephen powiedział

jej, że zapalonemu graczowi z jego gazety, The Washington Examiner, udało się przewidzieć pierwsze trzy konie w kolejności, w jakiej dobiegły do mety. „To doprawdy niesłychany wyczyn”, skomentowała i już jej nie było.

Nie spodziewałam się tak ożywionych gestów, wyrazistych błękitnych oczu i promiennego uśmiechu. Przez jakąś minutę miałam okazję widzieć wesołość, którą jakże często skrywa ze względu na godność urzędu. Chociaż wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, zobaczyłam również jej opanowanie i zdolności. Ignorując niestosowną wzmiankę mego męża o stawianiu zakładów, nie wprawiła go w zażenowanie. Po prostu pominęła ją milczeniem i pokierowała rozmową w bezpieczną stronę, unikając niezręcznej sytuacji.

Elżbiecie II podczas panowania udaje się również unikać polityki oraz – na ogół – kontrowersji. Choć niezupełnie w typie gwiazdy Hollywoodu, królowa zalicza się do grona najznaczniejszych osobistości. Od dawna jest najpopularniejszym członkiem rodziny królewskiej w Internecie jako najczęściej wyszukiwana30 przez Google, aczkolwiek od 2004 roku jej wnukowie, książę Wilhelm i książę Henryk (wraz z Katarzyną Middleton od zaręczyn z Wilhelmem), depczą jej po piętach i od czasu do czasu nawet prześcigają w Google Trends. Została nawet sportretowana w serialu Simpsonowie przez komika Eddiego Izzarda.

Przy jej dobrym zdrowiu i postanowieniu, by utrzymać formę, królowa może dalej wypełniać skutecznie swe obowiązki przez dekadę albo nawet dłużej, pozostawiając perspektywę krótkiego panowania swemu następcy, księciu Karolowi, który w 2012 roku kończy sześćdziesiąt cztery lata, podczas gdy jego matka obchodzi

diamentowy jubileusz, świętując sześćdziesięciolecie na tronie.

Zapewne wypadało31, abym po raz drugi rozmawiała z królową Elżbietą na spotkaniu towarzystwa angloamerykańskiego, tzw.

Pielgrzymów[17], podczas przyjęcia dla prawie sześciuset gości, których przyjęła w pałacu Świętego Jakuba w Londynie w czerwcu 2009 roku. W tym czasie od ponad roku pracowałam nad niniejszą biografią. Moje zaproszenie zawierało wejściówkę do karmazynowo-złotej sali tronowej, przypisując mnie konkretnie do grupy generała sir Richarda Dannatta, podówczas szefa sztabu generalnego armii Wielkiej Brytanii.

Zazwyczaj na większe przyjęcia gości wybiera się

z wyprzedzeniem i gromadzi w niewielkie grupki, które następnie są przedstawiane Elżbiecie II. Na imprezie z Pielgrzymami królowa miała poznać około stu osób, a generał Dannatt miał dokonać prezentacji mojej grupy. Tym razem królowa podała mi dłoń w czarnej rękawiczce, podczas gdy nieodłączna torebka od Launera dyndała jej na drugiej ręce. Wiedziałam, że przed paroma miesiącami przekazano jej informację o mojej książce i że jej sekretarz prasowy, który stał nieopodal, otrzymał informację, iż będę tego dnia obecna.

Ale przed oczyma królowej Elżbiety przewinęło się wiele osób.

Powiedziałam jej, że dobrze ją znów zobaczyć

w angloamerykańskiej scenerii, po tym jak wcześniej spotkałam ją w Waszyngtonie. „Czy ta okazja sprowadziła tutaj panią?”, zapytała mnie. „Nie, moja córka wychodzi za mąż w Londynie”, odparłam.

„Kiedy ślub?”, zapytała królowa. „Czwartego lipca”, odpowiedziałam.

Ponownie ujrzałam to migotanie w jej oczach. „Och”, rzekła, „to trochę niebezpieczne!”. „Mam nadzieję, że wszystko przebaczone”, odrzekłam. Posłała mi uśmiech i tak jak poprzednio za moment już jej nie było.

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

Jego „solidność” była dla niej wzorem.

Księżniczka Elżbieta przyglądająca się ojcu podczas czytania dokumentów z teczek dyplomatycznych, kwiecień 1942 r. Lisa Sheridan/Getty Images.

Rozdział I

Królewska edukacja

Lokaj przyniósł informację dziesięcioletniej Elżbiecie Aleksandrze Marii Windsor w dniu 10 grudnia 1936 roku. Jej ojciec niespodziewanie został królem na cztery dni przed swoimi czterdziestymi pierwszymi urodzinami, gdy jego starszy brat, król Edward VIII[18], abdykował, aby ożenić się z Wallis Warfield Simpson[19], dwukrotnie rozwiedzioną Amerykanką. Edward VIII panował zaledwie dziesięć miesięcy od objęcia tronu po śmierci jego ojca, króla Jerzego V[20], co wedle jednego zjadliwego dowcipu czyniło zeń „jedynego monarchę w historii, który porzucił okręt flagowy, aby zaciągnąć się jako trzeci oficer na wycieczkowiec z Baltimore”.

„Czy to znaczy, że w przyszłości będziesz musiała być królową?”1, zapytała Elżbietę jej młodsza siostra Małgorzata[21] (Margaret Rose, jak nazywano ją w dzieciństwie). „Tak, kiedyś tak”, odparła Elżbieta.

„A to feler”, stwierdziła Małgorzata.

Chociaż obie księżniczki dostały się w centrum zainteresowania prasy i opinii publicznej, wiodły beztroskie i izolowane życie w otoczeniu guwernantek, niań, pokojówek, psów i kucyków.

Spędzały sielskie miesiące na angielskiej i szkockiej prowincji, bawiąc się w gry takie jak „łapanie dni”2 – bieganie i chwytanie w powietrzu spadających na ziemię liści. Dzięki pełnej werwy szkockiej niani, Marion „Crawfie” Crawford, liznęły nieco prawdziwego życia, gdyż od czasu do czasu zabierała je na wycieczki po Londynie metrem i autobusem, na ogół jednak pozostawały w królewskiej bańce.

Król Jerzy VI i jego żona królowa Elżbieta tuż po koronacji na balkonie pałacu Buckingham z matką króla, królową Marią (w środku), z księżniczką Elżbietą, przypuszczalną następczynią tronu (po lewej), i jej siostrą, księżniczką Małgorzatą (po prawej), 12 maja 1937 r. Fox Photos/Getty Images.

Przed pojawieniem się Małgorzaty swoje pierwsze cztery lata życia Elżbieta spędziła jako jedynaczka i do pewnego stopnia stara maleńka. Przyszła na świat w deszczową noc 21 kwietnia 1926 roku.

Winston Churchill przy pierwszym spotkaniu z dwuletnią księżniczką z pewną ekstrawagancją zauważył „aurę władczości i refleksyjności zdumiewającą u niemowlęcia”3. Crawfie zaś odnotowała, że Elżbieta była „schludna i metodyczna […] jak jej ojciec”4, posłuszna, skrupulatna i najszczęśliwsza, kiedy miała zajęcie. Również w dość wczesnym wieku zaczęła przejawiać umiejętność szufladkowania, która w późniejszym czasie pozwoliła jej sprostać wymogom stanowiska. Jak wspominała lady Mary Clayton, starsza o osiem lat kuzynka Elżbiety: „Lubiła sobie wyobrażać, że jest kucykiem albo koniem. Kiedy się bawiła i ktoś ją akurat zawołał, nie odpowiadała od razu, tylko potem tłumaczyła: «Nie mogłam się odezwać, będąc kucykiem»”5.

Kryzys spowodowany przez abdykację wywołał w rodzinie chaos

nie tylko z powodu skandalu, lecz również dlatego, że podważał

zasady sukcesji. Choć ojciec Elżbiety był znany jako „Bertie”

(zdrobnienie od Alberta), przybrał imię Jerzego VI, aby dać wyraz stabilności dynastii i ciągłości ze swoim ojcem. (Jego żona, którą koronowano jednocześnie z nim, miała być znana jako królowa Elżbieta). Wszelako Bertie nie został stworzony do tej roli. Ze łzami w oczach mówił do swojej matki o nowych obowiązkach. „Nigdy tego nie pragnąłem”, powiedział swemu kuzynowi lordowi Louisowi

„Dickiemu” Mountbattenowi[22]. „W życiu nie widziałem oficjalnego dokumentu. Jestem tylko oficerem marynarki, na niczym innym się nie znam”6. Nowy król był z natury powściągliwy, nieco wątły pod względem fizycznym i targany niepokojem. Silnie się jąkał, co powodowało u niego napady frustracji kończące się wybuchami gniewu zwanymi „zgrzytaniem zębów”.

A jednak był bardzo obowiązkowy i z zawziętością zabrał się do wykonywania zadań spoczywających na królu, równocześnie dokładając starań, by mała Lilibet – jak nazywali ją bliscy – była lepiej niż on przygotowana do objęcia tronu. Wraz z jego wstąpieniem na tron Elżbieta stała się „domniemaną” czy też

„przypuszczalną” następczynią, nie zaś następczynią

„prawdopodobną” bądź „prawowitą”, jako że istniała możliwość spłodzenia syna przez jej rodziców. Jednakże Elżbieta i Małgorzata przyszły na świat poprzez cesarskie cięcie, a w tamtych czasach trzecia operacja niosłaby nadmierne ryzyko dla ich matki. Zgodnie ze zwyczajem Lilibet publicznie wyrażała się o ojcu i matce per

„król” i „królowa”, lecz w zaciszu domowym pozostali dla niej „tatą”

i „mamą”.

Gdy Helen Mirren przygotowywała się do roli w filmie Królowa, bez końca oglądała dwudziestosekundowy fragment pewnego nagrania, ponieważ był tak wymowny. „Królowa miała jedenaście czy dwanaście lat”, wspominała Mirren, „i właśnie wysiadła z jednego z tych wielkich czarnych aut. Czekali na nią duzi mężczyźni, a ona wyciągnęła rękę z wyrazem powagi i sumienności. Robiła to, co swoim zdaniem powinna, i robiła to wspaniale”7.

„Mam wrażenie, że koniec końców tamto szkolenie stanowi odpowiedź na wiele rzeczy”, powiedziała królowa w wigilię czterdziestej rocznicy panowania. „Można sporo osiągnąć, jeśli otrzymało się odpowiednie przygotowanie, a ja takie otrzymałam,

mam nadzieję”8. Jej formalne wykształcenie było wedle dzisiejszych standardów dziurawe. Kobiety w jej klasie i pokoleniu zazwyczaj uczyły się w domu, przy czym nacisk kładziono na umiejętności praktyczne, nie akademickie. „Dziewczęta nie uczęszczały na uniwersytet, chyba że przejawiały wyjątkowe zdolności intelektualne”9, powiedziała kuzynka Lilibet, Patricia Mountbatten[23]. O ile Crawfie z wielką kompetencją nauczała historii, geografii, gramatyki, literatury, poezji i pisania wypracowań, o tyle była „beznadziejna z matematyki”10, jak stwierdziła Mary Clayton, również uczennica Crawfie. Dodatkowe guwernantki sprowadzono do nauki muzyki, tańca i języka francuskiego.

Nikt nie oczekiwał, że Elżbieta będzie brylowała w nauce ani tym bardziej że będzie przejawiała wyjątkowe zdolności intelektualne.

Brakowało jej rówieśników, z którymi mogłaby współzawodniczyć, oceniając swoje postępy na tle innych, jak również mobilizującego działania egzaminów. Jednym z pierwszych zadań, jakie otrzymała Crawfie po zatrudnieniu w 1932 roku, było polecenie, aby nauczyła obie księżniczki, podówczas sześcioletnią Elżbietę i dwuletnią Małgorzatę, „pisać przyzwoicie”11. Elżbieta wyrobiła sobie płynny i wyraźny charakter pisma, podobny do matczynego i siostrzanego, aczkolwiek bardziej ozdobny. Jednakże Crawfie odczuwała silną potrzebę przelania w podopieczną wiedzy „tak szybko jak to możliwe”12. Zapoznała Lilibet z Children’s Newspaper, kroniką bieżących wydarzeń, kładąc podwaliny pod aktualności zamieszczane w The Timesie i przekazywane przez Radio BBC i sprawiając, że jeden z pałacowych doradców stwierdził, iż księżniczka w wieku lat siedemnastu ma „doskonałe pojęcie o państwie i polityce”13.

W latach dziewczęcych Elżbieta co dzień spędzała określoną ilość czasu na „cichej lekturze” książek Stevensona, Austen, Kiplinga, sióstr Brontë, Tennysona, Scotta, Dickensa, Trollope’a i innych kanonicznych autorów. Najbardziej lubiła, wtedy oraz w dorosłości, powieści historyczne, szczególnie te traktujące o „zakątkach Commonwealthu i żyjących tam ludziach”14, jak powiedział Mark Collins, dyrektor Commonwealth Foundation. Dziesiątki lat później, gdy królowa uhonorowała J. K. Rowling za serię o Harrym Potterze, powiedziała autorce, że intensywna lektura w dzieciństwie „dała mi fory, ponieważ obecnie czytam bardzo szybko. A muszę czytać sporo”15.

Kiedy księżniczka Elżbieta zajęła pierwsze miejsce w kolejce do tronu, jej program nauczania uległ zintensyfikowaniu i poszerzeniu. Najbardziej znaczącym z jej nauczycieli był sir Henry Marten, prorektor Eton College, szacownej internatowej szkoły męskiej położonej nieopodal zamku w Windsorze, której absolwentów zwano „Old Etonians”. Marten był współautorem podręcznika The Groundwork of British History, lecz daleko mu było do zasuszonego wykładowcy. Ten sześćdziesięciosześcioletni kawaler o księżycowej twarzy i błyszczącej łysej głowie miał w zwyczaju żuć rożek chustki do nosa i trzymał udomowionego kruka w swojej pracowni zawalonej stertami książek do tego stopnia, że Crawfie porównywała je do stalagmitów. Sir Alec Douglas-Home, czwarty premier za panowania królowej Elżbiety, wspominał Martena jako

„melodramatycznego, przepełnionego wigorem i entuzjazmem nauczyciela”16, który uczłowieczał postaci historyczne.

Począwszy od 1939 roku, gdy Elżbieta skończyła trzynaście lat, dwa razy w tygodniu ona i Crawfie jeździły powozem do pracowni Martena, gdzie księżniczka zgłębiała wiedzę historyczną i tajniki brytyjskiej konstytucji. Najpierw była bardzo onieśmielona i często spoglądała błagalnie w stronę Crawfie, szukając u niej wsparcia.

Marten prawie nie patrzył jej w oczy i nieraz zwracał się do niej per

„panowie”, myśląc, że wykłada w Eton College. Wszelako zdaniem Crawfie wkrótce „poczuła się tam jak u siebie” i rychło ci dwoje nawiązali „dość uroczą przyjaźń”17.

Marten narzucił wymagający program nauczania oparty na zniechęcającej trzytomowej pozycji autorstwa sir Williama Ansona, zatytułowanej The Law and Custom of the Constitution.

Poza tym na liście lektur znalazły się: G. M. Trevelyana Historia społeczna Anglii: od Chaucera do Wiktorii, lorda Godfreya Eltona Imperial Commonwealth oraz Waltera Bagehota The English Constitution – nieustający klasyk w zakresie interpretacji konstytucji, z którego uczyli się zarówno jej ojciec, jak i dziad. Marten do programu włączył nawet kurs historii Ameryki. „Niczego nie ukrywaj”18, powiedział sir Alan „Tommy” Lascalles, prywatny sekretarz króla Jerzego VI, gdy Marten zapytał go, czy przedstawiać księżniczce rolę Korony w konstytucji.

W przeciwieństwie do amerykańskiej konstytucji, w której wszystko napisano czarno na białym, konstytucja brytyjska to zbiór praw, ustnych tradycji i precedensów. Z tego wynika jej elastyczność

i zależność od ludzkiego osądu, a nawet możliwość zmiany zasad w miarę występowania wydarzeń. Anson określił ją jako „dosyć chwiejną konstrukcję […] jak dom, który przebudowywali kolejni właściciele”19. Konstytucyjne obowiązki i prerogatywy monarchy nie są jasno sprecyzowane. Królewska władza zasadza się raczej na tym, czego monarcha nie robi, niż co robi. Władca jest zobligowany przez konstytucję do podpisania każdego prawa ustanowionego przez parlament; idea weta jest nie do pomyślenia, aczkolwiek nie można jej całkowicie wykluczyć.

Elżbieta studiowała dzieło Ansona przez sześć lat, mozolnie podkreślając gęsty tekst ołówkiem i nanosząc swoje uwagi. Według biografa Roberta Laceya, który zajrzał do wyblakłych woluminów w bibliotece Eton College, Elżbieta odnotowała stwierdzenie Ansona, że bardziej szczegółowa konstytucja zapewnia większą gwarancję wolności. W opisie anglosaskiej monarchii jako „konsultacyjnego ostrożnego absolutyzmu”20 podkreśliła słowa „konsultacyjny”

i „ostrożny”. Marten zapoznał ją z procesem legislacyjnym oraz potęgą władzy parlamentu. Zdaniem Laceya, Elżbieta zagłębiła się w „szczegóły proceduralne” tak, jakby „przygotowywała się do roli speakera [Izby Gmin], a nie królowej”21. Przyszli premierzy będą pod wrażeniem podnoszonych przez nią po mistrzowsku kwestii konstytucyjnych przy okazji zadawania niespodziewanie dociekliwych pytań.

Gdy Elżbieta ukończyła szesnasty rok życia, jej rodzice zatrudnili Marie-Antoinette de Bellaigue, wyrafinowaną belgijską wicehrabinę, która pobierała nauki w Paryżu i miała uczyć księżniczki francuskiej literatury i historii. Nazywana przez obie „Toni”, postawiła im wysoko poprzeczkę, wymagając, by konwersowały z nią po francusku podczas posiłków. Elżbieta posiadła tak biegłą znajomość tego języka, że zadziwiała nawet paryżan, którzy chwalili ją za wysławianie się z „czystą chłodną precyzją”22, gdy odwiedziła ich miasto w 1948 roku, mając dwadzieścia dwa lata.

De Bellaigue pracowała w tandemie z Martenem, który podsuwał

tematy wypracowań, a Elżbieta następnie pisała je po francusku.

Guwernantka wspominała później, że Marten nauczył przyszłą królową „patrzeć na problem z obu stron, równocześnie dokonując

[własnej] oceny”. Według Bellaigue, Lilibet „od początku wykazywała się zdecydowanie słuszną oceną. Instynktownie wybierała to,

co dobre. Była sobą, « très naturelle». Nieodłączną cechą jej charakteru było silne poczucie obowiązku połączone z joie de vivre”23.

Matka wywarła ogromny wpływ na rozwój charakteru i osobowości Elżbiety II. Urodzona jako Elżbieta Bowes-Lyon, córka hrabiostwa Strathmore, dorastała w arystokratycznej szkocko-angielskiej rodzinie jako jedno z dziewięciorga rodzeństwa. W 1929 roku Time obwoła ją „świeżą, kształtną i pod każdym względem miłą malutką księżną”24. Czytała dużo i gorliwie, żywiąc szczególnie upodobanie do P. G. Wodehouse’a. Aczkolwiek to zgoła nieprawdopodobne, była również fanką opowiadań Damona Runyona o nowojorskich gangsterach i ich kochankach, a raz nawet napisała do przyjaciela, naśladując styl tego autora: „Sądząc po tym, jakie dame Pearl wzbudza emocje, to laleczka w sam raz dla Ciebie – a niech mnie!”25.

Żona Jerzego VI nauczyła czytać córkę, gdy ta miała pięć lat, i poświęcała niemało czasu na czytanie na głos pozycji dziecięcej klasyki. Jak tylko Lilibet nauczyła się pisać, zachęcona przez matkę wyrobiła w sobie nawyk, który będzie jej towarzyszył przez resztę życia: co wieczór spisywała w pamiętniku swoje wrażenia z całego dnia. Kiedy w roku 1937 koronowano jej ojca, jedenastoletnia podówczas księżniczka prowadziła już ożywiony pamiętnik –

„Od Lilibet, jej autorstwa”. „Łuki i belki u szczytu [opactwa westminsterskiego] zasnuła jakby mgiełka zadziwienia, gdy na skronie taty wkładano koronę”, napisała. Kiedy koronowano jej matkę i żony parów dłońmi w białych rękawiczkach równocześnie nakładały swoje otoki, „wspaniale było patrzeć na ręce i otoki zawieszone w powietrzu, a potem widzieć, jak te dłonie znikają jakby za sprawą magii”26.

 Bardzo wcześnie rodzice Elżbiety zaczęli jej urządzać sesje portretowe. Przez całe życie pozowała ogółem do 140 portretów, co czyni z niej najczęściej uwiecznianą na płótnie monarchinię.

Z punktu widzenia rodziny królewskiej portrety od dawna były najważniejszym sposobem kreowania wizerunku i pomagały kształtować postrzeganie poszczególnych jej członków jako ikon przez opinię publiczną. Zapytana, czy zatrzymała swoje portrety, Elżbieta II odpowiedziała: „Nie, nie mam żadnego. Wszystkie są malowane dla innych osób”27.

Węgier Alexius de László, szeroko ceniony wśród towarzystwa portrecista, został zatrudniony, aby uwiecznić Lilibet na płótnie po raz pierwszy. Miała wtedy zaledwie siedem lat. Zdaniem László była „bystra i charakterna”, aczkolwiek przyznawał też, że „zasypiała na siedząco albo bezustannie się wierciła”28.

Wywodzące się z kręgów arystokracji matrony chętnie przebywały w towarzystwie wygadanego sześćdziesięcioczteroletniego artysty, jednakże Elżbieta miała go za „okropnego”, jak wspominała wiele lat później, nie mogąc opanować grymasu. „Należał do ludzi, którzy każą ci siedzieć bez ruchu i wpatrywać się w siebie”29. Będący wynikiem tych sesji eteryczny wizerunek – ulubiony jej matki –

przedstawia małą księżniczkę w marszczonych jedwabiach, z blond loczkami i szeroko otwartymi niebieskimi oczyma, trzymającą koszyk z kwiatami. Jedynie jej nieuśmiechnięta buzia zdradza rozdrażnienie.

Drugim artystą, który uwiecznił30 Elżbietę, był inny Węgier, rzeźbiarz Zsigmond Strobl, który w latach 1936–1938 odbył z nią osiemnaście sesji. Była wtedy starsza – i już ogłoszona przypuszczalną następczynią tronu – oraz dla zabicia czasu chętna do rozmowy z węgierskim dziennikarzem, który również brał udział

w tych sesjach. Pozowanie do portretów i rzeźb pomogło jej wyrobić w sobie cierpliwość. Zostawszy królową, będzie traktować sesje jako oazy pośród napiętego planu i wykorzystywać je do wyciszenia się, nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem na gruncie prywatnym i całkowicie bezpiecznym, wywnętrzania się – czasem poruszania naprawdę osobistych tematów – a nawet opowiadania dowcipów. „To całkiem miłe”, stwierdziła podczas sesji odbywającej się przed jej osiemdziesiątymi urodzinami, uśmiechając się figlarnie. „Zazwyczaj tylko się siedzi, a nikt i tak nie ma dostępu, bo jest się zajętym leniuchowaniem”31.

Ulubionym tematem rozmów podczas sesji rzeźbiarskich ze Stroblem był światek koni, który rozwinął się w namiętność Elżbiety, równocześnie dając jej impuls do dalszej nauki. Jej ojciec hodował i wystawiał w wyścigach konie pełnej krwi, kontynuując tradycję rodziny królewskiej, i to właśnie on wprowadził córkę we wszystkie aspekty tego światka, poczynając od pierwszej lekcji jeździectwa, gdy Lilibet miała trzy latka. Przed 1938 rokiem Elżbieta podjęła naukę jazdy w damskim siodle, co było umiejętnością konieczną podczas dorocznego Trooping the Colour, czyli

uroczystości z okazji urodzin monarchy, na której miała jechać konno w czerwonej wojskowej kurcie, długiej granatowej spódnicy i czarnym trikornie na głowie, prowadząc paradę ponad tysiąca czterystu żołnierzy.

Odbywające się dwa razy w tygodniu lekcje jazdy konnej pomogły jej nabrać sprawności i siły, a także nauczyły ją zachowywać zimną krew w sytuacjach zagrożenia. Doświadczała nieskrępowanej radości, gdy pokonywała przeszkody i kłusowała przez pola i lasy – te wrażenia chwilowo wyzwalały ją z ograniczeń narzucanych przez protokół. Chociaż jako nastolatka brała udział w polowaniu na lisa –

najpierw z Garth Foxhounds w Berkshire, a następnie z Beaufort Hunt w Gloucestershire – oddała się hodowli i wyścigom końskim.

W latach młodzieńczych, odwiedzając z ojcem jego stajnie w Hampton Court[24] i Sandringham, poznała podstawy procesu hodowli koni i zaczęła doskonalić umiejętności doboru i takiej kombinacji cech temperamentu i warunków fizycznych osobników dopuszczanych do rozrodu, aby powstało jak najlepsze potomstwo.

Oglądała imponujące ogiery, jak również klacze i ich źrebięta, przyglądała się młodym wierzchowcom trenowanym na „galopkach”

w Wiltshire, czyli na rozległych połaciach sprężystej ziemi na zboczach łagodnych wzgórz, które przypominają długie proste i zakręty toru wyścigowego. Poznawała koniuszych i chłopców stajennych, trenerów i dżokejów – bezpretensjonalną społeczność, która ma specyficzne zapatrywania na życie z uwagi na prymat ich zwierząt. Jak powiedziała wiele lat później do artysty Frolica Weymoutha: „nic tak nie zbliża ludzi i nie wyrównuje różnic między nimi jak konie”32.

Połączyła ją także szczególna więź z psami. W 1933 roku Jerzy VI zafascynował się rasą welsh corgi charakteryzującą się zwężającą się kufą, dużymi uszami i krótkimi łapami i podarował córce Dookie[25], pierwszego z długiej linii corgich, które stały się znakiem rozpoznawczym królowej Elżbiety. Miewała ich po tuzin równocześnie i nierzadko poprzedzały ją niczym „ruchliwy dywan”33, jak ujęła to Diana księżna Walii. Psy te często pomagały przełamać pierwsze lody, aczkolwiek czasami zastraszały gości i pracowników, gdyż potrafią być złośliwe. „To psy pasterskie”, powiedziała o nich Elżbieta II i dodała z uśmiechem: „Ale potrafią ugryźć, bo ich zadaniem jest zaganiać bydło. Tyle że teraz uganiają się

za ludźmi”34.

Nawet przed przeprowadzeniem się rodziny do pałacu Buckingham w 1937 roku, gdy Jerzy VI objął tron, nawiązywanie przyjaźni przychodziło księżniczkom z trudem. Kiedy Lilibet została przypuszczalną następczynią tronu, odwiedzające ją koleżanki musiały przed nią dygać i zwracać się do niej per „pani”. „To bardzo ograniczało kontakty”35, opowiadała lady Elizabeth Cavendish[26], którą zapraszano do pałacu Buckingham na wspólne zabawy i podwieczorki. Podczas jednej z wizyt rodziny królewskiej w Cortachy Castle w Szkocji u dwunastego hrabiostwa Airlie syn gospodarzy, Jamie Ogilvy[27], złapał księżniczkę Elżbietę i cisnął ją na kanapę. Moment później pojawił się jego ojciec, dał mu kuksańca w brzuch i powiedział: „Nigdy nie postępuj tak z jej królewską wysokością”36. „Księżniczce nie przeszkadzało to, co zrobiłem”, wspominał Ogilvy, „lecz w takich warunkach dorastała”.

Jak zauważyła Crawfie, życie w pałacu zaciągało „szklaną kurtynę pomiędzy człowiekiem a światem zewnętrznym”37. Pałac Buckingham to przytłaczające miejsce, składa się z siedmiuset siedemdziesięciu pięciu pokoi i jest raczej siedzibą głowy państwa aniżeli domem. Lilibet wiele godzin spędziła, wyglądając przez okna na świat w dole i zastanawiając się, jakie jest życie „prawdziwych ludzi”38.

Aby poszerzyć jej horyzonty i zmniejszyć poczucie wyobcowania, Crawfie zorganizowała drużynę Girl Guides (odpowiednika amerykańskich skautów)[28] na terenie pałacu. Do pierwotnej dwudziestoosobowej grupy należały krewne, takie jak Patricia Mountbatten, „dosyć żywiołowa”39 (zdaniem Lilibet) zastępowa Zimorodków, której księżniczka i przypuszczalna następczyni tronu musiała słuchać, oraz córki zaprzyjaźnionych z rodziną królewską arystokratów, m.in. lady Camilla „Micky” Wallop[29] (córka dziewiątego hrabiego Portsmouth), jak również córki szoferów i innych pracowników zatrudnionych w pałacu.

Korzystając albo z przydzielonego im pokoju w pałacu, albo z domku w czterdziestoakrowym ogrodzie, dziewczęta paliły ogniska, obserwowały ptaki i bawiły się w gry zespołowe. Przyszła królowa była zwarta i gotowa. „Wychowanie wzbraniało jej płakać publicznie, a coś takiego staje się drugą naturą człowieka”, stwierdziła Patricia Mountbatten. „W dzieciństwie często słyszała: «Jeśli się przewrócisz,

nawet nie skrzyw buzi»”40.

Dygnitarze odwiedzający króla i królową byli przedstawiani księżniczkom, od których oczekiwano, by zabawiały gości inteligentną rozmową przy obiedzie. Lilibet była zafascynowana ludźmi nie mniej niż jej matka, lecz brakowało jej spontanicznej radości, którą czerpała z kontaktów z innymi żona Jerzego VI.

Pomagała więc córce przełamać nieśmiałość w trakcie ćwiczeń aktorskich, podczas których wcielała się w arcybiskupa Canterbury lub innego dostojnika. Elżbieta II przyswoiła sobie matczyną maksymę mówiącą: „Jeśli coś lub ktoś cię nudzi, wina leży po twojej stronie”41. Ówczesna królowa nauczyła swoje córki, jak radzić sobie ze spojrzeniami trzech tysięcy osób zaproszonych na garden party w pałacu Buckingham oraz jak chodzić wyważonym krokiem. Lilibet następnie instruowała swoją siostrę: „Nie wolno ci się zbytnio śpieszyć, aby przez tłum dostać się do bufetu. To nie byłoby grzeczne”42.

Poprzez swobodne szczegółowe listy pisane z zagranicznych wojaży odbywanych u boku króla Jerzego VI matka zapoznawała córkę z szerszym światem i wymagającym trybem życia koronowanej głowy. Gdy ich rodzice podróżowali po Kanadzie i Stanach Zjednoczonych w czerwcu 1939 roku, Elżbieta i Małgorzata śledziły ich wędrówkę na mapach wystawionych w sali lekcyjnej. Matka pisała do nich, że Amerykanie są „wyjątkowo mili i łatwi w obejściu

[…] i bardzo cieszy ich odkrycie, że jesteśmy zwykłymi uprzejmymi ludźmi, którzy mają ciężką pracę”43. „Czasem mam łzy w oczach na widok uczuć malujących się na ich twarzach”44, zdradzała, lecz także zwierzała się, że stresuje ją „ta niemal ciągła «ekspozycja» […]

bywają chwile, gdy niemal zupełnie traci się opór”45.

Również za sprawą matki u Lilibet rozwinęła się głęboka wiara chrześcijańska. Ówczesna królowa czytała córce przypowieści biblijne i wyjaśniała modlitwy i psalmy z anglikańskiego Modlitewnika Powszechnego ( The Book of Common Prayer). „Królowa zna modlitewnik na wyrywki”46, zapewnił George Carey, sto trzeci arcybiskup Canterbury i późniejszy lord Carey baron Clifton. Jej matka okazywała religijność, klękając do modlitwy co wieczór, i Elżbieta II ponoć kontynuuje tę tradycję. „Wywodzi się z pokolenia, dla którego klęczenie przy łóżku jest zupełnie naturalne”, rzekł

Carey. „Nastawienie jest pomocne podczas modlitwy, a będąc na klęczkach, wpada się w nastrój pokory przed obliczem Wszechmogącego”47.

Żona Jerzego VI dbała także o sprawy bardziej prozaiczne.

Clarissa Eden, wdowa po sir Anthonym Edenie (pierwszym hrabim Avonu), drugim premierze za panowania Elżbiety II, nie mogła się nadziwić, że królowa potrafi „siedzieć prosto z plecami nie dotykającymi oparcia krzesła. I to godzinami”48. Umiejętność tę posiadła bardzo wcześnie, instruowana przez matkę, że „prawdziwa dama nigdy nie opiera się plecami o krzesło”49.

Jako mała dziewczynka Lilibet wykazywała się płomiennym temperamentem – dzieląc tę cechę charakteru nie tylko z ojcem, ale także z Jerzym V i Edwardem VII[30] – a matka znana z łagodnego usposobienia gasiła jej wybuchy, świecąc przykładem i napominając.

Babka Elżbiety II, hrabina Strathmore, „wychowała swoje dzieci, a one swoje tak, aby panowały nad swym temperamentem i nastrojem i nigdy nie pozwalały się zdominować przez nastrój”50, jak powiedziała Mary Clayton. Kierowała się postępową dewizą tyczącą się rodzicielstwa, zasadzającą się na zachęcaniu i zrozumieniu: unikaj wyśmiewania, zniechęcaj do chwalipięctwa, przemawiaj cichym głosem i „pod żadnym pozorem nie krzycz ani nie strasz”, gdyż „stracisz to ich cudowne zaufanie”51. Sama napisała w jednym liście do Lilibet: „pamiętaj, aby nie dać się ponieść, dotrzymuj słowa i roztaczaj miłość”52.

Elżbieta miała do zabawy sto pięćdziesiąt lalek i rząd trzydziestu wysokich na stopę[31] koników osiodłanych i w uprzęży; wiedziała, że o każde jej zwierzątko dba ktoś za nią; spożywała posiłki podawane przez lokaja w szkarłatnej liberii – jak udało jej się nie wyrosnąć na zepsutą i arogancką? „Wychowywały ją surowe nianie”, wyjaśniła przyjaciółka z czasów, gdy obie miały po pięć lat.

„Pamiętam, że raz księżniczka Elżbieta i księżniczka Małgorzata przyszły do nas na podwieczorek i księżniczka Elżbieta położyła łokcie na stole. Pani Knight powiedziała: «Zdejmij łokcie». Nie przypuszczałam, że księżniczce trzeba udzielać nagany, ale została wychowana jak należy przez nianię, a jej matka nie łamała zasad”53.

Clara „Allah” Knight była wywodzącą się z Hertfordshire rodzinną opiekunką, która wraz ze szkocką piastunką, Margaret „Bobo”

MacDonald, ustalała codzienną rutynę poza salą lekcyjną i spędzała

z obiema księżniczkami więcej czasu niż ich rodzice. Bobo – opisana przez kamerdynera Johna Deana jako „drobna, bardzo mądra i dosyć apodyktyczna”54 – pozostała w służbie u królowej Elżbiety aż do swojej śmierci w 1993 roku. „Królowa po prostu lubiła porozmawiać z rozsądną szkocką wieśniaczką”55, skomentowała Mary Clayton.

Aby wyrobić w Lilibet schludność i oszczędność, Allah i Bobo nauczyły ją trzymać swoje rzeczy w równych rządkach, starannie składać papier pakunkowy, a wstążki zwijać w kłębki oraz gasić niepotrzebne światło. Księżniczka otrzymywała tygodniowe kieszonkowe w wysokości pięciu szylingów[32], co stanowiło użyteczne, aczkolwiek wydumane ograniczenie, jako że jej roczny dochód wynosił sześć tysięcy funtów. Kiedy się rozbierała, posłusznie składała sztuki garderoby i umieszczała je w przegródkach56

z koronki i siateczki, nigdy nie rzucając niczego na ziemię ani nie zostawiając na krześle. Allah i Bobo odzwyczaiły ją również od obgryzania paznokci, chociaż nie udało im się całkowicie wyplenić tego, co Helen Mirren nazwała „wewnętrznym przyśpieszonym taktem”57 Elżbiety ukrytym za jej pozornym spokojem: tendencją w życiu dorosłym do bawienia się pierścionkiem zaręczynowym i obrączką.

Inną kluczową postacią w życiu Elżbiety II była jej babka ze strony ojca, królowa Maria[33], małżonka króla Jerzego V. Sztywna i oficjalna, co wieczór do kolacji wkładała tiarę58, nawet jeśli spożywała posiłek wyłącznie w towarzystwie męża. Nie była zdolna

„spojrzeć nikomu prosto w twarz”59, jak odnotował fotograf Cecil Beaton. „Królowa Maria nosiła tiarę podobnie jak toczek”, zauważyła Deborah Mitford, diuszesa Devonshire[34], „jakby to była część jej osoby”60. Maniery miała nienaganne i całkowicie oddawała się obowiązkom. Niedługo przed śmiercią w wieku osiemdziesięciu pięciu lat królowa Maria powiedziała rozczulająco61, że żałuje, iż ani razu nie wdrapała się na drzewo.

Pedantka, gdy idzie o sprawy protokołu, domagała się, aby księżniczki Elżbieta i Małgorzata dygały przed nią przy każdym spotkaniu. Stanowczo tłamsiła wszelkie emocje – co najwyżej okazując rozbawienie lekkim wygięciem warg – i uświadomiła Lilibet, że monarcha nie powinien uśmiechać się publicznie. Gdy Lilibet wspomniała o „wszystkich tych ludziach, którzy będą na nas

czekać”62 po koncercie, babka ukarała ją za tę zarozumiałą uwagę, zabierając natychmiast do domu. Lilibet chętnie wyciągała naukę nawet z nieprzyjemnych lekcji, po części dlatego, że zarówno ona, jak i jej babka były równie samodzielne, skoncentrowane i pracowite.

W nadchodzących latach często będzie cytować swoją surową babkę.

Churchill zauważył, że choć królowa Maria była sztywna i nietolerancyjna wobec zmian, „nowe idee jej nie przerażały”63. Jej paradoksalna otwartość umysłu sprawiła, że program nauczania Lilibet uległ poszerzeniu wtedy, gdy matka księżniczki skłaniała się ku zmniejszeniu obciążeń na podstawie teorii, że dziewczęta powinny mieć „szczęśliwe dzieciństwo, do którego zawsze będą mogły wracać”64. Tylnym kanałem, przez Crawfie, królowa Maria zasugerowała powtórki materiału i nowe rozkłady zajęć, wydłużyła listę lektur, dobierając tytuły większego kalibru, i zachęciła do zapamiętywania poezji w ramach „cudownego ćwiczenia pamięci”65. Zabierała Elżbietę i Małgorzatę na wycieczki do muzeów i galerii, Królewskiej Mennicy Brytyjskiej, Banku Anglii, pałacu w Greenwich i londyńskiej Tower.

Królowa Maria pasjonowała się historią – szczególnie genealogią rodziny królewskiej – i dla Lilibet była ogniwem łączącym z przeszłością. Jej dziad książę Adolf[35], diuk Cambridge, był jednym z synów króla Jerzego III[36]; królowa Wiktoria[37] była jej matką chrzestną; osobiście znała dwóch najznaczniejszych premierów Wielkiej Brytanii, Williama Gladstone’a i Benjamina Disraeliego.

Potrafiła snuć opowieści o wspaniałościach durbaru w Delhi w 1911

roku, kiedy ją i króla Jerzego V koronowano na parę cesarską Indii, oraz znała pochodzenie i wszystkie dane klejnotów koronnych, z którymi się bezwstydnie afiszowała, nieraz nosząc spektakularne Cullinany: Wielką i Małą Gwiazdę Afryki (odpowiednio 530.2 i 317.4

karata) jako broszę na swym wydatnym biuście.

W panteonie mentorów i nauczycieli Lilibet szczególne miejsce zajmował jej ojciec. Tylko Jerzy VI mógł jej powiedzieć, jak to jest być monarchą, jakie wiążą się z tym wyzwania i jak im sprostać. Była bystrzejsza od ojca, który mozolił się z zapamiętywaniem faktów i liczb, oraz bardziej zrównoważona, aczkolwiek podobnie jak on nieśmiała i obowiązkowa. Z podziwem przyglądała się jego wysiłkom, by pokonać jąkanie przed doroczną transmisją bożonarodzeniowej przemowy, i była świadkiem, z jaką pilnością notuje pomysły podczas

posiłków w trzymanym pod ręką notesie. Jego „solidność”66, powiedziała później, była dla niej wzorem.

Podczas drugiej wojny światowej odebrała od swego ojca niezliczone lekcje wytrwałości, odwagi i obowiązkowości. Lilibet miała zaledwie trzynaście lat, gdy Wielka Brytania przystąpiła do wojny z Niemcami 3 września 1939 roku, po inwazji Hitlera na Polskę. Sześć tygodni później67 przebywała w Szkocji z Małgorzatą i Crawfie, czytając sonet Miltona At a Solemn Musick, gdy w radiu podano wiadomość, że naziści zatopili pancernik Royal Oak, co znacznie podkopało morale Brytyjczyków. Jerzy VI otworzył

przestronny budynek w posiadłości Balmoral na terenie Highlands (górzystego rejonu Szkocji) dla matek z dziećmi ewakuowanych z portu Glasgow przed nazistowskim bombardowaniem. Crawfie kazała księżniczkom68 podawać im herbatę i rozmawiać z kobietami o ich synach i mężach służących w armii.

W dniu 10 maja 1940 roku niemieckie wojsko wdarło się do Holandii, Belgii, Luksemburga i Francji, a Neville Chamberlain ustąpił z urzędu premiera, zastąpiony przez Winstona Churchilla.

Lilibet płakała, słuchając mowy rezygnacyjnej w radiu; stało się jasne, że po prawie dziewięciu miesiącach pełnego napięcia wyczekiwania zaczęła się prawdziwa wojna. Dwa dni później księżniczki zostały odesłane za grube mury średniowiecznej fortecy, na zamek w Windsorze znajdujący się dwadzieścia jeden mil[38]

od centrum Londynu, gdzie na terenie ogrodzonych trzynastu akrów[39] spędzą czas aż do zwycięstwa nad Niemcami w maju 1945

roku. Ze względów bezpieczeństwa ich miejsce pobytu trzymano w tajemnicy, choć mogły wypuszczać się poza teren zamku.

Podczas wojny król z królową spędzali czas bądź w pałacu Buckingham, bądź podróżując po kraju królewskim pociągiem złożonym z dziesięciu wagonów i odwiedzając oddziały wojska, fabryki, szpitale i zbombardowane okolice. Wiele nocy spędzili wspólnie z córkami na zamku w Windsorze, zajmując obszerny schron zbudowany pod Wieżą Brunszwicką lub umocniony apartament na parterze Wieży Wiktorii. Ich postanowienie, by nie zaprzestawać pracy w Londynie, naraziło ich na znaczne niebezpieczeństwo, ale też było powodem wzrostu sympatii wśród ludności. Po tym, jak latem 1940 roku Niemcy rozpoczęły naloty

Luftwaffe na brytyjskie miasta i cele militarne, pałac Buckingham ucierpiał aż dziewięciokrotnie. Drugie z kolei bombardowanie, mające miejsce w połowie września, zniszczyło pałacową kaplicę i nieomal przyczyniło się do śmierci króla i królowej.

Podobnie jak reszta jej pokolenia Elżbieta została postawiona przez wojnę w wyjątkowej sytuacji, która miała wielki wpływ na jej młodość. Wbrew temu jednak, co twierdzą niektórzy komentatorzy, nie skazano jej na „pardę”69 ani nie trzymano w stanie zawieszenia.

Jeśli już, życie na zamku zapoznało ją z męskim światem, w którym będzie się poruszać jako królowa, jako że często przebywała w towarzystwie młodych oficerów z Grenadier Guards oddelegowanych do ochrony rodziny królewskiej. (Grenadier Guards, formacja utworzona w 1656 roku, to jeden z siedmiu prestiżowych regimentów Household Division, to jest gwardii przybocznej pod egidą monarchy. Cztery dalsze regimenty spieszonej gwardii to: Coldstream Guards, Scots Guards, Irish Guards i Welsh Guards, a do tego dochodzą dwa oddziały kawalerii przybocznej, znane jako Life Guards oraz Bluesand Royals, powstałe po połączeniu Royal Horse Guards i Royal Dragoons). „Dorastałam otoczona mężczyznami”70, powie później jej siostra Małgorzata.

W wieku szesnastu lat Elżbieta otrzymała tytuł honorowego pułkownika grenadierów gwardii i od razu zmierzyła regiment czujnym okiem w trakcie jednej z wielu inspekcji. Surowa krytyka w jej wykonaniu zmusiła jednego z majorów do napomknięcia Crawfie, aby taktownie przypomniała księżniczce, iż „wyznacznikiem dobrego oficera jest zdolność łagodzenia sprawiedliwości miłosierdziem”71.

Oficerowie zjawiali się na podwieczorkach i bardziej formalnych lunchach, podczas których Elżbieta ustalała miejsca gości i nabywała umiejętności gospodyni. W grupie tej znaleźli się lord Rupert Nevill[40] i Hugh Euston[41] (późniejszy diuk Grafton), którzy zostali jej przyjaciółmi na całe życie. Wśród pozostałych gości byli oficerowie w trakcie rekonwalescencji lub na urlopie, między innymi lotnicy z Nowej Zelandii, Australii, Kanady i Stanów Zjednoczonych.

Niegdyś „dość nieśmiałe dziecko”, Elżbieta zmieniła się w czarującą młodą osobę zdolną zręcznie sobie radzić w każdej sytuacji”, jak zauważyła Crawfie. „Była mistrzynią rozmowy”72.

Elżbieta i jej siostra „ani na chwilę nie zapomniały, że toczy się

wojna”, powiedziała Antoinette de Bellaigue, „lecz nie dało się wyczuć smętnej atmosfery”73. Okna zamku w Windsorze zaciemniono, mury wzmocniono drutem kolczastym i bateriami dział

przeciwlotniczych, w przestronnych pomieszczeniach paliły się gołe żarówki o małej mocy, a wodę oszczędzano do tego stopnia, że we wszystkich wannach zaznaczono linię na głębokości pięciu cali[42] – wszelako rodzina odżywiała się dobrze, korzystając z dostaw mięsa i dziczyzny z rozlicznych majątków królewskich.

Księżniczki przywykły do tego, co ich matka określała „gwizdem i krzykiem bomb”74, martwiąc się, że „zdają się odmienione”, ponieważ „hałas dział jest tak silny”75 i tak dużo pocisków artyleryjskich pada w pobliżu – niemal trzysta do końca wojny.

„Chociaż są bardzo grzeczne i opanowane”, napisała do królowej Marii, „wiecznie jest to nasłuchiwanie i sporadycznie podskakiwanie za drzwiami, co doprawdy wywołuje napięcie”76.

Kilka razy rodzina zrobiła sobie krótkie wakacje, wyjeżdżając do Balmoral, gdzie ówczesna królowa z radością patrzyła, jak jej córki ożywają z „zaróżowionymi buziami i wzmożonym apetytem”77

po spacerach na rześkim powietrzu porośniętymi wrzosem wzgórzami wznoszącymi się nad Royal Deeside, dolinką wzdłuż rzeki Dee, która stała się sentymentalnym sercem rodziny od czasów królowej Wiktorii i księcia Alberta. Prapradziadkowie przypuszczalnej następczyni tronu zakupili posiadłość w 1852 roku, po tym jak zapałali miłością do szkockich Highlands. „Wszystko tam zdawało się oddychać wolnością i spokojem”, napisała Wiktoria w swoim dzienniku, „i sprawiać, że człowiek zapominał o całym świecie i jego troskach”78.

Wiktoria i Albert kazali zburzyć istniejącą rezydencję i wybudowali większy zamek Balmoral z błyszczącego granitu w przybrudzonej bieli, która z biegiem czasu nabierze szarego odcienia, ze stustopową[43] basztą, wieżyczkami i dwuspadowymi dachami –

wszystko to według projektu Alberta będącego pracochłonną adaptacją neogotyku, zwanego także wiktoriańskim gotykiem.

Wnętrza zapełnili mieszaniną różnokolorowych kraciastych dywaników, zasłon, chodników, a nawet kraciastym linoleum, ściany pokryli wzorzystymi tapetami z motywem ostu[44], widoczkami pędzla sir Edwina Landseera oraz – szczególnie w korytarzach –

głowami upolowanych jeleni. Duże okna wyglądały na rozległe

trawniki, ogrody, sośniny i pagórki górujące nad doliną rzeki Dee: raj, po którym urządzali rodzinne wycieczki.

W ciągu czterdziestolecia, które upłynęło od śmierci Wiktorii w 1901 roku, niewiele zmieniło się w Balmoral, a jej potomkowie z całą intensywnością odczuwali magię tego miejsca. Było to sanktuarium, w którym rodzina królewska spędzała każdej jesieni dwa miesiące, uświęconą przerwę podjętą od nowa pod koniec wojny.

Podczas krótkich eskapad w czasie wojny Lilibet ustrzeliła tam pierwszego jelenia79 i złowiła pierwszego łososia80, ważącego skromne osiem funtów[45]. Król, jego żona, córki i dworzanie po kolacji do północy zabawiali się szaradami, w których brylował

Tommy Lascelles naśladujący świętego Bernarda81[46] tak donośnie, że stracił głos.

W początkowej fazie wojny para królewska podtrzymywała życie towarzyskie, urządzając od czasu do czasu bale w pałacu Buckingham i zamku w Windsorze. Jeden z nich, w grudniu 1943

roku, zorganizowany dla „młodzieńców i panien”82 w Windsorze, trwał do czwartej nad ranem. Król słynął z tego, że „tańczył walca najlepiej w świecie”83, i odprężał się na parkiecie, czasami nawet stawał na czele korowodu i prowadził go w rytmie conga przez olśniewające sale reprezentacyjne. W trakcie wojny Elżbieta wymykała się czasem do Londynu – na sporadyczny proszony obiad albo żeby zobaczyć swoją pierwszą operę, Cyganerię, wystawianą przez Sadler’s Wells Company w New Theatre.

Crawfie starała się o miłą atmosferę na zamku, urządzając przy współudziale oficerów zabawy w chowanego, w których jedna osoba szukała wielu ukrytych lub odwrotnie, parę osób próbowało znaleźć kogoś, kto się schował, oraz w poszukiwanie skarbów, a także założyła Madrigal Society, dzięki czemu dziewczęta mogły śpiewać razem z gwardzistami i uczniami Eton College. Z okazji Bożego Narodzenia księżniczki wystąpiły u boku miejscowych dzieci w tradycyjnej pantomimie, przygotowanej z rozmachem i zaprezentowanej w windsorskiej Sali Waterloo. Elżbieta musiała śpiewać i stepować przed publicznością liczącą ponad pięćset osób, wśród których znaleźli się mieszkańcy i żołnierze. Crawfie skomentowała jej grację, a Horace Smith, instruktor jeździectwa księżniczki, nie mógł się nadziwić jej „pewności siebie i energii”84, jak również uciesznemu wypowiadaniu kwestii komediowych.

Zdarzało się, że nadchodziły wiadomości o zgonie znanych jej oficerów na polu bitwy – w tym, w 1942 roku, jej wuja księcia Jerzego diuka Kentu[47], który zginął w katastrofie lotniczej podczas służby w RAF-ie, osierocając troje dzieci, w tym jedno zaledwie siedmiotygodniowe. „Co za brutalny czas na dorastanie”, napisała ówczesna królowa do swego brata Davida[48] w 1943 roku. „Lilibet poznaje w Windsorze młodych grenadierów, którzy potem giną, a to coś okropnego dla równie młodej osoby”85. Choć w późniejszym czasie jej przyjaciele będą często mówić, że Elżbieta II nie potrafi się zdobyć na napisanie kondolencji do krewnych swoich zmarłych bliskich, w trakcie wojny bez oporów chwytała za pióro, żeby napisać do matki oficera „i w paru słowach nakreślić jej obraz tego, jak bardzo go doceniała w Windsorze i o czym rozmawiali”86, wspominała Crawfie.

Antoinette de Bellaigue, Marion Crawford i Henry Marten nie zaprzestali edukowania księżniczki podczas wojny. Marten przyjeżdżał na zamek w górę zbocza w dwukółce z przypominającą lekarską skórzaną torbą wypchaną podręcznikami dla podopiecznej.

Sir Owen Morshead, królewski bibliotekarz, uzupełnił program nauczania o regularne wycieczki po zbiorach windsorskich –

z eksponatami takimi jak koszula, którą Karol I[49] miał na sobie podczas egzekucji, oraz ołowiany pocisk, który uśmiercił lorda Nelsona w bitwie pod Trafalgarem. (Bezcenne malowidła zostały wyjęte z ram i odesłane ze względów bezpieczeństwa). Przyszła królowa powie później, że uważa Windsor za swój dom, ponieważ z nim wiążą się „wszystkie najszczęśliwsze wspomnienia z dzieciństwa”87.

Drużyna Girl Guides również dalej aktywnie działała, stanowiąc dla Elżbiety niespodziewane demokratyczne doświadczenie, gdy młode uciekinierki ze zbombardowanego londyńskiego East Endu zostały przyjęte przez rodziny zamieszkujące posiadłość windsorską i dołączyły do zastępów. Dziewczęta zdobywały sprawność kucharki88 pod okiem zamkowej gospodyni, piekąc ciasta i naleśniki (którą to umiejętnością Elżbieta później pochwali się przed amerykańskim prezydentem) i gotując potrawki i zupy. Mówiły cockneyem89 i zachowywały się bezpardonowo, w żaden sposób nie okazywały też szacunku przyszłej królowej, zwracając się do niej per

„Lilibet”, czego nie wolno było robić nawet córkom zaprzyjaźnionych

arystokratów, a także każąc jej zmywać naczynia w balii z tłustą wodą i gasić dopalające się ogniska.

Najniezwyklejsze – i najbardziej pamiętne – szkolenie, jakie odebrała Elżbieta, miało miejsce w 1945 roku, kiedy była osiemnastolatką, w Mechanical Transport Training Centre prowadzonym przez ATS[50]. Zdolności tam przez nią nabyte zostały wykorzystane w kluczowej scenie filmu Królowa, w której Helen Mirren z wielką pewnością siebie prowadzi land rovera po wzgórzach Balmoral, by w którymś momencie osiąść na kamieniu podczas pokonywania brodu rzeki Dee. Telefonując do Thomasa, swego przewodnika myśliwskiego, mówi rzeczowo: „Uszkodziłam wał napędowy, przejeżdżając przez rzekę”90. Thomas odpowiada:

„Jesteś pewna, pani?”. „Tak”, królowa na to. „To przedni wał, nie tylny. Utrata napędu na cztery koła. Byłam przecież mechanikiem w czasie wojny”[51].

Przypuszczalna następczyni tronu jako podporucznik Elżbieta Aleksandra Maria Windsor podczas szkolenia z mechaniki samochodowej w ATS, 1945 r. Fotografia z zasobów Imperial War Museum, Camera Press London.

Choć scena ta została zmyślona, Elżbieta II była szczerze dumna ze swojej znajomości samochodów. Dwadzieścia lat po wojnie powiedziała członkini Partii Pracy91, Barbarze Castle, że tylko

podczas szkolenia ATS była w stanie mierzyć się z rówieśnikami. Tak naprawdę pozostałe jedenaście młodych kobiet w centrum szkoleniowym było od niej kilka lat starszych, lecz podporucznik[52]

Elżbieta Aleksandra Maria Windsor nosiła taki sam bezbarwny mundur i miała takie samo zadanie: nauczyć się prowadzić trzytonową ciężarówkę w gęstym londyńskim ruchu ulicznym, zmieniać koła i świece zapłonowe, poznać tajniki systemów zapłonowych, dowiedzieć się, jak odpowietrzać układ hamulcowy i rozkładać silnik na czynniki pierwsze. Chodziła z twarzą i dłońmi umorusanymi smarem i musiała salutować przełożonym. Jednakże doświadczenie to natchnęło ją pewnością siebie i zagwarantowało jej umiejętności kierowcy, którym nie można nic zarzucić. „Nigdy przedtem nie pracowałam tak ciężko”, wyznała przyjaciółce. „To, czego się uczyłam, było dla mnie nowością – wszystkie te dziwaczne wnętrzności auta”92.

Nie licząc jej pierwszego starannie przygotowanego przemówienia przez radio w 1940 roku, w którym zwracała się do przesiedlonych dzieci – wzruszającej mowy wygłoszonej głosem małej dziewczynki po niezliczonych próbach, by opanować kwestie oddechu i akcentów

– Elżbieta prawie się nie udzielała na niwie państwowej aż do końca wojny. W 1944 roku pojechała z rodzicami do walijskich górników, wygłosiła pierwsze przemówienie na żywo w Londynie w Szpitalu Dziecięcym Królowej Elżbiety oraz w NSPCC[53], wodowała swój pierwszy pancernik oraz wzięła udział w swoim pierwszym oficjalnym obiedzie wydanym przez Pałac Buckingham na cześć premierów dominiów brytyjskich.

Kiedy Anglia świętowała zwycięstwo w Europie 8 maja 1945 roku, Elżbieta dołączyła do swej rodziny i premiera Winstona Churchilla na balkonie pałacu Buckingham, aby pozdrowić wiwatujące tłumy.

Tamtego wieczoru ona i Małgorzata93 wymknęły się z niewoli pałacu wraz z Crawfie, Toni de Bellaigue i koniuszym króla w charakterze przyzwoitek. W grupie szesnastu osób znalazła się ich kuzynka Margaret Rhodes oraz kilku oficerów gwardii, w tym Henry Porchester[54], który przez całe życie będzie jej przyjacielem i najbliższym doradcą w sprawie hodowli koni i wyścigów. Dumnie obnosząc mundur ATS, przyszła królowa, ująwszy pod łokieć przyjaciółki, przedzierała się przez tłum, prąc przed siebie po St. James’s Street i w radosnym korowodzie tańcząc tańce conga,

lambeth walk i hokey-cokey. Gdy grupa wróciła do ogrodzenia pałacowego, księżniczki przyłączyły się do tłumu wołającego:

„Chcemy króla; chcemy królową!” i wiwatowały, kiedy na balkonie pojawili się ich rodzice. Elżbieta i Małgorzata wślizgnęły się na teren pałacu przez bramę ogrodową, potem zaś ówczesna królowa „podała nam kanapki, które sama zrobiła”94, wspominała Toni de Bellaigue.

Nazajutrz wieczorem świętowanie trwało. „Znowu w tłumie”, zanotowała Elżbieta w swoim pamiętniku. „Embankment, Picadilly, Pall Mall, przeszłam całe mile. Widziałam rodziców na balkonie o 12.30 – jadłam, bawiłam się, poszłam spać o trzeciej nad ranem!”95. „Była to wyjątkowa eksplozja wolności osobistej”, napisała Margaret Rhodes, „jakby Kopciuszek na opak, bo one mogły udawać, że są zwykłymi, nieznanymi nikomu osobami”96.

Trzy miesiące później grupa wyprawiła się na miasto ponownie, by świętować zwycięstwo nad Japonią. Raz jeszcze „przeszłyśmy całe mile”, wedle zapisków Elżbiety. „Zajrzałyśmy do Ritza […]

napiłyśmy się czegoś w hotelu Dorchester, dwukrotnie widziałyśmy rodziców, choć jedynie z daleka, tyle było ludzi”97. Przy tej okazji Elżbietę rozpoznano i wiwatowano na jej cześć, mimo że policja upomniała świętujących, że „księżniczki życzą sobie, by traktowano je jak osoby prywatne i pozwolono im pójść w swoją stronę”98.

Gdy skończyła się wojna, Elżbieta miała zaledwie dziewiętnaście lat. Chociaż parę lat życia spędziła za murami Windsoru, zyskała doświadczenia, jakie nie stałyby się jej udziałem, gdyby dorastała w warunkach typowych dla latorośli rodziny królewskiej. Zobaczyła swoich rodziców w nowym, bohaterskim świetle jako ucieleśnienie obowiązku i heroicznej służby, osobiście odczuła wojenne straty i miała do czynienia z osobami spoza kręgu królewskiego. Przejęła nowe obowiązki i miała szansę wejrzeć w to, jak będzie wyglądać następny etap jej życia, nie tylko jako przypuszczalnej następczyni tronu, lecz przede wszystkim jako kobiety – co było jej sekretem pilnie strzeżonym z dyskrecją, która będzie jej znakiem szczególnym w następnych dziesięcioleciach. Wkroczyła w czas wojny jako mała dziewczynka, a teraz była już dorosłą kobietą.

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

„Ludzie pomyśleli w tamtym momencie: «Aha!»”.

Księżniczka Elżbieta i Filip wymieniają wiele mówiące spojrzenia podczas ślubu ich kuzynki lady Patricii Mountbatten, październik 1946 r. © TopFoto/The Image Works.

Rozdział II

Małżeństwo z miłości

„Był cały batalion energicznych młodych mężczyzn”1, wspominała lady Anne Glenconner[55], której rodzice, hrabiostwo Leicester, byli przyjaciółmi i sąsiadami Jerzego VI i jego żony w Sandringham w hrabstwie Norfolk. Jednakże Lilibet „złapała los za rogi i w bardzo młodym wieku szczęśliwie oddała serce Filipowi. Był ideałem –

przystojnym zamorskim księciem”.

Jej wybór pod pewnymi względami nie odbiegał od tradycji, gdyż księżniczkę i Filipa łączyły więzy krwi, aczkolwiek nie na tyle blisko, by wywołać dezaprobatę. Byli dalekimi krewnymi, mieli tych samych prapradziadków, królową Wiktorię i księcia Alberta. Właściwie w żyłach Filipa płynęło więcej królewskiej krwi niż w żyłach Elżbiety, której matka wywodziła się tylko z angielskiej arystokracji (i łączyły ją bardzo odległe związki z królami Anglii i Szkocji), podczas gdy jego rodzicami byli księżna Alicja Battenberg[56] (prawnuczka królowej Wiktorii) i książę Andrzej Grecki[57], potomek duńskiego księcia[58]

wyznaczonego na tron Grecji w połowie dziewiętnastego wieku.

Lilibet i Filip byli spokrewnieni z większością europejskich rodów panujących, które od stuleci łączyła wspólnota krwi. Królowa Wiktoria i jej mąż byli jeszcze bliżej spokrewnieni: mieli tę samą babkę, księżnę wdowę Koburga[59]. Matka Wiktorii (nosząca również imię Wiktoria) i ojciec Alberta, Ernest, byli rodzeństwem.

Poza tym Filip odstawał pod każdym względem. Ówczesna królowa nie ukrywała, iż w roli męża dla córki widziałaby raczej któregoś z arystokratycznych przyjaciół młodej Elżbiety, wywodzącego się z rodziny takiej jak Strathmore’owie – a więc przyszłego diuka Grafton, Rutland czy Buccleuch – bądź Henry’ego Porchestera, przyszłego hrabiego Carnarvon. Filip nie mógł się pochwalić równie rozległymi posiadłościami, w gruncie rzeczy w ogóle nie miał wiele pieniędzy.

Chociaż przyszedł na świat 10 lipca 1921 roku na wyspie Korfu, spędził w Grecji niecały rok, zanim całą rodzinę wygnano z ojczyzny w wyniku przewrotu. Rodzice zabrali go wraz z czterema starszymi siostrami do Paryża, gdzie mieszkali za darmo w domu należącym

do bogatych krewnych. Dumny żołnierz zawodowy o ekstrawertycznej osobowości i wysokiej inteligencji skończył bez stałego zajęcia, podczas gdy Alicja (po ślubie znana oficjalnie jako księżna Grecji i Danii) z trudnością radziła sobie z zapewnieniem bytu dużej rodzinie – jedną z przyczyn była jej wrodzona głuchota.

Mimo to Filip z początku kwitł w tym zdominowanym przez kobiety domu, którego był pępkiem. Uczęszczał do amerykańskiej szkoły w Saint-Cloud, nauczył się płynnie mówić po francusku i rozwinął

asertywną osobowość.

Wszelako jego szczęśliwe dzieciństwo skończyło się po tym, jak rodzice wysłali go do Cheam School, angielskiej szkoły z internatem, kiedy miał osiem lat. Rok później jego matka przeżyła załamanie nerwowe i na parę lat wylądowała w sanatorium, co zaowocowało trwałą separacją z mężem. Ostatecznie przeniosła się do Aten, gdzie założyła klasztor prawosławny i z religijnym zapałem poświęciła się dobroczynności.

Książę Andrzej również nie uczestniczył w życiu syna, prowadząc życie „birbanta”2 w Monte Carlo z kochanką i utrzymując się z niewielkiego dożywocia, podczas gdy krewni i przyjaciele o dobrym sercu pokrywali czesne za szkołę Filipa. Cztery siostry Filipa powychodziły za zamożnych niemieckich książąt – z których część miała powiązania z partią nazistowską – i przyjmowały młodszego brata pod swoim dachem w każde wakacje, dopóki wzmagające się zacietrzewienie Hitlera tego nie uniemożliwiło. Gdy Filip był

nastolatkiem, dotknęły go dwie tragedie: najpierw jego siostra Cecylia z bliskimi zginęła w katastrofie lotniczej, a rok potem zmarł

na raka jego ulubiony wuj i opiekun, George Mountbatten[60], drugi markiz Milford Haven.

Filip był skazany na życie włóczęgi i wygnańca, nie miał ani domu, ani rodziców, którzy by go utrzymywali. Zapytany wiele lat później o wykorzenienie za młodu, powiedział: „Rodzina się rozpadła. […]

Musiałem to przeboleć. Człowiek przywyka. Tak trzeba. To konieczność”3. Cheam School opuścił w 1933 roku i następny rok spędził w Schule Schloss Salem, niemieckiej szkole internatowej prowadzonej przez postępowego żydowskiego wychowawcę zwącego się Kurt Hahn. Po tym jak naziści na krótko zatrzymali Hahna, uciekł

on w 1934 roku na wybrzeże Morza Północnego w Szkocji i tam założył Gordonstoun School, do której rychło zapisał się Filip.

Edukacyjna filozofia Gordonstoun School kładła nacisk

na przywództwo, służbę i wytrzymałość fizyczną (ciężkie ćwiczenia, zimne prysznice) oprócz pracy akademickiej. Filip sprostał wymogom i stał się przewodniczącym szkoły (zwanym „opiekunem”). „Był

jednym z tych chłopców, którzy od wczesnych lat pełnili bezinteresowną służbę, i nigdy nie domagał się przywilejów z racji swego urodzenia”4, wspominał Hahn. W raporcie końcowym Hahn napisał, że Filip jest „urodzonym przywódcą”, któremu „trzeba rygorystycznych wymogów służby w istotnej sprawie, aby mógł oddać sobie sprawiedliwość”5. Dyrektor szkoły dostrzegł w nim

„inteligencję i ducha” oraz „brawurę” i odnotował, że cechy przywódcze Filipa „bywają czasami skażone niecierpliwością i nietolerancją”6.

Znalazłszy się w Wielkiej Brytanii, Filip dostał się pod skrzydła tamtejszych krewnych, głównie babki Battenberg[61] (wdowy po markizie Milford Haven, która zajmowała apartamenty w pałacu Kensington przydzielone jej za zasługi dla władcy) oraz młodszego brata matki, Louisa „Dickiego” Mountbattena, późniejszego pierwszego hrabiego Mountbatten-Birmy, który wytrwale wspomagał

swoich królewskich krewniaków.

Mierzący sześć stóp[62], mający szlachetne rysy twarzy, intensywnie niebieskie oczy i blond włosy Filip był istnym adonisem, jak również sportowcem i zajmującym towarzyszem emanującym pewnością siebie i odrobiną zuchwalstwa. Był pomysłowy i żwawy, nie brakowało mu inwencji, lecz przy tym lubił samotność i cechowała go szorstka defensywność wynikająca z emocjonalnej deprywacji. „Książę Filip jest bardziej wrażliwym człowiekiem, niż widać na pierwszy rzut oka”, stwierdziła jego kuzynka Patricia Mountbatten, starsza córka Dickiego. „Miał ciężkie dzieciństwo i życie wyposażyło go w twardy pancerz, aby mógł przetrwać”7.

Jako kuzyni, Filip i młoda Elżbieta spotkali się dwukrotnie, pierwszy raz na rodzinnym ślubie[63] w 1934 roku, a później na koronacji króla Jerzego VI w 1937 roku. Lecz dopiero 22 lipca 1939 roku, gdy rodzice zabrali księżniczki do Royal Naval College[64]

w Dartmouth, trzynastoletnia Elżbieta spędziła nieco czasu z Filipem będącym wówczas kadetem w trakcie szkolenia.

Na prośbę Dickiego Mountbattena, oficera brytyjskiej marynarki, Filip został zaproszony na lunch i podwieczorek z rodziną królewską.

Crawfie zauważyła iskrzenie, później zaś napisała, że Lilibet „nie

potrafiła oderwać od niego oczu”, chociaż on „nie zwracał na nią większej uwagi”8 – w czym nie ma nic dziwnego, jako że był już obytym w świecie mężczyzną, a ona ledwie wkraczała w wiek dojrzewania. Znacznie bardziej wymowna była głębia i trwałość zauroczenia Elżbiety i jej determinacja, aby go poślubić.

Podczas wojny Filip sporadycznie przyjeżdżał z wizytą do kuzynek mieszkających na zamku w Windsorze, a gdy służył na morzu, korespondował z księżniczkami. Odbywał służbę w marynarce wojennej na Morzu Śródziemnym i na Pacyfiku i otrzymał pochwałę za odwagę po bitwie u przylądka Matapan przeciwko siłom włoskim w 1941 roku. Przyjaciele i krewni wychwycili nutę romansu między Filipem i Elżbietą w okolicach Bożego Narodzenia 1943 roku, gdy Filip przebywał w Windsorze na urlopie z okazji świąt i oglądał

Elżbietę, podówczas siedemnastoletnią, w pantomimie Aladyn.

Wkrótce potem królowa Maria napisała do swojej przyjaciółki Mabell, hrabiny Airlie[65], że kuzynostwo „jest w sobie zakochane od półtora roku. A nawet dłużej, jak myślę”9. Filip ujął króla Jerzego VI, który powiedział do swojej matki, że młodzieniec ten jest „bystry, ma poczucie humoru i zapatruje się na różne sprawy we właściwy sposób”10. Wszelako oboje rodzice uważali, że Lilibet jest za młoda, aby przyjmować zaloty poważnego konkurenta.

Filip przyjechał z wizytą do Balmoral latem 1944 roku i napisał

później do ówczesnej królowej, jak wielki urok miały dla niego

„zwykłe radości i rozrywki rodzinnego życia i uczucie, że może brać w nich udział”11. W grudniu tego samego roku, podczas gdy Filip pełnił służbę, jego ojciec zmarł z powodu nagłego zatrzymania akcji serca w wieku sześćdziesięciu dwóch lat w swoim pokoju w hotelu Metropole w Monte Carlo. Pozostawił12 swemu

dwudziestotrzyletniemu synowi tylko parę skrzyń z ubraniami, pędzel do golenia z uchwytem z kości słoniowej, spinki do mankietów oraz sygnet, który Filip będzie nosił przez resztę życia.

Kiedy Filip brał udział w rejsie na Dalekim Wschodzie, Lilibet cieszyła się wolnością okresu powojennego. W sierpniu 1945 roku, wiodąc wiejskie życie w Balmoral, podchodziła jelenie, urządzała pikniki na wrzosowiskach i śpiewała „piosnki i przyśpiewki”13

ze swoimi rodzicami. Jedyną niespodziewaną przykrością, jaka ją wtedy spotkała, była śmierć jej niani, Allah, w grudniu 1945 roku.

Allah zmarła po krótkiej chorobie w trakcie obchodów Bożego

Narodzenia w Sandringham, którą to posiadłość znów otwarto po sześcioletniej przerwie.

Wróciwszy do Londynu jesienią tamtego roku, Lilibet otrzymała w pałacu Buckingham własne apartamenty z widokiem na Big Bena i z obiciami w „cielistoróżowej”14 tonacji oraz własny mały dwór, na który składały się dwie dworki, lokaj (zwany również paziem), pokojówka i Bobo, obecnie pełniąca funkcję garderobianej (garderobiana to wedle nomenklatury pałacu królewskiego pokojówka doglądająca prywatnych spraw swojej pani). Zaprosiła swoją dworkę panią Gibbs15[66], swoją kuzynkę lady Margaret Cambridge[67] oraz kilku gwardzistów na przyjęcie urządzone w ścianach Sandringham, włączyła głośno radio, zabawiała gości przy kolacji i wspólnie z nimi bawiła się w różne gry.

Podczas przyjęcia wydanego przez Grenfellów w ich domu w Belgravii w lutym 1946 roku w celu uczczenia pokoju księżniczka ujęła Laurę Grenfell „absolutną naturalnością. […] Zaczyna od miłego żarciku albo poufałej uwagi. […] Doprowadziła wszystkich do śmiechu opowieścią o strażniku, któremu spadła czapka przy prezentowaniu broni”16. Elżbieta „tańczyła do upadłego”. „Bawiła się wyśmienicie”, podczas gdy „umundurowani gwardziści ustawiali się w kolejce”17.

Filip ostatecznie wrócił do Londynu w marcu 1946 roku.

Zamieszkał w domu Mountbattenów na Chester Street, gdzie kamerdyner wuja dbał o jego znoszoną odzież. Bywał częstym gościem18 w pałacu Buckingham, pod który zajeżdżał przez boczną bramę z rykiem silnika swojego czarnego sportowego MG, aby zjeść kolację z Lilibet w jej saloniku pod czujnym okiem Crawfie towarzyszącej im w charakterze przyzwoitki. Małgorzata także była w pobliżu i Filip włączał ją w ich szalone zabawy, gry w piłkę czy biegi urządzane na długich korytarzach. Crawfie ujął pogodny urok Filipa i jego swoboda – stanowiąca rażący kontrast dla staromodnych dworzan otaczających monarchę.

Podczas miesięcznego pobytu w Balmoral latem 1946 roku Filip oświadczył się Elżbiecie, a ona przyjęła oświadczyny natychmiast, nawet nie pytając rodziców. Jej ojciec wyraził zgodę pod warunkiem, że para zachowa zaręczyny w sekrecie do czasu, aż będą mogły być oficjalnie ogłoszone po dwudziestych pierwszych urodzinach księżniczki w kwietniu następnego roku. Podobnie jak ona Filip nie

był wylewny na pokaz, toteż nie miał trudności z ukrywaniem uczuć.

Ujawnił je jednak na niwie prywatnej we wzruszającym liście do ówczesnej królowej, w którym zastanawiał się, czy zasługuje na „wszystkie dobre rzeczy, jakie spotkały mnie”, szczególnie na „to, by zakochać się tak całkowicie i szczerze”19.

Dworzanie oraz królewscy przyjaciele i krewni z kręgów arystokracji podchodzili do Filipa z podejrzliwością, traktując go jak ubogiego intruza. Drażnił ich jego rzekomy brak szacunku dla starszych. Przede wszystkim jednak widzieli w nim obcokrajowca, a konkretnie „Niemca” bądź w gorszych chwilach nawet „Huna”, co było bardzo dyskredytującym określeniem po niedawno zakończonym krwawym konflikcie. Mimo że jego matka przyszła na świat w zamku w Windsorze, a on sam pobierał nauki w Anglii i godnie służył w brytyjskiej marynarce wojennej, Filip pod nazbyt wieloma względami przypominał człowieka z kontynentu, a poza tym brakowało mu klubowego oparcia „Old Etonians”. Co więcej, duńska rodzina królewska, która władała w Grecji, w dużej mierze była niemiecka, tak jak Niemcem był jego dziad w linii żeńskiej, książę Ludwik Battenberg[68]; kwestia małżeństw jego sióstr z Niemcami nadal pozostawała drażliwa.

Powszechnie ignorowano fakt, że niemiecka krew zasiliła brytyjską rodzinę królewską już w osiemnastym wieku. Po Chwalebnej Rewolucji w 1688 roku, kiedy to katolicki król Jakub II[69] musiał się salwować ucieczką z Anglii, tron objęła jego córka Maria II[70],

protestantka, z mężem Wilhelmem III[71]. Po ich śmierci na tron wstąpiła siostra Marii, królowa Anna[72], i panowała do swojej śmierci w 1714 roku. Jako że Anna nie pozostawiła żyjących potomków, zastosowano postanowienia Ustawy o następstwie tronu ( The Act of Settlement) z 1701 roku, konstytucyjnego prawa przegłosowanego przez parlament w celu zapewnienia, że koronę Anglii będzie mógł nosić wyłącznie protestant. Ustawa głosiła, że prawo sukcesji mają wyłącznie potomkowie Zofii Doroty[73],

elektorowej Hanoweru, wnuczki Jakuba I[74]. W chwili śmierci królowej Anny następcą tronu był syn Zofii Doroty, Jerzy Ludwik, który objął panowanie jako Jerzy I Hanowerski[75]. Ani on, ani jego syn, późniejszy król Jerzy II[76], nie mówili po angielsku. Król Jerzy III[77], który zasiadł na tronie w 1760 roku, był pierwszym członkiem dynastii hanowerskiej urodzonym w Wielkiej Brytanii.

W dziewiętnastym wieku niemiecka krew w brytyjskiej rodzinie królewskiej została jeszcze wzmocniona, gdy Edward diuk Kentu[78],

czwarty syn Jerzego III, ożenił się z księżniczką Saksonii-Koburga-Saalfeldu[79] i spłodził księżniczkę Wiktorię, która wstąpiła na tron po śmierci swego wuja, króla Wilhelma IV[80]. Królowa Wiktoria również przyłożyła się do wzmocnienia linii niemieckiej, biorąc za męża Alberta, księcia Saksonii-Koburga-Gothy, i przybierając jego nazwisko. Z kolei ich wnuk, Jerzy V, poślubił księżniczkę Wiktorię Marię von Teck, która była córką Niemca, księcia Franciszka von Teck. Choć przyszła na świat w pałacu Kensington, późniejsza królowa Maria zawsze mówiła z lekkim niemieckim akcentem.

Podczas pierwszej wojny światowej, pośród antyniemieckiej fobii w Wielkiej Brytanii, król Jerzy V podjął strategiczną decyzję, by przepędzić germańskiego ducha z wizerunku rodziny królewskiej.

Królewska proklamacja przekształciła dynastię Saksonii-Koburga-Gothy w dynastię Windsorów, wykorzystując nazwę starej siedziby królów Anglii. Równocześnie dokonano anglicyzacji nazwisk pobocznych członków rodziny: Battenbergowie przybrali miano Mountbatten, a Teckowie – Cambridge oraz Athlone.

Żadna krytyka niemieckiego pochodzenia Filipa ani niezadowolenie z jego śmiałego zachowania nie trafiały do księżniczki Elżbiety.

Pomysłowy i pociągająco skomplikowany, stanowił świeży powiew dla przypuszczalnej następczyni tronu. Było jasne, że nie okaże się ani łatwy w pożyciu, ani nudny, co groziło w wypadku każdego kandydata podsuwanego jej przez matkę. Podobnie jak księżniczka Filip był

obowiązkowy i służbisty, lecz przy tym wykazywał się brakiem poszanowania, co mogło być dla niej ulgą pod koniec męczącego dnia. O ile ona prowadziła poukładaną egzystencję, o tyle jego życie było pełne swobody; nie pętały go ani dobra ziemskie, ani rywalizacja będąca nieodłączną składową życia każdego brytyjskiego arystokraty. Zdaniem ich wspólnej kuzynki, Patricii Mountbatten, księżniczka dopatrzyła się także za ochronną skorupą Filipa

„zdolności do miłości, która czekała tylko, by ją odkryć, co też Elżbieta uczyniła”20.

Księżniczkę „nietrudno było pokochać”, stwierdziła Patricia Mountbatten. „Piękna, zabawna i wesoła. Świetna partnerka do tańca czy wspólnych wypraw do teatru”21. Na przestrzeni siedmiu lat od ich poznania Lilibet (jak teraz nazywał ją Filip, zwracając się

do niej również per „kochanie”) faktycznie stała się pięknością, a jej urok wzmagała jeszcze przyrodzona filigranowość. Nie miała klasycznych rysów, lecz raczej to, co Time nazywał atrakcyjnością

„dziewczyny z posteru”22: duży biust (odziedziczony po matce), wąskie ramiona, talię jak osa i zgrabne nogi. Kręcone ciemne loki okalały jej twarz o porcelanowej cerze z policzkami, które Cecil Beaton nazwał „cukierkoworóżowymi”23, z żywymi niebieskimi oczyma i wydatnymi wargami, które wyginały się w olśniewający uśmiech, po którym rozlegał się zaraźliwy śmiech. „W pewnym sensie otwiera się, śmiejąc”, powiedziała jej kuzynka Margaret Rhodes.

„A śmieje się całą twarzą”24.

Nie było nic wyzywającego ani nawet szczególnie stylowego w wyglądzie Elżbiety. Do późnych lat nastoletnich zarówno ona, jak i jej siostra ubierały się w dziecięce stroje, głównie dlatego, że trzeba było zapanować nad Małgorzatą, która „zawsze bardzo chciała być do przodu”25, jak wyjaśniała Anne Glenconner, dobra przyjaciółka Małgorzaty. Dopiero skończywszy dziewiętnasty rok życia, Lilibet zaczęła sama dobierać sobie garderobę, lecz nawet wtedy skłaniała się ku stylowi konserwatywnemu i pastelowym kolorom, faworyzowanym przez jej matkę, unikając przy tym odsłonięcia choćby odrobiny dekoltu. Crawfie musiała ją zmuszać do włożenia odważnej czerwonej sukienki wieczorowej z plisowanym dołem i dopasowaną górą z białego jedwabiu – „jednej z najcudniejszych kiecek, jakie kiedykolwiek nosiła”26, jak podsumowała guwernantka. Księżniczkę intrygował proces zamawiania szytych na miarę strojów u królewskiego projektanta mody Normana Hartnella – rysunki, modele i przymiarki. Nie miała jednak cierpliwości do patrzenia w lustro. Próżne wdzięczenie się było obce jej naturze.

Prasa pochwyciła romans między kuzynostwem już w październiku 1946 roku podczas ślubu Patricii Mountbatten z lordem Brabourne[81] w opactwie w Romsey. Filip witał gości i kiedy na miejsce przybyli członkowie rodziny królewskiej, odprowadził ich od samochodu do drzwi kościoła. Księżniczka obróciła się, zdejmując futro, a aparaty fotograficzne uchwyciły tę parę wpatrującą się w siebie z uczuciem. „Myślę, że ludzie pomyśleli w tamtym momencie: «Aha!»”27, wspominała Patricia Brabourne. Wszakże nie doszło do oficjalnego potwierdzenia i oboje narzeczeni dalej

prowadzili aktywne życie towarzyskie. Zaprzyjaźnieni gwardziści eskortowali Elżbietę do restauracji i modnych klubów, takich jak The 400, a Filip zabierał ją i Małgorzatę na przyjęcia i do teatru. Nie miał wszakże wyłączności na tańczenie z przypuszczalną następczynią tronu.

Lilibet przybywało obowiązków w tym, co jej ojciec kpiąco nazywał

„Firmą Królewską”28 (w późniejszym czasie nazwa ta uległa skróceniu do „Firma”). W lipcu 1945 roku rodzice zabrali księżniczkę do Irlandii Północnej – był to jej pierwszy lot samolotem.

Osiem miesięcy później wróciła z samodzielną wizytą do prowincji składającej się z sześciu hrabstw, w których dominowali protestanci w momencie podziału Irlandii przez rząd brytyjski w 1922 roku.

Irlandia była kolonią brytyjską, odkąd król Henryk II najechał ją w dwunastym stuleciu. Po prawie ośmiu wiekach panoszenia się Anglików irlandzcy nacjonaliści zbuntowali się w 1916 roku, co wywołało okrutną sześcioletnią wojnę o niepodległość, która doprowadziła do podziału kraju. Północ (znana także pod nazwą Ulster) pozostała w obrębie Zjednoczonego Królestwa, natomiast dwadzieścia sześć hrabstw na południu, w większości katolickich, przeistoczyło się w Wolne Państwo Irlandzkie o statusie dominium brytyjskiego (podobnego do Kanady i Australii), które niechętnie uznawało brytyjskiego monarchę za głowę państwa.

Jerzy VI nie przestał być najważniejszym nauczycielem córki.

Podczas długich spacerów po posiadłościach w Sandringham, Balmoral i Windsorze udzielał jej rad i dzielił się z nią swymi poglądami na temat rządzenia i polityki.

Popularność Jerzego VI sięgnęła szczytu, lecz powojenne lata okazały się dlań trudne. W lipcu 1945 roku Partia Pracy zyskała większość w parlamencie. Po bohaterskim doprowadzeniu kraju do pokoju Winston Churchill, powiernik króla i ceniony przezeń partner, został zastąpiony na Downing Street 10 przez Clementa Attlee, przewodniczącego Partii Pracy. Attlee był nie tylko małomówny i powściągliwy, ale też hołdował socjalizmowi – ambitnie widząc swoją partię na czele zmian mających zaprowadzić w Anglii państwo opiekuńcze, znacjonalizować przemysł i wyrównać różnice w zamożności społeczeństwa – co było obrazą dla pary królewskiej (aczkolwiek ówczesna królowa z wielką przenikliwością podsumowała go następująco: „praktyczny człowieczek […] raczej

chytry […], trudny we współżyciu, ale dość szybko zmiękł”29). Król Jerzy VI bez wahania wyrażał oburzenie w domowym zaciszu, lecz oficjalnie pozostał skrajnie neutralny. Jego starsza córka widziała, że stres związany z pracą go wyniszcza. Zaczął chorować na miażdżycę, która negatywnie wpłynęła na krążenie w kończynach dolnych i przysparzała mu znacznego bólu. Jednakże zamiast trochę spasować, nadal pracował do późna, kopcąc jak komin.

W dniu 1 lutego 1947 roku król Jerzy VI z małżonką i obiema córkami rozpoczął pierwszą oficjalną podróż zagraniczną – rodzina królewska miała spędzić trzy miesiące w koloniach brytyjskich: Południowej Afryce i Rodezji, oraz dodatkowo miesiąc w podróży oceanicznej na czterdziestotonowym pancerniku HMS Vanguard, którego kajuty admiralskie przerobiono na apartamenty dzienne oraz kabiny sypialne udekorowane scenami miejskimi Londynu i umeblowano sofami i krzesłami obitymi przyjemną dla oka tapicerką w kolorach kości słoniowej, błękitu i beżu oraz innymi sprzętami z drzewa jedwabnego. W otoczeniu dziesięciu towarzyszących im osób opuścili Anglię, odbijając z Portsmouth w ponury dzień, gdy Wielka Brytania cierpiała od długiej zimy, racjonowania żywności i braków paliwowych.

W trakcie tej podróży Lilibet wyrosła na główną osobistość rodziny królewskiej i zapoznała się z odległymi zakątkami, do których sięgała władza Brytyjczyków. Idea Commonwealthu zaczęła nabierać kształtów w początkach dwudziestego wieku, skutkując stopniową zmianą statusu dotychczasowych kolonii brytyjskich, zyskujących niepodległość, lecz nie zrywających związków z Koroną. To, co w 1949 roku miało stać się znanym nam obecnie

Commonwealthem, nadal było niewykrystalizowane, wszelako Jerzy VI pragnął zaszczepić w przypuszczalnej następczyni tronu oddanie krajom wchodzącym niegdyś w skład mocarnego Imperium Brytyjskiego. Na poziomie prywatnym rozłąka z Filipem upewni ją w wyborze i pozwoli pobyć we własnym gronie „naszej czwórce”, jak pieszczotliwie nazywał swoją rodzinę król Jerzy VI.

Pierwsze parę dni30 na pokładzie przyprawiło wszystkich podróżników o chorobę morską i skazało na zamknięcie w kajutach, podczas gdy na zewnątrz szalały podmuchy i fale tak silne, że królewska bandera – czerwono-złoto-granatowa flaga przedstawiająca lwy wspięte i kroczące oraz złotą harfę – został

podarty na strzępy. Gdy już wpłynęli w strefę podzwrotnikową,

po zachodzie słońca księżniczki ubrane w kwieciste sukienki i z gołymi głowami opierały się o reling, wylegiwały na pokładzie strzelniczym, biorąc udział w zawodach strzelania, i bawiły się w łapanego z hałaśliwymi oficerami marynarki. Król Jerzy VI, w samej koszuli i krótkich spodniach, z których wystawały mu patykowate nogi, grywał z midszypmenami w odmianę tenisa uprawianą tradycyjnie na statkach, mając za widownię panie. Kiedy okręt mijał równik, załoga urządziła tradycyjny chrzest, w którym wystąpili poprzebierani marynarze w perukach i spódniczkach pod wodzą Neptuna z trójzębem. „Nowicjusze” po raz pierwszy przekraczający równik byli oblewani wodą i dręczeni na inne sposoby, aczkolwiek księżniczkom tylko przypudrowano twarze gąbeczkami niezwykłej wielkości.

Elżbieta miała przy sobie fotografię31 narzeczonego i przez całą podróż wymieniała z nim korespondencję, opisując kolejne przygody.

Księżniczki zachwycały się32 pięknem dramatycznego południowoafrykańskiego krajobrazu i pamiętając braki w londyńskich sklepach, dziwowały się obfitości żywności i innych towarów, których było pod dostatkiem. Siedząc na lotnisku na terytorium Zulusów, Lilibet i Małgorzata szeroko otwartymi oczyma przyglądały się pięciu tysiącom półnagich wojowników ubranych tylko w przepaski biodrowe, zwierzęce skóry, koraliki i pióra, którzy potrząsali dzidami i tarczami, śpiewając i tupiąc w imponującym tańcu plemiennym. Z otwartymi ustami wpatrywały się w Wodospady Wiktorii, zafascynowane obserwowały dziką zwierzynę w Parku Narodowym Krugera, wypuszczały się na wycieczki po szlakach Gór Smoczych na terenie parku narodowego Royal Natal i zbierały pióra strusi. Mimo to Elżbieta nie przestawała mieć poczucia „winy, że wyrwaliśmy się do słońca, podczas gdy wszyscy marzną”, jak napisała do królowej Marii.

„Dochodzą nas takie okropne wieści o pogodzie i sytuacji na rynku paliw w domu. […] Mam szczerą nadzieję, że nie ucierpiałaś zbytnio”33.

Podróż rodziny królewskiej odbywała się zgodnie z bezlitosnym planem, którego jednym z punktów było trzydzieści pięć dni na pokładzie White Train – tzw. białego pociągu, składu czternastu klimatyzowanych wagonów w kolorze kości słoniowej i złota.

Elżbieta widziała, jak rodzice wywiązują się ze swoich obowiązków i okazują żywe zainteresowanie, znosząc niekończące się powitania

i hołdy oraz oglądając wszelkiego rodzaju przedstawienia i ceremonie. Teraz była naocznym świadkiem stresu spowodowanego ciągłym byciem na cenzurowanym – uczucia, „jakby z człowieka czasem wysysano wszystkie siły”34, jak opisała to jej matka w połowie podróży, zwracając się do swojej siostrzenicy. Zobaczyła niejeden wybuch ojca, kiedy był zmęczony lub zdenerwowany, widziała, jak jej matka hamuje jego „zgrzytanie zębów”35 umiejętnym dotknięciem w ramię. Czy to z powodu niezdiagnozowanej ukrytej choroby, czy też ze skumulowanego wysiłku król wyraźnie tracił

na wadze.

W Południowej Afryce panowały niepokoje – tym z gruntu czarnym krajem rządziła biała mniejszość podzielona na Afrykanerów głównie holenderskiego pochodzenia oraz Anglików, co stanowiło mający groźne konsekwencje spadek po dziewiętnastowiecznych wojnach burskich, podczas których Anglicy brutalnie stłumili powstania holenderskich osadników i stworzyli kolonie brytyjskie. Po części ta podróż była ze strony Jerzego VI gestem mającym na celu promowanie porozumienia i okazanie wsparcia premierowi, marszałkowi polnemu Janowi Smutsowi, Afrykanerowi

wykształconemu w Anglii.

Gdy Smuts przystępował do wyborów powszechnych w 1948 roku, wielu Afrykanerów czuło, że zbytnio sprzyja Wielkiej Brytanii i czarnym. O ile bowiem był przeciwny dawaniu czarnym władzy politycznej, o tyle popierał paternalistyczną politykę w celu poprawy poziomu ich życia. Natomiast opozycyjna Partia Narodowa była w całości za polityką apartheidu, segregacją rasową i dominacją białych. Ostatecznie proapartheidowi ekstremiści pokonali Smutsa i jego partię, wtrącając Południową Afrykę na kurs izolacjonistyczny na niemal półwiecze. Lilibet widziała, jak widzowie uroczystości byli dzieleni ze względu na rasę, i pojmowała podziały polityczne pomiędzy białymi. Jej wgląd w represyjne działania na terenie Południowej Afryki i Rodezji okazał się bezcenny w późniejszym czasie, gdy miała do czynienia z kwestiami rasowymi grożącymi rozdarciem Commonwealthu.

Księżniczka Elżbieta podczas przemowy z okazji jej dwudziestych pierwszych urodzin w Kapsztadzie w Południowej Afryce, 21 kwietnia 1947. Associated Press.

Istotnym dla Elżbiety punktem tamtej podróży były jej dwudzieste pierwsze urodziny w dniu 21 kwietnia. Południowa Afryka świętowała uzyskanie przez nią pełnoletności jak święto narodowe, urządzając

parady wojskowe, wydając bal na jej cześć, puszczając sztuczne ognie i darowując księżniczce naszyjnik z dwudziestu jeden diamentów, który przyjęła z rąk Smutsa. Z okazji wkroczenia w dorosłość Elżbieta wygłosiła elokwentną mowę skierowaną do młodych ludzi, którzy tak jak ona doświadczyli „strasznych i wspaniałych lat drugiej wojny światowej”36. Mowę napisał37

Dermot Morrah, historyk sympatyzujący z monarchią i autor artykułów wstępnych w The Timesie, dopracował ją zaś Tommy Lascalles, który uważał, że w jej tonie słychać „dźwięki trąbek z przemowy Elżbiety I pod Tilbury[82] w połączeniu z nieśmiertelną prostotą słów Wiktorii: «Będę dobra»”38[83].

Czytając tekst po raz pierwszy39, Elżbieta płakała. Zrozumiałe więc jest, czemu wypadła tak autentycznie, mimo że nie ona była autorką przemowy, jak również dlaczego po dziś dzień jest tak wyraźnie emocjonalna. Lascelles powiedział jej: jeśli „dwieście milionów innych osób płacze, gdy cię słyszy […] o to właśnie chodziło”40.

Jej uwagi, które nadano z Kapsztadu „do wszystkich narodów Brytyjskiej Wspólnoty Narodów[84] i Imperium”, trwały sześć minut.

Cieniutkim głosikiem mówiła o Wspólnocie jako o swoim „domu”

i wzywała swoich rówieśników do zdjęcia „brzemienia” z barków starszego pokolenia, które „walczyło i pracowało, i cierpiało, aby uchronić nasze dzieciństwo”, i do stawienia czoła wymogom powojennego świata. „Jeśli wszyscy podążymy naprzód z niezachwianą wiarą, wielką odwagą i spokojem w sercu”, powiedziała, „zdołamy uczynić z dawnego Commonwealthu […] coś jeszcze wspanialszego – jeszcze bardziej przepełnionego wolnością, jeszcze zamożniejszego, szczęśliwszego i wywierającego wpływ na świat z myślą o jego dobru”. Te słowa stały się jej credo odnośnie do Commonwealthu, a zakiełkowały w niej właśnie podczas tamtych trzech miesięcy spędzonych w Afryce, tak jak zaplanował sobie jej ojciec.

Jednakże to jej osobiste przyrzeczenie – „mój uroczysty akt poświęcenia” – pod koniec mowy uczyniło z niej gwiazdę. „Pragnę teraz złożyć pewną deklarację”, powiedziała z wyczuwalnym wzruszeniem. „A jest ona bardzo prosta. Otóż ogłaszam wszem wobec, że całe moje życie, czy to długie, czy krótkie, poświęcę służbie wam i naszej imperialnej rodzinie, do której wszyscy

należymy”. Tylko słowo „imperialny” nie przetrwało próby czasu. Już wtedy czające się odzyskanie niepodległości przez Indie i niepokoje w innych koloniach świadczyły, że Imperium Brytyjskie chwieje się w posadach.

Lilibet rzeczywiście sprawiła, że „gula wzruszenia urosła w gardle milionom”41, nie wyłączając królowej Marii. „Oczywiście, że płakałam”42, napisała do ówczesnej królowej. Przypuszczalna następczyni tronu stała się świeżą przyszłościową twarzą rodziny królewskiej, „solidną i ujmującą” w ocenie Tommy’ego Lascellesa,

„ze zdrowym poczuciem humoru” i zdolnością „oczarowywania starych nudziarzy z wprawą nie mniejszą niż jej matka”43. Zauważył

on również, że księżniczka wykazuje „zdumiewającą troskę o wygodę innych; podobna bezinteresowność nie jest cechą typową dla tej rodziny”44.

Pod wieloma względami afrykańska podróż była wielkim sukcesem rodziny królewskiej, która przypieczętowała swój wizerunek jako ogniwa zapewniającego ciągłość, jedność i stabilność w niepewnych czasach. Członkowie rodziny królewskiej dołożyli starań45, aby zobaczyć każdy zakątek tego regionu, robiąc przestanki w zapadłych wioskach, tak że księżniczki czasami musiały wkładać na szlafroki46

biżuterię, aby zrobić dobre wrażenie. Tłumy wylegające zarówno w miastach, jak i w dziczy były ogromne i przepełnione entuzjazmem, a artykuły w prasie niezwykle pozytywne. Po ponownym wkroczeniu na pokład HMS Vanguard47 pod koniec kwietnia, zanim okręt ruszył

w drogę powrotną, „nasza czwórka” stała na przedniej wieży artyleryjskiej, machając tłumom w dole i przysłuchując się, jak poddani śpiewają coś, co lektor kroniki filmowej ochrzcił „pieśniami nadziei”. Lilibet wróciła do Południowej Afryki dopiero w 1995 roku po upadku apartheidu i wyborze Nelsona Mandeli na prezydenta.

W Londynie Filip pracował jako instruktor w Naval Staff College w Greenwich i z pomocą Dickiego Mountbattena wystarał się o brytyjskie obywatelstwo, które przyznano mu w lutym 1947 roku, po tym jak zrzekł się tytułu księcia Grecji. Jako że nie miał nazwiska, zdecydował się przyjąć miano Mountbatten, co było zanglicyzowaną wersją nazwiska jego matki – Battenberg. Jak się okazało, jego naturalizacja nie była konieczna, ponieważ wszyscy potomkowie elektorowej Zofii Doroty, w tym Filip, byli automatycznie uznawani

za obywateli Wielkiej Brytanii.

Długo odwlekane ogłoszenie zaręczyn nastąpiło 9 lipca 1947 roku, po czym szczęśliwa para została przedstawiona podczas odbywającego się nazajutrz garden party w pałacu Buckingham.

Matka Filipa wydobyła ze skrytki bankowej tiarę, której część diamentów Filip wykorzystał do pierścionka zaręczynowego zaprojektowanego przez londyńskich jubilerów z Philip Antrobus Ltd. Kilka miesięcy później Filip przeszedł ceremonię konfirmacji w Kościele Anglii, którą celebrował arcybiskup Canterbury.

W lipcu 1947 roku księżniczce Elżbiecie przydzielono pierwszego prywatnego sekretarza, żwawego i pogodnie usposobionego urzędnika państwowego nazwiskiem John „Jock” Colville, który wcześniej pełnił funkcję zastępcy prywatnego sekretarza zarówno Neville’a Chamberlaina, jak i Winstona Churchilla za czasów drugiej wojny światowej. Colville miał ambitny plan poszerzenia horyzontów Elżbiety. Kolejnym dowodem na dalekowzroczność królowej Marii jest jej rada udzielona Colville’owi wkrótce po jego mianowaniu na to stanowisko: miał dopilnować, by przypuszczalna następczyni tronu dużo podróżowała, spotykała się z osobami spoza swej klasy społecznej, a nawet poznawała polityków Partii Pracy. Colville żałował, że Elżbieta nie jest tak zaangażowana politycznie, jak by sobie życzył, lecz potrafił też docenić jej wartość wynikającą z „prawdziwości”48. Postarał się, by przeglądała telegramy z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, słuchała debat na temat polityki zagranicznej toczących się w Izbie Gmin i spędziła dzień na sali sądu dla nieletnich, a także uczestniczyła w proszonym obiedzie u premiera na Downing Street 10, na który zostali zaproszeni również dobrze się zapowiadający politycy Partii Pracy.

Filip miał już wtedy własnego kamerdynera i ochroniarza i większość czasu przed ślubem, mającym się odbyć 20 listopada 1947 roku, spędzał w otoczeniu rodziny królewskiej, towarzysząc jej także w trakcie pobytu w Balmoral pod koniec lata. „Luksus, słońce i wesołość”, zanotował Jock Colville, „pikniki na wrzosowiskach każdego dnia; przyjemne sjesty w ogrodach rozkwieconych różami, lwimi paszczami i lewkoniami; śpiewy i zabawy”49.

Poza tym w Wielkiej Brytanii panowała ponura atmosfera – był to

„annus horrendus” zdaniem Hugha Daltona, ministra skarbu –

z powodu wysokiego bezrobocia, nieczynnych fabryk i braków żywności na sklepowych półkach. Rządowy kryzys finansowy

przyczynił się do wzrostu podatków i dalszych oszczędności. W tej trudnej sytuacji pałac Buckingham wynegocjował z rządem laburzystowskim podwyższenie rocznego dochodu Elżbiety z piętnastu tysięcy funtów, które przyznano jej w chwili osiągnięcia pełnoletności, do czterdziestu tysięcy zwiększonych o dziesięć tysięcy funtów z przeznaczeniem dla Filipa. Sumy te wyasygnowano pod warunkami ujętymi na liście cywilnej[85] zgodnie z porozumieniem zawartym między monarchą i parlamentem jeszcze w osiemnastym wieku.

Wilhelm Zdobywca posiadł rozległe angielskie ziemie w wyniku udanego podboju w 1066 roku, a monarchowie, którzy przyszli po nim, dodali do ziem koronnych posiadłości w Szkocji, Walii i Irlandii, mimo iż równocześnie rozdawali lojalnym wasalom znaczne połacie swego majątku. To, co pozostało w rękach monarchy w miastach i wsiach, nazwano domeną królewską[86]. Gdy w 1760

roku Jerzy III doszedł do władzy, odziedziczony przez niego majątek nie przynosił wielkich dochodów, dlatego monarcha dobił targu z parlamentem, zrzekając się zysków na rzecz Skarbu Państwa w zamian za roczne uposażenie określonej wysokości nazwane później listą cywilną. A przy tym Jerzy III i jego następcy zachowali dochód z wydzielonej części majątku zwanej Księstwem Lancaster[87].

Z tych dwóch źródeł odbywało się finansowanie królewskiego dworu, jak również poszczególnych członków rodziny królewskiej.

W 1947 roku domena królewska przyniosła50 Skarbowi Państwa prawie milion funtów dochodu z nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych, kopalń, gospodarstw rolnych, lasów i łowisk ryb.

Tego samego roku parlament zezwolił Skarbowi Państwa na wypłacenie królowi Jerzemu VI kwoty czterystu dziesięciu tysięcy funtów w ramach listy cywilnej, zwiększonych o sto sześćdziesiąt jeden tysięcy funtów dla członków jego rodziny, tak że zostało prawie czterysta tysięcy funtów do wykorzystania przez rząd.

Tuż przed ślubem córki król Jerzy VI przyznał swemu przyszłemu zięciowi garść wspaniałych tytułów – diuka[88] Edynburga, hrabiego Merioneth i barona Greenwich – oraz nakazał, by zwracano się doń per „Jego Królewska Wysokość”. Odtąd Filip był nazywany diukiem Edynburga, aczkolwiek powszechnie znano go jako księcia Filipa,

a on sam nadal jako podpisu używał imienia otrzymanego na chrzcie.

(Księciem Zjednoczonego Królestwa został dopiero po dziesięciu latach). Jerzy VI odznaczył także Filipa Orderem Podwiązki, którego korzenie sięgają 1348 roku i który jest najwyższym odznaczeniem, jakie może przyznać monarcha; Elżbieta otrzymała Order Podwiązki tydzień wcześniej, aby zostało zachowane jej pierwszeństwo przed przyszłym mężem.

W dniu 18 listopada 1947 roku Jerzy VI z małżonką wydali uroczysty bal w pałacu Buckingham, nazwany przez dramaturga Noëla Cowarda „sensacyjnym wieczorem. […] Wszyscy wyglądali na promieniejących i przepełnionych szczęściem”. Elżbieta i Filip

„promienieli. […] Całe to wydarzenie było czarujące od strony wizualnej, dramatycznej i duchowej”51. Jerzy VI jak zwykle stanął

na czele korowodu tanecznego, wiodąc tańczących przez reprezentacyjne sale pałacu, a uroczystość zakończyła się dobrze po północy. Filip nadzorował rozdawanie podarków druhnom swojej narzeczonej: srebrnych puderniczek w stylu art déco ze złotą koroną nad splecionymi inicjałami panny młodej i pana młodego i z rządkiem pięciu małych szafirów o szlifie kaboszonowym. Z typową dla niego beztroską „rozdawał je niczym karty do gry”52, jak wspominała lady Elizabeth Longman[89], jedna z dwu nie należących do rodziny i ogółem ośmiu druhen.

Dwa dni później, w poranek dnia ślubu, Filip rzucił palenie, nawyk, który dostarczał jego kamerdynerowi, Johnowi Deanowi, „zajęcia w postaci napełniania papierośnic”53. Filip świadom, jak Elżbietę martwi nałóg ojca, przestał palić zdaniem Deana „nagle i najwyraźniej bez trudności”54. Patricia Brabourne, która także była z kuzynem tamtego ranka, powiedziała, że Filip zastanawiał się, czy jest „bardzo odważny czy bardzo niemądry”55, żeniąc się, aczkolwiek nie dlatego, że powątpiewał w swoją miłość do Lilibet. Raczej chodziło mu o to, że będzie musiał zrezygnować z innych aspektów swego życia, które miały dla niego znaczenie. „Dla niej nic nie miało się zmienić”, wspominała jego kuzynka. „Dla niego zaś miało się zmienić wszystko”56. Zanim Filip opuścił pałac Kensington, gdzie spędził noc w jednym z pokoi apartamentu swojej matki, oddał się ulubionemu rytuałowi rodziny królewskiej, mianowicie wychylił

szklaneczkę dżinu z tonikiem.

Przed opactwem westminsterskim pomimo zimna zgromadziły się

dziesiątki tysięcy gapiów, by powitać księżniczkę i jej ojca jadących w irlandzkiej karocy. Dwa tysiące gości uczestniczyło we wspaniałej ceremonii, która rozpoczęła się pół godziny przed południem w opactwie i była wydarzeniem nazwanym przez Winstona Churchilla

„rozbłyskiem koloru na szarej trudnej drodze, jaką mamy do pokonania”57. Suknia Elżbiety[90] projektu Normana Hartnella została uszyta z atłasu barwy kości słoniowej wyszywanego perłami i kryształkami i miała długi na piętnaście stóp[91] tren, który trzymali dwaj pięcioletni paziowie, Wilhelm z Gloucester[92] i Michał

z Kentu[93], ubrani w szkockie spódniczki z tartanu Royal Stewart i jedwabne koszule. Haftowany tiulowy welon przytrzymywała na głowie diamentowa tiara królowej Marii, na marynarskim mundurze Filipa lśnił przypięty Order Podwiązki. Panowie mieli na sobie mundury lub stroje wizytowe, panie zaś były ubrane w eleganckie długie suknie, białe rękawiczki do łokcia, olśniewające klejnoty oraz tiary albo kapelusze, nierzadko przystrojone ptasimi piórami. Nabożeństwo celebrował arcybiskup Yorku Cyril Garbett, który napomniał młodą parę, by miała dla siebie „cierpliwość, wyrozumiałość i pobłażliwość”58.

Po godzinnym nabożeństwie państwo młodzi poprowadzili nawą orszak, w którym znalazło się pięciu królów, pięć królowych i ośmioro książąt i księżniczek – pomiędzy nimi koronowane głowy Norwegii, Danii, Rumunii, Grecji i Holandii. Była obecna matka Filipa, lecz jego trzech sióstr wraz z niemieckimi mężami celowo nie zaproszono. Rzucała się również w oczy nieobecność królewskiego brata, poprzedniego króla Edwarda VIII, obecnie diuka Windsoru, i jego żony, dla której abdykował. Mieszkali w Paryżu i do Londynu mogli przyjeżdżać wyłącznie z krótkimi wizytami. Choć wygnanie zdawało się niepotrzebnie ostrym środkiem, Jerzy VI z małżonką i doradcami nie widzieli innego wyjścia. Gdyby obydwaj królowie żyli w jednym kraju, nieuchronnie powstałyby dwa rywalizujące dwory królewskie.

Kiedy biły dzwony opactwa, Elżbieta i Filip jechali do pałacu Buckingham w szklanej karecie poprzedzani przez regiment kawalerii przybocznej w ceremonialnych strojach; drugi regiment gwardii jechał za nimi. Blues and Royals w granatowych kurtach oraz Life Guards w kurtach czerwonych, białych skórzanych bryczesach, czarnych butach z cholewami do uda, błyszczących stalowych

napierśnikach i lśniących hełmach przystrojonych czerwonymi lub białymi piórami. Był to najbardziej wyszukany publiczny pokaz od czasu wojny, co tłumy skwitowały wiwatami i hucznym aplauzem.

Ponad sto tysięcy osób przedarło się przez kordony policjantów ku ogrodzeniu pałacowemu, wrzeszcząc: „Chcemy Elżbiety! Chcemy Filipa!”. Gdy rodzina królewska wyszła na balkon, by uśmiechać się i machać do zebranych, otrzymała „burzliwy wyraz dobrej woli”59.

Księżniczka Elżbieta i książę Filip w pałacu Buckingham w dniu ślubu, 20 listopada 1947 r. ©

TopFoto/The Image Works

W ramach uznania, że czasy są ciężkie, tylko stu pięćdziesięciu gości wzięło udział w „weselnym śniadaniu”, które tak naprawdę było lunchem wydanym w sali bankietowej Ball Supper Room[94].

Na „oszczędne” menu składały się następujące potrawy: Filet de Sole Mountbatten, Perdreau en Casserole i Bombe Glacée Princess Elizabeth, wszystkie podane na złoconej srebrnej zastawie przez lokajów w szkarłatnych liberiach. Stoły udekorowano różowymi i białymi goździkami, jak również leżącymi obok każdego nakrycia bukiecikami z mirtu i wrzosu górskiego z Balmoral, przeznaczonymi dla gości jako pamiątka. Młoda para pokroiła tort weselny – złożony z czterech pięter pnących się na wysokość dziewięciu stóp[95] –

mieczem Filipa Mountbattena.

Król Jerzy VI uniknął stresu związanego z przemową i uczcił ten moment kieliszkiem szampana uniesionym w kierunku „panny młodej”. Po tym jak obsypano ich różanymi płatkami na frontowym dziedzińcu pałacu, państwo młodzi przejechali otwartym powozem ciągnionym przez cztery konie – „panna młoda spoczywała w przytulnym gniazdku z termoforów”60 – na dworzec kolejowy Waterloo, przecinając Tamizę Mostem Westminsterskim oświetlonym przez lampy o zmierzchu. Kiedy wysiadali61 na czerwony chodnik rozłożony przed wejściem na stację, ukochana suczka corgi Elżbiety, Susan, wyskoczyła za nimi, gdy właścicielka przekazała smycz Cyrilowi Dickmanowi, lokajowi, który miał towarzyszyć młodej parze podczas podróży poślubnej wraz z Johnem Deanem, Bobo i tajniakiem.

Pierwszy tydzień spędzili w Broadlands, posiadłości Mountbattenów w hrabstwie Hampshire, a kolejne dwa z okładem w zaciszu zaśnieżonego Birkhall, pochodzącego z początków osiemnastego wieku domu z białego kamienia wzniesionego w posiadłości w Balmoral pośród lasów porastających brzegi rzeki Muick. W jego wiktoriańskich wnętrzach – wśród sosnowych mebli, kraciastych dywanów i ścian pokrytych obrazami Landseera i karykaturami Lesliego Warda – oraz wśród wspomnień z lat dzieciństwa, zanim jej rodzice zostali królem i królową, Elżbieta mogła się odprężyć niczym w domu. Ubrana w wojskowe buty i skórzaną kamizelę z wełnianą podszewką, podchodziła wraz z mężem jelenie, czując się „jak rosyjska przywódczyni komanda mająca za sobą wiernych zbójów uzbrojonych po zęby”62, wedle jej własnych słów w liście do kuzynki Margaret Rhodes.

Wysyłała również czułe listy do rodziców, dziękując im za wszystko, co od nich otrzymała, i za przykład, który jej dali.

„Mogę mieć tylko nadzieję, że i swoje dzieci wychowam w atmosferze szczęścia, miłości i sprawiedliwości, w jakiej dorastałyśmy obie z Małgorzatą”, napisała, dodając: „zachowujemy się z mężem, jakbyśmy byli ze sobą od lat! Filip to istny anioł – taki jest łagodny i troskliwy”63. Filip odsłonił swe starannie skrywane uczucia, pisząc do teściowej: „Miłować Lilibet? Nie wiem, czy to słowo wyraża wszystko, co do niej czuję”64. Wyznał, że świeżo poślubiona żona jest „jedyną «rzeczą» na tym świecie, która wydaje mi się absolutnie prawdziwa, a moją ambicją jest przekuć nas oboje w jedną nową całość, która nie tylko przetrwa wstrząsy, jakie nas czekają, lecz także będzie miała pozytywny wpływ

na rzeczywistość”.

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

„Królowa na swój sposób jest ogromnie czuła, lecz nie miała dość czasu, by zajmować się rodziną”.

Królowa Elżbieta II ze swoim pierwszym dzieckiem i prawdopodobnym następcą tronu, księciem Karolem, listopad 1948 r. Autorem zdjęcia jest Cecil Beaton, Camera Press London.

Rozdział III

Przeznaczenie wzywa

Państwo młodzi wrócili do Londynu na pięćdziesiąte drugie urodziny króla Jerzego VI w dniu 14 grudnia 1947 roku, gotowi rozpocząć nowe życie. Elżbieta i Filip zdecydowali się zamieszkać w Clarence House, dziewiętnastowiecznej rezydencji przyległej do pałacu Świętego Jakuba, tylko kawałek spacerkiem wzdłuż The Mall od pałacu Buckingham, gdzie rezydowali rodzice Elżbiety. Jako że jednak budynek wymagał gruntownego remontu, czasowo wprowadzili się do apartamentu w pałacu Buckingham.

Na weekendowe wypady wynajmowali Windlesham Moor

w hrabstwie Surrey niedaleko Windsoru. Filip dostał pracę biurową w admiralicji na drugim końcu The Mall, dokąd chodził pieszo w tygodniu. Elżbiecie wynajdywał zajęcia Jock Colville, którego nauki zdawały się przynosić rezultaty. Eleonora Roosevelt, która podczas swojej wizyty w Anglii w 1942 roku pierwsza spostrzegła zdolność Elżbiety do zadawania „poważnych pytań”1, sześć lat później w czasie pobytu na zamku w Windsorze z radością przekonała się, że księżniczka wykazuje szczere zainteresowanie „problemami społecznymi i sposobami ich rozwiązywania”2.

Najpoważniejszym zadaniem Colville’a było zorganizowanie pierwszej oficjalnej wizyty Elżbiety i Filipa w Paryżu w maju 1948

roku. Podczas czterech dni spędzonych w tym mieście urzekająca para z sukcesem wzbudzała pozytywne uczucia do Wielkiej Brytanii w ostrożnych Francuzach. Tłumy wzdłuż Champs-Élysées wiwatowały z taką pasją, że oczy Elżbiecie „przepełniały łzy”3.

Brytyjski ambasador, sir Oliver Harvey, zauważył, że nawet zazwyczaj pogardliwie nastawione komunistyczne gazety

„zamieszczały dobre ujęcia i miłe w wydźwięku relacje z wizyty”4.

Ani Francuzi, ani Brytyjczycy nie wiedzieli jednak o tym, że Elżbieta jest w czwartym miesiącu ciąży i za zamkniętymi drzwiami cierpi na nudności. Mimo to razem z Filipem dalej prowadziła aktywne życie towarzyskie. Chadzali na wyścigi w Epsom i Ascot, spotykali się z przyjaciółmi po restauracjach, wybierali się do klubów i na tańce. Na bal przebierańców w Coppins, siedzibie

diuszesy Kentu[96], Elżbieta włożyła „czarne koronki, do tego wielki grzebień i mantylkę, zupełnie jak infantka”5, wedle zapisków autora pamiętników Henry’ego „Chipsa” Channona, i „nie schodziła z parkietu do prawie piątej nad ranem”. Filip przejawiał „szaloną wesołość”, jak odnotował Channon, „w czapce policjanta i z kajdankami. Wszędzie go było pełno, poruszając się w podskokach, witał przybywających. […] Zarówno on, jak księżniczka Elżbieta sprawiali wrażenie niezwykle szczęśliwych i często tańczyli ze sobą”. W towarzystwie przyjaciół, takich jak Rupert Nevill i jego żona Micky, przed zamążpójściem znana jako Camilla Wallop (członkini tego samego zastępu Girl Guides co Elżbieta), czy John i Patricia Brabourne, para jawnie okazywała sobie czułość. Podczas wizyty baronostwa Brabourne w hrabstwie Kent John powiedział do Filipa: „Nigdy nie zwróciłem uwagi, jaką ona ma piękną cerę”. „Tak”, odparł Filip, „jest taka na całym ciele”6.

Wczesnym wieczorem 14 listopada 1948 roku rozniosła się wieść, że księżniczka Elżbieta zaczęła rodzić w swojej sypialni na drugim piętrze pałacu Buckingham, gdzie przygotowano salę szpitalną7

w oczekiwaniu na narodziny dziecka. W gotowości czekali czterej lekarze, którym przewodził ginekolog sir William Gilliatt, oraz położna, siostra Helen Rowe. Filip zabijał czas oczekiwania grą w squasha z trzema dworzanami, z którymi po kolei wygrywał. Około dziewiątej wieczorem starszy personel8 pałacu zebrał się w Equerry’s Room, salonie na parterze, który wyposażono w dobrze zaopatrzony bar; wkrótce dotarła tam wiadomość, że o dwudziestej pierwszej czternaście Elżbieta wydała na świat syna ważącego siedem funtów i sześć uncji[97]. Pracownicy przystąpili wtedy do wpisywania słowa „książę” na telegramach i obdzwaniania Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, premiera Clementa Attlee i Winstona Churchilla, ówczesnego lidera opozycji. „Wiedziałem, że to zrobi!”, zakrzyknął komandor Richard Colville, sekretarz prasowy króla, uradowany pojawieniem się męskiego potomka.

„Nigdy by nas nie zawiodła”9.

Ainslie, lord intendent, zatelefonował po „wszystkich dostępnych paziów, żeby zaczęli się ruszać”10, podczas gdy członkowie rodziny gromadzili się w Equerry Room. Osiemdziesięcioletnia królowa Maria przyprowadziła swego brata, hrabiego Athlone[98], z żoną, Alicją księżniczką Albany[99]. „Cieszę się, że już po wszystkim”,

wymamrotał hrabia. „No i chyba bardzo dobrze… co za okropna sprawa”11. Obejrzawszy noworodka, trio starszych państwa dołączyło do pary królewskiej i lekarzy, aby spełnić kieliszek szampana. Sir John Weir, jeden z oficjalnych lekarzy rodziny królewskiej, zwierzył się prywatnemu sekretarzowi ówczesnej królowej, że „nigdy jeszcze aż tak go nie uradował widok męskiego członka”12. Matka księżniczki Elżbiety „promieniała ze szczęścia”, a Jerzy VI był „wręcz zachwycony pomyślnym przebiegiem całości”.

Królowa Maria, zajmująca „krzesło o najbardziej prostym oparciu, jakie udało się znaleźć”, nękała sir Williama Gilliatta o szczegóły

„od A do Z”. Filip, wciąż ubrany w tenisówki i strój sportowy, odwiedził żonę, gdy narkoza przestała działać, obdarował ją bukietem z róż i goździków i ucałował.

Krótko przed północą noworodka wniesiono do sali balowej, aby przedstawić go dworzanom. Thomas Harvey opisał to następująco:

„zaledwie plastelinowa główka wystawała z kokonu, podczas gdy piastunka Rowe stała dumnie na straży przy zwykłej małej kołysce, całej wyłożonej na biało. […] Biedny maluch, dwie i pół godziny po przyjściu na świat znalazł się oko w oko z obcymi – którzy jednak spoglądali nań z wielką czułością i dobrze mu życzyli”13. Życzliwi, którzy dowiedzieli się o narodzinach dziecka od policjanta, nadal wiwatowali za ogrodzeniem pałacu Buckingham. W końcu Richard Colville i porucznik Michael Parker, koniuszy Filipa, przekonali ich, że powinni się rozejść.

Elżbieta i Filip nazwali swego syna czworgiem imion: Karol Filip Artur Jerzy. „Nie miałam pojęcia, że można być tak zajętym w łóżku –

bez przerwy coś się dzieje!”, napisała Elżbieta do swej kuzynki lady Mary Cambridge dwa tygodnie po porodzie. „W dalszym ciągu trudno mi uwierzyć, że mam dziecko!”14 Świeżo upieczoną mamę szczególnie ujęły „zgrabne długie paluszki – zupełnie niepodobne do moich i z pewnością ani trochę niepodobne do ojcowskich”15, jak opisała je w liście do dawnej nauczycielki muzyki, Mabel Lander.

Przez prawie dwa miesiące księżniczka karmiła syna piersią, aż zapadła na odrę – jedną z kilku chorób wieku dziecięcego, których nie przeszła we właściwym czasie, ponieważ nie uczęszczała do szkoły – i wtedy Karola od niej zabrano, aby nie zaraził się w zbyt młodym wieku.

Oprócz rodzicielstwa Elżbietę i Filipa pochłaniało odnawianie Clarence House. On decydował w sprawach projektowych, nadzorował rozwieszanie obrazów na ścianach, co będzie robił także w późniejszych latach ich małżeństwa, oraz pofolgował swojej pasji do techniki, każąc zainstalować w sypialni system głośników. Ona czyniła praktyczne uwagi, wedle biografki Sarah Bradford, która przekazała, że „gdy ktoś skarżył się na woń farby w pomieszczeniu, radziła: «Wstawcie tam wiadro ze słomą, a zapach zniknie»”16.

Elżbieta była wyczulona na potrzebę męża, by upewnić się w swojej pozycji. „Filip jest niesłychanie niezależny”, napisała do matki w trakcie miesiąca miodowego, dodając, że chce, by był „szefem w swoim domu”17.

Przeprowadzili się wczesnym latem 1949 roku zachwyceni, że nareszcie mieszkają razem we własnym domu. Mieli przylegające sypialnie połączone drzwiami, jego była wyłożona męską boazerią, jej utrzymana w kobiecych różach i błękitach, z baldachimami

„zwieszającymi się z korony”18 nad podwójnym łóżkiem. „W Anglii klasa wyższa zawsze miała dwie oddzielne sypialnie”, wyjaśniała ich kuzynka lady Pamela Mountbatten[100] (później Hicks). „Człowiek nie chce, by przeszkadzano mu chrapaniem czy wierceniem się. A kiedy ma się ochotę, od czas do czasu dzieli się jeden pokój. To cudowne mieć możliwość wyboru”19.

Para miała do swojej dyspozycji całą gamę służby – między innymi w gronie tym znaleźli się: prywatny sekretarz Elżbiety, Jock Colville; jej damy dworu, w tym lady Margaret Egerton[101], która później poślubi Colville’a; koniuszy Michael Parker, zuchwały Australijczyk, z którym Filip zaprzyjaźnił się w marynarce wojennej; generał sir Frederick „Boy” Browning, skarbnik; kamerdyner Filipa, John Dean; garderobiana Elżbiety, Bobo MacDonald; oraz liczni lokaje, pokojówki, szoferzy, tajniacy, kucharze i pomoce kuchenne. Zgodnie z rodzinną tradycją książę Karol miał dwie szkockie piastunki, Helen Lightbody, której zadaniem było czuwać nad nim, i Mabel Anderson, której zadaniem było go karmić, jak również własnego lokaja, Johna Gibsona, który przynosił wszystkie posiłki i zajmował się wózkiem, tak jak szofer dba o limuzynę.

Rozumiało się samo przez się, że ci ludzie zatrudnieni przez rodzinę królewską są zobowiązani do zachowania tajemnicy, nie dziwi więc, że Elżbieta i jej rodzice byli pełni niesmaku, gdy

na początku 1949 roku dowiedzieli się, że Crawfie zamierza opublikować pamiętniki z lat, kiedy pozostawała u nich na służbie.

Mimo że przedstawiony przez nią obraz rodziny królewskiej był

pełen ciepła – a był równie ciepły jak wnikliwy – zdradziła ich zaufanie. Odcięli się od niej całkowicie, odtąd nazywając każdy podobny akt zdrady – których będzie w następnych latach naprawdę mnóstwo – „numerem Crawfie”.

Filip postanowił kontynuować karierę w marynarce wojennej i przez kolejny rok uczył się w Naval Staff College w Greenwich, gdzie często zostawał od poniedziałku do piątku. Jako świeżo upieczona mama Elżbieta nie pełniła wielu oficjalnych obowiązków, lecz zdarzało jej się wygłaszać mowy. Jedna z nich, wygłoszona na zebraniu Związku Matek jesienią 1949 roku, doczekała się surowej krytyki ze strony zwolenników unowocześnienia prawa małżeńskiego, po tym jak Elżbieta potępiła w niej rozwód jako przyczynę „największego zła w naszym współczesnym

społeczeństwie”20. Jak zwykle mowa została napisana przez dworzan, lecz jej przesłanie pokrywało się z obowiązującym w rodzinie królewskiej przekonaniem, że rodzina powinna być nierozerwalna bez względu na okoliczności. Zważywszy, że młoda księżniczka zazwyczaj zachowywała swoje opinie dla siebie, był to przykład nieczęstej kontrowersji związanej z jej osobą.

W październiku 1949 roku Filip wznowił aktywną służbę, gdy mianowano go zastępcą dowódcy niszczyciela HMS Chequers stacjonującego na Morzu Śródziemnym na Malcie, która była częścią Imperium Brytyjskiego od 1814 roku i stanowiła ważny ośrodek morski i wysuniętą placówkę Floty Śródziemnomorskiej. Dla żony oficera marynarki wojennej taki przydział nie był zaskoczeniem.

Według Johna Deana, Elżbieta i Filip „usłyszeli, że warunki [na Malcie] nie są odpowiednie dla małego księcia”21. Elżbieta mogła zostać w Londynie z synem, zdecydowała się jednak spędzać z mężem tak dużo czasu, jak to możliwe. Sama w dzieciństwie przywykła do długich nieobecności rodziców, więc jej decyzja nie wywołała niczyjego zdziwienia. W swoim zastępstwie zostawiała zawodowe nianie, nie wspominając o własnych rodzicach, którzy chętnie dotrzymywali wnukowi towarzystwa. Elżbieta spędzała na Malcie dłuższe okresy, regularnie wracając do Clarence House.

Wyjechała sześć dni po pierwszych urodzinach Karola, tak by spędzić z Filipem ich drugą rocznicę ślubu. Początkowo

wypełniała22 obowiązki przypuszczalnej następczyni tronu, zwiedzała zabytki, obejrzała zakład przemysłowy i szpital, dokonywała inspekcji statków i odsłoniła tablicę upamiętniającą bohaterstwo Maltańczyków, którzy podczas drugiej wojny światowej odpierali oblężenie sił Osi.

Poza minimalnym obciążeniem obowiązkami królewskimi Elżbieta cieszyła się niezwykłą dla niej wolnością i anonimowością. „Myślę, że najszczęśliwsza była jako żona marynarza na Malcie”, stwierdziła Margaret Rhodes. „Nigdy więcej nie wiodła równie zwyczajnego życia”23. Spotykała się towarzysko z innymi żonami marynarzy, chadzała do salonu fryzjerskiego, gawędziła przy herbacie, nosiła i wydawała własne pieniądze – aczkolwiek sprzedawcy „zauważyli, że kiepsko sobie radzi z gotówką”24. Wszakże wraz z mężem mieszkała25 nie na zwyczajnej kwaterze, lecz w Villa Guardamangia należącej do hrabiego Mountbattena, w przestronnym budynku z piaskowca wpasowanym w zbocze na krańcu wąskiej drogi, zaopatrzonym w romantyczne tarasy, z ogrodami, w których rosły drzewka pomarańczowe. Dickie Mountbatten dowodził pierwszym szwadronem krążowników, a jego żona Edwina[102] towarzyszyła Elżbiecie podczas jej pierwszej podróży na Maltę.

Filip i Elżbieta obchodzili Boże Narodzenie w 1949 roku na wyspie, natomiast ich syn spędzał święta z dziadkami w Sandrigham. Kiedy z końcem grudnia HMS Chequers wypłynął

w rejs na Morze Czerwone, księżniczka wróciła do Anglii.

Zatrzymała się na kilka dni w Londynie, skąd udała się do Hurst Park, by zobaczyć zwycięski wyścig z przeszkodami swego Monaveena, a następnie dołączyła do Karola w hrabstwie Norfolk, kończąc pięciotygodniową rozłąkę.

Gdy Filip powrócił z manewrów, Elżbieta dołączyła doń na Malcie pod koniec marca 1950 roku, by spędzić idylliczne sześć tygodni.

Zwolniła26 swojego szofera z obowiązku prowadzenia za nią daimlera, który był podarunkiem urodzinowym od ojca na osiemnaste urodziny. Jeśli młodzi małżonkowie chcieli poruszać się po wyspie, mniej rzucając się w oczy, wsiadali w wóz marki hillman minx, który należał do Filipa.

Ku wielkiej uciesze wuja Dickiego obie pary spędzały mnóstwo czasu razem, zapuszczając się łodzią w rozliczne zatoczki, zażywając kąpieli słonecznych i urządzając pikniki. We czworo zagrzewali

do walki27 młodszą córkę Mountbattenów, Pamelę, kiedy brała udział

w konnym wyścigu pań z klubu jeździeckiego, a wieczorami chodzili do hotelu Phoenicia na kolacje i tańce.

W tamtych tygodniach Elżbieta zbliżyła się do wuja, który odegrał

tak znaczącą rolę w życiu jej męża. Wuj Dickie podarował jej konia do gry w polo i udawał się z nią na przejażdżki, zachęcając, by doskonaliła technikę jazdy bokiem, której „nienawidziła”, jak wspominała jego córka Pamela, „ponieważ traciła kontakt z wierzchowcem. Czuła się tam samotna i zdecydowanie wolała jeździć po męsku”28. Jednakże częściowo dzięki uporowi wuja Dickiego „została bardzo dobrym jeźdźcem bokiem”.

Również za namową Dickiego Filip zaczął grać w polo – „bardzo szybką, bardzo niebezpieczną, bardzo podniecającą grę”29, która jak sądził, powinna była przypaść do gustu jego siostrzeńcowi.

Aczkolwiek to Elżbieta sprytnie doradziła, jak przekonać jej męża:

„Nic nie mów. Nie naciskaj. Nie wierć dziury w brzuchu. Po prostu zostaw sprawy samym sobie”30. Gdy Filip zamiast tylko oglądać mecze, zaczął też brać w nich udział, jego żona uwieczniała rozgrywki swoją nową kamerą, co okazało się początkiem trwającej przez całe życie fascynacji fotografiką.

W dniu 9 maja 1950 roku, będąc w szóstym miesiącu ciąży, wróciła do Londynu, by wznowić wykonywanie części oficjalnych obowiązków. Minionej jesieni Jock Colville odszedł ze służby u niej i wrócił do korpusu dyplomatycznego, a jego miejsce zajął

trzydziestosześcioletni Martin Charteris, który dał się oczarować31

księżniczce już podczas pierwszego spotkania.

Charteris – wychowanek Eton College, który szkolił się w Sandhurst[103], a w armii doszedł do stopnia podpułkownika – był

młodszym bratem dwunastego hrabiego Wemyss (to jeden z najznaczniejszych tytułów w Szkocji). Cechowało go świeże, niekonwencjonalne podejście, w wolnych chwilach zajmował się rzeźbiarstwem, a ponadto folgował nawykowi retro, mianowicie wąchaniu tabaki, którą podsuwał paniom słabnącym podczas forsownych wycieczek. Za żonę miał córkę wicehrabiego Margessona, byłego rzecznika dyscypliny klubowej w Partii Konserwatywnej oraz ministra wojny w rządzie Churchilla, a prywatnie był bystry, obyty, przyzwoity i niepretensjonalny. Przez ponad ćwierćwiecze miał wpływ na życie Elżbiety, mądrze jej

doradzając i stanowiąc źródło równowagi. Nawet gdy był dobrze po osiemdziesiątce, oczy mu błyszczały, ilekroć o niej rozmawiał.

Colville nigdy nie zapałał sympatią do Filipa – napisał, że książę bywa „wulgarny”32, gdy idzie o komentarze, i bezceremonialny w traktowaniu żony. Spokojny i łatwy w kontaktach Martin Charteris raczej łagodził, niż jątrzył. A przy tym pracował nad poszerzeniem wiedzy Elżbiety o sprawach publicznych, już w czerwcu 1950 roku zapewniając jej dostęp do memorandów i protokołów spotkań gabinetu, jak również codziennych raportów z obrad parlamentu i dokumentów Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

W dniu 15 sierpnia 1950 roku o jedenastej pięćdziesiąt przed południem Elżbieta urodziła w Clarence House swoje drugie dziecko, Annę Elżbietę Alicję Ludwikę. Filip przyjechał do Londynu ponad dwa tygodnie wcześniej, co dało mu możliwość odnowienia znajomości z dwudziestojednomiesięcznym synem po niemal rocznej nieobecności. Wszakże dowództwo fregaty HMS Magpie i awans na komandora podporucznika sprawiły, że już w początkach września musiał wrócić na Maltę. Elżbieta, podobnie jak przy Karolu, przez kilka miesięcy karmiła córkę piersią. Uczciła drugie urodziny Karola i wkrótce potem udała się na Maltę. Rodzina ponownie spędziła Boże Narodzenie oddzielnie – rodzice świętowali we dwójkę, dzieci natomiast były w Sandringham pod opieką dziadków, którzy bez żenady im nadskakiwali. Ówczesna królowa regularnie pisała listy do córki, donosząc, że Karol „ekstatycznie się ściska”, a Anna jest

„taka ładniutka, schludna i bardzo kobieca. […] Wszyscy bardzo ich kochają, a oni radują nas bardziej, niż jestem w stanie wyrazić”33.

Wiosną 1951 roku Elżbieta udała się po raz pierwszy z wizytą do Włoch i Grecji, gdzie Filip oprowadził ją po Partenonie i innych zabytkach swojej ojczyzny. Zawsze czuły na punkcie swojej wagi, pomógł żonie34 odzyskać figurę, zachęcając, by zrezygnowała z ziemniaków, wina i słodyczy. Jednakże pobyt nad Morzem Śródziemnym musiał dobiec końca. Zdrowie króla Jerzego VI pogarszało się nieprzerwanie od 1948 roku; monarsze coraz bardziej doskwierały bóle i drętwota spowodowana przez miażdżycę.

W marcu 1949 roku Jerzy VI przeszedł operację mającą na celu poprawę krążenia w kończynach dolnych. Nadal pełnił swoje obowiązki, lecz wyglądał mizernie, a w maju 1951 roku poważnie się rozchorował – nękała go gorączka i uporczywy kaszel, które nie

poddawały się żadnemu leczeniu.

Elżbieta wróciła do domu, by zastąpić ojca podczas rozlicznych uroczystości, szczególnie na czerwcowej paradzie Trooping the Colour, gdzie po raz pierwszy odebrała salut35 w imieniu króla.

Samotna na czele masy sztywno wyprostowanych mężczyzn jechała bokiem na kasztanowym koniu policyjnym imieniem Winston. Miała na sobie szkarłatno-złotą kurtę Grenadier Guards – regimentu prezentującego swój sztandar w trakcie skomplikowanej godzinnej ceremonii – i trikorn z białym piórem rybołowa, idealną replikę nakrycia głowy noszonego przez pułkownika grenadierów w 1745

roku. W wieku lat dwudziestu czterech rozsiewała aurę opanowania, trzymając wodze i szpicrutę lekko lewą dłonią, a prawą pewnie salutując. Z okna z widokiem na paradę spoglądała cała rodzina: żona króla Jerzego VI, jego matka królowa Maria, książę Karol, książęcy ojciec chrzestny król Norwegii Haakon VII oraz hrabia Mountbatten, który podsadził małego księcia na parapet i uczył

salutować. Filip znajdował się wówczas na Malcie, a Jerzy VI był zbyt słaby, aby uczestniczyć w uroczystości.

Filip powrócił do Londynu w lipcu, gdy stało się jasne, że wraz z żoną muszą podjąć obowiązki królewskie. Wziął urlop z marynarki, lecz w praktyce w wieku trzydziestu lat kończył karierę wojskową po zaledwie jedenastu miesiącach udanego dowodzenia –

„najszczęśliwszym czasie w moim życiu marynarza”36. Znacznie później Filip stwierdzi filozoficznie: „Sądziłem, że czeka mnie kariera w marynarce wojennej, ale jak się okazało, nie było na to szans. […]

Nie miałem wyboru. To się po prostu stało. W życiu trzeba godzić się na kompromisy. Zaakceptowałem więc swój los. I starałem się go znosić z podniesionym czołem”37.

We wrześniu 1951 roku Jerzy VI przeszedł biopsję, która wykazała nowotwór złośliwy, po czym chirurdzy usunęli mu lewe płuco podczas trwającej trzy godziny operacji. O diagnozie nie mówiło się głośno, a już szczególnie zadbano, by nie podać tej informacji prasie, lecz najbliżsi zdawali sobie sprawę z poważnego stanu króla. W ramach środków ostrożności żona Jerzego VI oraz jego obie córki zostały wyznaczone counsellor of state[104], co umożliwiało im działanie w imieniu monarchy, choć równocześnie pałac Buckingham informował o wracaniu króla do zdrowia.

Elżbietę i Filipa czekała podróż państwowa do Kanady i Stanów

Zjednoczonych, lecz para przesunęła ją o dwa tygodnie, do czasu, aż zyskała zapewnienie, że królowi nie grozi niebezpieczeństwo.

Zamiast podróżować liniowcem oceanicznym, Elżbieta i Filip zdecydowali się udać po raz pierwszy za Atlantyk

stratocruiserem[105] linii BOAC[106]. Z tej okazji zmieniono tapicerkę dwupokładowego boeinga38 na błękit królewski, zapewniając wyjątkowym pasażerom możliwość snu na rozkładanych kojach wyłożonych białym lnem. Elżbieta i Filip wyruszyli w dniu 8

października 1951 roku po pożegnaniu na lotnisku matki i siostry Elżbiety, a przybyli do Montrealu szesnaście godzin później –

rozpoczynając trzydziestopięciodniową podróż obejmującą ponad dziesięć tysięcy mil[107] ze wschodniego wybrzeża nad Pacyfik i z powrotem. Ląd pokonywali dziesięciowagonowym składem królewskim z salonikiem wyłożonym boazerią oraz sypialniami: Elżbiety była udekorowana kwiecistymi wzorami, Filipa zaś bardziej męska w wystroju.

Gdziekolwiek pojechali, poczynając od frankofońskiego Quebecu (gdzie Elżbieta odebrała „jedną z największych parad wojskowych w historii Quebecu”39), a kończąc na wyspie Vancouver (na którą dopłynęli po osiemdziesięciomilowej[108] przejażdżce łodzią), wszędzie witały ich rozentuzjazmowane tłumy. W Toronto40

trzydzieści osiem tysięcy uczniów zaśpiewało im na stadionie, a sto tysięcy widzów zgromadziło się w miejskim Riverside Park. Oboje starali się być jak najbardziej widoczni i często poruszali się kabrioletem pomimo mroźnej i śnieżnej pogody, posiłkując się kocem podróżnika – rutynowym środkiem gwarantującym „wygodę, przytulność i dyskrecję”41 nawet w tropikach – utkniętym wokół nich.

Jednakże w lodowatym Winnipeg auto nakryto przezroczystą plastikową osłoną. Osobiście spotykali się głównie z VIP-ami (w tym ze słynnymi siedemnastoletnimi pięcioraczkami Dionne, pięcioma siostrami ubranymi w identyczne garsonki i nakrycia głowy), ale udało im się także porozmawiać ze zwykłymi ludźmi, głównie z dziećmi, oraz z byłymi żołnierzami, którzy odnieśli rany podczas wojny.

W tamtych dniach narodziła się ogólna rutyna mająca obowiązywać późniejszą parę królewską przez dziesięciolecia. Elżbieta zachowywała opanowanie i dystans, uśmiechając się ostrożnie i nieczęsto, co ściągało na nią krytykę niektórych dziennikarzy.

„Twarz aż mnie boli od uśmiechania się”42, poskarżyła się Martinowi Charterisowi, usłyszawszy relacje o swym rzekomo wyniosłym zachowaniu. Natomiast Filip, zawsze trzymający się nieco z tyłu, już wtedy był źródłem odprężenia, szczerząc się i robiąc miny do gapiów.

Kiedy przyglądali się43 popisom ujeżdżania koni i wyścigom koni zaprzęgniętych do wozów, jakich używali osadnicy na Dzikim Zachodzie, siedzieli okryci kocem elektrycznym, lecz i tak sprawiali wrażenie zmarzniętych. Mimo to Filip miał doskonały humor i popisywał się swoim nowym kowbojskim kapeluszem, którym dopingował zawodników. Przy jednej okazji przekroczył dopuszczalne granice i popełnił pierwszą ze swych legendarnych gaf, gdy żartobliwie zauważył, że Kanada była „dobrą inwestycją”44 – czego Kanadyjczycy długo nie mogli przełknąć, jako że uwaga ta zawierała neoimperialne konotacje.

Zakres i tempo podróży były wyczerpujące. Ogółem zrobili ponad siedemdziesiąt przestanków, a w jeden dzień w Ontario zwiedzili aż osiem miast. Równocześnie Elżbieta zamartwiała się o ojca oddalonego o trzy tysiące czterysta mil[109]. Przygotowany na najgorsze Martin Charteris wiózł ze sobą dokumenty wymagane w razie, gdyby doszło do przejęcia tronu przez Elżbietę, a ona w garderobie podróżnej miała czarny żałobny strój. Księżniczkę regularnie podnosiły na duchu telefony od matki, które „bardzo dodawały jej sił”45.

W warunkach prywatnych, w pociągu, Filip starał się utrzymać lekką atmosferę, lecz wyraźnie podróż przysparzała mu stresu. „Był

niecierpliwy. Niespokojny”, wspominał Martin Charteris. „Jeszcze nie odnalazł się w swojej nowej roli. […] Z całą pewnością drażnili go staromodni dworzanie i czasem, tak myślę, odnosił wrażenie, że księżniczka poświęca więcej uwagi im niż jemu. Nie podobało mu się to. Bywało, że nazywał ją «głupią», co było w jego stylu. Sądzę jednak, że nie szokowało jej to aż tak bardzo jak innych, którzy mogli to słyszeć”46.

Przez większość podróży Filip nosił mundur oficera marynarki wojennej, a Elżbieta decydowała się na garsonki o dyskretnym kroju i ściśle przylegające do głowy kapelusze, nierzadko przyozdobione woalką, do tego zaś narzucała futrzane płaszczyki lub peleryny. Przy wodospadzie Niagara na pomoście widokowym wszyscy włożyli nieprzemakalne okrycia. Naciągając kaptur na głowę, Elżbieta

wykrzyknęła: „To zrujnuje mi fryzurę!”47.

Choć większość czasu spędzali na zwiedzaniu (filmowała wszystko kamerą), składali również wizyty w stalowniach i papierniach, a Elżbieta po raz pierwszy ujrzała Stany Zjednoczone z Windsoru w stanie Ontario, skąd zobaczyła panoramę48 Motor City na drugim brzegu rzeki Detroit. Kilka tygodni później para wsiadła na pokład samolotu do Waszyngtonu i po raz pierwszy stanęła na amerykańskiej ziemi w dniu 31 października 1951 roku – co stanowiło początek ważnej więzi ze Stanami Zjednoczonymi, pogłębiającej się w miarę upływu lat.

Prezydent Harry S. Truman, jego żona Bess i córka Margaret powitali Elżbietę i Filipa na lotnisku salwą armatnią z dwudziestu jeden dział. Truman wyraził radość z tego, że król Jerzy VI „tak szybko wyzdrowiał”49, i dodał, iż od Margaret, która poznała księżniczkę podczas swojej wizyty w Anglii, wie, że „każdy, kto panią poznaje, natychmiast się w pani zakochuje”50.

Sześćdziesięciosiedmioletni prezydent zaliczył się do tego grona, nazywając Elżbietę „księżniczką z bajki”51. Elżbieta odpowiedziała, starannie wymawiając każde słowo, tak że jej wysoki głos mógł być wzorem kryształowej precyzji, ogłaszając, iż „wszyscy wolni ludzie spoglądają na Stany Zjednoczone z uczuciem i nadzieją”52.

W późniejszym czasie powiedziała Martinowi Charterisowi53, że ujął

ją naturalny sposób bycia Trumana.

Przejechali do stolicy w orszaku kabrioletów do wtóru wiwatów i okrzyków sześciuset tysięcy osób zgromadzonych wzdłuż trasy przejazdu. Filip i Elżbieta zatrzymali się wraz z Trumanami w Blair House, oficjalnej rezydencji dla gości, skąd prezydent zabrał

księżniczkę Pennsylvania Avenue na oglądanie Białego Domu przechodzącego kompleksową renowację.

Pękający w szwach plan wizyty rozpoczynało przyjęcie w hotelu Statler54 (późniejszym Capital Hilton) na Szesnastej Ulicy, wydane dla dziewięciuset przedstawicieli „prasy, radia, telewizji i kroniki filmowej”. Elżbieta wygłosiła parę krótkich uwag, brytyjska para spotkała się z niewielką liczbą dziennikarzy, a Filip dla rozrywki zajrzał do notesów dwu reporterek, co w przyszłości stanie się jego zwykłą zagrywką w kontaktach z mediami.

Nazajutrz udali się na Kapitol, obejrzeli Deklarację Niepodległości oraz Konstytucję w Bibliotece Kongresu, złożyli hołd przy grobie

Jerzego Waszyngtona na terenie Mount Vernon i przy Grobie Nieznanego Żołnierza na Arlington National Cemetery, po czym spędzili dwie godziny na wymienianiu uścisków dłoni z półtora tysiącem gości zaproszonych na przyjęcie w ambasadzie brytyjskiej.

W ogrodzie różanym Białego Domu Elżbieta i Filip obdarowali Trumanów lustrem nad kominek zdobionym wzorem z kwiatów z przeznaczeniem do Sali Niebieskiej jako „miły ozdobnik […] znak naszej przyjaźni”55. (Ostatecznie lustro trafiło do różowej sypialni w prywatnej części Białego Domu). Wizytę zakończyła uroczysta kolacja wydana na cześć Trumanów przez ambasadę kanadyjską.

Elżbieta i Filip wracali przez niespokojny północny Atlantyk na pokładzie RMS Empress of Scotland. Tylko Elżbiecie udało się56

uniknąć choroby morskiej i pokazywać regularnie na posiłkach; Filip, marynarz weteran, był rozwścieczony własną słabością. Po przybiciu do portu w Liverpoolu trzy dni po trzecich urodzinach księcia Karola wsiedli do królewskiego pociągu, który dowiózł ich na Euston Station w Londynie. Na peronie czekali na nich: ówczesna królowa, księżniczka Małgorzata i książę Karol, który nie widział rodziców przez ponad miesiąc. Był w przekornym nastroju, zapytał nawet gwardzistę: „Gdzie masz miecz?”57, lecz posłusznie przeszedł wzdłuż szeregu dygnitarzy wymieniających uścisk dłoni.

Gdy para zeszła ze stopni pociągu, Elżbieta pośpieszyła objąć matkę i ucałowała ją w oba policzki. Kiedy przyszła pora na małego Karola, pochyliła się tylko i cmoknęła go w czubek głowy, po czym obróciła się, aby ucałować Małgorzatę. „Brytyjska przypuszczalna następczyni tronu na pierwszym miejscu stawia obowiązek”, wyjaśniał lektor kroniki filmowej. „Matczyna miłość musi zaczekać do zacisza Clarence House”58. Książę Filip był jeszcze mniej wylewny: dotknął tylko syna w ramię, aby wskazać, że powinni już iść w stronę oczekujących limuzyn. Chwilę później, zmierzając na wskroś dworca, książę Karol znów był u boku swojej babki, podczas gdy jego rodzice podążali przodem.

Pod nieobecność Elżbiety i Filipa odbyły się wybory powszechne.

W dniu 25 października 1951 roku konserwatyści ledwo, ledwo zdobyli większość parlamentarną, pozbawiając urzędu premiera Clementa Attlee i przywracając siedemdziesięciosześcioletniego Winstona Churchilla na Downing Street 10 w sześć lat po druzgoczącej porażce. Kiedy City59 witało Elżbietę i Filipa

z powrotem w swoich progach uroczystym lunchem wyprawionym na ich cześć w budynku Guildhall, Churchill wzniósł toast za ich zdrowie.

Jerzy VI świętował Boże Narodzenie w Sandringham z żoną, obiema córkami, zięciem, dwojgiem wnucząt, królową Marią i licznymi krewniakami – po raz pierwszy wszyscy zebrali się razem z okazji świąt. Podobnie jak jesienne wyprawy do Balmoral, królewskie sześciotygodniowe pobyty w hrabstwie Norfolk zimą były utrwaloną tradycją od czasów króla Edwarda VII i jego matki, królowej Wiktorii, która kupiła posiadłość w Sandringham dla niego, kiedy był jeszcze księciem Walii.

W 1870 roku przyszły król Edward VII wzniósł na terenie tej posiadłości nowy i zdecydowanie większy budynek w stylu neojakobińskim, z ponad trzystoma pokojami. Bryła z czerwonej cegły60 jest obrzeżona kamiennymi wstawkami, ozdobiona balkonami i oknami wykuszowymi oraz ekstrawagancko zwieńczona spadzistymi dachami, kominami i kopułami cebulowymi. Przestronne pomieszczenia zdobią boazerie, subtelne sztukaterie, łuki, kolumny i sufity kasetonowe. Sercem domu – zaledwie parę kroków od głównego wejścia – jest wspaniały salon wysoki na dwie kondygnacje, w istocie wielka sala w stylu jakobińskim z biegnącą u góry galerią dla muzyków, zdominowana przez dwa masywne kamienne kominki. Sypialnie także są bardzo duże i zapełnione meblami, które pisarz David Cecil nazwał „stanowczo filistyńskimi”61. Deborah, diuszesa Devonshire, ze zdumieniem odkryła w łazience trzy umywalki: jedna była opisana „TYLKO

GŁOWA I TWARZ”, druga „RĘCE” i „dobry Boże, na ostatniej nie było żadnego napisu, do czegóż więc mogła służyć?”62, napisała w liście do przyjaciółki.

Obchody Bożego Narodzenia w 1951 roku przebiegały zgodnie ze wzorcem ustalonym przez królową Wiktorię, a zaczęły się od rodzinnego otwierania podarków w Wigilię na niemiecką modłę.

Wszyscy zebrali się w sali balowej, gdzie rozstawiono na kozłach stoły okryte tkaniną z ułożonymi w stosy podarkami dla każdego członka rodziny. Po rozerwaniu opakowań i wstążek dorośli przebrali się w stroje wieczorowe, smokingi i długie suknie, do kolacji z toastami wznoszonymi szampanem i z hucznym otwieraniem bożonarodzeniowych tub z niespodzianką w środku oraz z rozdawaniem wesoło opakowanych drobiazgów i papierowych

kapeluszy. Nazajutrz rano wszyscy przeszli pieszo do pobliskiego kościoła parafialnego Świętej Marii Magdaleny, skąd wrócili na świąteczny lunch. Po obfitym śniadaniu w drugi dzień świąt (w przeszłości 26 grudnia posiadacze ziemscy obdarowywali pracowników prezentami lub wynagradzali za służbę) mężczyźni wybrali się na tradycyjne polowanie na bażanty. Król czuł się wystarczająco dobrze63, aby dołączyć do nich, niosąc lekki karabin.

Wszelako z powodu słabnącego zdrowia nie mógł dotrzymać wcześniejszego zobowiązania i odwiedzić wraz z żoną mieszkańców Commonwealthu w Australii, Nowej Zelandii i Cejlonie, wyznaczył

więc do odbycia tej prawie półrocznej podróży Elżbietę i Filipa. Ci zdecydowali się wydłużyć podróż o kilka dni, odwiedzając na samym początku kolonię brytyjską, Kenię, co pozwoliło im schronić się u podnóża góry Kenia w zakątku zwanym Sagana Lodge, a będącym ich ślubnym podarunkiem.

Jerzy VI wraz z żoną odprowadził parę na lotnisko w dniu 31

stycznia 1952 roku, aby tam się pożegnać. Wymizerowany stał

na płycie lotniska, ze stoickim spokojem machając córce i zięciowi, kiedy startowali na pokładzie argonauty[110] linii BOAC. Pięć dni później, po zadomowieniu się w leżącej na uboczu Sagana Lodge, Elżbieta i Filip spędzili noc w hotelu Treetops, trzypokojowym domku zbudowanym pomiędzy gałęziami ogromnego figowca z widokiem na oświetloną lizawkę soli w rezerwacie dzikiej zwierzyny. Ubrana w spodnie khaki64 i obowiązkową w buszu apaszkę Elżbieta z podekscytowaniem filmowała słonie, nosorożce, małpy i inne zwierzęta. O zachodzie słońca równocześnie wypatrzyli stado trzydziestu słoni. „Spójrz, Filipie, one są różowe!”65, zawołała, nie zdając sobie sprawy, że te gruboskóre[111] tarzały się w różowym pyle. Po nocy spędzonej w większości na nogach Elżbieta stała rankiem u boku Michaela Parkera, obecnie prywatnego sekretarza jej męża, przyglądając się kołującemu nad ich głowami orłowi[112].

Znalazłszy się z powrotem w Sagana Lodge, Parker odebrał

popołudniową porą telefon od Martina Charterisa mieszkającego w leżącym nieopodal hotelu Outspan. Prywatny sekretarz zawiadamiał, że pięćdziesięciosześcioletni król zmarł i księżniczka Elżbieta Aleksandra Maria została królową w wieku dwudziestu pięciu lat. Po przyjemnym dniu spędzonym na strzelaniu do zajęcy66

na terenie posiadłości Sandringham Jerzy VI zjadł kolację z żoną

i księżniczką Małgorzatą, po czym o godzinie dwudziestej drugiej trzydzieści położył się na spoczynek w sypialni na parterze. Nad ranem 6 lutego 1952 roku umarł we śnie z powodu zakrzepu w sercu. Parker natychmiast poinformował Filipa, który wymamrotał, że to będzie „potworny szok”67 dla jego żony, a następnie przeszedł

do jej sypialni, gdzie odpoczywała, i przekazał jej wiadomość. Nie uroniła ani jednej łzy, lecz zdawała się „blada i zmartwiona”68. Filip poprowadził ją ścieżką przez ogród, w dół nad rzekę Sagana, gdzie długo spacerowali wzdłuż brzegu.

Gdy kuzynka i dworka królowej, Pamela Mountbatten, wyraziła kondolencje, Elżbieta II powiedziała tylko: „Och, dziękuję. Jest mi bardzo przykro, że przez to musimy wracać do Anglii, co rujnuje plany wszystkich”69.

Wiele spekulowano – nie tylko z powodu podobieństw historycznych[113] – na temat, kiedy dokładnie Elżbieta została królową. Bez wątpienia doszło do tego, gdy była na szczycie afrykańskiego figowca, co kreśli romantyczną linię do sceny z 1558

roku, kiedy to Elżbieta I, siedząc pod dębem w Hatfieldzie, usłyszała, że śmierć jej przyrodniej siostry, królowej Marii, oznacza, iż teraz ona jest królową. Miała wtedy także dwadzieścia pięć lat.

Z nieomal nadnaturalnym opanowaniem jej dwudziestowieczna następczyni zabrała się do załatwiania spraw, pisania listów, telegramów i memorandów – co było, jak wspominał Charteris, widomym dowodem na to, że „schwytała swój los obiema rękami”70.

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

„To był najbardziej przejmujący moment. Wydawała się taka młoda, z gołą głową i tylko w białej albie narzuconej na suknię”.

Królowa Elżbieta II w wieku lat dwudziestu sześciu, przed namaszczeniem podczas koronacji w opactwie westminsterskim, czerwiec 1953 r. Getty Images.

Rozdział IV

„Gotowe, dziewczęta?”

„Jakie imię pani przyjmie?”, zapytał Martin Charteris, gdy do Elżbiety dotarła wiadomość o śmierci ojca. „Moje własne oczywiście. Jakie by inne?”1, odparła. Jednakże potrzebne było jakieś rozróżnienie, skoro jej matkę nazywano dotąd królową Elżbietą.

Nowa monarchini będzie więc królową Elżbietą II (następną po swej szesnastowiecznej poprzedniczce, Elżbiecie I), lecz znana będzie po prostu jako Królowa. Jej matka zaś stanie się Królową Matką zamiast przestarzałej królowej wdowy. Elżbieta II będzie królową panującą i będzie się podpisywać monogramem królewskim: E II R.

„Wszystko potoczyło się bardzo szybko”, wspominała dziesięciolecia później. Jej zadaniem, jak to ujęła, było „w pewnym sensie wpasować się w rolę i spełniać ją jak najlepiej. To kwestia dojrzenia do czegoś, do czego się przywykło, i zaakceptowania, że oto jestem w tym miejscu, taki jest mój los, gdyż w mojej opinii ciągłość jest istotna”2.

Elżbieta II wróciła do Anglii na pokładzie tego samego samolotu, który przywiózł ją do Kenii zaledwie tydzień wcześniej. Kiedy niedawna księżniczka mijała parę razy jego fotel, kamerdyner Filipa, John Dean, spostrzegł, że „wygląda tak, jakby chyba płakała”3. Mike Parker powiedział, że Filip „był niczym Skała Gibraltarska i pocieszał

ją jak mógł”4.

Ubrana w prosty czarny płaszczyk i kapelusz, nie dała się ponieść emocjom po wylądowaniu na londyńskim lotnisku o zmierzchu 7

lutego 1952 roku po dziewiętnastogodzinnym locie. Na płycie lotniska czekała na nią skromna delegacja mężczyzn w ciemnych okryciach, cylindrach lub homburgach, na której czele stał jej stryj diuk Gloucester[114] i premier Winston Churchill. Minister spraw zagranicznych, Anthony Eden, i pozostali ministrowie stali z gołymi głowami, kiedy powoli wymieniała uścisk dłoni z każdym z nich, po czym kłaniali się jej głęboko. Auto marki Daimler z herbem monarchy na dachu powiozło ją do Clarence House, gdzie osiemdziesięcioczteroletnia królowa Maria oddała Elżbiecie honory, dygając przed nią i całując jej dłoń, chociaż nie powstrzymała się

przed uwagą: „Lilibet, twoja spódnica jest nieodpowiednio krótka jak na żałobę”5.

Nazajutrz młoda królowa udała się do pałacu Świętego Jakuba, oficjalnej rezydencji monarchy. Wybudowana w sercu Londynu przez Henryka VIII w szesnastym wieku bryła z czerwonej cegły zaopatrzona w liczne wieżyczki była siedzibą monarchy do czasu, aż królowa Wiktoria przeniosła się do większego pałacu Buckingham.

W pałacu Elżbieta II w dwudziestominutowym spotkaniu pokazała się kilkuset członkom Rady Akcesyjnej, ceremonialnego ciała, w którego skład wchodzi Tajna Rada – główna grupa doradcza przy monarsze wyłaniana spośród starszeństwa polityków, duchownych i sędziów –

oraz innym znacznym osobistościom z Wielkiej Brytanii i Commonwealthu. Zgodnie z Ustawą o następstwie tronu z 1701

roku była monarchinią od śmierci jej ojca, lecz rada zebrała się, by wysłuchać jej proklamacji i przysięgi religijnej. Elżbieta miała zostać koronowana dopiero za szesnaście miesięcy, jednakże z tą chwilą nabyła prawo do wykonywania obowiązków władcy.

Członkowie rady złożyli równoczesny ukłon przed czterdziestym władcą od czasu, gdy Wilhelm Zdobywca objął panowanie w Anglii po bitwie pod Hastings w 1066 roku. Elżbieta czystym głosem rzekła: „Nagła śmierć mego drogiego ojca nakłada na mnie obowiązki panowania. Jestem dziś nazbyt przepełniona uczuciami, abym zdołała wam powiedzieć coś więcej niż to, że tak jak mój ojciec będę zawsze pracować z myślą o szczęściu i zamożności mych poddanych rozsianych na całym świecie. […] Modlę się, aby Bóg zechciał pomóc mi wywiązać się z tego niełatwego zadania, które spadło na mnie na tak wczesnym etapie mego życia”6.

Gdy mąż wyprowadzał ją na zewnątrz, wedle kilku relacji7 Elżbieta była zapłakana. Udali się razem do Sandringham, aby dołączyć do Królowej Matki i księżniczki Małgorzaty i w zaciszu domowym oddać hołd przed trumną zmarłego króla, zanim zostanie przetransportowana pociągiem do Londynu i oficjalnie wystawiona w Westminster Hall. Ceremonia pogrzebowa i pochówek odbędą się w kaplicy Świętego Jerzego w Windsorze 15 lutego 1952 roku.

Najczęściej publikowanym wtedy zdjęciem była fotografia trzech królowych – królowej Marii, babki; Elżbiety, Królowej Matki; oraz Elżbiety II w czarnych nieprzezroczystych welonach do pasa –

z księżniczką Małgorzatą stojących przy katafalku.

W nie mającej precedensu przemowie do rodaków Królowa Matka

poprosiła, aby zapewniono jej córce „wsparcie i miłość na tym ważnym i samotnym stanowisku, do jakiego została powołana”8.

Prywatnie zaś napisała do królowej Marii: „Nie potrafię wprost myśleć o Lilibet niosącej takie brzemię w tak młodym wieku”9.

Churchill, który poznał Elżbietę II jako raczkującego brzdąca, nie mógł przeboleć straty Jerzego VI i wydawał się niezadowolony z nowej władczyni. Jock Colville, który do tego czasu zdążył wrócić do Churchilla jako jego prywatny sekretarz, wspominał: „Usiłowałem poprawić mu humor, mówiąc, że na pewno dogada się z nową królową, on jednak powtarzał tylko, że wcale jej nie zna i że to jeszcze dziecko”10.

Królowa Elżbieta II (po lewej), dziewięć dni po objęciu tronu, z babką, królową Marią (w środku), i matką, królową Elżbietą (po prawej), na pogrzebie króla Jerzego VI w kaplicy Świętego Jerzego w Windsorze, 15 lutego 1952 r. Ron Case/Getty Images.

Jak opowiadała najmłodsza córka Churchilla, Mary Soames: „Mój ojciec bardzo szybko zdał sobie sprawę, że ona to coś znacznie

więcej”11. Martin Charteris zauważył: „Zrobiła na nim wrażenie.

Była sumienna, dobrze poinformowana, poważna. Parę dni po objęciu tronu przyjmowała premierów i prezydentów, ambasadorów i wysokich komisarzy […] i robiła to nienagannie”12. Królowa rozpoznała tę zmianę w samej sobie, zwierzając się przyjaciółce:

„Niesłychane, nie czuję niepokoju ani podenerwowania. Nie mam pojęcia, jak to możliwe – ale utraciłam całą swoją nieśmiałość”13.

Obdarzony elokwencją i wyczuciem Churchill zbudował scenę dla tego, co prasa optymistycznie okrzyknie „nową epoką elżbietańską”.

Wielkiej Brytanii wciąż doskwierały niedostatki, racjonowano produkty, takie jak herbata, cukier i masło, a londyński krajobraz psuły ruiny pozostawione przez bombardowania z czasów drugiej wojny światowej. Koniec imperializmu był nieuchronny, obawa zaś przed rozszerzeniem się komunizmu wpędziła świat w okowy zimnej wojny.

W mowie w Izbie Gmin pięć dni po objęciu przez Elżbietę panowania Churchill opisał ją jako „jasną i młodzieńczą postać […]

dziedziczkę wszystkich naszych tradycji i całej chwały”, obejmującą obowiązki „w czasie, gdy udręczona ludzkość tkwi niepewnie zawieszona między ogólnoświatową katastrofą i złotym wiekiem”.

Wyraził nadzieję, że nowa królowa będzie „sygnałem dla […]

oczyszczającego zbawienia ludzkiej sceny”14. Młoda dobrze się zapowiadająca pani polityk z Partii Konserwatywnej, Margaret Thatcher, żywiła własne ufne nadzieje, pisząc na łamach gazety:

„Jeśli, o co wielu szczerze się modli, wstąpienie Elżbiety II na tron pomoże rozprawić się z resztkami uprzedzeń względem kobiet aspirujących do najwyższych stanowisk, wtedy faktycznie nowa era dla kobiet będzie w zasięgu ręki”15.

W dniu 27 lutego 1952 roku o godzinie jedenastej przed południem Elżbieta II przewodniczyła swojej pierwszej ceremonii inwestytury w przestronnej sali balowej pałacu Buckingham, honorując cywilów i żołnierzy wyróżnieniami za przykładną służbę ojczyźnie. Co prawda królowa wręcza wyróżnienia znane jako medale rycerskie, jednakże rząd wybiera rokrocznie dwa i pół tysiąca osób, którym zostaną one przyznane. Przy zmniejszającej się roli Wielkiej Brytanii na świecie ceremonie te pomagają zachować dumę narodową i królowa przewodniczy im z wielką uwagą i precyzją. W ciągu

dotychczasowego sześćdziesięcioletniego panowania przyznała ponad czterysta cztery i pół tysiąca odznaczeń i wyróżnień, obdarzając nimi osobiście przeszło sześćset dziesięć razy. „Ludzie potrzebują poklepania po plecach od czasu do czasu”, powiedziała raz. „W przeciwnym razie świat staje się bardzo ponurym miejscem”16.

Podczas inwestytury królowa pozdrawia z osobna ponad stu odznaczonych i wręcza im medale lub brosze (a w wypadku rycerzy mieczem uderza klęczących mężczyzn w ramię), zwracając się do każdej osoby w paru słowach. Robiące wrażenie trwające wiele godzin uroczystości uświetnia obecność straży przybocznej królowej, zwanej Yeomen of the Guard, w czerwono-złotych mundurach, jak również królewskich Gurkhów.

Pierwszym odznaczeniem, jakie królowa wręczyła 27 lutego 1952

roku, był Krzyż Wiktorii, najwyższe odznaczenie wojenne za odwagę na polu bitwy, przyznany szeregowemu Williamowi Speakmanowi z The King’s Own Scottish Borderers[115]. Szeregowy ów wykazał się

„męstwem i całkowitą pogardą dla niebezpieczeństwa” podczas

„zaciekłej walki wręcz” w Korei minionego listopada, dowodząc ponad dziesięcioma podwładnymi i odnosząc poważne rany, zarazem zaś zadając „olbrzymie straty wrogowi”17. Speakman był jednym z zaledwie piętnastu poddanych Korony, którzy otrzymali to odznaczenie w ciągu sześciu dekad od zakończenia drugiej wojny światowej.

Przyznanie tego wyróżnienia miało szczególne znaczenie dla młodej królowej, która stała się także najwyższym zwierzchnikiem sił

zbrojnych. Wojskowi przysięgają wierność władcy, nie rządowi, a tym samym ich lojalność jest ponad polityków, którzy przychodzą i odchodzą. W następnych latach Elżbieta II będzie osobiście aprobować awanse na najwyższe stopnie, podpisywać nominacje oficerskie i pełnić rolę honorowego dowódcy wszystkich siedmiu regimentów Household Division – służący w nich gwardziści stanowią jej straż przyboczną.

Do kwietnia rodzina królewska zakończyła przenosiny do pałacu Buckingham, a młoda królowa wdrożyła rutynę, która prawie się nie zmieni przez całe jej panowanie. Budziła się o siódmej trzydzieści rano, gdy pokojówka odsłaniała kotary w jej sypialni na pierwszym piętrze, a Bobo (jedyna osoba, która nadal zwracała się do niej

„Lilibet” oraz „moja mała panienko”18) wnosiła tackę z herbatą earl grey i herbatnikami Marie. Tuż za Bobo do sypialni wpadały corgi królowej, które spędziły noc w dole korytarza w pomieszczeniu przyległym do pokoju kredensowego, każdy w swoim wiklinowym koszyku. Lokaj już zdążył je wyprowadzić na pierwszy spacer.

Po kąpieli (temperatura wody utrzymana była na poziomie siedemdziesięciu stopni[116] Fahrenheita), ubraniu się i uczesaniu (włosy układano i spryskiwano lakierem) Elżbieta II przechodziła przez salon, często wysłuchując wiadomości BBC na przenośnym radyjku, na śniadanie w prywatnej jadalni udekorowanej osiemnastowiecznymi obrazami. Poranne gazety leżały już przygotowane na bocznym stoliku. Na pierwszy ogień szedł Sporting Life (zastąpiony w późniejszych latach przez Racing Post), koncentrujący się na wiadomościach z toru wyścigowego, po nim zaś kolejno: Daily Telegraph (nie wyłączając dwu krzyżówek rozwiązywanych codziennie, aczkolwiek bez tezaurusa) i The Times, a dalej bulwarówki Express, Mail i Mirror, na które królowa tylko rzucała okiem. Początkowo miała w zwyczaju jeść gotowane jajko z odrobiną przyozdobionego jej monogramem masła z windsorskiego mleka i rzucać okruchy pieczywa łakomym psom. Później zastąpiła śniadanie na ciepło herbatą i tostem cienko posmarowanym marmoladą.

Punktualnie o dziewiątej rano szkocki dudziarz grał przez kwadrans, maszerując pod jej oknem, zawodząc na dudach znajome melodie rodem z górzystych rejonów Szkocji, reele i strathspeye –

co jest tradycją obowiązującą w każdym z jej pałaców zapoczątkowaną przez królową Wiktorię. O dziesiątej rano Elżbieta II zasiadała przy biurku obok wysokiego okna salonu z widokiem na pałacowe ogrody. Siadała na mahoniowym krześle w stylu chippendale o oparciu wyszytym przez jej ojca (jednym z jego hobby były robótki ręczne), w otoczeniu dokumentów i książek, zdjęć rodzinnych w srebrnych ramkach i obrazów olejnych, w tym portretu Susan, jej ulubionej suczki corgi. Była tam również mahoniowa biblioteczka Hepplewhite’a, komoda z drzewa jedwabnego, wygodna sofa, a także wazony z różami, narcyzami i innymi kwiatami ciętymi.

„Lubię, gdy w moich pokojach czuć życie”19, powiedziała.

Na biurku stały dwa telefony oraz interkom z przyciskami wzywającymi jej prywatnych sekretarzy – Tommy’ego Lascellesa i jego zastępców: Michaela Adeane’a, Martina Charterisa i Edwarda

Forda – którzy pojawiali się jeden po drugim, skłaniając się krótko na powitanie, z koszykami pełnymi dokumentów do podpisu i omówienia. Na stojąco każdy z mężczyzn zajmował się inną dziedziną, a poruszane przez nich punkty obejmowały plany podróży krajowych i zagranicznych, spotkań z duchownymi i wojskowymi, ustaw przedstawianych w parlamencie oraz inne sprawy. Edward Ford nazwał Elżbietę II „marzeniem każdego urzędnika. Cudownie się z nią pracowało, zawsze była dostępna. […] Rozmawiało się z nią tak jak z kimś znajomym podczas weekendu […] «Premier się spóźnia, może odłożymy to do jutra?» Wszystko było bardzo nieoficjalne i przebiegało w rozluźnionej atmosferze, znacząco bardziej rozluźnionej, niż to było z królem”20.

Sumiennie podchodziła do korespondencji ze zwykłymi obywatelami. Przeglądała stosiki kopert w koszyku, czytała szybko i robiła zwięzłe notatki, na których podstawie następnie jej dworki lub prywatni sekretarze sporządzali odpowiedzi. Wyjaśniła przy jakiejś okazji, że traktuje listy jako coś „raczej osobistego, ludzie piszą je, sądząc, iż otworzę je i przeczytam”. Powiedziała też, że listy

„dają pojęcie o tym, co martwi ludzi”21.

Oczekiwano, że będzie co miesiąc spotykać się na dziesięć minut z czterema ministrami należącymi do jej Tajnej Rady. Podczas tych spotkań – na których zawsze wszyscy stali, aby je skrócić – mówiła

„akceptuję” na rozmaite rządowe działania odczytywane przed nią, a głównie dotyczące przepisów i rządowych nominacji.

Codziennie z wyjątkiem Bożego Narodzenia i Wielkanocy – czy to w domu w Londynie, czy w Windsorze, na wakacjach w Sandringham czy w Balmoral, podczas weekendowych odwiedzin u przyjaciół, w trakcie podróży po Zjednoczonym Królestwie czy za granicą –

zaglądała do teczek z czerwonej skóry zawierających oficjalne dokumenty rządowe, dających się otworzyć kluczem, który miała tylko ona oraz każdy z jej trzech prywatnych sekretarzy. Czerwone teczki pękały w szwach od telegramów Ministerstwa Spraw Zagranicznych, dokumentów budżetowych, protokołów narad gabinetu, poleceń wymagających jej podpisu oraz raportów wywiadu zaklasyfikowanych jako tajne.

Wieczorna teczka, mniejsza, dostarczana przed kolacją, zawierała podsumowanie działań parlamentu z danego dnia uczynione przez rzecznika dyscypliny klubowej. Królowa wyraziła jasno, w jakiej formie je sobie życzy: „tekst liczący od trzystu do dziewięciuset słów

[…] «lekki» styl mile widziany”22. Parlamentarzyści będący autorami tych streszczeń stosowali się do wytycznych, wspominając o „mało energetycznych” debatach, o „krzykach i gwizdach”, jak również o wyrazach uznania dla mów pełnych „dowcipu, pasji i uszczypliwych wyrażeń”23. Jeśli akurat gościła na kolacji jakichś polityków, zdaniem jednego z obserwatorów, „nie była gorzej poinformowana od gości”24.

Zwyczajowo królowa otrzymywała kopię ukazującego się codziennie Informatora Dworskiego, zawierającego oficjalny spis działań rodziny królewskiej przygotowany przez pałacowego rzecznika, i poddawała go skrupulatnej kontroli, wyszukując pomyłki przed publikacją nazajutrz na łamach The Timesa i Daily Telegraphu.

W podobny sposób poprawiała i opatrywała komentarzami dokumenty rządowe, które podpisywała i dostarczała do biura swego prywatnego sekretarza następnego dnia do ósmej rano. Michael Adeane ocenił25, że królowa spędzała dziennie trzy godziny na pracy papierkowej, a nierzadko pozostawała przy biurku nawet późnym wieczorem.

Przed weekendem otrzymywała grubszą teczkę, zawierającą dość materiału, by miała co czytać w poszczególne poranki, co też czyniła pośpiesznie, lecz uważnie. Pewnego razu, przebywając u dobrych przyjaciół, królowa powiedziała: „Muszę zajrzeć do moich teczek”.

„Och, naprawdę musi pani?”, zapytał ktoś. „Gdybym to raz opuściła, nigdy już bym nie doszła z nimi do ładu”26, odparła królowa.

Istotnym punktem jej rozkładu dnia był szereg prywatnych audiencji w salonie na parterze pałacu – „mój sposób na spotykanie się z ludźmi bez świadków”, wyjaśniła przy jakiejś okazji. Te sesje dawały jej „bardzo dokładny obraz tego, co się naprawdę dzieje, czy to w rządzie, czy w służbie cywilnej. […] To, że nie ma żadnych świadków, daje ludziom poczucie, że mogą mówić, co chcą”.

Stwierdziła, że ta poufność rozmów i w konsekwencji szczerość w wyrażaniu opinii pomogła jej sformować „podstawę tego, skąd czerpię informacje”27.

Królowa Elżbieta II przy swoim biurku w pałacu Buckingham przeglądająca ściśle tajne dokumenty dostarczane jej w czerwonych skórzanych teczkach, 25 stycznia 1959 r. ©TopFoto/The Image Works.

Przez półtorej godziny każdego ranka przyjmowała listy uwierzytelniające od nowo wyznaczonych ambasadorów w strojach wizytowych lub narodowych, żegnała zaś innych wysłanników, spotykała się z duchownymi, urzędnikami państwowymi, oficerami armii i zasłużonymi obywatelami, niejednokrotnie przy tej okazji odznaczając ich wyróżnieniami na osobności zamiast podczas większej ceremonii. Wszystkie te spotkania przebiegały zgodnie z uświęconymi tradycją zasadami: gość oczekiwał w przestronnej, zdobionej złoceniami sali zwanej Bow Room[117], królowa naciskała dzwonek, drzwi się otwierały, gość przestępował próg i kłaniał się bądź dygał, po czym postępował trzy kroki w przód, następowała wymiana uścisku dłoni i rozmowa na stojąco albo padało zaproszenie do pogawędki na siedząco. Wszystkich gości o protokole informowały damy dworu, koniuszowie i prywatni sekretarze, natomiast królowa

czytała skrótowe raporty na temat każdej osoby, którą miała spotkać. Jakby napędzana idealnie wykalibrowanym wewnętrznym zegarem z nieodmienną precyzją rozpoznawała moment, w którym powinna zakończyć rozmowę, co czyniła podaniem ręki. Następnie znów naciskała dzwonek, wzywając kogoś ze starszego personelu, by wyprowadził gościa z pokoju.

Nawet gdy spożywała kolację sama lub tylko z księciem Filipem, stół w jadalni jej prywatnego apartamentu był nienagannie nakryty przez lokaja odpowiedzialnego za trzy osobne kredensy: ze szkłem, srebrem i porcelaną. Inny lokaj pchał przez korytarz zabytkowy drewniany wózek z zastawą i daniami sporządzonymi w mieszczącej się w podziemiu kuchni po przeciwnej stronie pałacu. Aby odprężyć się przed lunchem, Elżbieta II pijała dżin z dubonnetem (w równych proporcjach, z dodatkiem lodu i cytryny), przed kolacją zaś sięgała po mocniejszy dżin doprawiony martini, podawany bez lodu w przeciwieństwie do drinka Filipa precyzyjnie zmieszanego w specjalnie do tego przeznaczonym dzbanku. Paź będący starszym lokajem podawał posiłek, który był na ogół skromny – mięso z rusztu, kurczak albo ryba (zawsze pozbawiona ości), warzywa z gospodarstwa w Windsorze i ser. Ostre przyprawy były wykluczone, podobnie jak czosnek, makaron z sosem i surowe mięczaki, takie jak ostrygi czy małże. Królowa starała się także unikać ciężkich deserów, aczkolwiek gdy podawano truskawki ze śmietaną, postępowała jak za lat dziecinnych28 i gniotła je na papkę.

„Nie jest smakoszem”, rzekł były urzędnik pałacu. „Dla niej pożywienie to paliwo. Gdyby serwowano steki, Jej Królewska Mość dostałaby najmniejszy i koniecznie dobrze wysmażony”29. Artykułem pierwszej potrzeby była regularnie dostarczana woda malvern, którą wykorzystywano także do robienia lodu, szczególnie podczas wycieczek zagranicznych, gdy picie wody z kranu mogło być powodem chorób.

Południowy posiłek królowej rzadko trwał dłużej niż godzinę, natomiast jej popołudnia bardziej różniły się od siebie niż ranki.

Mogła na przykład wyjść gdzieś z wizytą, popracować jeszcze przy biurku, udzielić kolejnej audiencji, wybrać się na długi spacer z psami po pałacowych ogrodach, pozwolić sobie umyć i ułożyć włosy albo odbyć przymiarkę w garderobie z wieloma lustrami i toaletką z dołem zakrytym marszczoną tkaniną, a blatem zastawionym

złotymi szczotkami do włosów i fotografiami w ramkach.

Podwieczorek był świętością, a podawał go paź punktualnie o siedemnastej z ozdobionego draperiami wózka zapełnionego talerzami z kanapkami z ogórkiem, jajkiem i rukwią na cienkich kromeczkach pieczywa obok świeżo upieczonych bułeczek, piernika i muffinów. Królowa parzyła herbatę earl grey albo darjeeling w srebrnym czajniczku, wsypując do każdej filiżanki po łyżeczce.

Pijała herbatę letnią i zazwyczaj częstowała się tylko kanapkami, natomiast kawałkami bułeczek karmiła swoje psy.

Karol miał zaledwie trzy lata, gdy jego matka wstąpiła na tron, Anna zaś półtora roku, tak więc oboje większość czasu spędzali w sześciopokojowym skrzydle dziecięcym na drugim piętrze pałacu Buckingham bądź w rozległych ogrodach pod opieką dwu niań.

W pierwszym geście nowoczesności30 Elżbieta II zarzuciła tradycję nakazującą oficjalne ukłony i dygnięcia jej dzieciom, kiedy jeszcze były bardzo małe. W dni powszednie Karol i Anna schodzili na dół

po śniadaniu o godzinie dziewiątej trzydzieści, by przez jakiś czas pobawić się z rodzicami. Potem nie widzieli się z królową i z diukiem aż do podwieczorku, gdy opiekunki znosiły ich na dół na „ostatnie harce”31, które czasem oznaczały pluskanie się Karola w basenie wraz z ojcem.

Przygotowania dzieci do snu zaczynały się o osiemnastej, co zmusiło królową do wprowadzenia pewnej zmiany w oficjalnej rutynie. Jej ojciec udzielał audiencji premierowi we wtorki o godzinie siedemnastej trzydzieści, lecz kiedy ona początkowo robiła to samo, Karol i Anna skarżyli się: „Czemu mamusia nie bawi się z nami dzisiaj?”32. Dlatego przeniosła audiencję na godzinę osiemnastą trzydzieści, co pozwalało jej zawsze zajrzeć do skrzydła dziecięcego, dopilnować kąpieli i ułożyć maluchy do snu, a potem zająć się sprawami państwa z Winstonem Churchillem.

Przywyknięcie do roli małżonka królowej okazało się dla Filipa kłopotliwe. „Dla człowieka czynu było to niesłychanie trudne”33, powiedziała Patricia Brabourne. O ile Elżbieta II miała wszystko rozplanowane, o tyle Filip musiał dopiero rozpracować swoje stanowisko pod czujnym okiem jej dworzan, na dodatek pozbawiony był wzorca.

Książę Albert miał „nieograniczony wpływ na królową”, jak napisał

Lytton Strachey w swojej biografii królowej Wiktorii, był „głową jej

rodziny, zarządzającym jej dworem oraz sprawami osobistymi, jedynym jej poufnym doradcą politycznym i jedynym człowiekiem obecnym podczas jej rozmów z osobami urzędowymi […] opiekunem jej dzieci, jej prywatnym sekretarzem i stałym ministrem”[118]34.

W 1857 roku, po siedemnastu latach od chwili, gdy wyszła za niego wkrótce po objęciu tronu, Wiktoria oficjalnie uhonorowała swego męża, nadając mu tytuł księcia małżonka w uznaniu jego wyjątkowego statusu.

Tymczasem Filip nie tylko był wyłączony z oficjalnego życia swojej żony, nie mając dostępu do dokumentów państwowych dostarczanych jej codziennie w czerwonych teczkach, lecz również żadne z nich nie uważało za właściwe ani pożądane w dwudziestym wieku uczynienie zeń księcia małżonka. „Monarchia się zmieniła”, wyjaśniał później Filip swemu biografowi, Gylesowi Brandrethowi. „Stała się instytucją. Musiałem wpasować się w tę instytucję. […] Mnóstwo ludzi mówiło mi, czego mam nie robić. «Nie wolno ci się w to mieszać». «Trzymaj się z dala». Musiałem spróbować wspierać królową najlepiej jak umiałem, nie stając się zawadą. Trudność polegała na znalezieniu obszarów, w których mógłbym być pomocny”35.

Podobnie jak książę Albert, Filip był uznawany za outsidera przez starszych urzędników dworskich. „Mąż uchodźca”36, mówił kpiąco sam o sobie. Zraniły go zniewagi, które na niego spadły. „Filipa nieustannie tłamszono, besztano, ucierano mu nosa i dawano po rękach”37, stwierdził baron Brabourne. Ta ostrożność względem niego w dużej mierze wynikała z jego zażyłości z Dickiem Mountbattenem. „Mego ojca powszechnie uważano za lewicowca i postępowca”, wspominała Patricia Brabourne. „Obawiano się, że książę Filip sprowadzi na dwór idee nowoczesności i wprawi wiele osób w zakłopotanie”38.

Najbardziej bolesny afront spotkał go kilka dni po śmierci Jerzego VI, gdy królowa Maria usłyszała, jak Dickie Mountbatten ogłosił

tryumfalnie, że „teraz panuje dynastia Mountbattenów”39. Królową Marię i jej synową, Królową Matkę, rozgniewał jego tupet, a Elżbieta II przychyliła się do ich opinii, że powinna uhonorować wierność dziada i ojca wobec dynastii Windsorów, zachowując nazwisko Windsor, zamiast przyjmować nazwisko męża. Churchill i jego gabinet również się z tym zgadzali. Filip odpowiedział

skierowanym do Churchilla memoriałem, w którym żywiołowo protestował przeciwko radzie premiera i upierał się przy dynastii Mountbattenów, co zakrawało na ironię. Nazwisko Mountbatten odziedziczył bowiem po matce, jako że ojciec nie dał mu żadnego.

Najbliższy w historii precedens przemawiał w gruncie rzeczy za Filipem: królowa Wiktoria zrezygnowała z rodowego nazwiska Hanower i przyjęła nazwisko męża, księcia Saksonii-Koburga-Gothy.

Jej syn Edward VII panował jako pierwszy z tej dynastii, którą następnie Jerzy V zmienił na dynastię Windsorów z przyczyn politycznych. Elżbieta II miała więc wszelkie prawo dokonać podobnej zmiany. Jej niechęć w tej materii odzwierciedlała niezdolność sprzeciwienia się nie tylko Churchillowi, lecz także matce i babce. Królowa nie przewidziała, że jej decyzja będzie miała istotny wpływ na Filipa, powodując tarcia w małżeństwie. „Była bardzo młoda”, stwierdziła Patricia Brabourne. „Churchill był

wiekowy i doświadczony, a ona posłuchała jego rady udzielonej w zgodzie z konstytucją. Zawsze odnosiłam wrażenie, że gdyby doszło do tego później, byłaby w stanie powiedzieć: «Nie zgadzam się»”40.

„Jestem jedynym mężczyzną w tym kraju, któremu nie wolno przekazać dzieciom swojego nazwiska”41, pienił się Filip w obecności przyjaciół. „Jestem jakąś cholerną amebą”42. Dickie Mountbatten wyrażał się jeszcze bardziej dosadnie, winiąc „tego starego opoja Churchilla”43, który „wymusił” stanowisko na królowej. Premier nie ufał hrabiemu Mountbattenowi przede wszystkim dlatego, że jako ostatni wicekról Indii wyznaczony przez Clementa Attlee nadzorował

zwrócenie temu krajowi niepodległości. „Churchill nigdy nie wybaczył memu ojcu «oddania Indii»”44, powiedziała Patricia Brabourne.

Za kulisami i za zgodą siostrzeńca Dickie kontynuował kampanię na rzecz zmiany decyzji. Ostatecznie Filip postanowił poprzeć żonę i znaleźć dla siebie niszę, co poskutkowało trwającym dziesięciolecia aktywnym patronatem nad ponad ośmioma setkami różnych organizacji dobroczynnych o bardzo rozmaitych celach: od sportu i edukacji przez ochronę dzikiej przyrody po ochronę środowiska naturalnego. W obrębie rodziny Filip przejął zarządzanie wszystkimi rezydencjami królewskimi, by „zaoszczędzić jej sporo czasu”45, jak stwierdził. Wszakże, co jeszcze bardziej znamienne, jak w 1994 roku

napisał oficjalny biograf księcia Karola, Jonathan Dimbleby, w kwestiach dotyczących dzieci królowa „całkowicie uległa woli ich ojca”46.

Uczyniła z Filipa najwyższego domowego sędziego, napisał

Dimbleby, ponieważ „była nie tyle obojętna, ile zdystansowana”47.

Redaktor prasowy i konserwatywny polityk William Deedes, również zdystansowany rodzic, dostrzegał w tym dystansie Elżbiety II „jej walkę o to, aby być godną głową państwa, co stanowiło dla niej wielkie brzemię. Królowa na swój sposób jest ogromnie czuła, lecz nie miała dość czasu, by zajmować się rodziną. Całkowicie to rozumiem, lecz stanowiło to źródło problemów”48.

Szczególnie na początku panowania Elżbieta II koncentrowała się na roztaczaniu aury powagi monarszej. „W pierwszych pięciu latach była bardziej oficjalna”49, wspominała jedna z jej długoletnich dam dworu. Wolność, którą się cieszyła jako młoda księżniczka – pewnego razu wzięła udział w balu50 zorganizowanym w rezydencji amerykańskiego ambasadora przebrana za pokojówkę z czasów edwardiańskich u boku Filipa udającego kelnera – musiała ulec przytłumieniu, przynajmniej publicznie. Najważniejsze było zachowanie godności i w tym celu Elżbieta II często słuchała napomnień królowej Marii, aby się nie uśmiechać, nawet gdy młodość i uroda dawały jej natychmiastową przewagę. „O ileż milej mieć młodą królową niż jakiegoś mężczyznę nudziarza”51, napisała powieściopisarka Nancy Mitford[119]. Elżbieta II szczęśliwie mówiła niewiele publicznie, co pomogło jej podtrzymać wokół siebie aurę tajemniczości.

Stąpała po bardzo kruchym lodzie w stosunkach ze swoją matką owdowiałą w wieku pięćdziesięciu jeden lat. Elżbieta II doskonale zdawała sobie sprawę, jak napisała w tamtym czasie, że jej życie jest pełniejsze niż kiedykolwiek, podczas gdy przyszłość jej matki i siostry Małgorzaty „musi się wydawać bardzo mdła”52. Królowa Matka była nazbyt dobrze wychowana, aby okazywać emocje publicznie, lecz żaliła się przyjaciółkom, na przykład mówiąc Edith Sitwell[120],

że „pochłonęła ją czarna chmura smutku i nieszczęścia”53. Straciła nie tylko męża, lecz również wszystkie swoje domy i centralną pozycję na scenie. Zgodziła się przenieść do Clarence House, choć przeprowadziła się dopiero po ponad roku, czas ten spędzając nadal

w pałacu Buckingham.

Tymczasem, w trakcie odwiedzin u przyjaciół w Caithness na ponurym północnym wybrzeżu Szkocji, pod wpływem impulsu zakupiła zaniedbany zameczek54 schowany za zagajnikiem złożonym z drzew zdeformowanych i powykręcanych przez uporczywe wiatry, z widokiem na wyspy Orkney. „Ależ żałośnie wygląda”, powiedziała.

„Zupełnie jak ja”55. Nazwała go Castle of Mey i postanowiła

„wymykać się do niego czasem, gdy życie stanie się nieznośne”56.

Chociaż zakup kosztował ją symboliczne sto funtów, przeznaczyła znacznie większe kwoty na kompleksową renowację, w tym zainstalowanie kanalizacji i elektryczności, co ogółem zabrało trzy lata.

Królowa Matka nie była z tych kobiet, co jak królowa Wiktoria wycofują się z życia publicznego po śmierci męża, pogrążając się w żałobie, dlatego Churchill spotkał się z nią jesienią 1952 roku, aby zachęcić ją, by nie zaprzestawała służby, która zdobyła jej ogólnoświatowy podziw, i pomogła córce wywiązywać się z obowiązków. Koniec końców przystała na to, by pełnić rolę ogólnonarodowej babci, wiecznie uśmiechniętej i promiennej, patronki dobroczynności i ambasadora dobrej woli swego kraju i monarchii, niosąc zasadnicze przesłanie: „Celem ludzkiego życia

[jest] obdarzanie innych i nieustanne pomnażanie dobra na świecie”57.

Cecil Beaton nazwał ją „wspaniałym wzorem matki i opiekunki nas wszystkich. […] Ciepło jej współczucia spowija nas niczym pled przy kominku”58. Łączyła umiejętność nawiązywania natychmiastowego kontaktu z praktycznie każdym oraz zdolność do dramatyzowania

„niczym wielka aktorka musicalowa z lat trzydziestych zstępująca po schodach”59, jak ujął to sir Roy Strong, były dyrektor Narodowej Galerii Portretu oraz Muzeum Wiktorii i Alberta. Nikt nie patrzył

krzywo, gdy w perłach na szyi łowiła ryby w szkockich rzekach czy na umówione spotkanie przychodziła w czymś, co Beaton raz porównał do „różowej poduchowatej chmurki”60.

Jej przeznaczeniem było zachować stan wolny i odmówić sobie miłości drugiego mężczyzny, aczkolwiek nieliczni byli w stanie przewidzieć, że Królowa Matka pozostanie wdową przez równo połowę życia. Musiała to sobie kompensować poza sferą publiczną, Elżbieta II zezwoliła więc – a właściwie przychyliła się do tego, nie

szczędząc wsparcia finansowego – aby jej matka wiodła beztroskie i bujne życie prywatne usiane ciągłymi rozrywkami i stymulacją zapewnianą przez grupę energicznych przyjaciół.

Matka i córka niemal codziennie rozmawiały przez telefon. Gdy połączenie inicjowała Elżbieta II, pałacowa telefonistka mówiła do jej matki: „Dzień dobry, Wasza Królewska Mość. Jej Królewska Mość prosi o rozmowę z Waszą Królewską Mością”, co przyjęło się jako stały dowcip między przyjaciółmi i dworzanami. Zazwyczaj wymieniały wiadomości na temat koni i wyścigów, a także dzieliły się plotkami i poruszały sprawy rodzinne. „Były bardzo zżyte”, wspominała wieloletnia dworka Królowej Matki, dame Frances Campbell-Preston[121]. „Królowa Elżbieta II mogła z nią rozmawiać o swoich kłopotach. Królowa Matka była świadoma ciążącej na monarsze ogromnej odpowiedzialności. Przeżyła to u boku króla Jerzego VI, więc wiedziała wszystko o presji”61.

Królowa Matka pod wieloma względami była „edwardiańską damą o surowym światopoglądzie”62, wspominała Campbell-Preston.

„W dużym stopniu waga, jaką królowa przywiązywała do tradycji i trzymania się właściwego szablonu, była dziedzictwem po jej matce”63, dodał były urzędnik pałacowy. Wskutek tego Królowa Matka była hamulcowym zmian, które proponował wprowadzić książę Filip ze starszymi doradcami. „Królową Matkę zawsze należało uwzględnić w równaniu”, powiedział inny były urzędnik pałacowy. „Królowa miała w zwyczaju pytać: «Czy moja matka o tym wie?»”64.

Pojawiały się nieuniknione porównania – nie zawsze pochlebne –

statecznej młodej królowej, uwięzionej w okowach neutralności i poprawności, z pełną wigoru królową wdową, która swobodnie mogła okazywać radość i wesołość zdolne rozpłomienić towarzystwo.

Prywatnie obydwie podlegały65 sobie wzajemnie, aczkolwiek tylko Królowa Matka musiała dygać. A jednak w czerwcu 1952 roku podczas wizyty na zamku w Windsorze Elżbieta II była „w każdym calu władczynią. Wkraczając na pokoje, wyprzedza o dziesięć jardów[122] męża i matkę”66.

 Większość pierwszego roku panowania Elżbieta II poświęciła na przygotowania do swojej koronacji, która odbyła się we wtorek 2

czerwca 1953 roku. Kwestią pierwszorzędną było, czy zezwolić, aby

ceremonię transmitowała telewizja; wstępna decyzja królowej w tej sprawie, poparta przez Churchilla, brzmiała „nie”, w obawie, że wtargnięcie kamer i fleszów naruszy świętość ceremoniału.

Wszelako po jej ogłoszeniu w październiku 1952 roku w stronę pałacu posypały się protesty nadawców telewizyjnych i opinii publicznej niezadowolonych z tego wykluczenia z niezwykle ważnej uroczystości.

Elżbieta II ustąpiła, zrozumiawszy, że jej poddani pragną widzieć moment jej koronacji, i przystała na kompromis, zezwalając na nadawanie na żywo całej ceremonii z wyjątkiem najświętszych chwil, takich jak namaszczenie i przyjmowanie przez nią komunii, jak również zakazując robienia zbliżeń. W swym pierwszym bożonarodzeniowym orędziu radiowym z wyraźną satysfakcją oznajmiła, że w trakcie koronacji „miliony poza opactwem usłyszą przysięgi i modlitwy zanoszone w jego murach i zobaczą znaczną część pradawnego ceremoniału. […] Pragnę poprosić was wszystkich, jakąkolwiek religię wyznajecie, abyście modlili się za mnie tego dnia – módlcie się, by Bóg obdarzył mnie mądrością i siłą, żebym mogła spełnić uroczyste obietnice, które będę składać, i żebym służyła wiernie Jemu i wam przez całe swoje życie”67.

Tej samej jesieni Elżbieta II wykonała również pojednawczy gest w stronę swego męża, ogłaszając, że podczas uroczystości otwarcia parlamentu powinien on „odtąd posiadać miejsce, wyższość i pierwszeństwo obok Jej Królewskiej Mości”68. Gdy dokonywała otwarcia parlamentu po raz pierwszy w listopadzie tamtego roku, diuk Edynburga siedział na okazałym krześle po lewej stronie i parę cali poniżej jej tronu w Izbie Lordów, tak jak kiedyś książę Albert.

W przeciwieństwie do niepewnej mowy swego ojca Elżbieta II wygłosiła nienaganną siedmiominutową przemowę napisaną przez Churchilla. Jak zwykle spostrzegawczy Cecil Beaton zauważył, że jej oczy bynajmniej „nie przypominały oczu zapracowanej znękanej osoby”69.

Zaszczyt, który spotkał księcia Filipa w parlamencie, nie powtórzył

się w opactwie westminsterskim w czerwcu następnego roku.

Na sugestię królowej uczyniono go przewodniczącym komitetu mającego dopilnować przebiegu koronacji, lecz nie było mowy o tym, by szedł u jej boku. „Wszyscy założyliśmy z góry, że będzie sama”, wspominała Gay Charteris. „To musiało być dla niego trudne. Ale tak to się robi. Ona jest monarchinią. Chociaż gdyby była mężczyzną,

żona szłaby obok”70. Tak jak w 1937 roku, kiedy najpierw namaszczono odkrytą głowę Elżbiety Bowes-Lyon, a potem koronowano ją przy jej mężu. Jednakże zgodnie z tradycją małżonek królowej nie jest ani koronowany, ani namaszczany.

Nieco ponad dwa miesiące przed wielkim dniem, 24 marca 1953

roku, królowa Maria zmarła we śnie, mając osiemdziesiąt pięć lat.

Oddano jej należne honory w Westminster Hall, po czym dokonano pochówku w kaplicy Świętego Jerzego w Windsorze. Na pogrzebie był obecny jej syn, diuk Windsoru, którego jednak Elżbieta II nie umieściła na liście gości na kolacji owego wieczora ani też nie zaprosiła na koronację. Zgodziła się z Churchillem, że byłoby to

„wysoce niestosowne w wypadku króla, który abdykował”71.

Rozgoryczony diuk napisał do swojej żony: „Co za zadufana w sobie banda śmierdzieli z tych moich krewnych”72.

Przygotowania do koronacji zjednoczyły Brytyjczyków w wybuchu patriotyzmu i wielkich nadziei, gdy kraj zaczynał się wydobywać z powojennych niedoborów i stagnacji gospodarczej. Księżniczka Małgorzata stwierdziła, że były to „czasy feniksa. Wszystko powstawało z prochu. Mieliśmy tę śliczniutką młodą damę i nic nie mogło nas powstrzymać przed wzrostem”73. Idea Churchilla odnośnie do nowej epoki elżbietańskiej może była iluzoryczna, ale na pewien czas przykuła wyobraźnię Brytyjczyków i podkreśliła znaczenie monarchii, jak to wyraziła Rebecca West[123], jako

„symbolu państwa, symbolu narodu, strażnika szacunku dla siebie samych”74.

Tygodniami królowa poświęcała się zapamiętaniu każdego niuansu trzygodzinnej ceremonii. Kilkakrotnie spotkała się75 z Geoffreyem Fisherem, dziewięćdziesiątym dziewiątym arcybiskupem Canterbury, który wyjaśnił jej religijne znaczenie poszczególnych rytuałów i przekazał słowa modlitw. Elżbieta II powtarzała swoje kwestie i ćwiczyła kroki codziennie w sali balowej pałacu Buckingham.

Na ramiona miała narzucone prześcieradła zszyte ze sobą i wyposażone w obciążniki, aby udawały bogate szaty i tren. Siadała przy biurku z ważącą pięć funtów[124] koroną Świętego Edwarda pamiętającą czasy Karola II[125] i wysłuchiwała nagrań z koronacji swego ojca.

Bernard Fitzalan-Howard[126], szesnasty diuk Norfolk, drobny, rumiany i wysoce skuteczny w działaniu członek Izby Lordów

noszący dodatkowo tytuł lorda marszałka, odpowiadał

za wyreżyserowanie całości ceremonii (co było ironią losu, gdyż jako rzymski katolik musiał pilnować przebiegu protestanckiego nabożeństwa). Jego żona Lavinia, diuszesa Norfolk[127], zastępowała królową w opactwie westminsterskim podczas licznych prób, których kilka uważnie obserwowała Elżbieta II. Druhny królowej, sześć niezamężnych córek najznaczniejszych dziedzicznych arystokratów (diuków, hrabiów i markizów), odpowiedzialne za niesienie trenu, także często ćwiczyły w opactwie i raz miały próbę w pałacu.

Zapytana, czy będzie chciała przerwę w środku ceremonii, królowa odparła: „Poradzę sobie. Jestem silna jak koń”76.

Około miliona osób przybyło do Londynu na wielką galę, w tym czterdzieści tysięcy Amerykanów. Oficjalnej amerykańskiej delegacji przewodniczył generał George Marshall, a w jej skład wchodzili między innymi Earl Warren, gubernator Kalifornii, i generał Omar Bradley. W tłumie znalazła się również dwudziestoczteroletnia Jacqueline Bouvier – późniejsza żona prezydenta Johna F. Kennedy’ego – będąca w tamtym czasie reporterką Washington Times Heralda i zdająca lekko fanaberyjne relacje z londyńskiej sceny. „Wszyscy zdetronizowani monarchowie zatrzymali się w Claridges’s”77, napisała, a panie muszą zacząć układać fryzury o trzeciej trzydzieści nad ranem, by w dzień koronacji o szóstej trzydzieści rano zasiąść na swoich miejscach już w tiarach,

„co wymaga nieco zachodu”78.

W noc poprzedzającą koronację setki tysięcy widzów znosiły nietypowe o tej porze roku niskie temperatury, sieczący wiatr i ulewy, by zająć pozycje wzdłuż trasy orszaku, który miał wyruszyć o dziewiątej rano. Na procesję składało się dwadzieścia dziewięć orkiestr i dwadzieścia siedem karoc, jak również trzynaście tysięcy żołnierzy reprezentujących około pięćdziesięciu narodowości, w tym Indusi, Pakistańczycy, Malajowie, Fidżyjczycy, Australijczycy i Kanadyjczycy. Salote[128], królowa Tonga (terytorium zależnego Wielkiej Brytanii na południowym Pacyfiku) stała się ulubienicą tłumu, gdy nie zważając na warunki pogodowe, przejechała w niezadaszonym powozie – „pokaźna ciepła osoba”79, którą

„spowijał purpurowy jedwab i zdobiło wspaniałe pióro u korony powiewające na wietrze”80.

Elżbieta II przejechała do opactwa westminsterskiego w długiej

na dwadzieścia cztery stopy[129] złotej karecie ze złoconymi płaskorzeźbami i zdobionymi drzwiczkami przedstawiającymi klasyczne sceny namalowane w osiemnastym wieku. Osiem siwków, z których jeden nosił imię Eisenhower, ciągnęło ten bajkowy powóz.

Z okazji ceremonii królowa włożyła diadem swej praprababki oraz suknię koronacyjną z białego atłasu z krótkim rękawem i dekoltem w serce, o przylegającej górze i dzwonowato rozszerzającej się ku dołowi spódnicy ozdobionej bogato symbolami Wielkiej Brytanii i innych domen Commonwealthu (między innymi różą, ostem, koniczyną, liściem klonowym i paprocią[130]), z których wszystkie wyszyto jasnym jedwabiem, złotą i srebrną nicią, półszlachetnymi kamieniami, perłami i skrzącymi się kryształkami. Dało się dostrzec jej uśmiech, gdy wiwatującym donośnie tłumom machała dłonią obleczoną w długą białą rękawiczkę. Książę Filip włożył mundur galowy admirała floty, na który podczas koronacji narzucił

ceremonialne szkarłatne szaty i gronostajową pelerynę.

Pojawienia się królowej punktualnie o godzinie jedenastej rano oczekiwały w drzwiach opactwa jej panny dworskie odziane w identyczne białe atłasowe suknie z haftem z pereł. „Była odprężona i wyglądała prześlicznie”, wspominała Anne Glenconner (podówczas lady Anne Coke, córka hrabiego Leicester). „Miała wspaniałą filigranową figurę ze szczupłą talią i cudowną cerą oraz ogromne oczy. Książę Filip roztoczył nad nią opiekę, instruując nas:

«Zrób to, zrób tamto»”81. Jedna z dworek królowej powiedziała:

„Musi być pani bardzo zdenerwowana”. „Oczywiście, że jestem zdenerwowana”, odparła Elżbieta II, „ale mam pewność, że Aureole wygra”82, nawiązując do swojego konia, który miał wziąć udział

w derbach parę dni później.

Panny dworskie pod okiem owdowiałej diuszesy Devonshire, od niedawna wielkiej garderobianej, poprawiły monarszą szatę koronacyjną z karmazynowego aksamitu podbijaną gronostajami i zdobioną koronką ze złotej nici. Kiedy panny dworskie pochwyciły atłasowe rączki osiemnastostopowego[131] trenu, królowa obejrzała się przez ramię i zapytała: „Gotowe, dziewczęta?”83. Podniosły ciężki aksamit i ruszyły długą nawą ku wyłożonej złotym dywanem „scenie”

koronacyjnej pośrodku opactwa, przed głównym ołtarzem lśniącym od regaliów: bereł, mieczy i koron, udrapowanym złotymi, karmazynowymi i błękitnymi tapiseriami, błyszczącym w świetle

silnych reflektorów telewizyjnych.

W orszaku znajdowali się przywódcy państw, dyplomaci, afrykański wódz w skórze lamparta i nakryciu głowy z piór, muzułmanin w prostej czarnej galabiji, książęta i członkowie rodziny królewskiej, w tym matka Filipa odziana w gołąbkowy habit zakonnicy i podwikę, Królowa Matka i księżniczka Małgorzata ciągnące każda tren długi na dwanaście stóp[132].

Wszystkie panie włożyły suknie balowe, natomiast panowie – to znaczy ci, którzy nie mieli na sobie powłóczystych szat, strojów plemiennych ani tradycyjnych ubiorów („bez wyjątku wziętych z martwych kart brytyjskiej historii”84, jak napisał Russel Baker na łamach Baltimore Sun) – włożyli fraki i białe muchy, aczkolwiek Aneurin Bevan, laburzystowski polityk, wystąpił w wyzywająco prostym czarnym garniturze.

Gdy królowa zbliżyła się do głównego ołtarza, sunąc ciężką suknią

„to w przód, to w tył pięknym rytmicznym ruchem”85, chór chłopięcy Westminster School zaśpiewał: „Vivat Regina Elizabetha! Vivat!

Vivat! Vivat!”, co było jedynym łacińskim wtrętem podczas całego nabożeństwa. W trakcie ceremonii, której znaczna część wywodziła się z czasów pierwszej koronacji w opactwie Wilhelma Zdobywcy w dzień Bożego Narodzenia 1066 roku, Elżbieta II zajmowała kolejno trzy różne siedziska. Pierwsze z nich, zwane Chair of Estate, zwrócone było w stronę drzwi opactwa, a stało przed galerią królewską, którą umieszczono za długim stołem zasłanym srebrną i złotą zastawą, w tym ogromnych rozmiarów talerzami, kielichami i solnicami. Rzeźbione w dębinie krzesło Edwarda Wyznawcy, używane podczas koronacji od 1308 roku, stało przodem do głównego ołtarza. Za nim na podwyższeniu, również przodem do ołtarza, znajdował się królewski tron, na którym Elżbieta zasiadła po namaszczeniu i koronowaniu.

Elżbieta II stała obok krzesła Edwarda Wyznawcy, gdy arcybiskup rozpoczynał „obwieszczenie”, przedstawiając ją siedmiu i pół

tysiącowi gości usadowionych w czterech częściach opactwa. Kiedy każda ćwiartka kolejno odpowiadała „Boże, chroń królową Elżbietę!”

i rozlegała się fanfara, Elżbieta II skłaniała lekko głowę86 i wolno opadała w półdygnięciu – ten jeden jedyny raz wykonując ów podwójny pokłon.

Po powtórzeniu przez nią słów przysięgi koronacyjnej, w której

zobowiązała się przestrzegać praw Wielkiej Brytanii, domen, terytoriów zależnych i protektoratów oraz „zachować Boskie prawa”, rozpoczęła się najświętsza część ceremonii. Królowa stanęła przed pierwszym krzesłem, a panny dworskie zdjęły jej karmazynową szatę, rękawiczki, biżuterię i diadem. Następnie diuszesa Devonshire i lord wielki szambelan, markiz Cholmondeley[133], pomogli Elżbiecie II włożyć colobium sindonis, prostą białą lnianą albę z szerokim dekoltem i obfitym plisowanym dołem pasującą na jej suknię. „Lord Cholmondeley musiał zapiąć albę z tyłu”, wspominała Anne Glenconner. „Nie potrafił zapinać haftek, więc wymieniono je na zatrzaski, aby musiał tylko spiąć dwie części”87.

Czterech rycerzy Orderu Podwiązki dzierżyło srebrne drągi podtrzymujące baldachim z jedwabiu przetykanego złotem nad krzesłem Edwarda Wyznawcy, gdzie królowa siedziała, oczekując namaszczenia poza zasięgiem kamer telewizyjnych. „To był

najbardziej przejmujący moment”, kontynuowała Anne Glenconner.

„Wydawała się taka młoda, z gołą głową i tylko w białej albie narzuconej na suknię”88. Arcybiskup Canterbury uronił krzyżmo z ampułki z dwudziestodwukaratowego złota w kształcie orła do dwunastowiecznej posrebrzanej łyżki służącej do namaszczania.

Namaścił Elżbietę świętym olejem, czyniąc znak krzyża na wnętrzu obu jej dłoni, czole i obnażonej górnej części piersi. „Pewne zainteresowanie wzbudziło to”, można przeczytać w jednej relacji,

„że Elżbieta w przeciwieństwie do Wiktorii nie zabroniła arcybiskupowi namaścić swojej piersi”89.

Następnie odziano ją w szaty koronacyjne ważące trzydzieści sześć[134] funtów. Były one uszyte ze sztywnego tkanego złotogłowiu, a składały się na nie: Supertunica podtrzymywana szerokim pasem, wyszywana Stole Royal na szyi oraz Imperial Mantle – obszerna lśniąca peleryna zapinana na złotą broszę w kształcie orła. Części jej garderoby, od najprostszej lnianej sukienki po przepyszne szaty, zostały zaprojektowane tak, by w połączeniu z symboliką namaszczenia oddać nieomal duchowny status królowej. Brytyjscy monarchowie już przed wiekami zarzucili ideę panowania z łaski Bożej i odpowiedzialności tylko przed Wszechmocnym, pozwalającą im na władanie krajem bez zwracania uwagi na rady zwykłych śmiertelników z rządu czy parlamentu. Jednakże jako głęboko wierząca chrześcijanka, królowa wierzyła, że koronacja uświęca ją

w obliczu Boga do służby ludowi, podobnie jak papież zyskuje błogosławieństwo podczas ordynacji.

Królowa Elżbieta II z ważącą pięć funtów koroną Edwarda Wyznawcy na głowie i w złotych szatach koronacyjnych po koronowaniu przez arcybiskupa Canterbury, 2 czerwca 1953 r. Hulton Archive/Getty Images.

„Prawdziwa waga koronacji w jej wypadku wiązała się z namaszczeniem, a nie z włożeniem korony na głowę”, powiedział

kanonik John Andrew, przyjaciel rodziny królewskiej i starszy kapelan przy setnym arcybiskupie Canterbury. „Została konsekrowana i to czyni z niej królową. To najistotniejsze zdarzenie w jej życiu. Nie może abdykować. Tkwi w tym po kres swoich dni”90.

W dalszej części ceremonii wręczono jej regalia – każdy z „ozdobników” symbolizował jej pozycję monarchy, poczynając od dwu armilli, grubych dwudziestodwukaratowych bransolet ze złota symbolizujących szczerość i mądrość. Otrzymała także złote ostrogi, grubą białą rękawiczkę, zachęcającą do „łagodności w nakładaniu podatków”91 oraz – aby miała czym bronić dobra i karać zło – miecz koronacyjny[135], który zaniosła do ołtarza, z szacunkiem trzymając go w obu rękach. Rubinowo-szafirowy pierścień koronacyjny włożono jej na serdeczny palec prawej dłoni, by podkreślić jej wierność wobec poddanych; wysadzane klejnotami berła symbolizowały królewską władzę, miłosierność i supremację, natomiast jabłko zwieńczone krzyżem ze szlachetnych kamieni odzwierciedlało moc Chrystusa nad ludzkością.

Nadal siedząc na krześle Edwarda Wyznawcy, nieomal ginąc w przytłaczających złotych szatach i trzymając oba berła w dłoniach, przyglądała się z „ogromnym natężeniem”92 arcybiskupowi, który błogosławił imponującą koronę Świętego Edwarda ze szczerego złota wysadzaną czterysta czterdziestoma czterema kamieniami półszlachetnymi. Arcybiskup Canterbury uniósł klejnot w powietrze, po czym pewnie włożył go na głowę królowej, która na moment się pochyliła, po czym znowu wyprostowała się godnie. Równocześnie odziani w szkarłat i gronostaje parowie królestwa w jednej z ćwiartek opactwa oraz ich obsypane biżuterią żony w drugiej, także w czerwonych aksamitach i podbijanych futrem pelerynach, nałożyli sobie na głowy otoki ze złota, aksamitu i gronostajów.

Wszyscy zakrzyknęli: „Boże, chroń królową!”, po czym rozbrzmiały salwy armatnie w Hyde Parku i w Tower. Kiedy arcybiskup intonował

„Niech Pan Bóg ubierze cię w koronę chwały i prawości”, Elżbieta dosłownie czuła brzemię odpowiedzialności – oraz szat, korony i bereł, ważących łącznie ponad czterdzieści pięć funtów[136] –

na swych wątłych barkach.

Wraz z arcybiskupem i lordem marszałkiem królowa dzierżąca

wciąż berła opuściła platformę, by zasiąść na tronie i przyjąć hołd od swych „książąt i parów”. Pierwszy był arcybiskup Canterbury, za nim diuk Edynburga, który podszedł do tronu w długiej czerwonej szacie i z odkrytą głową, wspiął się po pięciu stopniach i uklęknąwszy przed żoną, włożył swoje dłonie między jej i powiedział: „Ja, Filip, zostaję twoim wasalem na śmierć i życie, póki tchu w piersi, i ślubuję ci wierność, szczerość i obronę przed wszystkimi wrogami, tak mi dopomóż Bóg”. Gdy wstał z klęczek, dotknął korony i ucałował

królową w lewy policzek, podpowiadając, by poprawiła sobie koronę, po czym cofnął się i krótko skłonił przed żoną.

Nieco wcześniej na galerii królewskiej pojawił się malutki książę Karol ubrany w białą atłasową koszulkę i ciemne krótkie spodenki.

Wszedł tylnymi drzwiami i zajął miejsce między Królową Matką i księżniczką Małgorzatą, aby uczestniczyć w namaszczeniu matki, przekazaniu jej regaliów, koronacji i hołdzie składanym jej przez ojca. „Patrz, to mamusia!”93, powiedział do swojej babki, która uśmiechnęła się blado. Czteroipółletni następca tronu przyglądał się szeroko otwartymi oczyma, to podekscytowany, to znów zdumiony, a Królowa Matka pochylała się ku niemu i szeptała mu wyjaśnienia.

Kobieta, która przed zaledwie szesnastoma laty była bohaterką tej samej ceremonii, uśmiechała się nieprzerwanie, lecz Beaton wypatrzył w wyrazie twarzy Królowej Matki „smutek zmieszany z dumą”94. „Zwykła mawiać, że bycie monarchą przypomina bycie księdzem”, powiedziała Frances Campbell-Preston. „Przypuszczam, że oglądanie namaszczenia na królową własnej córki jest dość niezwykłe”95. Księżniczka Małgorzata miała lekko zamglone spojrzenie i wedle jednej relacji w trakcie całej uroczystości „ani razu nie oderwała spojrzenia od spokojnej twarzy siostry”96.

Jednakże pod koniec ceremonii płakała. „Och, ależ pani smutno wygląda”, powiedziała Anne Glenconner do zapłakanej księżniczki z zaczerwienionymi oczyma. „Straciłam ojca i straciłam siostrę”, odparła Małgorzata. „Odtąd będzie taka zajęta. Nasze życie ulegnie zmianie”97.

Ciągnąca się godzinami inwestytura zakończyła się po tym, jak orszak arystokratów złożył królowej hołd i wierni przyjęli komunię; królowa także uklękła, aby przyjąć wino i chleb „po prostu jako komunikanty”98. Następnie Elżbieta II wraz ze swymi pannami dworskimi zrobiła sobie krótką przerwę, znikając w kaplicy Edwarda

Wyznawcy, gdzie zrzuciła złote szaty, włożyła z powrotem biżuterię i otrzymała nowy strój z lamowanego gronostajami purpurowego aksamitu podbijanego białym jedwabiem, z wyszytą złotą koroną i monogramem E. R. Tam też zdjęła koronę Edwarda Wyznawcy, którą wkłada się tylko w trakcie koronacji, i zamieniła ją na lżejszą –

ważącą jedynie trzy funty[137] – brytyjską koronę państwową, którą w przyszłości będzie nosić podczas otwarcia parlamentu i przy okazji innych uroczystości państwowych. Ta słynna korona zawiera najbardziej wyjątkowe klejnoty na świecie: Rubin Czarnego Księcia, który Henryk V[138] nosił podczas bitwy pod Azincourt w 1415 roku, Szafir Stuartów oraz Małą Gwiazdę Afryki. Przed opuszczeniem kaplicy99 arcybiskup wyciągnął spod złoto-zielonego ornatu butelkę brandy. Puścił ją w obieg, aby królowa i jej panny dworskie wzmocniły się przed procesją.

Królowa Matka (po lewej) z księciem Karolem i księżniczką Małgorzatą w loży królewskiej opactwa westminsterskiego podczas ceremonii koronacji, 2 czerwca 1953 r. Topical Press Agency/Getty Images.

Dzierżąc dwuipółfuntowe jabłko oraz dwufuntowe[139] berło,

podczas gdy panny dworskie unosiły skraj jej osiemnastostopowego trenu, świeżo koronowana królowa przeszła nawą opactwa do aneksu, gdzie wraz ze swoimi dworkami spożyła lunch, na który podano potrawę nazwaną Coronation Chicken – to jest kawałki kurczaka na zimno w sosie majonezowym zaprawionym curry z połówkami moreli. Następnie Elżbieta II i Filip zasiedli w złotej karocy, by przez dwie godziny pokonywać odcinek siedmiu mil[140]

przez Londyn zalany deszczem.

Znalazłszy się w pałacu Buckingham, królowa miała zziębnięte dłonie i nos od przeciągu panującego we wnętrzu powozu. Mimo to była pełna werwy, gdy zmierzała z dworkami do Green Drawing Room[141]. „Wszystkieśmy pobiegły korytarzem i usiadły obok siebie na sofie”, wspominała Anne Glenconner. „Królowa powiedziała: «Och, wspaniale. Wszystko poszło jak z płatka!» Byłyśmy roześmiane”100.

Elżbieta II zdjęła koronę, którą natychmiast włożył sobie na głowę książę Karol i po chwili przewrócił się pod jej ciężarem, podczas gdy księżniczka Anna z chichotem szalała pod matczynym trenem.

Królowa Matka zdołała opanować ekscytację obojga. „Zakotwiczyła ich w swoich ramionach”, jak opisał to Beaton, „pochylając głowę, by ucałować księcia Karola we włoski”101.

Królowa Elżbieta II i książę Filip wracający po koronacji do pałacu Buckingham w dwudziestoczterostopowej złotej karocy, skonstruowanej w XVIII w., 2 czerwca 1953 r. Reginald Davis, kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego (Londyn).

Tego dnia świętowano nie tylko sukces koronacji, lecz także –

odkąd rano przyszły wiadomości o wyprawie Edmunda Hillary’ego z Nowej Zelandii i jego tybetańskiego Szerpy, Tenzinga Norgaya –

zdobycie Mount Everestu przez Brytyjczyków. „Elżbietańscy odkrywcy”102 wznieśli brandy toast za królową i rozwinęli jej sztandar na szczycie najwyższej góry na Ziemi, pięć i pół mili[142] nad poziomem morza.

Jak Earl Warren doniósł prezydentowi Dwightowi Eisenhowerowi,

„koronacja zjednoczyła naród w niesłychanym stopniu”103.

Zdumiewająca liczba ludzi obejrzała ceremonię na ekranach telewizorów. Oceniano, że w Wielkiej Brytanii oglądało transmisję na żywo dwadzieścia siedem milionów osób z ogółem trzydziestu sześciu milionów obywateli i że z tej okazji podwoiła się liczba

właścicieli odbiorników telewizyjnych. Przyszły premier104 John Major, podówczas dziesięcioletni, mile wspominał oglądanie ceremonii na rodzinnym pierwszym telewizorze, tak samo jak Paul McCartney. „To były podniecające czasy”, mówił McCartney.

„Dorastałem z królową, uważając ją za ślicznotkę. Była piękna i olśniewająca”105. Mniej więcej jedna trzecia Amerykanów – czyli jakieś 55 milionów z populacji liczącej wówczas ogółem 160 milionów

– również włączyła odbiorniki, bądź to w dzień wydarzenia, oglądając tylko fotografie z komentarzem radiowym, bądź nazajutrz, aby obejrzeć retransmisję.

Wyjątkowo bacznym widzem w Paryżu był uprzedni król Edward VIII, który abdykował, zanim został koronowany (co stanowiło istotne rozróżnienie, gdyż jak ujął to jeden z przyjaciół królowej, Edward

„nie został namaszczony, więc tak naprawdę nigdy nie był

królem”106), a ostatnio brał udział w takiej uroczystości w 1911

roku, kiedy jako szesnastoletni książę Walii był świadkiem koronacji swego ojca na króla Jerzego V. Obecnie odziany w stylowy dwurzędowy szary prążkowany garnitur diuk Windsoru oglądał

transmisję w domu Margaret Biddle, zamożnej Amerykanki, która wyprawiła „telewizyjny lunch”107 dla setki gości. Ustawiła trzy odbiorniki w jednym z pokoi zapełnionych rzędami pozłacanych krzeseł, a diuk zasiadł pośrodku pierwszego rzędu, skąd obserwował

relację „bez śladu zazdrości czy rozgoryczenia”. Pod koniec uroczystości przeciągnął się, wyrzucając ramiona w górę, zapalił

papierosa i stwierdził spokojnie: „Imponująca ceremonia.

I poruszająca. Być może tym bardziej, że jej bohaterką była kobieta”.

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

„Szczególnie będzie tęsknić za cotygodniowymi audiencjami, które znajdowała tak rzeczowymi, a także – o ile można tak się wyrazić, gdy idzie o sprawy państwowe – zajmującymi”.

Winston Churchill żegnający się z królową Elżbietą II po uroczystej kolacji z okazji ustąpienia ze stanowiska premiera, kwiecień 1955 r. Associated Press.

Rozdział V

Sprawy państwowe

Narowisty trzyletni młody kasztanek imieniem Aureole, który zajmował myśli królowej przed koronacją, był jednym z faworytów podczas derbów koronacyjnych w sobotę 6 czerwca 1953 roku, sto siedemdziesiątych czwartych na torze w Epson. Jego ojcem był

Hyperion, a matką Angelola, ale jego imię wzięło się od dziadka, ogiera zwącego się Donatello po artyście włoskiego renesansu, znanym ze śmiałych aureol dodawanych angelicznym rzeźbom.

Królowa przepada za nadawaniem imion swoim źrebakom. Przy talencie do krzyżówek i gier salonowych takich jak szarady nie brak jej wyobraźni i szybkich skojarzeń – klaczka Angelola, na przykład, z ojca Donatella i matki Feoli albo Lost Marbles z matki Amnesii i ojca Lorda Elgina[143]. „Sięgała do przeróżnych pokładów wiedzy, nie wyłączając starego szkockiego nazewnictwa”1, wspominała Jean hrabina Carnarvon[144], której mąż, Henry Porchester, późniejszy hrabia Carnarvon, aczkolwiek królowej znany jako „Porchey”, był

przez trzy dekady najbliższym doradcą Elżbiety II w sprawie hodowli koni i wyścigów.

Królowa została przewieziona2 wraz z małżonkiem po torze wyścigowym w Epson w kabriolecie Daimlera do wtóru wiwatów pół

miliona widzów, co było rekordową liczbą. Z loży królewskiej śledziła przez lornetkę, jak jej kolory wyścigowe (purpurowy trykot ze złotym warkoczem, szkarłatne rękawy i aksamitna czarna czapka dżokejka ze złotymi frędzlami) miga na długości półtoramilowego[145] toru wśród dwudziestu sześciu innych galopujących koni pełnej krwi.

Aureole uplasował się na drugiej pozycji, lecz nie potrafił wyprzedzić Pinzy, który wygrał o cztery długości. W okularach słonecznych i dopasowanym kapelusiku przypominającym hełm królowa uśmiechała się i machała ręką pomimo rozczarowania. Zwycięski dżokej, czterdziestodziewięcioletni sir Gordon Richards, został

pasowany na rycerza (jako pierwszy dżokej w historii) przez królową zaledwie kilka dni wcześniej. Zaproszony do loży królewskiej powiedział później, że „wspaniała z niej zawodniczka”3 i „zdawała się równie jak ja zachwycona wynikiem wyścigu”4.

W loży królewskiej znajdował się również Winston Churchill, który chyba najżarliwiej ze wszystkich dopingował królową podczas uroczystości koronacyjnych. W ciągu szesnastu miesięcy – co do dnia

– od objęcia tronu nawiązała zażyłą i wyjątkową więź z najbardziej onieśmielającym brytyjskim mężem stanu. Żywiona przezeń sympatia dla jej rodziców oraz doświadczenia drugiej wojny światowej, które oboje ukształtowały, zapewniły im kopalnię wspomnień i wspólną perspektywę, mimo iż różnica wieku między nimi wynosiła półwiecze.

Ona doceniała jego mądrość, doświadczenie i elokwencję i oczekiwała od niego wskazówek, jak postępować jako monarcha.

W dodatku Churchill był wspaniałym kompanem, i to nie tylko dlatego, że podzielał zamiłowanie swojej królowej do hodowli koni i wyścigów, która to pasja pojawiła się w jego życiu dość późno.

Na wtorkowe wieczorne spotkania z królową zawsze stawiał się w Bow Room w surducie i cylindrze. Audiencje premiera wymagały absolutnej dyskrecji, niewiele więc wyciekło szczegółów dotyczących tych rozmów. Lata później, gdy Elżbietę II zapytano, kogo z największą przyjemnością podejmowała, odpowiedziała: „Winstona oczywiście, ponieważ zawsze było z nim wesoło”5. Odpowiedź

Churchilla na pytanie, jaki temat najczęściej wypływa w ich dyskusjach, brzmiała: „Och, wyścigi”6, natomiast jego córka Mary Soames przyznała, że „sporo czasu w trakcie każdej audiencji poświęcali na rozmowę o koniach”7.

Dworzanie odprowadzali premiera na audiencję, czekali w pomieszczeniu obok, po czym wypijali razem z nim whisky z wodą sodową, gawędząc przez jakieś pół godziny. „Nie słyszałem, o czym rozmawiają”, zanotował Tommy Lascelles w swoim pamiętniku, „lecz cokolwiek to było, kontrapunktowały to wybuchy śmiechu, a Winston najczęściej wychodził, ocierając oczy. «Jest en grande beauté ce soir» powiedział pewnego wieczoru swym szkolnym francuskim”8.

Stosunki między królową i Churchillem wymuszały porównania z królową Wiktorią, która objęła tron w wieku lat osiemnastu, oraz pięćdziesięcioośmioletnim Williamem Lambem, wicehrabią Melbourne, jej premierem. Sposób bycia Melbourne’a, jak napisał

Lytton Strachey, „łączył, w sposób zupełnie naturalny i niewymuszony, czułą troskliwość ojca z szacunkiem i względami, jakie należały się królowej od męża stanu i gościa na królewskim dworze. Był serdeczny, a jednak pełen uszanowania, był zarazem

sługą i przewodnikiem”9. [146] Aczkolwiek zapytana wprost przez byłego dworzanina Richarda Molyneux na wczesnym etapie panowania, czy Churchill traktuje ją jak Melbourne Wiktorię, Elżbieta II powiedziała: „Ani trochę. Moim zdaniem jest niesłychanie uparty”10.

W żadnym razie nie miała oporów przed przyłapywaniem swojego premiera na nieprzygotowaniu, jak wtedy, gdy Churchill nie przeczytał ważnej depeszy od ambasadora Wielkiej Brytanii w Iraku.

„Co pan sądzi o tym wielce interesującym telegramie z Bagdadu?”11, zapytała królowa w tamten wtorek. Z głupią miną przyznał, że nie widział go jeszcze na oczy, po czym wrócił na Downing Street 10

„w przeraźliwym pośpiechu”12. Przeczytawszy depeszę, uświadomił

sobie, że faktycznie ma ona wielkie znaczenie.

„Nawet jeśli ją uczył, nie uciekał się do dydaktyki”, stwierdziła Mary Soames. „Doskonale zdawała sobie sprawę z pozycji narzuconej jej przez konstytucję. Mój ojciec z kolei świetnie wiedział, jak konstytucyjna pozycja monarchy ma się do premiera, rządu i parlamentu. Bardzo jej się przysłużyło, że pierwszy premier miał

o tym pojęcie. Większość bowiem go nie ma. Ogromne doświadczenie mojego ojca w rządzeniu również musiało być pomocne. Dyskutowali o teraźniejszości. Niemożliwe, by nie poruszali tematów personalnych. Chociaż była młoda, nie brakowało jej doświadczenia.

Wiele podróżowała. Prawdopodobnie znała niektórych lepiej niż on, mogła mu więc o nich opowiadać. Mój ojciec był pod wielkim wrażeniem jej spostrzegawczości. Zawsze też uważała na to, co robi.

Nigdy nie słyszałam, by mówił, że brak jej pewności siebie”13.

Drobnym przykładem rosnącej pewności siebie Elżbiety II była sytuacja, gdy Churchill kończąc swoje pamiętniki z czasów drugiej wojny światowej, poprosił ją o zgodę na publikację dwóch listów, które napisał do jej ojca. Spełniła jego prośbę, lecz zauważyła przy tym, że jego język był „dość ostry w stosunku do Polaków”, po czym wyraziła życzenie, aby „w interesie międzynarodowej przyjaźni stonował nieco”14 swoje słowa. Churchill bez sprzeciwów zmienił

oryginalną wersję listu, który napisał przed dekadą.

W tygodniach poprzedzających koronację

siedemdziesięcioośmioletni premier podjął się większej liczby obowiązków, gdy Anthony Eden przeszedł nieudaną operację pęcherzyka żółciowego i musiał polecieć do Bostonu na ponowną

operację i długą rekonwalescencję w Stanach Zjednoczonych. Mimo iż Eden był ministrem spraw zagranicznych, praktycznie pełnił rolę zastępcy Churchilla. Zdaniem Clementine Churchill „wysiłek”15

spowodowany dodatkowym brzemieniem „zrobił swoje”. Podczas gdy Eden przebywał za granicą, Churchill doznał udaru mózgu po kolacji wydanej na cześć włoskiego premiera w dniu 23 czerwca 1953 roku.

Co zdumiewające, jako że jego umysł wcale nie ucierpiał, Churchill wraz ze współpracownikami był w stanie tuszować objawy paraliżu

„zmęczeniem”16 i tym samym ukrywać prawdę o chorobie.

Królowa dowiadywała się o stan zdrowia Churchilla, napisała utrzymany w lekkim tonie list17, aby poprawić mu humor, a we wrześniu zaprosiła go do Doncasteru na wspólne oglądanie gonitwy St. Leger, a potem na tygodniowy pobyt w Balmoral.

Churchill nadspodziewanie szybko wracał do zdrowia, chociaż nadal musiał na siebie uważać. Kiedy trzymał się w tyle loży królewskiej na torze wyścigowym, królowa rzekła doń: „Chcą pana zobaczyć”18.

Przeszedł więc na przód i jak później powiedział swemu lekarzowi,

„otrzymał nie mniejszy aplauz niż ona”.

Po okresie odpoczynku spędzonym na południu Francji Churchill wrócił do pracy przed październikiem 1953 roku i znów wygłaszał

mowy i przewodniczył posiedzeniom rządu. Jednakże łatwo się męczył i zaczął mieć kłopoty z pamięcią. Najwyraźniej nadeszła pora na jego emeryturę, lecz królowa nie wywierała na niego presji podczas cotygodniowych audiencji. Churchill składał Edenowi jedną obietnicę za drugą, zarzekając się, że ustąpi ze stanowiska w określonym dniu, po to tylko, by wynajdywać kolejne wymówki dla pozostania u steru. Według żony Edena, Clarissy, premier „zwodził

tak wszystkich przez prawie dwa lata”19.

Oprócz stanu zdrowia Churchilla tamtego lata zaprzątała młodą królową również wysoce delikatna sprawa rodzinna niosąca implikacje konstytucyjne. Zakochana księżniczka Małgorzata powzięła zamiar zamążpójścia za jednego z najbardziej zaufanych współpracowników rodziny królewskiej od 1944 roku, trzydziestoośmioletniego pułkownika lotnictwa Petera Townsenda, który był nie tylko szesnaście lat starszy od Małgorzaty, ale także po rozwodzie i z dwójką synów.

Przystojny, łagodny pilot RAF-u otrzymał w czasie drugiej wojny

światowej liczne medale i został uznany za bohatera po tym, jak strącił jedenaście niemieckich samolotów podczas Bitwy o Anglię.

Początkowo trafił do pałacu Buckingham na trzy miesiące jako koniuszy, co w praktyce oznacza aide-de-camp[147] wspomagającego monarchę przy organizowaniu imprez, zapewnianiu logistyki i zajmowaniu się gośćmi. Lascelles odnotował, że Townsend był

„diabelnie marnym koniuszym: nie można było na niego liczyć, nawet gdy szło o zamówienie auta na określoną porę dnia, wszelako zawsze mu wybaczaliśmy, ponieważ trzykrotnie go zestrzelono do morza w naszej obronie”20. A jednak spokojny i empatyczny Townsend zyskał sympatię Jerzego VI, który uczynił zeń stałego członka swego personelu, najpierw jako koniuszego, a następnie jako wiceochmistrza dworu, którego zadaniem było organizowanie wszystkich prywatnych spotkań towarzyskich.

Choć Małgorzata miała tylko trzynaście lat, kiedy pojawił się Townsend, znajdowała się w centrum zainteresowania rodziny królewskiej za sprawą swego żywego temperamentu. „Lilibet to moja duma, Małgorzata – moja radość”, zwykł mawiać ojciec księżniczek.

Małgorzata od zawsze była figlarnym przeciwieństwem swojej siostry, dowcipną duszą towarzystwa, która wiedziała, jak poprawić ojcu humor, miała bystry umysł, niczym żywe srebro mknący w przeróżnych kierunkach i nie poddający się łatwo dyscyplinie.

Charakteryzował ją upór, lubiła współzawodnictwo i przez całe życie miała żal o to, że jej siostra otrzymała lepsze wykształcenie. Prosiła, by pozwolono jej przysłuchiwać się lekcjom dawanym Lilibet przez Henry’ego Martena, lecz usłyszała od nauczyciela: „Tobie to niepotrzebne”21. Być może w ramach rekompensaty ojciec folgował

młodszej córce i rozpieszczał ją, co tylko wzmogło jej żywy temperament. „Nigdy się nie słuchała”, wspominała jej kuzynka Mary Clayton. „Po prostu dalej zachowywała się okropnie niegrzecznie.

Była tak zabawna, że nie karcono jej, co niewątpliwie dobrze by jej zrobiło”22.

Choć jej młodsza siostra często bywała dokuczliwa, Elżbieta nieodmiennie brała jej stronę. „Z Małgorzaty była straszna żartownisia”, stwierdziła Mary Clayton, „co pomagało jej siostrze na swój sposób ogarniać trudne sytuacje”23. Przy tym wszystkim przyczyniła się do skromności Elżbiety. „Królowa nigdy się nie popisuje w przeciwieństwie do księżniczki Małgorzaty, która

wiecznie kręciła się jak fryga”24, powiedział historyk Kenneth Rose.

Pomimo różnych charakterów obie siostry śmiały się z tych samych dowcipów, aczkolwiek poczucie humoru Elżbiety jest subtelniejsze i bardziej suche. Obydwie umiały doskonale naśladować innych i lubiły wspólnie śpiewać znane piosenki przy pianinie, na którym Małgorzata grała z wielką wprawą.

W miarę jak Małgorzata dojrzewała, Townsenda przyciągała jej

„niezwykła intensywna uroda”. Mierząca pięć stóp i jeden cal[148]

księżniczka miała ponętną figurę oraz jak to opisał Townsend, „duże purpurowoniebieskie oczy, wydatne miękkie usta i cerę gładką jak brzoskwinia”. Uderzała go „zdumiewająca siła wyrazu” Małgorzaty, która „potrafiła w ułamku sekundy przejść od nieomal melancholicznej świętości do niepohamowanej radości”. Dostrzegał

też, że „za tą olśniewającą fasadą, pozorną pewnością siebie można znaleźć, jeśli się dobrze poszuka, niesłychaną delikatność i szczerość”25.

Księżniczki Małgorzata (po lewej) i Elżbieta (w środku) z pułkownikiem Peterem Townsendem w loży królewskiej w Ascot, 13 czerwca 1951 r., cztery lata przed tym, jak Małgorzata i Townsend obwieścili, że mają zamiar się pobrać. Keystone/Getty Images.

Zanim Małgorzata skończyła dwadzieścia lat w sierpniu 1950 roku, małżeństwo Townsenda rozpadło się po tym, jak jego żona Rosemary wdała się w kilka romansów. Księżniczka i koniuszy o błękitnych

oczach i jak wykutych w kamieniu rysach pogrążali się w długich rozmowach, a rok później, w sierpniu 1951 roku na wrzosowisku w Balmoral, król zauważył, jak jego córka wpatruje się z miłością w Townsenda drzemiącego wśród wrzosów. Wszelako zarówno on sam, jak i jego żona odwrócili wzrok, zwyczajem rodziny królewskiej

„chowając głowę w piasek”, co było nieomal wrodzonym sposobem na unikanie nieprzyjemnych sytuacji.

Małgorzata zwróciła się do Townsenda o pociechę w miesiącach bezpośrednio po śmierci jej ojca, gdy znalazła się w „czarnej dziurze”26. W czerwcu 1952 roku Townsend rozpoczął procedurę rozwodową, powołując się na to, że Rosemary zdradziła go z Johnem de László, synem portrecisty, który namalował małą Lilibet.

Po otrzymaniu rozwodu w listopadzie 1952 roku Townsend poinformował Tommy’ego Lascellesa, że księżniczka i on są „w sobie głęboko zakochani”27 i pragną się pobrać – o czym na razie zawiadomili tylko królową i diuka Edynburga.

Nazajutrz Lascelles odbył z królową pierwszą z szeregu rozmów, przybliżając jej „znaczące przeszkody”28 stawiane przez Ustawę o małżeństwach w rodzinie królewskiej z 1772 roku, którą stworzono, aby zapobiec mezaliansom mogącym zrujnować dynastię.

Ustawa ta stanowi, że żaden członek rodziny królewskiej będący w kolejce do tronu nie może zawrzeć związku małżeńskiego bez zgody monarchy, aczkolwiek jeśli ma więcej niż dwadzieścia pięć lat, może zawrzeć małżeństwo rok po zawiadomieniu o swoim planie Tajnej Rady, chyba że obie izby parlamentu stanowczo się temu sprzeciwią. Problemem w wypadku Małgorzaty było to, że małżeństwa z rozwodnikiem nie uzna Kościół Anglii, którego głową była jej siostra – i ta właśnie okoliczność sprawiła, że królowa musiała zakazać tego związku. Księżniczka Małgorzata była trzecia w kolejce do tronu, po dwojgu dzieciach Elżbiety II, lecz ponieważ Karol i Anna byli wciąż tacy mali, miała realną szansę zostać regentką. Sprawę tę pozostawiono nie załatwioną i chwilowo wyparto z myśli zaprzątniętych pochłaniającymi wszystkich przygotowaniami do koronacji.

Zamiast powiedzieć Królowej Matce w lutym, Małgorzata i Townsend zachowali swoje plany w sekrecie do dnia koronacji, kiedy to reporter bulwarówki przyłapał Małgorzatę na strząsaniu

„farfocla”29 z wyłogu munduru Townsenda władczym gestem

i z uwodzicielskim spojrzeniem. Kilka dni później w pałacu rozeszła się wieść, że The People, niedzielna bulwarówka, opublikuje artykuł

na temat tego romansu, co zmusiło Lascellesa do poinformowania Churchilla w dniu 13 czerwca 1953 roku. „Ależ to szalenie istotne!”, wykrzyknął Churchill. „Wystarczy jeden wypadek drogowy i ta młoda dama może być naszą królową”30. Premiera kłopotało nie tylko potępienie Kościoła anglikańskiego, ale też martwił się, że parlamenty Commonwealthu zakwestionują związek Małgorzaty i Towsenda na tej podstawie, że ich dziecko nie byłoby odpowiednim królem czy królową. Churchill „postawił sprawę jasno: jeśli księżniczka Małgorzata postanowi jednak poślubić Townsenda, będzie musiała się zrzec praw do tronu”.

Churchill, Lascelles i Michael Adeane uznali zgodnie, że jedynym wyjściem jest zaproponować Townsendowi „zatrudnienie poza granicami tak szybko jak to możliwe”, wspominał Lascelles.

„A królowa to zaaprobowała”31. Do czasu publikacji w 2006 roku notatki z roku 1955 autorstwa Lascellesa opisującej przebieg wydarzeń powszechnie zakładano, że królowa „stała z boku”32, podczas gdy to inni doprowadzili do wygnania Townsenda, oraz że księżniczka Małgorzata zwiedziona przez Lascellesa wierzyła, iż będzie mogła swobodnie wyjść za mąż po ukończeniu dwudziestego piątego roku życia. W rzeczywistości, wedle relacji Lascellesa, „królowa – po rozmowie z księżniczką Małgorzatą, a najpewniej także z samym Townsendem – poinformowała mnie parę dni później, że Bruksela wydaje jej się najwłaściwszym wyborem”33.

Elżbieta II zwróciła się również z prośbą o wyjaśnienie „implikacji”

grożących w razie, gdyby zakazała małżeństwa. Minister sprawiedliwości zawarł odpowiedź w krótkiej notatce, a Lascelles napisał list, w którym przedstawił możliwość rozłamu we Wspólnocie Narodów, gdyby „jakieś parlamenty […] doszły do przeciwnych wniosków niż pozostałe”. Prywatny sekretarz miał przejść na emeryturę34 pod koniec roku, lecz zanim to się stało, przekazał tę informację królowej, jak również Małgorzacie, która podziękowała mu za to w lutym 1954 roku.

Gdy Townsend wyjechał na wygnanie do Belgii w lipcu 1953 roku, królowa i jej doradcy mieli nadzieję, że rozstanie ostudzi uczucia tej pary. Jednakże księżniczka i jej kochanek nadal codziennie wymieniali korespondencję, a Małgorzata oszukiwała się,

że po dwudziestych piątych urodzinach zatryumfuje, nawet jeśli jej siostra odmówi udzielenia zgody na ślub. Odwlekając decyzję, wszystkie zainteresowane strony tylko przedłużały męki i utrzymywały młodszą siostrę królowej w zawieszeniu przez dwa lata.

Z perspektywy widać wyraźnie, dlaczego Elżbieta II nie chciała niczego przeforsować. Rozwodnicy byli wykluczeni z królewskich garden party i innych zgromadzeń w monarszych pałacach i na jachtach. Jej dziad pierwszy dopuścił „niewinne strony” rozwodu do strefy Royal Enclosure w Ascot, a Elżbieta II przystała na to, by zjawiały się tam także „winne strony”. Wszakże nadal reagowała niemal alergicznie na hasło „rozwód”, na który tak pomstowała w jedynej istotnej przemowie wygłoszonej, zanim została królową.

„Szczerze wierzyła, że rozwód jest zaraźliwy”, powiedziała lady Elizabeth Anson, kuzynka królowej ze strony matki. „Wystarczyło, by ktoś jeden się rozwiódł, a rozwód innej nieszczęśliwej pary stawał

się łatwiejszy”35.

Postanowiwszy odroczyć decyzję w sprawie Małgorzaty, królowa skupiła całą uwagę na kulminacji nieprzerwanych uroczystości koronacyjnych: ambitnej pięcioipółmiesięcznej podróży po krajach Commonwealthu – w sumie czterdzieści trzy tysiące mil[149]

od Bermudów do Wysp Kokosowych, samolotem i statkiem. Była to jej pierwsza podróż w roli monarchini oraz pierwsza podróż brytyjskiego władcy dokoła świata.Wedle jednej relacji36 wysłuchała dwustu siedemdziesięciu sześciu przemów oraz pięciuset ośmiu różnych wykonań „Boże, chroń królową”, wygłosiła sto dwie mowy, wymieniła trzynaście tysięcy dwieście trzynaście uścisków dłoni i patrzyła, jak dyga przed nią kolejno sześć tysięcy siedemset siedemdziesiąt kobiet.

Rola Elżbiety II jako symbolu więzi Wspólnoty Narodów nie tylko wzmocniła jej pozycję w świecie i zwiększyła zasięg jej panowania, lecz także stała się źródłem dumy i przyjemności oraz znaczącą częścią jej tożsamości. „Czuje się stopiona z ciałem, które niegdyś było imperium”37, stwierdził były kanadyjski premier Brian Mulroney, gdy Elżbieta II była głową Commonwealthu od prawie sześćdziesięciu lat. Sir Philip Moore38, jej prywatny sekretarz od 1977 do 1986 roku, ocenił przy jakiejś okazji, że poświęciła

połowę czasu Wspólnocie Narodów. W trakcie swego panowania odwiedziła większość państw członkowskich wielokrotnie.

W 1949 roku na mocy Deklaracji Londyńskiej powstała współczesna Wspólnota Narodów, po usunięciu przymiotnika

„Brytyjska” z nazwy, uznająca w osobie króla Jerzego VI „głowę Commonwealthu”. Tego samego roku Indie tuż po odzyskaniu niepodległości wyraziły chęć pozostania we Wspólnocie, przygotowując grunt dla innych brytyjskich kolonii dążących do niepodległości. Niegdysiejsze Wolne Państwo Irlandzkie, obecnie Republika Irlandii, najpierw pozbawiło brytyjskiego monarchę tytułu głowy państwa. Kolejną demonstracją antypatii spowodowanej wielowiekową dominacją Wielkiej Brytanii, jak również rozgoryczenia wynikającego z podziału wyspy, było wystąpienie Republiki Irlandii z Commonwealthu. Wszakże w następnych latach chętnie przyłączały się do Wspólnoty Narodów kolejne odzyskujące niepodległość kraje. „Transformacja Korony z symbolu ucisku w symbol dobrowolnego partnera […] nie miała precedensu w historii”39, zauważyła Elżbieta II w ćwierćwiecze swego panowania.

To, co miało swój początek jako skromna grupa ośmiu członków –

Wielka Brytania, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Południowa Afryka, Pakistan, Cejlon i Indie – urosło do pięćdziesięciu czterech krajów członkowskich w pierwszych latach dwudziestego pierwszego stulecia, reprezentując niemal jedną trzecią światowej populacji.

Większość krajów członkowskich stała się republikami, lecz niektóre (między innymi Brunei i Tonga) mają własnych monarchów, a członkami są także domeny i terytoria w liczbie dwudziestu dziewięciu, gdzie Elżbieta II panuje jako królowa.

Skupiając kraje zarówno Pierwszego, jak i Trzeciego Świata, duże i małe, we wszystkich regionach kuli ziemskiej z wyjątkiem Bliskiego Wschodu, Commonwealth koncentrował się na zapewnieniu swoim członkom równego głosu i poczucia wspólnoty. Z urzędowym językiem angielskim stanowiącym łącznik Commonwealth pełnił

funkcję forum do promowania systemu dobrych rządów, edukacji, rozwoju gospodarczego i praw człowieka – aczkolwiek jego największą słabością była tendencja do zbyt mało stanowczych działań w obliczu skandalicznych nadużyć władzy przez tyranów.

W ramach przygotowań do swej pierwszej podróży po krajach Commonwealthu królowa nadzorowała tworzenie40 setki nowych

kreacji przez jej projektanta Normana Hartnella. Preferowała wygodę w strojach na dzień, których rąbki miały zazwyczaj wszyte obciążniki w ochronie przed podwiewaniem, i żywe kolory, by było ją dobrze widać podczas imprez na świeżym powietrzu, oraz wykwintne tkaniny w strojach wieczorowych, które zwykle nosiły motywy będące hołdem dla goszczących ją państw. Jej suknia koronacyjna również była częścią podróżnej garderoby, gdyż zamierzała włożyć ją na uroczystość otwarcia parlamentu w kilku krajach.

Obserwując transmisję uroczystości wyjazdu wieczorem 23

listopada 1953 roku, Noël Coward uznał, że Elżbieta II „wygląda tak młodo i bezbronnie, i mężnie”, a z pary królewskiej emanuje

„splendor in excelsis”41. Lecieli na pokładzie stratocruisera przez prawie dziesięć godzin do międzylądowania w Ganderze w Nowej Fundlandii, a potem kolejne pięć i pół godziny aż na Bermudy, po drodze namierzani przez okręty marynarki wojennej Wielkiej Brytanii i Kanady, które pozostawały w stałym kontakcie radiowym z samolotem.

Po dniu spędzonym na oficjalnych uroczystościach na terenie najstarszej brytyjskiej kolonii para królewska odwiedziła Jamajkę, gdzie wsiadła na pokład SS Gothic, by odbyć trzytygodniową podróż przez Kanał Panamski do położonego na południowym Pacyfiku archipelagu Fidżi. Podczas podróży królowa pracowała w saloniku i pisała listy (wysyłane z każdego portu, do którego przybijali, skąd samoloty przewoziły je z korespondencją dyplomatyczną). Jedna z wiadomości do Churchilla nakazywała mu wysiłki „dla dobra świata”42 i podczas szczytu na Bermudach z prezydentem Eisenhowerem i francuskim premierem Josephem Lanielem skupienie się na opracowaniu strategii, która pozwoli się uporać z groźbą konfrontacji nuklearnej w wyniku impasu ze Związkiem Radzieckim za czasów zimnej wojny. Poza tym Elżbieta II przypatrywała się43

zabawom dworzan w popychanie krążków i rzucanie pierścieni i rozgrywkom tenisa pokładowego, a także nagrywała zwyczajową inicjację przy przekraczaniu równika. Książę Filip, przebrany za Golibrodę z dworu króla Neptuna, zmoczył w cysternie z wodą Pamelę Mountbatten, damę dworu królowej, a następnie sam został

wepchnięty do zbiornika.

Wizyta na Fidżi dała królowej okazję, aby gładko przejść do porządku dziennego nad egzotycznymi zwyczajami. Na pokład SS

Gothic weszła grupka miejscowych wodzów, by powitać ją długim

tańcem z klaskaniem i ciągiem chrząknięć w pozycji siedzącej ze skrzyżowanymi nogami, po czym nastąpiło uroczyste wręczenie wielorybiego zęba. Na brzegu wodzowie mozolnie przygotowywali ogromne ilości kavy, mocnego uspokajającego napoju przyrządzanego z roztartych korzeni pieprzu metystynowego suto wymieszanych ze śliną. Królowa, którą uprzedzono o mocy tego napoju, przypatrywała się uważnie, a gdy ceremonialnie podano jej napitek w muszli morskiej, ostrożnie pociągnęła niecały łyk. Znalazłszy się z powrotem na pokładzie SS Gothic, po uroczystej kolacji w strojach wieczorowych, Elżbieta II roztrząsała wcześniejsze doświadczenie.

„Czyż nie byliście ZACHWYCENI?”44, zawołała, po czym usiadła po turecku na podłodze jadalni w swojej wieczorowej sukni. „Gdy w najlepsze klaskała i chrząkała, wszedł steward i zamarł”, opowiadała Pamela Mountbatten.

Następnym przestankiem było wyspiarskie królestwo Tonga i radosne spotkanie z tryskającą energią królową Salote. Władczyni obwoziła swego szlachetnego gościa po okolicy londyńską taksówką, którą kupiła sobie przy okazji koronacji, i wyprawiła ucztę na siedemset osób – wszyscy siedzieli na ziemi i posilali się, używając palców. „Królowa bardzo się wtedy męczyła”, wspominała Pamela Mountbatten. „Ma niewielki apetyt, wie jednak, że jeśli przestanie jeść, wszyscy przestaną. Dlatego przez wzgląd na innych musiała bawić się jedzeniem i w ten sposób przedłużać czas przeznaczony na posiłek”45.

Do Nowej Zelandii dotarli przed Bożym Narodzeniem. Święta spędzili w siedzibie gubernatora generalnego sir Willoughby’ego Norriego w Auckland, skąd królowa wygłosiła orędzie bożonarodzeniowe, oświadczając, iż ma zamiar pokazać mieszkańcom Commonwealthu, że „Korona to nie tylko abstrakcyjny symbol naszej jedności, lecz osobista i żywa więź między wami i mną”46. Odniosła się również do oczekiwań dotyczących nowej epoki elżbietańskiej i przyznała: „szczerze, wcale nie czuję się podobna do mojej wielkiej poprzedniczki z dynastii Tudorów, która nie zaznała męża ani dzieci, władała jak despotka i nigdy nie opuściła ojczystego wybrzeża”. Podkreśliła, że Commonwealth „w niczym nie przypomina imperiów przeszłości”, lecz jest raczej oparte na „przyjaźni, lojalności i pragnieniu wolności i pokoju”. Powtórzyła również swą przysięgę wygłoszoną z okazji dwudziestych pierwszych urodzin, podtrzymując zamiar oddania swego „serca i duszy każdego

dnia w życiu” tej „partnerskiej wspólnocie narodów i ras”.

Dwojgiem uważnych słuchaczy47 transmisji byli pięcioletni książę Karol i trzyletnia księżniczka Anna, którzy spędzali święta w Sandringham z babką. Rozmawiali z królową i księciem Filipem przez radiotelefon, poza tym jednak dowiadywali się o kolejnych punktach podróży rodziców z listów do Królowej Matki, która spędzała z nimi weekendy w Royal Lodge[150], bladoróżowym domu ukrytym pośród drzew. Tak jak Elżbieta i Małgorzata śledziły podróże swoich rodziców na mapie, tak książę Karol robił to na globusie w pokoju dziecięcym. „Jest niebywale uczuciowy i kocha Ciebie i Filipa nadzwyczaj czule”48, zapewniała Królowa Matka w liście do córki.

Tłumy wszędzie były ogromne i entuzjastyczne. Masa powitalnych łodzi zakorkowała zatokę Sydney, a wedle jednych szacunków trzy czwarte49 populacji Australii przybyło zobaczyć królową. W wieku dwudziestu siedmiu lat została ogłoszona „ulubienicą świata”50.

Wszelako para królewska nie pozwoliła, by popularność uderzyła im do głów. „Natężeniu pochlebstw trudno było dać wiarę”, wspominał

książę Filip. „Coś takiego łatwo mogło zepsuć. Bez trudu można było zacząć grać pod publiczkę, ja jednak podjąłem świadomą decyzję, by tego nie robić. Bezpieczniej jest nie być zbyt popularnym. Wtedy grozi upadek z mniejszej wysokości”51. Królowa Matka wspierała tę instynktowną chęć rozdzielenia życia publicznego od prywatnego.

„Jakże wzrusza i korzy”, napisała do córki w początkach marca 1954

roku, „to, że można być naczyniem, przez które przelewa się miłość okazywana dla tego kraju. Też tak to odbierasz?”52.

Diuk Edynburga pomagał również żonie utrzymać nerwy na wodzy, gdy irytowały ją niekończące się uprzejme rozmowy. „Pamiętam, jak skarżyła się w Australii: «Wszyscy ci burmistrze są tacy nudni.

Czemu oni są tacy nudni?»”, wspominała Pamela Mountbatten.

„Książę Filip wyjaśniał jej: «Nie musisz ich znosić na co dzień w Anglii. W Australii jesteśmy tylko dwa miesiące, więc musisz znieść ich towarzystwo w pigułce». Łatwo powiedzieć, zwłaszcza w wypadku księcia Filipa, który wchodzi gdzieś i od razu dobrze się czuje. Królowa na wczesnym etapie panowania nie miała upodobania do rozmów ani spotkań towarzyskich. Dlatego dla niej była to ciężka praca. Poza tym wszyscy czuli się przy niej nieswojo. Protokół

stanowił, że nie wolno odezwać się niepytanym, co nie sprzyjało

płynnie toczącej się konwersacji”53.

Styl królowej można określić jako oszczędny – „nigdy […] żadnego zbędnego gestu”54, zauważył raz fotograf Cecil Beaton – uśmiechała się tylko wtedy, gdy była zachwycona albo rozbawiona, a nie bez przerwy, jak czynią politycy. Poznawanie i pozdrawianie tysięcy ludzi przy okazji bankietów i garden party sprawiło, że nabawiła się na jakiś czas tiku. Ale kiedy oglądała przedstawienie albo paradę, minę miała kamienną, wydawała się naburmuszona, nawet odpychająca. Portrecista Michael Noakes zauważył, że „brak jej pośredniego wyrazu twarzy”, bywa albo „cała w uśmiechach, albo skwaszona”55. Jak przyznała raz ze smutkiem sama królowa:

„Problem polega na tym, że w przeciwieństwie do mojej matki nie mam naturalnie uśmiechniętej twarzy”56. Od czasu do czasu Filip próbował rozbawić żonę. „Nie rób takiej smutnej miny, paróweczko”57, powiedział w trakcie jakiejś imprezy w Sydney.

Zdarzało się też, że wywoływał jej uśmiech, przytaczając urywek z Biblii w najmniej odpowiednim momencie, na przykład raz zapytał

sotto voce: „Co to za beczenie owiec [dochodzi] mych uszu?” [151]58.

Podczas długich, podobnych do siebie dni królowa szkoliła techniki przetrwania, w tym swą wrodzoną zdolność do stania godzinami bez odczuwania zmęczenia. Lata później opisała tę technikę w rozmowie z Susan Crosland, żoną sekretarza w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Anthony’ego Croslanda. „Rozstawia się stopy o tak”, powiedziała, unosząc wieczorową suknię, by odsłonić kostki u nóg.

„I trzyma je przez cały czas równolegle. A przy tym upewnia się, że ciężar ciała jest równomiernie rozłożony. Ot i cała tajemnica”59.

Uścisk dłoni w jej wykonaniu również wynikał z instynktu samozachowawczego: wyciągała rękę, chwytała palce danej osoby i ściskała je, zazwyczaj chroniona białą rękawiczką w numerze siedem, w obronie przed zarażeniem jakąś chorobą czy skaleczeniem przez brylantowe pierścionki pań.

Elżbieta II zawsze nosi torebkę przewieszoną przez lewe przedramię. To wzbudza zainteresowanie jej znaczeniem, rodzi także spekulacje na temat zawartości. Philowi Brownowi, menadżerowi drużyny piłkarskiej Hull City, udało się do niej zajrzeć, gdy siedział obok królowej podczas lunchu w 2009 roku. „Był to nieomal kobiecy zestaw pierwszej potrzeby ze wszystkim co niezbędne”, powiedział. „Znajdowały się tam przedmioty, jakich

można się spodziewać: puderniczka, portmonetka, słodziki, których używa do kawy, tego typu zwyczajne rzeczy. Można by oczekiwać, że torebkę królowej będzie nosić dworka, ale w wypadku Elżbiety II ta torebka to coś w rodzaju ulubionej przytulanki”60.

Jej damy dworu noszą przy sobie artykuły pierwszej pomocy, takie jak zapasowe pary rękawiczek oraz igły, nitki i agrafki na wypadek awarii garderoby i konieczności naprawy. Jej prywatny sekretarz przetrzymuje kartki z tekstami przemów, które wręcza o ustalonym czasie. Jednakże królowa „jest bardzo praktyczną, rzeczową damą”, jak powiedziała służąca jej od wielu lat dworka. „Potrzebuje grzebienia albo szminki, albo chusteczki higienicznej, a gdy tego nie ma, co robi?”61. Z tych samych powodów w torebce mają swoje miejsce również okulary do czytania, pastylki miętowe i pióro wieczne, aczkolwiek bardzo rzadko trafia tam gotówka, z wyjątkiem schludnie złożonego banknotu pięcio- lub dziesięciofuntowego w niedzielę z przeznaczeniem na kościelną tacę.

Elżbieta II znana jest także z tego, że nosi ze sobą haczyk na torebkę, genialny wynalazek zaprojektowany, aby ułatwić życie.

„Pamiętam, jak królowa otworzyła torebkę, wyjęła białą przyssawkę i dyskretnie ją popluła”, wspominała jedna z osób zaproszonych na kolację do hrabstwa Berkshire, do domu królewskiej kuzynki, Jean Wills[152]. „Następnie przytwierdziła przyssawkę do spodu blatu.

Do przyssawki przymocowany był haczyk, na którym zawiesiła torebkę”62.

Elżbieta II nauczyła się zakotwiczać w chwili obecnej, wyostrzając swój zmysł obserwacji. Pewnego razu, gdy spostrzegła w tłumie franciszkanina, powiedziała do stojącego obok niej urzędnika:

„Fascynują mnie ich palce u stóp, a pana?”63. Gromadziła takie spostrzeżenia i odtwarzała je, nierzadko po mistrzowsku naśladując czyjś akcent przed mężem i doradcami. Wykorzystywała umiejętność naśladownictwa po części jako „sposób na zmniejszenie nudy i przełamanie lodów”64, jak powiedział były dworzanin.

W wiele wieczorów tej podróży Elżbieta II i Filip dzielili się wrażeniami podczas prywatnych eleganckich kolacji na pokładzie SS

Gothic. Dla odprężenia zwiedzali stadniny i oglądali gonitwy w Rondwich i Flemington w Australii. W trakcie weekendowych wypraw na plażę królewscy doradcy przywykli do komentarzy Filipa rzucanych z mężowską bezpośredniością. Kiedy Elżbieta II opierała

się przed włożeniem stroju kąpielowego na wycieczce po Wielkiej Rafie Koralowej, powiedział: „No chodź, przecież nie masz nic do roboty, możesz przynajmniej popływać”. Królowa odparła na to:

„Powinnam trzymać się z dala od słońca”. „Zrobiła się z ciebie własna babcia!”65, zakrzyknął zdenerwowany.

Podczas imprez Filip nadal głównie rzucał żarciki i przekomarzał

się lekkim tonem. Jadąc w kawalkadzie samochodów, wybierał wśród widzów najmniej odpowiednie osoby i machał do nich. Ale zdany sam na siebie, wygłaszał mowy oddające jego poszerzające się zainteresowania. Na zgromadzeniu uczonych66 w Wellington w Nowej Zelandii obszernie wypowiedział się na temat zastosowań nauki w rolnictwie, medycynie i wojskowości. Podczas gdy królowa mówiła zwięźle i kurczowo trzymała się napisanych tekstów, Filip zaczynał doceniać luksus dyskursywnych i spontanicznych uwag.

Ostatni etap podróży zawiódł parę królewską znowu w egzotyczne miejsca, z przestankami na Cejlonie (obecnie Sri Lanka), Wyspach Kokosowych na Oceanie Indyjskim, w Ugandzie i Libii. Królowa włożyła suknię koronacyjną na otwarcie cejlońskiego parlamentu w zadaszonym budynku bez bocznych ścian. Kiedy siedziała w słońcu na tronie przez godzinę, jej pokryta klejnotami suknia nagrzała się tak, że Elżbieta II prawie się w niej usmażyła, a mimo to nie okazała, iż odczuwa dyskomfort. Jej dworki zauważyły67, że nawet w bardzo wysokich temperaturach królowa niemal się nie poci – co pozostało fenomenem związanym z jej osobą również w dziewiątej dekadzie życia. Będąc z wizytą w Strefie Zero w Nowym Jorku w lipcu 2010

roku, spędziła prawie pół godziny w takim upale, że aż pękały termometry – przy stu trzech stopniach[153] – pozdrawiając rodziny tych, którzy stracili życie jedenastego września 2001 roku. „Wszyscy ociekaliśmy potem”, powiedziała Debbie Palmer, wdowa po strażaku.

„A ona nie miała nawet kropli potu na czole. Pomyślałam, że pewnie na tym polega błękitna krew”68. Jednakże Pamela Mountbatten, która od ponad półwiecza jest świadkiem zagadkowej zimnej krwi królowej, powiedziała: „Skóra niektórych ludzi wydziela wodę, jej nie. To znaczy, że nie może doznać ulgi i cierpi podwójnie z powodu upału. Sama mówi, że niemożność pocenia się pogarsza sprawę. To bardzo wygodne, ponieważ wygląda wspaniale, ale za jaką cenę”69.

W Tobruku w Libii królowa i książę Filip przesiedli się na nowy, mierzący czterysta dwanaście stóp[154] królewski jacht70 HMY

Britannia o błyszczącym niebieskim kadłubie, który zaprojektowali wspólnie z architektem sir Hughem Cassonem. Diuk nadzorował

parametry techniczne oraz ogólny wystrój, natomiast królowa wybierała niedoceniane chintze, a nawet klamki do drzwi i abażury do lamp. Wyposażony w imponującą klatkę schodową, przestronne salony i nie ustępującą pałacowej jadalnię, HMY Britannia nadawał

się do podejmowania światowych przywódców i wydawania dużych przyjęć dla dygnitarzy. Mniej oficjalny przeszklony salonik umeblowany bambusowymi i wiklinowymi krzesłami wykorzystywano do organizowania podwieczorków, oboje zaś, królowa i książę Filip, mieli do własnego użytku każde przytulną sypialnię z pojedynczym łóżkiem połączoną z bliźniaczym pomieszczeniem małżonka oraz osobne prywatne saloniki z przymocowanymi na stałe biurkami.

HMY Britannia był nie tylko morską ambasadą Wielkiej Brytanii –

unikatową bańką brytyjskiej odrębności – w przyszłości mającą opływać świat, lecz także odosobnioną „wiejską rezydencją na morzu”71, gdzie królowa mogła, jak mówiła, „naprawdę się zrelaksować”72.

Przed dziewiczym rejsem HMY Britannia przywiózł księcia Karola i księżniczkę Annę, aby mogli spotkać się z rodzicami w początkach maja 1954 roku po prawie półrocznej rozłące. Królowa ucieszyła się, że zobaczy dzieci wcześniej, niż myślała, obawiała się jednak, że nie rozpoznają matki i ojca. Królowa Matka napisała do córki, aby rozwiać jej obawy: „Zapewne stwierdzisz, że Karol wydaje się dojrzalszy w bardzo rozczulający sposób”73.

A jednak gdy nadeszła ta chwila i gwizdek bosmana obwieścił

pojawienie się królowej na pokładzie, samokontrola i protokół wzięły górę tak jak wtedy, gdy witała syna po powrocie z Kanady. „Nie, nie ty, mój drogi”74, powiedziała, najpierw witając się z dygnitarzami, a dopiero potem potrząsając wyciągniętą rączką pięciolatka.

Na osobności powitanie75 było ciepłe i czułe, książę Karol oprowadził

matkę po całym jachcie będącym jego domem od ponad tygodnia.

Królowa wyznała matce, jaka jest szczęśliwa, że znów może być ze swymi „uroczymi” dziećmi. Oboje „z powagą podali nam ręce”, napisała, „po części jak przypuszczam dlatego, że onieśmielaliśmy ich po tak długiej nieobecności, po części zaś z powodu tych wszystkich ludzi, których ostatnio poznali! Wszakże lody zostały szybko przełamane i zostaliśmy poddani drobiazgowemu przesłuchaniu

i intensywnym ćwiczeniom, które doprowadziły nas do zadyszki!”76.

Jednakże reperkusje tego pierwszego chłodnego spotkania ujawniły się cztery dekady później w biografii księcia Karola autorstwa Anthony’ego Holdena, który zatytułował rozdział o dzieciństwie księcia „Nie, nie ty, mój drogi”77.

Królowa z rodziną dobiła do brzegów wyspy Wight, gdzie na pokładzie HMY Britannia dołączył do nich Churchill, aby wspólnie z nimi pożeglować Tamizą do Londynu. „Dopływając do brzegu, widziało się brudną, wykorzystywaną komercyjnie rzekę”78, wspominała królowa. Wszelako Churchill „nazywał ją srebrną nicią wplecioną w historię Wielkiej Brytanii”. Jej premier, jak zauważyła, postrzegał wszystko „w bardzo romantycznym, pełnym blasku świetle; być może więc patrzyło się na pewne rzeczy w nazbyt przyziemny sposób”. Jakkolwiek sztywno to brzmiało, zwykłe dla niej używanie formy bezosobowej było bezpretensjonalną metodą unikania wskazującego na siebie zaimka „ja”.

Churchill zapowiedział, że ustąpi ze stanowiska po jej powrocie z podróży, lecz znowu się wahał. Królowa wyraziła nadzieję, że premier jednak dotrzyma zobowiązania, mówiąc Anthony’emu Edenowi podczas audiencji po garden party w pałacu Buckingham w lipcu, że Churchill „zdaje się teraz mniej wojowniczy w kwestii emerytury”79. Premier pozostał przy władzy przez następne osiem miesięcy i w tamtym czasie, według Jocka Colville’a, jego półgodzinne audiencje u królowej „przeciągały się coraz bardziej […] często zabierając nawet półtorej godziny, i mogę powiedzieć, że wyścigi konne nie były jedynym poruszanym na nich tematem”80.

W końcu osiemdziesięcioletni przywódca zgodził się oddać premierostwo 5 kwietnia 1955 roku. Wszelako w ostatniej chwili nieomal się wycofał, przekonany, że mógłby pełnić funkcję rozjemcy na zwołanym przez siebie szczycie czterech potęg i Związku Radzieckiego. Królowa zachowała cierpliwość81 podczas audiencji 29 marca 1955 roku, mówiąc mu, że nie przeszkadza jej zwłoka.

Dwa dni później Churchill oficjalnie poinformował, że odejdzie zgodnie z planem. Prywatny sekretarz monarchini Michael Adeane odparł, że królowa „czuje wielki żal z powodów osobistych”

i że powiedziała, iż „szczególnie będzie tęsknić za cotygodniowymi audiencjami, które znajdowała tak rzeczowymi, a także – o ile można

tak się wyrazić, gdy idzie o sprawy państwowe – zajmującymi”82.

Churchill wyprawił pożegnalną kolację 4 kwietnia 1955 roku.

Wzniósł wtedy toast za królową jako „młodą, olśniewającą czempionkę” w walce o „świętą rację oraz mądry i życzliwy sposób życia”83. Udzielił też swoim ministrom rady, aby „nigdy nie rozdzielili się od Amerykanów”84. Na ostatniej audiencji 5 kwietnia 1955 roku Elżbieta II ofiarowała mu tytuł diuka, by w ten sposób uhonorować jego szczególne miejsce w historii Wielkiej Brytanii, mimo iż tytuł ten obecnie był zarezerwowany wyłącznie dla „osobistości królewskich”.

Jock Colville zapewniał ją, że Churchill nie przyjmie zaszczytu, ponieważ „pragnie umrzeć jako członek Izby Gmin”85. Wszelako kiedy premier wyruszył do pałacu Buckingham, ubrany we frak i nieodłączny cylinder, do Colville’a dotarło, że w przypływie sentymentalizmu Churchill może zmienić zdanie. „Nieomal się zgodziłem”, ze łzami w oczach opowiadał swemu prywatnemu sekretarzowi, znalazłszy się z powrotem na Downing Street 10. „Tak mnie poruszyła jej uroda i urok, i jej delikatność, z jaką złożyła tę propozycję, że przez moment myślałem o tym, by się zgodzić. Ale po chwili przypomniałem sobie, że muszę umrzeć jako ten, kim zawsze byłem – jako Winston Churchill. No więc poprosiłem ją o wybaczenie za to, że nie mogę przyjąć zaszczytu. I wiesz co, to naprawdę dziwne, ale odniosłem wrażenie, że wtedy ona odetchnęła jakby z ulgą”.

Pisząc do Churchilla potem, Elżbieta II zapewniła go, że żaden z jego następców „nigdy nie zdoła zająć miejsca mojego pierwszego premiera”. Podziękowała mu za jego „światłe rady”

i za przewodnictwo w trakcie zimnej wojny „z jej zagrożeniami i niebezpieczeństwami, które budzą więcej lęku niż wszystko, z czym miał Pan do czynienia wcześniej, czy to w czasie wojny, czy pokoju”86. Churchill odpowiedział, że zawsze się starał „utrzymywać Waszą Królewską Mość na bieżąco, gdy idzie o poważne i złożone problemy naszych czasów”. Wyznał, że już w początkach jej panowania zauważył biegłość w pełnieniu „dostojnych obowiązków współczesnego monarchy i zasób wiedzy zdobyty dzięki wychowaniu, które było tyleż mądre, co pełne życia”, jak również „wewnętrzne postanowienie, aby służyć i władać, a w rzeczy samej władać poprzez służbę”87.

Do konstytucyjnych prerogatyw królowej należał wybór,

po rozmowach z członkami Partii Konserwatywnej, następnego lidera partii, który byłby zdolny do pozyskania większości w Izbie Gmin.

Kiedy Churchill składał rezygnację, zapytała go na ostatniej audiencji, czy poleci kogoś na swego następcę. Jako że nie był już premierem, technicznie biorąc, nie mógł służyć taką radą; odpowiedział więc przecząco, mówiąc, że pozostawi to w jej gestii. Ona zaś odparła, według Colville’a, że „sprawa nie jest trudna i że wyznaczy Anthony’ego Edena”88.

Zapewne wysondowała znaczniejszych torysów, lecz nigdy nie ujawniła charakteru ani zakresu tych konsultacji. Zarówno wtedy, jak i później w trakcie swego panowania kładła nacisk na trzymanie się konstytucyjnych procedur i niechętnie narzucała osobiste preferencje.

Na pierwszej audiencji z Edenem królowa dość bezceremonialnie wykonywała swoje obowiązki. Po krótkiej pogawędce Eden w końcu spytał: „No więc, Wasza Królewska Mość?”, na co Elżbieta II odparła: „Chyba powinnam pana poprosić o sformowanie rządu”89.

Pięćdziesięciosiedmioletni podówczas premier, wychowanek Eton College, syn baroneta, był „najprzystojniejszym politykiem swoich czasów”90, bardzo dobrze wykształconym – ukończył z wyróżnieniem Uniwersytet Oksfordzki na kierunku orientalistyka, w tym języki perski i arabski. Miał solidne doświadczenie przygotowujące go do nowej roli, jako że w parlamencie zasiadał od 1923 roku i zajmował wysokie stanowiska rządowe w czasach przedwojennych, wojennych i powojennych. Posiadał niemały urok, lecz potrafił być spięty i nieprzewidywalny przy swoim „dziwnym i gwałtownym temperamencie”91, jak zauważyła lady Gladwyn, Cynthia Jebb, żona dyplomaty sir Gladwyna Jebba, a ponadto łaknął pochwał

i pochlebstw. Z powodu nieśmiałości był nieco zdystansowany, co zmuszało królową do większego wysiłku przy nawiązywaniu relacji z nim.

Jej sukces w tej materii stał się oczywisty latem 1955 roku, gdy Eden i jego żona Clarissa, bratanica Winstona Churchilla, brali udział

w uroczystości wojskowej w Winchesterze w obecności królowej.

Potem odbyła się jego cotygodniowa audiencja, którą Clarissa podsłuchała, odpoczywając w pomieszczeniu obok. „Anthony opowiadał jej, co wybrał z menu na przyjęciu u Eisenhowera – było bardzo wesoło”92, napisała w swoim pamiętniku. Wspominając tamtą

chwilę wiele lat później, powiedziała: „Rozmawiali w najlepsze i śmiali się jak nigdy. Było bardzo głośno, co mnie zdziwiło. Sądziłam raczej, że usłyszę poukładane pytania i odpowiedzi”93.

Eden ożenił się z Clarissą po tym, jak jego pierwsza żona, Beatrice, uciekła z innym mężczyzną, co uczyniło zeń pierwszego rozwodnika w gronie premierów. Ta okoliczność postawiła go w niezręcznym położeniu, gdy 21 sierpnia 1955 roku księżniczka Małgorzata ukończyła dwudziesty piąty rok życia i jej romans z Peterem Townsendem – podobnie jak Eden niewinną stroną rozwodu – raz jeszcze wypłynął na światło dzienne. Sześć dni przed urodzinami Małgorzata napisała do Edena list z wyjaśnieniem, że pozostanie w Balmoral do października, kiedy to Townsend miał się pojawić w Londynie na doroczny urlop. „Uważam, że tylko zobaczywszy go, mogę zdecydować, czy mam za niego wyjść czy nie”, napisała. „Mam nadzieję, że będę w stanie zawiadomić Pana oraz innych premierów Wspólnoty Narodów o moich zamiarach”94.

Podczas gdy prasa podgrzewała atmosferę wokół cieszącej się ogólnym zainteresowaniem sprawy małżeństwa księżniczki (NO

DALEJ, MAŁGORZATO! ZDECYDUJ SIĘ WRESZCIE!95 – taką prośbę zamieścił na swoich łamach Daily Mirror), Elżbieta II, Anthony Eden i Michael Adeane debatowali nad tym, jak się zachować, kiedy przyjdzie co do czego i królowa jako głowa Kościoła Anglii będzie zmuszona odmówić swej zgody, co sprawi, że Małgorzata poszuka pozwolenia w parlamencie Wielkiej Brytanii i domen Commonwealthu. Na początku października Edenowie przyjechali96

z doroczną wizytą premierostwa do Balmoral na weekend. Toczono wtedy długie rozmowy, niektóre w obecności księcia Filipa. Królowa pragnęła szczęścia siostry, lecz zarazem jako głowa rodziny królewskiej była zobowiązana dawać przykład poddanym. Usilnie starała się zachować neutralność i pozwolić Małgorzacie podjąć własną decyzję.

Po powrocie do Londynu, ustaliwszy, że parlament nie wyrazi zgody na związek oprotestowany przez Kościół, Eden poinformował

Małgorzatę, iż jeśli postanowi wziąć z Townsendem ślub cywilny, będzie musiała zrezygnować z praw do tronu. To by znaczyło, że będzie również musiała wyrzec się dochodu przysługującego jej na mocy listy cywilnej oraz praw do tronu wszystkich potomków.

W dniu 20 października 1955 roku rząd przygotował punkty, które

powinny się znaleźć w Akcie o Zrzeczeniu przedstawionym przez parlament. Cztery dni później artykuł wstępny w The Timesie roztrząsał na gruncie moralnym drakoński wybór, przed którym stanęła księżniczka: albo zachowa „wysoką pozycję”97

we Wspólnocie Narodów i zrezygnuje z Townsenda, albo zawrze ślub cywilny i wyprze się królewskiego statusu.

Księżniczka Małgorzata 31 października 1955 roku ogłosiła, że rozstaje się z Townsendem. Chociaż pełne smutku oświadczenie98, napisane przy współudziale Townsenda, podkreślało jej przekonania religijne i poczucie obowiązku wobec Commonwealthu, szalę przeważyło to, że została wychowana w luksusie jako księżniczka i nie potrafiła sobie wyobrazić życia, jak ujął to Kenneth Rose,

„w jakimś wiejskim domu z pensji pułkownika”99 – poza kręgiem rodziny królewskiej, która była esencją jej tożsamości.

Kontrowersje wokół zarzuconych planów małżeńskich Małgorzaty były powodem nielicznych głosów krytycznych, głównie jednak wywołały pochwały za jej gotowość do poświęcenia własnego szczęścia na ołtarzu powinności królewskiej. Małgorzata nadal mieszkała w Clarence House z matką, pokazując się publicznie i kreując się na olśniewającą postać, choć niektórzy widzieli, że – jak opisał to Tommy Lascelles – stała się „samolubna i twarda, i nieokiełznana”100. Podobnie jak wcześniej Jerzy VI, królowa cackała się z siostrą, zamiast stawić jej czoło, gdy Małgorzata niestosownie się zachowywała.

O wizerunku królowej w powszechnej wyobraźni połowy lat pięćdziesiątych przesądziły dwa jej najsłynniejsze portrety, oba wyidealizowane na swój sposób. W celu uczczenia jej podróży po krajach Commonwealthu australijski artysta okularnik, William Dargie, uchwycił ją podczas siedmiu sesji101 pod koniec 1954 roku w Yellow Drawing Room[155] na pierwszym piętrze pałacu Buckingham. Dargie przekonał się, że jest rozmowna, i zdumiało go, że jej „wyprostowane plecy […] ani razu się nie zgarbiły”102.

Stwierdził ponadto, że „ma trudne do namalowania usta”. Jego dzieło łączy dostojność z przystępnością: jest to „przyjemny przyjazny portret”103, wedle słów samej królowej. Został zamówiony, aby zawisnąć w budynku australijskiego parlamentu w Canberze, lecz spodobał się Elżbiecie II do tego stopnia, że poprosiła Dargiego, aby

namalował kopię do jej prywatnego apartamentu w pałacu. Drugim z dwóch swoich obrazów104, które zatrzymała w prywatnej kolekcji, jest oficjalny portret państwowy w sukni koronacyjnej pędzla sir Jamesa Gunna, wiszący w zamku w Windsorze.

W okresie od października 1954 do lutego 1955 roku królowa pozowała również szesnaście razy Pietrowi Annigoniemu. Ten czterdziestoczteroletni florentyński malarz mierzył zaledwie pięć stóp[156], miał przysadzistą budowę ciała, ciemnobrązowe oczy i duże dłonie wieśniaka. Mówił łamaną angielszczyzną, dlatego rozmawiali głównie po francusku. Królowa wydała mu się „miła, naturalna i w żadnym razie nie wyniosła”105; ujął go jej nieafektowany sposób mówienia – w rozmowie padały odniesienia do „mego męża”, „mojej matki” i „mojej siostry”. Jej wspomnienia z dzieciństwa,

„przyglądanie się autom i ludziom w dole na The Mall”106, zainspirowały go do pokazania jej „samotnej i odległej”107, mimo iż była „bliska sercom milionów ludzi, których kochała”.

W efekcie powstał przykuwający uwagę obraz Elżbiety II bez korony na głowie, w powłóczystych granatowych szatach przepasanych szarfą Orderu Podwiązki na tle nijakiego wymyślonego krajobrazu. Pozę ma królewską, wyraz twarzy zamyślony, aczkolwiek z nutą determinacji. Królowej portret bardzo się podobał, a Małgorzata pochwaliła artystę za wierne oddanie108 trudnych do uchwycenia ust siostry. W następnym roku Małgorzata sama trzydziestotrzykrotnie109 pozowała Annigoniemu do portretu, który swoim pięknem wzruszył ją do łez. Gdy amerykański artysta Frolic Weymouth spytał Małgorzatę, jaką ma opinię o portrecie siostry, prychnęła: „Mój jest znacznie lepszy”110.

Kiedy zbliżały się jej trzydzieste urodziny w 1956 roku, Elżbieta II nadal promieniała blaskiem oblubienicy, chociaż jej premier mozolił

się z gamą wewnętrznych kryzysów. Zaledwie miesiąc po objęciu stanowiska, w maju 1955 roku, zwołał wybory, które torysi z łatwością wygrali. Jednakże kraj nękały niepokoje związane z sytuacją na rynku pracy; trzeba było odwołać czerwcową paradę z okazji urodzin królowej po tym, jak Eden ogłosił stan wyjątkowy podczas strajku kolejarzy. Churchill nie uczynił nic, aby spowolnić rozwój państwa opiekuńczego zapoczątkowanego przez powojenny rząd laburzystów, i teraz koszty tego zachwiały gospodarką.

Królowa poczyniła kilka wartych odnotowania kroków mających

na celu zmniejszenie tradycyjnego dystansu do poddanych. Podczas podróży do Nigerii w lutym 1956 roku zwiedziła leprozorium w Oji River111, w czasach gdy ofiary trądu były uznawane za wyrzutków.

Jej „wdzięk i współczucie”, napisała brytyjska dziennikarka Barbara Ward, „przebijały ze sceny, gdy młoda królowa wymieniała uścisk dłoni z wyleczonymi nigeryjskimi trędowatymi, aby rozwiać obawy lękliwych wieśniaków nie wierzących w wyzdrowienie”112. Gest ten był równie przełomowy jak uścisk dłoni księżnej Diany z pacjentem chorym na AIDS w czasach, kiedy opinia publiczna wierzyła, iż możliwe jest zarażenie przez dotyk.

W dniu 11 maja 1956 roku113 królowa zaczęła wydawać w pałacu Buckingham nieformalne lunche, na które zapraszała „merytokrację”

z dziedzin takich, jak medycyna, sport, literatura, sztuka, religia, edukacja i biznes. Robi to po dziś dzień. Pomysłodawcą był książę Filip, który uznał, że spotkanie z półtuzinem luminarzy mniej więcej raz na miesiąc pomoże królowej podtrzymać więź ze światem zewnętrznym. Jedną z cech szczególnych tych spotkań jest to, że goście mają bardzo mało wspólnego ze sobą albo zgoła nic ich nie łączy, co niektórzy uczestnicy porównali114 z sytuacją po katastrofie statku. Elżbieta II, nieodmiennie poprzedzana przez stadko swoich psów – rasy corgi oraz specjalnej krzyżówki corgi z jamnikiem, zwanej dorgi – zazwyczaj krąży wśród wszystkich swych gości przy koktajlach, a następnie przeprowadza dłuższą rozmowę z dwiema wybranymi osobami przy okrągłym stole w tzw. 1844 Room lub w Chinese Dining Room[157].

Podobnie jak w wypadku imprez publicznych, królowej nie przeszkadzają drobne wpadki. Raz któremuś z jej psów zdarzyło się115 zrobić siusiu na dywanie, na co – na dany przez Elżbietę II znak – ochmistrz, wiceadmirał sir Peter Ashmore, porwał

z pobliskiego biurka staromodny bibularz do osuszania atramentu i opadłszy na czworaki, zabrał się do wycierania plamy, a wszyscy pozostali goście udawali, że niczego nie zauważają.

Wiosną 1956 roku Elżbieta II wypróbowała swoje zdolności dyplomatyczne na pierwszym sekretarzu Nikicie Chruszczowie i premierze Nikołaju Bułganinie, nowych przywódcach Związku Radzieckiego. Dwaj bezkompromisowi przeciwnicy w zimnej wojnie nie przybyli do Wielkiej Brytanii z wizytą państwową na zaproszenie królowej. A jednak chcieli się z nią spotkać, toteż zaprosiła ich

do zamku w Windsorze. Po spotkaniu z Edenem opuścili Londyn

„wyglądając niezwykle przystojnie w nowych czarnych garniturach, czystych koszulach i nowych krawatach”116.

Radzieccy przywódcy byli oczarowani zwyczajnym wyglądem monarchini. „Miała na sobie zwykłą białą sukienkę”, napisał

w swoich pamiętnikach Chruszczow. „Wyglądała jak młoda kobieta, jaką można spotkać, spacerując po ulicy Gorkiego w przyjemne letnie popołudnie”117.

Królowa oprowadziła ich po zamku i poczęstowała szklanką herbaty zaparzonej na rosyjską modłę. Filip wypytywał o Leningrad, natomiast Elżbieta II zadawała pytania o samolot TU-104, który przeleciał nad Windsorem, podchodząc do lądowania na londyńskim lotnisku. Chruszczow był pod wrażeniem jej „łagodnego spokojnego głosu. Była bezpretensjonalna, bez cienia pychy, jakiej można by się spodziewać po królowej. […] W naszych oczach jawiła się przede wszystkim jako żona swego męża i matka swoich dzieci”. Jadąc samochodem do Claridge’s w Londynie, dwaj Rosjanie z podnieceniem próbowali się przelicytować: „Królowa powiedziała mi…”. „Nie, powiedziała to do mnie!”118.

Spokój panujący wiosną i wczesnym latem został zniszczony przez kryzys sueski, który eskalował od połowy lipca do końca 1956 roku.

Rozpoczął się, kiedy Gamal Abdel Naser, prezydent Egiptu, ogłosił

nacjonalizację Kanału Sueskiego, który dotąd kontrolowała Wielka Brytania z Francją poprzez Suez Canal Company. Liczący sto dwadzieścia mil[158] długości przesmyk łączący Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym od dawna miał strategiczne znaczenie dla brytyjskiej marynarki wojennej, ale z czasem nabrał też znaczenia dla transportu ropy na rynek europejski. Naser pragnął pozbyć się z regionu wpływów brytyjskich, w szczególności sojuszu z królestwami Iraku i Jordanii, i samemu wyrosnąć na głównego przywódcę świata arabskiego. Eden postrzegał Nasera, który cztery lata wcześniej obalił króla Faruka I, jako niebezpiecznego dyktatora i uważał, że należy go powstrzymać.

W następnych miesiącach Wielka Brytania oficjalnie poszukiwała rozwiązań dyplomatycznych mających zagwarantować

międzynarodową kontrolę nad Kanałem Sueskim, równocześnie w tajemnicy przygotowując militarną agresję na Egipt przy współudziale Francji i Izraela. Plan zakładał, że Izrael dokona

inwazji na półwysep Synaj 29 października 1956 roku, co spowoduje

„rozjemczą” interwencję wielotysięcznych oddziałów brytyjskich i francuskich w celu uchronienia Kanału Sueskiego przed walkami izraelsko-egipskimi. Cała ta chybiona operacja miała być przykrywką dla przywrócenia siłą władzy Wielkiej Brytanii i Francji nad Kanałem Sueskim.

Inwazja powiodła się po tygodniu działań zbrojnych. Jednakże Eden popełnił potworny błąd, utrzymując wszystko w sekrecie przed Stanami Zjednoczonymi, czym rozwścieczył Dwighta Eisenhowera, który współpracował z rządem brytyjskim w duchu „wyjątkowej relacji”. Ponownie wybrany amerykański prezydent nie tylko był

przeciwny działaniom zbrojnym w Suezie jako czynnikowi destabilizującemu Bliski Wschód, lecz także obawiał się, że Związek Radziecki, udzielając pomocy Egiptowi, może się przyczynić do wybuchu wojny na większą skalę. Stany Zjednoczone przyłączyły się do innych krajów, w tym wielu sprzymierzeńców Wielkiej Brytanii z Commonwealthu, i na forum ONZ potępiły operację w Suezie, żądając wstrzymania działań zbrojnych. Kryzys sueski spowodował

osłabienie funta – milionami wyzbywano się funtów, zwłaszcza na terenie Stanów Zjednoczonych – co dało Eisenhowerowi dodatkowy punkt nacisku: nie chciał się mianowicie zgodzić na międzynarodową pożyczkę dla Wielkiej Brytanii, dopóki siły inwazyjne nie zostaną wycofane. Rezolucja ONZ weszła w życie 6

listopada 1956 roku, a do końca grudnia oddziały francuskie i brytyjskie zakończyły haniebny odwrót.

Za pośrednictwem czerwonych teczek królowa miała codzienny dostęp do dokumentów Ministerstwa Spraw Zagranicznych dotyczących operacji sueskiej. „Niczego przed nią nie ukrywano.

Wiedziała o tajnych układach z wyprzedzeniem”119, powiedział jeden z pałacowych doradców. Zdaniem Edena „doskonale rozumiała, co robimy”120. W tygodniach poprzedzających inwazję odbyła dwie audiencje z premierem, którego nerwy były napięte jak postronki od stresu. Zaczął zażywać amfetaminę121, która wzmogła jego bezsenność i zmienność nastroju. Martin Charteris później scharakteryzował go jako „nerwowego” i „rozchwianego”122 oraz niezdolnego do usiedzenia na miejscu po przybyciu do pałacu Buckingham. „Sądzę, że zdaniem królowej Eden był szalony”123, skomentował Charteris.

Pomimo złych przeczuć części ministrów rząd Edena przegłosował

operację sueską niemal jednogłośnie. Michael Adeane poparł

premiera, lecz prywatni sekretarze królowej, Martin Charteris i Edward Ford, zdecydowanie się sprzeciwiali. Elżbieta II miała okazję zadać swoje słynne pytanie: „Czy są panowie pewni, że postępują roztropnie?”124. Dwadzieścia lat później Eden ujawnił

biografowi Robertowi Laceyowi jedynie to, że królowa nie wyraziła dezaprobaty, „ale też nie twierdzę, że była prosueska”125. Pozostała skrupulatnie neutralna, trzymając się swojej konstytucyjnej roli. „Nie wydaje mi się, żeby naprawdę była za”, wspominała Gay Charteris.

„Takie wrażenie odniósł Martin, a on był cały przeciw”126.

Psychicznie i fizycznie w proszku – wedle jednej relacji „w tak złym stanie, że język mu się plątał”127 – Eden poleciał na Jamajkę w połowie listopada, aby zażyć zbawiennego odpoczynku w Goldeneye, posiadłości pisarza Iana Fleminga, wyznaczając na swego zastępcę R. A. „Raba” Butlera. Churchill, który skrytykował128 Edena za unikanie rozmów z Eisenhowerem, wysłał

do starego przyjaciela list, w którym kładł nacisk na to, że nie ma sensu roztrząsać po fakcie decyzji Edena, tylko trzeba zewrzeć szyki przeciwko Związkowi Radzieckiemu. W swojej odpowiedzi z 23

listopada 1956 roku Eisenhower zgodził się, że „prawdziwym wrogiem”129 są Rosjanie i że Stany Zjednoczone i Wielka Brytania powinny skoncentrować wysiłki na „osiąganiu naszych prawnie uzasadnionych celów na Bliskim Wschodzie”.

Churchill przesłał list Eisenhowera na ręce królowej, która stwierdziła: „Doprawdy dobrze wiedzieć, że rozumie sytuację, i mam nadzieję, że to, iż obecnie Wielka Brytania i Ameryka nie są jednomyślne, nie oznacza, iż wkrótce nie możemy jeszcze zacieśnić łączących nas więzów”130. Rzeczywiście, w następnych dekadach Wielka Brytania podjęła ze Stanami Zjednoczonymi harmonijną współpracę na arenie międzynarodowej, mimo że jej prestiż jako potęgi światowej gasł, w miarę jak kolonie upominały się o niepodległość.

Chociaż królowa nie ponosiła winy osobiście, niepowodzenie operacji sueskiej niewątpliwie rzuciło cień na jej panowanie.

Największą ofiarą był jednak Eden. Nadal niezdrów, postanowił

ustąpić ze stanowiska 9 stycznia 1957 roku w wieku pięćdziesięciu dziewięciu lat po zaledwie dwudziestu miesiącach premierowania.

Królowa wyraziła pochwałę jego „wysoce cenionych” zdolności przywódczych w „burzliwych czasach”131, Eden zaś podziękował

za „mądrą i bezstronną reakcję na wydarzenia”132. Wszelako jego reputacja jako męża stanu legła w gruzach i nigdy nie doszło do jego pełnej rehabilitacji.

I znowu Elżbiecie II przyszło wyznaczyć lidera partii, aczkolwiek tym razem królowa dała się uwikłać w polityczne machinacje, które po raz pierwszy położyły się cieniem na jej neutralności. O ile Partia Pracy wyłaniała przewodniczącego poprzez demokratyczne głosowanie, o tyle bardziej elitarna Partia Konserwatywna hołdowała niejasnej procedurze sondowania, określanej mianem emergence.

Dwoma wiodącymi podówczas kandydatami byli:

sześćdziesięciodwuletni Harold Macmillan, minister skarbu, oraz pięćdziesięcioczteroletni Rab Butler, przewodniczący Izby Gmin, który był wicepremierem i spodziewał się nominacji.

Rozsądne wydawało się nagrodzenie Butlera za dziesiątki lat służby, w tym na najwyższych stanowiskach. W dodatku sprzeciwiał

się on planom ataku na Suez, podczas gdy Macmillan był jednym z reżyserów operacji, jakkolwiek usilnie starał się zdystansować od ostatecznego fiaska. Eden oficjalnie nie miał nic do powiedzenia w sprawie wyboru swego następcy, chociaż poinformował królową, że jest za Butlerem.

Na sugestię odchodzącego ze stanowiska premiera głównymi doradcami królowej przy podejmowaniu tej decyzji byli zasiedziali torysi – sześćdziesięciotrzyletni markiz Salisbury i pięćdziesięciosześcioletni David Maxwell Fyfe, wicehrabia Kilmuir, który pełnił funkcję lorda kanclerza, co jest jednym z najbardziej prestiżowych urzędów w Wielkiej Brytanii. Wspólnie przeprowadzili nieformalne głosowanie wśród członków gabinetu, paru byłych ministrów i lidera tylnych ław parlamentu. Salisbury zaraportował

królowej, że Macmillan wygrał bezapelacyjnie. Churchill również dorzucił swoje trzy grosze, doradzając, aby królowa „wybrała starszego mężczyznę”133.

Wszakże gdy wezwała Macmillana do pałacu Buckingham 10

stycznia 1957 roku i zleciła mu sformowanie rządu, jej wybór zaskoczył szeregowych członków Partii Konserwatywnej, z których wielu popierało Butlera. Zamiast podjąć wyważoną decyzję, Elżbieta II najwyraźniej scedowała ją na parę zacofanych arystokratów, których ocena sytuacji rozbiegała się

z rzeczywistością. Gwoli sprawiedliwości, królowa tylko postąpiła zgodnie z niepisanymi zasadami Partii Konserwatywnej. Gdyby dokonała niezależnego wyboru – co było mało prawdopodobne, zważywszy na jej wrodzoną ostrożność – zostałaby oskarżona o wyjście z roli. Mimo wszystko pozostało wrażenie, że na tronie zasiada młoda kobieta nie mająca kontaktu z rzeczywistością, ulegająca życzeniom koterii establishmentu. Sztandar nowej epoki elżbietańskiej, powiewający dumnie przed pięciu laty, oklapł

w zimnym powietrzu krytyki.

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

„Fiuuu”, zawołała królowa, dostrzegłszy zarys Dolnego Manhattanu.

Widok przywiódł jej na myśl „rząd wspaniałych klejnotów”.

Para królewska zbliżająca się do Nowego Jorku na pokładzie promu, październik 1957 r. Associated Press.

Rozdział VI

Stworzona do telewizji

Brakującym głosem w napiętej atmosferze konfliktu sueskiego i przełomu gabinetowego był głos księcia Filipa. Z całą pewnością przydałoby się wtedy królowej jego wsparcie moralne. Jednakże 15

października 1956 roku trzydziestopięcioletni diuk Edynburga wyprawił się za namową żony na HMY Britannia w czteromiesięczną samotną podróż po krajach Commonwealthu, obejmującą dystans prawie czterdziestu tysięcy mil[159].

Pierwszym przestankiem było Melbourne, gdzie miał dokonać otwarcia Igrzysk Olimpijskich ’56, co Filip następnie skomentował

tak: „Znacznie prościej byłoby polecieć tam i z powrotem”1. Tylko że wspólnie z królową podjął decyzję o rozszerzeniu programu podróży o kilka innych miast Australii, Nową Zelandię, Kenię i Gambię, jak również o pewną liczbę „odległych destynacji, których społeczności pozostają wiernymi członkami Wspólnoty Narodów”2, takich jak Papua Nowa Gwinea, Seszele, Cejlon i Malaje. Popłynął

także na Falklandy na południowym Atlantyku oraz do brytyjskich baz w Antarktyce.

Wedle własnego opisu Filip jest „z zawodu żeglarzem”3, który winien jest „wierność jednemu z najprzedniejszych światowych bractw – bractwu morza”4. Tak więc jesienią 1956 roku mógł się z przyjemnością pławić w koleżeńskiej atmosferze mesy oficerskiej, aczkolwiek w znacznie bardziej luksusowych warunkach niż za czasów służby w marynarce wojennej – obecnie z uroczystymi kolacjami przy stole dla dwudziestu osób nakrytym srebrną i kryształową zastawą, z winem najlepszych roczników prosto z jachtowej piwniczki.

Ta podróż dała mu także możliwość uwolnienia się od rygorów pałacowego życia i podejrzliwych spojrzeń dworzan.

W przeciwieństwie do innych mężczyzn ze swego pokolenia i ze swej klasy społecznej Filip był zależny od żony i podlegał jej. Wyłącznie zdany na siebie, mógł cieszyć się kontrolą, którą jego rówieśnicy mieli za coś oczywistego. Ulegając swoim eksploracyjnym5

ciągotkom, zabrał ze sobą słynnego weterana wypraw do Antarktyki,

sir Raymonda Priestleya; zapuścił schludny wąsik i brodę zwane w Królewskiej Marynarce Wojennej „pełnym zestawem”6; oraz uczył

się malować pod okiem prywatnego nauczyciela, artysty rodem z hrabstwa Norfolk, nazwiskiem Edward Seago, który szkolił go od początków roku.W przypływie nostalgii7 Filip podpisywał swoje obrazy grecką literą „phi” – Φ, kółkiem przedzielonym pionową kreską.

W kraju krytycy zaczęli nazywać przeciągającą się podróż

„kaprysem Filipa”8, podkreślając jego rzucającą się w oczy nieobecność w trakcie poronionej bliskowschodniej inwazji, nie wspominając o dziewiątej rocznicy ślubu (aczkolwiek wysłał królowej białe róże9 i fotografię przedstawiającą dwie iguany w uścisku) i Bożym Narodzeniu, podczas którego nadał przez radio krótką przemowę gdzieś spomiędzy Nowej Zelandii i przylądka Horn, mówiąc o mieszkańcach Commonwealthu jako o tych, „co chcą służyć raczej innym niż sobie”10.

W ciągu pierwszych pięciu lat panowania swojej żony Filip wyznaczył zakres spraw i zainteresowań, który w przyszłości jeszcze poszerzy. „Ma umysł, który zmusza go do ciągłego zaglądania za zamknięte drzwi”, podsumował jeden z doradców pałacu Buckingham. „Chce być na bieżąco. Taką ma naturę”11.

Od czasu, gdy był oficerem marynarki, fascynował się nauką i technologią i często mówił o konieczności polepszenia edukacji na tych polach. Zarazem kładł nacisk na rozwój „całego człowieka”12

poprzez kształtowanie charakteru na równi z umysłem. Pasjonował

go związek między zdrowiem psychicznym, moralnym i fizycznym, uznał za niezbędne zapewnienie młodym ludziom możliwości rozwoju fizycznego w celu uniknięcia czegoś, co nazywał „sub-health” [160]. 13

Wspierał niemal od początku istnienia organizację szkoleniową Outdoor Bound, która jak wskazuje sama nazwa, skupia się na ćwiczeniach na dworze, a została założona przez twórcę Gordonstoun School, Kurta Hahna, by wyrabiać zdolności przywódcze i wiarę w siebie poprzez rygorystyczne wyzwania fizyczne. W 1956 roku Filip uruchomił program Duke of Edinburgh Award, działający na całym świecie i mający umożliwiać nastolatkom i osobom do dwudziestego piątego roku życia odbycie służby na rzecz społeczności i sprawdzenie się fizyczne.

Pod koniec podróży długoletni przyjaciel i oddany prywatny

sekretarz Filipa, Mike Parker, nagle musiał wrócić do Londynu, jego żona Eileen wniosła bowiem pozew o rozwód, oskarżając małżonka o zdradę. Wiadomość ta trafiła na łamy brytyjskich bulwarówek, a prasa skojarzyła znaczącą pozycję Parkera w pałacu z wielomiesięcznym pobytem Filipa na morzu, by w efekcie zadać pytanie o stan małżeństwa pary królewskiej. Dziennikarze uczepili się trwającego od kilku lat uczestnictwa Filipa w spotkaniach grupy mężczyzn zwanej Thursday Club, do której należał Parker oraz aktorzy David Niven i Peter Ustinov. O ile nie padło ani słowo na temat tego, by podczas tych spotkań dochodziło do czegoś więcej niż picia, palenia i opowiadania sobie historii z wyścigów, o tyle jeden z uczestników, znany fotograf Stirling Henry Nahum, używający pseudonimu „Baron”, ponoć użyczał swego mieszkania na schadzki diuka z nie nazwaną z imienia „party girl”, wywołując „rozłam”

w małżeństwie.

Zważywszy na to, że Filip miał wygląd bożyszcza kobiet i był czuły na kobiecą urodę, plotkarze nieraz w przeszłości łączyli go z różnymi aktorkami i ślicznotkami z towarzystwa, między innymi z Pat Kirkwood, Helen Cordet i Katie Boyle, wszystkie jednak zaprzeczały czemukolwiek, co wykraczałoby poza przyjaźń czy wręcz znajomość z widzenia. Historia o „party girl”14 nie ma żadnego pokrycia w faktach, a Filip był „bardzo zraniony, potwornie zraniony, i bardzo zły”15 w związku z tym pomówieniem. Królowa poczyniła niezwykły dla niej krok, upoważniając swego zazwyczaj małomównego sekretarza prasowego, komandora Richarda Colville’a, do wydania nie pozostawiającego wątpliwości dementi: „Nie może być mowy o żadnym rozłamie w małżeństwie królowej i diuka”16. Na tym sprawa się skończyła, aczkolwiek pogłoski o rzekomych flirtach Filipa będą wypływać, ilekroć zatańczy albo wda się w rozmowę z ładną kobietą.

Parker ustąpił ze stanowiska dla uspokojenia opinii publicznej, podczas gdy sprawa rozwodowa się ciągnęła. Elżbieta II i Filip spotkali się 16 lutego 1957 roku w Portugalii, co królowa wykorzystała, by na swój przemyślny sposób rozwiać wątpliwości wokół jej małżeństwa. Gdy opalony i świeżo ogolony Filip wkroczył

na pokład samolotu, natknął się na żonę i jej świtę z przyczepionymi sztucznymi brodami. Para królewska spędziła dwa dni na osobności przed podjęciem obowiązków publicznych podczas trzydniowej wizyty państwowej w Portugalii. Zdając raport z podróży w trakcie

lunchu w Londynie 26 lutego 1957 roku, diuk zauważył, że kiedy był

młodszy, czteromiesięczna nieobecność „nic by nie znaczyła”, natomiast teraz z „oczywistych powodów”, jakimi były jego żona i rodzina, taka przedłużająca się rozłąka „znaczy dla mnie o wiele więcej”. Zaraz jednak dodał, że „osobiste poświęcenie” nie poszło na marne, skoro dobro Commonwealthu zyskało na nim „choć odrobinę”17.

Zaledwie cztery dni wcześniej królowa wynagrodziła to poświęcenie i pracę Filipa w ogóle jako małżonka, oficjalnie nadając mu tytuł księcia Zjednoczonego Królestwa – co było wyższym wyróżnieniem od przysługującego mu od chwili ślubu tytułu diuka.

Pomysł wyszedł18 od Harolda Macmillana, nowego premiera, który chytrze chciał w ten sposób umocnić pozycję Filipa u boku żony oraz w oczach całej Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Narodów.

Pomimo raczej ponurego usposobienia Macmillan rzucił się w wir obowiązków z entuzjastycznym optymizmem, pośpiesznie odcinając się od sueskiego fiaska i potwierdzając na arenie międzynarodowej status Wielkiej Brytanii jako mocarstwa zamieszkiwanego przez pracowity naród. „Większość naszych obywateli jeszcze nigdy nie żyła tak dostatnio”19, wypowiedział słynne słowa 20 lipca 1957 roku.

Na jego warcie zamożność Wielkiej Brytanii faktycznie wzrosła.

Wkrótce po przeprowadzce na Downing Street 10 Macmillan zaczął

sprawnie naprawiać stosunki nadszarpnięte przez konflikt sueski, po cichu starając się o zaproszenie królowej przez Eisenhowera do Stanów z wizytą państwową na jesieni 1957 roku.

Królową połączyła z Macmillanem lepsza relacja niż z jego roztrzęsionym poprzednikiem, może nie tak poufała jak z Churchillem, lecz również pełna zrozumienia, przynajmniej z jej strony, chociaż czasami Elżbieta II bywała poirytowana20 jego staromodną pretensjonalnością i tendencją do perorowania.

Podobnie jak Churchill, Macmillan miał matkę Amerykankę (nieodmiennie opisywaną jako natarczywa czy apodyktyczna) i charakteryzowało go coś, co biograf Alistair Horne ujął jako

„wrodzony szacunek dla monarchii”21. Premier był przenikliwy, dowcipny i wytworny, zdolny do wydawania trafnych osądów ludzkiej natury, co wzbudzało zainteresowanie królowej uwielbiającej plotki polityczne.

Macmillan był skomplikowaną osobowością, o czym stanowiła

mieszanina chytrości i bezbronności, głębokiej religijności i okrucieństwa. Jako wnuk zubożałego szkockiego wieśniaka, który zbił fortunę w branży wydawniczej, Harold otrzymał najlepsze wykształcenie w Eton College i Uniwersytecie Oksfordzkim. Podczas pierwszej wojny światowej został raniony aż pięciokrotnie, dzięki czemu połączyła go zażyłość z robotnikami służącymi wraz z nim w okopach, choć zarazem popadł w niejakie poczucie winy wynikające z faktu, że udało mu się przeżyć.

Awansował do klasy arystokratycznej, gdy poślubił trzecią córkę dziewiątego diuka Devonshire, lady Dorothy Cavendish[161], która przysparzała mu mąk, wiodąc przez dziesięciolecia romans z Robertem Boothbym, ekstrawaganckim i wesołym biseksualnym politykiem. Ich związek był tajemnicą poliszynela („Wszyscy o tym wiedzieliśmy”22, powiedziała lata później Królowa Matka do swego przyjaciela Woodrowa Wyatta, felietonisty The Timesa i News of the World), co czyniło upokorzenie Macmillana jeszcze dotkliwszym.

Na początku przeszedł załamanie nerwowe, ale z czasem zaczął

sobie radzić z sytuacją, przybrawszy „maskę nieprzeniknionego spokoju”23. Wszelako za tym, co amerykański ambasador David Bruce nazwał „wiktoriańską ociężałością”24, Macmillan był zdolny do „siły” i „determinacji”, jak również do „sprawnych działań”.

Czując się swobodniej wśród mających takie same jak on poglądy kompanów od kieliszka z White’s, klubu dżentelmenów na St. James’s Street, mimo wszystko prędko zapałał sympatią do królowej, różniącej się od znanych mu z towarzystwa kobiet żywą inteligencją oraz doskonałym opanowaniem zagadnień polityki wewnętrznej i zagranicznej, które zdumiewały go od samego początku25. Chętnie wykorzystywał jej absolutną dyskrecję i matczyną łagodność, określając ją jako „wielkie wsparcie, gdyż jest jedyną osobą, z którą można otwarcie rozmawiać”26.

Butler, porucznik w stanie spoczynku, który odbywał wtorkowe wizyty w pałacu Buckingham, gdy Macmillan przebywał za granicą, miał podobną opinię o królowej jako interlokutorce. „Nigdy jej nie ponosiło”, powiedział później. „Zawsze wyrażała się niezwykle precyzyjnie. I nie miała w zwyczaju zdradzać poglądów na początku spotkania”. Raczej wydobywała opinię z rozmówcy i „przysłuchiwała się jej z wielką uwagą”27.

Macmillan i Elżbieta II stanowili zgrany zespół w ciągu siedmiu lat

sprawowania przez niego urzędu. Premier wysyłał jej długie listy zawierające opinie o światowych przywódcach i wyznania na temat swoich niepowodzeń, jak również przedziwne rysunki i ponure prognozy. Królowa rewanżowała się pisanymi odręcznie odpowiedziami, w których niezmiennie wyrażała zachętę i uznanie.

Macmillana ujął jej brak sztywności i poczucie humoru. Podobnie jak wiele innych osób żałował, że „nie uśmiecha się częściej publicznie”28. Dowiedziawszy się o tym, Elżbieta II odparła, iż „zawsze jej się wydawało, że ludzie chcą ją widzieć poważną przez większość czasu”29.

 Po sześcioletniej przerwie trzydziestojednoletnia władczyni zapragnęła mieć więcej dzieci, podobnie jak jej mąż. Dickie Mountbatten winił za tę zwłokę30 gniew Filipa spowodowany odrzuceniem jego nazwiska rodowego po wstąpieniu Elżbiety II na tron. Jednakże wedle niej samej, odłożyła marzenia o dużej rodzinie głównie dlatego, że chciała się skupić na wdrożeniu do roli skutecznego monarchy.

Podczas wizyty w pałacu Buckingham w maju 1957 roku Eleonora Roosevelt odbyła prawie godzinne spotkanie z królową nazajutrz po tym, jak książę Karol przeszedł resekcję migdałków. Była pierwsza dama stwierdziła, że królowa była „tak spokojna i opanowana, jakby nie miała na głowie nieszczęśliwego małego chłopca”31. Elżbieta II oświadczyła, że Karol dostał już lody dla złagodzenia bólu gardła, lecz jako że była osiemnasta trzydzieści, czuła się w obowiązku raczej zabawiać wdowę po amerykańskim prezydencie, aniżeli siedzieć przy łóżku ośmioletniego syna.

Elżbieta II i książę Filip w ogrodzie pałacu Buckingham przyglądający się swoim dzieciom, księciu Karolowi i księżniczce Annie, 1957 r. Fotografia z zasobów hr. Snowdon, Camera Press London.

Chociaż królowa z całą pewnością kochała swoje dzieci, wymogi pozycji sprawiały, że nie mogła spędzać z nimi wiele czasu. Obojgiem zajmowały się opiekunki – dla Karola szczególnie Mabel Anderson

jawiła się jako „bezpieczna przystań”32 – oraz ślepo zakochana we wnukach babcia. Tymczasem Elżbietę II z powodu jej przywiązania do rutyny, w połączeniu z wrodzonymi zahamowaniami i niechęcią do konfrontacji, ominęło wiele wyzwań macierzyńskich, jak i radości. „Odpuszczała sobie”, powiedziała Gay Charteris.

„Codziennie miała wiele zajęć. Łatwiej było do nich wracać niż do wrzeszczących dzieci. Zawsze mogła się usprawiedliwić swoimi czerwonymi teczkami”33. Kultowa fotografia z 1957 roku zrobiona przez przyszłego męża księżniczki Małgorzaty, Antony’ego Armstronga-Jonesa, przypadkiem podkreśliła dystans między parą królewską i jej dziećmi. Zdjęcie ukazuje Elżbietę II i Filipa wychylających się przez kamienny mostek w ogrodach pałacu Buckingham i spoglądających z zachwytem na Annę i Karola siedzących na kamieniu w dole i czytających książeczkę.

To, że królowa nie radzi sobie z macierzyństwem, stało się oczywiste dla Clarissy Eden podczas pobytu na zamku w Windsorze w kwietniu 1955 roku, kiedy wraz z mężem wzięła udział w pikniku zorganizowanym przez rodzinę królewską. Gdy sześcioletni Karol opadł na krzesło34 Anthony’ego Edena, Elżbieta II kazała mu zwolnić miejsce. Spotkawszy się z odmową, poprosiła chłopca ponownie –

„ponieważ to krzesło pana premiera, a on jest zmęczony”. Mimo to mały książę nie ustąpił. Następnie gdy Karol nie mógł zacząć posiłku, ponieważ nie umył rąk, Królowa Matka uległa mu, mówiąc: „Och, doskonale go rozumiem. Podajcie mu trochę wody na spodeczku”.

Clarissę Eden lekko bawiło35 zepsucie księcia, lecz zdumiewało ją, że królowa „nie powiedziała: «No dalej, Karolu, wstawaj!», ale jak przypuszczam, za wszelką cenę chciała uniknąć sceny”.

Tego konkretnego wiosennego popołudnia Filip, który w domu strzegł dyscypliny, spędzał miło czas na pobliskim jeziorku, pływając płaskodenną łodzią. O ile jednak królowa bywała zbyt pobłażliwa, o tyle jej mąż często był nazbyt surowy. Jako głowa rodziny – co było

„normalnym stanem rzeczy”36 zdaniem Elżbiety II – narzucał zasady, wymagając między innymi, aby Karol słał łóżko37 co dzień rano i zjawiał się punktualnie na śniadanie. Filip dyrygował prawowitym następcą tronu, który pod wieloma względami znacznie się różnił

od ojca: nieśmiały, introwertyczny i fizycznie niezgrabny.

Od najmłodszych lat był, wedle opinii Królowej Matki, „bardzo delikatnym chłopcem, o niezwykle dobrym serduszku”38. Mimo

że o dwa lata młodsza od brata, księżniczka Anna zdawała się mieć znacznie twardszy charakter; cechowała ją pewność siebie, skrupulatność i asertywność, podobnie jak jej ojca.

Najistotniejsza decyzja dotycząca Karola wiązała się z jego wykształceniem. (Zgodnie z tradycją obowiązującą w klasie wyższej Annę miała uczyć guwernantka do czasu, aż osiągnąwszy trzynasty rok życia, będzie mogła udać się do szkoły z internatem). W próbie stworzenia pozorów normalnego życia Filip i Elżbieta II postanowili wysłać syna do prywatnej szkoły podstawowej – po raz pierwszy w wypadku prawowitego następcy tronu. Wybór Filipa padł na Hill House School w Londynie, akademię dla pięciolatków, w której hołdowano credo Plutarcha, że umysł dziecka „nie jest naczyniem, które należy napełnić, lecz ogniem, który trzeba rozniecić”39.

Po pierwszych latach, które Karol spędził z opiekunkami w pałacowym pokoju dziecięcym, przebywanie w klasie z innymi chłopcami40 było dlań nowością, a w dodatku został wystawiony na tak niwelujące wszystkie różnice doświadczenia, jak zamiatanie podłóg i jeżdżenie autobusem na zajęcia sportowe. Wszelako miał

tylko rok, w czasie którego płomyk ledwie zaczął się tlić, zanim jesienią 1957 roku, na dwa miesiące przed dziewiątymi urodzinami –

to jest w wieku, gdy zwyczajowo synowie arystokratów trafiają do szkoły z internatem – posłano go do ojcowskiej alma mater, Cheam School w hrabstwie Hampshire.

Filip wybrał szkołę, której program pokrywał się z jego wizją kształcenia „całego” dziecka41. Jednakże wypełniał też obraną misję, aby uczynić syna twardszym. Wyjaśniając przesłanki, które nim kierowały, wiele lat później książę Filip napisał: „Dzieciom można folgować w domu, ale w szkole powinny panować spartańskie warunki, by w efekcie narzuconej dyscypliny mógł przebiec proces rozwoju w powściągliwą, uprzejmą i niezależną dorosłą jednostkę ludzką”42.

Karol był nieszczęśliwy, odkąd postawił nogę w internacie. Chociaż w następnych pięciu latach przywykł do reżimu i nauczył się koegzystować z ponad osiemdziesięcioma chłopcami w klasie i na boisku, nie przestał trzymać się lekko na uboczu, tęskniąc za odległym zaciszem domu. Tłumacząc niezdolność do nawiązania licznych przyjaźni, powiedział potem: „Zawsze wolałem własne towarzystwo albo kontakty z jedną osobą na raz”43.

Poczuł jeszcze większe skrępowanie swoją wyjątkową pozycją, gdy pod koniec pierwszego roku nauki matka nadała mu tytuł księcia Walii – najbardziej widomy symbol jego miejsca w kolejce do tronu.

Nie miał pojęcia, co go czeka44, gdy wraz z kilkoma kolegami został

wezwany do gabinetu dyrektora szkoły latem 1958 roku, aby obejrzeć mowę królowej kończącą Igrzyska Imperium Brytyjskiego i Wspólnoty Narodów w Cardiff – odbywającą się co cztery lata imprezę sportową, w której występują sportowcy z państw członkowskich. Kiedy Elżbieta II dokonała historycznego obwieszczenia, Karol skulił się ze wstydu, podczas gdy tłumy na małym ekranie wiwatowały: „Niech Bóg błogosławi księciu Walii!”.

Rodzice zdawali sobie sprawę, że w szkole Karol czuje się nieszczęśliwy; królowa pisała nawet o synowskim „strachu”45 przed powrotem do Cheam School po wakacjach. Oboje jednak wierzyli w konieczność trzymania fasonu, a królowa dodatkowo przekierowywała skargi syna do męża. Przy szorstkim sposobie bycia i tendencji raczej do krytykowania niż do udzielania zachęt Filip nie był skłonny do okazywania współczucia, co jeszcze poszerzyło przepaść istniejącą między ojcem i synem.

Z praktycznego punktu widzenia wysłanie Karola do szkoły z internatem było rozsądnym rozwiązaniem, zważywszy na wypełniony kalendarz królowej i księcia Filipa. Dzięki temu chłopiec pozostawał również z dala od wścibskich oczu dziennikarzy.

Aż do tamtej pory wizerunek monarchini przedstawiany na łamach prasy – oraz w komentarzach BBC nadawanych zawsze

przyciszonym głosem i z nienagannym akcentem – był nieodmiennie pełen szacunku (a pochwały graniczyły z uwielbieniem), natomiast na sensacyjność pozwalano sobie w wypadku męża i siostry królowej.

Tymczasem teraz zaczęto po raz pierwszy publikować artykuły krytyczne wobec Elżbiety II i jej najbliższych doradców.

W zazwyczaj spokojnym sierpniu roku 1957, gdy królowa ze swoim dworem jak co roku udała się na wakacje do Szkocji, mało znany tytuł

prasowy, National and English Review, opublikował artykuł pt.

Monarcha dzisiaj autorstwa redaktora naczelnego, trzydziestotrzyletniego Johna Grigga, drugiego barona Altrincham.

John Grigg był kontrowersyjnym torysem, który zdążył już zwrócić na siebie uwagę tym, że występował przeciwko innym dziedzicznym

parom w Izbie Lordów, z których wielu, jak mówił, „niekoniecznie miało predyspozycje do zasiadania w parlamencie”46. Opowiadał się również za wyświęcaniem kobiet w Kościele anglikańskim i stanowczo przeciwko sueskiej inwazji Anthony’ego Edena.

Obecnie wziął na celownik tych, co służyli – czy też raczej w jego przekonaniu: służyli niezbyt udanie – monarchii, którą jak twierdził, popierał. Jego tytuł przydał mu wiarygodności, podobnie jak to, że nauki pobierał w Eton College i Uniwersytecie Oksfordzkim, a służbę odbywał w oddziale grenadierów gwardii – wszystkie te miejsca stanowiły wylęgarnię dworzan pałacu Buckingham.

Tymczasem Altrincham nazwał owych doradców „wąską grupą”

ubranych w „tweedy” arystokratów, którzy pstrzyli oficjalne przemowy królowej frazesami. „Osobowość, która wyziera zza tych banałów wkładanych w jej usta”, pisał, „wskazuje na zarozumiałą pensjonarkę”, uniemożliwiając rozwinięcie własnego „niezawisłego i wyróżniającego się charakteru”. Altrincham zachęcił członków rodziny królewskiej do tego, by zaczęli się otaczać bardziej zróżnicowanymi rasowo i społecznie osobami, tworząc „prawdziwie bezklasowy i wspólnotowy dwór”, który dzięki większej fantazji byłby w stanie pomóc królowej osiągnąć „zda się niemożliwy do osiągnięcia cel bycia zarazem pospolitą i niepospolitą”47.

Ta linia krytyki stanowiła echo ledwie dostrzeżonego dwa lata wcześniej eseju zamieszczonego przez dziennikarza prasowego i radiowego, Malcolma Muggeridge’a, na łamach New Statesmana.

Ośmielony przez cyrk medialny wywołany przez perypetie księżniczki Małgorzaty i Petera Townsenda, Muggeridge przestrzegł

w październiku 1955 roku przed niebezpieczeństwem nadmiernej ekspozycji w prasie. Przewidująco doradził rodzinie królewskiej powołanie „skutecznej komórki public relations” w miejsce „raczej groteskowych dworzan” w celu opanowania mediów i „zapobieżenia najgorszym nadużyciom”. Lepsi doradcy, pisał, pomogliby członkom rodziny królewskiej „chronić siebie i swoje życie przed zamienieniem się w swego rodzaju królewską operę mydlaną”. Muggeridge, sprawny polemista, wyraził użyteczną radę w powściągliwy i pełen respektu sposób. Jego najbardziej prowokacyjna uwaga sugerowała, że monarchia „stała się swego rodzaju zastępczą religią”, a on sam doradzał, aby brytyjska rodzina panująca rozważyła przyjęcie skandynawskiego modelu życia „w prostocie i bez afektacji pomiędzy swymi poddanymi”48.

Podobna w wymowie analiza Altrinchama być może spowodowałaby tylko niejakie zdziwienie wśród czterech i pół tysiąca czytelników pisma, gdyby autor nie ośmielił się zaatakować królowej osobiście, zarzucając jej „osobowość debiutantki” oraz „żałośnie marne wyszkolenie” do zawodu monarchy. „«Crawfie», sir Henry Marten, londyńskie bale, wyścigi konne, polowania na ptactwo, gra w kanastę i sporadycznie podróż zagraniczna”, pisał, „nie byłyby wystarczające w wypadku Elżbiety I!”.

Co więcej, podkreślił jej „styl mówienia, który prawdę rzekłszy,

«przyprawia o ciarki». Podobnie jak jej matka, zdaje się niezdolna do sklecenia choćby paru zdań bez kartki. […] Skoro królowa ma zamiar odczytywać swoje mowy, wielkie i małe, musi przynajmniej nauczyć się je czytać. Przy pewnej dozie praktyki nawet przygotowana przemowa nabiera spontaniczności”. W duchu czegoś, co nazwał „wynikającą z lojalności konstruktywną krytyką”, Altrincham dodał, że gdy królowa „utraci pierwszą młodość”, jej reputacja będzie zależeć głównie od osobowości. „Będzie musiała mówić rzeczy, które ludzie zapamiętają”, napisał, „i robić rzeczy, które ludzie zauważą”.

Jego słowa wywołały oburzenie w sferach mediów

i establishmentu. Bulwarówki drukowały wielkie nagłówki o „ataku”

na królową. The Sunday Times nazwał Altrinchama łajdakiem i tchórzem, a Henry Fairlie napisał w Mailu, że krytykant miał

czelność „przeciwstawić swój tyci współczesny umysł

nagromadzonemu przez stulecia doświadczeniu”49. Geoffrey Fisher, arcybiskup Canterbury, zlekceważył Altrinchama, wyrażając się o nim per „ten głupiutki człowieczek”50. B. K. Burbidge z League of Empire Loyalists spoliczkował Altrinchama przy okazji spotkania na londyńskiej ulicy. Sędzia, który nałożył na Burbidge’a grzywnę w wysokości jednego funta, nie zdołał się powstrzymać przed wyrażeniem zrozumienia dla gniewu podsądnego, mówiąc, że „dziewięćdziesiąt pięć procent obywateli tego kraju czuje niesmak i obrazę z powodu opublikowanych słów”51.

W pałacu Buckingham potraktowano esej jako konstruktywną krytykę. Martin Charteris prywatnie nazwał go „istnym kubłem zimnej wody wylanym na powojenną monarchię” i powiedział, że autor wyświadczył „ogromną przysługę”52. Według niektórych relacji53 książę Filip – w żadnym razie nie miłośnik szorstkich

dworzan – miał podobne odczucia. Z pomocą męża54 i rozlicznych fachowców, takich jak David Attenborough z BBC i Antony Craxton, przyjaciel Filipa z lat młodzieńczych w Gordonstoun School, królowa nauczyła się wygłaszać przemowy, głównie poprzez obniżenie tembru głosu i zmianę sposobu mówienia na mniej urywany. Jednakże w dalszym ciągu odczytywała tekst z kartek, zamiast ryzykować pogwałcenie zasady neutralności monarchy jednym niebacznie rzuconym słowem. Wbrew przepowiedniom Altrinchama, nawet po tym, jak Elżbieta II utraciła pierwszą młodość, opinia publiczna nadal doceniała jej beznamiętny styl oraz wynikającą ze skromności niechęć do zwracania na siebie uwagi.

Wdzięczność Charterisa dla przestrogi Altrinchama była odzwierciedleniem innych zmian, dzięki którym królowa zaadaptowała się do nowych czasów, demokratyzując część wydarzeń i koniec końców wprowadzając większą różnorodność wśród swego personelu. W kolejnym roku odbył się ostatni55 elitarny bal debiutantek w pałacu Buckingham, stanowiący zamierzchły zwyczaj obowiązujący arystokrację od czasów Jerzego III, a zastąpiły go dodatkowe królewskie garden party otwarte dla szerszego spektrum gości.

Podczas gdy zmiany te nabierały kształtów w ukryciu, Malcolm Muggeridge otwarcie przyłożył się do tego imbroglio, dolewając oliwy do ognia w październiku 1957 roku publikacją eseju pt. Czy Anglia naprawdę potrzebuje królowej? w amerykańskim tygodniku The Saturday Evening Post. Nie tylko rozwinął w nim swoją wcześniejszą koncepcję „królewskiej opery mydlanej”, ale także zaognił sprawę, podbijając stawkę sarkastycznym tonem i otwartą krytyką królowej oraz tych, którzy jej służyli.

Doniósł, że „ci, co spotykają się towarzysko z rodziną królewską”, są najbardziej „podle dwulicowi” wobec królowej. „To księżne, a nie ekspedientki”, napisał, „uważają, że królowa jest nudnym bezguściem”. Dodał, że królowa wypełnia swoje obowiązki „z pewną lunatycznością w gestach, ruchach i rytuałach”. A co gorsza, jest ona

„źródłem snobizmu i lizusostwa”56.

Muggeridge zebrał jeszcze gorsze cięgi od mediów niż Altrincham.

Nękano go57 na ulicach, zdemolowano mu dom, przysyłano zjadliwą pocztę zawierającą ekskrementy i żyletki. BBC czasowo zabroniło mu występowania na falach eteru. Gdy jednak powrócił, stał się

jednym z wiodących prezenterów.

Jednym z powodów tak żywiołowej reakcji było nieprzypadkowe zgranie w czasie publikacji artykułu z bardzo oczekiwaną wizytą królowej w Ameryce Północnej. Przybywszy do Kanady 12

października 1957 roku z pięciodniową wizytą, wygłosiła swoją pierwszą telewizyjną przemowę na żywo, zwracając się naprzemiennie po angielsku i po francusku do czternastomilionowej widowni z ogółem szesnastoipółmilionowej populacji Kanady.

Również po raz pierwszy skorzystała z telepromptera58, co pozwoliło jej patrzeć prosto w kamerę. Wypadła „nieśmiała, lekko zawstydzona, a chwilami niezręczna”, lecz przy tym rozczulająca, ponieważ jej zachowanie „było takie ludzkie”59 według The New York Timesa.

Być może słowa krytyki Altrinchama i Muggeridge’a odniosły już skutek, ponieważ nietypowo dla siebie rozpoczęła siedmiominutową mowę, zwracając się do widzów: „Chciałabym przemówić do was na płaszczyźnie bardziej prywatnej”60. Następnie ciągnęła nieomal konfidencjonalnie: „Bywają długie okresy, gdy życie zdaje się nudną powtarzalną rutyną, wypełnioną nieistotnymi zajęciami bez znaczenia, a potem nagle znajdujemy się w centrum jakiegoś wielkiego wydarzenia i to pozwala nam dojrzeć solidne i trwałe podstawy naszej egzystencji”.

Nazajutrz po raz pierwszy w historii Korony brytyjskiej dokonała otwarcia parlamentu Kanady. Aby Kanadyjczycy mogli poczuć, że „uczestniczą w tworzeniu historii swojego kraju”61, zgodziła się również na transmisję telewizyjną swojej mowy z tronu izby senatu w Ottawie.

Królowa wyjątkowo nie mogła się doczekać swojej drugiej wizyty w Ameryce. W liście do Anthony’ego Edena napisała: „Wydaje się, że nić łącząca Stany Zjednoczone z nami jest mocniejsza, zwłaszcza odkąd rosyjski satelita [Sputnik] wstrząsnął opinią nas wszystkich na temat rosyjskiego postępu naukowego!”62. W przeciwieństwie do przelotnego pobytu w 1951 roku tym razem miała to być wizyta z prawdziwego zdarzenia: sześć dni w Waszyngtonie, Nowym Jorku i Jamestown w stanie Wirginia, gdzie uczci trzystupięćdziesięciolecie założenia pierwszej kolonii brytyjskiej w Ameryce.

Łączyła ją zażyła znajomość z sześćdziesięciosiedmioletnim

amerykańskim prezydentem od czasów drugiej wojny światowej, gdy Eisenhower przebywał w Londynie jako naczelny dowódca alianckich ekspedycyjnych sił zbrojnych. Cieszył się „oddaną przyjaźnią”63 jej rodziców i lubił wspominać64, jak pewnego razu zorganizowali dla niego specjalne zwiedzanie prywatnej części zamku w Windsorze.

Aby zapewnić generałowi swobodę, postanowili nie opuszczać wtedy swoich apartamentów. Wszelako w ustalonym dniu Jerzy VI zapomniał o tym i wraz z najbliższymi siedział na tarasie ponad ogrodem różanym, pijąc herbatę w towarzystwie Margaret Rhodes przy stole nakrytym białym obrusem sięgającym do samej ziemi.

Kiedy Eisenhower z towarzyszącymi mu osobami zbliżał się w ich stronę, król domyślił się, że ich obecność przerwie tę wycieczkę.

„Zanurkowaliśmy więc wszyscy pod stół i tam się ukryliśmy”65, opowiadała królowa lata po tym wydarzeniu. „Gdyby [Eisenhower]

i jego kompani spojrzeli w górę […] zobaczyliby stół drżący od licznych niekontrolowanych wybuchów śmiechu tych, którzy kryli się pod spodem”66, wspominała Margaret Rhodes. Gdy Jerzy VI później opowiedział tę historię Eisenhowerowi, generał „był bardzo zaszokowany, że król Anglii się chował”67, powiedziała Elżbieta II.

Dziesięciotysięczny tłum powitał68 królową i jej męża po przybyciu do Wirginii 16 października 1957 roku na mające trwać cały dzień obchody w Jamestown i Williamsburgu. Parze królewskiej towarzyszyła sześćdziesięciosześcioosobowa świta, między innymi minister spraw zagranicznych Selwyn Lloyd. W Williamsburgu królowa wygłosiła krótką mowę z balkonu College of William and Mary, w której wychwalała „światłych i uzdolnionych mężów stanu”69

będących założycielami amerykańskiej republiki. „Lord jakże-mu-tam spudłował”, napisano w The Washington Post. „Mówczyni z niej jest taka sobie, ale ci, którzy ją dzisiaj słyszeli, uznali, że mówi z miłym zaśpiewem”.

Nazajutrz rano delegacja poleciała do Waszyngtonu na pokładzie samolotu Eisenhowera, Columbine III[162], szybkiego zgrabnego samolotu śmigłowego z czterema potężnymi silnikami na długich skrzydłach. Gdy czekali na start70, Filip zagłębił się w lekturze stron sportowych gazety, natomiast Elżbieta II małym złotym kluczykiem otworzyła opatrzony monogramem skórzany przybornik do pisania i zaczęła wypisywać pocztówki do dzieci. „Filipie?”, odezwała się nagle. Jej mąż nadal czytał. „Filipie!”, powtórzyła. Poderwał wzrok

zaskoczony. „Które silniki włączają się pierwsze w takim dużym samolocie jak ten?”. Jej mąż nie posiadał się ze zdziwienia. „No dalej”, zaśmiała się. „Chyba nie chcesz czekać z odpowiedzią do chwili, aż się włączą, Filipie!” Wysunął przypuszczenie, które okazało się zgodne z prawdą. (Włączały się w określonej kolejności, najpierw na jednym skrzydle od wewnętrznego do zewnętrznego, a potem tak samo na drugim). „Był podenerwowany”, wspominała Ruth Buchanan, żona Wileya T. Buchanana Jr., siedzącego nieopodal szefa protokołu prezydenta. „Tak bardzo to przypominało zwyczajną żonę karcącą gapowatego męża”71.

Wjeżdżając do stolicy z prezydentem i jego żoną Mamie w limuzynie Lincolna z dachem typu bubbletop[163], w otoczeniu szesnastu orkiestr, byli witani przez ponad milion ludzi, których nie zraziły częste rzęsiste ulewy. Para królewska spędziła następne cztery noce w najbardziej eleganckich pokojach gościnnych świeżo odrestaurowanego Białego Domu – w Rose Suite[164] umeblowanym w stylu federalnym w wypadku Elżbiety II (później przemianowanym na Sypialnię Królewską i Salon Królewski na cześć wszystkich koronowanych głów, które tam się zatrzymały) oraz w wypadku diuka Edynburga – w Lincoln Bedroom[165] z ośmiostopowym[166]

rzeźbionym łożem z palisandru.

Znaczna część wizyty sprowadzała się do typowych przyjęć, uroczystych kolacji w Białym Domu i ambasadzie brytyjskiej (gdzie dania podano na złotej zastawie przywiezionej z pałacu Buckingham) oraz wycieczek po lokalnych zabytkach – wtedy można było przy odrobinie szczęścia zobaczyć królową, określaną w przekazach jako

„malutka brytyjska władczyni”72 albo „malutka monarchini”.

Ruth Buchanan nie miała wątpliwości, że królowa czuła się „bardzo pewnie i bardzo dobrze w swojej roli. Ale nie opuszczała gardy.

Zachowywała dystans i całkowicie nad sobą panowała, aczkolwiek śmiała się z żartów mego męża”73. Raz, gdy Ruth Buchanan czekała na męża, który odprowadzał parę królewską do limuzyny, „słyszałam, jak rechocze. Nie zdawałam sobie sprawy, że ma taki rubaszny śmiech. Lecz jak tylko wyszła zza rogu i zobaczyła nas, natychmiast przestała”.

Brytyjski ambasador Harold Caccia wydał garden party dla dwóch tysięcy gości w pięciu namiotach wyściełanych włóknem szklanym, które błyszczało niczym jedwab. Przed przyjęciem odbyło się

spotkanie w bardziej kameralnym gronie dla osiemdziesięciu dyplomatów i ich żon. W trakcie oprowadzania po Narodowej Galerii Sztuki królowa zwierzyła się jej dyrektorowi, Johnowi Walkerowi, że niedawno pragnęła kupić Moneta na londyńskiej aukcji, lecz nie było jej stać na zapłacenie „zawrotnej sumy”74.

Wiceprezydent Richard Nixon podjął parę królewską na lunchu na dziewięćdziesiąt sześć osób w zastawionej orchideami sali dawnego Sądu Najwyższego na Kapitolu. Było to pierwsze spotkanie obojga z ciętym, lecz zachowującym się niezręcznie w towarzystwie wiceprezydentem. Być może mając w pamięci niedawną krytykę pod adresem królowej, Nixon rozmawiał z nią o technikach mówienia.

Następnego dnia posłał jej nawet książkę z „paroma dość zaskakującymi pomysłami”75, które jak uznał, mogą się okazać pomocne: The Art Of Readable Writing słynnego językoznawcy doktora Rudolfa Flescha, popularyzatora „naturalnego mówienia”.

W trzeci dzień królowa zapragnęła odejść od ustalonej rutyny.

Najpierw poprosiła, by zabrano ją na „rozgrywkę”76, jak się wyraziła, amerykańskiego futbolu, Biały Dom wystarał się zatem dla niej o miejsce w „loży królewskiej” naprzeciwko środka boiska Byrd Stadium Uniwersytetu Maryland w meczu z drużyną Uniwersytetu Karoliny Północnej. Po drodze królowa dostrzegła supermarket sieci Giant i zapytała, czy mogłaby tam wejść, aby „zobaczyć, jak amerykańskie gospodynie domowe robią zakupy”77.

Do wtóru wiwatów czterdziestu trzech tysięcy zgromadzonych widzów królowa weszła na boisko, aby porozmawiać przez chwilę z dwoma zawodnikami z przeciwnych drużyn – rosłymi, krótko ostrzyżonymi młodzieńcami. Ubrana w warte piętnaście tysięcy futro z norek78, podarowane jej przez Mutation Mink Breeder Association, stowarzyszenie amerykańskich hodowców zwierząt futerkowych, oglądała mecz z wielką uwagą, lecz wydawała się „zaniepokojona”79, ilekroć zawodnicy się blokowali. Widowisko było na wskroś amerykańskie: czirliderki robiły gwiazdy, mażoretki maszerowały, wysoko unosząc nogi, grały orkiestry, a dziewczęta z Karoliny Północnej, przebrane za paczki papierosów od głowy do pasa, tańczyły, kiedy z głośników padały słowa o „wiodącym przemyśle”80

ich stanu.

Podczas gdy parę królewską zabawiano w przerwie meczu, ochroniarze pognali do supermarketu, aby na ostatnią chwilę

zorganizować wizytę. Po zwycięstwie drużyny Uniwersytetu Maryland dwadzieścia jeden do siedmiu, kawalkada aut pojawiła się przed centrum handlowym w Queenstown punktualnie o siedemnastej ku zdumieniu setek zakupowiczów. Elżbieta II i Filip nigdy wcześniej nie widzieli supermarketu, gdyż ten rodzaj sklepów nie był jeszcze wówczas znany w Wielkiej Brytanii, a wizyta ta jest o tyle godna odnotowania, że łączyła nowinkę ze spontanicznością.

Z ciekawością antropologów i bezpośredniością, jakiej nie przejawiali publicznie w Wielkiej Brytanii, spędzili kwadrans na ściskaniu dłoni, wypytywaniu klientów i zaglądaniu do wózków sklepowych. „Jak miło, że możecie zabierać ze sobą dzieci”81, powiedziała Elżbieta II, kiwając głową w stronę małego siedzenia na wózku pchanym przez jakąś kobietę. Królowa i jej małżonek byli zdziwieni nie tylko masą żywności, lecz także szerokim asortymentem towarów – ubrań, artykułów piśmiennych, kosmetyków, a nawet kostiumów na Halloween. Królową szczególnie zainteresowały mrożone zestawy do przygotowywania potrawki z kurczaka, podczas gdy Filip skosztował gratisowych próbek krakersów z serem i zażartował: „To dobre dla myszy!”82. Oboje wysłuchali wykładu o technikach mrożenia, a zaintrygowały ich zwłaszcza stanowiska kasowe, których działanie wyjaśnił kasjer David Ferris, podczas gdy monarchini posuwała się do przodu.

„Dziękuję za tę wycieczkę”, rzekła do kierownika sklepu, Donalda d’Avanzo. „Bardzo mi się podobała”. D’Avanzo oznajmił potem, że był

„oszołomiony i przestraszony. […] To była najwspanialsza rzecz, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła”83.

Ostatniego dnia pobytu84 w Waszyngtonie Elżbieta II i Filip udali się na jedyną prywatną wycieczkę podczas całej podróży –

przejażdżkę do Wirginii, gdzie królowa mogła obejrzeć osiemnaście roczniaków na torze szkoleniowym w Middleburgu. Spędziła tam prawie godzinę, przyglądając się koniom i rozmawiając z ich właścicielami i trenerami. Gospodarzem był sportowiec i filantrop Paul Mellon, zaprzyjaźniony hodowca koni pełnej krwi, który tego słonecznego popołudnia podjął królową na podwieczorku w swej posiadłości nieopodal Upperville, rozciągającej się na czterech tysiącach akrów[167].

Królowa Elżbieta II podczas niezapowiedzianej wizyty w supermarkecie w West Hyattsville w stanie Maryland, po obejrzeniu meczu futbolu amerykańskiego w rozgrywkach uniwersyteckich, 19 października 1957 r. Associated Press.

Jeszcze bardziej entuzjastyczne powitanie czekało Elżbietę II i Filipa nazajutrz rano w Nowym Jorku. Królowa wyraźnie poprosiła,

że chce zobaczyć Manhattan „tak, jak powinno się go zobaczyć”85, to jest od strony wody, o którym to widoku marzyła od dzieciństwa.

„Fiuuu!”86, zawołała, dostrzegłszy z pokładu promu armii amerykańskiej połyskujący zarys Dolnego Manhattanu. Widok ten przywiódł jej na myśl, jak powiedziała, „rząd wspaniałych klejnotów”87.

Milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy osób wyległo na ulice od Battery Park do budynku ratusza i dalej w kierunku północnym, aż do hotelu Waldorf-Astoria; gdy przejeżdżała kawalkada aut, ludzie powiewali brytyjskimi i amerykańskimi flagami i wiwatowali, wykrzykując „Witaj, Liz!”88 i „Niech żyje książę Filip!” oraz tu i ówdzie spontanicznie intonując „Boże, chroń królową”.

Przejeżdżając Wall Street w lincolnie Eisenhowera, Elżbieta II i Filip tonęli w zamieci papierowych tasiemek, konfetti i strzępków potarganych książek telefonicznych. Gdy królowa zadarła głowę w kanionie drapaczy chmur, zakrzyknęła: „Nie miałam pojęcia, że stoją tak blisko siebie!”89.

Miała tylko piętnaście godzin w tym mieście – co tylko „zaostrzyło apetyt”90, jak przyznała – aby spełnić swoją listę życzeń i wymienić uścisk dłoni z prawie trzema tysiącami osób. Ubrana w niebieską atłasową sukienkę koktajlową i dopasowany różowy aksamitny kapelusik wystąpiła przed przedstawicielami osiemdziesięciu dwóch państw w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Na zakończenie

sześciominutowej mowy wychwalającej szczytne ideały tej organizacji i zachęcającej wszystkie kraje członkowskie do dalszego krzewienia pokoju, widownia złożona z dwóch tysięcy osób zareagowała „huczną owacją na stojąco”91. Później królowa odbyła godzinną wycieczkę po liczącej pięć lat siedzibie ONZ, w pewnej chwili pytając, jak to możliwe, że prawie czterdziestopiętrowy przeszklony budynek Sekretariatu ONZ „utrzymuje się w pionie”92.

Podczas przyjęcia z delegatami Filip rozmawiał z ambasadorem ZSSR Andriejem Gromyko o niedawno wystrzelonym Sputniku 1, o którym jego żona wspomniała w liście do Anthony’ego Edena.

W Nowym Jorku para królewska zajęła apartament

na dwudziestym siódmym piętrze Waldorf Towers. W tym samym legendarnym hotelu podjęto ich dwoma posiłkami: lunchem na tysiąc siedmiuset gości zorganizowanym przez burmistrza Roberta Wagnera oraz kolacją na cztery i pół tysiąca osób wydaną przez dwie

organizacje – English Speaking Union i Pilgrims of the United States

– działające w celu utrzymania przyjaźni angielsko-amerykańskiej.

W wolnym czasie królowa obejrzała „niesamowity”93 widok ze sto drugiego piętra Empire State Building o zachodzie słońca – co było kolejną wyraźną prośbą – to jest wtedy, gdy „wieczorne niebo nabierało odcienia purpury, w biurach palą się światła, a panorama całego śródmieścia zdaje się składać z ogromnych zwieszających się zasłon misternej koronki”94, wedle słów brytyjskiego pisarza Alistaira Cooke’a.

Gdy w wielkiej sali balowej rozpoczynał się oficjalny bankiet, trudy wypełnionego do granic planu podróży dały o sobie znać nawet w wypadku energicznej trzydziestojednoletniej królowej. System telewizji wewnętrznej zainstalowany w sześciu przylegających do siebie salach bankietowych dał gościom niezwykłą możliwość przyglądania się Elżbiecie II w wysokiej na trzy cale[168] tiarze i sukni wieczorowej lśniącej od pastelowych cekinów. Właściwie nie powinna być filmowana w trakcie jedzenia, a jednak znalazła się na ekranach telewizyjnych z widelcem w lewej dłoni, jedząc skalnika prążkowanego[169] w sosie szampańskim95, filet wołowy w sosie truflowym, ziemniaczane beignet, fasolkę szparagową w sosie almondine oraz słynną u Waldorfa babkę Savarina au rhum. Goście mogli obserwować96, jak w trakcie posiłku Elżbieta II przestrzega protokołu, rozmawiając przez dwa pierwsze dania z osobą siedzącej po jej lewej stronie, czyli z byłym ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Wielkiej Brytanii, Lewisem Douglasem, a następnie przy głównym daniu odwraca się w prawo, by podjąć konwersację z prezydentem Pilgrims of the United States, Hughem Bullockiem.

W The New York Timesie napisano, że jej przemowa była „jedynym momentem podczas całej wizyty […], kiedy ogarnęło ją zmęczenie.

[…] Nawet nie próbowała się uśmiechać […] i choć zająknęła się tylko raz, znużenie przebijało z jej głosu”. Pomimo posępnego nastroju gorąco chwaliła obu gospodarzy proszonej kolacji za wspieranie „wspólnego języka i dziedzictwa historii” zarówno Wielkiej Brytanii, jak i Ameryki, jak również za „świadomy wysiłek”

podejmowany, aby żaden z dwóch narodów nie „traktował tego drugiego jako czegoś oczywistego”97.

Tego samego wieczoru czekała ją jeszcze jedna impreza, bal Royal Commonwealth Society[170] dla czterech i pół tysiąca gości

w Zbrojowni Siódmego Regimentu przy Park Avenue. Szef protokołu Wiley Buchanan był zdumiony, że pomimo zmęczenia Elżbieta II siedziała na podwyższeniu „prosto jak świeca, nie dotykając plecami oparcia krzesła”98. Kiedy dobrze po północy wraz z mężem szła do oczekującej na nich limuzyny, przystanęła wielokrotnie, aby zamienić słowo z weteranami. Jakiś lotnik, który stracił wzrok w czasie pierwszej wojny światowej, chciał wstać z wózka inwalidzkiego, aby ją pozdrowić. „Delikatnie położyła mu dłoń na ramieniu i powiedziała, że nie musi wstawać”, wspominał

Buchanan. „Rozmawiała z nim przez kilka chwil, po czym ruszyła dalej”.

Buchanan postarał się, by na podłodze samochodu wiozącego parę królewską umieszczono oświetlenie, które włączono podczas przejazdu na lotnisko Idlewild[171], tak że suknia Elżbiety II i jej tiara błyszczały dla tłumów gapiów stojących wzdłuż ulic Manhattanu i Queens. Wiele kobiet miało na sobie szlafroki i papiloty we włosach.

„Filipie”, powiedziała Elżbieta II, „spójrz na tych wszystkich ludzi w nocnych strojach. Ja na pewno bym nie wyszła w samej koszuli nocnej, żeby zobaczyć przejeżdżające osoby, kimkolwiek by były!”99.

O drugiej w nocy królowa znalazła się wraz z małżonkiem na pokładzie Seven Seas, DC-7 należącego do floty BOAC, który po locie trwającym czternaście godzin przywiózł ich do domu. „Oboje ujęliście obywateli naszego kraju wdziękiem i wytwornością”100, napisał Eisenhower w liście pożegnalnym do pary królewskiej.

Amerykańska i brytyjska prasa okrzyknęła tę wizytę „wyjątkowym sukcesem”101 i „ogromnym tryumfem Ameryki”. Najbardziej usatysfakcjonowany był premier Harold Macmillan, który w następnym tygodniu wybierał się do Waszyngtonu

na siedmiodniowe rozmowy z Eisenhowerem. Królowa, napisał

Macmillan w swoim pamiętniku, „na dobre pogrzebała ducha Jerzego III”102. Jednakże Brytyjczycy czuli się wykluczeni, czytając o spontanicznych wyczynach królowej, nie wspominając o obszernej relacji telewizyjnej, na którą zezwoliła. „Dlaczego musiała udać się za ocean, aby stać się rzeczywistą?”103, dopytywał londyński Daily Herald.

Nagłe zaufanie królowej do telewizji nie było przypadkiem, a wiele wspólnego z tą zmianą miał książę Filip. Zważywszy na jego

fascynację technologią, nie można się dziwić, że pierwszy dostrzegł

tkwiący w przekazie telewizyjnym potencjał dla monarchii. Już w listopadzie 1952 roku przewidział, że radio i telewizja „wykroczyły poza etap bycia zabawnymi rozrywkowymi nowinkami”104. Był też pierwszym członkiem rodziny królewskiej, który prowadził własny program telewizyjny, dokument o jego podróży po krajach Wspólnoty Narodów pokazujący film, który wtedy nakręcił.

Od czasu koronacji Elżbieta II zachowywała ostrożność w obliczu natręctwa kamer telewizyjnych. W liście do Edena poprzedzającym podróż do Ameryki Północnej zwierzyła się ze swoich lęków, stwierdzając: „Telewizja jest najgorsza, ale jak sądzę, kiedy się do niej przyzwyczaić, przestaje być taka straszna jak na pierwszy rzut oka się wydaje”105. Minionego lata podjęła decyzję o porzuceniu radia i nadaniu dorocznego bożonarodzeniowego orędzia na antenie telewizji w dwudziestopięciolecie inauguracyjnego przekazu radiowego jej dziadka, króla Jerzego V. Kilka dni przed wylotem do Kanady ćwiczyła nawet używanie telepromptera

w zaimprowizowanym studiu w pałacu Buckingham. Filip, który namawiał ją106 do skorzystania z tego urządzenia, odgrywał rolę jej

„producenta”, gdy odczytywała jakąś swoją starą mowę. Ilekroć wypadała nazbyt mdło, poświęcał jej parę chwil i za drugim razem była już ponoć „znacznie żywsza”107 i kiwała głową oraz uśmiechała się we właściwych momentach.

Wystąpienie w Kanadzie było próbą generalną przed transmisją na żywo o godzinie piętnastej 25 grudnia 1957 roku, lecz Elżbieta II i tak żywiła obawy. Było to jej szóste orędzie świąteczne i żadne nie powstało z „pomocą” rządu – tylko przy tej jednej okazji w roku królowa może bezpośrednio się zwrócić do poddanych. Zawsze bardzo się mozoli nad tą osobistą homilią, która potwierdza jej głęboką wiarę i poczucie obowiązku, gdy jej słowa mają zainspirować innych do stawiania wysoko poprzeczki i czynienia dobra. Przesłanie zazwyczaj zawiera idee zaczerpnięte od jej prywatnych sekretarzy, lecz powstaje głównie w ścisłej współpracy z Filipem na przestrzeni wielu miesięcy, najczęściej bazując na określonym temacie, który łączy się z wydarzeniami mijającego roku.

Filip wykazał się szczególnie aktywnym współudziałem108 w 1957

roku, kiedy to zaangażował w przygotowania do transmisji swego przyjaciela z BBC, Antony’ego Craxtona. Ich wybór padł

na bibliotekę w Sandringham ze względu na doskonałą akustykę tego długiego, wypełnionego regałami pomieszczenia[172], w którym ustawili niewielkie biurko na tle szafki zastawionej kartkami świątecznymi i rodzinnymi fotografiami. Dekoracja z ostrokrzewu na blacie skrywała mikrofon, a naprzeciwko stanęły dwie kamery, każda wyposażona w teleprompter.

Poza nauką109 odczytywania wielkich liter przewijających się przez ekran urządzenia królowa pilnie oglądała film instruktażowy nakręcony przez spikerkę BBC, Sylvię Peters. Po trzech próbach Elżbieta II powiedziała gościowi na przyjęciu bożonarodzeniowym personelu w zamku w Windsorze: „Mój mąż, jak się zdaje, wie, jak się zrelaksować na wizji. Mnie wciąż dręczą obawy, ponieważ jeszcze nie poznałam tego sekretu”110. Kilka dni przed transmisją111

Craxton spędził z królową trzy kwadranse, omawiając orędzie zdanie po zdaniu.

Królowa mówiła112 przez siedem minut, od czasu do czasu zrywając kontakt wzrokowy z widzami, by zerknąć na plik kartek i sporadycznie, dla efektu, przewrócić stronę. Parokrotnie łagodnie się uśmiechnęła i dla emfazy zacisnęła dłonie. Telewizja pomogła jej stać się mniej „zdystansowaną postacią”, jak stwierdziła, i sprawiła, że jej doroczny przekaz skierowany do Brytyjczyków i mieszkańców Commonwealthu był „bardziej osobisty i bezpośredni”. Jednakże ostrzegała przed zagrożeniami rozsiewanymi przez to nowe medium poprzez „szybkość, z jaką świat zmienia się wokół nas”, co sprawia, że ludzie „czują się zagubieni i niezdolni zdecydować, czego się trzymać, a o czym zapomnieć i jak czerpać z nowego życia, nie tracąc tego co najlepsze z minionego”.

„Wynalazki” same w sobie nie stanowią problemu, dodała. Już raczej „kłopoty powodują nierozumni ludzie, którzy bezmyślnie odrzucają odwieczne ideały, jakby to były stare zużyte mechanizmy”.

W celu ochrony zagrożonych „fundamentalnych zasad” wołała o „ten szczególny rodzaj odwagi […], który sprawia, że bronimy wszystkiego, co jak wiemy, jest słuszne, prawdziwe i uczciwe. Trzeba nam takiej odwagi, która zdzierży subtelne zepsucie cyników, abyśmy mogli pokazać światu, że nie obawiamy się przyszłości”.

„Nie mogę poprowadzić was do tego boku”, powiedziała Elżbieta II. „Mogę jednak uczynić coś innego. Mogę oddać wam swoje serce i poświęcenie dla tych starych wysp i wszystkich państw

naszego braterstwa narodów”. Na koniec życząc wszystkim wesołych świąt, zerknęła szybko na męża stojącego za jedną z kamer113 i posłała widzom olśniewający uśmiech.

Przy odbiornikach zasiadło około trzydziestu milionów ludzi, prasa zaś, zwłaszcza amerykańska, ogłosiła jej występ skuteczną odpowiedzią na krytykę – „mową królewską ery po Altrinchamie”114.

Sposób bycia Elżbiety II, wedle The New York Timesa, był

„niewysilony i naturalny”115. „Było widać cały jej urok, wdzięk i prostotę”, napisał komentator londyńskiego Daily Expressu.

„Wzruszyłem się […] do łez”116. Harry Truman uznał jej wzmiankę o „nierozumnych ludziach” za „kapitalne stwierdzenie. Nie utraciliśmy ideałów, ale na pewno zaczęliśmy je zaniedbywać”117.

Żadne bożonarodzeniowe orędzie następnego półwiecza nie miało takiego echa ani takich zadziwiająco mrocznych podtekstów.

„Ostateczną wersję tekstu stworzył w gruncie rzeczy książę Filip”118, napisał później Craxton. Jednakże był to przede wszystkim efekt wymiany zdań między królową i jej małżonkiem. Elżbieta II zawsze bardzo się stara, by nie powiedzieć czegoś, w co nie wierzy; woli nawet nie używać słowa „bardzo”, jeśli coś nie jest jej zdaniem

„bardzo”. Przysięga wierności złożona przez nią przed poddanymi oraz apel, „by bronić wszystkiego, co słuszne”, były bez wątpienia autentyczne, podobnie jak głęboko duchowe nuty przewijające się przez całą przemowę.

Rok później rząd wydał zgodę na pierwszą transmisję z uroczystości otwarcia parlamentu. (W 1957 roku zgody takiej nie wydano, gdy królowa obwieszczała rewolucyjną reformę zapoczątkowaną przez Macmillana i jego ministrów, by powołać parów dożywotnich, tym samym wprowadzając do Izby Lordów kobiety występujące we własnym imieniu). Jedno z najwspanialszych brytyjskich widowisk, otwarcie parlamentu, jest nie mniej telewizyjnym fenomenem niż każde inne wydarzenie w królewskim kalendarzu. Do tego przypomina o pozycji Elżbiety II jako „Crown-in-Parliament”[173], gromadząc w jednym miejscu Izbę Gmin, Izbę Lordów i monarchinię, która odczytuje plan legislacyjny rządu.

Ceremonia czerpie z wielowiekowej tradycji i odwiecznych rytuałów. Sceną dla niej jest nieodmiennie komnata Izby Lordów z bogato zdobionym wysokim sklepieniem, witrażowymi oknami

i wymyślnie rzeźbionym drewnem.

Królowa Elżbieta II odczytująca swą przemowę z okazji uroczystości otwarcia parlamentu, z księciem Filipem siedzącym po jej lewej stronie oraz damami dworu po stronie prawej, październik 1958 r.

EMPICS/Press Association Images.

Dzień przed uroczystością przewozi się z Tower do pałacu Buckingham brytyjską koronę państwową i ceremonialny miecz koronacyjny[174], aby królowa mogła się na powrót przyzwyczaić do noszenia prawie trzyfuntowego[175] ciężaru na głowie.

Wieczorami często pracuje przy biurku, mając na głowie koronę z purpurowego aksamitu pobłyskującą trzema tysiącami diamentów; któregoś roku jej kamerdyner zauważył119, że na stopach miała różowe papucie.

Rano w dniu otwarcia parlamentu zaprzężony w konie powóz wiezie koronę oraz miecz, jak również ceremonialne nakrycie głowy z karmazynowego aksamitu podbijane białymi gronostajami, wzdłuż The Mall do budynku parlamentu. Drugi powóz transportuje złote buławy. Królowa nazywa te wszystkie symbole królewskiej władzy

„roboczymi elementami zestawu”120 i upewnia się, że przód korony, z ogromnym Rubinem Czarnego Księcia i Małą Gwiazdą Afryki, jest zwrócony w kierunku jazdy. „O jednym należy pamiętać”, powiedziała z błyskiem w oku jubilerowi koronnemu Davidowi Thomasowi, zanim wyruszył z bezcennym ładunkiem w pierwszą podróż do pałacu westminsterskiego. „Konie są zawsze z przodu”121.

Elżbieta II, ubrana w długą białą suknię i rękawiczki do łokcia, z łańcuchem Orderu Podwiązki i w diamentowej tiarze, oraz książę Filip jak zwykle w mundurze admirała floty jadą do pałacu westminsterskiego zaprzężoną w konie irlandzką karocą w otoczeniu konnej straży przybocznej. W pomieszczeniu ozdobionym freskami przedstawiającymi legendę o królu Arturze[176] królowa nakłada ceremonialną osiemnastostopową[177] szatę ze szkarłatnego aksamitu oraz koronę.

Komnata Izby Lordów jest zawsze wypełniona do ostatniego miejsca, stanowiąc żywy obraz parów w czerwonych strojach z białymi futrzanymi kołnierzami (w 1958 roku po raz pierwszy zasiedli wśród nich nowo mianowani dożywotni parowie, między którymi znalazły się cztery kobiety), odzianych na czarno sędziów w perukach stłoczonych na ogromnym czerwonym pufie zwanym Woolsack[178], oficerów, duchownych i ambasadorów we frakach.

Orszak wiodą mężczyźni noszący osobliwe średniowieczne tytuły, takie jak Maltravers Herald Extraordinary, Clarenceaux King of Arms i Rouge Dragon Pursuivant[179], wszyscy odziani w pokryte złotem szkarłatne tuniki, pludry do kolan i jedwabne pończochy.

Wzdłuż trasy szpaler tworzą królewscy przyboczni, Gentlemen at Arms w hełmach z powiewającymi łabędzimi piórami oraz Yeomen of the Guard w karmazynowo-złotych sięgających kolan tunikach, karmazynowych bryczesach, białych kryzach pod szyją i czarnych płaskich kapeluszach z czasów Tudorów.

Elżbieta II w towarzystwie czterech paziów i dwu dam dworu, z księciem Filipem trzymającym jej podniesioną lewą dłoń, statecznie posuwa się wzdłuż Galerii Królewskiej w stronę komnaty. Poprzedza ją dwóch dygnitarzy niosących miecz i czapkę, która zwisa z długiej laski, oraz dwóch idących tyłem najwyższych urzędników państwowych, lord marszałek i lord wielki szambelan. Punktualnie o jedenastej trzydzieści królowa zasiada na bogato złoconym tronie pod złotym baldachimem, Filip zaś zajmuje miejsce po jej lewej

stronie i parę cali niżej.

Black Rod[180], urzędnik reprezentujący królową, maszeruje ku Izbie Gmin, gdzie zatrzaskuje mu się drzwi przed nosem dla okazania niezależności niższej izby parlamentu. (Żaden monarcha nie postawił nogi w Izbie Gmin od 1642 roku, kiedy to król Karol I wdarł się do środka i spróbował pojmać pięciu jej członków).

Po trzykrotnym donośnym stuknięciu hebanową laską Black Rod zostaje wpuszczony do komnaty, gdzie wzywa członków, by „natychmiast stawili się przed obliczem Jej Królewskiej Mości w Izbie Parów”. Wiedzeni przez premiera, ministrów i lidera opozycji członkowie niższej izby parlamentu tłoczą się w Izbie Lordów za drewnianą barierką w pobliżu wejścia, gdzie każe im się stać.

Ściśnięci na powierzchni mniej więcej osiemnaście na dwanaście stóp[181] politycy nadają ceremonii ziemskiego i nieco rozhukanego charakteru, „wyglądając jak podsądni na rozprawie”122, jak opisał to amerykański ambasador David Bruce.

Lord kanclerz wspina się na podwyższenie, sięga do czerwonego jedwabnego mieszka i wręcza królowej przemowę przygotowaną przez premiera i jego gabinet. Zazwyczaj mieszcząc się w piętnastu minutach, Elżbieta II sumiennie recytuje plan legislacyjny rządu na nadchodzący rok. „Wygłosiłam chyba najnudniejszą i najbardziej nijaką mowę w swoim życiu”, zwierzyła się Pietrowi Annigoniemu, pozując mu po ceremonii w 1969 roku. „Ale dostałam taki suchy materiał. Można próbować włożyć nieco wyrazu w sposób mówienia, lecz doprawdy nie jest w ludzkiej mocy przydanie czemuś takiemu życia”123. Noszenie ciężkiej korony jest takie męczące, na jakie wygląda. Wiele godzin później „moja szyja nadal odczuwa skutki”124, wyznała kiedyś Elżbieta II.

Licząca dwie minuty i dziesięć sekund mowa z 28 października 1958 roku była jedną z najkrótszych w historii i zawierała zdania, które królowa mogła odczytać ze szczerym przekonaniem, głównie ogólniki na temat rozwoju Commonwealthu, wspierania Organizacji Narodów Zjednoczonych i Sojuszu Północnoatlantyckiego. Odniosła się również do historycznego znaczenia transmisji ceremonii umożliwiającej „wielu milionom moich poddanych […] uczestniczenie w tej odnowie życia parlamentarnego”125. Napomknęła również o planowanej wizycie „wraz z moim drogim mężem” w Kanadzie latem następnego roku oraz w drugiej połowie 1959 roku w Ghanie,

która ogłosiła niepodległość w 1957 roku.

Jednakże zanim udali się do Ghany, Filip raz jeszcze wyruszył

na pokładzie HMY Britannia w podróż dobrej woli, spędzając cztery miesiące kolejno w Indiach, Pakistanie, Singapurze, Brunei, na Borneo, w Hongkongu, na Wyspach Salomona, Gilberta i Lagunowych na Pacyfiku, w Panamie, na Bahamach i Bermudach.

Wrócił pod koniec kwietnia 1959 roku i wkrótce potem Elżbieta II nareszcie zaszła w ciążę. Jakiś czas później powstała plotka, że książę Andrzej, dziecko urodzone z tej ciąży, podczas długiej nieobecności jej męża spłodził Henry Porchester, dobry przyjaciel królowej i podobnie jak ona entuzjasta hodowli koni. Zważywszy jednak na datę urodzin dziecka w połowie lutego 1960 roku, do poczęcia musiało dojść w maju poprzedniego roku, kiedy Elżbieta II i Filip „byli praktycznie nierozłączni”126, jak ustalił potem dociekliwy redaktor plotkarskiej kolumny, Nigel Dempster, skruszony zwolennik skandalizującej teorii.

Jak tylko królowa upewniła się co do swego stanu, wysłała Martina Charterisa z poufną misją. „Spodziewam się dziecka, na co miałam nadzieję od dłuższego czasu”, powiedziała zastępcy prywatnego sekretarza, „a to oznacza, że nie mogę udać się do Ghany, jak było zaplanowane. Życzę sobie, aby pan tam się wybrał i wyjaśnił sytuację

[prezydentowi Kwame] Nkrumahowi i kazał mu trzymać buzię na kłódkę”127.

Tymczasem wraz z Filipem udała się w zaplanowaną

sześciotygodniową podróż do Kanady obejmującą trasę piętnastu tysięcy mil[182], z przestankami w każdej prowincji i każdym terytorium. W ramach otwarcia Drogi Wodnej Świętego Wawrzyńca ze Stanami Zjednoczonymi zaprosili Eisenhowerów na lunch wyprawiony na pokładzie HMY Britannia 26 czerwca 1959 roku.

Dziesięć dni później para królewska wylądowała w Chicago na czternaście godzin, gdzie raz jeszcze prezydent użyczył im swojej limuzyny, tym razem kabrioletu. Burmistrz Richard Daley kazał

rozwinąć czerwony dywan128 na Lake Shore Drive, przedstawił

Elżbietę II swoim siedmiorgu dzieciom i oznajmił: „Chicago należy do was!”129. Eisenhower napisał do królowej, że szofer doniósł mu, iż „nigdy jeszcze nie widział takiego entuzjazmu wśród tłumu na ulicach”130.

Elżbieta II cierpiała na poranne nudności, które udawało jej się ukryć, aczkolwiek podczas podróży przez Terytorium Jukon parę dni przeleżała w łóżku. Jej biuro prasowe wydało oświadczenie, że królową męczą drobne problemy żołądkowe. W dalszą drogę ruszono, kiedy monarchini nabrała sił. Tydzień po powrocie do Londynu, 1 sierpnia 1959 roku, pałac Buckingham oficjalnie ogłosił, że Elżbieta II jest w ciąży, a ona sama udała się do Balmoral na doroczny urlop.

Harold Macmillan, który zwlekał ze zwołaniem wyborów do czasu powrotu królowej, wykorzystał ją jako przynętę, aby zwabić Eisenhowera do odwiedzenia Wielkiej Brytanii w ramach planowanej podróży po świecie. Premier wiedział, że wizyta amerykańskiego prezydenta poprawi notowania jego partii w nadchodzących wyborach. Gdy Eisenhower się wahał, Macmillan przesłał mu wiadomość mówiącą, że jeśli ominie Zjednoczone Królestwo, „będzie to obrazą dla królowej”131. Jako że Elżbieta II nie zamierzała specjalnie wracać do Londynu, Eisenhower przyjął jej zaproszenie do spędzenia dwóch dni w Balmoral.

Książę Filip powitał Ike’a, Mamie i ich syna Johna na lotnisku w Aberdeen 28 sierpnia 1959 roku i towarzyszył im w drodze do Balmoral. Rodzina prezydenta szybko odnalazła się w rutynie życia w szkockich Highlands, spotykając się towarzysko z krewnymi królowej oraz jej przyjaciółmi, w tym z hrabią Westmorland[183]132, lordem i lady Porchester i Dominikiem Elliotem[184], synem piątego hrabiego Minto i dobrym znajomym księżniczki Małgorzaty.

„Królowa i Eisenhower wspaniale się dogadywali”, wspominał

Elliot. „Z prezydenta był niezły numer, wspaniały gość, tak że wcale nie odstawał”133. Kiedy Ike nie wybrał się z innymi panami na polowanie na ptactwo, królowa podjęła go piknikiem na brzegu Loch Muick – lunchowe menu obejmowało szkockie naleśniki[185],

które przygotowała na przenośnej płycie do smażenia, korzystając ze wskazówek udzielonych jej przez kucharkę zamku w Windsorze podczas wojny. Prezydent był pod takim wrażeniem, że poprosił

o przepis, a królowa spełniła jego prośbę kilka miesięcy później, spisując wszystko własnoręcznie i przepraszając, że przepis podaje ilości potrzebne na porcję dla szesnastu osób. „Gdy ma przyjść mniej ludzi, zazwyczaj po prostu daję mniej mąki i mleka”, dodała pomocnie, zwracając uwagę, że „masę trzeba dobrze ubić”134.

Królowa Matka urządziła dla Eisenhowerów wesołe przyjęcie koktajlowe w Birkhall tuż przed ich odjazdem. Prezydent zapewnił, że wizyta była „idealna pod każdym względem”135 i podziękował

królowej za pożegnalny prezent w postaci pardew z wcześniejszego polowania. Wraz z premierem spożyli podarowane ptaki na kolację następnego dnia wieczorem w Chequers[186].

Półtora miesiąca później Macmillan i torysi odnieśli zdecydowane zwycięstwo w wyborach powszechnych. Premier napisał do królowej, która podówczas była w piątym miesiącu ciąży, że nie ma powodów do tego, by wracała do Londynu przed czasem. Z powodu swego stanu nie wzięła udziału w ceremonii otwarcia parlamentu, a mowę inauguracyjną odczytał za nią lord kanclerz.

O ile podróż Elżbiety II do Ghany z oczywistych względów odłożono, o tyle Filip jako jej przedstawiciel udał się tam pod koniec listopada, po części w celu ułagodzenia Nkrumaha, który był bardzo rozczarowany odwołaniem wizyty monarchini. Filip wygłosił osiem przemów136 w ciągu sześciu dni, między innymi promując wolność akademicką na uczelniach, zachęcając do badań naukowych oraz inspirując młode pokolenie do studiowania medycyny i pielęgniarstwa. Jego pochwała „wielkiego narodowego przebudzenia”137 Ghany została dobrze przyjęta, a on obiecał wrócić razem z żoną w 1961 roku.

Wkroczywszy w szósty miesiąc ciąży, królowa wycofała się z życia publicznego. Wszakże jedna niezakończona sprawa domagała się załatwienia. Gdy Macmillan odwiedził ją w Sandringham w początkach stycznia 1960 roku, powiedziała mu, że musi ponownie rozważyć kwestię swego nazwiska rodowego, która irytowała jej męża, odkąd w 1952 roku postanowiła używać nazwiska Windsor zamiast mężowskiego Mountbatten. „Królowa pragnie tylko (jak wypada) uczynić coś, co sprawi przyjemność jej mężowi, którego szaleńczo kocha”, napisał premier w swoim pamiętniku. „Martwi mnie jednak […] nieomal brutalna przy tym wszystkim reakcja księcia”. I nieco tajemniczo dodał: „Nigdy nie zapomnę tego, co do mnie powiedział tamtego wieczoru w Sandringham”138.

Wkrótce potem Macmillan udał się z wizytą do Afryki, zakończenie niełatwego rodzinnego problemu królowej pozostawiając Rabowi Butlerowi, swojemu zastępcy, i wicehrabiemu Kilmuirowi, który piastował funkcję rządowego radcy prawnego jako lord kanclerz.

W dniu 27 stycznia 1960 roku Butler wysłał telegram do Macmillana przebywającego w Johannesburgu, informując, że królowa „jest całkowicie zdecydowana”139 dokonać zmiany ku zadowoleniu Filipa.

Wedle jednej relacji Butler zwierzył się przyjacielowi, że Elżbieta II była „zapłakana”140.

W wyniku dyskusji jej prywatnych sekretarzy z ministrami zapadła decyzja, że rodzina królewska nadal będzie nosić miano „dynastii Windsorów”, jednakże wszyscy potomkowie Elżbiety II „nie mający statusu królewskiego”141 – poczynając od wnuków nie noszących tytułu „królewskich wysokości” – przyjmą nazwisko „Mountbatten-Windsor”. Stojący bezpośrednio w kolejce do tronu pozostaną przy nazwisku „Windsor”. Ustalenia wydawały się przejrzyste do czasu, gdy trzynaście lat później księżniczka Anna, za namową Dickiego i księcia Karola142, naruszyła je w dniu swego ślubu, podpisując się na akcie małżeństwa nazwiskiem „Mountbatten-Windsor”.

Elżbieta II powiedziała Macmillanowi, że ten kompromis sprawił, iż „wielki kamień spadł jej z serca”143. Dała temu wyraz w swoim oświadczeniu z 8 lutego 1960 roku, mówiąc: „Królowa nosiła się z tym zamiarem od dawna, a decyzja jest bliska jej sercu”144. W dniu 19 lutego 1960 roku w pałacu Buckingham urodziła drugiego syna, którego przyjście na świat tradycyjnie skwitowali wiwatami gapie tłoczący się za ogrodzeniem. W geście żoninego oddania Elżbieta II nadała chłopcu imię po ojcu Filipa zmarłym przed piętnastoma laty.

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

Macmillana urzekły „te błyszczące jasno oczy, które stanowią o jej urodzie”.

Królowa Elżbieta II z Haroldem Macmillanem, jej trzecim z kolei premierem, w Uniwersytecie Oksfordzkim, listopad 1960 r. © Popperfoto/Getty Images.

Rozdział VII

Nowe początki

Elżbieta II wydała na świat trzecie dziecko dwa miesiące przed swoimi trzydziestymi czwartymi urodzinami. W odróżnieniu od czasów, gdy rodziła Karola i Annę w początkach małżeństwa, teraz w okresie poporodowym pętały ją obowiązki monarchini. „Nic, ale to nic nie mogło jej odciągnąć od zobowiązań”, wspominał

zastępca prywatnego sekretarza, sir Edward Ford. „Trafiła na izbę porodową i urodziła dziecko, więc myśleliśmy, że przez jakiś czas jej nie będziemy widzieć. Tymczasem bardzo szybko, dobę, góra dwie doby po porodzie, już pytała, czy mamy dla niej jakieś dokumenty i czy moglibyśmy je podesłać”1.

Andrzej Albert Krystian Edward, drugi w kolejce do tronu, miał

zaledwie tydzień, gdy dwudziestodziewięcioletnia księżniczka Małgorzata zwróciła na siebie uwagę wszystkich, ogłaszając swoje zaręczyny ze słynnym fotografem Antonym Armstrongiem-Jonesem, jej rówieśnikiem. Od czasu gorzkiego rozczarowania spowodowanego przerwanym przed ponad czterema laty romansem z Peterem Townsendem siostra królowej stała się gwiazdą pośród londyńskiej śmietanki. Jej fryzura zmieniała się wraz z nastrojem, a niepozbawioną krągłości figurę podkreślały swobodne stroje o krzykliwych barwach i spódnice odsłaniające nogi. (Zniesmaczona jej niearystokratycznymi pantoflami z otwartymi palcami Nancy Mitford przezwała księżniczkę Małgorzatę „Pigmy-Peep-atoes”[187])2. Ulegająca nałogowi palenia Małgorzata znana była ze swych dziesięciocalowych[188] cygarniczek do papierosów oraz z tego, że popijała whisky marki Famous Grouse, nierzadko do upojenia.

O ile królowa wciągała ludzi do rozmowy, o tyle księżniczka Małgorzata przemawiała do nich w sposób, który dyrektor muzeum Roy Strong określił jako „nieco wybuchowe cedzenie”3. Trzymanie się zasad etykiety było dla niej ważniejsze nawet niż dla monarchini i nierzadko strofowała przyjaciół, którzy bezwiednie pogwałcili protokół słowem lub gestem. „Kiedy ktoś opuścił słówko «królewska»

w zwrocie «Wasza Królewska Wysokość», była gotowa rozerwać go

na strzępy”, powiedział jeden z jej przyjaciół. „Mawiała: «Od ich wysokości roi się w krajach arabskich. Ja jestem Jej Królewską Wysokością”4. W jednej przewrotnie wiarygodnej scenie filmu Królowa Elżbieta II w wykonaniu Helen Mirren mówi: „Nie mierzę głębokości ukłonów, zostawiam to siostrze”5[189].

Od 1953 roku księżniczka Małgorzata cieszyła się przedłużoną młodością, mieszkając wraz z matką w Clarence House, gdzie często sypiała do późna po długich wieczorach spędzonych na imprezowaniu

– nierzadko wymęczywszy innych gości, którzy wiedzieli, że nieuprzejmością byłoby wyjść z przyjęcia przed członkiem rodziny królewskiej. Ku zażenowaniu przyjaciół Małgorzata bywała obcesowa w kontaktach z matką, na przykład wchodziła do pokoju, gdzie ta oglądała telewizję, i zmieniała kanał albo pozwalała sobie na krytykę menu w trakcie lunchu. „Nie przejmuj się”, powiedziała Królowa Matka do swej przyjaciółki Prudence Penn[190], która wyraziła niepokój z powodu niegrzecznego zachowania Małgorzaty.

„Już do tego przywykłam”6.

Elżbieta II zachowała się z podobną flegmą, gdy Małgorzata spóźniła się półtorej godziny na przyjęcie z okazji dziesiątej rocznicy jej panowania wyprawiane w pałacu Buckingham. „Odnosiłam wrażenie, że księżniczka Małgorzata oddaje królowej niedźwiedzią przysługę, wystawiając złe świadectwo monarchii”, powiedziała Patricia Brabourne. „Królowa reagowała w zaciszu domowym, udzielając siostrze wsparcia, którego ta potrzebowała, oraz rad, które najprawdopodobniej były ignorowane”7.

Małgorzata potrafiła być czuła i serdeczna – przejawiała ową

„niesłychaną delikatność”, którą dostrzegł u niej Peter Townsend –

jak również troskliwa i miła, zwłaszcza wobec chorych.

Interesowała się szczerze teatrem i sztukami scenicznymi, głównie baletem. Oddani przyjaciele mogli docenić jej cięty dowcip i żywotność wzmocnione bystrym umysłem.

Kiedy Małgorzata zakochała się w Tonym Armstrongu-Jonesie, królowa poczuła wielką ulgę, jako że nade wszystko pragnęła szczęścia siostry. Antony Armstrong-Jones nie był arystokratą, lecz pochodził z uprzywilejowanej rodziny. Jego ojciec, Ronald Armstrong-Jones, był adwokatem o walijskich korzeniach, a wielkiej urody matka, Anne Messel, wywodziła się z rodziny zamożnych bankierów, którzy zbili fortunę w Niemczech, zanim przeszli z judaizmu

na chrześcijaństwo w Londynie, który to fakt dotyczący genealogii Antony’ego rodzina królewska postanowiła zignorować. Ronald i Anne rozwiedli się, kiedy Tony miał pięć lat, po czym jego matka zdobyła arystokratyczny szlif, wychodząc za hrabiego Rosse[191].

Wykształcenie zdobyte w Eton i w Cambridge otwarło Tony’emu drogę do kręgów klasy wyższej, wśród której znajdował klientów swego rozwijającego się studia fotograficznego.

Księżniczka Małgorzata i jej mąż, Antony Armstrong-Jones (późniejszy 1. hrabia Snowdon), składający hołd królowej Elżbiecie II dygnięciem i ukłonem po ceremonii ślubnej w opactwie westminsterskim, 6

maja 1960 r. © Bettmann/CORBIS.

Był kilka cali wyższy od drobniutkiej Małgorzaty i bardzo przystojny, charakteryzowały go olśniewający uśmiech i nutka bezbronności wywołana przez lekkie utykanie będące efektem choroby Heinego-Medina przebytej w wieku lat szesnastu.

Wysublimowany i pełen uroku poruszał się swobodnie pomiędzy nieco rozhukanym światem artystów i pisarzy a wyjątkową atmosferą

dworu królewskiego. Co nie mniej ważne, dorównywał Małgorzacie inteligencją oraz podzielał jej zamiłowanie do high life’u. Ujął także Królową Matkę i Elżbietę II, która zaoferowała mu hrabiostwo jeszcze przed ślubem. Pierwotnie odrzucił tytuł, lecz przyjął go w następnym roku, zostając hrabią Snowdon (Snowdon to najwyższa góra w Walii) przed narodzinami swego pierwszego dziecka, Davida, dzięki czemu siostrzeniec królowej mógł otrzymać własny tytuł –

wicehrabiego Linley – zamiast pozostać tylko panem Armstrongiem-Jonesem.

Elżbieta II niczego nie skąpiła tej parze. Dwa dni przed ślubem wraz z księciem Filipem wyprawiła w pałacu Buckingham wystawny bal, podczas którego „ogólna atmosfera”, jak napisał Noël Coward, wyrażała „wyjątkowy splendor bez cienia snobizmu”8.

Dzień ślubu, piątek 6 maja 1960 roku, był niezwykle słoneczny.

Białe sztandary z inicjałami A i M wyhaftowanymi złotą nicią powiewały nad The Mall, wzdłuż którego na drodze do opactwa westminsterskiego zgromadziło się około stu tysięcy osób – tłum przypominający „nieskończoną żywą barwną barierę”, by uciec się do opisu Cowarda. „Policjanci się uśmiechali, członkowie straży przybocznej promienieli, a powietrze iskrzyło od podniecenia i magii wiosny”9.

Małgorzata stanowiła obraz księżniczki z bajki ubrana we wdzięcznie prostą suknię z białej jedwabnej organdyny, oficjalnie projektu Normana Hartnella, aczkolwiek w rzeczywistości wymyśloną przez Tony’ego. Wysoka na trzy cale[192] tiara lady Poltimore[193] okalała jej kok i przytrzymywała długi welon z jedwabnego tiulu. Książę Filip poprowadził szwagierkę do ołtarza, gdzie czekał Tony sprawiający wrażenie „bladego” i „nieco roztrzęsionego”10. Osiem druhen w wieku od sześciu do dwunastu lat, z dziewięcioletnią księżniczką Anną na czele, szło za nimi w długich do ziemi białych jedwabnych sukienkach.

Noël Coward obserwujący królową w eleganckiej błękitnej sukience i w tego samego koloru bolerku z długim rękawem widział, jak „srodze się marszczy”, i zastanawiał się, czy ta mina „oznacza smutek czy zdenerwowanie”11. Osoby znające ją lepiej wiedziały, iż taki wyraz twarzy świadczy o tym, że Elżbieta II stara się opanować silne emocje. „Gdy jest głęboko poruszona i próbuje nad sobą zapanować, wygląda jak chmura gradowa”12, napisał laburzysta

Richard Crossman.

Podobnie jak w wypadku innych królewskich wydarzeń całość spektaklu zorganizował diuk Norfolk, a BBC po raz pierwszy w historii transmitowało na żywo ślub członka rodziny królewskiej.

Szklana karoca – od półwiecza tradycyjny środek transportu księżniczek wychodzących za mąż – powiozła uśmiechniętą parę do pałacu Buckingham, gdzie wydano weselne śniadanie dla tylko stu dwudziestu z dwóch tysięcy osób biorących udział w uroczystości w opactwie. Królowa udostępniła siostrze i szwagrowi HMY

Britannia na czas sześciotygodniowej podróży poślubnej. Cały koszt ślubu w wysokości dwudziestu sześciu tysięcy funtów13 pokryła Królowa Matka, którą z kolei poważnie wsparła Elżbieta II, aczkolwiek to rząd Macmillana wydatkował14 sześćdziesiąt tysięcy funtów na miesiąc miodowy nowożeńców. Po powrocie do Londynu Małgorzata i Tony wprowadzili się do dwudziestopokojowego apartamentu na czterech kondygnacjach pałacu Kensington, zapewnionego przez królową i odrestaurowanego za sumę15

osiemdziesięciu pięciu tysięcy funtów, z czego pięćdziesiąt tysięcy wyłożyło16 Ministerstwo Robót Publicznych z przeznaczeniem na naprawę uszkodzeń w konstrukcji budynku spowodowanych przez bombardowania w czasie drugiej wojny światowej.

Elżbieta II zaniechała podróży zagranicznych w trakcie pierwszego roku życia swego trzeciego dziecka, lecz poza tym w 1960 roku była w pełni aktywna na niwie państwowej, Macmillan zaś przesyłał jej szerokim strumieniem listy i memoranda, głównie dotyczące polityki zagranicznej. Cotygodniowe audiencje Macmillana toczyły się według przejrzystego harmonogramu, który dawał królowej „możliwość rozważenia przedstawianych kwestii i wyrobienia sobie własnej opinii (zwyczajowo wyrażanej najczęściej w formie pytań) na ich temat”17, jak napisał biograf Alistair Horne. Szacunek Macmillana dla królowej wzrósł z czasem, gdy premier zauważył u niej wytrwałą

„pracowitość, z jaką przyswajała sobie ogromną masę przekazywanych jej informacji, oraz mimo tak krótkiego panowania –

niezwykłe nagromadzenie doświadczenia politycznego”18.

W trakcie podróży po Afryce w 1960 roku Macmillan powiedział

w białym południowoafrykańskim parlamencie: „Wiatr zmian wieje nad tym kontynentem i czy tego chcemy czy nie, wzrost świadomości

narodowej jest faktem politycznym”19. Zaledwie miesiąc później południowoafrykańska policja zabiła sześćdziesięciu siedmiu protestujących w Sharpeville, po czym na odbywającej się w stolicy co dwa lata Konferencji Premierów Commonwealthu omal nie doszło do rozłamu z powodu apartheidu.

Po dziesięciu dniach przepychanek Macmillan wypracował oficjalny komunikat, który usatysfakcjonował zarówno czarnych, jak i białych afrykańskich przywódców. „Oficjalny tekst jest słaby”, przyznał przed królową, „lecz ma tę przewagę, że został uzgodniony. […]

Przynajmniej na razie zapobiegnie rozpadowi Wspólnoty”20.

Jednakże Południowa Afryka nadal podążała ścieżką separatyzmu i w październiku 1960 roku biała ludność przegłosowała znaczącą przewagą obalenie monarchii i ustanowienie republiki zdominowanej przez białych.

Jednym z kamieni węgielnych polityki zagranicznej Macmillana była jego zakończona sukcesem kampania o dopuszczenie Wielkiej Brytanii do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej obejmującej Francję, RFN, Włochy, Belgię, Luksemburg oraz Holandię, co jak wierzył, zadecyduje o rozwoju gospodarczym kraju. Głównym decydentem był francuski prezydent Charles de Gaulle, którego należało przekonać, że Zjednoczone Królestwo zamierza być partnerem z prawdziwego zdarzenia, ponieważ de Gaulle podejrzewał, że Brytyjczyków łączą silniejsze więzy ze Wspólnotą Narodów i Stanami Zjednoczonymi. Do akcji marketingowej Macmillan zwerbował królową, która podczas wystawnej trzydniowej wizyty państwowej podejmowała de Gaulle’a i jego żonę.

Od początku panowania Elżbieta II dwukrotnie w ciągu roku podejmowała głowy państw w pałacu Buckingham zgodnie ze ścisłym protokołem i niezmiennym rytuałem. (W latach sześćdziesiątych rozszerzyła scenę tych spotkań o zamek w Windsorze). Te wizyty państwowe stanowiły esencję zakresu jej obowiązków i Elżbieta II obdarzała swą legendarną gościnnością przywódców zarówno dużych, jak i małych krajów z taką samą ostrożnością i uwagą.

Brytyjski rząd decydował, kogo z zagranicznych przywódców spotka ten zaszczyt, jednakże tylko królowa mogła wystosować zaproszenie.

Wizyta na ogół trwała trzy dni, a podejmowana głowa państwa zajmowała najokazalsze apartamenty w pałacu Buckingham –

sześciopokojową Belgian Suite[194] na parterze z widokiem na ogrody. Według ustalonego planu wizytę rozpoczynało oficjalne

powitanie (zazwyczaj we wtorek) z wojskową gwardią honorową i orkiestrą marszową na czele orszaku powozów zmierzających do pałacu na lunch z rodziną królewską. Po wymianie podarunków królowa oprowadzała gościa po wystawie w galerii obrazów, prezentując królewskie pamiątki mogące zainteresować danego przywódcę. Wieczorem była gospodarzem oficjalnego bankietu na mniej więcej sto sześćdziesiąt osób w sali balowej pałacu.

W następne dwa dni dostojny gość spotykał się z przedstawicielami rządu i biznesu, w środkowy wieczór rewanżując się kolacją wydaną na cześć Elżbiety II i księcia Filipa.

W wypadku francuskiego prezydenta rząd brytyjski przydał jeszcze majestatu zwykłemu przepychowi, „odwołując się do przejawianego przez de Gaulle’a poczucia wielkości – oraz do jego próżności”21.

Oprócz imponującego przejazdu w dniu 5 kwietnia 1960 roku otwartym powozem z królową i uroczystego bankietu z jej wylewnym toastem, heroldzi kawalerii przybocznej odtrąbili jego wystąpienie w Izbie Lordów i Izbie Gmin w Westminster Hall, a także specjalnie dla niego zorganizowano przedstawienie w Covent Garden i nocny pokaz fajerwerków przed pałacem. De Gaulle, który bywał trudnym partnerem do rozmowy przy kolacji, jako że miał w zwyczaju wyrażać się eliptycznie, napisał później, że Elżbieta II „była o wszystkim dobrze poinformowana, jej ocena ludzi i zdarzeń była równie precyzyjna jak przemyślana i nikt bardziej niż ona nie przejmował się troskami i problemami naszych wstrząsanych burzami czasów”22. W sprawie przystąpienia Wielkiej Brytanii do EWG pozostał jednak irytująco neutralny.

Zaraz na początku 1961 roku królowa wróciła do wojażowania, wyruszając z Filipem w pięciotygodniową podróż do Indii, Pakistanu, Nepalu, Iranu, na Cypr i do Włoch, przez co przegapiła pierwsze urodziny księcia Andrzeja. Wkrótce po powrocie w początkach marca Macmillan zapoznał ją ze swymi przemyśleniami na temat amerykańskiej pary prezydenckiej, Johna Fitzgeralda Kennedy’ego i jego urzekającej młodej żony Jacqueline. Młody Jack Kennedy bywał

w Anglii przed wybuchem drugiej wojny światowej, gdy jego ojciec, Joseph P. Kennedy, był amerykańskim wysłannikiem na Dwór Świętego Jakuba (jak brzmi oficjalny tytuł ambasadora amerykańskiego w Wielkiej Brytanii). Żadnego prezydenta Stanów Zjednoczonych nowszych czasów ani wcześniej, ani później nie łączyły z Wielką Brytanią tak bliskie więzi jak Jacka Kennedy’ego.

Niemal dziesięć lat starszy niż królowa, JFK uczęszczał

do college’u w latach trzydziestych, gdy Elżbieta II była wciąż tylko dzieckiem, nie poznali się więc wtedy. Jednakże Elżbieta II widziała Josepha Kennedy’ego i jego żonę Rose podczas wizyt składanych przez nich na zamku w Windsorze i w pałacu Buckingham. Królowa ujawniła przed kanadyjskim premierem Brianem Mulroneyem swoją sympatię dla matki Johna, wspominając sytuację, kiedy zmarł ktoś z rodziny i obie z Małgorzatą zostały odesłane do ciasnego pokoiku, podczas gdy ich rodzice podejmowali dygnitarzy. „Tylko Rose Kennedy zajrzała do tamtego pokoiku i porozmawiała z nimi”, wspominał Mulroney. „Pozostali goście zignorowali je – co pamiętała dobre czterdzieści lat później!”23.

Joe Kennedy nie sprawdził się w roli ambasadora i zajmował to stanowisko tylko przez dwa lata, póki Franklin D. Roosevelt nie odwołał go w listopadzie 1940 roku. Kennedy namawiał do spełnienia żądań nazistów i wzbudził pogardę Brytyjczyków tchórzostwem, gdy uciekł na prowincję w trakcie nalotów. Przynoszące wstyd zachowanie ojca „wżarło się w duszę [Johna Kennedy’ego]”24, w opinii przyjaciela prezydenta, filozofa Isaiaha Berlina. Kennedy jednak nie poddał się goryczy, przeciwnie – młodzieńcze doświadczenia wyniesione z Anglii pogłębiły tylko jego sympatię dla tego kraju i jego przywódców, nade wszystko dla Winstona Chruchilla, którego uważał za „największego człowieka, jakiego spotkał”25.

Macmillan nie krył niechęci do Josepha Kennedy’ego i początkowo żywił wątpliwości co do osoby jego syna, troskając się o to, że jest on

„młodym zadziornym Irlandczykiem”26 i ma „dziwaczny charakter” –

bywa „uparty, przeczulony, okrutny i napalony”27. Jednakże bratanek Dorothy Macmillan, Billy, markiz Hartington[195], był

żonaty z siostrą Jacka Kennedy’ego, Kathleen (oboje zginęli w katastrofach lotniczych w latach czterdziestych), co wzmogło ciekawość Macmillana.

W wyniku pierwszych dwóch spotkań z Kennedym w marcu i kwietniu 1961 roku sześćdziesięciosześcioletni premier poczuł

natychmiastową więź z czterdziestotrzyletnim prezydentem.

„Zdawaliśmy się zdolni (w cztery oczy) do swobodnej i szczerej rozmowy”, napisał później Macmillan, „oraz do śmiechu (kluczowa sprawa), gdy szło o naszych doradców i o nas samych”28. Premier

doniósł królowej, że Kennedy „otoczył się niemałą świtą wysoce inteligentnych osób”29.

Na sugestię Kennedy’ego brytyjski premier mianował

ambasadorem w Stanach Zjednoczonych czterdziestodwuletniego sir Williama Davida Ormsby’ego Gore’a, który był przyjacielem Jacka z czasów przedwojennych i kuzynem Billy’ego Hartingtona. Siostra Gore’a, Katharine, była zamężna z synem Macmillana, Maurice’em, co tylko zacieśniło ową „wyjątkową relację w wyjątkowej relacji”30.

Kennedy wyznaczył na wysłannika na Dwór Świętego Jakuba sześćdziesięciotrzyletniego Davida K. E. Bruce’a, poważanego i doświadczonego dyplomatę, który wcześniej sprawował funkcję ambasadora we Francji i RFN. Pierwsza żona Bruce’a, Ailsa, była siostrą Paula Mellona, blisko zaprzyjaźnionego z królową człowieka z kręgu hipodromicznego. Czujący się swobodnie w bryczesach cztery palce za kolano w otwartym polu oraz w sztybletach na polowaniu z siodła, Bruce doskonale pasował do towarzystwa otaczającego królową. Znany w swoich kręgach jako „zawodowy mąż stanu”31, zdobył zaufanie wyższych urzędników pałacowych, jak również prominentnych polityków i pozostał na stanowisku przez osiem lat, co było rekordem, jeśli chodzi o pobyt amerykańskiego ambasadora w Londynie.

W czerwcu 1961 roku para prezydencka przybyła z wizytą do Londynu – wcześniej olśniła Francuzów podczas pobytu w Paryżu, a w Wiedniu JFK zmierzył się oko w oko z zaczepnym nieprzejednanym Nikitą Chruszczowem w trakcie otrzeźwiającego dwudniowego spotkania, po którym zimnowojenne napięcie między Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim stało się więcej niż wyraźne. Zapowiedziana jako prywatna wizyta w celu wzięcia udziału w chrzcie siostrzenicy Jackie – córki jej siostry Lee Radziwiłł

zamężnej ze Stasem[196] – w rzeczywistości miała posłużyć temu, by Jack zdał Macmillanowi relację ze swoich rozmów z Chruszczowem. Premier przekazał później królowej, że Kennedy był „porażony okrucieństwem i barbarzyństwem rosyjskiego premiera”32.

W wieczór po chrzcie królowa i książę Filip wydali w pałacu Buckingham kolację na cześć Kennedych – amerykański prezydent był tam podejmowany ostatnio w 1918 roku, gdy król Jerzy V gościł

Woodrowa Wilsona. Para królewska „pokazała się z najlepszej strony

w przepięknych salach”33, napisał później David Bruce. Jednakże trzydziestojednoletnia pierwsza dama, która osiem lat wcześniej wypowiadała się z rozmyślną beztroską na temat koronacji, teraz czuła się nieswojo w obecności trzydziestopięcioletniej królowej nazwanej przez nią „dość przyciężkawą”34. „Myślę, że nie przypadłam [jej] do gustu”, oświadczyła Jackie autorowi nazwiskiem Gore Vidal. „Filip był miły, ale podenerwowany. W ogóle nie czuło się pomiędzy nimi więzi”.

Pierwsza dama była równie niedyskretna w rozmowie z fotografem Cecilem Beatonem. Wprawdzie przyznała, że „wszyscy byli niesłychanie mili i dobrzy”, lecz dodała, że „nie podobały jej się kwiaty i meble w apartamentach pałacu Buckingham ani niebieska tiulowa suknia królowej z ramiączkami i jej ulizana fryzura”35.

Pierwsza dama w rozmowie z Vidalem powiedziała, że „królowa okazała ludzką twarz tylko przy jednej okazji”36. Jackie pożaliła się na uciążliwości podróży po Kanadzie, na co królowa posłała jej konspiracyjne spojrzenie i odparła tajemniczo: „Człowiek z czasem nabywa umiejętności i uczy się, jak chronić siebie”.

Para królewska podejmująca prezydenta Johna F. Kennedy’ego i jego żonę Jacqueline bankietem w pałacu Buckingham, 15 czerwca 1961 r. Popperfoto/Getty Images.

Później tego samego roku podczas przesuniętej wizyty w Ghanie Elżbieta II niespodziewanie udowodniła swoją wartość dla amerykańskiego prezydenta. Tuż po ogłoszeniu niepodległości tego afrykańskiego kraju od Wielkiej Brytanii w 1957 roku nowo wybrany prezydent Kwame Nkrumah zdawał się światłym przywódcą, sprzyjającym zachodniej polityce, zachodnim interesom

i multirasowości. Miał żonę Egipcjankę37 wyznania koptyjskiego, a kilkoro jego doradców było Anglikami, w tym kapitan armii sprawujący funkcję sekretarza i kobieta będąca zarówno jego doradczynią, jak asystentką.

Jednakże w ciągu dwóch lat, odkąd wizyta królowej została odłożona, Nkrumah zamienił się w dyktatora zarządzającego czymś, co Winston Churchill określił jako „skorumpowany tyrański reżim”38

– więził setki członków opozycji bez prawomocnego wyroku sądu, wydalał z kraju brytyjskich oficerów i doradców i urągał Wielkiej Brytanii w przemowach. Co nie mniej groźne, po wizycie w Moskwie we wrześniu 1961 roku Nkrumah był bliski zawiązania sojuszu ze Związkiem Radzieckim i być może oddalenia się

od Commonwealthu.

Pomimo widma przemocy wywołanej demonstracjami, niepokojów społecznych i gróźb śmierci wysuwanych pod adresem Nkrumaha Macmillan doradził królowej sfinalizowanie wizyty zaplanowanej na połowę listopada 1961 roku. Równocześnie namawiał

Kennedy’ego, by zniweczył plany Rosjan, proponując Ghanie dofinansowanie wieloma milionami dolarów projektu budowy zapory na rzece Wolta, z czym amerykański prezydent od pewnego czasu się wstrzymywał. Parlament i media zachęcały królową do odwołania wizyty. Churchill napisał do Macmillana o „poważnych obawach dotyczących fizycznego bezpieczeństwa królowej i nie tylko, jako że wizyta ta w pewnym sensie uprawomocni reżim […], który jest całkowicie dyktatorski”39. Macmillan odpowiedział tego samego dnia, mówiąc, że „jej życzeniem jest pojechać. To normalne w wypadku osoby tak dzielnej”40.

Królową wielce irytowały naciski ze strony „słabeuszy z ław parlamentu i łamów prasy”41. „Jakże niemądrze bym wyglądała, gdybym bała się odwiedzić Ghanę, a Chruszczow by potem pojechał

i został dobrze przyjęty”42. Nie zmieniła postanowienia nawet wtedy, gdy pięć dni przed planowanym początkiem podróży w Akrze wybuchły bomby.

Zmiękczyła Nkrumaha, z którym sfotografowano ją podczas tańca na balu państwowym, i oczarowała miejscową prasę, która obwołała ją „największym socjalistycznym monarchą na świecie”43. Ghańczycy

„stracili dla niej głowy – oszaleli na jej punkcie”, jak ujęła to komentatorka BBC, Audrey Russell. „W odkrytym samochodzie […]

nawet nie mrugnęła powieką, mając obok siebie Nkrumaha. Widać było królową bardzo spokojną, bardzo dystyngowaną – nie uśmiechniętą nadmiernie – po prostu perfekcyjną”44. Później Elżbieta II podsumowała Nkrumaha niebywale celnie w liście do swego przyjaciela Henry’ego Porchestera, wyrażając zdumienie,

„jak mgliste ma pojęcie o świecie i jak naiwne i próżne są jego ambicje jako człowieka i przywódcy”, oraz niesmak z powodu jego

„krótkosiężnej perspektywy” i niezdolności do „wyjrzenia poza długość własnego życia”45.

Po jej powrocie do Londynu w końcu listopada Macmillan zatelefonował do Kennedy’ego i oznajmił: „Zaryzykowałem swoją królową. Ty musisz zaryzykować swoje pieniądze!”46. JFK odparł, iż nie pozwoli, by „odważny wkład”47 królowej poszedł na marne, i niecałe dwa tygodnie później ogłosił, że Stany Zjednoczone sfinansują budowę zapory na rzece Wolta. Po tym obawy o odłączenie się Ghany od Commonwealthu zmniejszyły się znacznie.

Królowa nie zobaczyła więcej Jacka Kennedy’ego, choć Jackie i Lee znalazły się w Londynie przejazdem w marcu 1962 roku, wracając do domu z Indii i Pakistanu. Tym razem Elżbieta II podjęła parę amerykańskich sióstr48 lunchem w pałacu Buckingham w towarzystwie Macmillanów, Andrew Cavendisha[197], Michaela Adeane’a, ochmistrza Patricka Plunketa[198] i innych gości.

W odróżnieniu od poprzedniego spotkania wydawało się, że tym razem Jacqueline Kennedy i Elżbieta II nawiązały dobre stosunki.

„Miło było znowu zobaczyć panią Kennedy”, napisała królowa do prezydenta Stanów Zjednoczonych. „Mam nadzieję, że jej pakistański koń [kasztanowy wałach imieniem Sardar podarowany jej przez prezydenta Mohammada Ayuba Khana] sprawdzi się – proszę jej przekazać, że mój bardzo się podniecił wspólnym skakaniem z kucykami dzieci podczas wakacji, toteż mam nadzieję, że jej okaże się bardziej ustatkowany!”49.

Tamtej wiosny przyszła pora, aby książę Karol przeszedł

o szczebel wyżej w edukacji po zakończonym ostatnim roku nauki w Cheam School. W kwietniu 1962 roku, mając niecałe piętnaście lat, został wysłany do Gordonstoun School. Filip bowiem nabrał

przekonania, że tylko rygor panujący w jego alma mater przyda siły jego nieśmiałemu i introwertycznemu synowi, czyniąc następcę tronu

bardziej żywotnym. Uznał za konieczne, by chłopiec zobaczył,

„z czego jest zrobiony, odnalazł siebie czy choćby mgliście zdał sobie sprawę z własnych możliwości”50. Ponieważ młodzieniec sprostał

wyzwaniom od strony fizycznej, Filip dojrzał „błysk w jego oku i aurę, która odróżnia go od rówieśników”. Młodzieńcy zaczynają wyglądać inaczej, twierdził, kiedy odkrywają, że „sobie poradzą” i że „dotąd bali się samych siebie, aż wreszcie zrozumieli, że nie ma potrzeby bać się siebie ani niczego w ogóle”.

Jednakże podobnie jak w wypadku Cheam School, Filip transponował własne udane doświadczenia z Gordonstoun School na syna, i choć kierował się myśleniem życzeniowym, ani Elżbieta II, ani jej matka nie były w stanie mu tego przetłumaczyć. Królowa Matka optowała za Eton College, gdzie Karol czułby się lepiej w znajomym towarzystwie synów arystokratów i bardziej by pasował. Wszelako Filipowi nie podobało się położenie Eton College niedaleko od zamku w Windsorze i Londynu, gdzie czaili się dziennikarze bulwarówek. Modernista tkwiący w Filipie dostrzegał

dobre strony wynikające z przebywania syna w bardziej egalitarnym i zróżnicowanym środowisku niż Eton College, gdzie zwyczaje klasy wyższej wciąż były głęboko zakorzenione.

Karol wycierpiał, jak to nazwał później, pięcioletni „wyrok”51

w północno-wschodniej Szkocji w warunkach jeszcze gorszych niż w Cheam School. Bardziej nawet niż noszenie krótkich spodni w największy ziąb, biegi skoro świt, zimne prysznice i otwarte okna bez względu na pogodę doskwierało mu nieustanne dokuczanie kolegów. Pisał do rodziców o „piekle […] zwłaszcza nocami”52, kiedy jego kompani z internatu rzucali w niego kapciami i poduszkami albo

„podbiegali z drugiej strony sali i bili z całych sił”. Błagał, aby pozwolono mu wrócić do domu, lecz jego ojciec odpowiadał, że Karol powinien czerpać siłę z przeciwności losu.

Jedynego wytchnienia zaznawał w trakcie wizyt w Balmoral, a szczególnie w Birkhall, gdzie rozpieszczała go babcia podzielająca jego zainteresowanie sztuką i muzyką. Ale nawet tam „zasnuwała go gradowa chmura na trzy lub cztery dni przed powrotem”, jak wspominał David Ogilvy[199], trzynasty hrabia Airlie, przyjaciel rodziny. „Nie cierpiał wracać do Gordonstoun”53.

Tego roku po zwyczajowym urlopie rodziny królewskiej w Balmoral świat zamarł na trzynaście dni października, gdy doszło

do konfrontacji między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim z powodu rozmieszczenia na Kubie pocisków jądrowych, co nieomal doprowadziło do wybuchu wojny nuklearnej. W czasie konfliktu Macmillan, który pozostawał w stałym kontakcie z Kennedym, informował królową na bieżąco. Kryzys kubański jeszcze bardziej zacieśnił więzi brytyjsko-amerykańskie. Kennedy korzystał z rad Davida Ormsby’ego Gore’a przy podejmowaniu kluczowych decyzji taktycznych, szczególnie zasięgu rejonu blokady, Macmillan zaś służył mu jako powiernik i papierek lakmusowy obieranej strategii.

W siódmym i ostatnim roku Macmillana na stanowisku premiera łączyła go z królową przyjazna więź zasadzająca się na wzajemnym zrozumieniu i szacunku. Choć miał poczucie własnej wielkości, premier traktował Elżbietę II z dworną uległością w duchu Churchilla. „Uwielbia swoje obowiązki i pragnie być królową, nie marionetką”54, napisał. Zapracował sobie na jej uznanie szczególnie usilnymi staraniami o zapewnienie równowagi Wspólnocie Narodów.

Ona z kolei wiedziała, kiedy zależnie od jego nastroju okazywać lekkość ducha, siłę, współczucie czy podziw, a w 1963 roku miała okazję zaprezentować całą gamę uczuć.

W styczniu 1963 roku ubolewała wspólnie z nim, gdy de Gaulle pogardliwie zawetował członkostwo Wielkiej Brytanii w EWG.

Wkrótce potem wraz z Filipem wyruszyła na pokładzie HMY

Britannia w kolejną dłuższą podróż do państw Commonwealthu na Pacyfiku, w tym do Australii i Nowej Zelandii. Po powrocie do kraju w marcu dowiedziała się o niepokojącej seksaferze, która groziła dymisją rządu Macmillana. Jego minister wojny, John Profumo, zaangażował się w romans z „popularną londyńską call girl”55, niejaką Christine Keeler, która była również utrzymanką rosyjskiego attaché wojskowego, co wywołało podejrzenia o działalność szpiegowską rzeczonej Keeler oraz wrażenie

„politycznej miałkości”56 we „frywolnym dekadenckim” rządzie wedle słów doradcy Kennedy’ego, Arthura Schlesingera.

Profumo początkowo zarówno przed Macmillanem, jak i przed członkami Izby Gmin zaprzeczał, że utrzymuje kontakty intymne z Keeler, jednakże w czerwcu został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska w atmosferze skandalu po tym, jak przyznał, że skłamał. Macmillan przyznał przed parlamentem, że „haniebnie go

oszukano”57 – co David Bruce nazwał czynem „żałosnym i wyjątkowo szkodliwym”58. Obawy Bruce’a wynikały stąd, że jego zdaniem zaufanie do Macmillana zostało „znacznie podkopane”59.

Do królowej Macmillan napisał list, w którym wyraził „głęboki żal z powodu rozwoju ostatnich wypadków” oraz przeprosiny za „niewątpliwe szkody wyrządzone przez niedopuszczalne zachowanie jednego z ministrów Waszej Królewskiej Mości”, dodając, że „oczywiście nie miał pojęcia o dziwacznym półświatku”60

Profuma i jego koterii. Elżbieta II odpowiedziała na to, wedle Alistaira Horne’a, „czarująco pocieszającym listem […], łącząc się w bólu ze swym premierem z powodu okropnych doświadczeń, które stały się jego udziałem ostatnimi czasy”61.

Profumo wycofał się z życia publicznego i poświęcił resztę życia na pracę na uboczu na rzecz biednych i bezdomnych. Wiele lat później wyciągnęła do niego rękę premier Margaret Thatcher, która była tak pełna podziwu dla jego godnej i odpowiedzialnej służby, że wyprawiając w Claridge’s przyjęcie z okazji swoich siedemdziesiątych urodzin w 1995 roku, usadziła go obok Elżbiety II.

Pałac Buckingham zaaprobował62 to honorowe miejsce, dając wyraz tolerancji królowej i jej zdolności do przebaczania. Podobnie jak Margaret Thatcher, żywiła szacunek dla pełnej poświęcenia pracy dobroczynnej Profuma i tamtego wieczoru widziano ją „pogrążoną w ożywionej rozmowie z nim”63, jak wspominał Charles Powell, baron Powell of Bayswater, jeden z głównych doradców byłej pani premier.

Tak jak obawiał się David Bruce, sprawa Profuma odbiła się negatywnie na Macmillanie, który we wrześniu 1963 roku oznajmił

królowej, że zamierza zrzec się przewodnictwa partii przed przyszłorocznymi wyborami. Niecały miesiąc później powalił go dotkliwy ból wywołany zapaleniem i powiększeniem gruczołu krokowego, tak że 10 października 1963 roku Macmillan został

pośpiesznie przewieziony do szpitala z podejrzeniem guza złośliwego. Operacja się udała, a guz okazał się łagodny. Jednakże Macmillan w przypływie paniki, niewiele się różniącej od stanów ogarniających Edena, postanowił ustąpić ze stanowiska bezzwłocznie, przez co królowa została zmuszona do przerwania urlopu spędzanego w Balmoral i przyjazdu do Londynu.

Wydarzenia, które rozegrały się w następnym tygodniu, całkiem

niepotrzebnie rzuciły na Elżbietę II złe światło, kiedy Macmillan za wszelką cenę starał się nie dopuścić, by jego zastępca, Rab Butler, zajął jego stanowisko. W wyniku szeregu kuriozalnych manewrów Macmillan postawił się w roli głównego arbitra i przeprowadził

rozmowy ze wszystkimi czterema kandydatami, nie wstając z łóżka w Szpitalu Króla Edwarda VII. Ostatecznie wybrał

na przewodniczącego swego sześćdziesięcioletniego ministra spraw zagranicznych, czternastego hrabiego Home, który miał szansę zdobyć poparcie większości członków Partii Konserwatywnej.

Macmillan podparł swój wybór sondażem wśród członków gabinetu, wykazując, że dziesięciu ministrów jest za jego kandydatem, trzech za Butlerem i dalszych trzech za pozostałymi dwoma kandydatami.

Wszakże poparcie wśród szeregowych członków partii nie było tak jednoznaczne.

Ponieważ Macmillan po operacji był przykuty do łóżka, wysłał swój list rezygnacyjny do Pałacu Buckingham i postarał się, aby prywatny sekretarz królowej Michael Adeane zorganizował jej przybycie do szpitala na ostatnią audiencję. Rankiem 18 października 1963

roku oficjalnie ogłoszono rezygnację Macmillana. Wkrótce potem królowa, ubrana w jaskrawozielony płaszczyk i kapelusz, udała się do szpitala. Macmillan oczekiwał na nią w łóżku, które przetoczono na kółkach do sali narad. Miał na sobie stary brązowy sweter włożony na białą jedwabną koszulę i był podpięty do drenu odprowadzającego żółć do naczynia pod łóżkiem, obok zaś stała w pogotowiu butelka, na wypadek gdyby pęcherz pacjenta nie wytrzymał.

Gdy Elżbieta II wkroczyła do pomieszczenia, Macmillana urzekł jej

„pewny krok i te błyszczące jasno oczy, które stanowią o jej urodzie”64. Lekarz premiera, sir John Richardson, odnotował, że „tak naprawdę miała łzy w oczach”65. Siedząca na krześle z wysokim oparciem królowa „zdawała się poruszona”, napisał potem Macmillan, i oświadczyła, „jak przykro jej z powodu mojej rezygnacji”66. Od tej chwili przestał być premierem Wielkiej Brytanii, a Elżbieta II nie miała konstytucyjnego obowiązku słuchać jego rad. W dwu analogicznych sytuacjach w przeszłości, kiedy przyszło jej skorzystać ze swych prerogatyw i wyznaczyć nowego przewodniczącego Partii Konserwatywnej, zarówno Churchill, jak Eden powstrzymali się przed udzielaniem jej formalnych wskazówek po złożeniu urzędu.

Jednakże według Macmillana „królowa poprosiła mnie o radę, co powinna zrobić”67, a on spełnił jej prośbę, odczytując na głos sporządzone memorandum przemawiające za wyborem hrabiego Home i dodając, że powinna po niego posłać „niezwłocznie”.

Macmillan zniechęcił ją do bezpośredniej nominacji Home’a, twierdząc, że powinna polecić mu „rozeznanie się”68

i zaraportowanie, czy ma wystarczające poparcie wśród torysów, by sformować rząd.

Królowa posłuchała rady byłego premiera co do joty. Home otrzymał poparcie całego gabinetu, nie wyłączając Butlera, w którego oczach odmowa służenia w roli jednego z ministrów Home’a stanowiłaby nielojalność. Nazajutrz rano Home zrzekł się tytułu arystokratycznego i udał się do pałacu Buckingham, by ucałować dłoń[200]– w ten sposób w Wielkiej Brytanii zostaje się premierem: ujmując dłoń królowej i muskając ją lekko wargami – już jako sir Alec Douglas-Home, czwarty premier Jej Królewskiej Mości.

Przebieg wyboru został skrytykowany przez prasę oraz polityków obu ugrupowań. Pomimo wielokrotnie deklarowanej troski, by pozostać wiernym konstytucji, Macmillan zapędził królową w kozi róg, jak zgodnie twierdzili krytycy, praktycznie wymuszając na niej postąpienie za jego radą. I choć zawsze dążył do zachowania jej prerogatyw, swoim czynem pozbawił ją prawa wyznaczania kolejnego przewodniczącego Partii Konserwatywnej. Niedługo potem torysi przyjęli laburzystowską metodę wybierania lidera poprzez głosowanie.

Krytycy winili Macmillana i związany z nim „magiczny krąg”69

arystokratów o decyzję, która powinna zostać podjęta w wyniku szerzej zakrojonego sondażu. Jednakże można było winić i Elżbietę II o to, że nie szukała na własną rękę zwolenników poza członkami rządu – szczególnie że oskarżano ją o zbyt zawężone konsultacje towarzyszące nominacjom w 1955 i w 1957 roku – jak również o to, że uległa anty-Butlerowskim nastrojom Macmillana. Jak dotąd była to jej najbardziej kontrowersyjna decyzja, zadziwiająca utrata trzeźwej oceny sytuacji politycznej, jaką wykazywała się na przestrzeni dwunastu lat panowania.

Doradcy wskazywali na fakt, że sama królowa też stawiała na Home’a. Ponoć uważała Butlera za „nazbyt zdystansowanego”

i „nazbyt skomplikowanego”70, podczas gdy Douglas-Home zaliczał

się do grona Old Etonians – także był uczniem ekscentrycznego sir Henry’ego Martena – i był długoletnim przyjacielem rodziny, z którym z przyjemnością wypuszczała się na wiejskie wycieczki po ich szkockich posiadłościach. David Bruce miał go za „przezabawnego”71.

Alec Douglas-Home był postacią, która przewinęła się także w oficjalnym życiu królowej, i to nie tylko jako członek rządu Macmillana, lecz również jako szacowny par, który niesie czapkę zawieszoną na lasce przy okazji otwarcia parlamentu. Wykazał się postępowością, gdy w 1957 roku w Izbie Lordów zaproponował

przegłosowanie Ustawy o dożywotnim parostwie, dodając żartobliwie, że „zamknięcie kobiet w parlamentarnym uścisku zdaje się tylko skromnym poszerzeniem zwyczajowych działań każdego para”72. Nie można mu odmówić biegłości w sprawach polityki zagranicznej ani rozległej wiedzy, między innymi dzieł marksistów, w tym Kapitału, które przez rok studiował w młodości, gdy cierpiał

na gruźlicę kręgosłupa. Traktował królową jak „przyjazną dyrektorkę szkoły przyjmującą w swoim gabinecie przewodniczącego szkolnego samorządu”73, zawsze uważną, zadającą trafne pytania i wyrażającą troskę.

Macmillan miał sześćdziesiąt dziewięć lat, gdy przeszedł

na emeryturę, i przez kolejne dwadzieścia trzy będzie nadal prowadził aktywne życie. Kiedy jeszcze dochodził do zdrowia, królowa napisała doń długi serdeczny list, w którym dziękowała mu za to, że był jej „przewodnikiem i poplecznikiem w labiryncie spraw międzynarodowych i nauczycielem w wielu istotnych kwestiach wiążących się z naszą konstytucją oraz życiem politycznym i społecznym mych poddanych”74. Zaproponowała mu tytuł

hrabiowski, aby mógł „kontynuować służbę publiczną z ław Izby Lordów”75, jak również Order Podwiązki, lecz obie propozycje dość stanowczo odrzucił. Ponad dwie dekady później, w swoje dziewięćdziesiąte urodziny, w końcu uległ, przyjmując tytuł hrabiego Stockton nadany mu przez królową jako jeden z nielicznych dziedzicznych tytułów arystokratycznych przyznanych w drugiej połowie dwudziestego wieku.

Gdy w październiku 1963 roku następowała zmiana na szczytach władzy w Partii Konserwatywnej, Elżbieta II była w czwartym

miesiącu ciąży. Jej gniazdo było już w dwu trzecich puste: Karol uczył

się w Gordonstoun School, Anna zaś od września przebywała w szkole z internatem w Benenden w hrabstwie Kent. Do listopada królowa właściwie zrezygnowała z publicznych wystąpień, aczkolwiek w połowie miesiąca zaszczyciła swoją obecnością elegancką kolację wydaną przez ambasadora Davida Bruce’a i jego drugą żonę, Evangeline, w Winfield House, ich rezydencji na terenie Regent’s Park. Z powodu swego stanu królowa wyraziła prośbę, aby gości było nie więcej niż szesnastu, i zatwierdziła wszystkie nazwiska ustalone w wyniku rozmów Bruce’a i Michaela Adeane’a.

„Wprost nie do wiary, ile planowania wymaga kolacja z udziałem królowej”76, napisał w swoim pamiętniku Bruce. Kamerdyner Polak, kucharz Rosjanin, czterech lokajów i niezliczone dworki czynili przygotowania „jakby do karnawału giganta”, których częścią było zbieranie nie mających pokrycia w rzeczywistości plotek o tym, że królowa nie jada zup i pije wyłącznie sok pomidorowy, będąc w ciąży. Jedynym przykazaniem dla kucharza płynącym ze strony Pałacu Buckingham był zakaz zdobienia wypieków amorini, włoskimi czekoladkami w kształcie serca lukrowanymi różnokolorową polewą bądź jadalnym srebrem. Zapytana Elżbieta II odparła, że nie robi jej różnicy, czy panie wystąpią w długich sukniach czy krótszych sukienkach.

Mieszane brytyjsko-amerykańskie towarzystwo było doskonałe, lecz i żwawe: Robert i Mollie Cranborne’owie (przyszły szósty markiz Salisbury z małżonką); konserwatywny polityk Ian Gilmour i jego żona Caroline (córka ósmego diuka Buccleuch); amerykański dziennikarz Walter Lippmann z żoną Helen; Lee i Stas Radziwiłłowie; owdowiała diuszesa Devonshire; Michael Adeane; minister w rządzie torysów i przyszły premier Edward Heath oraz Katharine Macmillan (zamężna z synem byłego premiera Maurice’em). Królowa znała wszystkie zaproszone osoby z wyjątkiem Lippmannów i nie mniej chętnie niż ludzi powitała spaniele Bruce’ów.

„Wszystko poszło wyśmienicie”, wspominał Bruce. „Królowej najwyraźniej smakowały wszystkie potrawy i wina, była ożywiona i wesoła podczas konwersacji, podobnie jak jej mąż. […] Łączy otwartość z dostojnością, ma olśniewającą karnację i serdeczny, przyjemny, nieafektowany sposób bycia”. Po kolacji rozmawiała najpierw z Walterem Lippmannem, a następnie zamieniła parę słów z każdym z obecnych mężczyzn, podczas gdy Filip zabawiał rozmową

panie. Para królewska pożegnała się tuż przed północą.

Zaledwie dziesięć dni później, 22 listopada 1963 roku, zginął

w zamachu prezydent John F. Kennedy. „Przez nasz kraj przeszła fala żałoby o nie mającym precedensu natężeniu zmieszanej z czymś na podobieństwo poczucia katastrofy”77, rzekła Elżbieta II. Książę Filip i Alec Douglas-Home udali się do Waszyngtonu na uroczystości pogrzebowe, wszakże królowa za radą swoich lekarzy dbających o jej zdrowie w trakcie ciąży nie wzięła udziału w nabożeństwie żałobnym odprawianym w katedrze Świętego Pawła. Przeforsowała jednak78 odprawienie nabożeństwa w windsorskiej kaplicy Świętego Jerzego, dokąd zaprosiła prawie czterystu amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Anglii.

Półtora roku później, 14 maja 1965 roku, uczestniczyła w odsłonięciu wyjątkowego pomnika ku czci zamordowanego prezydenta: akra[201] ziemi w Runnymede, gdzie król Jan w 1215

roku podpisał Wielką Kartę Swobód, podarowanego przez naród brytyjski Stanom Zjednoczonym w wieczyste użytkowanie. Miejsce to uświetnił cokół z datami urodzin i śmierci Kennedy’ego oraz wyrytym napisem z jego mowy inauguracyjnej: „Niech każdy naród – czy życzy nam dobrze, czy źle – wie o tym, że zapłacimy każdą cenę, weźmiemy na siebie każdy ciężar, zniesiemy wszelkie trudy, wesprzemy każdego przyjaciela i odeprzemy każdego wroga, aby wolność przetrwała i odniosła sukces”[202]. Komitet, któremu przewodniczył David Ormsby Gore, nadzorował zbieranie funduszy, projekt i wznoszenie pomnika, a wszystkie te poczynania królowa śledziła z zauważalnym zainteresowaniem.

Przed uroczystością odsłonięcia Elżbieta II i diuk Edynburga dołączyli do Jackie Kennedy i jej dzieci na leśnej drodze wiodącej do pomnika. Czteroletni John Kennedy Jr. skłonił się lekko przed królową, a jego siedmioletnia siostra Caroline dygnęła płyciutko. Gdy podchodzili pod wzgórze, książę Filip delikatnie trzymał Johna za rękę.

Podczas uroczystości Macmillan przemawiał z uczuciem o swym zmarłym przyjacielu i sojuszniku, natomiast taktowne słowa Elżbiety II świadczyły o jej „wspaniałomyślności, współczuciu i zrozumieniu”79, jak wspominał David Bruce. Królowa nawiązała do licznych więzów łączących Jacka Kennedy’ego z Wielką Brytanią –

jego pobytu w Anglii w „apokaliptycznym okresie”80 przed drugą

wojną światową, śmierci jego starszego brata Joego „w trakcie wykonywania niebezpiecznej misji” podczas wojny oraz jego

„ukochanej siostry” Kathleen, która spoczęła „pochowana na angielskim kościelnym cmentarzyku”. Królowa opowiadała o „inteligencji i stylu”81 Kennedy’ego, dodając: „całym sercem my wszyscy cieszyliśmy się jego tryumfami, ubolewaliśmy z powodu jego niepowodzeń i opłakiwaliśmy jego odejście”. Jackie nie wygłosiła mowy, lecz wydała oświadczenie, w którym podziękowała Brytyjczykom, stwierdzając: „dzielicie ze mną myśli, które leżą zbyt głęboko, by wywołać łzy”82.

 W dniu 10 marca 1964 roku trzydziestosiedmioletnia królowa wydała na świat swoje czwarte dziecko, Edwarda Antoniego Ryszarda Ludwika; poród odbył się w Belgian Suite pałacu Buckingham. Elżbieta II nie pokazywała się publicznie do maja, aczkolwiek nie zaniechała swoich obowiązków monarszych. Gdy niemowlę miało niespełna miesiąc, dokumenty dostarczane jej w czerwonych teczkach ujawniły niepokojącą tajemnicę, którą królowa będzie zmuszona zachować w sekrecie do momentu jej wyjścia na jaw piętnaście lat później. Sir Anthony Blunt, od 1945

roku główny opiekun zbiorów malarstwa królowej, odpowiedzialny za dzieła sztuki nie będące prywatną własnością monarchy, szpiegował dla Związku Radzieckiego. W zamian za „ogromnie ważne”83 informacje na temat innych kolaborujących z Rosjanami osób brytyjski wywiad zapewnił Bluntowi immunitet. „Królowa od lat wiedziała, że ten człowiek jest szpiegiem”, powiedział Peter Rawlinson, baron Rawlinson of Ewell, wiceminister sprawiedliwości, który był rękojmią immunitetu. „Kluczowe było pozostawienie go w pałacu Buckingham jako opiekuna obrazów królowej.

W przeciwnym razie Rosjanie domyśliliby się, że został

zdemaskowany”84.

Jeśli nawet informacja o zdradzie Blunta wyprowadziła Elżbietę II z równowagi, królowa nie dała tego po sobie poznać. „Stwierdziłam, że często wyrzucam z pamięci nieprzyjemne fakty”85, powiedziała pewnemu dworzaninowi. Po części dzięki praktyce, lecz także za sprawą wrodzonej dyskrecji przywykła chłonąć wiadomości z wielu różnych źródeł – raportów wywiadu, dokumentów rządowych dotyczących planowanych reform, rozmów z sędziami na temat

problemów w systemie sądowniczym – i zatrzymywania dla siebie tych najbardziej wrażliwych. „Ona ma poszufladkowany umysł, z mnóstwem przegródek”, powiedziała Margaret Rhodes. „Potrafi sprawiać wrażenie strasznie rozbawionej, podczas gdy inną częścią mózgu rozważa jakąś kwestię konstytucyjną”86.

Niecały tydzień po szokującej spowiedzi Blunta Elżbieta II zorganizowała jedno z serii wiosennych spotkań typu „kolacja z noclegiem” na zamku w Windsorze. „Rozmawiała o przeróżnych sprawach”, wspominał David Bruce, „w tym o sytuacji politycznej w Laosie, na Cyprze i w Zanzibarze, okazując oczytanie i orientację w każdym temacie. Przy lżejszych tematach była dowcipna i rozmowna”87.

Te regularne spotkania, które zainicjowała królowa Wiktoria w dziewiętnastym wieku, gdy dwór oficjalnie rezydował w Windsorze w kwietniu każdego roku, gromadziły od ośmiu do dziesięciu prominentnych gości z dziedzin takich, jak sztuka, dyplomacja, teologia, biznes, wojskowość, edukacja, sądownictwo i polityka, na wieczorze rozrywek, na które składały się rozmowy przy kolacji.

Mimo że ich forma jest bardzo oficjalna, windsorskie kolacje są luźniejszymi okazjami niż lunche wydawane w pałacu Buckingham w podobnym celu. Królowa „uważa Windsor za swój dom”, powiedział Alec Douglas-Home, „taki, jaki ma każdy z nas. Trudno nam to pojąć”88. Poza okresem wielkanocnym Elżbieta II kiedy tylko może, spędza w zamku windsorskim każdy weekend i czerpie dumę z faktu, że jest jego gospodynią. Osobiście sprawdza pokoje gościnne przed przyjazdem zaproszonych osób i dobiera lekturę tak, aby sprawiła im jak najwięcej przyjemności.

Plan kolacji z noclegiem niewiele się zmienił od czasów króla Jerzego VI i jego małżonki, którzy przywrócili ten zwyczaj w latach po drugiej wojnie światowej. Każda para przybywa między osiemnastą i dziewiętnastą, jest witana przez koniuszego i damę dworu oraz odprowadzana do apartamentu w Wieży Lancasterów, Yorków albo Króla Edwarda III. Zwyczajowe pokoje gościnne składają się z dwu dużych sypialni z łazienkami, garderoby i przestronnego saloniku, umeblowanych między innymi biurkami z materiałami piśmiennymi oraz stołami uginającymi się od butelek z wodą mineralną, karafek z whisky, sherry i dżinem, rogów obfitości z owocami, mis z miętówkami, słojów z herbatnikami oraz wazonów ze świeżymi kwiatami.

Królowa przydziela każdej parze lokaja i pokojówkę jako kamerdynera i pannę do pomocy. Zadaniem tych dwojga jest rozpakowanie bagaży, wyłożenie bielizny do półprzezroczystych woreczków z organdyny, ustawienie kosmetyków i buteleczek perfum w równym rządku, zabranie garderoby do prania i prasowania („ze skutkiem lepszym niż w którejkolwiek londyńskiej pralni”89, jak oceniła żona dyplomaty z jednego z państw Commonwealthu), przygotowanie kąpieli o temperaturze odpowiadającej gościowi, przewieszenie wielkiego ręcznika kąpielowego przez oparcie pobliskiego krzesła, wyłożenie strojów, a przed godziną wyjazdu spakowanie wszystkiego, przekładając poszczególne warstwy bibułką. Liczba personelu i poziom rozpieszczania nie mają sobie równych, wszakże dyrektor muzeum Roy Strong czuł się

„zdeprymowany nadskakiwaniem przez tyle osób”90.

Goście spotykają się na drinku w jednej z obszernych zamkowych sal, gdzie dołączają do nich królowa i książę Filip – w towarzystwie psów nie odstępujących ich ani na krok – wraz z półtuzinem dworzan.

Królowa opowiada historie o poprzednich odwiedzających, naśladując ich gesty i sposób mówienia, i śmieje się ze swych psotnych pupilów. „Nieodmiennie zabawnie jest widzieć, jak te pieski nie słuchają rozkazów monarchy”91, wspominał jeden z byłych dworzan. Następnie wszyscy goście wracają do swoich pokoi pod eskortą, pokonując wyłożony czerwonym chodnikiem Wielki Korytarz długości pięciuset pięćdziesięciu stóp[203], biegnący łagodnym łukiem przez wschodnie i południowe skrzydło bryły zamku.

Ścigając się z czasem, goście mają mniej niż pół godziny na przygotowanie się do kolacji, która ma miejsce w oficjalnej jadalni i zaczyna się drinkami kwadrans po dwudziestej, na piętnaście minut przed punktualnym przybyciem królowej i księcia Filipa. Elżbieta II ma na sobie długą suknię i błyszczy od diamentów zdobiących jej szyję, uszy i nadgarstki. Filip pojawia się w stroju wieczorowym własnego projektu, zainspirowanym „mundurkiem windsorskim”92

wprowadzonym na dwór przez Jerzego III (granatowy aksamit, mosiężne guziki, szkarłatny kołnierz i mankiety).

Królowa nie jest wyznawczynią ogólnej czy choćby

trzykierunkowej rozmowy przy posiłkach, dlatego wszyscy idą za jej przykładem. Gdy monarchini zwraca się najpierw do osoby po lewej, każdy robi to samo, a potem w połowie posiłku głowy wszystkich

odwracają się nagle, kiedy królowa zaszczyca zainteresowaniem osobę siedzącą po prawej. Oczekuje od gości, że zachowają się zgodnie z protokołem, aczkolwiek czasami udziela praktycznych wskazówek. „Muszę powiedzieć słówko wyjaśnienia odnośnie do serwet”, rzekła raz gościowi. „Proszę spojrzeć. Robią to zupełnie nie tak. Część nakrochmalona jest na dole. Serweta przez to się ześlizguje. Prawidłowo robi się to następująco: nienakrochmalona część na kolanach, a resztę trzeba upchnąć pod siedzenie”93.

Rozmawia przyjemnie, lecz nigdy nie zagłębia się zbytnio, woli przechodzić od tematu do tematu. Pod koniec posiłku swoim raczej ekstrawaganckim zwyczajem otwiera torebkę wieczorową, wyjmuje puderniczkę i nakłada na wargi świeżą warstwę szminki. Gdy pierwsza dama Laura Bush zrobiła coś podobnego w trakcie kobiecego lunchu w Waszyngtonie, powiedziała radośnie: „Wiem od królowej, że tak wypada”94.

Hołdując rytuałowi obowiązującemu w wyższych sferach pomimo zwycięstwa feministek w latach siedemdziesiątych, Elżbieta II z innymi paniami wycofuje się po kolacji z jadalni, pozostawiając panów przy stole, aby mogli wypić porto i zapalić cygaro. „Nigdy nawet nie mrugnęła powieką”, wspominała Jean Carnarvon, wdowa po długoletnim doradcy Elżbiety II w sprawie hodowli koni i wyścigów. „Tak po prostu było trzeba”95[204]. Rozmowy w okrojonym damskim towarzystwie toczą się wokół niewinnych tematów osobistych, które nie grożą zdradzeniem poglądów królowej.

Następnym punktem programu jest zawsze zamkowa biblioteka, gdzie królowa kazała przygotować wystawkę przedmiotów mogących zainteresować każdego z gości. „Wybór eksponatów służy raczej rozrywce niż edukacji”96, rzekł Oliver Everett, królewski bibliotekarz przez prawie dwadzieścia lat. W dniach poprzedzających uroczystą kolację aktualny bibliotekarz przesyła królowej notkę z opisem poszczególnych przedmiotów i ich znaczenia. W wypadku amerykańskiego oficjela może to być korespondencja Jerzego Waszyngtona albo odpowiedź pani Lincolnowej na list kondolencyjny królowej Wiktorii wystosowany po zamachu na jej męża, natomiast dyrektorowi Muzeum Wiktorii i Alberta pokaże się raczej list ósmego diuka Devonshire[205]

do królowej Wiktorii z propozycją nazwy tej instytucji. „Dzięki temu

ludzie zyskują tematy do rozmowy”, powiedziała Jean Seaton, wdowa po pisarzu nazwiskiem Ben Pimlott. „Ten mechanizm świetnie się sprawdza w wypadku królowej, która z natury jest nieśmiała”97.

Kulminacją wieczoru jest najekskluzywniejsza na świecie wycieczka po oficjalnej części zamku z jej bezcenną kolekcją, z królową i księciem Filipem w roli przewodników. „Wydaje mi się, że malarstwo pejzażowe jest dość miłe”98, odpowiedziała na pytanie o swój ulubiony styl. Obrazy George’a Stubbsa przedstawiające konie dostarczają jej najwięcej przyjemności, lecz martwi ją, jak raz powiedziała, że malarz „okropnie eksperymentował ze swoimi płótnami i mamy nawet jedno, które się łuszczy, i nie można temu zaradzić”99. Znana jest również z niechęci do malarstwa współczesnego. Przy okazji otwarcia przez nią galerii Tate Modern

„została skierowana w stronę przeciwną niż nieposłane łóżko i fragmenty zwierząt zakonserwowane w solance, a pozwolono jej się przyjrzeć paru barwnym obrazom abstrakcyjnym”100, napisała Diana Mitford[206], lady Mosley, do swej siostry diuszesy Devonshire.

Mimo to komentarz królowej na temat dzieł mistrzów takich, jak van Dyck, Holbein czy Rubens, nieraz zdumiewa gości, gdy padają podawane z głowy daty powstania obrazów, ich temat oraz krótka historia wiążąca się z danym dziełem. „Jej ocena obrazu jest niezmiennie uczciwa i często przenikliwa”, powiedział były główny opiekun zbiorów malarstwa królowej. „Ma dobrą pamięć wzrokową.

I nigdy nie udaje, że podoba jej się coś, co nie przypadło jej do gustu lub czego nie rozumie”101. W przeciwieństwie do królowej Wiktorii Elżbieta II nie jest zapalonym kolekcjonerem, który wertuje katalogi w poszukiwaniu nowych nabytków. „Nie jest ani historykiem sztuki, ani koneserem”, stwierdził Oliver Everett. „Wie jednak, co posiada, i pojmuje tego znaczenie”102. Preferuje „piękno natury”103, jak ujął

to jeden z jej byłych doradców. Niemniej podchodzi poważnie do swej roli kustosza królewskich zbiorów, w których znajduje się około siedmiu tysięcy malowideł.

Po kawie w jednej z sal zamku w Windsorze królowa i książę Filip żegnają się z gośćmi, którzy nie zobaczą ich już więcej.

W poszczególnych apartamentach serwowane jest śniadanie, w wydrukowanej informacji prosi się gości, aby „powstrzymali się od obdarzania podarunkami pieniężnymi personel siedziby Jej Królewskiej Mości”104, choć dopuszczalne są napiwki dla osób

pełniących funkcję kamerdynerów i panien do pomocy. Niektórzy ludzie wykorzystują ostatnie chwile, by raz jeszcze przejść się po oficjalnej części zamku, zanim zostaną odprowadzeni przez starszego stażem członka personelu, który przed wyjściem przypomni im o wpisie do księgi pamiątkowej o kartach z grubego białego papieru. „Mnie zdziwiło nie to, jak wiele, lecz jak niewiele osób było tu w ogóle z wizytą”105, zauważył Roy Strong.

Latem 1964 roku królowa podjęła pełnię oficjalnych obowiązków.

W czerwcu znowu stanęła na czele dorocznej urodzinowej parady, dosiadając wierzchowca po damsku, w lipcu zaś wydała wiele garden party w londyńskim pałacu Buckingham i w pałacu Holyrood w Szkocji. W latach sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku królowa Wiktoria zainicjowała te przyjęcia dla wysoko urodzonych dworzan, a królowa Elżbieta II zdemokratyzowała je po upływie stulecia, kładąc kres balom debiutantek. Liczba zaproszonych gości sięga ośmiu tysięcy w wypadku każdego takiego garden party, a celem tych przyjęć jest uhonorowanie przedstawicieli całego spektrum społeczno-gospodarczego za ich wkład w życie Wielkiej Brytanii.

Królowa Elżbieta II trzymająca na ręku swego trzymiesięcznego syna, księcia Edwarda, i równocześnie pozdrawiająca tłumy u boku księcia Filipa i czteroletniego księcia Andrzeja na balkonie pałacu Buckingham po ceremonii Trooping the Colour, 13 czerwca 1964 r. Fox Photos/Getty Images.

Imienne zaproszenia na białych kartonikach wytłaczanych złotem z królewską koroną i monogramem E II R oznajmiają, że „lord szambelan na rozkaz Jej Królewskiej Mości”106 zaprasza daną osobę na określony dzień. (Lord szambelan, w odróżnieniu od lorda wielkiego szambelana, jest wyższym urzędnikiem dworu królewskiego zarządzającym personelem liczącym ponad osiemset osób). Gdy drzwi pałacu otwierają się107 o piętnastej, panowie w eleganckich garniturach i panie w kapeluszach i popołudniowych sukienkach, wojskowi w mundurach i duchowni wlewają się do ogrodów. Cierpliwie stoją w kolejce do bufetu długiego na czterysta stóp[207] pod ogromnym zielono-białym namiotem, aby dostać filiżankę herbaty zaparzonej z królewskiej mieszanki darjeeling i assam oraz poczęstunek z bogatego wyboru kanapek, wypieków i przekąsek uprzednio sprawdzonych osobiście przez

królową. Dwie orkiestry wojskowe grają żywe melodie, podczas gdy przybyli ustawiani są w szpalery przez członków Yeomen of the Guard odzianych w karmazynowo-złote tuniki z białymi kryzami oraz czarne aksamitne kapelusze ozdobione czerwonymi, białymi i granatowymi wstążkami.

Wraz z wybiciem godziny szesnastej królowa, książę Filip i wybrani inni członkowie rodziny królewskiej pojawiają się na tarasie, by wysłuchać hymnu państwowego i potem ruszyć wzdłuż utworzonych szeregów. Gentlemen Ushers, emerytowani oficerowie armii ubrani w garnitury i cylindry, wybierają około stu gości, których przedstawi królowej lord szambelan, kierując się możliwie najszerszym przekrojem społeczeństwa. Elżbieta II godzinę spędza na przesuwaniu się wzdłuż szpaleru, do perfekcji doprowadziwszy umiejętność okazywania przelotnego, lecz nieśpiesznego zainteresowania każdemu z interlokutorów, po czym dociera do namiotu królewskiego ozdobionego olbrzymią lśniącą koroną.

Lokaj podaje jej filiżankę herbaty na tacy, kiedy królowa robi sobie dziesięciominutową przerwę przed przejściem do przyległego namiotu dyplomatycznego, gdzie przywita się z dygnitarzami, a następnie powróci do pałacu na godzinę osiemnastą. Któregoś roku wzrok żony jednego z dyplomatów przykuł widok królowej „pijącej herbatę boso, w samych pończochach, i z ręką opartą na biodrze.

Popijała herbatę, śmiała się i gawędziła z kamerdynerem”108.

Elżbieta II nie okazuje odrobiny znużenia znajomym rytuałem, rozumiejąc poczucie wyjątkowości żywione przez tysiące zaproszonych osób. Kiedy Cecil Beaton pewnego razu przyglądał się jej „stojącej i rozmawiającej cicho z solidnie nadgryzionym przez mole małżeństwem”, pomyślał, że „para ta jest godna podziwu, to istna sól ziemi. Robili dobre uczynki, pracowali dla swego kraju. Tacy jak oni stanowią kręgosłup kraju i królowa zdawała się o tym doskonale wiedzieć”109.

Jesienią 1964 roku Elżbieta II i Filip udali się do Kanady z dziewięciodniową wizytą państwową. Do Londynu wrócili dwa dni przed wyborami powszechnymi w dniu 15 października. W ciągu pierwszego roku sprawowania urzędu premiera przez Aleca Douglasa-Home’a media, a w szczególności będący plonem popkultury lat sześćdziesiątych satyryczny periodyk Private Eye i kabaretowy program telewizyjny That Was the Week That Was,

bezlitośnie natrząsały się zeń, nazywając go oderwanym od rzeczywistości elegancikiem. Przewodniczący Partii Pracy Harold Wilson przyłączył się do tego chóru, wielokrotnie nazywając go dziedzicznym tytułem: czternasty hrabia Home. „Przypuszczam”, skomentował to Douglas-Home, „że pan Wilson, jeśli się nad tym zastanowić, musi być czternastym panem Wilsonem”110 – i to przezwisko do niego przylgnęło.

W istocie Douglas-Home dobrze się spisał i zyskał popularność wśród elektoratu. Wszelako pragnienie zmian dało zwycięstwo laburzystom niewielką przewagą głosów – Partia Pracy zdobyła czterdzieści cztery koma jeden procent głosów i trzysta siedemnaście miejsc w parlamencie, torysi natomiast czterdzieści trzy koma cztery procent głosów i trzysta trzy miejsca. Harold Wilson został pierwszym laburzystowskim premierem od 1945 roku, kiedy to stanowisko objął Clement Attlee. Był to również pierwszy przypadek, gdy królowa nie była zaangażowana w proces wyboru premiera, jako że partia już wybrała Wilsona na swego przewodniczącego.

O ile Attlee, w którego rządzie zasiadało trzech Old Etonians, był

przewidywalnym typem laburzysty, o tyle Wilson stanowił dla królowej zagadkę: mimo że wywodził się z niższej klasy średniej i kształcił w szkołach, w których o przyjęciu decydowały oceny na świadectwie, ukończył Uniwersytet Oksfordzki z najwyższym wyróżnieniem, a potem sam wykładał tam ekonomię przez niemal dekadę. Chlubił się swoją prowincjonalnością, nie krył silnego akcentu hrabstwa Yorkshire, aczkolwiek był miłośnikiem operetki, a zwłaszcza duetu Gilberta i Sullivana, i z pietyzmem palił fajkę.

Wszakże jego niewyszukany gust, serdeczna natura i cięty dowcip czyniły zeń świetnego kompana.

Kiedy przybył do pałacu Buckingham ucałować dłoń w dniu 16

października 1964 roku, przyprowadził nie tylko swoją żonę Mary, ale także dwóch synów, ojca oraz swoją sekretarkę i powierniczkę Marcię Williams. Zamiast ubrać się w przewidziany protokołem elegancki garnitur, tęgawy nowy premier dał wyraz swemu demokratyzmowi, wkładając prążkowane spodnie i nie pasującą do nich zwykłą marynarkę. Dworzanie poradzili sobie z nietypową sytuacją, zapraszając towarzyszących mu członków najbliższej rodziny na lampkę sherry w Equerry Room, podczas gdy Wilson udał

się do królowej.

Do obowiązków monarchy należy nie zwracać uwagi na sympatie polityczne premiera, a nie dało się ukryć, że Wilson odbiega od linii Partii Konserwatywnej ostatnich kilkunastu lat. Po tym, jak nowy premier załagodził spór ze związkami zawodowymi, doprowadzając do umowy społecznej, sir Michael Oswald[208], zarządca królewskich stajni w Sandringham, zasugerował, aby nazwać imieniem polityka któreś ze źrebiąt. „Monarchini posłała mi zimne spojrzenie”111, wspominał.

Elżbieta II z marszu nauczyła swego piątego z kolei premiera, by traktował ją poważnie: gdy przyszedł na pierwszą audiencję, spodziewając się rozmowy o wszystkim i o niczym, zasypała go gradem szczegółowych pytań o wzmocnienie funta i pomysły na zrównoważenie deficytu budżetowego. Podobnie jak Churchill przed nim, Wilson poczuł się zażenowany, kiedy go przyłapała nieprzygotowanego, i wiele lat później doradził swemu następcy, żeby „czytał wszystkie depesze i dokumenty komisji rządowych o czasie”, chyba że „chce się poczuć jak uczeń, który nie odrobił

zadania domowego”112.

„Trzeba nad nim mocno popracować”113, rzekła królowa do jednej ze swych dworek po pierwszej audiencji, śmiejąc się cicho. „Trzy miesiące później był gotów za nią umrzeć”, wspominała ta sama dworka. „Zawsze miała doskonałe wyczucie tego, co wymaga naprawy”. Bezwstydnie konserwatywna Królowa Matka uważała, że Wilson jest „nieco drażliwy […] dziwnie się z nim rozmawia”114, tym bardziej więc ją ucieszyło, że jej córka zdołała „oswoić go”115.

A Wilson istotnie był bardziej niż podatnym materiałem. „Z Harolda nigdy nie był republikanin”, stwierdziła Marcia Williams, późniejsza baronowa Falkender. „Cała jego rodzina była bardzo prokrólewska”116. Zachwycał się „prawdziwym ceremoniałem monarchii”117, jak powiedział przy jakiejś okazji. Miał „wielki szacunek dla tradycji”.

Z pewnością pomogło mu i to, że mając czterdzieści osiem lat, był

tylko o dziesięć lat starszy od królowej. „Zaczęła od Winstona Churchilla, który traktował ją po ojcowsku, lecz z Haroldem połączyła ją równoprawna relacja”118, powiedziała jego żona Mary.

Wilson przekonał się, że w obecności królowej jest w stanie się odprężyć tak, jak nigdy nawet nie przypuszczał. „Dziwiło go, że siedzi o tak”, opowiadała Marcia Williams, ze skupioną miną

pochylając się do przodu i zaciskając dłonie na nadgarstkach.

„Siadywała z nim wcale nie jak dama, bynajmniej nie sztywno. Sama jej poza kazała mu wierzyć, że jest zainteresowana”. Bardzo szybko, dodała lojalna pani sekretarz premiera, „nikt nie był w stanie popsuć stosunków między nimi. Jego audiencje odbywały się o osiemnastej trzydzieści we wtorki. Mijając go w korytarzu, od razu wiedzieliśmy, gdzie się udaje. Pykał fajeczkę, rzucał jakieś powiedzonko i już go nie było. A kiedy wracał, czuć było, że mile spędził czas”119.

===LUIgTCVLIA5tAm9PeUtyRXZWPVwvRidAMlMTZhE/Wj5LZRV5

„Potrafi nastroić konia psychicznie do tego, czego od niego chce, a potem sprawić, że zwierzę czerpie radość z tego, co robi”.

Królowa Elżbieta II, jak zawsze bez kasku, drze murawę toru wyścigowego w Ascot podczas wyścigu z krewnymi, czerwiec 1961 r. Popperfoto/Getty Images.

Rozdział VIII

Ucieczka w rutynę

O ile objęcie stanowiska premiera przez Harolda Wilsona było wielkim zwrotem, o tyle przełomowe znaczenie w życiu królowej miała śmierć Winstona Churchilla trzy miesiące później, zamykająca pewien rozdział. W dniu 24 stycznia 1965 roku Winston Churchill zmarł w wieku dziewięćdziesięciu lat. Od razu wprawiono w ruch maszynerię przygotowań do pogrzebu państwowego, pierwszego wyprawianego z pełnym ceremoniałem od zgonu księcia Wellingtona w 1852 roku.

Przygotowania, opatrzone kryptonimem „Operacja Oby Nie”1, rozpoczęły się w 1958 roku, gdy były premier nieomal umarł

na nieoczekiwane zapalenie płuc i królowa postanowiła, że w razie czego należą mu się najwyższe honory, których miał dopilnować jej specjalista od ceremoniału, szesnasty diuk Norfolk. „To wyłącznie zasługa królowej, że odbył się pogrzeb państwowy”, wspominała córka Churchilla, Mary Soames. „Napomknęła mu o tym parę lat przed jego śmiercią, a on to dobrze odebrał”2.

Prezydent Lyndon Johnson3 miał reprezentować Stany Zjednoczone, jednakże leżał złożony ostrym zapaleniem oskrzeli w szpitalu wojskowym w Bethesdzie i jego lekarze nie wyrazili zgody na podróż. Prezydent chciał się pojawić na pogrzebie z różnych powodów, między innymi dlatego, że Churchill był Anglo-Amerykaninem i uważał więź łączącą oba kraje za „żywy twór, który należy promować i cenić”4. Przez trzy dni Johnson czynił rozpaczliwe starania5, by zapewniono mu szczególne warunki, w tym możliwość skorzystania z własnego krzesła podczas pogrzebu i schronienia się przed niepogodą, oraz by mógł siedzieć, kiedy wszyscy inni będą stali. Wystarał się również o prywatną audiencję u królowej w pałacu Buckingham po zakończeniu uroczystości pogrzebowych.

Ostatecznie jednak wygrali lekarze. Tym samym Johnson stracił

okazję nie tylko do uczestnictwa w ważnej ceremonii, lecz także do spotkania z królową, której już nigdy nie zobaczył. Wyznaczony w zastępstwie prezydenta6 sekretarz stanu Dean Rusk rozchorował

się na grypę i również musiał się wycofać w ostatniej chwili,

co ograniczyło delegację amerykańską do zaledwie prezesa Sądu Najwyższego Earla Warrena i Davida Bruce’a. Dwight Eisenhower wziął udział w uroczystości jako osoba prywatna i złożył Churchillowi osobisty hołd, wychwalając go za to, że był „wspaniałym twórcą historii”, który „uosabiał dzielność Wielkiej Brytanii w obliczu zagrożenia, jej odwagę wobec przeciwności losu, jej pogardę dla niebezpieczeństwa, umiarkowanie pomimo tryumfów […] przywódca, któremu cały korpus ludzi ceniących wolność tak wiele zawdzięcza”7.

Zgodnie z życzeniem Elżbiety II ciało byłego premiera zostało wystawione w Westminster Hall, a po trzech dniach – w sobotę 30

stycznia 1965 roku – odbyło się nabożeństwo żałobne w katedrze Świętego Pawła w ramach „okazania wdzięczności […] za życie i przykład bohatera narodowego”8. Był to jeden z najwspanialszych spektakli dwudziestego wieku: stu dwudziestu wolno maszerujących marynarzy (podoficerów) ciągnęło trumnę na lawecie armatniej wykorzystanej także podczas pogrzebów królowej Wiktorii oraz królów Jerzego V i Jerzego VI, za nimi szły oddziały wszystkich formacji militarnych i dziewięć orkiestr wojskowych, z dział

wystrzelono dziewięćdziesiąt razy – jeden wystrzał na minutę za każdy rok życia Churchilla. Bezpośrednio za trumną postępowali pieszo męscy krewni zmarłego, dalej zaś wdowa po nim z córkami jechały powozem udostępnionym przez królową, która wyposażyła go w pledy9 i termofory dla odegnania chłodu. Setki tysięcy żałobników zgromadziły się wzdłuż ulic, odprowadzając wzrokiem kondukt pogrzebowy zmierzający z Westminsteru do katedry, co zajęło równą godzinę.

Królowa zjawiła się w katedrze Świętego Pawła przed członkami konduktu i dołączyła do trzech tysięcy zgromadzonych (w tym przywódców stu dziesięciu państw), by zasiąść wraz z mężem i matką na jednym z trzech czerwono-złotych krzeseł na wprost katafalku umieszczonego pod kopułą, która wznosi się na wysokość trzystu sześćdziesięciu pięciu stóp[209]. „Odstąpiwszy od tradycji i protokołu”, jak zauważyła Mary Soames, królowa „oczekiwała na przybycie swego najznaczniejszego poddanego”10. Elżbieta II uprzedziła rodzinę Churchilla, „byśmy nie dygali ani nie kłaniali się, mijając ją, ponieważ to by wszystko hamowało”11.

Nabożeństwo trwało pół godziny, odbyło się bez kazania i przemów, a tylko z modlitwami, czytaniem i trzema ulubionymi

hymnami Churchilla. Poruszający Hymn bojowy Republiki autorstwa Julii Ward Howe był hołdem dla jego amerykańskich korzeni (matką Churchilla była nowojorczanka Jennie Jerome), a wcześniej rozbrzmiał w tej samej katedrze przed ponad rokiem w trakcie nabożeństwa żałobnego za Johna F. Kennedy’ego. Podczas uroczystości żałobnej Churchilla ten właśnie hymn „wykonano z największym entuzjazmem”12, napisał David Bruce.

Gdy na trąbce zagrano kolejno capstrzyk i pobudkę[210], królowa ponownie odstąpiła od protokołu i wyszła z katedry za rodziną Churchilla postępującą bezpośrednio za trumną niesioną przez ośmiu grenadierów gwardii. Członkowie rodziny królewskiej stali w milczeniu na stopniach katedry wraz z innymi światowymi przywódcami. „Obłoki pary wydobywały się z ust królowej”13, gdy kondukt pogrzebowy przy wtórze stłumionych werbli oddalał się w stronę przystani Tower Pier. Stamtąd trumna w otoczeniu bliskich została przewieziona łodzią motorową w górę Tamizy, a następnie pociągiem na cmentarz przykościelny niedaleko miejsca urodzenia Churchilla w Blenheim Palace.

Kolejnym nie mającym precedensu gestem ze strony królowej było wydanie przez nią bufetowego lunchu w pałacu Buckingham dla wszystkich znaczniejszych żałobników i zagranicznych dygnitarzy.

„Było to coś pośredniego”, zanotował David Bruce, „pomiędzy oficjalną sztywnością i nieformalnością”14. Zamiast na początku powitać wszystkich gości kolejno, królowa krążyła między nimi, a niezbędnych prezentacji dokonywali dworzanie. Książę Karol, księżniczka Anna i książę Andrzej „swobodnie przechadzali się obok”, a dziesięciomiesięczny książę Edward „został przyniesiony na króciutko”, po czym królowa zniknęła tuż przed czternastą.

 Ze wszystkich robiących wrażenie scen tamtego dnia najbardziej pamiętny był widok trumny Churchilla okrytej brytyjską flagą i ozdobionej jedynie czarną poduszką z insygniami

Najszlachetniejszego Orderu Podwiązki: misternym łańcuchem zwanym kollana wraz z emaliowaną odznaką przedstawiającą świętego Jerzego ze smokiem oraz gwiazdą z krzyżem i dewizą orderu Honi soit qui mal y pense ( Hańba temu, kto widzi w tym coś złego). Laureat Nagrody Nobla i zdobywca niezliczonych innych nagród, Churchill uznawał Order Podwiązki za klasę samą w sobie,

twierdząc, że „tylko królowa może go przyznać”15. Zważywszy, że maksymalna równoczesna liczba żyjących odznaczonych wynosi dwudziestu czterech tak zwanych towarzyszy rycerskich i że w kapitule znajdują się członkowie rodziny królewskiej oraz zagraniczni przywódcy, rycerze Orderu Podwiązki są prawdopodobnie najbardziej ekskluzywnym klubem na świecie.

Order ten został ustanowiony w 1348 roku przez króla Edwarda III i jest przyznawany dożywotnio.

W czerwcu 1965 roku królowa wezwała swych rycerzy

na doroczne spotkanie, podczas którego powołała do kapituły dwóch nowych towarzyszy: Basila Brooke’a, byłego premiera Irlandii Północnej, i Edwarda Bridgesa, byłego szefa służby cywilnej.

Elżbieta II nigdy nie podaje, z jakiego powodu odznaczonego spotyka ten wyjątkowy „przejaw królewskiej łaski”16, lecz w gronie przez nią wyróżnionych znalazło się ośmiu jej premierów wraz z innymi znaczącymi osobami ze świata polityki, sądownictwa, biznesu, wojskowości i dyplomacji, jak również dziedziczni parowie; część z nich królowa odznaczyła za oddanie osobistych przysług.

Z wyjątkiem członkiń rodziny królewskiej kobiety nie były dopuszczane do kapituły do 1987 roku, kiedy to królowa postanowiła powołać pełnoprawne towarzyszki rycerskie, z których pierwszą była Lavinia Fitzalan-Howard, diuszesa Norfolk, odgrywająca rolę królowej podczas prób do koronacji i regularnie podejmująca17

Elżbietę II i Filipa w swej siedzibie rodowej, zamku w Arundel, podczas dorocznych letnich wyścigów na torze Goodwood.

Co ciekawe, Elżbieta II nie uhonorowała w ten sposób swej siostry, księżniczki Małgorzaty, aczkolwiek powołała do kapituły księżniczkę Annę (w 1994 roku) oraz księżniczkę Aleksandrę[211] (w 2003 roku), obydwie podziwiane przez ogół za poświęcenie w służbie królowej.

Czterdzieści lat po śmierci ojca do kapituły Orderu Podwiązki została powołana Mary Soames. Gdy przybyła do pałacu Buckingham, królowa wyłożyła insygnia na fortepian. „No i proszę bardzo”, powiedziała. Wskazując na łańcuch, dodała: „To kollana twego ojca!”. „Och”, odparła Mary, „to niemożliwe”. Speszona, że właśnie zaprzeczyła monarchini, wyjaśniła, że kollana jest częścią wystawy w Chartwell, domu Churchilla w hrabstwie Kent. „Kazałam ją stamtąd zabrać”18, odrzekła królowa z błyskiem w oku, dodając, że oryginał zastąpiła na wystawie kopia łańcucha.

Królowa Elżbieta II i książę Filip w orszaku zmierzającym do kaplicy Świętego Jerzego w Windsorze z okazji dorocznego nabożeństwa dziękczynnego w intencji rycerzy Orderu Podwiązki, najwyższego odznaczenia przyznawanego przez królową, czerwiec 1975 r. Reginald Davis, kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego (Londyn).

Święto Orderu Podwiązki, mające miejsce w poniedziałek

po ceremonii Trooping the Colour, jest szczególnie miłym stałym punktem w kalendarzu królowej. Rycerze spotykają się na zamku w Windsorze, gdzie są świadkami powoływania nowych towarzyszy w Sali Tronowej. Odtwarzając średniowieczną atmosferę, zakładają błyszczące łańcuchy i odznaki na ciężkie aksamitne granatowe szaty ozdobione białymi atłasowymi wstawkami na ramionach. „Ktokolwiek wymyślił ten strój, nie miał specjalnego zmysłu praktycznego”, zauważyła przy jakiejś okazji królowa, „nawet w czasach, gdy nosiło się takie rzeczy”19. Odbierając przysięgę i nawołując rycerzy do wiary, „jest niezwykle sprawna, szybka i zwięzła”20, zauważyła Deborah Mitford, gdy jej mąż Andrew, jedenasty diuk Devonshire, zostawał rycerzem. „Język jest podniecający, starożytny i nieco straszny, nic tylko walczenie z różnymi rzeczami i ludźmi”.

Królowa podejmuje rycerzy lunchem w Sali Waterloo, długiej galerii z misternie rzeźbionym sklepieniem i clerestorium, co sprawia wrażenie okrętu wojennego z dziewiętnastego wieku. Stół jest wspaniale nakryty srebrną zastawą i kwiatami. Podobnie jak w wypadku innych królewskich bankietów, nikt „nie czeka na niejadków”21, wspominała Deborah Mitford.

Po lunchu22 rycerze szykują się do barwnego orszaku, zapinając szaty i poprawiając odznaki, kollany i płaskie aksamitne czarne kapelusze z powiewającymi strusimi piórami. Przechodzą z głównej części zamku wykładaną kocimi łbami uliczką do kaplicy Świętego Jerzego, poprzedzani przez orkiestrę gwardii w złotych kurtach, emerytowanych oficerów mieszkających w Windsorze w strojach szkarłatnych oraz heroldów w szkarłatno-złotych tunikach i czarnych pludrach, mijając spieszonych członków kawalerii przybocznej tworzących szpaler[212]. Wielu rycerzy Orderu Podwiązki jest starszych wiekiem, toteż niektórzy stawiają niepewnie kroki pod ciężarem obfitych szat. „Królowa zawsze bardzo się troszczy o ich stan”, powiedział podpułkownik sir Malcolm Ross, były skarbnik Elżbiety II. „Mówi na przykład: «Proszę uważać na tego. Nie wolno mu się zasapać», no więc prowadziłem go na skróty”23.

Święto Orderu Podwiązki to jedna z okazji ściągających tłumy turystów pragnących ujrzeć monarchinię na żywo; co roku przybywa do Windsoru osiem tysięcy osób, a kolejny tysiąc wypełnia kaplicę Świętego Jerzego, by wysłuchać nabożeństwa dziękczynnego, w czasie którego rycerze siedzą w stallach na chórze. Później

królowa, diuk Edynburga i rycerze wracają powozami i autami na zamek. „Zawsze milej jest wlec się z górki niż pod górkę”24, zauważyła królowa. Kiedy członkowie rodziny królewskiej już się pożegnają, towarzysze rycerscy spotykają się ponownie w Sali Waterloo na herbacie i wtedy panuje przyjemna „luźna, zrelaksowana”25 atmosfera, wspominała Deborah Mitford.

 Dopiero po ponad dekadzie Harold Wilson, pierwszy socjalistyczny premier Elżbiety II, mógł wziąć udział w zarezerwowanym dla wybrańców rytuale Orderu Podwiązki – widowisku, które wzbudziło w nim entuzjazm. Tymczasem realizował program szeroko zakrojonych reform społecznych i zwiększał wydatki rządowe na budownictwo, system emerytalny, opiekę zdrowotną i pomoc społeczną. Z chwilą gdy gabinet zyska choćby nieznaczną przewagę w parlamencie, partia rządząca ma praktycznie nieograniczoną władzę, bez konieczności układania się z opozycją. Powojenne rządy konserwatystów niewiele uczyniły, by zablokować rozwój państwa opiekuńczego zapoczątkowany przez Clementa Attlee, tak że Wilsonowi pozostało tylko znacząco rozszerzyć poszczególne projekty.

Począwszy od 1965 roku laburzystowska większość przegłosowała zniesienie kary śmierci, skończenie z cenzurą, zliberalizowanie ustawy aborcyjnej, obniżenie wieku wyborczego do osiemnastu lat, poddanie reformie rozwodnictwa i dekryminalizację

homoseksualizmu. Rząd Wilsona niemal podwoił liczbę uniwersytetów, znacząco poszerzył dostęp do bezpłatnego szkolnictwa wyższego (czemu kres trzydzieści trzy lata później położyło wprowadzenie obowiązku czesnego obliczanego w oparciu o stan majątkowy). Zarazem podkopał jakość szkolnictwa średniego, zamykając finansowane z budżetu państwa szkoły średnie prowadzące nabór w oparciu o wyniki – w jakich sam się uczył, podobnie jak inni prominentni politycy brytyjscy, tacy jak Margaret Thatcher i Edward Heath. Te wymagające pod względem akademickim placówki zostały zastąpione egalitarnymi szkołami ogólnokształcącymi, w których poziom nauczania był niższy. W celu zapewnienia środków na te projekty rządowe Partia Pracy musiała zaciągać kredyty i podnosić podatki.

Premier informował o swoich planach podczas wtorkowych audiencji w pałacu Buckingham. W odczuciu Wilsona królowa „miała

bardzo dobre poglądy na wszystkie sprawy”, jak wspominała Marcia Williams. „Nie przedstawiała ich, mówiąc: «Oto moja rada i lepiej proszę się do niej zastosować». Wiedziała, że nie jest od udzielania rad, lecz od tego, by w miarę możliwości poddawać różne kwestie pod dyskusję w przyzwoity sposób”26. Rzecznik prasowy Wilsona, Joe Haines, stwierdził, że sokratyczne podejście królowej zmuszało premiera do „usprawiedliwiania przed nią wszystkich swoich propozycji, co było bardzo dyscyplinujące. Oznaczało bowiem, że najpierw musiał mieć wszystko dobrze poukładane w głowie”27.

Jednakże patrząc z szerszej perspektywy, Elżbieta II nie spowolniła marszu socjalistów, aczkolwiek Harold Macmillan osobiście był

zdania, że miała „hamujący wpływ”28.

Podobnie jak ten ostatni, Wilson pomagał królowej zaspokajać łaknienie plotek politycznych. Między innymi opowiedział jej o rzekomej skłonności prezydenta Valéry’ego Giscarda d’Estaing do krążenia po ulicach Paryża w poszukiwaniu kobiet. „Jako że była królową, przyjmowała wszystko i nic jej nie szokowało”, oceniła Marcia Williams. „Świetnie rozumie ludzką naturę i potrafi czytać w ludziach jak w otwartej księdze. […] Jest wysoce inteligentną gawędziarką sceny politycznej”29. Wilson również liczył na poufność rozmów z królową. Ilekroć martwił się30, że kolega z rządu go podgryza, mógł się wypłakać na jej ramieniu.

O ile Elżbieta II od początku nawiązała z Wilsonem relację raczej ciepłą, o tyle nie miała złudzeń, że jego koledzy z partii przeczuleni na punkcie kwestii klasowych mają dość ponure zapatrywania na monarchię i na nią. Mimo to udało jej się przekonać do siebie najtrudniejsze przypadki, między innymi Barbarę Castle, rudowłosą żagiew znaną jako Czerwona Królowa Laburzystów, oraz Richarda Crossmana, którego historyk A. N. Wilson określił jako „wielkiego zdezorganizowanego biseksualistę”31. Kiedy rząd stworzony przez Harolda Wilsona stawił się przed królową po raz pierwszy w celu zaprzysiężenia na członków Tajnej Rady, wszyscy ministrowie po kolei niechętnie poddali się temu, co Wedgwood Benn, szczery do bólu socjalista, nazwał „straszliwie upokarzającym”32 rytuałem klękania, przysięgania na Biblię, ujmowania dłoni królowej i wycofywania się tyłem. Sam z rozdrażnieniem wykonał „najpłytszy ukłon, jaki kiedykolwiek widziano”33.

Królowa Elżbieta II z Haroldem Wilsonem w Balmoral w 1975 r. po tym, jak wyznał jej, że zamierza ustąpić ze stanowiska premiera w swoje sześćdziesiąte urodziny w marcu następnego roku. Zdjęcie z prywatnych zbiorów lady Wilson.

Crossman, jak tyle innych osób, docenił sposób, w jaki królowa pozwoliła mu poczuć się swobodnie, i zauważył, że ma ona „cudowny śmiech” i jest „naprawdę bardzo spontaniczna”34. Elżbieta II zaś czuła się w jego obecności na tyle zrelaksowana, że poruszała podczas audiencji z nim rozmaite dręczące ją tematy, a on chlubił się tym, że potrafi wyczuć najdrobniejsze zmiany w jej nastroju. Gdy Crossman napomknął o dame Evelyn Sharp, siejącej postrach urzędniczce państwowej zarządzającej renowacją urbanistyczną, królowa sarknęła: „Ach, ta. Mogę panu powiedzieć, że jej nie lubię”35. Jeśli chodzi o rytuał z Tajną Radą, stwierdziła: „Filip zawsze powtarza, że to strata czasu”. Elżbieta II o jednym nie wiedziała –

że Crossman skrzętnie zapisywał wszystkie jej uwagi w swoim obszernym dzienniku. Kiedy po jego śmierci w 1974 roku wykonawcy ostatniej woli w odniesieniu do dorobku literackiego zamierzali opublikować spisane przezeń obserwacje, Martin Charteris odwiódł

ich od zamieszczenia „budzących największe wątpliwości fragmentów” zawierających uwagi Jej Królewskiej Mości.

Barbara Castle, która miała kąśliwe poczucie humoru i żywy charakter, dała się ująć dowcipowi Elżbiety II oraz jej „naturalnemu

urokowi”36 i z łatwością nawiązała przyjazne stosunki z królową.

Po bankiecie państwowym w 1965 roku Castle stała z Elżbietą II i księżniczką Małgorzatą, gdy rozmawiały o obawach księcia Karola spowodowanych czekającym go egzaminem wstępnym na studia. „Ani ty, ani ja nigdy byśmy się nie dostały na uniwersytet”37, rzekła nagle do swojej siostry królowa, na co pani polityk z Partii Pracy pośpieszyła z zapewnieniem, że „nie jest to takie trudne, jak by się wydawało”. Castle była pod wrażeniem tego, że Elżbieta II potrafi znaleźć się bez problemu w towarzystwie polityków

z przeciwstawnych ugrupowań, gdyż ma w pamięci mnóstwo szczegółów dotyczących ich biografii, „co sprawia, że rozmowa toczy się na idealnie bezpiecznym, politycznie neutralnym poziomie”38.

Wszakże Wedgwood Benn pozostał nieprzejednanym oponentem królowej i wszystkiego, co ona reprezentowała – nawet po tym, jak ożenił się z bogatą Amerykanką mającą duży dom w modnej dzielnicy Holland Park. Jako minister łączności w rządzie Wilsona rozpoczął

nawet donkiszotowską kampanię mającą na celu usunięcie wizerunku Elżbiety II ze znaczków pocztowych. Cierpliwie wysłuchała39 jego propozycji i przyjrzała się szkicom proponowanych zamienników.

Benn wyszedł po czterdziestominutowej audiencji przekonany, że zgodziła się na jego plan. „Ona wzięła go za łobuza”, skwitował to Kenneth Rose. „On sądził, że owinął ją sobie wokół palca”40.

Prywatnie królowa okazała Wilsonowi niezadowolenie i premier zdusił sprawę w zarodku. Kiedy Benn zjawił się w pałacu później, po tym, jak Wilson przesunął go do Ministerstwa Infrastruktury, królowa nie odmówiła sobie komentarza: „Z pewnością będzie panu brakowało pańskich znaczków”41. Podziękował jej za „dobroć, zachęty i pomoc w poradzeniu sobie z tą sprawą”, zanim ukłonił się posłusznie i wycofał z sali audiencyjnej.

Innym z jej krytyków był wywodzący się z Partii Pracy minister spraw zagranicznych Michael Stewart. Podczas kolacji z noclegiem na zamku w Windsorze w 1968 roku oznajmił Lydii Katzenbach, żonie amerykańskiego ministra sprawiedliwości, że „pominąwszy znajomość koni”, królowa jest „głupią kobietą”42. Gdy Katzenbach przekazał potem tę krytyczną uwagę, David Bruce wyraził zdziwienie

„w obliczu powszechnej wiedzy, że premier ma królową za wyjątkowo dobrze poinformowaną w sprawach

międzynarodowych. Fakt, że woli, gdy ma możliwość wyboru – a tego

powiedzieć nie można – wierzchowce od spraw państwowych, być może jest prawdą, lecz nikt nie ma prawa jej zarzucić, że zaniedbuje nużące i jak sobie wyobrażam, często nudne obowiązki osoby publicznej”.

Gdy Elżbieta II wkraczała w wiek średni, konie faktycznie były zarówno jej pasją, jak i ucieczką. Przez lata rzadko kupowała wierzchowce, woląc je hodować, co było tradycją sięgającą czasów królowej Elżbiety I. W latach sześćdziesiątych monarchini od ponad dekady nadzorowała królewskie przedsiębiorstwo hippiczne z hodowlami zlokalizowanymi w Sandringham i pobliskim Wolferton, jak również w Hampton Court i stadninie w Polhampton Lodge w hrabstwie Berkshire, wynajmowanej od 1962 roku. Dziesięć lat później wykupiła Polhampton Lodge z zamiarem trzymania w sielskich warunkach dopiero co odłączonych od matek roczniaków i koni wyścigowych potrzebujących odpoczynku – zwanych przez jej długoletniego zarządcę stadniny Michaela Oswalda „zdolnymi do dalszej walki”43.

W życiu prywatnym, podobnie jak w życiu publicznym, królowa jest osobą trzymającą się ustalonej rutyny, która w wypadku jej koni wyścigowych uzależniona jest od rytmu parzenia, narodzin, odłączania od matek, trenowania i udziału w wyścigach. Zazwyczaj dokonuje inspekcji swoich klaczy i ogierów w stadninie w Sandringham w pierwszych sześciu tygodniach roku, gdy rozpoczyna się sezon rozrodczy, po czym znowu w kwietniu i w lipcu, aby zobaczyć źrebięta będące owocem kojarzenia par w poprzednim sezonie. Za pomocą godnego zaufania staromodnego aparatu fotograficznego metodycznie uwiecznia na zdjęciach klacze z młodymi.

Wczesną wiosną oraz jesienią odwiedza roczniaki w Polhampton, a także przy każdej okazji na wiosnę i latem obserwuje ponad dwadzieścia młodych koni pełnej krwi trenowanych w stajniach na terenie hrabstw Wiltshire, Hampshire i Berkshire. Śledzi ich wyniki na torze wyścigowym przez okrągły rok, aczkolwiek z powodu wymagającej pracy tylko nieliczne ogląda w gonitwie osobiście.

Derby w początkach czerwca i Royal Ascot w drugiej połowie miesiąca to wydarzenia trwale wpisane do jej kalendarza; stara się również uczestniczyć w pozostałych liczących się gonitwach.

Królewska stadnina w Sandringham44 to wzniesiony w końcu

dziewiętnastego stulecia, zwieńczony kominami i wieżyczkami, malowniczy kompleks budynków stajennych z czerwonej cegły i miejscowego brązowego piaskowca zwanego „piernikiem”. Klacze zajmują przestronne boksy, w których bez trudu mieszczą się nowo urodzone źrebięta, jednakże każdy ogier żyje niczym król w znacznie obszerniejszym boksie o ścianach wyłożonych płytkami, z dziesięciocalową[213] warstwą zrębków na podłodze, wysokimi oknami, dwuspadowym dachem z drewna i trzciny rosnącej w hrabstwie Norfolk oraz światłem podczerwonym do osuszania.

Ogiery mają tam do dyspozycji cztery wybiegi po dwa akry[214] każdy, otoczone ceglanym murem i żywopłotem, z rozmieszczonymi w pobliżu ogrodami i fontannami.

Właściwa działalność odbywa się w szopie, ogromnej konstrukcji z piaszczystym podłożem. Doradcy królowej do spraw hodowli i wyścigów czynią sugestie odnośnie do kojarzenia par, lecz odwrotnie niż w roli władczyni, gdzie Elżbieta II idzie za wskazówkami innych, tutaj często to ona wykazuje inicjatywę, kierując się własnymi spostrzeżeniami i rozległą wiedzą na temat rodowodów. Wie, które wierzchowce są wytrzymałe, które szybkie, a które cechuje niewypowiedziana odwaga. Jest biegłym sędzią końskiej sylwetki – potrafi ocenić, jak to ujął Henry Porchester, czy

„koń ma dobre łopatki, krótkie nadpęcie, dobre kopyta, prosty czy wykrzywiony staw skokowy, dobre nogi, ładne oczy czy kształtną głowę”45. Zasłynęła z odkrycia, że stajnia pomyliła dwa jej roczniaki, Doutelle i Agreement, które poprzednio widziała źrebiętami. „Dużo czyta i dużo wie”, powiedział Michael Oswald. „Jeśli ktoś chce porozmawiać o katalogu sprzedaży, powinien dobrze się przygotować, ponieważ będzie znała imię praprababki danego wierzchowca”46. Ostateczna decyzja „zawsze należy do królowej”47, napisał Arthur FitzGerald w swojej oficjalnej historii królewskich stadnin.

Oswald żartobliwie nazywa stadninę w Sandringham „ośrodkiem pomocy przedmałżeńskiej i poporodowej dla koni”48. Wszelako sam akt naturalnego krycia – skojarzenie wartego wiele milionów dolarów ogiera odnoszącego sukcesy na torze z jedną z cennych klaczy królowej – nie jest dla osób o słabych nerwach. Jeśli już, jest to niełatwy przypadek kontrolowanego pożądania dwóch potężnych nerwowych stworzeń, z których każde waży prawie tonę. Niech

dowodem na przyziemną naturę wieśniaczki u Elżbiety II będzie to, że przyglądała się brutalnej rzeczywistości aktu parzenia niejednokrotnie. Królowa, w każdych innych okolicznościach schludna i układna, stawała w rogu szopy ze swym zarządcą stadniny i stajennymi, a nawet wkładała kask ochronny, póki inspektorat bezpieczeństwa i higieny nie polecił jej wybudować podniesionego punktu obserwacyjnego. „Jest bardzo rzeczowa”, stwierdził Michael Oswald. „Wie, na czym to polega”49.

Pośpieszny, gwałtowny i stanowiący potencjalne zagrożenie akt parzenia zaczyna się, gdy klacz w rui jest wprowadzana do szopy.

Na tylne nogi ma nałożone ciężkie skórzane buty, aby nie mogła kopnąć ogiera, a do szyi i kłębu przytroczoną grubą skórzaną sztuczną grzywę, aby w ferworze kopulacji nie została ugryziona.

Klacz znajduje się najpierw w jednej części szopy, z miękką ścianą z dużym otworem, gdzie ona i „podstawiony” ogier prowadzą końską grę wstępną, a kiedy klacz jest już wystarczająco podniecona –

o czym świadczy nie dający się pomylić z niczym innym objaw znany jako „błyskanie sromem” – bada ją weterynarz, palpacyjnie i ultrasonografem, aby stwierdzić, czy jest bliska owulacji. Jeśli tak, wraca na środek szopy, gdzie staje w lekkim zagłębieniu. Jeden stajenny trzyma ją za uzdę, a drugi ma w ręku „dudkę”, pałkę z rzemienną pętlą, która poskramia klacz, gdy zacisnąć ją na nosie zwierzęcia. Czterej mężczyźni wprowadzają wysoce podnieconego wybranego ogiera, który szarpie się, parska, rży i w końcu staje dęba, zanim dosiądzie klaczy, podczas gdy jego wysiłki wspomaga jeszcze inny stajenny stojący nieopodal zadu klaczy.

Gdy zapłodnienie zostanie potwierdzone w badaniu

ultrasonograficznym, królowa śledzi przebieg trwającej jedenaście miesięcy ciąży i sporadycznie jest świadkiem przy porodzie, który zazwyczaj następuje nocą. Na ogół jednak otrzymuje fotografię narodzonego źrebaka, którego – bywa – nazwała już wcześniej, po czym obserwuje jego rozwój do dnia odłączenia od matki i przewiezienia do Polhampton jako roczniaka.

Podczas jednej z wizyt w Polhampton królowa towarzyszyła Henry’emu Porchesterowi, swemu stajennemu Seanowi Norrisowi, trenerowi Ianowi Baldingowi i jego żonie Emmie na pastwisko, aby zobaczyć z bliska ujeżdżanie półtuzina źrebiąt. Nagle koniki zaczęły galopadę w kółko, „bombardowanie z lotu nurkowego”50, stawanie dęba i wierzganie. Tylko Balding i królowa pozostali na swoich

miejscach, podczas gdy pozostała trójka rzuciła się ku furtce.

Elżbieta II i trener wiedzieli, że jeśli nie będą się ruszać, młode konie nie zaatakują ich i w końcu się uspokoją.

„O, to było przerażające”51, powiedziała później królowa. „Była kompletnie nieporuszona”, wspominał Balding, na własne oczy przekonawszy się o wielkiej odwadze będącej jedną z jej głównych cech. „Potrafi stać się spokojniejsza w obliczu problemu, nie pozwala, by adrenalina wzięła nad nią górę i wprawiła ją w panikę”52, powiedział Monty Roberts, trener z Kalifornii znany jako „zaklinacz koni”, w późniejszym czasie jej dobry przyjaciel.

Przygotowanie roczniaków do pierwszej gonitwy wymaga niemal tyle uwagi królowej co wcześniej hodowla. A zna się na tym tak, że jak powiedział Henry Porchester, „rozmawiać z nią to prawie jak rozmawiać z trenerem”53. „Gdyby była zwykłym człowiekiem, prawdopodobnie zostałaby trenerem”, zauważył Ian Balding.

„Uwielbia to”54. Zawsze rozdziela swoje wierzchowce między kilku trenerów, głównie dlatego, że chce zobaczyć odmienne podejście.

„Niektórzy trenerzy odpowiadają danemu koniowi bardziej niż inni”, rzekł Oswald. „Trochę przypomina to wybieranie szkoły dla dzieci”55. Elżbieta II potrafi godzinami stać w porannej mgle przy wybiegu, ubrana w tweedowy płaszczyk, kalosze i w apaszce na głowie, z lornetką przyciśniętą do oczu śledząc konie biegające po pagórkach. „Obserwuje, jak się poruszają, jak się sprężają”, opowiadał Ian Balding. „Patrzy, jak biegają”56.

Odwiedza także swoje konie57 w boksach podczas wieczornego oporządzania i wtedy przygląda się uważnie każdemu z osobna, obdarzając go marchewką albo pęczkiem koniczyny i czułym klepnięciem oraz rozmawiając ze stajennym. Zna wszystkich stajennych i chłopców do pomocy i ceni ich zdanie. Ich świat jest jednym z nielicznych miejsc, gdzie znikają bariery narzucone przez protokół i gdzie królowa może rozmawiać z drugim człowiekiem jak równy z równym. Wie o problemach i troskach tych ludzi nie mniej niż o ich czworonożnych podopiecznych.

Robiąc objazd po stajniach Baldinga w Kingsclere, zapytała o system wentylacyjny, wiedząc, że skoro konie oddychają wyłącznie przez nos, są narażone na infekcje układu oddechowego. Znalazłszy się w domu przy drinku, wydmuchała nos i zdumiała trenera, podając mu chusteczkę, żeby zobaczył ciemny śluz. „Tak mi się właśnie

zdawało, że tam jest niesamowicie dużo kurzu i nie ma czym oddychać”58, powiedziała. Był to jej pełen dramatyzmu i rozsądku sposób na pokazanie mu, że jego konie cierpią. Balidng kazał wybić kilka dziur w tyle boksów, zakryć je przesłonami, a do tego dodać wyciąg w dachu dla polepszenia przepływu powietrza.

Przebywając w którejś ze swoich wiejskich posiadłości, Elżbieta II znajduje czas na konne przejażdżki praktycznie codziennie, także w deszczu, zarówno w ramach ucieczki, jak i narzuconego sobie ostrego reżimu fizycznego. Umie jeździć w siodle od dzieciństwa, siedzi na końskim grzbiecie pewnie, wodze trzyma lekko, a mimo to sprawuje pełną kontrolę. Choć zawsze towarzyszą jej stajenny i tajniak, gdy mknie przez wiejskie tereny, czuje, że jest wtedy sama –

wielka rzadkość w wypadku królowej.

Nigdy nie interesowały jej skoki i wiedziała, jak unikać ryzyka.

Jednakże jej roztropność nie sięga wkładania kasku do jazdy konnej; nawet gdy była młodsza i darła murawę toru wyścigowego u boku siostry i córki podczas dorocznej rodzinnej porannej gonitwy w Dniu Dam w Ascot, na wietrze powiewała tylko jej apaszka. Jean Carnarvon wspominała, że jej mąż „zwykł szaleć z tego powodu.

Rozmawiał z nią o tym. A ona i tak nie miała zamiaru mu ustąpić”59.

Raz Ian Balding, ścigając się z nią w parku windsorskim, zbeształ ją.

„Naprawdę uważam za śmieszne, że nie nosi pani kasku, właśnie pani!”60, powiedział. Na co Elżbieta II odparła: „Nigdy go nie nosiłam, a poza tym pan nie musi układać sobie włosów jak ja”61 –

co było wyrazem nie tyle próżności, ile pragmatyzmu i potrzeby bycia gotową na umówione spotkania.

W przeciwieństwie do żony Filip nie urodził się w siodle. Zaczął

grywać w polo w 1950 roku podczas pobytu na Malcie, gdyż spodobało mu się silne fizyczne wyzwanie tego sportu. Od początku jeździł konno agresywnie, „pragnąc wygrać za wszelką cenę”62, jak powiedział major Ronald Ferguson[215] często grywający z Filipem.

Zdaniem Fergussona Filip „czuł potrzebę gry w polo, by dać upust nagromadzonej frustracji. Zjawiał się […] z parą uchodzącą uszami, a po paru meczach był już całkiem innym człowiekiem – frustracja go opuszczała”.

Dla diuka Edynburga koń do gry w polo jest niczym rower crossowy. „Kieruje nim; kiedy chce wyprzedzić kogoś przed sobą, dodaje gazu i koń przyśpiesza; kiedy naciska na hamulec, koń staje,

a poza tym posłusznie skręca w lewo albo w prawo”, stwierdził

Monty Roberts. „Nie interesuje go, dlaczego wierzchowiec coś robi, tylko żeby to zrobił”63. Konie są niezrozumiałe dla Filipa, którego mało obchodzi, na czym polegają różnice między poszczególnymi osobnikami.

Elżbieta II ma bardziej intuicyjne i dociekliwe podejście i rozumie reakcje koni. „Potrafi nastroić konia psychicznie do tego, czego od niego chce, a potem sprawić, że zwierzę czerpie radość z tego, co robi”64, zauważył sir John Miller, wieloletni koniuszy koronny i masztalerz królowej. „Okazuje zainteresowanie i bada wrodzone skłonności”65, powiedział Roberts.

Chociaż książę Filip nie jest wielkim fanem gonitw konnych, sumiennie towarzyszy żonie podczas Royal Ascot, wydarzenia stanowiącego oś jej wyścigowego życia i będącego tradycją rodziny królewskiej od czasów królowej Anny, która założyła tor w 1711

roku. Przez cztery dni czerwca, począwszy od wtorku po święcie Orderu Podwiązki (zwanym przez niektórych „czuwaniem w intencji Ascot”, kiedy to rycerze „klękają, by modlić się o zwycięzcę w dalszej części tygodnia”66), królowa na zamku w Windsorze podejmuje przyjaciół, głównie ze światka miłośników wyścigów, z mieszaniną wytworności i wojskowej precyzji. Wszyscy się stroją – panowie występują w eleganckich garniturach i cylindrach, panie w „szykownych sukniach”67 i najlepszych kapeluszach, obowiązkowym elemencie garderoby w wypadku strefy Royal Enclosure w Ascot.

Elżbieta II wydaje obfity lunch, a o określonej godzinie wstaje od stołu, zazwyczaj ścigana przez pluton swych pupilów rasy corgi i dorgi, które odpoczywały u jej stóp. Towarzystwo zostaje przewiezione autami przez park windsorski do Ascot Gate, gdzie przesiada się do powozów, z których każdy jest zaprzężony w czwórkę koni i powożony przez dwóch odzianych w szkarłat stangretów, z siedzącymi z tyłu lokajami w czerwonej liberii i w czarnych cylindrach. Po pokonaniu dwu mil[216] polnej drogi orszak królewski, którego tradycja ma swe początki w latach dwudziestych osiemnastego wieku za panowania króla Jerzego IV, punktualnie o godzinie czternastej przejeżdża przez Golden Gates toru wyścigowego, by jak każe zwyczaj, podążyć dalej trawiastą prostą ciągnącą się na milę[217].

Znalazłszy się w loży królewskiej, goście Elżbiety II mogą zająć się sobą, podczas gdy ona skupia się na popołudniowych wyścigach, co stanowi dla niej miłą rozrywkę, nawet gdy sama wystawia zawodnika. „Najwspanialsze w wyścigach jest to, że przez dwie, trzy godziny z rzędu pochłaniają całą jej uwagę i są tak odmienne od jej codziennych zajęć, dając możliwość zapomnienia o tym, co dzieje się na świecie, martwi ją czy niepokoi”, powiedział Michael Oswald.

„Od jednego z jej prywatnych sekretarzy usłyszałem, że ma to na nią zbawienny terapeutyczny wpływ”68.

Kiedy wierzchowiec królowej zwycięży, Elżbieta II skacze z radości jak mała dziewczynka, wydaje okrzyki i uśmiecha się szeroko, odrzucając zahamowania, które zazwyczaj pętają ją w życiu publicznym. Nigdy jednak nie stawia zakładów. Wiadomo, że jest bacznym obserwatorem i znawcą gonitw. Pochylając się do przodu na krześle, ze wzrokiem przykutym do toru wyścigowego, mówi na przykład: „Patrzcie, wyszedł na złą nogę. Nic dziwnego, że nie może wziąć zakrętu”69. „Nie wydaje mi się, żeby ten koń odstawał.

[…] Widzieliście jego gwałtowny skręt? Nie podobało mi się, jak położył uszy. Ładnie przyśpieszył. […] Myślę, że lepiej by mu szło na torze lewoskrętnym niż prawoskrętnym”70.

Królowa Elżbieta II i książę Filip w powozie z orszaku królewskiego przy okazji Royal Ascot na trawiastej prostej toru wyścigowego, czerwiec 1980 r. Reginald Davies, kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego (Londyn).

Z ekranem telewizyjnym z tyłu pomieszczenia i rzędem dużych foteli za zakrzywioną płaszczyzną okna z przodu jej bogato wyposażona loża została zaprojektowana tak, aby zapewniać jak najlepszy widok na tor. Po czwartej gonitwie królowa zaprasza gości

– w tym rozmaitych dygnitarzy z Royal Enclosure – na herbatę w prywatnej sali na tyłach loży, gdzie lokaje krążą, serwując kanapki, rożki, truskawki ze śmietaną i ciasteczka. Przysiada na chwilę i prowadzi rozmowę, lecz zrywa się wraz z początkiem następnej

gonitwy, żeby nie przegapić ani sekundy. „Będąc człowiekiem, zawsze ma się nadzieję”, powiedziała raz zapytana o swoją fascynację wyścigami konnymi, „a może nawet żyłkę hazardzisty i wierzy się, że własny koń okaże się lepszy od konia kogoś innego, i dlatego się to wciąż robi”71.

Królowa pokrywa koszty hodowli i wyścigów ze swych prywatnych funduszy, równoważąc część wydatków pieniędzmi z nagród, opłatami za krycie przez jej ogiery i ze sprzedaży wybranych zwycięzców innym hodowcom, co przynosi wedle pewnych szacunków dochód netto w wysokości pół miliona funtów rocznie.